REKLAMA

Podróżniczy maniak? Poznajcie Polaka, który odwiedził wszystkie kraje na świecie!

Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl
Był wszędzie. Od Afganistanu do Zimbabwe. Zamiast selfie, zdjęć i magnesów – z podróży wysyła kartki pocztowe. Jego konto milowe u przewoźników lotniczych budzi podziw i zazdrość. Nie liczy na ZUS, kocha podróże. Rozmawiamy z niezwykłym Polakiem, który (nie rezygnując z pracy) odwiedził każde państwo na naszej planecie.

Jak na człowieka, który postawił swoją stopę na terytorium każdego państwa świata, mój rozmówca prezentuje się bardzo niepozornie. Czekając w piwnicy jednego z warszawskich lokali, przed oczami mam wizerunki herosów podróży, którzy wyglądają niczym Indiana Jones z czasów jego młodości. Sami wiecie: wysocy, umięśnieni, ogorzali, z twarzami przeoranymi wiatrem, słońcem i pustynią, w podróżnych ubraniach, najlepiej z bidonem wody i kompasem przytroczonym do plecaka.

Mój gość łamie te stereotypy. Naprzeciw mnie siada rozgadany i wesoły człowiek w pomarańczowym swetrze, który przyjechał na skuterze („– to najlepsza metoda na warszawskie korki”), nie wyróżniający się posturą ani nie przypominający gwiazd podróży rodem z National Geographic. Bez kompasu i bidonu… za to z plecakiem pełnym paszportów i pocztówek.  Poznajcie Sławka Muturi.

– – –

Paweł Kunz, Fly4free.pl: Zapomniałem ubrać się w coś pomarańczowego…

Sławek Muturi: (śmiech) No widzisz, ja dla odmiany bardzo lubię pomarańczowy kolor. Nie ma w tym żadnej ideologii, jest po prostu żywy i wesoły. Jak pracowałem w korporacji, miałem ograniczone możliwości doboru koloru swoich strojów. Teraz nikt mi stroju nie dobiera. I mogę chodzić w tylu pomarańczowych ubraniach, w ilu chcę.

Oglądałeś film „W chmurach”? George Clooney, latając samolotami, miał marzenie wstąpić kiedyś do elitarnego klubu posiadaczy wylatanych 10 milionów mil. Ile mil ty posiadasz?

To dobre pytanie. Nawet nie sprawdzałem. W tej chwili na moim koncie w Star Alliance jest chyba z 1,5 mln mil. Mam też konta w innych programach, ale często niewykorzystane mile przepadają, więc mi na nich nie zależy.

Nasi czytelnicy właśnie dostają zawału (śmiech)

Przez 2 czy 3 lata w Star Alliance miałem status HON, wiązało się to z szeregiem wielu przywilejów. Część z nich była przydatna, ale niektóre raczej śmieszne. Na przykład transport na niektórych lotniskach limuzyną spod samego samolotu do budynku terminala. Wychodziłem z samolotu, wchodziłem do tej limuzyny, a wszyscy dookoła mnie patrzyli zdziwieni, że facet w trampkach i wyciągniętej koszulce wsiada do takiego samochodu.

Potem po wszystkich formalnościach wychodziłem przed budynek lotniska i czekałem na autobus do centrum miasta, widząc te same osoby, które ze mną leciały. Ich miny były bezcenne.

Albo inna śmieszna historia, któregoś razu kilka lat temu dostałem zaproszenie do biura LOT na śniadanie z zarządem. Pamiętam, to było przed świętami Bożego Narodzenia. I przeżyłem szok, bo członków zarządu było 4 czy 5, a nas, „statusowych” tyle samo. Pytam się, czy aby na pewno wszyscy są… i słyszę „2 osoby nie dojechały”. To było dosyć elitarne grono.

Fot. first-class-and-more.de

Przyznam się, że mam z tobą problem. Bo wygląda na to, że złamałeś system i jesteś tym człowiekiem, którego pokazywano w reklamach funduszy emerytalnych kilkanaście lat temu: młody emeryt, który może robić to, co chce i zwiedzać świat…

Nieee, to nie ja (śmiech). To, że jestem na emeryturze, nie oznacza że czuję się jak emeryt. Pamiętaj, że zrezygnowałem z pracy zarobkowej w wieku 43 lat. I wciąż czuję się młody.

43 lat i emerytura? Ja też tak chcę! Wybacz bezpośredniość, ale skąd wziąłeś pieniądze na podróżowanie i na wczesną emeryturę? Wygrałeś w totka?

Pieniądze na podróże? Początkowo było to z pracy na etacie, z oszczędności. Potem dodatkowo z przychodów z najmu. A od maja 2009, gdy przeszedłem na wcześniejszą emeryturę, tylko i wyłącznie z przychodów z najmu. W totka nie wygrałem. Żyłem bardzo skromnie, nawet pracując w korporacji i naprawdę nieźle zarabiając. Różnica między mną a moimi kolegami była taka, że oni pieniądze wydawali, a ja oszczędzałem.

Kupiłem, po wielu wyrzeczeniach, mieszkanie na wynajem. Potem kupiłem drugie… i tak się potoczyło. Teraz te mieszkania, a raczej zysk z najmu, są moim pasywnym dochodem, który daje mi wolność finansową.

No tak, powiedzą nasi czytelnicy. Bogaty człowiek, to i może podróżować.

Nie jestem krezusem i niespecjalnie mnie to interesuje. Co to znaczy być „bogatym człowiekiem”? W sensie finansowym, to znaczy posiadać bardzo wiele dóbr. Jak wiele? Więcej niż sąsiedzi, więcej niż rodzina, niż znajomi? Najbogatszy mieszkaniec Bogaczewa pod Swarzędzem przestaje być „bogaty” na balu charytatywnym śmietanki towarzyskiej w Monako, w Moskwie czy w Dubaju. Nie wiem więc czy jestem bogaty, bo nie wiedziałbym do kogo mam się porównać – do krezusa z Silicon Valley lub z Wall Street czy do biedaka w Indiach. Za to wiem, że dzięki wolności finansowej mam bardzo bogate w doświadczenia życie.

Jedni marzą o udanym urlopie, inni marzą o zwiedzaniu świata. Ty potraktowałeś sprawę chyba dosłownie, bo byłeś w każdym państwie na świecie. Ile ich właściwie jest?

To zależy, jakie kryteria przyjąć. Dla niektórych wykładnią jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, która ma 193 członków. Ale jak sam dobrze wiesz, jest wiele terytoriów i państw, które ciężko sklasyfikować. Bo jak na przykład podejść do takiego Kosowa? Polska uznaje je jako odrębne państwo, ale już na przykład Hiszpania czy Rumunia – nie. Co z Portoryko, z Guam, z Gibraltarem, z Grenlandią? Ja byłem we wszystkich krajach z listy ONZ. A dodatkowo odwiedziłem kilkadziesiąt innych terytoriów. Kiedyś liczyłem, wyszło mi 224.

Dlaczego 224? Przecież to znacznie więcej niż jest członków ONZ czy FIFA? Jak definiujesz „państwo” bądź „terytorium”?

Nie mam konkretnej definicji. Na pewno państwo łatwo jest zdefiniować. Jest za to na przykład wyspa Guernsey… To Dependencja Korony brytyjskiej – czy to odrębny kraj? Nie. Ale i tam chciałem dotrzeć.

A takie miejsca jak Naddniestrze także były na twojej liście?

No jasne, byłem tam – i nawet mam gdzieś w domu ich banknoty, które były drukowane… w Polsce.

Fot. D1min, shutterstock

Czyli rozumiem, że masz w domu spakowany plecak i oglądasz wiadomości w oczekiwaniu na ewentualną niepodległość Szkocji bądź Katalonii? Ewentualne zjednoczenie się Korei Północnej i Południowej nie spędza ci snu z powiek?

Aż tak to nie (śmiech). Ale przyznam się, że kibicowałem Szkocji podczas referendum niepodległościowego. Uważam, że Szkoci zasługują na to, aby funkcjonować jako niepodległe państwo. Tylko widzisz, ja nie mam takiego pędu. Jak powstaje nowe państwo na mapie świata, staram się je odwiedzić, ale niekoniecznie od razu. Tak było w przypadku chociażby Sudanu Południowego, do którego poleciałem kilka miesięcy po proklamowaniu niepodległości. Niekiedy powstaje nowe państwo z połączenia innych, w których byłem już wcześniej. Popatrz na Niemcy, kiedyś mieliśmy NRD i RFN. Teraz to jeden kraj.

Byłem w wielu miejscach, to fakt, ale uważam, że nie byłem tak naprawdę nigdzie.

Brzmi obrazoburczo…

Zależy od podejścia. Bo co oznacza „być gdzieś”? Mieszkam w Warszawie, ale nie mogę powiedzieć, że znam ją doskonale. I takie przykłady mogę mnożyć. Fakt, że byłem w każdym kraju na świecie, nie jest dla mnie wykładnią. Mam w sobie ogromną potrzebę podróżowania. I wiem, że więcej „nie widziałem” niż „widziałem”.

Dokończysz myśl? „Podróżowanie to… ?”

Poznawanie życia. Często jestem pytany o to, po co tak dużo podróżuję. Zawsze odpowiadam, że to wynika z mojej ciekawości życia. Jestem częściowo Polakiem, częściowo Kenijczykiem, i wiem jak ludzie potrafią się różnić w poszczególnych krajach, jak się odnoszą do swoich sąsiadów. To mnie fascynuje. Już jako mały chłopiec chciałem poznawać świat.

Pamiętam, że u mnie w domu od zawsze był globus, którym można się było bawić, obracać… i wtedy pracowała wyobraźnia. Z czego się wzięły twoje marzenia podróżnicze?

Akurat w mojej rodzinie zawsze się dużo podróżowało. Mój ojciec studiował w Polsce. Ale najpierw musiał się do niej dostać. I wyobraź sobie, że połowę drogi z Nairobi do Kairu przeszedł pieszo, zajęło mu to 9 miesięcy. Przemieszczał się bez pieniędzy i bez dokumentów. Więc można powiedzieć, że podróżowanie chyba mam w krwi.

Czy mając dwa paszporty łatwiej jest podróżować po świecie? Są miejsca, gdzie czułeś że paszport kenijski jest „lepszy” od paszportu polskiego?

W latach 80-tych, jak zacząłem samodzielnie podróżować, to paszport kenijski przydawał się bardziej niż polski. Pamiętajmy, że w Polsce wtedy była komuna i wiele miejsc na świecie było po prostu niedostępnych dla posiadaczy tylko polskiego dokumentu.

Podobno wszystko „w temacie zwiedzenia świata” zaczęło się od obejrzenia mapy z prognozą pogody w „Financial Times” w 2000 roku, prawda?

Tak, było coś takiego. Dodatkowo, kojarzysz takie listy miast, które są wyświetlane na końcu prognozy pogody w telewizji?

Bogota 26 stopni, Denver 19 stopni…

Dokładnie! Zacząłem się zastanawiać i liczyć, w ilu z tych miast byłem. I okazało się, że miałem już ich sporo za sobą. Więc dlaczego nie spróbować odwiedzić wszystkich?

I co było dalej?

Potem było podsumowanie. Zawsze na koniec roku robię sobie podsumowanie ostatnich 365 dni… i planuję, co robić w kolejnym roku. W trzech obszarach: zawodowym, wolności finansowej oraz podróżniczym. Ten ostatni aspekt doszedł właśnie w roku 2000, bo podsumowałem z okazji okrągłej daty całe moje wcześniejsze 35 lat życia. Nowe milenium, nowe otwarcie.

Pamiętam, że zrobiłem wtedy sobie listę krajów, w których już byłem. I wyszło mi, że mam za sobą już 84 państwa, to było bodajże 37 proc. wszystkich na świecie. Dużo, ale to wynikało po części z charakteru mojej ówczesnej pracy. I wtedy właśnie zrodził się plan, w którym pomogły mi rozkłady linii lotniczych.

Rozkłady?

Tak. Wtedy większość linii lotniczych drukowała co pół roku swoje rozkłady, sezonowe, od marca do października i od października do marca. Miałem przed sobą rozkłady Air France, Lufthansy, Sabeny i innych przewoźników – i zacząłem się zastanawiać, gdzie jeszcze mogę polecieć.

Patrzę na to z perspektywy osoby, która była w ponad 100 krajach. Co mam zrobić, aby stać się drugim Sławkiem Muturi? Opracować szczegółowy plan związany z pozostałymi państwami? Dasz mi jakąś radę? 😉

Teraz to łatwe, są tanie linie lotnicze, nietypowe połączenia, świat się skurczył a ceny przelotów spadły. Tobie mogłoby to zająć znacznie mniej czasu niż mi – jak chcesz odwiedzić państwa na Pacyfiku, to uruchamiasz swój komputer, wchodzisz na Kayak czy inne Momondo i sobie szukasz połączeń.

Kombinujesz, składasz odcinki, dopasowujesz to jak puzzle, czatujesz na promocje i ewentualne błędy taryfowe. Ja takich ułatwień nie miałem. Ale przy okazji, zamieńmy się na sekundę rolami – ty chcesz odwiedzić wszystkie państwa?

Nie, to nie jest moim celem, chociaż znam takich, dla których liczby i „kreski” pokazujące odbyte loty i podróże są szalenie istotne.

A ja po zrobieniu takiego podsumowania doszedłem do wniosku, że mam 14 lat na odwiedzenie wszystkich pozostałych państw świata, których było około 130-140. Wychodziło 10 państw rocznie. 14 lat wzięło się z kolei z pomysłu, aby zrobić to przed emeryturą, którą sobie zaplanowałem wcześniej.

Kolejność była ważna?

Nie, absolutnie. Nie planowałem, że Namibię odwiedzę w 2009 a Laos w 2011 roku. I tak chciałem do nich dojechać, więc to było dla mnie nieistotne.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

Jak znajdowałeś czas na te wszystkie podróże, pracując w ogromnej korporacji i mając standardową ilość dni urlopowych w ciągu roku? Przecież ani doba, ani kalendarz nie są z gumy, i nie da się ich rozciągnąć?

To było niezłe wyzwanie. Zacząłem być bardzo kreatywny w gospodarowaniu swoimi dniami urlopowymi. Wyjazdom podporządkowałem wszystkie długie weekendy, święta. I to był ten moment, kiedy problemów było sporo, zwłaszcza w wytłumaczeniu rodzinie, że będę jeździć w dziwne miejsca. Czasami z całą rodziną, czasami tylko z żoną albo z dziećmi, czasami sam. Nie było łatwo…

„Sławek, zwariowałeś!”

Było i tak ;-). Dla dzieci największym problemem był Mikołaj.

Niezbyt rozumiem.

Po prostu się bały, że do niektórych krajów, gdzie jechaliśmy w okresie świątecznym, nie dojedzie Święty Mikołaj, bo tam nie trafi. Ja z kolei starałem się godzić ogień i wodę. Jak lecieliśmy na Antiguę, to żona i dzieci spędzali czas na plażowaniu i wypoczynku… a ja sobie kupiłem kilka biletów – i szybko skoczyłem na Saint Kitts i Nevis albo na Montserrat.

Uzależnienie?

Nie, realizacja planu. Ale wśród czytelników Fly4free to chyba nie będzie budzić zdziwienia. Dodatkowo dużo podróżowałem sam, zwłaszcza w trakcie roku szkolnego, gdy dzieci musiały być w szkole. I szukałem możliwości szybkich wyjazdów.

Tak, obiło mi się o uszy. 4 dni w Australii na przedłużony weekend…

Cóż, udało się, chociaż to był nieco szalony wypad.

Tutaj akurat rozumiem ciebie doskonale. Mój kolega z redakcji, Paweł Iwanczenko, poleciał do Japonii z Włoch na 7 godzin, a mi zdarzały się wyjazdy typu Chiny na 3 dni lub jednodniówki po Europie.

No właśnie, komu to tłumaczę, sam wiesz jak czasami z takimi podróżami bywa. Ale uważasz, że zwiedzasz wtedy dany kraj, czy go zaliczasz?

U mnie to działa nieco odmiennie. W przypadku Chin to nie był mój pierwszy wyjazd do Państwa Środka, inaczej odczuwałbym spory niedosyt…

Dokładnie. Mam niekiedy tak samo. Gdybym nie był wcześniej w Australii, to taka wycieczka na 4 dni byłaby dla mnie tylko „zaliczeniem”. W przypadku realizacji planu odwiedzin każdego kraju na świecie, część z podróży tak właśnie wyglądała.

Powiedziałeś kiedyś, że byłeś postrachem dla agentów w biurach podróży, którzy spoglądali na ciebie jak na wariata, gdy prosiłeś ich o złożenie wyjątkowo skomplikowanych odcinków lotniczych…

Czasami było śmiesznie. Uważali mnie za szaleńca albo za nieszkodliwego dziwaka. Tym bardziej, że często na początku mogli myśleć: facet żartuje, prosząc o pomoc w złożeniu trasy przez 7 krajów w Afryce, aby to zajęło maksymalnie 2 tygodnie. A ja nie żartowałem. Miałem ograniczoną liczbę dni urlopu, a mój plan wymagał, aby te 10 nowych krajów rocznie odwiedzić.

Dodatkowo, niekiedy pytając o jakieś lotnisko czy państwo, słyszałem: „to taki kraj istnieje?”. Jak w polskiej komedii „Miś”, z Londynem.

