Prezesi dwóch lotniczych gigantów założyli się o… kopa w krocze. Kto wygrał?
W kategorii ekscentrycznych szefów linii lotniczych niedościgłym wzorem od lat jest oczywiście Michael O’Leary, ale nawet on nie posunął się tak daleko jak sir Richard Branson – ekscentryczny miliarder i szef grupy Virgin oraz Willie Walsh – obecnie prezes grupy IAG, a 5 lat temu szefujący British Airways. Właśnie w 2012 r. zawarli najbardziej absurdalny zakład, w którym wygrany… miałby kopnąć przegranego w miejsca intymne. Jak to możliwe? Zacznijmy od początku.
Obaj panowie od dawna nie pałają do siebie sympatią i nie szczędzą sobie nawzajem złośliwości. Apogeum była sytuacja z grudnia 2012 roku, gdy należąca do Bransona linia Virgin Atlantic nawiązała współpracę z liniami Delta Airlines. Amerykanie kupili wówczas od Singapore Airlines 49 proc. udziałów w linii Bransona. Ekscentryczny miliarder uznał tę transakcję za wielki sukces, za to ówczesny prezes British Airways stwierdził, że oznacza to początek końca marki Virgin Atlantic.
– Delta chce po prostu zagarnąć dla siebie sloty na lotnisku Heathrow i to jedyny cel tej transakcji – powiedział Walsh.
Na odpowiedź Bransona nie trzeba było długo czekać. Stwierdził on, że marka Virgin Atlantic dalej będzie istniała i rozwijała się. I za kolejne 5 lat również będzie obecna na rynku. Idąc dalej, Branson zaproponował Walshowi zakład. Jeśli w ciągu 5 lat marka Virgin zniknie z rynku, przekaże on Williemu Walshowi 1 mln GBP, które prezes BA miałby rozdysponować wśród swoich pracowników. Jeśli jednak marka Virgin przetrwa, to czek na milion funtów wypisze Walsh.
Szef British Airways zaproponował lekką modyfikację zakładu.
– Branson jest miliarderem, a ja nie. Dlatego uważam, że powinniśmy się założyć o coś, co sprawi mu tyle samo bólu, co mnie – na przykład kopniak kolanem w krocze – złośliwą wypowiedź Walsha cytuje „Telegraph”.
W tym tygodniu minęło dokładnie 5 lat od zawarcia tego absurdalnego zakładu.
Kto wygrał?
Według brytyjskiego dziennika – Branson, który triumfował w poniedziałek.
– W naszym zakładzie chodziło o to, czy marka Virgin Atlantic po 5 latach wciąż będzie obecna na rynku. I wciąż jest obecna, a do nas należy 51 procent udziałów w tej firmie – mówi miliarder.
Odpowiedź szefa IAG przyszła błyskawicznie.
– Wszyscy doskonale wiedzą, że Branson nie kontroluje już tego przewoźnika, co zostało potwierdzone przez sprzedaż udziałów na rzecz Air France. Przegrał więc zakład – skwitował krótko.
Historia rodem z Monty Pythona, prawda? A Branson jeszcze dodaje oliwy do ognia i mówi w rozmowie z „Telegraph”:
– Głęboko wierzę, że jeśli ktoś przegra zakład, to powinien zachować się honorowo.
O co więc w tym wszystkim chodzi?
Walsh wskazuje na umowę z lipca, gdy Air France-KLM przejął 31 proc. udziałów w Virgin Atlantic. W ramach tej umowy marka Virgin zostanie utrzymana, ale udziały Bransona wynoszą jedynie 20 procent. Tyle tylko, że… umowa o sprzedaży udziałów nie została jeszcze zatwierdzona przez regulatorów rynku i wejdzie w życie dopiero w przyszłym roku.
Kto kopnie kogo?
Znów oddajmy głos Bransonowi.
– Wielu ludzi z pewnością rozbawiłby widok, jak daję Williemu kopniaka. Ale wcale nie chcę tego robić. Dlatego, aby rozwiązać tę sprawę raz na zawsze i pozostając w duchu świąt Bożego Narodzenia, proponuję, aby jako przegrany przeznaczył 1 mln GBP na rzecz pracowników Virgin Atlantic. A jeśli nie chce tego zrobić, to niech chociaż przeznaczy te pieniądze na cel charytatywny, na który zgodzą się pracownicy mojej linii. A kiedy to wszystko się skończy, Willie, zapraszam na lunch albo obiad. Ja stawiam. I być może uda nam się zakopać wtedy topór wojenny – mówi Branson.
Co na to Walsh? Będziemy musieli poczekać na ciąg dalszy tej jakże ekscytującej historii.