Dziwne i niedorzeczne zakazy gospodarza z Airbnb. Tylko dwie walizki, zakaz korzystania z pralki i nauki…
Lista niedorzecznych zasad rozpoczyna się od stwierdzenia, że dane lokum jest „miejscem na krótkie pobyty”, dlatego gospodarz zaleca zabieranie ze sobą niewielkiego bagażu. „Jeśli każdy z gości będzie miał ze sobą więcej niż dwa duże przedmioty, należy je przechowywać w zewnętrznym schowku” – dodał.
W dalszej części możemy poznać kolejne wręcz absurdalne żądania gospodarza Airbnb. Brzmią one następująco:
– wizyty gości surowo wzbronione, bez mojej wcześniejszej zgody;
– zakaz korzystania z pralki i kuchni dla gości przebywających krócej niż 4 dni. Goście długoterminowi mogą korzystać z pralki tylko raz na 4 dni;
– praca i nauka są zabronione;
– Wi-Fi można używać tylko do prowadzenia rozmów wideo lub tradycyjnego korzystania z Internetu;
– papier toaletowy dostarczany jest tylko pierwszego dnia;
– osoby przebywające dłużej będą musiały samodzielnie sprzątać, kupować rolki papieru i towary konsumpcyjne;
– ręczniki dostarczane na życzenie.
Via FB, an amazing / insane set of house rules at an Airbnb pic.twitter.com/bnIeQFgnfS
— Tom Gara (@tomgara) May 31, 2023
Side od 2837 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Zakynthos od 2740 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Modlin)
Costa Brava od 2829 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Bez wątpienia to jednak z najbardziej absurdalnych list żądań od gospodarza Airbnb, jaką podzielili się w sieci internauci. Nie zmienił tego nawet fakt, że pojawiły się na niej dość zrozumiałe i sensowne zalecenia, takie jak zakaz palenia papierosów w pokojach czy nakaz pozostawienia po sobie czystości przy opuszczaniu lokum.
Pod wpisem użytkownika Reddita pojawiło się mnóstwo komentarzy. Jedna z osób stwierdziła, że skoro „Airbnb kosztuje 30-37 dolarów, to czego innego można oczekiwać„. Po chwili dodała jednak, że „lista jest absurdalna„. Inny internauta zalecił z kolei, aby „złożyć skargę bezpośrednio do Airbnb i zamieścić zdjęcie listy„.
W ubiegłym roku „The Wall Street Journal” opublikował listę najbardziej absurdalnych żądań, jakie gospodarze Airbnb składali swoim gościom. W jednym z przypadków turystka miała dopłacić 200 dolarów opłaty serwisowej. Okazało się, że gospodarz zażądał taką kwotę za gruntowne posprzątanie mieszkania, w tym zmianę pościeli, umycie wszystkich naczyń i zrobienie dużego prania. Problem w tym, że musiała to zrobić… wynajmująca. Inny z podróżnych podzielił się historią, w której gospodarz chciał, aby ten skosił trawnik przed jego domem w ramach dodatkowej usługi za wynajęcie jednego pokoju.