„Nie ma takiego miasta – Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój”

Dokładnie!

Wśród naszych czytelników są osoby, które chyba czują z tobą bliższą więź. Na przykład pewien Tomek, który na co dzień pracuje w korporacji, a trzykrotnie obleciał świat dookoła, rok po roku: za pierwszym razem zajęło mu to 9 dni, za drugim 10, za trzecim 12…

Szanuję, on chyba bardzo lubi latać (śmiech). A poważniej: jeżeli to jego pasja, to gratuluję jej realizacji!

Uważasz siebie za człowieka sukcesu? Życiorysem mógłbyś obdarzyć kilka innych osób. Pracowałeś dla ONZ. I rzuciłeś taką pracę marzeń na rzecz dużej korporacji, aby móc więcej podróżować po świecie?

To skomplikowane. Poszedłem do pracy w ONZ, aby mieć możliwość więcej jeździć w ciekawe miejsca. Ale się rozczarowałem, bo okazało się, że tam jest więcej biurokracji niż podróżowania. A każdy wyjazd był poprzedzony planowaniem, wypełnianiem setek dokumentów, różnorakich „mission report” po powrocie.

Paradoksalnie zatem, praca w korporacji dała ci wolność od biurokracji?

Najkrócej mówiąc, przejście do pracy w biznesie dało mi większe pieniądze, które mogłem wykorzystywać na wyjazdy tam, gdzie chcę. A nie tam, gdzie muszę. To ogromna różnica.

Podobno twoim konikiem jest nauka języków obcych. Iloma językami się swobodnie porozumiewasz?

Swobodnie, to znaczy aby móc normalnie rozmawiać, a nie tylko zamówić piwo? W siedmiu, w kolejnych czterech tak, aby móc się dogadać.

Wymienisz je?

Jasne. W kolejności znajomości: polski, angielski, francuski, rosyjski, hiszpański, niemiecki, suahili.

A w jakich językach chciałbyś jeszcze mówić?

Aktualnie na rozkładzie mam mandaryński i litewski. Litewski jest niesamowity, tak odmienny od naszego. A przecież jesteśmy sąsiadami.

Jaki jest twój styl podróżowania? Duże bagaże, dobre hotele? Czy bagaż podręczny i spanie w tanich hotelikach i pensjonatach?

Zdecydowanie to drugie. Plecak, albo bagaż podręczny, aby nie nadawać jako rejestrowany. Dla mnie wybór hotelu sprowadza się do jednej zasady: im tańszy, tym lepszy. Bo to tylko miejsce do spania. Nie dbam o to, co jest w środku, pięciogwiazdkowe hotele i ich wyposażenie nie robi na mnie wrażenia. Nie ma wygodniejszego łóżka niż to, które mam w swoim domu. Więc szukam na Booking.com albo innej wyszukiwarce miejsc do spania w danej lokalizacji, sortuję po najtańszych i wybieram coś z pierwszej strony wyników wyszukiwania…

…i lądujesz w 16-osobowym pokoju z innymi backpackersami.

Jasne, bywa i tak. Ale mi to absolutnie nie przeszkadza. Mimo, że obiektywnie patrząc, stać mnie na noclegi w miejscach o wyższym standardzie.

No właśnie. Przy intensywności twoich podróży, zapewne masz portfel wypchany kartami lojalnościowy różnych sieci hotelowych – i mógłbyś wykorzystywać swój status. Robisz to?

Nie, poza wyjazdami służbowymi unikam hoteli sieciowych. Unikam także nocowania u moich znajomych, których mam rozsianych po całym świecie. Postrzegam to jako ograniczanie mojej wolności, nie chcę ich zajmować moją podróżą. U mnie duże znaczenie ma spontaniczność.

A na ile pomagało w planowaniu podróży i przelotów to, że twoja żona pracowała w liniach lotniczych? Czy to ułatwiało podróżowanie po świecie?

To była moja pierwsza żona. I… sam ją do zmiany pracy namówiłem (śmiech), wcześniej była polonistką. Kiedyś to faktycznie pomagało: jako pracownik miała dostęp do darmowych biletów lub takich w bardzo niskiej cenie. Ale pamiętajmy, że to nie takie proste. Masz bilet teoretycznie bezpłatny… ale nie masz pewności czy polecisz, bo to bilety bez gwarancji lotu, na „stand-by”.

Członek rodziny w linii lotniczej, możliwość przelotów za niewielkie kwoty w wiele miejsc. Całość brzmi jak mokry sen 90 proc. czytelników Fly4free.pl

Wbrew pozorom to nie jest aż takie piękne i wiążące się z samymi plusami. Temat rzeka.

Ile trwała najdłuższa podróż?

Około 9 miesięcy. To było w 1989 roku. Wyjechaliśmy z przyjaciółmi z uczelni, w planie mieliśmy podróż po Afryce, Land-Roverem. No i się udało.

To dla kontrastu: które państwo zostało przez ciebie zaledwie napoczęte?

Uuuch, jest wiele takich krajów. W Watykanie nie byłem nigdy dłużej niż 4 godziny, nie wiem czy kiedykolwiek coś tam jadłem czy piłem.

Uprzedziłeś moje następne pytanie. Czym jest dla ciebie definicja pobytu w danym kraju? Musisz tam zjeść? Spędzić noc?

Na pewno wyjść z lotniska czy portu morskiego, pochodzić chwilę, porozmawiać z kimś. Dawniej w każdym kraju, w którym przebywałem, szukałem mennicy i poczty – aby kupić znaczki, pocztówki i specjalne monety.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

Przygotowujesz się specjalnie do wyjazdów?

Może jestem dziwny, ale nie chcę nic wiedzieć na temat miejsca, do którego jadę. Nie lubię wcześniej się przygotowywać, czytać, oglądać zdjęcia, robić szczegółowe plany. Wiem kiedy przylatuję i kiedy wracam. To mi wystarcza.

Przywozisz coś z wyjazdów? Pamiątki, magnesy?

Nie. Nie chciałem i nie chcę zagracać sobie mieszkania. Wspomnienia trzymam w swojej głowie, nawet zdjęć nie robię, selfie czy inne tego typu akcje dla mnie są czymś zbędnym i niepotrzebnym.

Nie czujesz niedosytu, że często to nie było poznawanie danego kraju, ale jego „zaliczenie”, dzień-dwa i dalej, dalej, kolejne państwo skreślone na liście?

To był pewien rodzaj wyczynu. Moi znajomi często mówili: „bez sensu, lecisz do Panamy, wracasz z Belize, po drodze 2 kolejne państwa. My lecimy do Panamy na 2 tygodnie wypocząć”. Okej, niech każdy podróżuje po swojemu. Ja nie lubię stagnacji, nie lubię być w jednym miejscu za długo. Ale jak gdzieś mi się podoba, a byłem tam tylko na chwilę, wracam tam.

Sławek, czujesz się obywatelem Polski? Kenii? Świata?

Wiele razy mnie o to pytano. Uważam się za kogoś, kogo można określić „sąsiadem świata”, wszędzie czuję się dobrze. Polska to mój kraj, w którym się urodziłem i w którym bardzo dobrze się czuję. Zwłaszcza wiosną i latem. Na całą jesień i zimę rzeczywiście wyjeżdżam do ciepłych krajów. Podobnie jak bociany, postanowiłem zimować w tropikach.

OK, wróćmy do twojego planu. Zrealizowałeś go szybciej, niż planowałeś, już w 2010 roku. Udało się! Co czułeś, gdy postawiłeś swoją stopę w ostatnim kraju ze swojej listy? „Mój Boże, gdzie ja teraz pojadę?”

Nie, wręcz przeciwnie! Skończył się plan, ale nie skończyło się podróżowanie. Zamknąłem pewien rozdział, to było coś, co mnie motywowało – a potem ruszyłem dalej. Jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia, życia nie starczy…

Co z krajami uważanymi za niebezpieczne? Afganistan? Somalia?

Jestem realistą. Wiem, że zwykle najbardziej niebezpieczna część mojej podróży to droga z domu na lotnisko. Staram się unikać państw, w których aktualnie dzieje się coś niedobrego, podróżując do nich wtedy, kiedy jest tam spokojniej. I to chyba moje jedyne założenie, dotyczące bezpieczeństwa.

A kiedy – i jak – udało ci się dostać do Korei Północnej?

Bardzo prosto. Byłem tam w 2003 roku, z biurem podróży, teraz to taka sama podróż jak każda inna w kwestii przygotowania. Oczywiście, na miejscu jest zupełnie inaczej, poruszamy się w grupach zorganizowanych, mamy opiekunów, widzimy to, co chcą nam pokazać. Ale to cena, którą musimy ponieść.

Nie miałeś problemu z podróżowaniem po krajach rozrzuconych po ogromnym obszarze, albo odwrotnie: malutkich wysepkach, typu Kiribati, Nauru, Niue?

Odległości faktycznie są problemem. Ale teraz już prawie wszędzie latają samoloty. Na szczęście albo na nieszczęście, w zależności od punktu widzenia.

Przy takim tempie podróżowania, nie dziwię się stercie paszportów, leżącej teraz przed tobą. Ile miałeś w życiu paszportów?

Około 30. Jeżeli kończą mi się strony, wyrabiam kolejny.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

Masz swoje wypracowane „patenty podróżnicze”? Korzystałeś z okazji, promocji na tanie loty, błędów taryfowych? Czy było ci obojętne ile zapłacisz za lot i liczył się po prostu czas i miejsce?

Tak jak już mówiłem: nie liczą się dla mnie hotele i ich jakość, natomiast w stosunku do biletów lotniczych mam inne podejście. Niekiedy udawało mi się kupić bardzo tanio różne bilety, ale nie byłem i nie jestem ogarnięty manią desperackiego szukania najtańszych połączeń albo polowania na różne błędy taryfowe.

Wizz Air, Ryanair, easyJet – na ich pokładzie także latasz?

Jasne. Kiedyś byłem wkurzony na Ryanaira, potem mi przeszło. Co do easyJet, wyglądam trochę z moim zamiłowaniem do koloru pomarańczowego jak żywa reklama tego przewoźnika.

Oglądam pocztówki, które leżą przed nami. Dlaczego właśnie pocztówki, a nie zdjęcia? Zdjęcia kradną duszę?

Trochę z lenistwa. Kupienie pocztówki nie wymaga mocnego skupienia. A zrobienie dobrego zdjęcia to prawdziwa sztuka. Dodatkowo patrzenie na świat poprzez obiektyw tworzy pewną barierę między mną a miejscem, w którym jestem. Pocztówki są dla mnie jedyną formą pamiątki. Wysyłam je zaadresowane… do siebie. I wracając do Polski, do domu, mogę sobie je potem obejrzeć w segregatorze, czytając to, co w danym momencie napisałem.

Gdybyś miał wskazać trzy – twoim zdaniem – najbardziej fascynujące kraje, które byś wybrał?

Odpowiem przewrotnie: wiele krajów jest wartych wielokrotnych odwiedzin, na przykład Etiopia, Indie, Chiny czy Bhutan. Natomiast nie mam ochoty wracać do niektórych państw. Jednym z nich jest Gwinea. To jedno z najbardziej ksenofobicznych państw na świecie, czułem się tam bardzo źle.

Sławek, ostatnie pytanie. Jak mógłbyś zachęcić innych do podróżowania?

