Fly4free.pl

Ryanair może mniej latać z małych polskich lotnisk, bo bilety zdrożeją. O ile? O… 9 zł od pasażera!

Foto: sorbis / Shutterstock

– Nie wycofamy się z Polski ani z żadnego polskiego lotniska. Po prostu nie będziemy już tu rośli tak szybko jak w poprzednich latach i będziemy otwierali więcej nowych tras gdzie indziej – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Michael O’Leary, szef Ryanaira. I jednocześnie to daje, że planowane podwyżki opłat nawigacyjnych przez PAŻP to… wielka szansa dla polskiego rządu na pobudzenie turystyki i całej branży turystycznej.

We wtorek do Warszawy przyleciał prezes Ryanaira Michael O’Leary, by zaprezentować zimowy rozkład lotów. Jednak głównym tematem konferencji prasowej i rozmów z dziennikarzami były planowane drastyczne podwyżki opłat nawigacyjnych, które planuje wprowadzić PAŻP. Przeciwko nim protestują lotniska regionalne i linie lotnicze, a przede wszystkim Ryanair – szef tej linii Michael O’Leary wysłał nawet list do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym prosi o zajęcie się tą sprawą.

– Na razie nie dostałem jeszcze odpowiedzi, ale przywykłem do tego, że wszędzie politycy działają wolno – mówi O’Leary.

Temat podwyżek Ryanair traktuje bardzo poważnie, choć jak wyliczał na konferencji prasowej Juliusz Komorek (wiceprezes linii ds. prawnych), w przeliczeniu na pasażera wyniosą one ok. 2 EUR, czyli 9,2 PLN.

– Staramy się podnieść po upadku z czasów pandemii i teraz mamy wrażenie, że tymi podwyżkami ktoś podstawia nam nogę, zanim na dobre zdążyliśmy się rozpędzić. Apelowaliśmy do premiera i wskazywaliśmy na rozwiązanie z innych krajów, gdzie zastosowano rozwiązania w postaci pomocy z budżetu państwa dla agencji żeglugi powietrznej. W Polsce też warto się nad tym zastanowić. W okresie po COVID-19, gdy Polska konkuruje o turystów z innymi krajami, nie powinniśmy podnosić cen biletów o 2 EUR od pasażera, bo tyle mniej więcej wyniesie podwyżka. Ja uważam, że to dużo, patrząc na średnią cenę biletu w linii Ryanair, która wynosi poniżej 40 EUR – powiedział Komorek.

Jak dodał, wprowadzenie podwyżek w takiej formie sprawi, że Ryanair może rozważyć zawieszenie części mniej rentownych tras z Polski.

– Wiele z naszych połączeń ma rentowność na minimalnym poziomie. Utrzymujemy je jako inwestycja, na przykład w to, by zwiększać zainteresowanie Polaków lataniem. Te połączenia z pewnością są zagrożone – powiedział Komorek.

Nie chciał powiedzieć, o jakie dokładnie trasy mu chodzi. Powiedział jednak, że z 220 połączeń z Polski w zimowej siatce Ryanair przynajmniej 20 procent to trasy, którym Ryanair będzie się bardzo uważnie przyglądał.

– Takie podwyżki nie będą problemem w przypadku pasażerów z Warszawy czy Modlina, ale będziemy się musieli przyglądać innym trasom. Jeśli pasażerowie powiedzą, że nie przeszkadza nam płacić 2 EUR więcej za bilet z Rzeszowa, Łodzi, Szczecina czy Szyman to uznamy, że PAŻP miał rację. Ale podejrzewam, że wielu pasażerów powie, że to już za duże podwyżki – mówił Komorek.

Ryanair zdaje się więc rozumieć, że tej wojny nie wygra, choć O’Leary widzi zupełnie inaczej kwestię podwyżek niż PAŻP. W poniedziałek podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach prezes PAŻP Janusz Janiszewski wyliczał, że podwyżki opłat będą miały miejsce w każdym kraju UE, a w wielu będą znacznie bardziej drastyczne niż w Polsce. Tak będzie na przykład w Niemczech, gdzie oprócz dotacji z budżetu, podwyżka opłat terminalowych ma wynieść aż 150 procent!

– To oczywiście prawda, ale gdy spojrzysz na przykład Niemiec, to zobaczysz, że tam ożywienie w ruchu lotniczym będzie niewielkie. Zamknęliśmy tam 2 bazy, tak samo jak Wizz Air, inne linie też zanotują ogromne spadki ruch, ale to jest w porządku dla Niemiec. Oni mają to gdzieś, nikt i tak nie chce latać do Niemiec. Sytuacja Polski jest inna, Polska ma szansę wrócić na ścieżkę szybkiego wzrostu. Naszym zdaniem polski rząd powinien powiedzieć: okej, Niemcy podwyższają opłaty, ale my zasypiemy deficyt PAŻP i podwyżki nie będzie. Polska mogłaby na tym dużo zyskać, także na ruchu turystycznym – przekonuje O’Leary.

Dodaje jednak, że Ryanair nie zamierza mocno ograniczać działalności w Polsce, ale z pewnością nie będzie w stanie rosnąć tak szybko jak w poprzednich latach.

– Czekamy aż Ukraina podpisze umowę o otwartym niebie z UE. Spodziewamy się, że może to nastąpić jeszcze w październiku i wtedy możemy tam w krótkim czasie zbazować nawet 20 samolotów. Oczywiście to nie będą samoloty z Polski, ale to tylko pokazuje, że są rynki, na których będziemy skupiać się bardziej – mówi O’Leary.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »