REKLAMA

Wstyd się przyznać, ale tam nie byłem. Atrakcje turystyczne, których (nie)powinno się pomijać?

Znane miejsca
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / sdecoret, Shutterstock

Jesteś podróżnikiem, który zwiedził cały świat (a przynajmniej ma taki zamiar)? Zanim zaczniesz planować egzotyczne wyjazdy, zastanów się nad odrobieniem swoistego elementarza podróżniczego.

Moja babcia (rocznik 1938) lubi spotkania rodzinne, podczas których opowiadam o niektórych podróżach i krajach. Czasami jednak ma ochotę sobie zażartować, i oglądając zdjęcia z drugiego końca świata, rzucić z półuśmiechem cytat autorstwa filmowego Kargula: „Przepraszam uprzejmie, a w Krużewnikach był?”.

Żarty-żartami, ale jest w tym coś głębszego. Szperając w zakamarkach pamięci, okazuje się, że niekiedy gonimy za miejscami oryginalnymi, zapominając o „podróżniczej klasyce”. Szukamy turystycznego Świętego Graala na wyspach Pacyfiku i w azjatyckich krajach, zachwycamy się zabytkami w Gwatemali, budynkami w Australii czy fauną i florą w afrykańskiej Namibii… tymczasem nie byliśmy nigdy w Barcelonie, Londyn znamy tylko z opowiadań, a pewną stalową wieżę (i nie mniej sławną panią o tajemniczym uśmiechu) widzieliśmy jedynie na zdjęciach naszych znajomych.

Czy są atrakcje turystyczne, których po prostu nie wypada nie odwiedzić?

Katalonia i jej arcydzieło

Piękna Barcelona – i miejsce znane z milionów zdjęć na tysiącach stron internetowych. Oszałamiające dzieło Antoniego Gaudiego, świątynia przypominająca jeden wielki organizm. Sagrada Familia.

Być w Barcelonie i nie zwiedzić tej ikonicznej bazyliki? Wydaje się to równie prawdopodobne jak gwarancje Ryanaira, że już nigdy nie będzie majstrować przy rozmiarach dozwolonego bagażu podręcznego. Mój redakcyjny kolega, Rafał Waśko, tylko się uśmiecha.

– Rafał, masz na liście miejsce w Barcelonie, które każdy widział, a Ty nie?

Sagrada Familia. Tak, wiem. Klasyk, dla którego jeździ się do stolicy Katalonii. Ale w moim przypadku przegrała z kombinacją niesprzyjających okoliczności.

– Okoliczności?

Miałem dość krótką przesiadkę w Barcelonie… i piękną pogodę.

– I…?

Zamiast zwiedzać Sagrada Familia, po prostu pojechałem na plażę i spędziłem fantastyczne kilka godzin.

– Nie żałujesz? Byłeś w wielu krajach, w tym także egzotycznych.

(śmiech) Najwidoczniej Sagrada Familia musi jeszcze na mnie trochę poczekać.

* * *

…plaża zamiast podziwiania katedry, dla widoku której turyści przemierzają pół świata? Co ciekawe, Rafał nie jest pierwszą (ani jedyną) osobą spośród moich przyjaciół, którzy ominęli dzieło Gaudiego, będąc w Barcelonie.

Sagrada Familia
Foto: Valery Egorov / Shutterstock

Egzotyka teraz! Klasyka później!

Skąd się bierze zjawisko parcia ku oryginalnym kierunkom i atrakcjom, przeskakując ten „obowiązkowy elementarz wyjazdowy”, jakim była dla większości naszych rodaków możliwość obejrzenia w końcu na własne oczy zabytków Paryża, Londynu czy Rzymu?

– W Polakach jest silna chęć poznawania świata, który był dla nich przez wiele lat zamknięty, a z każdym rokiem stać nas też na coraz więcej. Przeszliśmy transformację. Od PRL-owskiej turystyki do Bułgarii i Rumunii, przez turystykę masową w rejon basenu Morza Śródziemnego, aż po destynacje dalekiego zasięgu, które stanęły przed nami otworem wraz ze wchodzeniem na rynek zagranicznych przewoźników – tłumaczył w wywiadzie dla Newsweeka Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Ale to tylko część prawdy. Czasy się zmieniły. Dawniej marzeniem było zobaczyć wieżę zegarową Big Bena lub Luwr – to były synonimy „światowości”, pokazujące, że wyjeżdżamy poza teren naszego kraju (i stać nas na to). Teraz coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których pierwszym wyjazdem zagranicznym jest wycieczka do Tajlandii, drugim – okazja na tani wypad na Kubę, trzecim zaś bilety Wizz Air z Polski do Kutaisi, umożliwiające eksplorację Gruzji.

* * *

Gdzie w tym wszystkim są dawne klasyki turystyczne? Oczywiście, przed paryskimi atrakcjami w dalszym ciągu kłębi się tłum turystów z całego świata, w tym z Polski – ale środek ciężkości coraz częściej przeniesiony jest z → „muszę to w końcu zobaczyć”, na → „okej, może kiedyś, teraz mam coś innego, tańszego (lub egzotyczniejszego)”. Znak czasów, w którym to cena (a nie sława danego miejsca) jest czynnikiem dominującym?

Łapię kolejnego kolegę z redakcji Fly4free.pl, Konrada Trelę. Konrad jest znanym miłośnikiem Budapesztu. Czy ma za sobą wyjazdy w miejsca, które każdy szanujący się turysta powinien chociaż raz w życiu zobaczyć, i to raczej na początku a nie na końcu swojej podróżniczej ścieżki?

– Jak to u Ciebie jest z tymi wyjazdami, Konrad?

Byłem w Budapeszcie już kilkadziesiąt razy. Dlaczego? Z uwagi na tani dojazd lub lot. Za bilet na autobus nigdy nie zapłaciłem więcej niż 40 PLN w jedną stronę, a za bilet lotniczy nie więcej niż 65 PLN. Może właśnie dlatego nigdy nie byłem w stolicy światowej turystyki, czyli w Paryżu czy chociażby w Neapolu – gdzie przyznać muszę, że planów podróży było sporo, ale zawsze wygrywało to co akurat udało mi się kupić taniej.

– Czekaj, ale nie pociągało Ciebie to, co tam możesz zobaczyć? Zabytki Budapesztu znasz zapewne na pamięć, a Paryż czy Neapol stoją przed Tobą otworem. Te oczywiste miejsca, które każdy z nas zna chociażby ze zdjęć i z telewizji…

Czy do Budapesztu przyciągają zabytki? W pewnym stopniu tak, ale decydujący wpływ ma również cena za nocleg, w tym program lojalnościowy, w którym mogę nocować taniej czy ceny na miejscu jak zakupy czy jedzenie, które akurat na Węgrzech jest wyjątkowo dobre i mi smakuje.

Takich nazwijmy to „dylematów” u podróżnika jest znacznie więcej. W planach była na przykład Holandia i wizyta w słynnym Amsterdamie, ale przegrała z tanimi biletami do Brukseli i tanim dojazdem do stolicy czekolady. Nie żałuję takiej decyzji. Podobnie jak nagłej zmiany planów gdzie wyjazd do Bukaresztu był już zapięty na ostatni guzik, ale… przegrał z upolowanymi tanimi biletami od Wizz Air do Bośni i Hercegowiny z przystankiem do wspomnianego już wcześniej Budapesztu.

– I uważasz, że nic nie tracisz, omijając miejsca, które są w powszechnym mniemaniu ikonami turystycznymi?

I tak i nie. Tak, bo są miejsca, których nie widziałem i które bardzo chciałbym zobaczyć. Nie, ponieważ wyznacznikiem moich miejsc podróży są promocje lotnicze i tanie bilety. Podróżuję tam, gdzie akurat jest tanio!

Budapeszt
Foto: TTstudio / Shutterstock

Luki w wyjazdowym sztambuchu?

Czy problem jest z kategorii tych wydumanych? Nie, ponieważ na pozorną niekonsekwencję w zwiedzaniu świata według reguły → od tego, co bliskie i znane, ku dalszym destynacjom ← zwracają uwagę chociażby nasi czytelnicy.

Ci sami, którzy nierzadko zaprawieni są w bojach podróżniczych na naprawdę dużą skalę, jeżdżąc w egzotyczne zakątki naszej planety… a „zapominają” o atrakcjach, będących niekiedy na wyciągnięcie ręki. Mała próbka?

Neverstopexploring:

– Jestem z Wrocławia, a nie widziałem Panoramy Racławickiej. Nie byłem także w Barcelonie (jakoś mi nie śpieszno), w Rzymie (tu akurat chciałbym pojechać czy w Londynie (też bym zobaczył).

Maginiak:

– Mury obronne w Dubrowniku […] wolałam kupić obrazek od ulicznego sprzedawcy.

Grzegorz40:

– Ze trzy lata pracowałem 20 m od Muzeum Powstania Warszawskiego, no i jakoś nie było okazji.

Ralf:

– Paryż pod Łukiem Triumfalnym. W Sztokholmie ominąłem muzeum okrętu Vasa, w Wenecji – Bazylikę i wizytę na dzwonnicy.

* * *

A może jednak rację mają ci, którzy uważają, że ważne jest podróżowanie, a nie konkretne miejsca, w tym te ikoniczne? Mój kolega z Niemiec, pracujący obecnie w Abu Zabi, ukuł nawet na to specjalną teorię. Według niego te wszystkie oklepane „must-see”, gdzie każdy szanujący turysta powinien się jak najszybciej zjawić, można zwiedzić… kiedyś, później, jako dodatek do sytuacji, które nam teraz przynosi życie. O czym mowa? O możliwościach podróżowania w egzotyczne miejsca na świecie za niewielkie pieniądze.

Sam łapię się na tym, że często coś z naklejką „znane” przegrywa z tym, opatrzonym znaczkiem „okazja”. Byłem w Mediolanie dziesiątki razy, i tylko raz zawędrowałem (przypadkiem!) na dach Katedry, a w Pinakotece Brera nie miałem okazji być nigdy. Wspominane przez naszych czytelników muzeum okrętu Vasa w Sztokholmie również jest jeszcze przede mną, mimo częstych wizyt w stolicy Szwecji.

Dla porównania: Izrael, Islandia czy Norwegia od pewnego czasu jest corocznie na mojej liście odwiedzin – i ową listę, wraz z kolejnymi punktami w tych krajach, realizuję dość skutecznie. Mimo faktu, że logistyka (i koszty) podróży po islandzkich cudach natury lub śladami historii w Izraelu w teorii są znacznie większe niż szybki wypad do Włoch. Słowo klucz? Okazja.

Czy myślę o Pinakotece Brera? Nie, zaczynam myśleć o pakowaniu plecaka przed wyjazdem na Syberię, chcąc zobaczyć skuty lodem Bajkał jeszcze tej zimy. Okazuje się, że szybciej (kolejny raz!) trafię na Syberię, niż do słynnego mediolańskiego muzeum.

Znane zabytki europejskie
Foto: Melinda Nagy / Shutterstock

* * *

Listę mogę ciągnąć, zastanawiając się, czy to już podpada pod określenie „wstyd, że tam nie byłem”. Niekiedy odkładanie czegoś na później, na przyszłość (bliższą lub dalszą) może się zemścić: nie zobaczę już na żywo słynnego Tieqa dat-Dwejra, czyli słynnego Lazurowego Okna na Malcie. Miałem okazję być w tym kraju trzykrotnie, ale za każdym razem powtarzałem sobie, że słynny łuk skalny na mnie poczeka, mając inne plany. Niestety, nie poczekał, zawalił się – runął do morza w marcu 2017 r.

Marzenie o obejrzeniu słynnych posągów Buddy w afgańskim Bamianie również pozostanie niezrealizowane: zniszczyli je talibowie. Łzy płyną do oczu, gdy ogląda się zdjęcia ruin starożytnej Palmyry w Syrii, porównując to, co było jeszcze kilka lat temu – ze stanem całej okolicy po niedawnych rządach ISIS.

Śpieszmy się oglądać znane miejsca, bo nie znamy dnia ani godziny, gdy może coś im się stać?

Znane miejsca turystyczne
Foto: leoks / Shutterstock

Nie można przegapić?

Wróćmy jednak do „listy obowiązkowej”. Czy jesteście w stanie wymienić miejsca/miasta (powiedzmy w Europie), które powinny być absolutnie najważniejszymi punktami na potencjalnej podróżniczej trasie kogoś, kto wcześniej tam nie był?

Mówię: Paryż. Myślę: Luwr, Wieża Eiffla, Bazylika Sacre-Coeur. Barcelona? Sagrada Familia, spacer po La Rambla i Park Guell. Ateny? Akropol, wzgórze Likavitos i spacer po historycznej dzielnicy Plaka. Wizyta w Krakowie bez odwiedzin Wawelu jest niepełna, podobnie jak odwiedziny Rzymu bez wejścia do Koloseum lub spaceru na Plac Świętego Piotra.

Posiadacie swoją własną „listę obowiązkową”?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Byłem trzy razy w Rzymie i ani razu nie wszedłem do koloseum. Bo wszystko widziałem z zewnątrz. 
mkb9, 21 stycznia 2019, 9:49 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Też tak myślałem. Byłem w Rzymie 3 razy podobnie jak Ty i przy ostatniej okazji kupiłem bilet na zwiedzanie podziemi i areny (bilet dużo droższy, jedynie z przewodnikiem i limitowana liczba odwiedzających dziennie). Uważam, że bardzo warto - widzisz to co widzieli gladiatorzy, widzowie, a nawet obsługa (podziemia, system korytarzy, wind, którymi podnoszono zwierzęta na arenę). To nie to samo co obejrzeć z zewnątrz. To samo z Sagrada Familia - w środku jest kompletne zaskoczenie, jeśli nie widziało się zdjęć. Jest to niesamowite miejsce, które uważam bardzo warto zobaczyć i na pewno warto dopłacić do przewodnika lub audioguide'a. Co do artykułu  - co kto lubi, ja akurat zacząłem latać w czasie kiedy to te miejsca były tanie lub tańsze niż dalsze kierunki. Może gdybym teraz zaczynał to poleciałbym najpierw do Tajlandii, nie wiem. W każdym razie te podróżnicze klasyki są fajne i na pewno nie warto omijać jeśli już jest się na miejscu.
matt, 22 stycznia 2019, 9:45 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nikt nikogo nie zmusza do odwiedzania 
Qba85, 23 stycznia 2019, 11:09 | odpowiedz
Avatar użytkownika
szeroko potraktowaliście temat, za szeroko - powinien raczej dotyczyć tylko miejsc i miast, które faktycznie są znane i kojarzone przeciętnemu czlowiekowi, czyli Big Ben, Wieża Eiffla, Akropol itp. Nie ma nic złego w ich omijaniu, choć niektórzy robią to na zasadzie: jestem taki fajny, offowy, od Akropolu wolę liczenie żółwi w parku - wtedy to jest śmieszne :) 
Qba85, 23 stycznia 2019, 11:10 | odpowiedz
Wietnam tarasy ryżowe
Najlepsza oferta

Wietnam na wakacje za 2098 PLN

Rafał Waśko | 2019-02-20 20:30
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel