tajlandia turyści

Obiad za 4 zł, godzina relaksu za 15, a nocleg za 17 zł. Kup tylko bilet, a później poczuj się jak Rockefeller

Jeśli nie zarabiacie dużo, tu poczujecie, jakbyście trafili szóstkę w lotto. Można jeść na mieście, korzystać z rozrywek, zwiedzać i zaznać relaksu w najlepszej formie. Za grosze. Witajcie w Tajlandii. Kraju, który w pełni zasłużenie nazywa się krainą uśmiechu, a powinien też krajem biedno-bogatych turystów. Bo tu naprawdę nie trzeba mieć fortuny, by móc pozwolić sobie na wiele.

W brzuchu układa mi się chyba siódmy albo ósmy posiłek tego dnia. Zaczyna mi się trochę plątać, co i kiedy zjadłam, bo czuję, że dawno przekroczyłam wszelkie granice swojego łakomstwa. Uśmiechnięta i rozmowna Pani od 40 minut masuje moje stopy i nogi, a olejek, którego używa, pachnie jak cytrynowa galaretka z Mieszanki Krakowskiej. Robi się błogo, w tle leci spokojna muzyka, dookoła mnie śpi już kilka osób. Moje powieki robią się coraz cięższe. Jest 22.

„Not too strong, miss?” wyrywa mnie z nieuchronnie zbliżającej się drzemki. W rzeczywistości zasnę dopiero za jakieś 5 godzin. Wstanę po kolejnych trzech. Tak będzie przez cały wyjazd. I niczego nie będę żałować.

Trening pad thaia

Niewiele jest krajów, które mają tak obłędną kuchnię i gdzie jedzenie na mieście jest tak tanie. Więc jem. Pad Thaia, czyli obłędny makaron smażony na woku serwowany m.in. z jajkiem, krewetkami i sosem rybnym. Danie, które jest prawdziwą bombą smaków, kolorów, struktur, a nawet zapachów. Które zapamiętuje się na długo i które wspomina się z burcząco-wibrującym uczuciem w żołądku. Z ukłuciem tęsknoty.

Na ulicy, gdzie jest najsmaczniejszy, zwykle kosztuje od 4 do 6 PLN. Później sajgonki – kilka przepysznych sztuk robionych na miejscu, to kwestia 5 PLN. Za pudełko krewetek większych niż moja ręka zapłacę 15 PLN. Dalej wjeżdża kurczak na sto różnych sposobów, a mój ulubiony z orzechami nigdy nie przekracza poziomu 10-15 PLN.

Pomiędzy kolejnymi atrakcjami skuszę się też na mięsne szaszłyki, czyli z rewelacyjnym sosem orzechowym albo klopsiki nadziewane na patyczki dla odmiany serwowane z czymś co wypala twarz, foliowy woreczek, a może nawet asfalt – wszystkie 1 PLN za sztukę. Dopcham sadzonymi jajkami z przepiórek – 1,5 PLN za 8 sztuk, gotowaną kukurydzą za 2 PLN i kanom krok, czyli tzw. kokosankami – smażonymi ciasteczkami z mleka kokosowego, cukru, cukru, cukru i jeszcze raz cukru oraz mąki ryżowej. Lepkie, mokre i miękkie w środku, chrupiące i rumiane na zewnątrz kulki rządzą!

Gdy zbliża się wieczór, a na stół nie przestają wjeżdżać kolejne obłędne rzeczy – kraby, przegrzebki, smażony lotos, ryby wyglądające jak stwory z Jurrasic World – zaczynam przypominać sobie wszystkie zdania wypowiadane przez znane youtubowo-fejsbukowe trenerki: „możesz więcej niż podpowiada ci twój umysł”, „Nie myśl, że teraz pójdziesz sobie na przerwę”, „Jestem tu z tobą, walcz”.

