Wojna z turystami nabiera rumieńców. W „hiszpańskim Mykonos” mieszkańcy blokują ulice łańcuchami
Jak informuje „The Independent”, 195 właścicieli domów w wiosce Binibeca Vell na Minorce postanowiło samowolnie rozciągnąć liny i łańcuchy wzdłuż malowniczych, wąskich uliczek. W ten sposób chcieli dać do zrozumienia turystom, że są to prywatne posiadłości i nie są tu mile widziani.
Costa Brava od 1823 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Sycylia od 2934 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Słoneczny Brzeg od 2464 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Tamtejsza społeczność założyła ponadto stronę internetową, skierowaną do odwiedzających „hiszpańskie Mykonos”. Oprócz opisu atrakcji i pomysłów na spędzanie czasu w okolicy, opublikowano komunikat z prośbą o zatrzymywanie się turystów we wiosce jedynie w godzinach 11:00 – 20:00. Poza tym przedziałem są proszeni o opuszczenie Binibeca Vell, „aby ograniczyć hałas i szanować spokój mieszkańców”. Jednocześnie zaapelowali, aby odwiedziny odbywały się w „ciszy i spokojnej atmosferze”.
Tego typu komunikaty, a także działania polegające na odgrodzeniu uliczek są m.in. efektem incydentów, których prowodyrami byli turyści. W ostatnich miesiącach kilkukrotnie dochodziło do sytuacji, w których odwiedzający wspinali się po prywatnych schodach i balkonach, a także blokowali wejście do domów w poszukiwaniu optymalnego miejsca do selfie. Hiszpańską wioskę odwiedza około 800 tys. urlopowiczów rocznie. W sierpniu z kolei 500 stałych mieszokańców ma głosować nad całkowitym zakazem wstępu do Binibeca Vell dla turystów.
Forma protestu w urokliwej hiszpańskiej wiosce jest niejako kontynuacją regularnie organizowanych na Majorce czy Wyspach Kanaryjskich akcji. W ostatnich tygodniach doszło tam do co najmniej kilku demonstracji i publicznych protestów, w ramach których mieszkańcy domagają się aktywniejszych działań, zmierzających do ograniczenia overtourismu.
Przykładów podobnych działań, skierowanych przeciwko turystom, jest coraz więcej. Jeden z najnowszych dotyczy Fujikawaguchiko w Japonii, gdzie postanowiono zainstalować barierę z czarnej siatki, aby zablokować turystom widok na górę Fuji. Problemem była zarówno zbyt duża liczba odwiedzających, jak i fakt, że naruszali oni przepisy ruchu drogowego i śmiecili. Choć od jej instalacji minęło raptem kilka dni, poszukujący idealnego miejsca na zdjęcie nic sobie z tego nie zrobili. Jak informuje AFP, pojawiły się na niej już dziury, przez które niesforni turyści uchwycali widok na górę.