Delta, Air France-KLM i inni wprowadzają tanie bilety na loty z Europy do USA. Jest haczyk? No pewnie
Oprócz Delty i Air France, na tak dużą zmianę w polityce taryfowej zdecydowały się znajdujące się w jednej spółce joint venture holenderski KLM i Alitalia. Jak będzie to wyglądało to w praktyce? Weźmy przykład linii Delta.
W ramach taryfy basic economy, która będzie obowiązywała na lotach z Europy do USA i Kanady oraz Afryki Północnej, pasażerowie nie będą już mogli zabrać ze sobą bezpłatnie bagażu rejestrowanego, a tylko podręczny. Według przewoźnika, ma to wpłynąć na obniżenie cen biletów dla pasażerów, którym duża walizka nie jest potrzebna w podróży. Z drugiej strony, jeśli kupimy lot w taryfie basic i jednak zdecydujemy się na nadanie bagażu, będziemy musieli sporo dopłacić. Opłata za 1 sztukę bagażu nadawanego wynosić będzie w liniach Delta 60 USD lub 50 EUR, a druga sztuka to dodatkowy wydatek rzędu 85 EUR lub 100 USD.
Pamiętajmy jednak, że najtańsza taryfa w liniach Delta wiąże się z szeregiem innych ograniczeń. W jej ramach nie możemy sobie wybrać miejsca w samolocie aż do momentu check-inu, a w czasie lotu prawdopodobnie nie będziemy siedzieć obok naszych znajomych czy rodziny. Nie możemy też zmieniać naszej rezerwacji ani korzystać ze schowków bagażowych, a w czasie boardingu będziemy wchodzili do samolotu na samym końcu, w ostatniej grupie pasażerów.
Nowa taryfa obowiązuje od 6 grudnia, ale dotyczy lotów, które odbędą się po 10 kwietnia 2018 roku. Dokładnie w tym samym momencie najtańszą taryfę wprowadzą linie Air France, KLM oraz włoska Alitalia.
Pomysł nie jest nowy…
…bo nawiązuje do najnowszego „trendu” na trasach transatlantyckich, gdzie rynek coraz szybciej zdobywają tanie linie jak Norwegian czy islandzki WOW Air. Przewoźnicy ci oferują bilety na loty do USA w niskich cenach, ale w najtańszej taryfie płacimy tylko za sam przelot. Chcąc zjeść coś na pokładzie czy zabrać choćby duży bagaż podręczny, musimy już całkiem sporo dopłacić.
Ale z drugiej strony, to świetne marketingowe narzędzie, dzięki któremu linie lotnicze mogą kusić konkurencyjnymi cenami.
Z tego powodu, z takimi taryfami eksperymentuje coraz więcej przewoźników. Pod koniec października Lufthansa wprowadziła dla pasażerów ze Skandynawii (m.in. z Oslo, Kopenhagi i Sztokholmu) lecących z przesiadką do USA tanie taryfy z samym bagażem podręcznym. Na razie usługa została wprowadzona testowo tylko na 6 miesięcy, ale jeśli taryfa „Light” się sprawdzi, zostanie przyjęta na stałe.
Podobne taryfy z samym bagażem podręcznym chce też wdrożyć Etihad, a poszczególne elementy tego planu kopiują również inni. Tak jak irlandzkie linie lotnicze Aer Lingus, które w najtańszej taryfie wprowadziły dodatkowe opłaty za wypożyczenie kocyka i… słuchawek.
Czy to się sprawdzi?
Na pewno patrząc na rosnącą pozycję tanich linii przy okazji lotów z Europy do USA można powiedzieć, że już się sprawdza. Tanie taryfy pomagają też tradycyjnym przewoźnikom, ale… w dość niekonwencjonalny sposób.
– Dla nas sukces tej taryfy nie jest związany z tym, ilu pasażerów kupuje najtańsze bilety, ale raczej z tym, ilu ludzi dzięki niej decyduje się na zakup droższego produktu – przyznał w październiku Glen Hauenstein, prezydent Delta Airlines.
Po raz pierwszy przyznał więc to, o czym od dawna rozpisywały się media: najtańsze taryfy niekoniecznie są skierowane do wrażliwych cenowo pasażerów. Mają one raczej stanowić swego rodzaju udrękę i zespół małych problemów, dla których uniknięcia ludzie będą kupowali dodatkowe usługi.