„Janusze” są nawet wśród bogatych. W Emirates ginęły butelki z drogimi alkoholami, więc…
Znana linia lotnicza zmieniła reguły dotyczące serwowania alkoholu na pokładzie. Chodzi tu o najdroższe trunki typu koniak wart 900 USD, a nawet 3000 USD za butelkę, których można było spróbować w pierwszej klasie Emirates. Niestety, wśród pasażerów z najdroższymi biletami nie brakowało drobnych złodziejaszków.
Bar w pierwszej klasie linii Emirates jest niemal ikoną podniebnego luksusu. Jeśli jednak myślicie, że ze względu na drogie bilety, trafiali tam jedynie bardzo kulturalni i eleganccy ludzie, to nic bardziej mylnego. Przewoźnik z ZEA właśnie zdecydował, że musi zmienić zasady dotyczące funkcjonowania baru i serwowania w nim najdroższych trunków. Wszystko przez zachowanie klientów, którzy – mówiąc kolokwialnie – wynosili co ciekawsze (i droższe) butelki alkoholi.
Do tej pory w charakterystycznym barku, który znajduje się na pokładzie Airbusów A380, alkohole były pokazywane jak na wystawie, a całe butelki były ogólnodostępne dla pasażerów. Każdy mógł wybrać jedną z nich i nalać sobie kieliszek czy szklaneczkę. Teraz nadal będzie można skosztować drogich trunków – w tym m.in. szampana Dom Perignion rocznik 2008 czy wybranych koniaków Hennesy – np. Paradis wartego 900 USD, czyli ok. 3420 PLN lub droższego Paradis Imperial, którego butelka kosztuje nawet 3000 USD, czyli blisko 11,5 tys. PLN. Jednak, jak informuje portal One Mile a Time, nie będzie można wziąć najdroższych z nich z półki, a o serwowanie alkoholu zadba obsługa.
Oficjalnie Emirates tłumaczy to problemem z ginącymi butelkami. Nie używa oczywiście określenia kradzież, ale mówi o potrzebie „uniknięcia zabierania przedmiotów wysokiej wartości”. Wygląda więc na to, że wynoszenie alkoholu zdarzało się tak często, że linia musiała w końcu zainterweniować.
Jednak wbrew pozorom kradzieże w samolotach nie są niczym nietypowym i zazwyczaj dotyczą dużo mniej kosztownych przedmiotów. Chociaż wydawać by się mogło, że to raczej klienci klasy ekonomicznej są najbardziej skłonni do przygarnięcia kocyka czy poduszki, okazuje się, że wbrew pozorom – w kradzieżach przoduje klasa biznes.
Dwa lata temu portal Runway Girl Network wyliczył, że z samolotów giną przede wszystkim niewielkie przedmioty, na przykład – co może być nieco zaskakujące – solniczki i pieprzniczki. Chętnie zabieramy też wspomniane już koce, ale także: sztućce, kamizelki ratunkowe czy instrukcje bezpieczeństwa.