Fly4free.pl

Szykujcie drugi żołądek i pakujcie plecak. Odwiedzamy gastronomiczną stolicę świata!

rzym
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Najpierw późne śniadanie na słodko wypełnione rogalikami z kremem pistacjowym (choć normalne jadam bekon!), później pierwszy obiad – zwykle jakaś pizza, zaraz po sjeście kolejny – znów z kategorii „pierwsze dania”, czyli makaron pełny sera i świeżego pieprzu, chwila przerwy na wspaniałe, pełne smaku lody i nareszcie kolacja, która zamienia się w biesiadę. Brzmi znajomo? W takim razie prawdopodobnie możecie wstąpić do klubu gastroturystów. A ja zabiorę was do światowej stolicy tego rodzaju podróżowania.

W 2021 r. Tripadvisor uznał Rzym gastronomiczną stolicą świata. Nie we Włoszech. Nie w Europie. Według portalu to najlepszy cel podróży dla każdego gastroturysty – miłośników jedzenia, ludzi z dwoma żołądkami i tych, którzy jeszcze przed kupieniem biletów sprawiają „co można zjeść w…”. Czyli także mnie. A skoro byłam tu sześć razy i wracam przynajmniej raz każdego roku, to pakujcie plecak, weźcie coś na trawienie i ruszajmy na wycieczkę!

Wiem, że to również niekwestionowana stolica zabytków i „gdzie nie wbiją łopaty, tam ważne ruiny”. Wiem, że warto zobaczyć Koloseum, Forum Romanum, Watykan wraz z niezwykłymi Muzeami Watykańskimi, ale to wiedzą wszyscy. I tak – szczerze uwielbiam Rzym i żadnego innego miasta nie odwiedziłam tyle razy, bo zwykle wolę nowe miejsca niż powroty. Tak, to będzie subiektywna relacja pełna pizzy, makaronów, lodów i pecorino. Bo są dla mnie równie zachwycające, co pozostałości romańskiej cywilizacji. I choć zachwycam się nimi za każdym razem, to o wiele lepiej robi mi się to z pełnym żołądkiem. Pozwólcie więc, że was przez nie przeprowadzę – z lodami w dłoni.

Bo dla mnie Rzym jest jednym z tych miast, w których nie je się na czczo, a dwa obiady są nie tyle przyjemnością, co absolutnym obowiązkiem.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Czekoladowo-pomarańczowa obserwacja społeczeństwa

Wychodzę z zatłoczonej lodziarni, a po rożku wypełnionym zmrożonym dobrem już cieknie czekoladowo-pomarańczowa strużka. Nie pozwalam sobie uronić ani kropli, bo powiedzieć, że te lody to ambrozja, to nic nie powiedzieć. Choć „Melograno – Gelato, Pizza e Caffè a Fontana di Trevi”, to turystyczny spot, a cena za porcję nieco wyższa niż w innych miejscach, na samo wspomnienie o nich ślinianki zaczynają mi pracować. Cytrynowe wykręcają pyszczek, czekoladowo-pomarańczowe nie smakują ani sztucznym aromatem ani kiepskim kakao, tylko dokładnie tak intensywnie jak powinny, a „frutta di bosco” przywołują smak polskiego lata u babci. A śmietanka – czyli papierek lakmusowy jakości lodziarni – jest idealna.

Przede mną – hektolitry przewalającej się wody płynącej prosto z akweduktu zbudowanego przed naszą erą, tysiące drobnych euro, które wyławia się stąd każdego roku i oceniający wzrok Okeanosa z trytonami. Nikt nie wie lepiej od nich, ile porcji lodów już tu przejadłam. Od kiedy nie można przesiadywać na Schodach Hiszpańskich, to właśnie fontanna di Trevi, stała się moim ulubionym miejscem społecznych obserwacji.

Potrafię siedzieć tu godzinami i przyglądać się ludziom – czasem podsłuchując urywki rozmów (nie jakoś celowo, po prostu docierają do mnie ich słowa). To tu zobaczycie pełen przekrój turystów. Dziewczynę w czerwonej wieczorowej sukience, która nieśpiesznym krokiem wybiera się na elegancką kolację. Grupę z przewodnikiem, którą ogranicza „za 20 minut zbiórka”, zakochane po uszy pary, które mniej lub bardziej opierają się fotografom-nagabywaczom obiecującym idealne zdjęcie, tych, którzy – tak jak ja – po prostu siedzą i się gapią, tych, którzy walczą o idealne selfie na tle jednego z najsłynniejszych zabytków Wiecznego Miasta i tzw. insta husband, którzy wyginają się na wszystkie strony, aby ujęcie ukochanej było równie piękne, co fontanna za nią.

Choć nie można tu już urządzać sobie nawet drobnej konsumpcji (a pamiętam dobrze, jak się jeszcze dało!), bo przyuważeni przez pilnujących zabytku carabinieri, lada moment zostaniemy „odgwizdani”, to nic nie szkodzi. Z cukierni obok weźcie bomboloni (czyli pączki) wypełnione nadzieniem niemniej niż wasze żołądki będą pod koniec dnia i ruszajmy dalej!

W razie czego świetne lody zjecie też w La Romana, w Old Bridge czy Frigidarium (a to tylko kilka propozycji!), a pyszne słodkości – od pączków po cornetti z przeróżnymi kremami (pistacjowy najwspanialszy) kupicie chociażby w Gran Caffè Dory, Pompi Tiramisù albo tysiącach innych miejsc (zwykle co drugi bar i kawiarnia), a nawet na dworcu Termini – na przykład Eccellenze della Costiera czy w Acafè (warto złapać coś chociażby tuż przed powrotem na lotnisko). Nie zawiedziecie się!

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Koloseum? Musimy odwiedzić starych znajomych od najlepszego tiramisu!

Koloseum, zwane czasem największym rondem Rzymu jednych zachwyca, innych nieco rozczarowuje. Ja przychodzę tu zawsze od strony Parco del Colle Oppio, bo lubię jak wyłania się nagle pośród alejek spacerowych. I lubię, że zwykle to pierwsze miejsce, które odwiedzam po przylocie – po drodze do Trattorii Luzzi, która znajduje się nieopodal – a co ważne, jest otwarta przez cały dzień (bez sjesty!), więc o dowolnej porze może mnie przywitać w Rzymie. Utulić makaronem, rozluźnić limoncello i tanim winem (4 EUR za karafkę!) i pozdrowić serdecznym „zaraz przyniosę miskę z Parmigiano-Reggiano”. Wiem, że jestem już na miejscu.

Tak, znam opinie o tym miejscu i czytam je regularnie. Są skrajnie różne – jedni jak ja lubią tu wracać i słyszeć „pamiętam Cię, byłaś tu kiedyś, prawda?”, bo daje mi to złudne poczucie, że to „moje miejsce”, choć polecane przez wielu blogerów i przewodników. Inni narzekają na chaos, gwar, obrzydliwie kiczowate, nie do końca czytelne menu, ciasne stoliki, na nie-zawsze-ogarniętą i zbyt-rozbawioną załogę. Ale to wszystkie te rzeczy, które do mnie właśnie przemawiają, które mnie kupują. No i to jedno z tańszych miejsc w Rzymie, bo rachunek dla dwóch osób (bruschetta, makaron lub pizza, karafka wina i limoncello dla dwóch osób to zwykle wydatek ok. 25 EUR). I tylko podpowiem, że mają jedno z najlepszych tiramisu w tym mieście! Może nie do końca wyględne, ale na pewno zapadające w pamięć.

Wciągam tu makarony (próbowałam już chyba wszystkich), plotkuję z kelnerami i współbiesiadnikami przy innych stolikach (oczywiście, jeśli sobie tego życzą), czuję się trochę jak zaproszona do czyjegoś domu. A skoro wiem, że w dużej mierze pracują tu członkowie jednej rodziny, to chyba mogę, prawda? 😉

Będąc w Rzymie nie można jednak przegapić najbardziej rzymskiego z makaronów – Cacio e Pepe. Choć sos składa się tylko z tych dwóch składników – sera (koniecznie pecorino romano!) i pieprzu, jest po prostu szczęściem, które rozlewa się po żołądku i kubkach smakowych. Najlepszy dotąd zjadłam w La Carbonara. Nieco na uboczu w stosunku do najważniejszych atrakcji, z krótką kartą i ze średnimi opiniami ma stałe miejsce w moim gastroserduszku.  

Oczywiście perełek na makaron i pizzę jest w Rzymie co nie miara. Polecam serdecznie odkryte przypadkiem O’Pazzariello z fenomenalną focaccią i solidnymi porcjami makaronu na brzydkich talerzach (a przy tym przyzwoitymi cenami), Osteria da Fortunata to rzymska klasyka i stały bywalec filmów (ale nie bez powodu), a Trattoria Antonio powinna was zainteresować, gdy będziecie przy Pantheonie. Rewelacyjną pizzę na kawałki złapiecie w Bonci Pizzarium. Jest też świetna Pizzeria Baffetto, Osteria Circoi mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Smakowite Zatybrze, Panteon smakujący prosciutto

Jeśli szukacie najbardziej klimatycznych miejsc, nie możecie ominąć Trastevere, czyli Zatybrza. To obecnie bardzo mocne i popularne (zupełnie zasłużone!). Wypełnione knajpkami po same brzegi nie powinno umknąć żadnemu gastroturyście. Wyobraźcie sobie tylko, że jest tu restauracja skupiająca się tylko na… jajku (o czym może świadczyć nazwa Eggs)! Odwiedźcie Tonnarello, Nerone, Roma Sparita, Da Enzo Al 29.  Zresztą… ta dzielnica, to jedno wielkie wspaniałe polecenie – gdzie byście nie weszli, będzie wspaniale. Mogłabym wymieniać w nieskończoność.

Ale przecież pomiędzy pierwszym i drugim obiadem, gdzieś między śniadaniem a lunchem czy też nie wolno robić wolnych przebiegów. Po słodkim śniadaniu czy wypełnionych pizzą i makaronem popołudniach, z pomocą kulinarną przyjdą wam tzw. salumerie, czyli teoretycznie „sklepy z wędlinami i serem” (jak np. Ruggeri i L’Antica Salumeria).

W rzeczywistości poza tym wspaniałym asortymentem najczęściej znajdziecie tu fenomenalne kanapki i przekochaną, rozczulającą wręcz obsługę. Choć oczywiście możliwe, że po prostu w ich oczach odbija się moje wzruszenie na widok asortymentu. Włoskie szynki (chociażby Bresaola, Prosciutto, Salami, Mortadela) opakowane rewelacyjnym pieczywem to spełnienie gastro marzeń i takie niebo dla kubków smakowych, że trudno to opisać. Z minimalną liczbą dodatków, bo tu jakość produktu mówi sama za siebie. Przekąska wsparta kieliszkiem wina jest czymś, o czym opowiada się po powrocie z wypiekami na twarzy. Można zjeść na miejscu, można wziąć na wynos i teraz możecie zwiedzać dalej. Dość powiedzieć, że te wspaniałe miejsca często śnią mi się po nocach, a ucinane w tych sklepach gastro pogawędki należą do mojej ulubionej części wycieczki.

Mam nadzieję, że staną się i waszą, bo nawet, gdy – podobnie jak ja – kaleczycie jeszcze włoski, każdy stara się tu jak może i nikt nie zwraca na to uwagi. Wszystko by było miło, ale przede wszystkim pysznie. Czy więc Tripadvisor słusznie przyznał Rzymowi tytuł gastrostolicy? To już pozostawiam waszej ocenie. Dajcie znać – nawet z pełnymi ustami.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

***

Oczywiście, nie odwiedziłam wszystkich restauracji, lodziarni i kawiarni w Rzymie (choć może to dobry życiowy cel?). Ktoś powie, że są o wiele lepsze, ktoś inny, że bardziej eleganckie, ułożone czy serwujące gastronomiczne cuda-na-kiju. Choć nie skąpię na jedzenie, to często omijam też te najdroższe (jak choćby Aroma Restaurant w Palazzo Manfredi, która oferuje przepiękny widok na Koloseum, może pochwalić się gwiazdką Michelin i jest jedną z najpopularniejszych wśród turystów w Rzymie), bo to po prostu niekoniecznie moje klimaty. Wolę ten gwarny chaos i ciasne stoliki, które zachęcają do interakcji ze współtowarzyszami.

Czy zawarłam tu wszystkie smaczne miejsca w Rzymie? Skąd! Myślę, że życia mi braknie, żeby odkryć wszystkie perełki. Ale jeśli macie jakieś polecenia – piszcie koniecznie w komentarzach. Gwarantuję, że tam dotrę!

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »