Fly4free.pl

Tego miejsca na Cyprze nie można przegapić! Poznajcie najwspanialszą babcię tej wyspy

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Halloumi, które będzie śnić się po nocach prosto od przeuroczej gospodyni, atmosfera najbardziej sielankowego filmu obyczajowego i długi stół, który łamie wszystkie bariery i mógłby opowiedzieć setki historii – tak w skrócie można opisać kompletnie niedefiniowalny "Tradycyjny Dom Sofii i Andreasa". Ukryta cypryjska perełka powinna znaleźć się na liście każdego, kto kocha dobre jedzenie, uwielbiał wakacje u dziadków i chce ponapawać się "slow lifem" wśród ludzi, którzy pewnie nawet nie wiedzą, że ich codziennie życie może w ogóle być określone w kategorii podróżniczego trendu.

Przy pierwszym podkradanym z deski kawałku świeżo pokrojonego, jeszcze gorącego i parzącego w palce halloumi – dumy cypryjskiej kuchni i jednego z najbardziej charakterystycznych serów tego regionu – jeszcze nieco się kryguję. Jestem żarłokiem, ale przecież nie muszę od razu odkrywać wszystkich kart. Odchodzę na bok i wkładam ser do ust, a gdy tylko kubki smakowe zaczynają rejestrować, co właściwie się wydarzyło, zamykam oczy. Robię to zawsze, gdy jem coś wspaniałego, coś, co rozpływa się w ustach, co z przeżywania tu i teraz, pędzi prosto do najpiękniejszego apartamentu w moim „pałacu pamięci”, przeznaczonego tylko dla wyjątkowego jedzenia. Widzę kątem oka uśmiech gospodyni i autorki tej cypryjskiej ambrozji. Doskonale wie, że musi mi smakować.

Zabieram was do najlepszej cypryjskiej babci (choć nie ma na to chyba żadnych dokumentów), do której zamierzam wysyłać wnioski adopcyjne z intensywnością godną Hogwartu próbującego powiadomić Harrego Pottera o jego przyjęciu na pierwszy rok.

Ser, przy którym musiała majstrować sama Hestia

Nie mam kulinarnego szczęścia do własnych babć, bowiem żadna nie jest tym typem, który rano częstuje cię kromką chleba z masłem, ciepłym ciastem i mlekiem, a w międzyczasie już lepi pierogi i zwija gołąbki, żeby zająć czymś ręce, gdy smaży się porcja placków ziemniaczanych, a gdzieś obok podgrzewa zrobiony na wiejskim kogucie rosół. Być może właśnie dlatego mam ogromną słabość, gdy spotykam takie babcie w podróży. Na długo zapadają mi w pamięć i ciepło myślę o nich, gdy ktoś pyta mnie o najwspanialsze rzeczy, jakie jadłam w życiu. To właśnie te wspaniałe gospodynie, w których kuchniach nie bierze się jeńców, często wypełniają moją listę w tej kategorii, wyprzedzając nawet restauracje z gwiazdką Michelina (byłam, próbowałam, mogę porównywać!). Jedną z nich spotkałam na Cyprze i bardzo chciałabym, żebyście zapisali sobie jej adres. Tym bardziej, że to tylko 17 km od Pafos.

Tradycyjny Dom Sofii i jej męża Andresa (tak oficjalnie nazywa się to miejsce) znajduje się zaledwie 17 km od Pafos. To nie jest „ę,ą” restauracja, w której zachwycą cię niebanalne połączenia smakowe czy sposób podania. Zachwyci cię to, co najpiękniejsze – prostota. Ciepłe halloumi, którego smak mógłby wyjaśniać, dlaczego imperia tak walczyły między sobą o Cypr (oczywiście, gdyby babcia Sofia wyrabiała je już wtedy) i który – daję gwarancję – będzie wam się śnił po nocach. Gorący chleb, który miło przytapia masło, a oprószony jeszcze solą smakuje, jakby sama Hestia użyczyła im ognia i pieca.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

To miejsce nie musi i być może nawet nie potrzebuje się reklamować, a turyści dowiadują się o nim najczęściej od innych turystów, którzy znowu mieli szczęście usłyszeć o nim od gospodarza pensjonatu, znajomego Cypryjczyka albo jakimś cudem sami znaleźli ją w Google Maps (wpiszcie Sofia And Andreas Traditional House). A czym właściwie jest ten niezwykły dom? Połączeniem agroturystyki, szkoły gotowania, sklepu z lokalnymi produktami, tawerny, muzeum i działki u dziadków. Spełnia wiele funkcji na raz i ma szeroką, choć prostą ofertę.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Kto może tu przyjechać? Każdy! Ale nie bez zapowiedzi!

Pani Sofia organizuje kursy gotowania, uczy piec chleb, robić halloumi, lepić pierogi i co tylko jeszcze sobie wymyślicie. Gości ludzi głodnych i spragnionych wykładając na stół wszystko, co najlepsze. Na stole nie może zabraknąć świeżej sałatki greckiej i właśnie upieczonego chleba, ravioli z serem i miętą (w życiu nie powiedzielibyście, że tak fenomenalnie pasuje do pierogów!), smażonych na puchato jajek sadzonych (zadziwiających, ale pysznych), serowych racuchów, często też grillowanych mięs, domowego jogurtu, a przede wszystkim gwiazdy tej wyspy (i kuchni Pani Sofii) – halloumi. A kiedy zjecie go już pod korek, nie zapomnijcie o anari – drugim cypryjskim serze, który powstaje przy produkcji tego pierwszego. Cypryjska kawa z tygielka będzie natomiast idealnym zwieńczeniem uczty. 

W oczekiwaniu na jedzenie albo gdy już wstaniecie od stołu (ostrzegam, będzie ciężko), koniecznie zajrzyjcie też do wnętrza domu. Pani Sofia udostępnia go turystom do oglądania niczym muzeum – pełne tradycyjnych przedmiotów, folklorystycznych wzorów i rodzinnych pamiątek.

Nie spotkasz tu tłumów turystów, do wejścia nie ustawia się kolejka, nie ma zapchanego parkingu ani kasy z biletami wejścia, a i sama gospodyni skupia się na gościach tylko umiarkowanie. Zawsze ma przecież coś do roboty – trzeba upiec chleb dla okolicznej społeczności, która od lat przychodzi na zakupy, trzeba zrobić trochę sera na zapas, trochę doglądać tego i owego, zamieść podwórko, wytrzepać poduszki, zagnieść ciasto na pierogi, sprawdzić, czy każdy już rozpiął guzik w spodniach, jakby to było najcenniejszym babcinym trofeum i najlepszym dowodem gastronomicznego uznania. Zresztą być może doskonale znacie tę charakterystyczną krzątaninę z domu własnych babć.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Jednocześnie jednak babcia zawsze znajdzie czas, żeby obdarzyć cię ciepłym uśmiechem, przytulić na pożegnanie i wepchnąć jeszcze w rękę trochę sera – tak na drogę.

Miałam tu to samo wrażenie, co kiedyś w Mołdawii – że zawsze wyjdziesz stąd spóźniony do następnego miejsca. Bo żal wychodzić, bo jeszcze tyle pytań do zadania, tyle resztek z talerzy do opróżnienia, bo po uczcie przydałoby się „pół godzinki dla słoninki” w jakimś wygodnym fotelu, bo jakoś dobrze się siedzi, a zegarki jakby ciszej tu tykały. A może w ogóle przestają?

***

Pamiętajcie jednak, żeby się wcześniej umówić, bo nie chcielibyście, żeby tuż przed wami jakaś grupa turystów albo warsztatowiczów właśnie wykupiła cały zapas sera (wcale nie mam na myśli nikogo konkretnego!!!!). Jedźcie tam z pustym brzuchem i pełnymi ciepła sercami – na krótką rozmowę, na zakupy, na naukę lepienia pierogów, pieczenia chleba czy wyrabiania halloumi albo po prostu na ucztę.

Póki tacy ludzie jeszcze istnieją. I póki im się jeszcze chce spotykać z takimi jak my.

***

Na Cyprze gościliśmy dzięki zaproszeniu Cypryjskiego Ministerstwa Turystyki i linii Wizz Air, która oferuje loty do Larnaki z pięciu polskich miast – Krakowa, Warszawy (Lotnisko Chopina), Wrocławia, Gdańska i Katowic. Więcej znajdziecie w naszej wyróżnionej relacji na Instagramie.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Anetka tak tylko BTW..nie każdą starszą panią nawet jak mieszka na Cyprze można nazwać...babcią. Trzeba spełniać pewne rodzinne relacje . Podobnie jak nie każdą panią w twoim wieku można nazwać...świetną mamuśką(heh) prawda?
Semen6969, 5 października 2022, 9:24 | odpowiedz
Jak można  się umówić na wizytę w tym tradycyjnym domu? Bo trudno mi uwierzyć że mailem :)
boszka.sikora, 11 października 2022, 16:08 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »