REKLAMA

Mam prawie 30 lat i jeżdżę na wakacje z rodzicami. Czy naprawdę powinnam się wstydzić?

seniorzy na wakacjach
Foto: View Apart / Shutterstock

Wakacje z rodzicami. Wzdrygniecie się na myśl o koszmarze z dzieciństwa czy uśmiechniecie szeroko do wspomnień z ostatniego wyjazdu? Dla jednych rodzice są najlepszymi kompanami, a dla innych balastem, który zabiera się tylko na obowiązkowy wyjazd do babci. Tymczasem podróże z nimi są nie do podrobienia. Resztę oceńcie sami.

Żadne z moich rodziców nie było zapalonym podróżnikiem, a szczytem finansowych możliwości był coroczny wyjazd na pole namiotowe na Mazurach i raz na jakiś czas krótkie wczasy za granicą. Na przykład Grecja w 1996 roku, samochód zapakowany po sam dach i kwatera, w której połowę czasu zabierało przygotowywanie obiadów. Angielskiego nikt nie znał, o jedzeniu na mieście nikt nie marzył, a samochód lubił zorganizować nam przymusowy postój. A i tak pięknie nie było.

Tymczasem dziś, towarzystwo mojej mamy w podróży cenię sobie jak niewiele innych rzeczy na świecie. Wśród swoich znajomych może na palcach jednej ręki mogłabym wymienić osoby, które w dorosłym życiu choć raz były na jakichkolwiek wakacjach z rodzicami. Mimo, że kiedyś jak prawie każdy, nie tylko ich nie doceniałam, ale też uważałam je za okropność porównywalną do rodzynek w serniku.

A jednak nie tylko ja, ale i wielu czytelników czy redaktorów Fly4free lubi wpakować się do samolotu z ludźmi, którzy dawali nam schronienie i opiekę przez wiele lat, nawet jeśli nie jest to popularny typ podróżowania. Dlaczego więc to robimy? Co w tym fajnego? Więcej niż można by się spodziewać.

Ale co? Chłopaka nie możesz zabrać?

To pytanie chyba słyszę najczęściej. I zawsze szeroko uśmiecham się zanim odpowiem. Bo trochę tak, i trochę nie. Uwielbiam samotne podróże i stos ich zalet przedstawiłam na łamach Fly4free już dawno temu. Tak samo uważam, że jednymi z najfajniejszych są te z chłopakiem/dziewczyną, choć i one bywają kłopotliwe i czasem niestety (albo na szczęście!) kończą się wielkim Armagedonem z trzaskaniem drzwiami i pakowaniem walizek w zupełnie inną podróż.

Mogę jeździć ze znajomymi, mogę z obcymi, mogę sama, mogę z miłością swego życia. Ale mama jest JEDYNĄ osobą, której zawsze mogę kupić bilet w ciemno. Gdy trafiają się oferty, które trzeba złapać w dwie sekundy, nigdy nie waham się, czyje nazwisko wpisać w rezerwacji. Znam jej grafik w pracy, który nigdy się nie zmienia, znam plany, wiem, że ucieszy się nawet jeśli polecimy 33 raz do Bergamo i, że nigdy nie użyje jednej z tych setek wymówek, które mają dla was koledzy.

Brzmi idealnie, nie? No, to kupuję. Schody zaczną się później.

Foto: View Apart / Shutterstock

Ale co potem?

W ten sposób mama była ze mną na czterech kontynentach, płynęła statkiem, leciała samolotem, a samochodem przejechała tysiące kilometrów. Była na offroadzie, walczyła z komarami w dżungli, kąpała się w oceanie, uciekała przed meduzą, popłakała się próbując tajskiego sosu, opiekowała słoniem i zatęskniła za schabowym. Ba, nawet przez przypadek wylądowała ze mną w wieloosobowym pokoju hostelowym i dzielnie to przetrwała, choć musiałam naprędce załatwić zatyczki do uszu, by nocleg nie zamienił się w 10-godzinne gapienie się w ścianę.

Pamiętam też ten pierwszy raz po długiej przerwie. Spakowałam samochód, zabrałam dwie pary górskich butów (chwała genom i losowi, że mama dzieli ze mną rozmiar) i powiedziałam, że o 6 rano po nią przyjadę. Nie wiedziała, dokąd jedzie, nie wiedziała po co i czy czasem właśnie nie oszalałam. Przed południem jadłyśmy już szarlotkę w Morskim Oku, bo nie miałam pojęcia, na jaki inny szlak pozwoli jej kondycja. Mama była tu pierwszy raz od 15 lat. Zmęczona, uśmiechnięta, rozgadana jeszcze bardziej niż zwykle. A moje serce topiło się jak masełko, gdy widziałam, z jaką łatwością sprawiłam jej przyjemność. Że chłonie świat, jakby pierwszy raz w życiu wyrwała się z domu.

Na wyjazd-niespodziankę wpadł też Pinezkiz3city – użytkownik forum Fly4free.pl. Jak przyznaje, mimo ponad 30 lat na karku nigdy wcześniej nie miał okazji pobyć z tatą w podróży sam na sam.

–  „Wkrótce się Tobie przydadzą, musisz je rozchodzić, przy okazji zarezerwuj sobie ostatni weekend sierpnia” – powiedziałem enigmatycznie mojemu Tacie, wręczając parę butów przystosowanych do wędrówki po górach – tak zaczyna się jego fenomenalna relacja z wyjazduSytuacja miała miejsce w maju br. w dzień Jego 60. urodzin. Mimo nacisków, nie zdradziłem ani słowa więcej. Tak zacząłem realizować plan męskiej wyprawy do norweskiego Bergen – opowiada.

Wyjazd okazał się być strzałem w dziesiątkę. Zresztą co ja wam będę opowiadać – sami przeczytajcie. Opowiadając swoją historię zauważa też to, co i mnie napawa wzruszeniem, radością, szczęściem w czystej postaci, a czasem nawet niespodziewanie zaszkli oko – zaangażowanie rodzica.

Dla mnie najfajniejsza w takich podróżach jest możliwość pokazania mamie świata, tak jak rodzice kiedyś pokazywali nam. Gdy z nią jadę, mam w sobie chęć wykazania się i zaprezentowania czegoś nowego –  mówi Kuba Bujnik, redaktor Fly4free. – A czasem proste rzeczy są niesamowitym przeżyciem. Mogę np.  siedzieć sobie na plaży niedaleko Porto, zbierać wspólnie muszelki i zrobić piknik na plaży. Cieszy mnie takie pogłębienie rodzinnych więzi z jednoczesnym zwiedzeniem miejsc, które zawsze chciałem zobaczyć –  dodaje.

I ja, a pewnie i niektórzy z was, rozumiem go doskonale. Wiele razy przehandlowałyśmy z rodzicielką mazurki, pierogi i inne świąteczno-rodzinne przywileje w zamian na wyjazd w terminie-którego-nie-można-zmarnować. Albo po prostu ruszałyśmy w drogę, bo nam się zachciało.

Czasem to był wielkanocny, kilkudniowy wypad do Neapolu wypchany po brzegi pizzą, limoncello i opowiadaniem mafijnych historii świeżo po lekturze Gomorry. Innym razem znosiłyśmy się nawzajem przez kilka tygodni w Azji, chociaż w trakcie tego wyjazdu nieraz wpadka goniła wpadkę, a zmęczenie, choroba i kolejne zmiany miast dawały się we znaki. Od czasu do czasu rzucamy wszystko i jedziemy się „byczyć” gdzieś, gdzie jest tylko plaża i słońce. Ona nabiera koloru, jakby miała w sobie 70 proc. kakao i leżakuje więcej niż w przedszkolu, ja piszę artykuły i robię jej kolejne zdjęcie w stylu „otumijeszczecyknij”.

para z winem
Foto: View Apart / Shutterstock

Z rodzicami jak z dziećmi?

Nigdy nie podróżuję z dziećmi, ale myślę, że wyjazdy z mamą trochę przypominają te z potomstwem. Trzeba wszystko zorganizować – od lotów, przez transfery po noclegi – z maksymalną dokładnością. Ograniczam spontaniczność i zostawiam ją sobie na inne wyjazdy. Jeszcze uczymy się obsługi internetu, więc wszystko na mojej głowie. Budżet nadal ograniczony, pieniądze mają znaczenie, ale rozpadający się pensjonat z łazienką na korytarzu trochę ją przerasta – mimo wspomnianej przypadkowej przygody z wieloosobowym hostelem. Wiem, że owoce morza odpadają, ale fast foody też nie wchodzą w grę. Bywa trudno.

Tylko w przeciwieństwie do dzieci, rodzice sami za siebie płacą. No i z drugiej strony, nikt tak jak moja mama nie wskaże w wypożyczalni samochodów dzielnie każdej najdrobniejszej ryski, gdy ja mam już ochotę machnąć ręką. Nikt tak często nie mówi „doooobra, przejdziemy jeszcze trochę”, gdy ja wracałabym już do hotelu, nikt nie będzie tak elastyczny, jeśli chodzi o plan zwiedzania, a jednocześnie tak uparty, gdy wybiera zdjęcia do wywołania. Zawsze 200 sztuk. Swoją energią, zadowoleniem, zachwytem i determinacją potrafi mnie zaskoczyć, jak nikt inny.

Wiem, że rodzice są różni i pewnie niektórzy nawet nieco nieznośni albo kompletnie podróżniczo nieogarnięci. Że dużo trzeba załatwić za nich, że trzeba im często pomóc, że pytają „a co tu jest napisane?”, „a nie będzie ci za zimno?”, wciąż powtarzają „dopytaj się”, „te przepisy z płynami to głupota” albo kultowe „ile to będzie na nasze?”.

Ale jak pomyślę, że oni znosili nasze „daleko jeszcze?” nawet, gdy jechaliśmy 10 km od domu, wynosili z auta prosto do łóżka, gdy padliśmy po całym dniu biegania tam i z powrotem, włazili do jeziora tylko po to, żeby kolejny raz nie nauczyć nas pływać, na szyszkach i kasztanach próbowali pokazać nam matematykę, a na pszczółkach opisać wiele przyjemnych spraw to jakoś od razu przypuszczam, że mamy z nimi całkiem lekko. Przynajmniej w przeciwieństwie do nas z przeszłości nie wołają co 15 minut o siku, trafiają w usta widelcem i nie próbują wbiec na jezdnię za piłką.

Czasem się denerwuję, czasem chciałabym szybciej, więcej, bardziej „po mojemu”. Czasem mam dość szukania „odpowiedniego” jedzenia, w którym nie ma niczego, czego nie lubi albo noclegu, w którym zaśnie bez oporów. Czasem się pokłócimy, czasem musimy pomilczeć. Pewnie byłoby wygodniej, gdyby świetnie ogarniała internet, pomagała mi organizować wyjazd i mówiła biegle po angielsku.

A potem siedzimy wgapiając się w jakiś tam widok, prowadzimy rozmowy, jakich nie da się przeprowadzić nigdzie indziej. Zachwycamy się światem tak, jak może tylko mama z córką albo tata z synem. Patrzę, jaką ma satysfakcję, z jaką dumą mówi o swoich podróżach. Fascynuje mnie, że zwraca uwagę na zupełnie inne rzeczy. Ile spraw ją zadziwia, chociaż dla mnie są oczywiste. I umieram ze szczęścia. Nie obchodzi mnie, co potrafi, ile pytań zadała i ile szukałyśmy odpowiedniego miejsca.

Tak, lubię potem odwieźć ją i wrócić do własnego domu, by znów napawać się samodzielnością. Ale przecież tak naprawdę w głębi duszy liczę, że i tak niedługo zacznie dopytywać: „to gdzie następnym razem?”

Foto: altanaka / Shutterstock

Obciach mija, rodzice zostają

Doskonale pamiętam ten czas, gdy miałam może 13 czy 14 lat, a wyjazd na wakacje z rodzicami wydawał się szczytem obciachu. W cenie były obozy – najlepiej takie „tylko dla starszych”, spędzone w kilkuosobowych domkach ulokowanych pomiędzy niczym a niczym we wdzięcznym Pobierowie. Do sklepu tylko z opiekunem, na plaże tylko jak pogoda pozwoli, a wolnego czasu to była godzina między obiadem, a zwiedzaniem czy innym konkursem „mini playback show”. I tylko jeśli się odpowiednio zachowywaliśmy.  Czyli rzadko.

Ważniejsze jednak było poczucie wolności, bo rodzice byli 600 km od wszystkich decyzji i podejmowanych znajomości, a w czasie krótkiej rozmowy z budki telefonicznej raz w tygodniu i tak nie opowiadało się niczego ze szczegółami. Do tego własne pieniądze! Zwykle 80 zł albo jak ktoś miał szczęście, to nawet 100 zł kieszonkowego na cały wyjazd. I wystarczało – na lody, na pocztówki do połowy klasy i słodycze – jedzone w opór albo pod sam korek, a najczęściej jedno i drugie.

Mieliśmy budżet. Rodzice byli daleko. Sen jawił się jako zbyteczny luksus, a morze nigdy nie wydawało się zbyt zimne, by spędzić w nim pół dnia. Ale obozy kiedyś się kończą, do portfela wjeżdża dowód osobisty, a kieszonkowego nikt już nie daje. I tylko niechęć do tych rodzinnych wyjazdów bezsensownie lubi w nas utkwić.

Dziś, gdy ktoś próbuje wmówić mi, że to obciach – patrzę na niego z politowaniem. Czy naprawdę powinnam się wstydzić swoich dobrych relacji z mamą, która zamiast zamykać się w swoim świecie, postanowiła otworzyć się na mój? Jeśli tak, to dajcie znać, do którego roku życia wypada jeździć z rodzicami.

Albo zróbcie eksperyment. Zapomnijcie o obciachu, weźcie głęboki oddech i zainwestujcie. Kupcie ten jeden bilet więcej, ruszcie na plażę, jedźcie na mszę do Watykanu, na to wino do Porto albo ruszyć nad Morskie Oko czy co tam by Wasi rodzice jeszcze chcieli. Pokażcie im kawałek naszego podróżniczego świata. Może się nie uda, może będzie niewypał i jedna wielka kłótnia. A może, tak jak ja, zyskacie świetnego kompana. Albo kompanów.

Spróbujcie. Zasłużyli na to.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Ja mam 45 lat i raz na jakiś czas zabieram mamę ze sobą. Jeśli ktoś uważa że to obciach to jego sprawa, a mnie sprawia przyjemność że zobaczy choć kawałek tego co by chciała
forest1973, 8 października 2018, 20:33 | odpowiedz
Avatar użytkownika
W porównaniu z innymi forumowiczami jestem dość młody (22), ale również mogę się pochwalić podróżami z rodzicami. Oczywiście większość podróży w roku odbywam ze znajomymi, ale od kiedy pamietam chociaż raz w roku wyjeżdżam gdzies z rodzicami, chociażby na słynne all inclusive. Po pierwsze lubię ich towarzystwo, po drugie wydaje mi się, że beze mnie nie zorganizują sobie sami takiego wyjazdu. Oni kiedyś zabierali mnie na wyjazdy, teraz zaś ja zabieram ich. Rzadko bywam w domu rodzinnym więc jest to również dodatkowa okazja do wspólnego spotkania się 
mcaron07, 8 października 2018, 22:33 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Wspaniały tekst. Pełen optymizmu i radości życia. Rozumiem o czym  piszesz i z pozycji rodzica, podpisuję się, że naprawdę jest to przyjemność i WARTO wyjechać razem. Cieszę się moimi synami, którzy  też lubią wyjeżdzać z nami, mimo swojej "dorosłości". Oczywiście czasami, gdy coś ciekawego znajdziemy dla nas, to odpowiadają: to sobie lećcie.  Serdecznie pozdrawiam
friend, 8 października 2018, 22:37 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Podróżowanie z Rodzicami daje mnóstwo radości:)Podpowiem Wam, że genialnie sprawdza się zrobienie od razu po powrocie  fotoksiążki ze zdjęciami i opisem miejsc/wydarzeń. U moich rodziców albumy stoją na honorowym miejscu, a ich oglądanie jest pierwszym punktem programu, kiedy w domu pojawia się jakiś gość 😀 
Miśka Zajdel, 9 października 2018, 1:10 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dla przeciwwagi niech Pani napisze dlaczego często to rodzice nie chcą latac z dziecmi 30-letnimi...bo tak bywa. Przykre , że pokazujecie osoby 50-60letnie jako stetryczałe które samodzielnie mało już potrafią. Bez kondycji , znajomości posługiwania się internetem czy też ,,zakręcone" w otaczającym ich świecie. Nie znacie przypadków , ze Ci starzy rodzice mają jeszcze swoje businessy lub mają eksponowane stanowiska pracownicze?(heh) Pozdrawiam wszystkich ,,old parents"(heh)
HandSome, 9 października 2018, 9:37 | odpowiedz
Nikt nie mówi, że są stetryczali. Moja mama nie zna języka ani nie obsługuje sprawnie internetu, ale na pewno nie powiedziałabym o niej, że samodzielnie mało potrafi albo, że nie ma kondycji. Po prostu wiem, że akurat za granicę beze mnie by (póki co) nie pojechała, więc chętnie jej towarzyszę. A przeciwwaga również była na naszych łamach: https://www.fly4free.pl/podroznicza-pasja-spelnianie-marzen/ 
HandSome Dla przeciwwagi niech Pani napisze dlaczego często to rodzice nie chcą latac z dziecmi 30-letnimi...bo tak bywa. Przykre , że pokazujecie osoby 50-60letnie jako stetryczałe które samodzielnie mało już potrafią. Bez kondycji , znajomości posługiwania się internetem czy też ,,zakręcone" w otaczającym ich świecie. Nie znacie przypadków , ze Ci starzy rodzice mają jeszcze swoje businessy lub mają eksponowane stanowiska pracownicze?(heh) Pozdrawiam wszystkich ,,old parents"(heh)
Aneta Zając, 9 października 2018, 10:11 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Pani Anetko za bardzo na poważnie bierze Pani wszystkie komentarze. Nie strzelam focha dlatego , że artykuł uogólnia tylko trochę szyderczo wskazuję , że może być inaczej niż wskazania jakoby rodzice po 50-tce to ...czas przeszły i trochę nie pojmujący świata. Domniemywam , że Pani mama może być nawet młodsza ode mnie więc mam po części ,,prawo" zabierania głosu.(heh) Znajomośc języków czy innych internetów nie jest zależna od wieku ani od tego , że MY akurat w szkole czy też innych studiach tego nie mielismy. Przepraszam. Był j.rosyjski bardzo przydatny teraz. Mam przekonanie , że niestety takie pisanie o rodzicach jakoby są uzależnieni podróżniczo tylko od swoich dzieci robi im sporą krzywdę(heh). Nie chciałbym nigdy żeby moja córka kiedykolwiek pisała jak to musi wszystko mi załatwiać przy wyjeździe lub zabierać ze sobą gdyż jestem taki niezaradny życiowo.
HandSome, 9 października 2018, 11:31 | odpowiedz
Zapewniam, że są takie, do których zupełnie nie przywiązuje wagi, bo nie mają nic wspólnego z rzeczywistością ;)  
HandSome Pani Anetko za bardzo na poważnie bierze Pani wszystkie komentarze. Nie strzelam focha dlatego , że artykuł uogólnia tylko trochę szyderczo wskazuję , że może być inaczej niż wskazania jakoby rodzice po 50-tce to ...czas przeszły i trochę nie pojmujący świata. Domniemywam , że Pani mama może być nawet młodsza ode mnie więc mam po części ,,prawo" zabierania głosu.(heh) Znajomośc języków czy innych internetów nie jest zależna od wieku ani od tego , że MY akurat w szkole czy też innych studiach tego nie mielismy. Przepraszam. Był j.rosyjski bardzo przydatny teraz. Mam przekonanie , że niestety takie pisanie o rodzicach jakoby są uzależnieni podróżniczo tylko od swoich dzieci robi im sporą krzywdę(heh). Nie chciałbym nigdy żeby moja córka kiedykolwiek pisała jak to musi wszystko mi załatwiać przy wyjeździe lub zabierać ze sobą gdyż jestem taki niezaradny życiowo.
Aneta Zając, 9 października 2018, 11:57 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A ja mam 65 lat i często zabieram ze sobą dzieci czy wnuczkę. A jeżdżą od dzieciństwa i chętnie. Szkoda że oni mają mniej wolnego ode mnie   Bywa i ze 4 razy do roku robię tygodniowe wypady.Sam organizuje cały wyjazd- samolot hotel, samochód, zwiedzanie .Nie znam angielskiego ale daje sobie jakoś radę. Rosyjski bywa przydatny (Izrael ;-)). Myślę że nie jestem odosobnionym dziadkiem który potrafi przez internet zorganizować sobie wyjazd i jeszcze zabrać dzieci i wnuczkę
Tadeusz Smaga, 9 października 2018, 18:26 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Cóż w moją pierwszą daleką i wymarzoną podróż (do Korei Płd.) pojechałam z mamą - różnych względów, bo nie chciałam jechać sama, bo moja druga połówka nie interesuje się Azjatyckimi kierunkami itp. I nie widzę w tym obciachu, bo zarówno mama jak i ja z radością razem pojechałyśmy. Potem byłam z nią także w Hiszpanii i Chinach (plus cała rodzina - rodzinny wyjazd to też nie obciach xD). I co prawda mama nie zna za dobrze angielskiego, to w czasie wyjazdu pomagała, doradzała, no i mogłyśmy razem spędzić czas :)
Turtelik, 9 października 2018, 19:53 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Wszystko się zgadza poza jednym drobnym elementem. Rodzynki w serniku to coś najwspanialszego pod słońcem!!! Bez sernika też!!!
looookasz, 11 października 2018, 10:53 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Interesujący artykuł, bardzo spodobał nam się "pinezkowy" wątek :) Polecamy rodzinne podróże każdemu!
Pinezkiz3city, 12 października 2018, 17:04 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Typowa narracja dla milenialsów: robię coś zawstydzającego z punktu widzenia "sztafety pokoleń", ale jeśli wytłumaczę to w grafomański sposób i wywołam dysonans u czytelnika, to nie będzie miał wyjścia, jak tylko przyjąć mój punkt widzenia. A za tym wszystkim stoi niepewność, strach przed otaczającym światem i nieumiejętność radzenia sobie w dorosłym życiu. Przerabiam to z młodymi pracownikami, którzy do mnie trafiają. Absolutny koszmar!
Miguelito, 22 stycznia 2019, 12:31 | odpowiedz
Tak właśnie jest. Rozgryzłeś mnie. To, że raz czy dwa razy w roku (pośród kilkunastu, a czasem i kilkudziesięciu wyjazdów rocznie) zabieram mamę na wakacje świadczy o moim strachu przed otaczającym światem.  A ja głupia myślałam, że o szacunku do tego, co ona dała mi przez lata wychowania i chęci zwyczajnego odwdzięczenia się w sposób, jaki obie nas satysfakcjonuje najbardziej.  Absolutny koszmar! 
Miguelito Typowa narracja dla milenialsów: robię coś zawstydzającego z punktu widzenia "sztafety pokoleń", ale jeśli wytłumaczę to w grafomański sposób i wywołam dysonans u czytelnika, to nie będzie miał wyjścia, jak tylko przyjąć mój punkt widzenia. A za tym wszystkim stoi niepewność, strach przed otaczającym światem i nieumiejętność radzenia sobie w dorosłym życiu. Przerabiam to z młodymi pracownikami, którzy do mnie trafiają. Absolutny koszmar!
Aneta Zając, 22 stycznia 2019, 16:28 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Świetny, inspirujący artykuł! Już zaczynam myśleć, gdzie mogę zabrać moją mamę. Chociaż wiem, że namówić ją by było bardzo trudno, muszę zrobić niespodziankę 😉
malgos1990, 27 stycznia 2019, 21:09 | odpowiedz

Krabi kajaki
Najlepsza oferta

Krabi za 1199 PLN. W sezonie!

Paweł Iwanczenko | 2019-08-19 11:32
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel