Booking wbija szpilkę Airbnb. Oba serwisy mocno się zmieniają, by zachęcić klientów
Choć w założeniu oba serwisy rezerwacyjne – Booking i Airbnb – znacznie się od siebie różniły, to w ostatnim czasie coraz częściej widać, że nawzajem czerpią wzorce ze swoich działań i mocno ze sobą konkurują. W tej walce wygrany może być tylko jeden – użytkownicy.
Kiedyś, dawno, dawno temu podział był prosty. Booking oznaczał pokoje i obiekty typowo hotelowe, a Airbnb prywatne nieruchomości, co najwyżej zaadaptowane do potrzeb potencjalnych gości. Dziś sytuacja drastycznie się zmienia i tak jak na Bookingu bez trudu znajdziemy prywatne apartamenty, tak na Airbnb pojawia się coraz więcej pokoi hotelowych.
Oba serwisy zamierzają jednak stale się rozwijać i choć Booking chyba nieco zapomniał to nagłośnić, to na jego stronach pojawia się coraz więcej nietradycyjnych ofert zakwaterowania, które dotąd kojarzyły się wyłącznie z Airbnb – jak np.: domki na drzewie, prywatne apartamenty czy przeszklone “igloo”.
W związku z tym kilka dni temu Booking postanowił wbić delikatną szpilę swojemu konkurentowi i pochwalić się, że w kategorii „niestandardowych obiektów” nie tylko nie musi już gonić Airbnb, ale nawet przebija jego ofertę. Co to właściwie oznacza? Booking.com szczyci się, że w swojej ofercie ma 5 mln tego typów obiektów (czyli prywatnych domów, apartamentów czy mieszkań), co czyni go liderem w branży, większym i silniejszym niż konkurent. Może się wydawać, że różnica w globalnym kontekście nie wydaje się zbyć duża – Airbnb ma 4,85 mln miejsc do wyboru – ale trzeba pamiętać, że to przecież oni niemal stworzyli modę na noclegi w prywatnych domach. Tymczasem nagle zostali w tyle.
Ostatecznie też różnica w liczbie ofert między oboma serwisami jest znacznie większa niż mogłoby się wydawać. Booking od zawsze informował bowiem o liczbie wszystkich nieruchomości rozumianych jako całe obiekty, natomiast Airbnb o liczbie pojedynczych ofert. Jeśli więc w jednym apartamencie jest kilka osobno wynajmowanych pokojów, to Airbnb będzie w wyliczeniach do przodu.
Szacuje się, że gdyby liczyć każdy pokój osobno, to Booking mógłby mówić, że razem ze wspomnianymi 5 mln nietypowych obiektów, w sumie dysponuje 27 milionami ofert. W przeciwieństwie do Airbnb ma bowiem w swoich ofertach wiele ogromnych hoteli w kurortach, które mają nawet kilkaset pokoi. Jednak oba portale stare rosną i zwiększają liczbę oferowanych obiektów. Tylko w ubiegłym roku Booking zwiększył swoją ofertę o 27 proc., a Airbnb o 36 proc.
– Pierwszy raz postanowiliśmy też zabrać się za liczenie każdej pojedynczej oferty, by móc porównać się z innymi portalami w branży – powiedział Glen Hogel, dyrektor generalny Booking Holdings w rozmowie z portalem Skift. – Wierzymy, że jesteśmy liderem na rynku, ale jak to zmierzyć, skoro niektóre serwisy w ogóle nie podają liczb? – zastanawia się.
Ciekawostką jest, że chociaż oba portale wydają się być bezpośrednią konkurencją, to Booking przyciąga użytkowników na o wiele dłuższy czas niż Airbnb. Ta pierwsza firma wydaje też blisko 4 mld USD tylko na marketing cyfrowy. Za to Airbnb wygrywa w kategorii ofert ekskluzywnych. Choć Booking ma sporo naprawdę luksusowych propozycji, to Airbnb ma w swoich zasobach aż 3,5 mln nieruchomości na wyłączność.
Hogel nie omieszkał wykorzystać tej informacji, by wbić konkurencji drobną szpilę.
– Nie wychodzimy z takimi prośbami do właścicieli nieruchomości, bo wierzymy w siłę naszej platformy. Niektóre firmy proszą o wyłączność. Zastanawiam się, po co mieliby to robić, gdyby spełniali wysokie wymagania wobec partnerów? – komentuje.
Ale Airbnb nie zamierza przemilczeć kąśliwych komentarzy.
– Rośniemy szybciej i wydajemy mniej, ponieważ mamy model społecznościowy, w przeciwieństwie do modelu “towarowego”, który reprezentuje Booking. Gospodarze Airbnb są częścią społeczności i są traktowani jako partnerzy, podczas gdy Booking traktuje ich jako towar – podsumował Nick Papas, rzecznik prasowy firmy.
I kiedy przedstawiciele obu firm nawzajem przerzucają się złośliwościami, klienci powinni zacząć zacierać ręce. Im silniej konkurują oba serwisy, tym lepiej dla nas – zwykłych podróżników. Jakoś przecież będą musieli przekonać potencjalnego klienta, żeby wybrał właśnie ich portal. A czy cokolwiek na świecie działa skuteczniej niż promocja?
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?