REKLAMA

Co zjeść w Barcelonie? Polecamy lokalne specjały i najlepsze knajpy

la bouqeria barcelona
Foto: Tupungato, Shutterstock

Być w Barcelonie i nie spróbować, jak ona smakuje, to jak nie być w Barcelonie wcale. Tu życie toczy się dookoła jedzenia. Wspomnienia, śmiech czy rozmowy przepijane są Sangrią i zagryzane niewielkimi tapas, kłopoty przerabiane nad paellą, a pustkę w sercu można w każdej chwili wypełnić cienko pokrojonym chorizo.

Stolicy Katalonii się nie zwiedza. To jest miasto, które się smakuje. I nie ma w tym ani grama przesady, bo jedzenie – doskonałej jakości, pyszne i nieszczególnie drogie będzie was atakować z każdego rogu, każdej wystawy i każdej wąskiej uliczki.

Oczywiście warto odwiedzić stadion FC Barcelony, zobaczyć czy czasem Sagrada Famila jakimś cudem nie jest jeszcze ukończona, poszwędać się po parku Guell albo wygrzać twarz na Barcelonecie. Ale robić to bez brzucha wypchanego pod korek, to niemal jak z kupowaniem drogich biletów lotniczych. Niby można, ale po co?

Zresztą miasto, w którym każdego dnia tłumy turystów przyciąga muzeum… szynki, nie może być niczym innym, jak miejscem jednej wielkiej uczty. I to jednej z najbardziej smakowitych na świecie. Szykujcie żołądki, to będzie jazda bez trzymanki.

O każdej porze

Skręcam z La Rambli – jednej z najbardziej znanych ulic Barcelony szybkim krokiem. Oczy robią się coraz większe, a zmysły szaleją. Zapach suszonej szynki miesza się z zapachem czekolady, przed sobą widzę piramidy kolorowych soków, stosy przypraw i orzechów.

Macha mi uśmiechnięty starszy mężczyzna z wielkim tasakiem w dłoni. Drugą podaje plasterek szynki „na spróbowanie” – choć dobrze pamięta, że już rano rozpływałam się nad jego wyrobami. Mam poczucie, jakbym znalazła się na planie filmowym – wszystko jest tak kolorowe, tak intensywne, tak piękne – jakby nie mogło być prawdziwe. I to uczucie jeszcze długo będzie mi towarzyszyć.

Oto La Bouqeria – ogromne targowisko, jedno z 39 w całej Barcelonie, choć zdecydowanie najbardziej znane. Jest jak kruszonka na cieście na drożdżowym, jak lodówka dla butelki piwa albo jak błąd taryfowy dla podróżników. Wisienka na katalońskim torcie przygody i raj dla gastroseksualnych osób, które jedzenie kochają ponad miarę. Miejsce, którego nie można przegapić nawet w trakcie najbardziej intensywnego zwiedzania.

Zapach smażonych sardynek dobiega do mnie akurat, gdy z bezwiednie otwartymi ustami wpatruję się w wystawę „mięsnego” – gigantyczne szynki wiszą pod sufitem, a zza szyby kusi mnie moje ulubione hiszpańskie trio – długo dojrzewająca szynka serrano oraz kiełbasy – wieprzowa, intensywnie pachnąca chorizo, przyprawiona solidną ilością papryki i fuet –  twarda i wąska pokryta warstwą aromatycznej pleśni znanej chociażby z serów typu camembert. Na szczęście nie od dziś wiadomo, że zbilansowana dieta to dokładnie po jednym daniu w każdej ręce, dlatego zanim dotrze do mnie, że to bez sensu, już stoję w kolejce przy „rybnym”.

Foto: ZRyzner, Shutterstock

Pięć minut później w jednej ręce trzymam papierowy rożek marisco, czyli wypełniony owocami morza – smażone kalmary w cieście, małe, super-słone rybki, ośmiorniczki i krewetki, a w drugiej skrawki szynek i kiełbas spakowane dokładnie w tym samym stylu.

Bo musicie wiedzieć, że na La Bouqeria nie bierze jeńców. Tu wszystko wygląda i pachnie obłędnie, a dzięki niezbyt dużym porcjom macie szansę spróbować niemal wszystkiego. Od znanych na całym świecie wyrobów z mięsa świń iberyjskich, przez aromatyczne i przepyszne sery, mieszanki owoców morza, kolorowe koktajle, czekoladki, ostre papryczki, a nawet pieczywo i wypełnione przeróżnym nadzieniem pieczone croquetas, czyli krokiety – panierowane albo nie.