No to walczę. I gdy tysiące ludzi przyjeżdżają do Tajlandii trenować muay thai, ja pozostaję wierna treningom pad thaia. Idę na rekord, po czym odpuszczam, poddaję się, by znowu sięgnąć po kolejną porcję i dać z siebie wszystko. To ogromna walka z samym sobą i sprawdzian prawdziwego gastroturysty – zjeść w Tajlandii wszystko, co by się chciało.

Spodnie z gumką? Poproszę pięć par

Zapuszczam się na lokalny targ. Sprzedają tu absolutnie wszystko – od ryb i warzyw, przez kwiatowe kompozycje do świątyń, ręcznie robione kosmetyki aż po dziwaczne słodycze, błyszcząco-mrugająco-świecące etui do telefonów i walizki. Im dłużej tu jestem, tym częściej mam wrażenie, że ta ostatnia przyda mi się szczególnie. Stos zakupów przynoszonych do hotelu co wieczór rośnie, a nic nie wskazuje na to, by mój bagaż miał się magicznie rozciągać.

Próbuję przywołać się do rozsądku, choć gigantyczny bazar, przypominający raczej stacjonarny aliexpress lepszej jakości, aż się prosi, by zgubić tam siebie, godność i wypłatę.

Tutejsze stragany uginają się pod naporem luźnych spodni z gumką i równie zwiewnych sukienek. W słoniki, esy-floresy, kwiaty. Zwykle kosztują od 10 do 30 PLN, choć dużo zależy od umiejętności targowania i determinacji sprzedawcy. Turyści kupują je hurtowo tłumacząc, że w tych kolorowych słonikach nie jest gorąco, że wygodnie, że do świątyni łatwiej wejść. Nie wierzcie im. Tak naprawdę chodzi o to, że można jeść do woli i nie trzeba rozpinać guzika.

Trudno oprzeć się kiczowato-dziwacznym pamiątkom, które ani nam ani naszym znajomych nie są potrzebne do niczego. Kuszą, bo nie kosztują zbyt wiele, bo są nietypowe i nawet jeśli nie do końca się przydadzą, to są szansą, by komuś dać zarobić. Torebki zrobione z puszek po napojach (!) – 15 PLN, robaki o smaku barbecue – 2,5 PLN, chipsy z duriana – najbardziej śmierdzącego owocu świata – 5 PLN, kosmetyczki, które wyglądają jak… opakowania popularnych słodyczy – 12 PLN, a nawet mordoklejki z mleka kokosowego – 4,5 PLN.

No dobra, te ostatnie warto kupić. Najlepiej hurtowo.

Foto: Aneta Zając / Fly4free.pl

Koszty? Jakie koszty?!

W Bangkoku najtańsze hostele startują od 11 PLN za noc w pokoju wieloosobowym i od 17 PLN za osobę w „dwójce”. I choć każdy chce tu mieć najlepiej apartament z widokiem na pół Tajlandii, to w praktyce zwykle okazuje się, że w hotelu nie widzieliśmy nic poza łóżkiem, na które padaliśmy co wieczór wyczerpani.

Pociąg z lotniska do centrum to wydatek ok. 5 PLN, taksówka – 30-40 PLN. Jeśli chcemy poruszać się po mieście, to bilet na metro kosztuje od 1-5 PLN, podobnie na autobus. Poza trasą z lotniska taksówki, jeśli przypilnujemy taksometru też kosztują niewiele, stoją za to w gigantycznych korkach. Za to za 6-10 PLN można przejechać spory kawałek miasta z taksówkarzem na… motocyklu.

W dodatku dzięki aplikacjom typu Grab można mieć zniżki i nie trzeba się targować. Żądni wrażeń mogą negocjować z kierowcami tuk-tuka, ale im bliżej głównych atrakcji turystycznych próbujemy ich łapać, tym trudniej stawiać warunki.

Godzina masażu to wydatek od 15 do 25 PLN, peeling całego ciała razem z relaksacyjnymi cudami i inne kosmetyczne bajery to zwykle koszt ok. 80 PLN za 2-3-godzinną sesję. A skoro wszystko czynne jest nawet do północy, to nie ma lepszego miejsca do wprowadzenia się w stan przedłóżkowego relaksu po całym dniu zwiedzania i zakupów.

Zwłaszcza, że Tajki i Tajowie to dla mnie geniusze masażu i mistrzowie naciskania tam, gdzie potrzeba w odpowiednim momencie. I chociażby dla tych godzin spędzonych na wygodnych fotelach w salonach spa mogłabym tam wracać bez końca.

masaż bangkok
Foto: Aneta Zając / Fly4free.pl

Oczywiście Tajlandia to nie tylko Bangkok, choć jeśli się chce, można to miasto pokochać całym sercem. Ale na rajskich wyspach czy na północy (chociażby w Chiang Mai) też nie bywa drogo, pod warunkiem, że unikamy typowych turystycznych pułapek i zamiast taksówek stawiamy na skuter lub zbiorową komunikację. A jak się tam dostać? Nocnymi autobusami z fotelami-leżankami za kilkadziesiąt PLN albo samolotami – zwykle w tej samej cenie.

Na snorkeling po rafie koralowej można wybrać się za 30 PLN, lokalne wycieczki zorganizowane przez agencje turystyczne to zwykle koszt od 30 do 50 PLN – w zależności od tego, czego oczekujemy i jak bardzo jesteśmy gotowi dać się wykiwać. Wiele z nich możecie też zorganizować na własną rękę i często okazuje się, że kosztowały zaledwie kilka albo kilkanaście PLN.

Naprawdę trudno znaleźć coś, co w wyprawie do Tajlandii będzie kosztować nas dużo. Poza samym biletem z Polski. Jeśli więc chcecie gdzieś poczuć, że naprawdę stać was na wiele, a w dodatku mieć do dyspozycji przepiękne zabytki, rajskie plaże i jedzenie, które śni się po nocach, to pamiętajcie, że Tajlandia zawsze na was czeka.

I ja wiem, że ona się zmienia, że jest coraz bardziej turystyczna, że barów coraz więcej i McDonald’sa można znaleźć bez trudu. Ale jak się chce, to lokalne targi wciąż działają, małe hoteliki wciąż istnieją, a jedzenie nadal smakuje tak samo. A ludzie wciąż uśmiechają się tak samo.

Foto: monticello / Shutterstock
Sprawdź inne superokazje 🔥
Przedłużony weekend w Rzymie za 562 PLN 😍🔥 City break: loty + 2 noclegi w centrum 🏛️🍕
Włochy z Warszawy 562 PLN

Przedłużony weekend w Wiecznym Mieście

Egipt z aquaparkiem i prywatną plażą 🏖️🌊 Tydzień w 5⭐️ resorcie z all inclusive w Marsa Alam za 2372 PLN 🔥
Egipt z 6 miast 2372 PLN

Luksusowy relaks nad Morzem Czerwonym pod koniec wakacji

Urlop na Malcie w świetnej cenie 🌊🏨 Loty z Warszawy i noclegi w hotelu przy zatoczce Xemxija za 569 PLN 🇲🇹
Malta z Warszawy 569 PLN

Urlop na śródziemnomorskiego wyspie w dobrej cenie

Odwiedź Cypr za 1449 PLN 🇨🇾 Urlop w Ajia Napa na zakończenie wakacji 🌊 Loty i noclegi w hotelu z basenem 😍
Cypr z Warszawy 1449 PLN

Lato na Cyprze: loty i 4 noclegi w hotelu z basenem

Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze

Avatar użytkownika
Niestety z przykrością stwierdzam, że powyższy artykuł to mit i bajek, napisany przez kogoś, kto w Tajlandii najprawdopodobniej nigdy nie był. Tajlandia nie jest tania, była kiedyś, 2-3 lata temu. Ceny w zeszłym roku były ok. 30-40% wyższe niż rok wcześniej, co wiem na pewno, ponieważ budżetując swój wyjazd opierałem się na informacjach od osób odwiedzających Tajlandię w poprzednim sezonie (2016). Kwoty przytoczone na Waszej stronie trzeba niestety włożyć między bajki albo pomnożyć przez 1,6-2. Poza tym, kurs tajlandzkiej waluty wobec złotówki to już nie 100 THB = 10 PLN, a prawie 12. Z uczciwości muszę doprecyzować, że mówię o cenach w Bangkoku, Krabi oraz na wyspach – zarówno na Morzu Andamańskim (Ko Lanta, Ko Lipe, Ko Jum) jak i w Zatoce Tajlandzkiej (Ko Samui, Ko Tao), ponieważ tam byłem, nie znam cen w północnej, kontynentalnej części.Wiele wolnych terenów na odwiedzanych przeze mnie wyspach to obecnie jeden wielki plac budowy. Powstają hotele, resorty, supermarkety. Tajlandia przeżywa boom turystyczny w związku z sytuacją geopolityczną w płn Afryce i na bliskim wschodzie oraz z niższymi cenami biletów lotniczych z Europy niż kilka lat temu. Naprawdę bardzo często słyszy się wszędzie język polski, słowacki, węgierski czy rosyjski, częściej już chyba niż angielski.Nie chcę odbierać przyjemności z wyjazdu osobom, którzy się tam właśnie wybierają, ale mam niestety mieszane uczucia po powrocie. To był mój pierwszy wyjazd do Azji, na który bardzo pozytywnie się nastawiałem. Obawiam się, że przez kilka najbliższych lat rozglądał się będę jednak za innymi kierunkami. Nie przekonała mnie ich “niezmierna i bezinteresowna” gościnność, ponieważ często miałem nieodparte wrażenie, że podszyta była materializmem. Różne ceny dla turystów i dla Tajlandczyków, np. wstęp do parku narodowego (Tajowie 40 THB, obcokrajowcy 200 THB), ale też np. papierosy w sklepie (tu różnica była “tylko” dwukrotna), to naprawdę słabe. I już nawet nie chodzi o różnicę w cenie, ale o sposób postrzegania turysty.Pojawiające się opinie typu “największy wydatek to bilet lotniczy – na miejscu żyjesz za grosze” nie będę nawet komentował, ponieważ to nieprawda, to opis sytuacji sprzed lat. Piszę to dlatego, żeby przestrzec osoby, które wyjeżdżają tam z ograniczonym budżetem i nadzieją, że “pad thai na ulicy jest po 20 THB i będzie fajnie”. Fajnie raczej będzie, ale tanio już nie.Na Ko Lancie spotkałem parę backpackerów ze Słowacji, którzy martwili się po 3 dniach pobytu, że przylecieli do Tajlandii na miesiąc, a przy tych cenach będą zmuszeni zmienić datę powrotu na wcześniejszą. Z kolei na Ko Lipe osoby, które były tam rok wcześniej opowiadały, że było dużo taniej, nie trochę – dużo.Kto chce, niech jedzie, ale niech się nastawi na normalne, prawie europejskie ceny.
bld, 2 października 2018, 19:02 | odpowiedz
Ceny są sprzed 3 tygodni. 
bld Niestety z przykrością stwierdzam, że powyższy artykuł to mit i bajek, napisany przez kogoś, kto w Tajlandii najprawdopodobniej nigdy nie był. Tajlandia nie jest tania, była kiedyś, 2-3 lata temu. Ceny w zeszłym roku były ok. 30-40% wyższe niż rok wcześniej, co wiem na pewno, ponieważ budżetując swój wyjazd opierałem się na informacjach od osób odwiedzających Tajlandię w poprzednim sezonie (2016). Kwoty przytoczone na Waszej stronie trzeba niestety włożyć między bajki albo pomnożyć przez 1,6-2. Poza tym, kurs tajlandzkiej waluty wobec złotówki to już nie 100 THB = 10 PLN, a prawie 12. Z uczciwości muszę doprecyzować, że mówię o cenach w Bangkoku, Krabi oraz na wyspach – zarówno na Morzu Andamańskim (Ko Lanta, Ko Lipe, Ko Jum) jak i w Zatoce Tajlandzkiej (Ko Samui, Ko Tao), ponieważ tam byłem, nie znam cen w północnej, kontynentalnej części.Wiele wolnych terenów na odwiedzanych przeze mnie wyspach to obecnie jeden wielki plac budowy. Powstają hotele, resorty, supermarkety. Tajlandia przeżywa boom turystyczny w związku z sytuacją geopolityczną w płn Afryce i na bliskim wschodzie oraz z niższymi cenami biletów lotniczych z Europy niż kilka lat temu. Naprawdę bardzo często słyszy się wszędzie język polski, słowacki, węgierski czy rosyjski, częściej już chyba niż angielski.Nie chcę odbierać przyjemności z wyjazdu osobom, którzy się tam właśnie wybierają, ale mam niestety mieszane uczucia po powrocie. To był mój pierwszy wyjazd do Azji, na który bardzo pozytywnie się nastawiałem. Obawiam się, że przez kilka najbliższych lat rozglądał się będę jednak za innymi kierunkami. Nie przekonała mnie ich “niezmierna i bezinteresowna” gościnność, ponieważ często miałem nieodparte wrażenie, że podszyta była materializmem. Różne ceny dla turystów i dla Tajlandczyków, np. wstęp do parku narodowego (Tajowie 40 THB, obcokrajowcy 200 THB), ale też np. papierosy w sklepie (tu różnica była “tylko” dwukrotna), to naprawdę słabe. I już nawet nie chodzi o różnicę w cenie, ale o sposób postrzegania turysty.Pojawiające się opinie typu “największy wydatek to bilet lotniczy – na miejscu żyjesz za grosze” nie będę nawet komentował, ponieważ to nieprawda, to opis sytuacji sprzed lat. Piszę to dlatego, żeby przestrzec osoby, które wyjeżdżają tam z ograniczonym budżetem i nadzieją, że “pad thai na ulicy jest po 20 THB i będzie fajnie”. Fajnie raczej będzie, ale tanio już nie.Na Ko Lancie spotkałem parę backpackerów ze Słowacji, którzy martwili się po 3 dniach pobytu, że przylecieli do Tajlandii na miesiąc, a przy tych cenach będą zmuszeni zmienić datę powrotu na wcześniejszą. Z kolei na Ko Lipe osoby, które były tam rok wcześniej opowiadały, że było dużo taniej, nie trochę – dużo.Kto chce, niech jedzie, ale niech się nastawi na normalne, prawie europejskie ceny.
Aneta Zając, 2 października 2018, 21:23 | odpowiedz
Avatar użytkownika
  Ceny faktycznie mogłyby być „sprzed 3 tygodni”, gdyby powyższy artykuł pojawił się... w 2015 roku. 
Aneta Zając Ceny są sprzed 3 tygodni. 
