Wynajem krótkoterminowy ciągnie właścicieli na dno. A Airbnb udaje, że lepiej nie było
Osoby, które swój dochód oparły na wynajmie krótkoterminowym – podobnie jak cała branża turystyczna – są teraz w niezłych tarapatach. I choć na wielu portalach ogłoszeniowych widać wręcz panikę takich osób, które zostały z nadprogramowymi mieszkaniami, to Airbnb zapewnia, że nic złego się nie dzieje i publikuje statystyki, które mają to udowodnić.
Zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach na świecie w związku z ochroną przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, rządy poszczególnych krajów wprowadziły szereg obostrzeń dla turystów i obywateli. Wśród nich jest m.in. zakaz wynajmu krótkoterminowego (czy w ogóle zakaz oferowania noclegów niezależnie od formy). W efekcie ludzie, którzy zainwestowali w ten segment rynku i zamierzali solidnie zarobić na wynajmowaniu mieszkań czy domów, niemal z dnia na dzień zostali z setkami odwołanych rezerwacji i bez szans na kolejne w najbliższej przyszłości.
Efekt? Niemal we wszystkich większych miastach, na grupach czy portalach ogłoszeniowych, dosłownie zaroiło się od ofert wynajmu właśnie takich mieszkań. Czym różnią się od normalnych? Zazwyczaj w ofercie znajdziecie zastrzeżenie, że ten lokal w tej cenie jest do wynajęcia na maksymalnie 3 miesiące lub… „pod kwarantannę”. Są też nieco inaczej urządzone niż klasyczne mieszkanie „na wynajem”. Często w wyższym standardzie, ale z mniejszym wyposażeniem. Bez trudu znajdziecie bowiem mieszkania bez pralki, bez szaf czy z na szybko stworzoną kuchnią – z elektrycznej kuchenki dwupalnikowej i kompletu naczyń. Brakuje w nich po prostu rzeczy, które przy weekendowym czy kilkudniowym wynajmie po prostu nie były potrzebne.
Co na to wszystko Airbnb, które zapowiadało, że w trudnych czasach będzie wspierać zarówno gospodarzy jak i gości, którzy zrobili rezerwacje z wyprzedzeniem? Ku zaskoczeniu wielu, firma zapewnia, że nic złego się nie dzieje.
– W ostatnich dniach niektórzy sugerowali, że gospodarze Airbnb dezaktywują swoje oferty i decydują się na wystawienie ich do wynajęcia na dłuższe okresy na innych platformach. To jednak bezpodstawne informacje – przekonuje Airbnb.
Na dowód swojej teorii Airbnb wymienia m.in. fakt, że obecnie w serwisie jest więcej ofert niż rok temu, a w popularnych turystycznie miastach liczba aktywnych ofert wzrosła także w ciągu ostatnich 30 dni.
– Zaobserwowaliśmy wzrost zapotrzebowania na dłuższy pobyt tymczasowy. W ciągu zaledwie dwóch ostatnich tygodni liczba gości rezerwujących pobyt długoterminowy (definiowany jako 28+ dni) w obrębie tych samych miast prawie się podwoiła – przekonuje Airbnb.
Jednak mimo zaklinania rzeczywistości widać wyraźnie, że osoby, które z Airbnb uczyniły sobie główne źródło zarobku, teraz mają solidne kłopoty. I co gorsza, nikt nie może powiedzieć, ile one jeszcze potrwają.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?