REKLAMA

Kraje, które są, a jednocześnie… ich nie ma. Byliście tam?

Karabach
Foto: D.Korshunov / Shutterstock

Z wizytą w nietypowych miejscach, które mają praktycznie wszystkie atrybuty niezależnego państwa – ale nie są powszechnie uznawane za niepodległy kraj. Co ciekawe, do niektórych z nich stosunkowo łatwo dostaniecie się z Polski.

Granica, której strzegą umundurowani funkcjonariusze. Wiza. Mniejsze i większe formalności. Własny parlament, gospodarka, nierzadko waluta. Pozornie niczym to się nie różni od dowolnego innego państwa na świecie. A jednak różnica jest dość istotna: to specyficzne „twory” (używając nieco potocznego określenia), których nie znajdziecie na liście państw wchodzących w skład Organizacji Narodów Zjednoczonych lub nie są uznawane przez inne kraje.

Wizyta w takich krajach może pozostawić sporo wrażeń, niekiedy spowodować uczucie powrotu do przeszłości – i na pewno będzie ciekawym kontrapunktem do klasycznych turystycznych destynacji.

Zabierzecie się ze mną w krótką podróż do miejsc, które istnieją – ale odmawia im się miana niepodległego państwa?

Mała Szwajcaria Wschodu

– Witaj, skąd jesteś?

– Z Polski.

– Rano mieliśmy już tutaj na granicy parę turystów z Polski. Wizę dostaniesz w formie kartki, nie wkleimy jej do paszportu, więc będziesz mógł jeździć do Azerbejdżanu. Miłego pobytu w Górskim Karabachu!

Dialog miał miejsce na przejściu granicznym, położonym o kilka godzin drogi samochodem od stolicy Armenii, Erywania. Skomplikowana sytuacja geopolityczna w tej części świata oraz liczne konflikty między Armenią i Azerbejdżanem spowodowały, że Górski Karabach (zwany przez Ormian Republiką Arcach) stał się dość nietypowym miejscem.

De iure to enklawa Armenii na terenie należącym do Azerbejdżanu. De facto: niezależny kraj, nad którym Azerbejdżan nie ma żadnej kontroli – a Armenia życzliwie go wspiera. Aby skomplikować układankę: oficjalnie Górskiego Karabachu nie uznaje za niepodległe państwo żaden inny kraj na świecie, włącznie z… Armenią.

Nie przeszkadza to jego mieszkańcom cieszyć się od 27 lat proklamowaną deklaracją niepodległości, jeździć samochodami na ormiańskich tablicach rejestracyjnych, płacić ormiańską walutą – a jednocześnie posiadać swój rząd (wybrany w powszechnych i demokratycznych wyborach) i wydawać na granicy z Armenią wizy dla cudzoziemców, w tym Polaków.

Karabach
Foto: M. Filatov / Shutterstock

Górski raj?

Czy warto odwiedzić ten kraj? I jak tam w ogóle dostać się z Polski? Odpowiedź na drugie pytanie jest znacznie łatwiejsza: do stolicy Armenii dolecimy z Polski chociażby na pokładzie samolotu LOT, lub nieco kombinowaną drogą, wiodącą wcześniej przez gruzińskie Kutaisi lub Tbilisi. To pierwszy krok.

Dalej? Cóż, wsiadamy w marszrutkę (rodzaj lokalnego minibusa, popularnego m.in. w krajach dawnego Związku Radzieckiego) z Erywania do Stepanakertu i po kilku godzinach jazdy – oraz formalnościach na granicy z Górnym Karabachem – meldujemy się w stolicy tego quasi-państwa.

Czy to droga przyjemność? Ależ skąd: kilkanaście dni temu za taki przejazd zapłaciłem równowartość 37-40 PLN. Jest… tanio.

* * *

To słowo („tanio”) można odmieniać przez wszystkie przypadki podczas pobytu w Górskim Karabachu. Doskonały kebab to koszt kilku PLN, zimną lemoniadę dostaniecie za złotówkę, nocleg również nie nadwyręży zbyt mocno Waszego budżetu wyjazdowego. Osoby, które myślą, że tutaj jest niebezpiecznie, trwa wojna i strzelają do obcokrajowców na ulicach – są w błędzie.

Miejscowa ludność żyje swoim życiem, w sklepach są zachodnie towary (i mnóstwo podróbek znanych światowych firm), nawet przez moment nie można mieć poczucia, że to teren, o który kilkanaście lat temu dwa sąsiadujące ze sobą państwa stoczyły krwawą wojnę.

Arcach

Wracam do wcześniej zadanego pytania: czy warto odwiedzić to miejsce? Co robić w Górskim Karabachu? Odpowiedź brzmi: tak, jeżeli jesteście miłośnikami gór, przyrody i klimatów postsowieckich.

Sporo osób nazywa Górski Karabach (mając na uwadze oszałamiające krajobrazy) „małą Szwajcarią”. Jeżeli jest w tym określeniu nuta przesady, to dość niewielka. Wrażenie robią chociażby przepiękne góry – już sama droga dojazdowa z położonego w Armenii Goris do Stepanakertu dostarczy wielu emocji.

Przykładowa aktywność, która była częścią planu odwiedzin? Eksploracja jaskiń, wizyta w pamiętającym konflikt Szuszi, wędrówka ścieżkami prowadzącymi w poprzek zalesionych zboczy… całość ukoronowana szaszłykiem z pomidorem i popita szklaneczką miejscowego koniaku domowej roboty. Uwierzcie mi, było warto.

***

Nie mogę z czystym sumieniem polecić wizyty w Republice Arcach każdemu turyście (piję do tych, którzy preferują porządek, czystość i doskonałe hotele): infrastruktura w niektórych przypadkach trąci myszką i żywcem przenosi do ZSRR, nie jest to ‚uładzony turystycznie” kraj. Ale z drugiej strony: jeżeli byliście już w Gruzji lub Armenii i podobało Wam się na miejscu – Górski Karabach spełni wasze oczekiwania. Tym bardziej, że wizytę w tym miejscu można połączyć w jeden wyjazd, obejmujący także Armenię.

A jeżeli podróżujesz sam, cóż, być może czekają na Ciebie dodatkowe atrakcje – niekoniecznie takie, które są oczekiwane.

Czy są w pobliżu Polski inne miejsca, które mają równie nietypową historię i spełniają definicję państw, które istnieją i jednocześnie ich nie ma? Tak! I, co ciekawe, jedno z takich miejsc jest dość licznie odwiedzane przez polskich turystów

Naddniestrze. W oparach czasów minionych

– Byłem tam miesiąc temu. Bezpiecznie, tanio, sympatycznie. Skansen komunizmu, warto odwiedzić choć Tyraspol to miasto do obejrzenia w pół dnia i to z kąpielą w Dniestrze.

Cytat powyżej pochodzi z komentarza jednego z naszych forumowiczów o pseudonimie Tomo14 (pozdrawiam!). Mimo, że pochodzi z 2017 r. to… praktycznie nie stracił na aktualności. Może poza fragmentem dotyczącym czasu na miejscu – bo na Naddniestrze, o którym mowa, warto jednak przeznaczyć więcej niż pół dnia 😉

Cóż to za twór? Moja redakcyjna koleżanka, Aneta Zając, na naszych łamach dzieliła się swoimi przemyśleniami na temat Naddniestrza:

Wszystko zaczęło się w 1990 roku, kiedy niewielki skrawek ziemi razem z zamieszkałymi tam ludźmi mentalnie odciął się od Mołdawii. Najpierw zadeklarowali pozostanie w Związku Radzieckim, kiedy Mołdawia przestała być jego częścią. Kilka miesięcy później ogłosili niepodległość. To miało być zupełnie nowe państwo – Naddniestrzańska Republika Mołdawska.

Choć dziś Mołdawia wydaje się być względnie pogodzona z sytuacją, nie zawsze tak było. W 1992 roku w regionie wybuchła wojna, bo Mołdawia upomniała się o swój kawałek ziemi, a Naddniestrzanie chcieli bronić zadeklarowanej już niepodległości. Po obu stronach konfliktu walczyło ok. 18 tysięcy żołnierzy. Ostatecznie, pod nadzorem Rosji, Mołdawia i Naddniestrze wypracowały rozejm ogłoszony kilka miesięcy później.

W istocie Naddniestrze ma dziś wszystkie atrybuty państwa. Kraj wybrał swojego prezydenta, premiera i parlament. Ma swoją flagę i walutę – naddniestrzańskiego rubla i kształci młodych ludzi na tutejszym uniwersytecie. Są tu też wszystkie służby publiczne – milicja, wojsko, straż graniczna.

Co mogę dodać od siebie? Lubię wracać do tego miejsca. Niezależnie od tego, czy granicę z Naddniestrzem przekraczam od strony Ukrainy bądź Mołdawii. To podróż w przeszłość, pokazująca (nieco), jaka długą drogę przebył nasz kraj – Naddniestrze wciąż można traktować jako skansen komunizmu. Chociaż spoglądając na stadion miejscowego klubu piłkarskiego Sheriff Tyraspol, założonego w 1996 roku, można domniemywać, że natura nie znosi próżni – i nawet takie miejsca dość szybko będą się rozwijać.

Twierdza w Naddniestrzu
Foto: mbrand85 / Shutterstock

Koniak, Lenin i pieniądze

Naddniestrze w ostatnich latach staje się dość popularnym celem dla naszych rodaków, którzy wracają ze zdjęciami pomnika Lenina, butelką wyśmienitego koniaku oraz… z miejscowymi pieniędzmi.

Dlaczego? Cóż, to mała ciekawostka: rubel naddniestrzański produkowany był w… polskiej Mennicy Państwowej. Doszło na tym tle do dyplomatycznych kłopotów pomiędzy Polską, Ukrainą i Mołdawią – encyklopedie internetowe wyjaśniają cała sytuację: ponieważ Republika Naddniestrzańska nie jest państwem uznawanym w świecie; przedstawiciele mennicy tłumaczyli się, że zamówiono u nich wyprodukowanie żetonów, a nie środków płatniczych, i że jest to przedsięwzięcie czysto komercyjne.

Niezależnie od powodów, warto zahaczyć o Naddniestrze, przebywając w Mołdawii lub na południu Ukrainy.

…a zmieniając kontynent i przebywając w Tel Awiwie lub Jerozolimie, warto udać się z wizytą do kolejnego miejsca, które wymyka się jednoznacznej klasyfikacji. O jakim terytorium mowa?

Palestyna. Niełatwa historia

Tym razem będzie krótko. Kwestia Palestyny bywa dość drażliwa wśród wielu turystów z Polski. Są tacy, którzy nie uznają jej za niezależne państwo. Są i tacy, którzy z kolei nie wyobrażają sobie wizyty w Izraelu bez chociaż ekspresowych odwiedzin w Palestynie. Zaliczam się do tych drugich.

I nie jest istotne, czy możemy poświęcić na jej zwiedzanie tydzień… a może chcemy spróbować czegoś w stylu „Palestyna w pigułce” (precyzując: coś, co można zrobić szybko, niejako przy okazji, „wyrywając się” z Izraela na dosłownie kilkanaście godzin, no dobrze, dwa dni) – ta kraina ma wiele do zaoferowania amatorom sztuki, miłośnikom jedzenia, fanatykom historii… i socjologom.

Na naszych łamach opisywałem już możliwe atrakcje Palestyny – zachęcam do zapoznania się z reportażem opisującym taki właśnie ekspresowy wypad.

Panorama Palestyny
Foto: Davide Marzotto / Shutterstock

Warto szukać nietypowych miejsc?

Górski Karabach, Naddniestrze, Palestyna. Dorzucam do tego KosowoSaharę Zachodnią i Cypr Północny (Sahara Zachodnia jest łatwo dostępna z południa Maroka, z kolei na Cypr Północny dostaniecie się chociażby przy okazji wypoczynku w cypryjskiej Larnace czy Ayia Napa).

Czy Waszym zdaniem warto w swoich planach podróżniczych uwzględniać takie miejsca? Państwa nieuznawane, częściowo uznawane, terytoria o nieustalonym statusie. Byliście w którymś z tych miejsc?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Nadniestrze - mega dziwne. Podobalo mi sie. Kosowo - jak Europa pelna geba. Tylko malo turystow wiec super. Cypr polnocny - podroba wszystkiego czyli dno. 
Cichy!, 22 sierpnia 2019, 20:58 | odpowiedz
Podróbka wszystkiego, czyli dno? Pamiętajmy wszyscy o tym, co jest złotem a co tylko srebrem... 
Cichy! Nadniestrze - mega dziwne. Podobalo mi sie. Kosowo - jak Europa pelna geba. Tylko malo turystow wiec super. Cypr polnocny - podroba wszystkiego czyli dno. 
FaziFazi, 22 sierpnia 2019, 23:07 | odpowiedz
Górski Karabach de iure to nie jest enklawa Armenii, to terytorium Azerbejdżanu.
Oleh_, 24 sierpnia 2019, 12:09 | odpowiedz

Varadero plaża
Najlepsza oferta

Dwa tygodnie na Kubie za 2489 PLN

Kamil Walinowicz | 2019-09-19 20:10
REKLAMA
REKLAMA
Poznaj nasz kierunek miesiąca
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel