Fly4free.pl

Stolnice, stosy makaronu i charakterne włoskie babcie. Po to warto lecieć do Bari!

bari orechiette ulica makaronu
Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne
Przeurocze, włoskie babcie, które w promieniach słońca niemal całymi dniami wyrabiają ręcznie makaron orechiette – charakterystyczny i najbardziej typowy dla Apulii. Tłumy turystów, które przez wizytę tutaj wpadają do włoskiego wehikułu i spowalniacza czasu. Zakupy, które później przetwarza się w domu na gastronomiczne wspomnienie jednego z najpiękniejszych regionów Włoch. Tak w skrócie można opisać najbardziej makaronową ulicę Bari – wspaniałą „strada delle orecchiette”.

Idę bardzo wąską uliczką w Bari Vecchia, czyli mówiąc po naszemu – starego miasta. Bruk nie jest tu równy, drzwi niewielkie, ale niemal z każdego okna wystaje frywolnie rozwiana firanka. Pod oknami suszą się pościele, ubrania, prześcieradła – w końcu sobota to narodowy dzień sprzątania nie tylko w Polsce. Nie wiem, ile razy powiedziałam już „Buongiorno!” i ile odebrałam życzeń „miłego dnia”. Przy jednym z niewielkich mieszkań niemal wepchniętych na styk w te historyczne kamienice, stoi ogromna drewniana, mocno sfatygowana stolnica. To znak, że jestem w dobrym miejscu. Już za chwilę zobaczę takich stanowisk kilkanaście, a za każdym z nich z dumą będzie stała włoska babcia – sprawnymi rękami wyrabiająca kolejne kilogramy makaronu.

Zapraszam Was na Strada della Orecchiette – to jedna z najbardziej niezwykłych, ale i najsmaczniejszych ulic Bari. To miejsce, którego żaden gastroturysta nie powinien ominąć i do którego z przyjemnością – jako człowiek kochający włoski chaos i kuchnię – wrócę, gdy tylko nadarzy się okazja. Bo przyjść tutaj, to jak zobaczyć Włochy w miniaturce – i to ze wszystkimi dobrodziejstwami i przekleństwami.

Foto: LauraVl / Shutterstock

Strada delle Orechiette nie istnieje, ale doświadczenie jest najprawdziwsze!

Nie bez powodu Apulia jest uznawana za jeden z najsmaczniejszych i najpiękniejszych regionów Włoch. Na czele wielu poradników „co trzeba zjeść” znajdziecie orechiette, czyli makaron, który jest tutejszą specjalnością. Jego nazwa pochodzi od włoskiego słowa „orecchie” co w tłumaczeniu oznacza uszy. I faktycznie, wystarczy się przyjrzeć, by zobaczyć w tym kształcie „uszka” – choć niekoniecznie takie, do jakich przyzwyczaił nas wigilijny barszcz. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do naszych uszek, te włoskie doczekały się też własnej… ulicy!

Zacznijmy jednak od tego, że owiana sławą i wychwalana przez tysiące pozytywnych opinii,ulica wcale się nie tak nazywa, a określanie jej mianem „strada delle orechiette” jest tyko potoczne i umowne. W google maps trzeba wpisać prawdziwy adres – Via dell’Arco Basso. Nie jest żadną uregulowaną atrakcją turystyczną, a powstała „sama z siebie”, gdy ludzie odkryli i docenili lokalną tradycję, a przede wszystkim jej orędowniczki, które tak pieczołowicie ją pielęgnują. Włoskie nonny były tu od zawsze i od zawsze tak samo sprawnie wyrabiały kolejne porcje makaronu, którymi potem zajadały się całe rodziny. Dziś po prostu mamy okazję to podejrzeć!

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Kiedy w końcu tu trafiam, jest już sporo ludzi, jeszcze więcej stolnic, niedbale zaparkowany zielony skuter, wspomniane wczesniej pranie rozwieszone niemal w każdym oknie. Dużo się dzieje, nic nie jest poukładane, a całą ulicę wypełnia taki wczesno-sobotni, małomiasteczkowy gwar. Ktoś opowiada, po ile dziś rano kupił pomidory, jakiś turysta pyta o drogę, dwie starsze panie plotkują o wnuczce sąsiadki, gdy ich mężowie właśnie powolnym spacerem wracają z porannego espresso w ulubionym barze. Od ścian odbija się stukot nóg drewnianych stołów, które na nierównej kostce brukowej, chyboczą się w nieskończoność. To właśnie na nich super zwinne ręce okolicznych mieszkanek przez wiele godzin dziennie wyrabiają bowiem domowy makaron – na oczach wszystkich sąsiadów i przechodniów. Niewielkie mieszkania i dobra pogoda, z łatwością „wyganiają” kobiety na zewnątrz domów. Patrzenie na ten taniec zręcznych rąk i palców jest naprawdę hipnotyzujący.

Tym bardziej, że to nie jest skansen, pokazówka czy widowisko dla turystów. To prawdziwa ulica, z prawdziwymi ludźmi, na której po prostu w najlepsze trwa kolejna sobota ich życia. Ta autentyczność i ciepło, z jakim jesteś ugoszczony nawet jako jeden z wielu turystów, krótkie rozmowy łamanym włoskim lub te długie, gdy mówi się w nim biegle, zapadają w pamięć i rozgrzewają serca jak masełko, gdy w domu gotujecie coś ze zrobionych tutaj zapasów. Jakiś włoski kierownik aukcji powinien teraz trzy razy zastukać stolnicą i krzyknąć „SPRZEDANA!”, bo to miejsce kupuje moje uczucia w 100 procentach.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

Nie chcecie surowego makaronu? To może być ugotowany!

Turyści przychodzą tu z różnych stron. Jedni trafiają tu celowo, wiedzeni poleceniami poprzednich turystów. Inni, zupełnie przypadkowo – kręcąc się po uliczkach starego miasta bez większego celu lub przy okazji zwiedzania tutejszych zabytków. Mało jednak komu udaje się opuścić ulicę z pustymi rękami. Świeżo zrobiony i wysuszony makaron powstaje ekspresowo, a potem równie sprawnie trafia do paczek, a później – po wydaniu 3 czy 4 euro do naszych plecaków. Często na stołach można znaleźć też przyprawy, przetwory w słoikach – np. suszone pomidory czy sos pomidorowy, który śni mi się po nocach. Czy jest drożej niż w sklepach? Tak. Czy komuś to przeszkadza? Najwyraźniej nie.

Zakupy to jednak nie koniec przygody na makaronowej ulicy! Przy odrobinie szczęścia i rozeznania wśród mieszkańców, możecie też trafić na kompletnie nieopisanej jadłodajni serwującej orecchiete (i parę innych włoskich specjałów) – z tym, co akurat było dziś na targu i w okolicznych sklepach. A nie wiem, czy miałam w życiu większe gastromarzenie niż ucztować u włoskiej babci! Takie miejsca rzadko mają jakieś godziny otwarcia, jeszcze rzadziej są oznaczone na mapach. Nie mają menu – chyba że jakieś naprędce napisane na kawałku papieru, a ceny ustala się na bieżąco w trakcie zamawiania. Zaprowadzi was zapach, podpytani mieszkańcy i burczący brzuch. Możecie próbować np. w Le Sgagliozze di Donna Carmela (jest w Google Maps), ale nie gwarantuję, że akurat garnki będą w ruchu – bo tego nigdy nie wiadomo. Na szczęście takich miejsc jest przynajmniej kilka.

Foto: Michele Ursi / Shutterstock

Ba, niektóre z makaronowych ekspertek dorobiły się niemałej renomy w światowych mediach. Najsłynniejszą jest Nunzia Caputo, która dziś organizuje warsztaty i karmi gości z całego świata. Coraz częściej wycieczki po mieście mają w programie wizytę na Strada delle orecchiette, a opinie na Tripadvisorze windują to miejsce do najpopularniejszych atrakcji Bari.

Jednocześnie to nie jest i mam nadzieję nigdy nie będzie klasyczna atrakcja turystyczna. Przychodzisz tu, by napawać się gwarem, dołożyć kilka groszy do lokalnej społeczności, wymienić kilka zdań z doświadczonymi i wspaniałymi kobietami, poczuć ten zapach świeżego prania, pomyśleć ciepło o własnych babciach czy rodzicach. Nie ma tu nic konkretnego do odhaczenia, ale na pewno warto tu zajrzeć – a przy okazji kupić chociaż jedną paczkę najsłynniejszego apulskiego makaronu! Najlepiej z sosem do kompletu.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »