Najważniejszy symbol i legenda Bangkoku znika z ulic. Nie ma już 3/4 świetnych miejsc!
Miejscy planiści postanowili, że Bangkok, czyli jedna z najciekawszych stolic na świecie, musi się zmienić. Ich zdaniem przyszedł na czas na bardziej zadbane i wygładzone miasto. W efekcie tylko w przeciągu trzech ostatnich lat liczba miejsc serwujących jedne z najlepszych potraw na świecie, zmniejszyła się o 75 proc. A to jeszcze nie koniec.
Ograniczenie stoisk z ulicznym jedzeniem, przeniesienie sprzedaży do klimatyzowanych centrów handlowych, otwieranie modnych restauracji i kawiarni w zastępstwie charakterystycznych wózków stojących niemal gdzie popadnie, chociaż często od kilkudziesięciu lat w tym samym miejscu – to tylko kilka pomysłów miejskich planistów w Bangkoku. Urzędnicy uznali bowiem, że czas pozbyć się tego miejskiego bałaganu, hałaśliwych sprzedawców, a w zamian zaoferować ludziom klimatyzowane obiekty, posprzątane ulice i „wygładzony” wizerunek miasta. Czyli dokładną odwrotność tego, po co turyści odwiedzają stolicę Tajlandii.
***
10-lat Fly4free.pl! Wygraj iPhona 11 lub hulajnogi Xiaomi. Odbierz kod rabatowy od Qatar Airways >>
Myślicie, że planiści nic nie wskórają? Sami być może nie, ale nie można zapominać, że już od dłuższego czasu podobne poglądy wyrażają politycy. W ich opinii, Tajlandia powinna przestać zapraszać do siebie wszystkich jak leci i postawić na tzw. „turystów wysokiej jakości”, którzy więcej wydają, mniej rozrabiają i są zainteresowani przede wszystkim kulturą, naturą i ludźmi, a nie imprezowaniem bez żadnych ograniczeń.
Co prawda trudno było o konkretne decyzje, a wszystko zamykało się w sferze dyskusji i mrzonek, ale okazuje się, że efekty przyszły szybciej niż można byłoby się spodziewać. I nie wszystkim się one spodobają.
Według danych „New York Timesa” liczba miejsc z jedzeniem ulicznym drastycznie zmalała. Jeszcze trzy lata temu Bangkok mógł pochwalić się 683 punktami z tym tanim, prostym i smacznym jedzeniem. Teraz jest ich zaledwie 175, czyli o 75 proc. mniej. Sprzedawcy dostają informację, że mają zwinąć swój interes i nie mogą nic na to poradzić ani zaprotestować.
– Dla nich (planistów – przyp. red.) ta 10-milionowa metropolia cierpi z powodu nadmiaru tłumów, bałaganu i zagrożeń dla zdrowia. Powodzie, upał, smród zatkanych kanałów, gnijące owoce i dźwięk uderzającego tłuczka, to wszystko za dużo – pisze Hannah Beech w „New York Times”. – Wolą klimatyzowany Bangkok z centrami handlowymi, lodowiskami i instagramowymi kawiarniami. Chcą odejść ulicznych sprzedawców żywności – dodaje.
Władze przekonują, że nie zabronią całkowicie sprzedaży ulicznego jedzenia, ale chcą je znacząco ograniczyć. I dodają, że to był plan, który mieli na uwadze od wielu lat. Tymczasem warto pamiętać, że street food to nie tylko świetna atrakcja dla turystów, ale i ważna część życia mieszkańców Bangkoku, którzy żywią się w takich miejscach jeszcze chętniej niż przyjezdni.
Mimo tego, to nie jedyne zmiany, które czekają Bangkok. Kilka miesięcy temu pisaliśmy też o konkretnych działaniach zainicjowanych przez urzędników. Wtedy jednak ogłoszone plany dotyczyły głównie najsłynniejszej backpackerskiej ulicy świata – Khao San Road, która dzisiaj jest wielką imprezownią i szalonym miksem salonów masażu, barów, stoisk z jedzeniem i wszelkiego rodzaju towarami. Jedni ją kochają, inni nienawidzą, ale niezależnie od opinii – stanowi turystyczny symbol Bangkoku i to tu swoje pierwsze kroki kieruje większość gości odwiedzających Tajlandię po raz pierwszy. O tym, czym była kiedyś, dlaczego wszyscy ją odwiedzają i jak zmieniła się w przeciągu ostatnich kilkunastu lat możecie przeczytać w artykule „Wyganiasz czy zapraszasz? Azjo, zdecyduj się, bo nie wiem czy kupować bilet!”.
W najbliższych latach w ramach wielkiej metamorfozy Khao San, ze słynnej ulicy ma zniknąć część sprzedawców. Przeprowadzony zostanie remont chodników, znikną niektóre krzykliwe reklamy, a handel zostanie usystematyzowany. Będą konkretne godziny, w których można sprzedawać swoje produkty, a każdy ze sprzedawców ma mieć wyznaczone swoje stałe miejsce.