Izrael martwi się o liczbę turystów. A jego sąsiad bije rekordy popularności!
Odkąd Izrael zdecydował się solidnie inwestować w turystyczny marketing – m.in. dopłacając do biletów i zachęcając linie do otwierania nowych połączeń, bił jeden rekord za drugim. Liczba turystów rosła każdego roku, ale wszystko wskazuje, że po tłustych latach nadszedł czas na chude.. Budżet na promowanie kraju znacząco zmalał, sytuacja w regionie jest niepewna, a do tego tuż obok pojawił się silny konkurent – Jordania.
W 2019 roku Izrael przyciągnął rekordową liczbę turystów – aż 4,55 mln osób. To oznacza, że przyjechało tu o 10,6 proc. ludzi więcej, którzy zostawili w kraju aż 22 mld ILS. Jeśli chodzi o narodowość odwiedzających, to najwięcej było Amerykanów, Francuzów i Rosjan, ale gdyby patrzeć na wzrost liczby turystów, to Chińczycy nie mają sobie równych. Było ich bowiem ponad dwukrotnie więcej niż w 2018 roku. Polacy stanowią siódmą najliczniejszą grupę turystów.
– To trzeci rok z rzędu, kiedy pobiliśmy rekord turystyki przyjazdowej do Izraela – powiedział Amir Halevi, dyrektor generalny ministerstwa turystyki Izraela w oficjalnym oświadczeniu. – Te doskonałe statystyki są wynikiem rewolucji zawodowej i marketingowej, którą przeprowadziliśmy w ostatnich latach. Kampania „dwa miasta, jedna podróż” z powodzeniem promuje Jerozolimę i Tel Awiw, a teraz skupiamy się także na opracowaniu nowych produktów turystycznych, stawiając głównie na pustynię Negew i region Ha-Arawa – dodał.
Wyniki są dobre, ale…
To jednak ta optymistyczna część wypowiedzi na temat 2020 roku w izraelskiej turystyce. Jednocześnie przedstawiciele ministerstwa wiedzą, że budżet wydatków na reklamę zostanie w tym roku ograniczony. Mają więc też sporo obaw i nie kryją ich w swoich wypowiedziach.
– Jesteśmy w zasięgu 5 milionów turystów, ale obawiamy się, że pęd, jaki osiągnęliśmy naszym ukierunkowanym marketingiem, nie będzie kontynuowany z taką samą intensywnością ze względu na znaczące cięcia budżetowe – tłumaczy Amir Halevi, cytowany przez Reutersa.
Jednocześnie ministerstwo turystyki zaznaczyło, że nie mają obaw wynikających z „potencjalnego wpływu geopolityki na branżę turystyczną”. A przynajmniej nie większe niż zwykle – jak sami określili.
Dlaczego cięcia budżetowe są tak kluczowe dla napływu turystów? Bo to właśnie na dopłatach i szeroko zakrojonym marketingu Izrael oparł całą swoją turystyczną strategię. Rząd oferował przewoźnikom preferencyjne warunki, dzięki czemu w krótkim czasie pojawiło się wiele nowych połączeń zarówno do Tel Awiwu jak i Ejlatu, w ramach których bez problemu możemy kupić bilety nawet za kilkadziesiąt złotych.
Jeśli nie będzie tylu pieniędzy co wcześniej, trudno będzie namówić linie lotnicze do oferowania tak tanich biletów. A to właśnie one sprawiły, że izraelskie lotniska w ekspresowym tempie zapełniły się turystami z całej Europy.
Izrael się martwi, Jordania świętuje
Do wspomnianych problemów dochodzi jeszcze jeden, który pojawił się całkiem niedawno – coraz silniejsza konkurencja. Nie jest bowiem tajemnicą, że tym samym tropem co Izrael poszła również Jordania, która obecnie (mimo dość drogiej wizy – ok. 210 PLN) bije rekordy popularności – także wśród Polaków.
Według oświadczenia Petra Development and Tourism Region Authority, tylko w ubiegłym roku samą Petrę odwiedziło ponad milion turystów z całego świata. Taka liczba gości oznacza 49-procentowy wzrost w porównaniu do 2018 roku. Zdecydowaną większość turystów stanowili obcokrajowcy.
Skąd tak ogromne zainteresowanie Jordanią w ostatnich latach? Jeśli nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze. Turystów kusi bowiem nie tylko dobra pogoda, piękne krajobrazy i gościnni ludzie, ale przede wszystkim… tanie bilety lotnicze.
Przedstawiciele tamtejszych organizacji turystycznych nie kryją, że zawarli z liniami lotniczymi specjalne umowy i dopłacają do pasażerów, których owi przewoźnicy dowiozą do kraju w niskich cenach.
– Jeśli chodzi o Ryanaira, to linia ma u nas pewne przywileje. Po prostu zwolniliśmy ich ze wszystkich podatków – mówił w rozmowie z Fl4free.pl Ahmad Kraishan, starszy menadżer ds. marketingu w Jordan Tourism Board. – W kwestii lotów czarterowych, dokładamy przewoźnikom 60 USD do każdego pasażera – dodaje.
Wiele osób wie jednak, że koszty wizy można ograniczyć lub całkowicie pominąć. Przede wszystkim, jeśli ktoś wybiera się do Petry, to opłaca mu się wykupić Jordan Pass – wtedy wiza jest już wliczona w cenę. Coraz częściej turyści tez korzystają z drugiego sposobu ominięcia zapłaty, czyli stawiają się w Akabie w ciągu 48 godzin od przyjazdu do Jordanii. Wtedy są zwalniani z konieczności płacenia za wizę. O tym, jak to zrobić możecie przeczytać w naszym artykule i na forum Fly4free.pl.