Takiej taniej linii jeszcze nie było! Zamówią na start 30 ogromnych Boeingów 747
Gdy linie lotnicze powoli odchodzą od jumbo jetów, pojawił się przewoźnik, który chce uczynić z nich podstawę swojej floty. To amerykańska tania linia Avatar Airlines, która chce zamówić od Boeinga 30 ogromnych 747.
Boeing 747 to kawał historii światowego lotnictwa pasażerskiego – od chwili, gdy “królowa przestworzy” po raz pierwszy wzbiła się w powietrze w 1969 roku, rozpalała emocje u fanów lotnictwa i nie tylko. Nic jednak nie trwa wiecznie, a majestatyczny jumbo jet zaczął przegrywać rywalizację z bardziej ekonomicznymi samolotami. Stopniowo kolejni przewoźnicy zaczęli się więc wycofywać z 747, a z końcem epoki pogodzony zdawał się być nawet Boeing – choć amerykański producent wciąż sprzedaje sporo modeli 747-8F przeznaczonych do ładunków cargo, to jednak w zeszłym roku nie otrzymał ani jednego zamówienia na “królową nieba”.
Aż do 7 lutego, gdy tania linia Avatar Airlines przysłała do Boeinga list intencyjny, w którym informuje o zamiarze nabycia 30 nowych Boiengów 747-8! I to w dość ambitnej konfiguracji – na dolnym pokładzie ma znaleźć się 539 miejsc klasy ekomomicznej, na górnym – 42 fotele klasy biznes. W komunikacie linii Avatar czytamy, że największą zaletą przewoźnika w stosunku do innych low-costów ma być “pozytywne doświadczenie” właśnie związane z podróżą 747. Czyli coś, czego brakuje innym liniom. Jednocześnie Avatar obiecuje, że ze względu na wielkość samolotów, średnia cena biletu będzie o 50 procent niższa niż u konkurentów. No dobrze, ale co to w ogóle za linia?
Ambitne plany
O przewoźniku wiadomo niewiele, ale za to głośno jest o jego planach. 19 listopada linia złożyła w amerykańskim Departamencie Transportu dokumenty o uzyskanie zgody na realizowanie inwestycji lotniczych. Przewoźnik miał też uzyskać środki od inwestora na kwotę 300 mln USD na zakup 2 pierwszych samolotów – Boeingów 747-400. Pierwsze trasy, na których przewoźnik ma latać, mają połączyć Los Angeles, Las Vegas, nowojorskie lotnisko JFK i Miami. W pierwszym roku działalności linia chciałaby obsłużyć nawet 5 mln pasażerów, po czym plan zakłada zwiększenie floty do 14 samolotów i dodanie nowych kierunków lotów, wśród których znajdą się Phoenix, Orlando, Chicago, Filadelfia, Tampa, San Francisco oraz Dallas.
Jednocześnie… model biznesowy tej firmy jest dość odważny: zakłada ona bowiem, że jako “ultra low-cost” nie będzie ona pobierać opłat za bagaż (każdy będzie mógł zabrać ze sobą do 2 walizek w cenie biletu), ani opłat za wybór fotela. Do tego pasażerowie mają mieć darmowe Wi-Fi, a ceny biletów… mają zaczynać się od 19 USD w jedną stronę.
Czy ten model się sprawdzi?
Branżowi eksperci trochę powątpiewają w sukces biznesowy nowej inicjatywy, ale jednocześnie twierdzą, że przynajmniej teoretycznie jest to plan, który ma ręce i nogi. Bo ostatecznie latając samolotem klasy 747, zabierającym na pokład ponad 580 pasażerów faktycznie można zaoferować bilety w rozsądnych cenach. Jedyny problem (i jednocześnie gwarancja sukcesu) to kwestia wypełnienia samolotu – aby linia była rentowna, współczynnik wypełnienia musi być bliski stu procent. A chyba nie trzeba wielkiej filozofii, by wiedzieć, że łatwiej jest to osiągnąć Ryanairowi, który zabiera na pokład 179 pasażerów niż linii, której samolot ma… prawie trzy i pół razy więcej foteli.