Podróżowanie pozwala poznać nie tylko inne miejsca, ale także samego siebie. Podróżowanie to wolność. Korzystajmy z niej.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Jakiś czarniawy ten Polak...
Pozi, 10 września 2017, 19:48 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
Naprawdę jest to jedyne co Ci przyszło do głowy po przeczytaniu tego wywiadu?! aż postanowiłeś się tym podzielić ze światem? Gratuluję intelektu i bardzo głębokich przemyśleń w życiu...
wesoly, 10 września 2017, 20:03 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Gratuluje pasji i odwagi w realizowaniu swoich marzen.Czuc mega pozytywna energie:))) a ten pierwszy komentarz...coz-wstyd ze w Polsce ciagle rodza sie imbecyle...
mala1802, 10 września 2017, 20:47 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
po Twoim komentarzu nie licze na jakakolwiek refleksje z Twojej strony-bo do tego potrzebny jest mózg i serce....
mala1802, 10 września 2017, 20:50 | odpowiedz
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
Baaardzo słaby komentarz, drogi czytelniku. Przykre, że to była Twoja jedyna refleksja, którą zechciałeś się podzielić...
Paweł Kunz, 10 września 2017, 21:11 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Szczerze zazdroszczę. Też jestem na emeryturze ale zaliczyłem dopiero 60 krajów.Chyba urodziłem się zbyt wcześnie.
marmur, 10 września 2017, 21:11 | odpowiedz
Avatar użytkownika
wesoly
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
Naprawdę jest to jedyne co Ci przyszło do głowy po przeczytaniu tego wywiadu?! aż postanowiłeś się tym podzielić ze światem? Gratuluję intelektu i bardzo głębokich przemyśleń w życiu…
ZBANOWAĆ
marmur, 10 września 2017, 21:19 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Pierwsze o kim pomyślałem to Wojciech Dabrowski. Nie słyszałem wcześniej o Slawku , Chapeau-bas za realizacje planu:-)
Sorvali, 10 września 2017, 21:44 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Paweł Kunz
Nic na to nie poradzę
Pozi, 10 września 2017, 21:54 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Pozi
Paweł Kunz
Nic na to nie poradzę
faktycznie...swołocz ma się w genach
baja, 10 września 2017, 21:55 | odpowiedz
Avatar użytkownika
skromny i niezblazowany- miło się czytało :) powodzenia w dalszym odkrywaniu siebie i świata!
ananas, 10 września 2017, 23:04 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Bardzo pozytywny człowiek :) Piękne jest to, że każdy z nas ma swój własny sposób na podróżowanie...
Angelika.S, 11 września 2017, 9:57 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Ja 51 lat i jeszcze daleko do emerytury. Autor 43 i emeryt. W jakiej korporacji w tym wieku przechodzi się na emeryturę ?
Darek9634, 11 września 2017, 11:06 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Bardzo fajny wywiad, na poziomie! Przyjemnie się czytało oby więcej takich tekstów na F4F
Gaszpar, 11 września 2017, 11:06 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Tekst ciekawy... ale coś się nie zgadza z tymi dochodami z najmu - chyba, ze jest to biurowiec ;))
martini_dry, 11 września 2017, 11:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
martini_dry Tekst ciekawy… ale coś się nie zgadza z tymi dochodami z najmu – chyba, ze jest to biurowiec ;))
"Kupiłem, po wielu wyrzeczeniach, mieszkanie na wynajem. Potem kupiłem drugie… i tak się potoczyło..." tych mieszkań za pewne jest więcej niż dwa... ;)
rysiekkk, 11 września 2017, 11:33 | odpowiedz
Avatar użytkownika
wesoly
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
Naprawdę jest to jedyne co Ci przyszło do głowy po przeczytaniu tego wywiadu?! aż postanowiłeś się tym podzielić ze światem? Gratuluję intelektu i bardzo głębokich przemyśleń w życiu…
No stwierdzil fakt. Moze chodzilo mu ze takiemu latwiej w krajach typu Afganistan bo sie tak nie wyroznia. Nie rozumiem czemu niektorym wszystko kojarzy sie z jednym, Widac ze macie juz mozgi wyprane przez TV i inne organizacje kontrolowane przez tzw elyty
Michal Fly, 11 września 2017, 21:46 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Michal Fly
wesoly
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
Naprawdę jest to jedyne co Ci przyszło do głowy po przeczytaniu tego wywiadu?! aż postanowiłeś się tym podzielić ze światem? Gratuluję intelektu i bardzo głębokich przemyśleń w życiu…
No stwierdzil fakt. Moze chodzilo mu ze takiemu latwiej w krajach typu Afganistan bo sie tak nie wyroznia. Nie rozumiem czemu niektorym wszystko kojarzy sie z jednym, Widac ze macie juz mozgi wyprane przez TV i inne organizacje kontrolowane przez tzw elyty
Dokładnie tak, niektórzy jak psy Pawłowa doszukuja się przejawów "rasizmu"...
szyblucki1, 12 września 2017, 10:05 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Sam sobie tą emeryturę zorganizował i sam sobie ją opłaca. W zasadzie - ma biznes, ktry nie wymaga wiele uwagi, ot co. Z ZUSu emerytury nie dostaje.
cichyy, 12 września 2017, 10:13 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Michal Fly
wesoly
Pozi Jakiś czarniawy ten Polak…
Naprawdę jest to jedyne co Ci przyszło do głowy po przeczytaniu tego wywiadu?! aż postanowiłeś się tym podzielić ze światem? Gratuluję intelektu i bardzo głębokich przemyśleń w życiu…
No stwierdzil fakt. Moze chodzilo mu ze takiemu latwiej w krajach typu Afganistan bo sie tak nie wyroznia. Nie rozumiem czemu niektorym wszystko kojarzy sie z jednym, Widac ze macie juz mozgi wyprane przez TV i inne organizacje kontrolowane przez tzw elyty
To już nie mogę być rasistą w kraju poprawnie politycznych sprzymierzeńców pani Makrelowej? Dzięki za wstawiennictwo Michal !!!
Pozi, 12 września 2017, 22:00 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Świetny wywiad i artykuł!
kspr, 14 września 2017, 12:39 | odpowiedz

rezerwat przyrody w Namibii
Najlepsza oferta
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.