bld Niestety z przykrością stwierdzam, że powyższy artykuł to mit i bajek, napisany przez kogoś, kto w Tajlandii najprawdopodobniej nigdy nie był. Tajlandia nie jest tania, była kiedyś, 2-3 lata temu. Ceny w zeszłym roku były ok. 30-40% wyższe niż rok wcześniej, co wiem na pewno, ponieważ budżetując swój wyjazd opierałem się na informacjach od osób odwiedzających Tajlandię w poprzednim sezonie (2016). Kwoty przytoczone na Waszej stronie trzeba niestety włożyć między bajki albo pomnożyć przez 1,6-2. Poza tym, kurs tajlandzkiej waluty wobec złotówki to już nie 100 THB = 10 PLN, a prawie 12. Z uczciwości muszę doprecyzować, że mówię o cenach w Bangkoku, Krabi oraz na wyspach – zarówno na Morzu Andamańskim (Ko Lanta, Ko Lipe, Ko Jum) jak i w Zatoce Tajlandzkiej (Ko Samui, Ko Tao), ponieważ tam byłem, nie znam cen w północnej, kontynentalnej części.Wiele wolnych terenów na odwiedzanych przeze mnie wyspach to obecnie jeden wielki plac budowy. Powstają hotele, resorty, supermarkety. Tajlandia przeżywa boom turystyczny w związku z sytuacją geopolityczną w płn Afryce i na bliskim wschodzie oraz z niższymi cenami biletów lotniczych z Europy niż kilka lat temu. Naprawdę bardzo często słyszy się wszędzie język polski, słowacki, węgierski czy rosyjski, częściej już chyba niż angielski.Nie chcę odbierać przyjemności z wyjazdu osobom, którzy się tam właśnie wybierają, ale mam niestety mieszane uczucia po powrocie. To był mój pierwszy wyjazd do Azji, na który bardzo pozytywnie się nastawiałem. Obawiam się, że przez kilka najbliższych lat rozglądał się będę jednak za innymi kierunkami. Nie przekonała mnie ich “niezmierna i bezinteresowna” gościnność, ponieważ często miałem nieodparte wrażenie, że podszyta była materializmem. Różne ceny dla turystów i dla Tajlandczyków, np. wstęp do parku narodowego (Tajowie 40 THB, obcokrajowcy 200 THB), ale też np. papierosy w sklepie (tu różnica była “tylko” dwukrotna), to naprawdę słabe. I już nawet nie chodzi o różnicę w cenie, ale o sposób postrzegania turysty.Pojawiające się opinie typu “największy wydatek to bilet lotniczy – na miejscu żyjesz za grosze” nie będę nawet komentował, ponieważ to nieprawda, to opis sytuacji sprzed lat. Piszę to dlatego, żeby przestrzec osoby, które wyjeżdżają tam z ograniczonym budżetem i nadzieją, że “pad thai na ulicy jest po 20 THB i będzie fajnie”. Fajnie raczej będzie, ale tanio już nie.Na Ko Lancie spotkałem parę backpackerów ze Słowacji, którzy martwili się po 3 dniach pobytu, że przylecieli do Tajlandii na miesiąc, a przy tych cenach będą zmuszeni zmienić datę powrotu na wcześniejszą. Z kolei na Ko Lipe osoby, które były tam rok wcześniej opowiadały, że było dużo taniej, nie trochę – dużo.Kto chce, niech jedzie, ale niech się nastawi na normalne, prawie europejskie ceny.
bld, 2 października 2018, 22:14 | odpowiedz
 Pani Aneto,nie piszę tego złośliwie, ale po to, żeby osoby wjeżdżające na wakacje miały rzeczywisty obraz sytuacji w danym kraju. Ma Pani jeszcze szansę jakoś się z tego artykułu wycofać: „słyszałam, że”, „podobno”,  „były miejsca, gdzie”... Ale proszę nie wprowadzać czytelników w tak daleko idący błąd. Pozdrawiam.
bld   Ceny faktycznie mogłyby być „sprzed 3 tygodni”, gdyby powyższy artykuł pojawił się... w 2015 roku. 
Aneta Zając Ceny są sprzed 3 tygodni. 
bld Niestety z przykrością stwierdzam, że powyższy artykuł to mit i bajek, napisany przez kogoś, kto w Tajlandii najprawdopodobniej nigdy nie był. Tajlandia nie jest tania, była kiedyś, 2-3 lata temu. Ceny w zeszłym roku były ok. 30-40% wyższe niż rok wcześniej, co wiem na pewno, ponieważ budżetując swój wyjazd opierałem się na informacjach od osób odwiedzających Tajlandię w poprzednim sezonie (2016). Kwoty przytoczone na Waszej stronie trzeba niestety włożyć między bajki albo pomnożyć przez 1,6-2. Poza tym, kurs tajlandzkiej waluty wobec złotówki to już nie 100 THB = 10 PLN, a prawie 12. Z uczciwości muszę doprecyzować, że mówię o cenach w Bangkoku, Krabi oraz na wyspach – zarówno na Morzu Andamańskim (Ko Lanta, Ko Lipe, Ko Jum) jak i w Zatoce Tajlandzkiej (Ko Samui, Ko Tao), ponieważ tam byłem, nie znam cen w północnej, kontynentalnej części.Wiele wolnych terenów na odwiedzanych przeze mnie wyspach to obecnie jeden wielki plac budowy. Powstają hotele, resorty, supermarkety. Tajlandia przeżywa boom turystyczny w związku z sytuacją geopolityczną w płn Afryce i na bliskim wschodzie oraz z niższymi cenami biletów lotniczych z Europy niż kilka lat temu. Naprawdę bardzo często słyszy się wszędzie język polski, słowacki, węgierski czy rosyjski, częściej już chyba niż angielski.Nie chcę odbierać przyjemności z wyjazdu osobom, którzy się tam właśnie wybierają, ale mam niestety mieszane uczucia po powrocie. To był mój pierwszy wyjazd do Azji, na który bardzo pozytywnie się nastawiałem. Obawiam się, że przez kilka najbliższych lat rozglądał się będę jednak za innymi kierunkami. Nie przekonała mnie ich “niezmierna i bezinteresowna” gościnność, ponieważ często miałem nieodparte wrażenie, że podszyta była materializmem. Różne ceny dla turystów i dla Tajlandczyków, np. wstęp do parku narodowego (Tajowie 40 THB, obcokrajowcy 200 THB), ale też np. papierosy w sklepie (tu różnica była “tylko” dwukrotna), to naprawdę słabe. I już nawet nie chodzi o różnicę w cenie, ale o sposób postrzegania turysty.Pojawiające się opinie typu “największy wydatek to bilet lotniczy – na miejscu żyjesz za grosze” nie będę nawet komentował, ponieważ to nieprawda, to opis sytuacji sprzed lat. Piszę to dlatego, żeby przestrzec osoby, które wyjeżdżają tam z ograniczonym budżetem i nadzieją, że “pad thai na ulicy jest po 20 THB i będzie fajnie”. Fajnie raczej będzie, ale tanio już nie.Na Ko Lancie spotkałem parę backpackerów ze Słowacji, którzy martwili się po 3 dniach pobytu, że przylecieli do Tajlandii na miesiąc, a przy tych cenach będą zmuszeni zmienić datę powrotu na wcześniejszą. Z kolei na Ko Lipe osoby, które były tam rok wcześniej opowiadały, że było dużo taniej, nie trochę – dużo.Kto chce, niech jedzie, ale niech się nastawi na normalne, prawie europejskie ceny.
bld, 2 października 2018, 23:40 | odpowiedz
Avatar użytkownika
O czym mówisz, w 2017 pad thai kosztował 30-60 batow
bld Niestety z przykrością stwierdzam, że powyższy artykuł to mit i bajek, napisany przez kogoś, kto w Tajlandii najprawdopodobniej nigdy nie był. Tajlandia nie jest tania, była kiedyś, 2-3 lata temu. Ceny w zeszłym roku były ok. 30-40% wyższe niż rok wcześniej, co wiem na pewno, ponieważ budżetując swój wyjazd opierałem się na informacjach od osób odwiedzających Tajlandię w poprzednim sezonie (2016). Kwoty przytoczone na Waszej stronie trzeba niestety włożyć między bajki albo pomnożyć przez 1,6-2. Poza tym, kurs tajlandzkiej waluty wobec złotówki to już nie 100 THB = 10 PLN, a prawie 12. Z uczciwości muszę doprecyzować, że mówię o cenach w Bangkoku, Krabi oraz na wyspach – zarówno na Morzu Andamańskim (Ko Lanta, Ko Lipe, Ko Jum) jak i w Zatoce Tajlandzkiej (Ko Samui, Ko Tao), ponieważ tam byłem, nie znam cen w północnej, kontynentalnej części.Wiele wolnych terenów na odwiedzanych przeze mnie wyspach to obecnie jeden wielki plac budowy. Powstają hotele, resorty, supermarkety. Tajlandia przeżywa boom turystyczny w związku z sytuacją geopolityczną w płn Afryce i na bliskim wschodzie oraz z niższymi cenami biletów lotniczych z Europy niż kilka lat temu. Naprawdę bardzo często słyszy się wszędzie język polski, słowacki, węgierski czy rosyjski, częściej już chyba niż angielski.Nie chcę odbierać przyjemności z wyjazdu osobom, którzy się tam właśnie wybierają, ale mam niestety mieszane uczucia po powrocie. To był mój pierwszy wyjazd do Azji, na który bardzo pozytywnie się nastawiałem. Obawiam się, że przez kilka najbliższych lat rozglądał się będę jednak za innymi kierunkami. Nie przekonała mnie ich “niezmierna i bezinteresowna” gościnność, ponieważ często miałem nieodparte wrażenie, że podszyta była materializmem. Różne ceny dla turystów i dla Tajlandczyków, np. wstęp do parku narodowego (Tajowie 40 THB, obcokrajowcy 200 THB), ale też np. papierosy w sklepie (tu różnica była “tylko” dwukrotna), to naprawdę słabe. I już nawet nie chodzi o różnicę w cenie, ale o sposób postrzegania turysty.Pojawiające się opinie typu “największy wydatek to bilet lotniczy – na miejscu żyjesz za grosze” nie będę nawet komentował, ponieważ to nieprawda, to opis sytuacji sprzed lat. Piszę to dlatego, żeby przestrzec osoby, które wyjeżdżają tam z ograniczonym budżetem i nadzieją, że “pad thai na ulicy jest po 20 THB i będzie fajnie”. Fajnie raczej będzie, ale tanio już nie.Na Ko Lancie spotkałem parę backpackerów ze Słowacji, którzy martwili się po 3 dniach pobytu, że przylecieli do Tajlandii na miesiąc, a przy tych cenach będą zmuszeni zmienić datę powrotu na wcześniejszą. Z kolei na Ko Lipe osoby, które były tam rok wcześniej opowiadały, że było dużo taniej, nie trochę – dużo.Kto chce, niech jedzie, ale niech się nastawi na normalne, prawie europejskie ceny.
Kamil Kołodziński, 26 grudnia 2018, 19:15 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Jestem w tym momencie w Tajlandii. Jedzenie najtańsze to phad thai za 60 bhat czyli 7 zł. Tego się jeść nie da. Makaron + tona glutaminianu sodu, magi, sól. Normalne jedzenie to 200 bhatow + jakiś ryż i napój czyli 300 bhatow tj 35 zł. Kraj brudny, plaże ladne, ludzie uśmiechnięci, ale dogadać się nie da. Warto przyjechać i zobaczyć ale są ładniejsze miejsca na świecie... A noclegi - phuket to jakieś 150 zł no chyba że ktoś lubi spać w hostelach . Nie mówię o hotelach 4/5 gwiazdek bo to od 300zl za noc.
Qwerty123, 27 grudnia 2018, 11:48 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dodam jeszcze że inne ceny jak masaż za 15 zł to tylko w nielicznych miejscach jak Bangkok, w turystycznych to już 35 zł - dalej tanio. Taxi, tanie ale w Bangkoku na phuket to 100 zł za lotnisko 20 km, innej opcji czesto nie ma. Bez przesady licząc cały koszt 2 tygodni spania w średnich warunkach jedzenia normalnie (nie kraby codizen) to jakieś 5-6 tys z biletami z PL na osobę.
Qwerty123, 27 grudnia 2018, 11:57 | odpowiedz