Fly4free.pl

Pierwszy kraj wprowadzi możliwość odsprzedawania biletów lotniczych? To może być rewolucja!

podróżniczka
Foto: La Bella Studio / Shutterstock
Zamiast martwienia się czy kupować bilet lotniczy – pełen luz, bo w razie zmiany planów zawsze można go odsprzedać. Brzmi jak marzenie? Pierwszy kraj na świecie będzie właśnie rozważał wprowadzenie takiej możliwości!

Politycy lubią od czasu do czasu zająć się branżą lotniczą. Co i rusz któryś z rządzących wpada na pomysł, który mógłby wywrócić lotnictwo do góry nogami. Często jednak pozostają one jedynie w sferze projektów. Ale czy to zawsze źle? Sprawdźmy!   

Najnowsza sprawa nadeszła z Brazylii. Tamtejsi politycy chcieliby uregulować kwestię odsprzedawania biletów lotniczych. Ich zdaniem jest to bowiem kompletny absurd, że zmiana planów sprawia, że w większości przypadków bilet po prostu przepada, a my nie możemy nic z tym zrobić.

Odsprzedaż biletów będzie bezproblemowa?

W efekcie do brazylijskiego parlamentu trafiła właśnie ustawa, która ma pozwolić na odsprzedanie biletu innej osobie aż do… 72 godzin przed podróżą! Bez żadnych dodatkowych kosztów, bez żadnych problemów. Znajdujesz chętnego i sprzedajesz mu po ustalonej z nim cenie swój bilet. Bez problemu zmieniacie nazwisko na rezerwacji i po kłopocie. Jeśli uda się wprowadzić takie prawo, będzie to niemała rewolucja na rynku lotniczym i spore utrudnienie dla linii lotniczych. A może i dla pasażerów.

Bo choć brzmi to jak marzenie, to w rzeczywistości mogłoby się skończyć tragicznie. Wyobraźcie sobie, że ktoś poluje na loty w najniższych cenach i regularnie je wykupuje, tylko po to, żeby później odsprzedać po zawyżonej cenie. Umówmy się, cwaniaków nie brakuje i tak naprawdę jest to największa obawa przy wprowadzaniu takiego prawa.

Warto jednak zauważyć, że zaskakujących i nieprzemyślanych pomysłów polityków było o wiele więcej. Niektóre odeszły w niepamięć, inne nawet są w pewnym stopniu realizowane, a niektóre odwieszono na kołek, ale wcale nie jest powiedziane, że jeszcze nie wrócą w blasku i chwale.

Dużo latasz? To płacz i płać!

Jednym z najgorętszych tematów, który powraca jak bumerang jest kwestia popularności latania. Co jakiś czas pojawia się polityk, który głośno mówi o tym, że czas radykalnie ograniczyć liczbę dozwolonych lotów na jednego człowieka.

– Albo będziemy wprowadzać wspólne ograniczenia, albo dokonywać redystrybucji. Można na przykład przemyśleć limit na podróże lotnicze. Żeby nie było tak, że każdy lata tyle, ile ma pieniędzy, tylko każdy ma ileś tam kilometrów do wylatania w roku […] 15 tys. km na przykład – sugerował już w 2018 roku dr hab. Maciej Gdula z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, który był mocno zaangażowany w polityczną działalność Roberta Biedronia. – Jak jest bogaty i wylatał, to koniec, niech jedzie samochodem. To buduje pewne poczucie, że jedziemy na tym samym wózku. Oczywiście też likwidacja private jetów i takiego badziewia. Wszyscy mamy to samo, wszyscy mamy ograniczenia. To jest bardzo łatwe do przeprowadzenia – zapewniał.

Oczywiście nie był w podobnym rozumowaniu odosobniony. Ketil Kjenseth, przewodniczący Komisji Energii i Środowiska w norweskim parlamencie mniej więcej w tym samym czasie zaproponował, aby na mieszkańca Norwegii przypadało maksymalnie 10 lotów w ciągu roku.

Ba, temat powrócił ponownie w 2021 roku, gdy norweska Partia Zielonych rozpoczęła kampanię wyborczą. Wśród postulatów znalazł się m.in. limit lotów na obywatela. W przeciwieństwie do pomysłu Kjenseth, tym razem miałby on być ustalany indywidualnie – z uwzględnieniem wykonywanego zawodu i miejsca zamieszkania.

Ach te ceny biletów… nie może być za tanio!

Kwestię ekologii porusza też wielu innych polityków. Już teraz w Niemczech czy we Francji zdecydowano się zamienić część krótkodystansowych lotów na połączenia kolejowe (co było warunkiem rządowej pomocy finansowej dla linii lotniczych w czasie pandemii). Ale pomysłów jest znacznie więcej!

W maju 2021 niemieccy politycy chcieli wprowadzić minimalną cenę biletu lotniczego. Sam pomysł wyszedł od prezesa Lufthansy, który chciał zakazu sprzedawania biletów lotniczych poniżej 10 EUR, ale szybko został podłapany przez scenę polityczną.

– Żaden bilet lotniczy nie powinien być tańszy niż suma podatków i opłat lotniczych, które powinna płacić linia – powiedział Olaf Scholz, cytowany przez agencję Reuters. I jak dodał, niemiecki rząd pracuje nad projektem wprowadzenia minimalnej ceny biletu lotniczego.

Stanęło na minimum 50-60 EUR za bilet. Szybko do tego pomysłu dopięła się także Holandia, która swoją cenę minimalną ustaliła na poziomie 34 EUR i Austria, która zdecydowała się na 40 EUR. Na szczęście we wszystkich tych przypadkach na razie sprawy się toczą, więc wciąż możemy korzystać z tańszych biletów.

Gdy politykom stewardessy w głowach…

Oczywiście politycy wtrącają się do latania nie tylko, gdy chodzi o pieniądze. Zdarza się bowiem, że w grę wchodzą kwestie obyczajowe i moralne! Nie możemy tu nie wspomnieć o politykach z Malezji, którzy kilka lat temu ostro zabrali się za… stroje stewardess. W 2017 roku skrytykowali oni ubrania, w jakich pracują stewardessy AirAsia, Firefly i Malindo. Podkreślali wtedy, że stroje „nie reprezentują oficjalnego statusu Malezji jako kraju muzułmańskiego” i ostrzegali, że takie stroje mogą zbytnio „pobudzać pasażerów”.

– Malezyjska komisja lotnicza naprawdę musi się tym zająć – sugerował podczas jednej z debat parlamentarnych senator Abdullah Mat Yasim. – Moja żona martwi się, kiedy lecę sam na pokładzie Malindo lub AirAsia, to dla mnie prawdziwy kłopot – wtórował mu Megat Zulkarnain Omardin.

Ostatecznie załoga pokładowa nie zmieniła uniformów, a czas nieco zamiótł temat pod dywan.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Cena minimalna? Cuchnie gospodarką centralnie sterowaną.
Mokradok, 3 września 2022, 12:46 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »