Duże zmiany w Modlinie. Co oznaczają one dla pasażerów?
Nowy zarząd w spółce zarządzającej lotniskiem w Modlinie to szansa na odblokowanie pieniędzy, które mogą zagwarantować to, że lotnisko nie ogłosi upadłości. Z drugiej jednak strony – na razie nie zanosi się na jakiekolwiek plany rozbudowy lotniska, o czym jeszcze niedawno było bardzo głośno.
W czwartek doszło do największych zmian personalnych w spółce zarządzającej lotniskiem w Modlinie od jej powstania – w miejsce dotychczasowego powołano nowy, tym razem dwuosobowy zarząd. Niespodzianki nie było: jak informowały już wcześniej media, wiceprezesami zostali Grzegorz Hlebowicz, czyli radny PiS z warszawskiego Żoliborza oraz Tomasz Szymczak (w przeszłości m.in. były prezes lotniska w Łodzi). Obaj zaczną pełnić swoje funkcje od 10 września i nie da się ukryć, że jest to bardzo duża zmiana. Dlaczego? Bo to szansa na zakończenie wieloletniego sporu udziałowców w sprawie przyszłości portu w Modlinie, o którym już wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach.
– Jestem zadowolony z decyzji Rady Nadzorczej, bo to pierwszy krok do uporządkowania spraw w spółce. Liczymy na to, że nowy zarząd wniesie do spółki świeże spojrzenie – mówi w rozmowie z „Pulsem Biznesu” Stanisław Wojtera, prezes PPL. I jak dodaje, liczy na współpracę z nowym zarządem.
– Kluczem jest zastosowanie takie modelu, aby lotnisko zarabiało – dodaje.
Zadowolony jest też drugi największy udziałowiec, czyli samorząd Mazowsza.
– Pozytywne jest to, że udało nam się porozumieć w gronie rady nadzorczej i jednomyślnie głosować na dwóch kandydatów. W związku z tym wyrażam ostrożną nadzieję, że zmieni się klimat dotyczący przyszłości Modlina w PPL. Są pozytywne sygnały, że właściciele są skłonni dofinansować spółkę wspólnie i będę się cieszył, gdy przekształcą się one w fakty. Z drugiej jednak strony mam też sygnał negatywny, bo PPL kwestionuje podniesienie kapitału spółki przez samorząd Mazowsza w związku ze spłatą obligacji dla banku. Ostatnio sąd przychylił się do ich wniosku i zabezpieczył podniesienie kapitału – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Marek Miesztalski, skarbnik Mazowsza.
Nie oznacza to jednak, że nowego kapitału dla Modlina nie będzie, choć nie będą to tak duże pieniądze, o jakich wcześniej mówiono.
– Osiągnęliśmy porozumienie w sprawie dopłat udziałowców do kapitału spółki. Wiemy, jakie kwoty mają być dopłacone i w jakim tempie. Do końca roku spółka ma otrzymać w sumie 5 mln PLN od wszystkich wspólników, w wielkości proporcjonalnej do udziałów w spółce – mówi Miesztalski.
Trwają też rozmowy na temat całkowitej kwoty kapitalizacji spółki. Docelowo Modlin ma od udziałowców otrzymać kwotę 50 mln PLN w ciągu kilku najbliższych lat. W przyszłym roku spółka miałaby otrzymać dodatkowe 16 mln PLN, a pozostałą kwotę w perspektywie 2-3 lat. Pieniądze te zostaną przeznaczone na utrzymanie płynności spółki i przeprowadzenie niezbędnych modernizacji i remontów, przede wszystkim drogi kołowania oraz płyt postojowych, które nie są w najlepszym stanie.
To dobre wieści. Gorsze są takie, że na razie porzucono temat planowanej rozbudowy terminala pasażerskiego, o której było bardzo głośno przed pandemią, gdy lotnisko za sprawą Ryanaira szybko dobiło do granicy swojej przepustowości i osiągało poziom 3 mln obsłużonych pasażerów rocznie.
– W tej chwili o tym nie rozmawiamy, ale z pewnością ta decyzja nieuchronnie nas czeka. Jeśli pandemia odpuści, a Ryanair dalej będzie się rozwijał tak szybko, to w pewnym momencie znów dojdziemy do ściany. A przecież cały czas pracujemy też nad tym, aby na lotnisku pojawili się też inni przewoźnicy – mówi Miesztalski.
Modlin ma rosnąć, ale nie za bardzo…
Jaki plan na zarządzanie lotniskiem ma nowy zarząd? Dowiemy się tego zapewne w ciągu kilkunastu najbliższych dni, możemy już jednak wysnuć jakieś pierwsze wnioski. Wydaje się bowiem, że nastąpiła pewna zmiana kursu ze strony PPL, który do tej pory blokował wszelkie formy rozwoju lotniska w Modlinie. Powołanie nowego zarządu sprawiło, że państwowy udziałowiec postanowił poczynić pewne kroki, które zagwarantują, że lotnisko w Modlinie nie upadnie, ale też w najlepszym razie czeka je stagnacja. Kluczowa jest tu kwestia rozbudowy terminala, o którą zabiegał wciąż jeszcze aktualny zarząd Modlina: według niego byłaby to szansa na zwiększenie dodatkowych przychodów i osiągnięcia przez spółkę trwałej rentowności. Teraz jednak słyszymy, że o rozbudowie na razie nie ma mowy, co w tej chwili nie jest jeszcze wielkim problemem, ale jeśli pandemia odpuści, to znany z szybkiej ekspansji Ryanaira ponownie może wypełnić podwarszawskie lotnisko pasażerami. Widać to nawet po aktualnych statystykach: w lipcu z lotniska skorzystało ponad 206 tysięcy pasażerów, czyli prawie 70 procent tego, co w lipcu 2019 roku.
Ryanair może więc szybko powrócić do stanu sprzed pandemii, tym bardziej, że przewoźnik cały czas dokłada nowe ciekawe kierunki z Modlina: tylko jesienią przewoźnik uruchomi zupełnie nowe połączenia z Modlina m.in. do Helsinek, Rygi i na Maltę.
Wydaje się zresztą, że dla przyszłości Modlina kluczowy będzie 2023 rok, gdy wygaśnie dotychczasowa 10-letnia umowa lotniska z Ryanairem. Przypomnijmy, że jest to główna oś sporu między udziałowcami: PPL zarzucało zarządowi, że umowa jest za długa, a opłaty lotniskowe na tyle niskie, że tak naprawdę żadna inna linia nie zechce pojawić się w Modlinie, by konkurować z Ryanairem. Co będzie, gdy umowa się zakończy? Wiele wskazuje na to, że zarząd Modlina będzie chciał ją renegocjować. Nie można też wykluczyć, że Ryanaira zacznie kusić…sam PPL, który będzie szukał przewoźników do intensywnie właśnie budowanego lotniska w Radomiu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?