Leo Express zawiesza kluczową trasę po zaledwie 2 miesiącach. A dopiero dokładali wagony, bo tylu było chętnych
Ostatnie pociągi na liczącej ponad 1300 kilometrów trasie wyjadą na początku października. Leo Express potwierdził, że w tym roku nie zamierza już kontynuować kursów pomiędzy Przemyślem a Frankfurtem. Dla pasażerów to spore zaskoczenie, bo jeszcze kilka tygodni temu przewoźnik zapewniał, że połączenie zostaje, a zainteresowanie nim jest na tyle duże, że skład zostanie nawet wydłużony o dodatkowy wagon.
Riwiera Albańska od 1429 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Costa Blanca od 2759 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa)
Złote Piaski od 2204 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Wielka europejska trasa wytrzymała niewiele ponad dwa miesiące
Projekt od początku był ambitny. Pociąg łączył Przemyśl i południową Polskę z Czechami oraz największymi miastami wschodnich i centralnych Niemiec. Na trasie znalazły się m.in. Rzeszów, Tarnów, Kraków, Ostrawa, Praga, Drezno, Lipsk, Erfurt i Frankfurt. Końcowym przystankiem było frankfurckie lotnisko, co dodatkowo zwiększało atrakcyjność połączenia dla pasażerów podróżujących dalej samolotem.
Ponad 1300 kilometrów długości sprawiało, że była to jedna z najdłuższych bezpośrednich tras kolejowych w Europie. Z Przemyśla można było dostać się bez przesiadki aż do Frankfurtu, a ceny biletów w podstawowej klasie zaczynały się od 48 zł. W ofercie pojawiły się również miejsca w wagonach z kuszetkami.
Połączenie nie miało jednak łatwego startu. Kursy rozpoczęły się 25 czerwca, ale początkowo na polskiej części trasy pasażerów woziły autobusy – z uwagi na procedurę tzw. badania równowagi ekonomicznej. Ostatecznie Urząd Transportu Kolejowego przyznał Leo Express otwarty dostęp do polskiego odcinka trasy 23 czerwca, a pierwszy pociąg pokonujący całą drogę z Przemyśla do Frankfurtu wyjechał 31 lipca.
Wszystko szło dobrze, ale niemieckie remonty rozsypały rozkład
Leo Express mierzył się jednak także z problemami po drugiej stronie Odry. Już wtedy przewoźnik skarżył się, że rozkład musi być dostosowywany do licznych prac infrastrukturalnych i problemów z zamykaniem odcinków torów w Niemczech. W zależności od dnia zmieniały się godziny przejazdów, a przewoźnik zalecał pasażerom regularne sprawdzanie systemu rezerwacyjnego.
Teraz firma uznała, że dalsze funkcjonowanie w takich warunkach nie ma sensu. Rzecznik Leo Express Emil Sedlařík przekazał czeskiemu serwisowi Zdopravy.cz, że trwające oraz planowane wyłączenia na niemieckim korytarzu poważnie wpływają na stabilność rozkładu. Przewoźnik musiał mierzyć się ze zmiennymi godzinami kursowania, objazdami i kolejnymi zmianami organizacji ruchu. W efekcie zapadła decyzja, by w 2026 roku już na tę trasę nie wracać.
Co więcej, jeszcze pod koniec sierpnia Leo Express zapewniał, że pociągi do Frankfurtu pozostaną w rozkładzie. Firma informowała wówczas o rosnącej frekwencji i zdecydowała się dołączyć dodatkowy wagon Economy z 69 miejscami. Zaledwie kilka tygodni później sytuacja zmieniła się diametralnie.
Co prawda Leo Express prowadzi rozmowy z Deutsche Bahn dotyczące przyszłych tras i godzin kursowania, ale na razie nie wiadomo jednak, kiedy i w jakiej formie pociąg Przemyśl – Frankfurt mógłby powrócić. Przewoźnik będzie kontaktował się z pasażerami posiadającymi bilety na odwołane kursy po 5 października. Mają oni otrzymać rekompensaty zgodnie z obowiązującymi przepisami.
👉 Przewoźnik jako powód podaje przeciągające się remonty i wyłączenia torów w Niemczech, które rozsypały rozkład jazdy i zmuszały do zmian godzin oraz objazdów.
👉 Trasa liczyła ponad 1300 km, a bilety w podstawowej klasie kosztowały od 48 zł. Pierwszy pociąg na całej trasie wyjechał 31 lipca, a jeszcze pod koniec sierpnia firma dokładała wagon na 69 miejsc.
👉 Leo Express nie wróci na tę trasę w 2026 roku i rozmawia z Deutsche Bahn o przyszłych kursach; pasażerowie z biletami na odwołane kursy dostaną rekompensaty.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?