Drugiego takiego nie ma. Odwiedziliśmy najbardziej nietypowe lotnisko w Europie!
Leciałam do Szwajcarii, znalazłam się we Francji, a rzut beretem dzieli mnie od Niemiec. Jeszcze nie było stanowisk do kontroli dokumentów, a ludzie już odbierają bagaże z taśmy. To nie koniec niespodzianek – stojący obok siebie pasażerowie mogą mieć na bilecie inny kod lotniska, choć bez wątpienia przylecieliśmy do tego samego miejsca. W dodatku z nutką rozbawienia obserwuję, jak wiele osób naprawdę mocno skupia się na tym, by… wyjść do dobrego kraju.
Brzmi jak szaleństwo? Prawdopodobnie! Ale to jedno z najciekawszych szaleństw, jakiego możecie doświadczyć na lotnisku. Zabieram was dziś do EuroAirport – lotniska jedynego w swoim rodzaju.
Costa Brava od 2496 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Lublin)
Costa Dorada od 1809 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Korfu od 2700 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Żadnych ekscesów, ale za to ile ciekawostek!
Nie ma tu gigantycznego wewnętrznego wodospadu, wielkiego akwarium, kina, honorowej zmiany warty królewskiej, muzeum i żadnej tego typu atrakcji, które ekscytują pasażerów na innych lotniskach. Nie jest największe, najpiękniejsze, najbardziej ruchliwe ani najbardziej imponujące, a jednak można śmiało powiedzieć, że na całym świecie nie ma drugiego takiego. Bezapelacyjnie jest też najbardziej zaskakującym i jednym z najciekawszych portów w Europie.
Pomysł na stworzenie takiego wspólnego portu pojawił się już blisko 90 lat temu. Ambitne szwajcarsko-francuskie plany pokrzyżowała jednak wojna, ale pomysłu nie porzucono i ostatecznie oficjalne otwarcie lotniska nastąpiło 8 maja 1946 roku – raptem dwa miesiące po rozpoczęciu budowy. Dzisiejsza nazwa – EuroAirport – pojawiła się jednak dopiero w 1987 roku.
Geograficznie lotnisko znajduje się na terytorium Francji, ale formalnie zarządza nim także Szwajcaria. Zresztą to właśnie Szwajcaria sfinansowała budowę, podczas gdy Francja przekazała ziemię pod budowę. Mówimy więc o porcie, który leży w jednym kraju, jest zarządzany przez dwa, a obsługuje… aż trzy. W grze są bowiem także Niemcy – w linii prostej to raptem 5 km! W oficjalnej nazwie mamy więc trzy miasta – szwajcarską Bazyleę, francuską Miluzę i niemiecki Fryburg.
To wszystko sprawia, że na EuroAirport nie brakuje ciekawostek i nietypowych elementów!
Trzy kody, trzy kraje, dwa wyjścia i taśmy bagażowe nie na swoim miejscu!
Najważniejszą różnicą są aż trzy kody IATA. Każde lotnisko ma przypisane swój trzyliterowy kod – to on znajduje się na bilecie, bagażu i ułatwia wyszukiwanie lotów. EuroAirport jest w tej kwestii niezwykłe, bowiem skrywa się pod kodami EAP (od nazwy lotniska), BSL (od miasta Bazylea) i MLH (od miasta Miluza). Może więc się zdarzyć, że dwóch pasażerów – pijących obok siebie kawę w lotniskowym barze, będzie mieć na biletach inne kody lotnisk, choć korzystają z tego samego portu.
Kiedy tu przylatujesz, w oczy rzuca się też nietypowa kolejność działań. Zwykle na pasażerów najpierw czekają stanowiska kontroli dokumentów, a dopiero później taśmy bagażowe (dygresja: oczywiście Polacy przechodzą bez kontroli, ale warto pamiętać, że nie wszyscy mają szczęścia być członkami strefy Schengen). Tu jest odwrotnie – wszyscy pasażerowie najpierw odbierają swoje bagaże, a dopiero później udają się do kontroli paszportowej (jeśli ich dotyczy). Część przekroczy bowiem granicę we Francji, a inni w Szwajcarii.
Nie da się także nie zauważyć licznych znaków wskazujących pasażerom… właściwy kraj. Jak do Szwajcarii to w prawo, jak do Francji to w lewo. A może odwrotnie? Znaki powtarzają się co chwilę i przypominają, że to jednak bardzo wyjątkowa sytuacja. Oczywiście, jeśli wyjdziecie do „złego” kraju świat się nie zawali, a błąd – w przeciwieństwie do wielu innych popełnianych w życiu – da się bezboleśnie i w miarę łatwo naprawić.
Równie ciekawie wygląda kwestia odlotów – połączenia ze Szwajcarii obsługuje się w innej części terminalu niż połączenia z Francji, a w obu częściach są osobne stanowiska odprawy i kontroli bezpieczeństwa. Pasażerowie mogą bez problemu poruszać się między nimi, ale gdyby pojawiła się taka potrzeba – hale mogą funkcjonować samodzielnie.
Piękna inicjatywa i idealny przykład międzynarodowej współpracy? Nie tak prędko!
Przez długie lata organizacja pracy portu była nie lada wyzwaniem i wymagała licznych ustaleń. Dlatego w zarządzie zawsze muszą znajdować się zarówno Szwajcarzy, jak i Francuzi – a do tego także niemieccy konsultanci. Problematyczne były chociażby kwestie prawne. Lotnisko podlega francuskiej jurysdykcji, ale w niektórych kwestiach szwajcarska część może stosować swoje przepisy – np. w zakresie zasad celnych. Jeśli chodzi o język, to ustalono, że na lotnisku funkcjonują trzy – francuski, niemiecki i angielski.
Bardzo kłopotliwą kwestią było natomiast prawo pracy, które znacząco różni się w Szwajcarii i Francji. Ostatecznie jednak kilka lat temu sąd zdecydował, że wszystkich pracowników obowiązuje francuski kodeks pracy.
No i najważniejsze – trzeba przypomnieć, że do 2008 roku Szwajcaria nie była w strefie Schengen – w przeciwieństwie do Francji. Właśnie dlatego pomiędzy Bazyleą, a portem zbudowano specjalną eksterytorialną drogę. Dzięki niej żaden pasażer jadący na lotnisko od strony szwajcarskiej nie musi dodatkowo przechodzić kontroli francuskiej – choć w geograficznym sensie, przekracza granicę tego kraju.
Gdybyście jednak wylatywali lub przylatywali tu spoza strefy Schengen i mieli okazję zdobyć pieczątkę do paszportu, to – jak możecie przypuszczać – do skompletowania są dwie różne. Francuska i szwajcarska, choć wbijane na tym samym lotnisku. Przylatując z Polski o pieczątkach możecie zapomnieć, ale sama wizyta i tak jest ciekawym doświadczeniem.
Chcielibyście na własnej skórze przekonać się, jak wygląda lotnisko na trójstyku? Sprawa jest bardzo prosta. Do EuroAirport z Polski możemy dolecieć na pokładzie taniej linii. Z Lotniska Chopina operuje tutaj Wizz Air, a z Krakowa easyjet.
***
W Szwajcarii gościliśmy dzięki zaproszeniu Szwajcarskiej Organizacji Turystycznej i linii lotniczej Wizz Air.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?