Fly4free.pl

Dałam się nabrać, że Dominikana to tylko plaże. A dawno żaden kraj mnie tak nie zaskoczył

mezczyzni grajacy na gitarze
Foto: Kevin Olson / Unsplash

Dominikana to tylko plaże, Dominikana to tylko all inclusive, Dominikana nie jest dla żądnych przygód – tak zwykle mówi się o tym niewielkim karaibskim kraju. Ale to bzdury! Nie pozwólcie tak mówić, ja już też nie pozwolę. Bo podróż „z braku laku” okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Stoję na absolutnie obłędnej plaży, na której poza mną nie ma nikogo. Kilku lokalsów kręci się przy wejściu na nią, w cieniu. Słońce grzeje niemiłosiernie, ale wiatr i rozbryzgująca się o mnie woda pozwala o tym zapomnieć. W tle słyszę rytmiczną hiszpańską piosenkę o miłości i rozstaniu, a jeszcze przed chwilą w ręce miałam tłustą acz przepyszną empanadę z serem, która teraz wstępnie zabija burczenie w brzuchu za niewiele ponad 3 PLN.

To dzień absolutnego relaksu, bo siadanie i chodzenie sprawia mi drobny kłopot. Jakkolwiek to brzmi – mam dość poobijane wewnętrzne strony ud, bo dzień wcześniej po 17 latach przerwy wsiadłam na konia, by kłusować przez tropikalny las i chwilę galopować po plaży. Kolano z wielkim siniakiem przypomina, że dałam się też ponieść swojemu zamiłowaniu do adrenaliny i po prostu skoczyłam razem z nurtem wodospadu, wierząc chwilę wcześniej poznanemu człowiekowi, że to bezpieczne. Nie wysypiam się, bo ciągle gdzieś jadę, ciągle coś zwiedzam, ciągle ktoś mi mówi o kolejnych świetnych miejscach do odkrycia.

Nie wiem, jak mogłam myśleć, że będę się tu nudzić.

Dominikana? Wzięłam z braku laku

Kojarzycie kraje z kategorii „no ładne, ale przecież nic tam nie ma”?. Jestem pewna, że macie takie w swojej głowie. I to niezależnie czy opinia podparta jest faktyczną wizytą czy jedynie znanym i lubianym „widziałem na zdjęciach”. I ja to rozumiem. Dla mnie takim właśnie miejscem była Dominikana. Wyobrażenie? Plaże, plaże, resorty, plaże, drinki z all inclusive, plaże. No i palmy. Ależ byłam naiwna. Bo palmy – choć faktycznie dziś są wszędzie, w ogóle nie są dominikańskie (przywieźli je tu dopiero Hiszpanie), a plaże – choć momentami obłędnie piękne, stanowią dopiero wierzchołek turystycznej oferty tego kraju.

Mówię wprost i szczerze – nigdy mnie tam szczególnie nie ciągnęło. Nie marzyłam o tym kraju ani nawet szczególnie go nie znałam. Ale obostrzenia i problemy z lotami wydłużały się niemiłosiernie. Tyłek zaczął mi już przyrastać do sofy, a niepodróżowanie dawało się coraz mocniej we znaki. Tymczasem Dominikana – jako jedna z nielicznych, wciąż jest otwarta dla Polaków bez testu i kwarantanny. W dodatku poza rejsowymi połączeniami, dzięki czarterom jest dostępna nawet bezpośrednio, bez przesiadek, prosto z Polski.

Decyzja o wyjeździe była dość spontaniczna, a on sam miał się odbyć lada moment. Zanzibar odpadł ze względu na porę deszczową, w Meksyku już byłam, ceny biletów do Kostaryki zwalały z nóg. Niech więc już będzie ta Dominikana. Z braku laku (choć wiem jak to brzmi!), bez szczególnych oczekiwań. I powiem wam, że dawno żaden kraj mnie tak bardzo nie zaskoczył. Może właśnie dlatego, że niczego się po nim nie spodziewałam.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Skok do wody z 11 metrów, trekking na 3 tys. metrów czy pierwsze miasto Nowego Świata?

Ominęłam Punta Cana szerokim łukiem, bo z tego co zdążyłam się zorientować, to kompletnie nie miejsce dla mnie. Takie karaibskie Mielno, pełne wielkich hoteli, zabawy i atrakcji totalnie pod turystę, a także wyższych niż gdziekolwiek indziej cen. Poczytałam, poszukałam i wybrałam obłędnie zieloną, choć czasem kapryśną pogodowo, północ Dominikany – i dziś uważam to za najlepszą decyzję.

Jeśli przylecicie tu na własną rękę, możecie przebierać w miejscowościach i wybierać te, które najbardziej pasują do Waszych zainteresowań. Lubicie snorkeling i nurkowanie? Najlepsza dla Was będzie Sosua. Chcielibyście spróbować windsurfingu? Wybierzcie się do prawdziwej mekki sportów wodnych – Cabarete. To zresztą chyba najlepsza miejscowość dla backpackerów – mnóstwo lokali z jedzeniem, bardzo swobodna, wakacyjna atmosfera. Wolicie nieco większą miejscowość i dobry punkt wypadowy? Puerto Plata powinna przypaść wam do gustu. Rio San Juan powinni rozważyć wielbiciele plaż. A wiecie co jest najfajniejsze? Że te miejsca leżą bardzo blisko siebie. Możecie więc swobodnie zmieniać miejscowości i połączyć to wszystko w jedno.

Potraficie się zachwycać naturą? Tutaj macie pełne pole do popisu. Dominikana parkami narodowymi stoi i każdy oferuje coś zupełnie innego. Los Haitises słynie z ciekawych jaskiń z rysunkami po Indianach Taino a w okolicy zobaczycie mnóstwo pelikanów, Sumbarino La Caleta pozwoli wam zobaczyć wrak okrętu Hickory i dziewiczą rafę koralową. Los Cocos i El Limon to dwa piękne wodospady, pod którymi śmiało możecie się kąpać. W Los Tres Ojos zobaczyłam piękniejszą cenotę niż słynna Ik Kil w Meksyku. W krystalicznej wodzie laguny Gri Gri zobaczyłam czarne płaszczki, a na okolicznych drzewach czarne czaple. Gdybym na wybrzeże Samana przyjechała w zimie, do listy bez trudu mogłabym dorzucić jeszcze obserwację wielorybów, a konkretniej humbaków, które przypływają tu na rozród. Mówiąc krótko – no nie bez powodu kręcili w tym kraju Jurassic Park, Tarzana, Piratów z Karaibów i parę innych hollywoodzkich hitów.

I wszystko to bez tłumów, bo dziś turystów na Dominikanie jest jak na lekarstwo. Ale to nie koniec atrakcji!

Potrzebujecie adrenaliny? Wybierzcie się do wodospadów na rzece Damajagua (tylko koniecznie w małej grupie, w dużej traci cały urok!), gdzie co chwilę skacze się do wody ze skał i drewnianych platform (nawet z 11 metrów wysokości!), gdzie zjeżdża się z nurtem rzeki po naturalnie uformowanych rynnach, gdzie czujesz się jak Indiana Jones czy Lara Croft tyle że w kapoku. W życiu się tak nie bałam, przy jednoczesnym zachwycie. I choć moje skoki niewiele miały wspólnego z godnością, wyrzut adrenaliny był spektakularny  – zresztą o tym będę jeszcze pisać osobno w najbliższym czasie. Solidny kłus, a może i wstępny galop po plaży, na grzbiecie przepięknego Chapito z lokalnej stadniny też zapamiętam na długo. Ale to już dla tych, co lubią spędzić trochę czasu w siodle.

Szukacie przygody? Najwyższy szczyt Dominikany – Pico Duerte – ma wysokość ok 3100 m n.p.m. (około, bo różne źródła podają różne dane) czyli o blisko 500 metrów więcej niż Gerlach – najwyższy szczyt Tatr. Podobnie jednak jak w jego przypadku, wejście dozwolone jest tylko z przewodnikiem. Cały ekwipunek i prowiant trzeba zabrać ze sobą (zwykle z pomocą mułów) – na żadnej z sześciu tras praktycznie nie ma żadnej infrastruktury. Warto jednak mieć na uwadze, że nie jest to jednodniowa wyprawa. Wejście – mimo posiadania przewodnika – trwa zwykle ok. 3 dni na najpopularniejszych trasach i nawet do 7 (!) na tych najdłuższych.

Chcecie zabytków? Jedźcie do stolicy! Santo Domingo, które jest pierwszym miastem „Nowego Świata” – założonym od zera przez kolonistów (a konkretnie brata Kolumba). Tutejsza dzielnica kolonialna, wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO to kawał (trudnej) historii zachowanej w bardzo dobrym stanie.

Zajęcie dla siebie na pewno znajdą też wielbiciele cygar, rumu, kawy i kakao. Od zwiedzania fabryk, po swobodną i nieograniczoną degustację. A jeśli szukacie czegoś naprawdę nietypowego, spróbujcie się wkręcić na ceremonię Voodoo, która tutaj niewiele wspólnego z wpojonym nam obrazem hollywoodzkich laleczek ze szpilkami.

Foto: Haniel Espinal / Unsplash
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
santo domingo
Foto: Venero Encarnación Martínez / Unsplash

No dobra, a co z tymi plażami?

Żeby jednak nie było – zgodnie z moim wyobrażeniem i powszechnym wizerunkiem Dominikany, plaże też są, jest ich mnóstwo, a obecnie są kompletnie niezatłoczone. Niektóre naprawdę są piękne – nawet bez filtrów. Najsłynniejsza i podobno najpiękniejsza jest Saona, ale cena (ok. 40 USD jeśli szukacie łódki na własną rękę i umiecie się targować lub ok. 100 USD za wycieczki z lokalnych biur podróży), może skutecznie odstraszyć. Do wyboru jednak macie mnóstwo innych przepięknych plaż – sama odwiedziłam przynajmniej kilkanaście.

Moim numerem jeden na północy pozostaje Playa Preciosa, ale ścisłą czołówkę zdobywa także Cayo Levantado zwaną „wyspą Bacardi”, gdyż kręcono tu pierwszą reklamę tego słynnego rumu. Obie mają wszystko to, czego byście oczekiwali od rajskiego zakątka – przyjemny piasek (choć nie idealnie biały), turkusową i granatową (ale wciąż krystaliczną) wodę, która przeplata się pasmami tworząc niezwykły krajobraz, wyrośnięte palmy i maleńkie bary serwujące piña coladę w ananasie albo dominikański lek na wszystko podawany w szotach, czyli mamajuanę. Dla głodomorów zawsze znajdzie się stoisko z przekąskami (empanady z jajkiem to jest absolutny hit!) i owocami albo grill, na który można wrzucić rybę, langustę czy krewetki. Czy na wakacjach potrzeba czegokolwiek więcej?z

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Czy Dominikana jest dobra dla backpackerów?

Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest typowy kraj do podróżowania na własną rękę, a wszyscy przyzwyczajeni do dobrze zorganizowanych, restrykcyjnych planów i harmonogramów, przeżyją drastyczne zderzenie z karaibskim luzem.

W dodatku Dominikańczycy nieźle to sobie wszystko wymyślili. To nie jest kraj, który obfituje w hostele, który jest super tani czy rozściela dywan przed niskobudżetowym podróżnikiem z plecakiem. Jest sporo miejsc, do których nie dotrzecie sami, bo albo trzeba wynająć łódkę albo przewodnika (obowiązkowo). Na pewno warto wynająć samochód, bo choć podróżowanie autobusami jest możliwe i całkiem łatwe, to auto daje mnóstwo swobody i pozwala zaoszczędzić czas. Na krótkie trasy i poruszanie się po najbliższej okolicy polecam Ubera lub motoconcho, czyli taksówki motocyklowe.

Cały czas będziecie także pod czujnym okiem CESTUR – turystycznej policji, która pilnuje, by turyści nie pchali się tam, gdzie nie trzeba, ale też żeby w razie jakichkolwiek problemów mieli się gdzie zwrócić o pomoc. Teraz, gdy turystów jest w Dominikanie jak na lekarstwo, są oni bardziej widoczni i można odnieść wrażenie, że w takim Santo Domingo stoją na każdym rogu. W normalnych czasach jestem przekonana, że giną w tłumie.

Jeśli zaś chodzi o covidowe obostrzenia na miejscu, to w tej chwili przede wszystkim trzeba pamiętać o godzinie policyjnej – od 21 w tygodniu i o 19 w weekendy (dodatkowo macie jeszcze „trochę” czasu na powrót do hotelu). Oficjalnie maseczki trzeba nosić w miejscach publicznych (z wyłączeniem takich miejsc jak plaża), ale nieoficjalnie – na zewnątrz niewielu się tym przejmuje. Zasłaniać usta i nos trzeba jednak na pewno w sklepach, urzędach i tego typu zamkniętych miejscach. Dominikana natomiast dba o turystów i każdy z nich z automatu otrzymuje ubezpieczenie zdrowotne na wypadek hospitalizacji związanej z COVID-19. Przed wjazdem i wyjazdem z kraju trzeba też wypełnić formularz przez internet i wygenerować QR kod.

A potem pozostaje ubrać klapki, wysmarować się wysokim filtrem, wrzucić na luz i cieszyć się, że znów mamy piasek we włosach, słońce na twarzy, rum w brzuchu, a jedyny rytm do jakiego pasuje się dostosować to ten z merengue i bachaty.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
hmm Pico Duerte z przewodnikiem? to mi sie wcale nie podoba, musze doczytac co internety w tym temacie pisza. Poza tym swietny artykul. Dzieki
agnieszka.s11, 27 kwietnia 2021, 22:12 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Ale się uśmiałem czytając ten "artykuł". Autorka wyrusza na "jakąś" Dominikanę nie wiedząc nic wcześniej o tym kraju; przynajmniej tak wynika z tego tekstu. Sugeruję następnym razem trochę poczytać. No i to wyliczenie różnicy wysokości najwyższych szczytów Polski i Dominikany... zapewniam autorkę, że ludzie umieją odejmować.
gregorio, 28 kwietnia 2021, 6:20 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Przepraszam, poprawka, szczyt najwyższy Tatr, nie Polski. 
gregorio Ale się uśmiałem czytając ten "artykuł". Autorka wyrusza na "jakąś" Dominikanę nie wiedząc nic wcześniej o tym kraju; przynajmniej tak wynika z tego tekstu. Sugeruję następnym razem trochę poczytać. No i to wyliczenie różnicy wysokości najwyższych szczytów Polski i Dominikany... zapewniam autorkę, że ludzie umieją odejmować.
gregorio, 28 kwietnia 2021, 6:27 | odpowiedz
Avatar użytkownika
No poatrz, a ja jadę niedługo na Dominikanę po raz kolejny, czytam o tym kraju wszystko, co pod myszkę wpadnie a i tak parę rzeczy w artykule było dla mnie nowych :) 
gregorio Przepraszam, poprawka, szczyt najwyższy Tatr, nie Polski. 
gregorio Ale się uśmiałem czytając ten "artykuł". Autorka wyrusza na "jakąś" Dominikanę nie wiedząc nic wcześniej o tym kraju; przynajmniej tak wynika z tego tekstu. Sugeruję następnym razem trochę poczytać. No i to wyliczenie różnicy wysokości najwyższych szczytów Polski i Dominikany... zapewniam autorkę, że ludzie umieją odejmować.
DIJackR, 28 kwietnia 2021, 10:23 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A jak tam z zaczepianiem turystów na plażach przez handlarzy? Swojego czasu problem z nimi był upiorny.
DIJackR, 28 kwietnia 2021, 10:29 | odpowiedz
Cieszę się, że wprawiłam w taki dobry nastrój :) Dominikana nigdy nie była w kręgu moich zainteresowań, więc po prostu miałam o niej ogólne wyobrażenie i - czego nie ukrywam - mało znałam jej atrakcje (nie uważam, że to wstyd). Bilety kupiłam z bardzo małym wyprzedzeniem, na czytanie i przygotowanie czasu było niewiele, a i tak o nim wspominam w tekście - chociażby stąd wybór Puerto Plata, a nie Punta Cany.  Jestem pewna, że takich ludzi jak ja, którym Dominikana kojarzy się z plażami i resortami (pośród podróżniczych omnibusów) jest więcej. I to dla nich jest ten tekst. Pozdrawiam serdecznie!
gregorio Ale się uśmiałem czytając ten "artykuł". Autorka wyrusza na "jakąś" Dominikanę nie wiedząc nic wcześniej o tym kraju; przynajmniej tak wynika z tego tekstu. Sugeruję następnym razem trochę poczytać. No i to wyliczenie różnicy wysokości najwyższych szczytów Polski i Dominikany... zapewniam autorkę, że ludzie umieją odejmować.
Aneta Zając, 4 maja 2021, 11:01 | odpowiedz
Nie mam porównania do kiedyś, więc mogę tylko o aktualnych odczuciach. Sprzedawcy są, ale turystów jest na tyle mało, że i sprzedawców raczej można liczyć na palcach jednej ręki. Niektóre plaże są od nich zupełnie wolne. To co jest w porządku, to fakt, że po grzecznej informacji, że nie jestem zainteresowana - odpuszczają.  
A jak tam z zaczepianiem turystów na plażach przez handlarzy? Swojego czasu problem z nimi był upiorny.
Aneta Zając, 4 maja 2021, 11:04 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »