Dwie kultowe atrakcje Islandii nagle zamknięte. „To teren prywatny. Wstęp wzbroniony”
Alanya od 2445 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Fuerteventura od 2908 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Marsa Alam od 2811 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Reykjafoss i położone tuż obok naturalne gorące źródło Fossalaug od lat należały do najbardziej lubianych atrakcji północnej Islandii. Choć nie były tak rozpoznawalne jak Błękitna Laguna czy wodospad Gullfoss, dla wielu podróżników stanowiły obowiązkowy punkt zwiedzania w tym regionie. Teraz dostęp do obu miejsc został całkowicie zamknięty. Decyzję podjął właściciel prywatnego gruntu, na którym znajdują się zarówno wodospad, jak i źródło. Zakaz obowiązuje wszystkich odwiedzających, a lokalizacja została już oznaczona w internetowych mapach jako niedostępna dla turystów.
– Na początku było to miejsce znane właściwie tylko mieszkańcom okolicy. Niewiele osób wiedziało o tym źródle. Jest ukryte bardzo blisko drogi, ale praktycznie go nie widać – opowiada Dagur Torfaso, w rozmowie z islandzkim nadawcą publicznym RÚV. – Później zaczęto pobierać opłaty za parking, ruch turystyczny jeszcze bardziej się zwiększył, a skala odwiedzin stała się po prostu nie do opanowania – dodał.
Jak zaznacza, nie chodzi o jeden konkretny incydent. Problemem stała się kumulacja wielu zjawisk – coraz większy ruch turystyczny, zorganizowane wycieczki, presja na delikatną przyrodę oraz odpowiedzialność za miejsce, z którego korzystają tysiące osób.
Kto odpowie, jeśli wydarzy się tragedia?
To właśnie kwestie bezpieczeństwa miały przesądzić o zamknięciu atrakcji.
– Dziś właściwie nie wiadomo, kto ponosiłby odpowiedzialność, gdyby ktoś uległ tam wypadkowi. Ludzie płacą za parking, więc mogą zakładać, że płacą również za dostęp do atrakcji. Odpowiedzialność mogłaby spaść na mnie jako właściciela terenu – tłumaczy Torfason w rozmowie zRÚV.
Torfason podkreślił również, że zyski z rosnącej popularności miejsca czerpały jedynie firmy organizujące wycieczki oraz podmioty pobierające opłaty za parkowanie, podczas gdy on, jako właściciel gruntu ponosił odpowiedzialność za teren i jego utrzymanie. I choć dla wielu zagranicznych turystów może być zaskoczeniem, że nawet tak znane miejsca mogą zostać zamknięte praktycznie z dnia na dzień. W przypadku Reykjafoss i Fossalaug kluczowe znaczenie ma jednak fakt, że obie atrakcje znajdują się na prywatnym gruncie. Islandzkie prawo zapewnia właścicielom takich terenów możliwość ograniczenia lub całkowitego zakazania dostępu, jeśli uznają, że wymaga tego ochrona przyrody, bezpieczeństwo lub interes właściciela.
Nie można też nie zauważyć, że decyzja – choć wydaje się nagła – w rzeczywistości jest finałem wieloletniego konfliktu. Już w 2020 roku Torfason alarmował, że liczba odwiedzających zaczyna zagrażać zarówno przyrodzie, jak i samemu źródłu, o czym również opowiadał w mediach.
Mówił wtedy o rozdeptywanej roślinności, śmieciach oraz braku poszanowania dla prywatnego terenu. W emocjonalnej wypowiedzi stwierdził nawet, że jeśli sytuacja będzie się pogarszać, jedynym sposobem ochrony Fossalaug może okazać się… zasypanie naturalnego źródła ziemią, aby uniemożliwić dalsze kąpiele.
Islandia mówi „stop” masowej turystyce
Historia Reykjafoss i Fossalaug doskonale wpisuje się w szerszy problem, z którym Islandia zmaga się od ponad dekady. Po gwałtownym boomie turystycznym wiele miejsc, niegdyś znanych głównie mieszkańcom, stało się atrakcjami rozpoznawalnymi na całym świecie.
Skutki są coraz bardziej odczuwalne – wydeptywana roślinność, erozja szlaków, przepełnione parkingi, konflikty z właścicielami prywatnych gruntów czy rosnące koszty utrzymania infrastruktury. W odpowiedzi powstają nowe platformy widokowe, wyznaczone ścieżki, płatne parkingi i systemy zarządzania ruchem turystycznym. A cała sytuacja pokazuje, że nawet w kraju kojarzonym z nieograniczonym dostępem do spektakularnej natury cierpliwość lokalnych społeczności ma swoje granice.
👉 Decyzję podjął właściciel prywatnego gruntu, Dagur Torfason, wskazując na wymknięty spod kontroli ruch turystyczny, presję na przyrodę i ryzyko odpowiedzialności za wypadki.
👉 Torfason podkreśla, że turyści płacili za parking, co mogło sugerować „legalny” dostęp, a korzyści czerpały głównie firmy wycieczkowe i operatorzy parkingów, nie właściciel terenu.
👉 Konflikt narastał od 2020 roku; teraz lokalizacja została oznaczona w mapach online jako niedostępna, a zamknięcie wpisuje się w szersze działania Islandii przeciw masowej turystyce (płatne parkingi, wyznaczone ścieżki, zarządzanie ruchem).
👉 Właściciel Dagur Torfason wskazuje na wymknięty spod kontroli ruch (także wycieczki zorganizowane), presję na przyrodę i ryzyko, że po ewentualnym wypadku odpowiedzialność spadnie na niego, zwłaszcza że odwiedzający płacą za parking i mogą zakładać „oficjalny” dostęp.
👉 Problem narastał latami: Torfason alarmował już w 2020 roku o śmieciach, rozdeptywaniu roślinności i naruszaniu prywatnego terenu; wtedy mówił nawet o możliwości zasypania źródła, by zakończyć kąpiele.
👉 Opłaty dotyczyły parkingu (konkretnej kwoty nie podano); według właściciela finansowo zyskiwały głównie firmy turystyczne i podmioty pobierające opłaty, a on ponosił koszty i ryzyko utrzymania terenu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?