Samotny 14-latek „porzucony” na lotnisku. Nie było dla niego miejsca w samolocie
Całą sprawę opisał i nagłośnił islandzki portal informacyjny RUV. Podróż zaczęła się bez problemów – Alfred wyjechał ze swoimi kolegami ze Związku Bokserskiego i trenerką na obóz sportowy, który odbywał się w Rzymie. Po udanym pobycie przyszedł czas na powrót na Islandię. I to właśnie tu zaczęły się schody.
Costa Brava od 1591 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Side od 2315 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Kreta Wschodnia od 2379 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Na lotnisku w Rzymie okazało się, że dla nastolatka nie ma miejsca w samolocie, bo pasażerowie trafili na overbooking. To nielubiana, ale powszechna praktyką linii lotniczych. Wielu przewoźników sprzedaje więcej biletów niż realnie jest miejsc w samolocie, bo niemal zawsze zdarza się, że ktoś nie dociera na lot. Problem pojawia się wtedy, gdy wszyscy pasażerowie stawią się na lotnisku. W takiej sytuacji linia najczęściej szuka ochotników – oferując rekompensatę finansową i przeniesienie na najbliższy lot. Czasem jednak, gdy nie ma chętnych, trzeba wybrać, kto nie poleci pierwotnie zaplanowanym lotem.
Problem polega na tym, że w Rzymie – w tej niechlubnej loterii – wylosowano właśnie Alfreda. W Wizz Air dzieci mogą bowiem podróżować bez opieki właśnie od 14. roku życia, więc i ten nastolatek został potraktowany jako samodzielny pasażer. Co gorsza – na następny lot miał czekać aż tydzień.
– Rozmawiałam z nim i personelem lotniska przez telefon. Było oczywiste, że personel nie wykazał się żadnym zrozumieniem faktu, że mój syn ma 14 lat i nie ma żadnej rodziny we Włoszech – opowiada Arny Ösp Herdísardóttir, matka chłopca w rozmowie z portalem RUV. – Personel nie zrobił nic, aby znaleźć sposób przyjęcia go na pokład. Zaoferowali mu jedynie 250 euro odszkodowania i zorganizowali mu zakwaterowanie w Rzymie na tydzień do następnego lotu na Islandię. Jakby to było normalne w przypadku 14-letniego dziecka – dodaje.
Choć mama próbowała interweniować, a trenerka zaproponowała nawet, że to ona zostanie na miejscu, żeby wszystkie dzieci mogły spokojnie wrócić do domu – nic nie udało się wskórać. Ostatecznie przypadkowa islandzka para obecna na lotnisku zdecydowała się tymczasowo zaopiekować chłopcem, na co zgodziła się także mama Alfreda.
Na szczęście udało się znaleźć inny lot, którym nastolatek mógł wrócić do domu. Mama 14-latka musiała jednak zapłacić za niego z własnej kieszeni. I jak relacjonuje – nie była to mała kwota, bowiem wydała na niego aż 175 tys. ISK, czyli równowartość blisko 5 tys. PLN.
Choć początkowo kobieta nie mogła skontaktować się z Wizz Airem, w końcu linia zapewniła, że jest w trakcie wyjaśniania tej sprawy i podjęła kontakt z matką chłopca. Teraz sprawa będzie toczyć się pomiędzy nimi.