Do tego koniecznie trzeba spróbować tutejszej wersji tortilli, która nie ma nic wspólnego z okrągłym kukurydzianym plackiem, jaki znany jest w Ameryce Południowej. Tortilla Española robiona jest z ziemniaków i jajek usmażonych razem w formie omletu na ogromnej patelni.

W ciągu dnia

Pamiętacie takie czasy, gdy nie wiedzieliście o istnieniu alergii na gluten, a kalorie wyliczane na opakowaniach były jedynie ciekawostką, którą czytało się z nudów w trakcie gotowania obiadu? Gdzie FIT brzmiało jak zagadnienie z fizyki kwantowej, a light wymawialiście tylko na lekcjach angielskiego?

W Barcelonie znów możecie wrócić do tych czasów. Tu smaży się na głębokim tłuszczu, dodaje majonez, dużo soli i zamiast robić pięć posiłków z przerwami, to robi się co najwyżej pięć przerw między posiłkami.

Oczywiście nie brakuje tu opcji dla wegetarian czy dbających o linię, bo przepiękne wystawy pełne owocowych sałatek czy miksowanych na miejscu soków i koktajli potrafią skusić nawet tak ortodoksyjnego mięsożercę jak ja. Ale naprawdę zachwyceni będą ci, którzy w swoim kulinarnym życiu nie biorą jeńców – i mają osobny żołądek na drugie danie. Bo zasada jest tylko jedna – nie wolno stąd wyjechać głodnym.

Najpopularniejsze danie główne w Barcelonie to oczywiście paella – ryż podsmażany z szafranem i owocami morza na charakterystycznej, żeliwnej patelni z dwoma uchwytami. Tak też podaje się ją w restauracjach, a jeśli gdziekolwiek przyniosą ją na talerzu – wiejcie czym prędzej. Oryginalna powinna być z owocami morza, których kucharz nie żałuje i mieć obłędny żółto-pomarańczowy kolor. Ryż powinien się lekko kleić albo – jak lubię mówić – specyficznie „mlaskać” przy nabieraniu. Na pewno jednak w menu znajdziecie też wersję z kurczakiem albo samymi warzywami.

paella
Foto: Ayotography, Shutterstock

Jest trochę jak Sagrada Familia – z zewnątrz ciekawa, ale nie zaskakuje, bo przecież widzieliście ją na zdjęciach setki razy. Ale wewnątrz – z każdym krokiem (a w tym przypadku kęsem) zdumiewa, rozpieszcza i pozostawia poczucie niedosytu. Ponieważ trudno zaliczyć ją do lekkostrawnych rzadko je się ją późnym wieczorem, ale oczywiście nikt wam nie zabroni.

Nie daj się nabrać... na niskie ceny

Nie dajcie się zwieść naganiaczom, którzy tylko czyhają na chętnych zjeść paellę, dwie przystawki i sangrię za 10 EUR od osoby. Bo paella (niestety) musi swoje kosztować. Zaoszczędzicie pieniądze, ale smak będzie adekwatny do ceny, a o jedną smutną krewetkę przyjdzie wam grać w papier-kamień-nożyce, by choć przez chwilę poczuć namiastkę owoców morza. W innej wersji restauracyjnego przekrętu paella faktycznie będzie tania i smaczna, ale za to za napoje zapłacicie krocie np. 10 EUR za kieliszek sangrii (dosłownie!).

Gdzie zjemy najlepszą paellę?

Przepyszną paellę bez trudu znajdziecie choćby w licznych knajpkach przy Barcelonecie (np. w Can Majo przy Carrer de l’Almirall Aixada albo La Mar Salada przy Passeig de Joan de Borbó). I faktycznie – z widokiem na morze rzeczywiście smakuje ona najlepiej. Jeśli jednak szukacie czegoś bliżej bardziej turystycznych miejsc, to warto wybrać się do La Fonda przy Carrer d’ Escudellers 10 w dzielnicy Barri Gotic. W każdym z tych miejsc paella powinna kosztować maksymalnie 10-12 EUR za osobę (w menu czasem podaje się cenę za patelnię, która przeznaczona jest dla dwóch osób).

Wieczorem

Choć na głównych ulicach Barcelony życie zamiera dopiero nad ranem, to późnym wieczorem jedzenie zaproponują wam sto razy rzadziej niż używki i różnego rodzaju cielesne uciechy. Taka już jest Barcelona. Ale spokojnie, głodni na imprezę na pewno nie pójdziecie, bo od czego są słynne tapas – przekąski idealne do piwa i wina.

Serwuje się je w klasycznie wyglądających barach, z długą ladą i wysokimi krzesłami. Przy stole siada się zwykle większe ekipą i zazwyczaj zamawia masę przystawek, ale „na spółkę” – tak by każdy spróbował różnych rzeczy. Ale to przy barze toczą się najciekawsze rozmowy, poznaje się zaskakujących ludzi i próbuje jedzenia, jakby waga i trenerzy personalni nie istnieli.

Tapasy są niewielkie – zwykle na kilka kęsów. Tylko czasami spotyka się te odrobinę większe, podawane w miseczkach czy innych naczyniach. Wyglądają tak obłędnie, że jeśli kiedyś wygram w Totka, to pojadę do Barcelony i choć raz zamówię absolutnie wszystkie z menu. Podawane na zimno albo na ciepło, na chlebie albo samodzielnie, przyrządzone z jajek, mięsa, warzyw albo ryb. Mają różne konsystencje, kolory i smaki. Wybór jest tak duży, że na pewno każdy znajdzie coś w sam raz dla siebie.

Dawniej w barach przykrywano kieliszki z alkoholem plastrem szynki, chlebem lub spodeczkiem z bardzo prozaicznego powodu – żeby kurz i muchy nie wpadały do środka. Od słowa „przykrywka” czyli „tapa” powstały właśnie owe przekąski – do dziś serwowane na niewielkich talerzykach. Idealnych, by chronić wino przed niepożądanymi „dodatkami”.

Foto: Takin' Shotz, Shutterstock

Jakie tapasy polecamy?

Najbardziej znane są patatas bravas, czyli pieczone ziemniaki pokrojone w kostkę oblane rewelacyjnym sosem pomidorowym, banderilla, czyli takie nasze koreczki z pikli i innych marynowanych warzyw nadzianych na wykałaczkę, wszelkie formy kanapek i grzanek z szynką serano, a także pan con tomate, czyli chleb natarty oliwą, czosnkiem i pomidorem. Do tego oliwki, kalmary, krewetki, małże, sardynki, nadziewane papryczki,  wspominana już tortilla española, pulpo a la gallega, czyli krojona gotowana ośmiornica albo oreja, czyli smażone ucho wołowe.

Gdzie ich szukać? W barach wypełnionych Katalończykami, w wąskich uliczkach na uboczu, które nie krzyczą promocjami i nie zatrudniają naganiaczy. Dobry tapas bar niemal nie potrzebuje reklamy, bo i tak będzie pełen ludzi. Tak jest np. w Can Eusebio przy Carrer de Vila i Vilà, Bar Roure przy Carrer de Luis Antúnez albo Bar JAI-CA przy Carrer de Ginebra. A to tylko kilka z brzegu. Oczywiście kupicie je też bez trudu na wszystkich targowiskach, ale to w barowym klimacie nabierają najwięcej smaku.

Moim średniozaawansowanym hiszpańskim (a zdecydowanie jest bardziej średni niż zaawansowany) ucinam sobie standardową pogawędkę ze starszym kelnerem – pełną uśmiechów, klasycznych pytań od kiedy mieszkam w Barcelonie i na jak długo zamierzam zostać. Dziwią się, że nie jestem tu na stałe, choć mój kolor skóry w odcieniu 50% kakao i wielka miłość do jedzenia faktycznie mógłby na to wskazywać. Na szczęście zdradza mnie hiszpański. Dopiero za chwilę dyskutujemy o tym, co powinnam zjeść – choć oboje mamy ochotę odpowiedzieć, że wszystko.

I choć przychodzi się tu zjeść i wypić, to tak naprawdę najważniejsze są właśnie takie dyskusje. O niczym i o wszystkim, o niepodległości Katalonii, o wyższości FC Barcelony nad resztą świata albo o tych pięknych oczach dziewczyny trzy stoliki dalej.

owoce morza w rożkach
Foto: Garnet Photo, Shutterstock

Co jeszcze?

Nie da się wymienić wszystkiego, czego warto spróbować w Barcelonie. Niemal w każdej knajpce, w każdym tapas barze i na każdej ulicy zaskoczy was coś innego. A to natkniecie się na churros – podłużny deser z ciasta pączkowego wysmażany na głębokim tłuszczu i serwowany z gorącą czekoladą, a to ktoś was zaprosi na kolejny kieliszek Sangrii – wina wymieszanego z owocami, lodem i mocniejszym alkoholem, która w Hiszpanii jest niemal jak bigos w Polsce – każdy robi ją inaczej i każdy uważa, że najlepiej na świecie. Najważniejsze jest jednak to, że w barcelońskim słońcu nic nie chłodzi równie skutecznie jak ona.

Trzeba też zwrócić uwagę na bocadillos – tutejszy kanapki robione z kilku rodzajów pieczywa wypełnione przeróżnymi dodatkami – od kalmarów, po ser czy szynkę. Dać się skusić owocom, których smaku nie dorówna żadna importowana podróbka w Polsce – nawet jeśli wygląda podobnie. Zachwycić się smakiem deseru – crema catalana robionego z mleka, jajek, cukru i mąki kukurydzianej, który nieco przypomina francuskie crème brulee.

Nie da się też spróbować wszystkiego, na co ochotę mają oczy, gdy żołądek błaga o litość. Ale przynajmniej zawsze będzie powód, by tu wrócić.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Jedne z lepszych bravas, jakie jadłem w tym mieście są podawane w CocoVail Beer Hall przy Aragó (niedaleko skrzyżowania z Passeig de Gracia. Porcja kosztuje 7e, ale jest sporo i pyszna. A do tego oczywiście spory wybór smacznych piw:)https://www.google.com/maps/place/CocoVail+Beer+Hall+Barcelona/@41.3927402,2.165612,20.25z/data=!4m13!1m7!3m6!1s0x12a49816718e30e5:0x44b0fb3d4f47660a!2sBarcelona,+Prowincja+Barcelona,+Hiszpania!3b1!8m2!3d41.3850639!4d2.1734035!3m4!1s0x0:0x234d6dedf545424a!8m2!3d41.3925969!4d2.165814
patpul, 4 maja 2018, 21:38 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Polecam "Viana" w Bari Gotic, rewelacyjne tapas. Jeden minus malo miejsc i trzeba czekac w kolejce przed wejsciem. Ale jakośc obłędna. Najlepsze lody niedaleko Barcelonety, ulica Joan Borba no 55 jak dobrze pamiętam. Polecam smak temptation. Na koniec cos nie hiszpańskiego... między placa universitat a placa catalunya jest bar VIENA, mega kanapki i ...frytki. Gdyby ktoś nie lubił tych tematów to obok jest Jamoneria z setkami wiszacych szynek. Barcelona ach....wspaniałe miejsce.
mieciuu, 7 maja 2018, 15:58 | odpowiedz
Avatar użytkownika
 Pomyliłem bary:).....oczywiście najlepsze tapas są naprzeciw VIAN-y w Bodega Biarritz 1981. Miejsce to znajduje sie obok klimatycznego Placa Reial. Polece jeszcze zwiedzanie barcelony n aelektrycznych rowerach,mega atrakcja.
mieciuu Polecam "Viana" w Bari Gotic, rewelacyjne tapas. Jeden minus malo miejsc i trzeba czekac w kolejce przed wejsciem. Ale jakośc obłędna. Najlepsze lody niedaleko Barcelonety, ulica Joan Borba no 55 jak dobrze pamiętam. Polecam smak temptation. Na koniec cos nie hiszpańskiego... między placa universitat a placa catalunya jest bar VIENA, mega kanapki i ...frytki. Gdyby ktoś nie lubił tych tematów to obok jest Jamoneria z setkami wiszacych szynek. Barcelona ach....wspaniałe miejsce.
mieciuu, 7 maja 2018, 16:04 | odpowiedz
Cypr zatoka
Najlepsza oferta

Krótki urlop na Cyprze za 324 PLN

2018-08-17 13:00 | Paweł Iwanczenko
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel