7-latek sam w drodze na Fudżi. Ojciec ruszył dalej, bo chciał… zdobyć szczyt
Kreta Wschodnia od 2137 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Pafos od 1831 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Costa del Sol od 2829 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
„Poczekaj tutaj”. Dziecko zostało, ojciec poszedł dalej
Do bulwersującego zdarzenia doszło 20 sierpnia na szlaku Fujinomiya prowadzącym na mierzący 3776 metrów szczyt Fudżi. 48-letni Japończyk wybrał się w góry z dwoma synami – siedmiolatkiem oraz jego starszym bratem. Problemy na wysokości około 2500 metrów. Młodszy chłopiec zaczął skarżyć się na zmęczenie i nie chciał iść dalej. Wtedy ojciec zaskakującą podjął decyzję. Zamiast zawrócić i zrezygnować z wyprawy, zostawił siedmiolatka przy górskiej chacie, dał mu coś do jedzenia i picia, kazał czekać, po czym kontynuował wspinaczkę ze starszym synem.
Według relacji japońskiej stacji TV Asahi chłopiec twierdził później, że ojciec polecił mu czekać w tym miejscu aż osiem godzin. W końcu samotne dziecko zauważyli pracownicy schroniska, którzy ostatecznie powiadomili policję.
Mgła, deszcz i urwisko niedaleko schroniska – mogło się skończyć tragicznie
To, co z perspektywy ojca mogło wyglądać jak pozostawienie dziecka w bezpiecznym punkcie, w rzeczywistości było bardzo ryzykowne. Siedmiolatek znajdował się wysoko w górach, a warunki na Fudżi potrafią zmienić się błyskawicznie. Tego ranka pojawiła się gęsta mgła, a według części relacji również deszcz.
Dodatkowo pracownicy schroniska zwracają uwagę, że zaledwie 100 metrów od miejsca, w którym znajdował się siedmiolatek, znajduje się niebezpieczne urwisko. Wystarczyłaby więc chwila nieuwagi, próba szukania ojca albo zejście ze szlaku, by cała sytuacja skończyła się tragicznie. Tym razem wszystko skończyło się dobrze głównie dlatego, że dziecko szybko zwróciło uwagę pracowników schroniska, a ci zawiadomili służby.
Trzeba przy tym przypomnieć, że chociaż każdego roku na szczyt rusza około 200 tys. osób, to Fudżi nie jest turystycznym spacerem, jaki znamy z górskich dolinek i niektórych popularnych szlaków. Najwyższa góra Japonii ma 3776 metrów, a gwałtowne zmiany pogody nie są tu rzadkością.
Policja kazała ojcu wracać. „Schronisko nie jest przedszkolem”
Po zgłoszeniu policjanci skontaktowali się z ojcem i zażądali natychmiastowego powrotu do schroniska. Mężczyzna ostatecznie wrócił po syna i… na tym sprawa właściwie się skończyła. Funkcjonariusze udzielili 48-latkowi pouczenia.
Jak relacjonują japońskie media, policjanci zwrócili uwagę, że jeśli jedna osoba w grupie – szczególnie dziecko – nie jest w stanie kontynuować wspinaczki, to należy ją bezwzględnie przerwać. Zdobycie szczytu nie może być ważniejsze od bezpieczeństwa. I choć to w teorii wydaje się być oczywiste, to w praktyce okazało się być powyżej możliwości ojca, u którego przeważyła ambicja. Mężczyzna przyznał później, że postąpił nierozważnie i żałuje swojej decyzji.
Historia wywołała tym większe poruszenie, że Fudżi mimo ogromnej popularności regularnie przypomina turystom, jak łatwo przecenić własne możliwości. W ostatnich latach japońskie służby wielokrotnie interweniowały na szlaku i apelowały o dostosowywanie wycieczek do własnych możliwości.
👉 Chłopiec miał czekać przy schronisku nawet osiem godzin; ojciec zostawił mu jedzenie i picie, gdy dziecko zgłosiło zmęczenie.
👉 Pracownicy schroniska zauważyli samotnego 7-latka i wezwali policję. W pobliżu, około 100 m dalej, znajdowało się urwisko, a warunki pogarszały mgła i deszcz.
👉 Policja nakazała ojcu natychmiast wrócić po syna. Mężczyzna otrzymał pouczenie, przyznał się do nierozważności i wyraził żal.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?