REKLAMA

„Chcę zobaczyć te miejsca zanim umrę”. Powstała najdziwniejsza podróżnicza lista marzeń. Ile z nich za wami?

turystka w górach
Foto: attilio pregnolato / Shutterstock

Od Tadż Mahal po nurkowanie z rekinami. Marzenia dotyczące podróży i tego, co w nich chcemy zobaczyć albo przeżyć bywają przeróżne. Czy warto wpisywać je na specjalną listę? A może to bzdurny, nikomu niepotrzebny wymysł? Spróbujemy się dowiedzieć.

Bucket list to coś, co podobno powinien mieć niemal każdy podróżnik. Choć nie doczekała się odpowiednika w języku polskim, jest to po prostu lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Oczywiście, nie musi ona dotyczyć wyłącznie podróży, ale to właśnie w tej dziedzinie sprawdza się wyjątkowo dobrze. Ludzie zapisują na niej cele do spełnienia – odwiedzenie jakiegoś miejsca, zjedzenie potrawy, spotkanie z konkretną kulturą, zanurzenie stopy w oceanie. A potem z większą lub mniejszą dumą obserwują, jak kolejne z nich zostają „odhaczone”.

Klasyka czy awangarda?

Trzy tygodnie temu taką właśnie bucket list, dla każdego podróżnika opublikował brytyjski Daily Mail. I pewnie nawet nie zwrócilibyśmy na nią uwagi, gdyby nie fakt, że jest nieco zaskakująca.

Wśród 50 najważniejszych miejsc do odwiedzenia nie ma najważniejszych obiektów z listy UNESCO, nie ma najpopularniejszych atrakcji czy topowych kierunków. Jest za to sporo muzeów, dzieł sztuki, a także restauracji. I pewnie dla wielu osób to właśnie takie zestawienie jest o wiele ciekawsze, ale trudno uznać je za klasyczne i uniwersalne. Pełną listę możecie zobaczyć na stronie brytyjskiego dziennika. W pierwszej dziesiątce znalazły się tak oryginalne miejsca jak Muzeum Yayoi Kusama w Tokio, House of Yes na Brooklinie, Solar Egg, czyli nietypowa sauna w Szwecji, Meow Wolf w amerykańskim Santa Fe, niewielki pub Tejo at Los Amigos Club w kolumbijskim Cali, Museum of Old & New Art w Tasmanii, Cinespia – plenerowe kino w Los Angeles, Casa Vicens w Barcelonie, restauracja Mil w Peru oraz Time Out Market w Lizbonie.

I choć wiele z nich na pewno jest świetnymi miejscami, które warto wpisać na swoją podróżniczą mapę, to jednak chyba są na świecie ciekawsze. Zresztą sami oceńcie, czy właśnie je wpisalibyście do własnego zestawienia.

Co zatem znajduje się w klasycznych listach? Zerknijmy chociażby na inną bucket listę opublikowaną przez Daily Mail – tyle że 4 lata temu. Wtedy na podstawie odpowiedzi wielu Brytyjczyków stworzono najpopularniejsze marzenia. Co się znalazło w pierwszej dziesiątce? Ludzie chcieliby mieć wakacyjny dom za granicą, nauczyć się w podróży nowego języka, przeżyć wakacje na Malediwach, popływać z delfinami, przejechać się po Route 66, polecieć balonem, pojechać na wycieczkę do piramid w Gizie, odwiedzić kasyna w Las Vegas, wyjechać do Wenecji czy wjechać na szczyt Empire State Building. Poza tym jeszcze m.in. rejs wycieczkowy, zobaczenie wielorybów, nakarmienie pingwina oraz kąpiel w Morzu Martwym.

Coś czuję, że wiele z nich już za Wami. A która lista lepsza? Sami oceńcie.

turystka
Foto: Navistock / Shutterstock

Spontan czy odhaczanie punkt po punkcie?

Pytam o bucket listy dwóch zaprzyjaźnionych podróżników, którzy od lat dzielą ze sobą życie, ale podejście do podróży mają totalnie inne.

– Teraz podchodzę do tego bardziej na luzie, ale jak miałam 20 lat, to tzw. bucket list była niemal sensem mojego życia. Wszystkie cele wypisałam na karteczkach, a te przyczepiłam do tablicy korkowej – mówi mi Ania, która zaczęła intensywnie podróżować już na studiach. – Niektórych nie zrealizowałam do teraz, ale większość z tamtej listy już dawno jest nieaktualna. Oczywiście wyznaczyłam mnóstwo nowych planów. Najciekawsze jednak jest to, że bardzo przesunęła się skala tych marzeń. Kiedyś to była wizyta w Rzymie czy mecz FC Barcelony na żywo. Dziś marzę o Antarktydzie, Mount Evereście czy wyprawie z Martyną Wojciechowską. Widzisz różnicę? – dopytuje mnie.

I trochę ją rozumiem, bo skreślanie kolejnych zrealizowanych marzeń potrafi być zadziwiająco satysfakcjonujące. Ale nie dla drugiej połowy w tym związku.

– A ja wręcz odwrotnie, nigdy nie robiłem żadnych list. Wiedziałem, że gdzieś tam chcę pojechać, ale takich dużych i konkretnych marzeń miałem dosłownie kilka – opowiada Marek, który choć jest narzeczonym Ani, to podróżuje w zupełnie innym stylu. – Reszta moich wyjazdów to spontaniczne decyzje. Rzadko wiem, że chcę pojechać np. do Singapuru albo Brazylii i uparcie przy tym tkwię. Wybieram te miejsca, do których akurat są tanie bilety. Decyduje los, a nie sztywna lista. To nas z Anią różni, dlatego nie zawsze jeździmy razem – dodaje.

Pewnie jak to zwykle w życiu bywa – połowa z was stanie po stronie Ani, a druga połowa po stronie Marka. Jedni lubią zorganizowane, zaplanowane podróże, najlepiej z kilkuletnim wyprzedzeniem. Dokładnie wiedzą, gdzie chcą pójść, lubią rozliczać się ze swoich podróżniczych „osiągnięć” i patrzeć wstecz na to, co już za nimi. Inni wręcz przeciwnie – działają tak, jak podpowiada im serce, a podróżami żyją tu i teraz. Tanie bilety do Panamy? Biorę, choć nigdy nie marzyłem o tym kierunku. Malezja? Nie wiem jeszcze, co można tam zobaczyć, ale to przecież można sprawdzić tydzień przed wyjazdem.

Z czasem wszystko się zmienia...

Jeśli o mnie chodzi, to nie mam takiej formalnej, ładnie spisanej czy oprawionej bucket list, ale w głowie kiełkuje mi wiele pomysłów i aż roi się od marzeń. I naprawdę z ogromną satysfakcją odkrywam co jakiś czas, jak wiele z nich udało się zrealizować. Jeszcze 10 lat temu marzyłam o tym, żeby kiedyś zjeść coś na ulicy w Bangkoku, a wizja ta, choć mega emocjonująca, wydawała mi się ogromnie odległa. A dziś? Bangkok to jedno z moich ulubionych miast świata, mam tu ulubione miejsca i restauracje, wiem gdzie pójść na masaż, a gdzie kupić jeszcze kilka sukienek.

Podobnie zresztą było z safari, które miałam zobaczyć w bliżej nieokreślonym „kiedyś tam”, a niespodziewanie nadarzyła się okazja, by je przeżyć o wiele szybciej niż mogłabym przypuszczać. Jako dziecko marzyłam nawet o Londynie i nie przyszłoby mi do głowy, że wielu z nas będzie tam latać choćby na jednodniówki. A gdyby ktoś powiedział mi, że niczym Harry Potter znajdę się na peronie 9 i 3/4? Oszalałabym.

turystka
Foto: soft_light / Shutterstock

Wciąż nie widziałam jeszcze zorzy polarnej, nie popłynęłam w rejs między najpiękniejszym karaibskimi zakątkami, choć sam rum wtłaczany do organizmu na karaibskiej plaży już za mną. Nie spotkałam pingwinów na wolności ani nie pływałam z rekinami. Czeka mnie też opalanie na Malediwach albo poznawanie kultur Papui i Nowej Gwinei. Za to jeździłam czołgiem, kąpałam się w wodospadzie, odwiedziłam targ białej i czarnej magii, zjadłam robaka, przybiłam piątkę z Masajem, któremu – jakkolwiek to brzmi – sięgałam dosłownie zaledwie do pasa (!), zgubiłam się w mołdawskiej winnicy i skoczyłam ze spadochronem z widokiem na Tatry. Wszystkie te rzeczy były częścią podróży, celami na liście, która w klasycznej formie nigdy nie powstała.

Mnóstwo doświadczeń i pięknych chwil za mną, ale tak naprawdę jeszcze ogrom jest przede mną. Wiele z marzeń jest banalnych do spełnienia, inne wymagają sporego wkładu finansowego albo po prostu niezłego przygotowania. A pewnie i tak każde z nich realizuję, jeśli tylko wystarczy mi w życiu czasu.

Udokumentowana motywacja

Po co w ogóle tworzę w głowie takie listy? Żeby móc przynajmniej raz w roku obejrzeć zdjęcia, popatrzeć wstecz, przywołać wspomnienia i zdać sobie sprawę, z jaką łatwością osiągam założone sobie rzeczy. Że choć podróże stały się oczywistą, największą i najważniejszą częścią mojego życia, to one naprawdę rozwijają się każdego roku. I choć wcale na co dzień tego nie odczuwam, jest ich więcej, są ciekawsze i pozwalają spełniać marzenia, które wydawały się nierealne jeszcze dekadę temu. To naprawdę gigantyczny kopniak motywacyjny.

Pomyślcie czasem, ile wam się udało, o ile więcej widzieliście niż mogliście się spodziewać będąc np. dzieckiem. O tym, jakie niezwykłe kraje odwiedziliście, podczas gdy wielu z waszych znajomych mogło nawet nie lecieć samolotem. W dniu, kiedy niespodziewanie dopada was jesienny dół, parę takich myśli i wspomnień potrafi wywrócić humor do góry nogami. I to bez wsunięcia tabliczki czekolady.

Jednak największą zaletą bucket listy jest to, że niemal nie ma szans się wyczerpać. Pewnie z doświadczenia wiecie, że jedno spełnione marzenia napędza następne, a im więcej w życiu zrobiliśmy, przeżyliśmy i zobaczyliśmy, tym większy apetyt mamy na dalsze wyprawy.

Dajcie znać, jakie Wy macie do niej podejście do takich zestawień? Czy udało się już zrealizować większość z tego, co założyliście chociażby 10 lat temu? A może podobnie jak jeden z moich rozmówców, wolicie, żeby to los decydował o waszych wojażach? Planujecie bardziej klasyczne doświadczenia czy totalnie awangardowe? Czekamy na komentarze!

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Nie mam zadnej listy. Wiem z grubsza co chce zobaczyc, a reszta podrozy to losowosc tanich biletow lub innych okoliczności. Miejsce zobaczone na zdjeciu, w filmie, itp.
Aga_podrozniczka, 6 grudnia 2018, 22:31 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Myślę, że robienie listy na miejsca, z kilkuletnim wyprzedzeniem jest kiepskim pomysłem, mając na uwadze tak szybko rozwijającą się turystykę i przemysł... Dla mnie to strasznie smutne, że wpisuję jakąś destynację, wyskakują piękne foty, wchodzę na google mapa, daję zbliżenie na plażę, a tam 2018 rok, tony śmieci i butelek, albo tabuny ludzi...
kiki_kaer, 7 grudnia 2018, 9:26 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Ja też nie mam sprecyzowanej listy miejsc do zobaczenia ale jest takie miejsce gdzie ona się pośrednio znajduje. To moja półka w regale z przewodnikami, którą widzę codziennie gdy wracam z pracy. Choć odwiedziliśmy z żoną już 41 państw to właśnie te kilka nieodkrytych jest najbardziej pożądanych przeze mnie, co wcale nie znaczy, że specjalnie w tym celu zmieniam plany na wakacje lub kupuję tanie bilety jak tylko się pojawiają. Po prostu czekają na swoją chwilę aby do nich kiedyś zawitać.
mbrszy, 7 grudnia 2018, 14:59 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Z dziewczyną na plaży chętnie odhaczyłbym na liście...wiele interesujących miejsc i niekoniecznie tych geograficznych
HandSome, 7 grudnia 2018, 15:14 | odpowiedz
Najlepsza oferta

Loty już od 39 PLN w obie strony!

Igor Więcek | 2018-12-11 17:32
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel