Czy lotnisko Warszawa-Radom jest skazane na sukces? 6 luźnych wniosków z kuluarowych rozmów
Wróciłem właśnie z Radomia, gdzie miałem przyjemność uczestniczyć w XI Forum Promocji Turystycznej, zorganizowanym na nowym radomskim lotnisku. Jednym z głównych tematów spotkania, w którym uczestniczyło wielu czołowych przedstawicieli branży turystycznej i lotniczej, były perspektywy lotniska, z którego pierwsze loty zostaną uruchomione tuż przed majówką. Jakie są nastroje przewoźników, zarządców lotniska i wreszcie – w samym Radomiu? Mam kilka wniosków i obserwacji na ten temat, którymi chciałbym się z Wami podzielić.
Costa Brava od 1689 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Teneryfa od 2629 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Costa Brava od 1799 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
1. Podstawowa wątpliwość jest związana ze sposobem, w jaki o nowym lotnisku mówią PPL jak i sami touroperatorzy i przewoźnicy, którzy już zdecydowali się na ogłoszenie lotów z Radomia. W wywiadach i oficjalnej komunikacji przewija się hasło, że z nowego lotniska skorzystają bardzo mocno mieszkańcy Radomia, południowego Mazowsza i Kielc. Warszawa, jeśli już gdzieś się pojawia, to ewentualnie na czwartym miejscu. Wszyscy podkreślają dobrą sprzedaż wycieczek w Radomiu i okolicach (choć nikt nie mówi o konkretnych liczbach), a o stolicy jest cicho. Czy to zapowiedź pewnego przeskalowania tego projektu? Z pewnością patrząc na obecną ofertę lotów z lotniska wydaje się, że…
2. … jedyna rzecz, która wiąże ten port z Warszawą, to jego przydługa nazwa. Tymczasem ściągnięcie pasażerów ze stolicy jest kluczowe dla realizacji zamierzeń portu w Radomiu, czyli szybkiego osiągnięcia rentowności lub przynajmniej wyjścia na zero. Przypomnijmy, że przez lata taką magiczną barierą (na podstawie analiz wyników finansowych innych portów w Europie) na osiągnięcie względnej rentowności była liczba ok. 1 mln pasażerów rocznie. Obecnie trochę przesunięta w górę, pewnie bliżej poziomu 1,5-2 mln pasażerów. Tym bardziej w przypadku takiego lotniska jak Warszawa-Radom. Czyli portu dla tanich linii i czarterów, gdzie wszelkiego rodzaju opłaty są na niższym poziomie niż na lotniskach „tradycyjnych”. Bez pasażera ze stolicy osiągnięcie tej wartości jest niemożliwe, co potwierdzają zresztą niedawne prognozy IATA. Wynika z nich, że w 2028 roku, czyli hipotetycznym starcie CPK, liczba pasażerów w Radomiu będzie oscylowała na poziomie ok. 700 tysięcy pasażerów rocznie. Do rentowności lotnisko zbliży się według tych samych prognoz w 2040 roku, gdy osiągnie liczbę pasażerów na poziomie 1,7 mln ludzi rocznie. To zaś oznacza, że występuje ryzyko trwałej nierentowności.
I teraz tak: doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że grubo ponad połowa polskich lotnisk jest trwale nierentowna. A mimo to nikt nie kwestionuje istnienia większości z nich, bo przynoszą swoim regionom dodatkowe korzyści. W przypadku Radomia sytuacja wygląda o tyle inaczej, że to lotnisko miało nie powielać błędów Modlina i w bardzo szybkim tempie wskoczyć na ścieżkę rentowności. Zmierzam tu do tego, że nie możemy mówić dzisiaj o Radomiu w oderwaniu od pierwotnych planów i zamierzeń oraz tego, w jaki sposób zostały one zrealizowane.
3.Przypomnijmy więc słynny raport firmy Arup o wyższości Radomia nad Modlinem. Wyliczono wówczas, że koszt budowy lotniska w Radomiu o rocznej przepustowości 3 mln pasażerów rocznie wyniesie ok. 450 mln PLN. Tymczasem dziś wiemy, że całkowite koszty budowy wyniosły powyżej 800 mln PLN (a jeśli spytać europosła PiS Adama Bielana – ponad 1 miliard zł), a przepustowość wynosi ok. 1 mln pasażerów rocznie. Kolejnym planem było szybkie „przeniesienie” low-costów i czarterów z Lotniska Chopina do Radomia na podstawie procedury administracyjnego podziału ruchu, na którą miała się zgodzić Komisja Europejska. W jej efekcie lotnisko w Radomiu należałoby… szybko rozbudować, bo tak jak Modlin, zaczęłoby pękać w szwach. Dziś z perspektywy czasu wiemy, że wprowadzenie administracyjnego podziału ruchu było od początku niemożliwe (odrzucona została m.in. analogiczna aplikacja w tej sprawie mającego o wiele większe kłopoty lotniska Schiphol), a stosowny wniosek nie został nawet złożony w Brukseli.
4.Jaki jest więc potencjał lotniska w Radomiu? Patrząc na kierunki już ogłoszone i wstępne zainteresowanie innych biur podróży, można być względnie spokojnym o czarterową ofertę tego lotniska (inną sprawą pozostaje poziom sprzedaży). Otwarte pozostaje jednak pytanie o ofertę linii regularnych. Wiemy, że sprzedaż na pierwszych kierunkach otworzył LOT i sprzedaż idzie dobrze. Linia nie zdradza szczegółów – prezes PPL Stanisław Wojtera mówi, że liczba sprzedanych biletów jest dwukrotnie wyższa od prognoz (cokolwiek miałoby to znaczyć). Co z kolejnymi liniami? Wbrew kuluarowym zapowiedziom ludzi z PPL, trudno tutaj o optymizm.
Zasadniczo zgadzam się z prezesem biura Rainbow Grzegorzem Baszczyńskim, według którego Radom w tej chwili należy porównywać pod kątem potencjału do takich lotnisk jak Bydgoszcz czy Lublin. Patrząc pod tym kątem, oferta potencjalnie zainteresowanych przewoźników jest dość ograniczona. Ryanair otwartym tekstem mówi, że w Radomiu nie pojawi się nigdy, Wizz Air – że rozważa loty z nowego lotniska, ale na pewno nie kosztem lotów z Warszawy i tylko pod warunkiem, że dostanie takie same warunki jak Ryanair w Modlinie. Czy to realne? Nie można tego wykluczyć, choć idąc śladem analogii o porównywalnym potencjale do Bydgoszczy czy Lublina wydaje się, że pasażerowie z Radomia mogliby liczyć maksymalnie na 2-3 połączenia. To bardzo ważne w kontekście kolejnego poważnego wyzwania lotniska w Radomiu, czyli sezonowości. O ile bowiem jestem sobie w stanie wyobrazić ruch na radomskim lotnisku w okresie od maja do końca września, o tyle od października do kwietnia przychodzi mi to już z trudem. Ciężko też wyobrazić sobie, aby wspomniany wcześniej LOT jeszcze mocniej rozbudowywał (zwłaszcza na początku) swoją siatkę połączeń z Radomia. Byłoby to zresztą niezbyt logiczne, skoro (jak pamiętamy) lotnisko w Radomiu powstało właśnie po to, aby zwolnić przepustowość w Warszawie na ekspansję narodowego przewoźnika.
5. Gdzie są szanse Radomia? Wydaje się, że największy potencjał radomskie lotnisko (największy, czyli zgodny z pierwotnymi założenia) może wykorzystać w sytuacji, która od lotniska nie do końca zależy. Chodzi tu o bardzo szybki wzrost popytu, który doprowadzi do faktycznego wyczerpania przepustowości na Lotnisku Chopina. Aby jednak taki efekt szybko nastąpił, musiałyby szybko zniknąć ograniczenia zewnętrzne, takie jak inflacja, spodziewana recesja czy wojna w Ukrainie, które hamują popyt. W idealnym świecie, w którym ruch na polskich lotniskach znów rośnie o 20 procent w skali roku lub więcej, można by było tego dokonać w ciągu kilku lat. Wydaje się, że w takiej sytuacji najpewniej przeniesione zostałyby w pierwszej kolejności czartery. Nie można wykluczyć, że „rozgrywającym” w tej sytuacji byłby LOT, który w ostatnich latach mocniej postawił na współpracę z biurami podróży, a jednocześnie „przekierowując” je na Radom, uwalniałby przepustowość w swoim hubie w Warszawie. Można mieć jednak duże wątpliwości, czy tak się faktycznie stanie.
6. A co z przyciągnięciem pasażerów z Warszawy? Wbrew pozorom nie uważam, żeby lotnisko było nie wiadomo jak daleko od stolicy, natomiast kluczem do zdobycia jakichkolwiek pasażerów ze stolicy będzie unikalna i komplementarna oferta lotów. Bo nie jestem skłonny uwierzyć, że magnesem dla pasażerów z Warszawy będzie piękny i przestronny terminal, podczas gdy oferta lotów to wakacyjne „pewniaczki” i kilka tras, które są dostępne za podobne pieniądze z Chopina i Modlina. Podwarszawskie lotnisko wymieniam tu nieprzypadkowo, bo tak naprawdę pokazuje ono, że mimo dalece niewystarczającej infrastruktury pasażerowie będą walili drzwiami i oknami, mając do czynienia z dobrą ofertą ciekawych kierunków.