Nie tędy droga. Będzie ciaśniej w nowych Dreamlinerach i A350, bo linia boi się low-costów
Z pewnością w tej decyzji jest jakiś sens i logika, ale nie da się też ukryć, że jak zwykle potrzeby pasażerów znalazły się na samym końcu.
Linie lotnicze od zawsze mają jeden prosty cel: przewozić jak najwięcej pasażerów i maksymalizować zyski. Wygoda pasażera? Tak, o ile nie stoi na drodze pomnażaniu zysków. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie z wygodą będą musieli się pożegnać pasażerowie klasy ekonomicznej w linii Air France – serwis “Air Transport World” cytuje wiceprezesa Air France-KLM Angusa Clarke’a, według którego francuski przewoźnik będzie chciał upchnąć więcej foteli w swoich szerokokadłubowych samolotach. Metody realizacji? Cóż, jest ich wiele – Clarke wymienił m.in. usunięcie niektórych toalet czy zainstalowanie cieńszych foteli, aby w samolotach znalazło się więcej rzędów foteli.
Francuski przewoźnik chciałby wprowadzić takie rozwiązanie w większości swoich samolotów, jednak na dobry początek “ciaśniej” będzie w nowych samolotach na dalekie trasy, które otrzyma Air France: chodzi tu o Boeingi 787 i Airbusy A350. Clarke nie mówi dokładnie, o ile zwiększy się liczba foteli w zamówionych samolotach, ale tłumaczy przyczyny tej zmiany.
Według ATW, Air France robi to z obawy przed rosnącą pozycją tanich linii lotniczych we Francji, takich jak Ryanair, które zdobywają rynek coraz szybciej. W ślad za tym idą kolejne bankructwa francuskich przewoźników – w ostatnim czasie upadły linie Aigle Azur i XL Airways, co spowodowało, że na kluczowych trasach znacząco zmniejszyła się liczba miejsc. W efekcie Air France chce przejąć to “opuszczone” oferowanie jak najmniejszym kosztem – poprzez zwiększenie liczby foteli w swoich samolotach.
Nie jest to nowy pomysł
Latanie większymi samolotami na trasach cieszących się dużą popularnością to oczywisty krok, mający na celu zmniejszenie kosztów i poprawienie rentowności. Mistrzami są w tym oczywiście tanie linie lotnicze – to nie przypadek, że Wizz Air masowo wymienia obecnie flotę z Airbusów A320 (180 miejsc na pokładzie), na większe Airbusy A321 lub A321neo (odpowiednio 230 lub 239 foteli), a także Ryanair stawia na większe samoloty w postaci Boeingów 737 MAX 200 (choć kiedy je w końcu otrzyma, to zupełnie inna kwestia). Kilka dni temu podobną zmianę w strategii zapowiedziały linie United Airlines – prezes przewoźnika Oscar Munoz zapowiedział, że linia będzie stawiała na większe samoloty na trasach krajowych, by w bardziej efektywny sposób reagować na zapotrzebowanie rynku. I wszystko jest w porządku do momentu, gdy nie cierpią na tym pasażerowie.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?