Fly4free.pl

Koniec roamingu miał być super, jest katastrofa. Jak tani internet w Unii Europejskiej zrujnuje wam wakacje

Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl
Od 15 czerwca w większości krajów Europy praktycznie zniknęły opłaty roamingowe. Super? Ależ skąd – dla części urlopowiczów i podróżnych to paradoksalnie duży problem. Bo oznacza koniec wakacji w takiej formie, w jakiej wypoczywaliśmy wcześniej. Was także to dotyczy?

Stało się. 2 miesiące temu znikła ogromna bariera, która ograniczała wielu podróżujących po krajach Unii Europejskiej. Roaming w dawnej formie, w której ceny dostępu do internetu na wakacjach potrafiły przyprawić o zawrót głowy, odszedł do lamusa. Operatorzy podali swoje cenniki i  jest naprawdę nieźle, znacznie taniej niż było.

Przy części z abonamentów za dostęp do internetu zapłacimy takie same stawki jak w kraju, mając niekiedy dużą bezpłatną paczkę danych w ramach swojego pakietu internetowego. Żegnajcie horrendalne stawki, witaj internecie na plaży we Włoszech, w małej mieścinie w Portugalii, na francuskim wybrzeżu i w hiszpańskim kurorcie!

Internet dobrem powszechnym

Zalety? Przeogromne! Dostęp do swoich rezerwacji, nawigacji i map online, do przewodników publikowanych w internecie, Wikipedii, do ulubionych serwisów i maila. Stop! Napisałem słowo: maila?! Tak, to początek waszych problemów, przez które wakacje już nie będą takie same.

Fot. puhhha, shutterstock

Jeszcze nie tak dawno temu sytuacja była prosta: jadąc na urlop, odłączaliśmy się w dużej mierze od sieci internetowej. Wyłączaliśmy transmisję danych, z internetu korzystaliśmy sporadycznie, szukając bezpłatnego dostępu do WiFi w kawiarniach czy hotelach. Zapominaliśmy na czas wyjazdu o wszelkich kwestiach związanych z pracą. Raporty? Niedokończone projekty? Mail do szefa (kontrahenta, klienta, znajomego – niepotrzebne skreślić) musiał poczekać. Urlop oznaczał dokładnie to, co miał oznaczać: wypoczynek z dala od pracy.

Słowem-kluczem, który często wystarczał do wyhamowania zapędów waszego szefa do zajmowania waszej głowy sprawami firmowymi podczas waszego urlopu ( „– Pani Karolino, pani zaloguje się do sieci, sprawdzi skrzynkę mailową, dokończy ten projekt i wyśle mi, przecież dla pani to góra godzinka pracy”) był ów magiczny roaming… a raczej jego koszt. I uświadomienie waszego pracodawcy, że wysłanie tej kilkumegabajtowej prezentacji może kosztować nawet kilkaset PLN, potrafiło skutecznie zmienić status owego zadania z  „pilne, natychmiast” na „do zrobienia po urlopie”.

Dobrodziejstwo? Przekleństwo!

Teraz to już nie przejdzie. Będąc w Unii Europejskiej, a także w Norwegii, Islandii czy Liechtensteinie, macie możliwość być praktycznie cały czas online. I nie oznacza to ogromnych kosztów. Po prostu wyciągacie swój telefon komórkowy, udostępniacie sieć dla laptopa lub tabletu… i już. Tłumaczenie, że nie możecie się połączyć z siecią, bo to dużo kosztuje – już nie działa. To samo dotyczy połączeń telefonicznych: kiedyś sporadycznych, teraz nagminnych. Co za tym idzie, znacznie ciężej jest uwolnić się od pracy na wakacjach.

Siedzicie na plaży w jednym z europejskich krajów, a kątem oka możecie zaobserwować jegomościa, który zamiast oddawać się zajęciom typu „plażing i leżing”, siedzi po turecku i namiętnie stuka w klawiaturę laptopa, na którym widzicie arkusz Excela. Świetny urlop, nie ma co!

Fot. Ricardo Saraiva, shutterstock

Podziwiacie cudowny widok na norweskie fiordy… a w tle jak natrętna mucha wibruje wam głos kobiety, która wydaje polecenia przez komórkę: ten raport wysyłamy jak najszybciej, na tamtego maila niech odpowie dział handlowy, a towar zamówcie koniecznie z hurtowni od pana Władka. I niech was nie zmyli jej wakacyjny strój i aparat fotograficzny zwisający z przedramienia – ta pani nie jest na urlopie. To znaczy jest, fizycznie, ciałem. Ale jej umysł, głowa, myśli, to wszystko jest w pracy. Tej, którą opuściła, wybierając się na zasłużony wypoczynek. No ale jak tu odpocząć, jak wciąż telefon dzwoni, na maile należy odpisać, a lista spraw do zrobienia wciąż rośnie?

W różnym stopniu (mniej lub bardziej) dobrowolnie pozbywamy się naszego niezbywalnego prawa. Jakiego? Do wypoczynku! Bo skoro dostęp do sieci internetowej w Unii Europejskiej jest powszechny i (prawie) darmowy, to owo dobrodziejstwo staje się niekiedy przekleństwem.

Facebook, Instagram i kult zdjęć

Czy ów powszechny i tani dostęp do sieci w krajach Unii Europejskiej, może sprawiać kłopoty tylko w kwestii pracy podczas naszego wyjazdu? Niestety, nie. Sami, dobrowolnie wpadamy w pułapkę ciągłego bycia online, nawet na wakacjach w innym kraju.

Statystyka jest jednoznaczna: według badań przeprowadzonych przez Momondo, zaledwie 13 proc. Polaków w czasie urlopu wyłącza osobiste urządzenia mobilne, starając się odciąć od świata. Co zatem robimy w sieci? Jesteśmy aktywni w mediach społecznościowych!

Fot. Lals Stock, shutterstock

Facebook, Instagram, Twitter. Modne serwisy, na których wręcz wypada pochwalić się, że aktualnie jesteśmy na urlopie. Ponownie sięgamy do badań Momondo: 37 proc. przebadanych osób z Polski w taki sposób publikuje na bieżąco informacje dotyczące wrażeń z wakacji. Kiedyś było to utrudnione (ach, te ceny internetu za granicą)… teraz 2 minuty po wyjściu z katedry Notre-Dame, nasi wszyscy znajomi są o tym poinformowani. Nie tylko w formie tekstu, ale także zdjęcia.

Fotki, foteczki, selfie

No właśnie, zdjęcia. Liczby dobitnie pokazują, że nagminnie dzielimy się swoimi przeżyciami za pomocą wysyłanych przez telefony komórkowe i media społecznościowe fotografii. Co drugi turysta w wieku 18-22 lata (precyzując: 53 proc.) tak właśnie rozumie potrzebę kontaktu ze znajomymi. Myślicie, że to domena nastolatków? Ależ skąd, 43 proc. przebadanych osób w wieku 23-35 lat robi dokładnie tak samo, wysyłając jak najszybciej przez internet swoje zdjęcia z wakacji – jeszcze na nich będąc.

Fot. Olesya Kuznetsova, shutterstock

Kilka kliknięć… i selfie zrobione przed wieżą Eiffla, katedrą w Kolonii lub londyńskim Big Benem, trafia do naszych znajomych. Pół biedy, jeżeli znamy w tym umiar. Gorzej, jeżeli zatracimy się w byciu online na wakacjach, korzystając z taniego dostępu do internetu. Na własne oczy widziałem turystkę z Niemiec, która była tak zajęta w Rzymie wysyłaniem zdjęć, uaktualnieniem statusów i pisaniem do znajomych na komunikatorze, że o mało co nie przegapiła Zamku Świętego Anioła, przechodząc nieopodal ze wzrokiem wbitym w komórkę. Cóż, znak czasów?

FOMO

Swobodny i tani dostęp do internetu w krajach Unii Europejskiej jest także ogromną pożywką do rozwoju czegoś, co w języku angielskim określane jest mianem „fear of missing out”, w skrócie FOMO. Cóż to takiego? To przeraźliwy strach, że ominie nas ważna informacja czy wydarzenie.

Muszę się przyznać do tego, że sam mam oznaki FOMO. Regularnie przeglądam zestaw serwisów internetowych, które są moją „prasówką”: czuję niepokój, jeżeli nie mam możliwości przez dłuższy czas zerknięcia na nie. Bo może zostało opublikowane coś, co jest dla mnie ważne, istotne, ciekawe… a ja to przegapię. Staram się z tym walczyć, ale nie zawsze mi to wychodzi. Rozmawiając z naszymi forumowiczami i czytelnikami, widzę jednak, że więcej osób ma ten problem. Co ciekawe, wiąże się to m.in. z dostępem do internetu na wyjazdach.

Jacek („– Proszę, nie podawaj w artykule mojego pseudonimu na forum”):

– To jest jak uzależnienie. Tyle, że od informacji. I wy się do tego jako Fly4free radykalnie przyczyniacie. Nie wyobrażam sobie teraz podczas wyjazdów, odkąd jest dostęp do sieci w UE za grosze, aby nie sprawdzać waszej strony i forum minimum kilka razy dziennie – opowiada Jacek. – Nie miałem dostępu do internetu przez ponad tydzień. W tym czasie opublikowaliście megahit, czyli informację o tanich lotach z Europy do Ameryki Środkowej i Południowej za kilkaset PLN (chodzi o >> ten artykuł – przyp.red.). Moi znajomi kupili loty do Panamy za 600 PLN, do Gwatemali za 700 PLN. A ja nic, nie wiedziałem o tym, ominęło mnie! Moja frustracja sięgnęła zenitu. I jak tu nie zaglądać cały czas na internet?  – dodaje Jacek

Tak, coś w tym jest. Kiedyś wystarczało nam, że po powrocie z wyjazdu wakacyjnego lub wypadu na city-break zrobiliśmy sobie prasówkę, aby sprawdzić co się działo na świecie, w Polsce, wśród naszych znajomych podczas naszej nieobecności. Będąc kibicami piłkarskimi zerknęliśmy na wyniki rozegranych meczów, także tych lokalnych, które nas interesują.

Fot. Andrey Armyagov, shutterstock

Teraz? LKS Huragan Waksmund wygrał z AKS Ujanowice (3:1, na wyjeździe!)… i wiedzieliśmy o tym tuż po zakończeniu meczu – sprawdziliśmy to w internecie, odpoczywając na francuskim czy hiszpańskim wybrzeżu. 20 sierpnia Huragan Waksmund gra u siebie z Orkanem Raba Wyżna, ten mecz także będziecie śledzić na bieżąco. W internecie! Na plaży w Hiszpanii!

Tylko czy aby na pewno to są udane wakacje? Nie rujnujemy sobie naszego wyjazdu, nie odrywając wzroku od komórek, internetu, mediów społecznościowych? Może jednak warto spróbować się od tego wszystkiego po prostu na czas wymarzonego wyjazdu odłączyć? I przeżyć taki wyjazd bez dostępu do sieci i codziennych sesji telefonicznych z komórką przy uchu?

Nawet, jeżeli owe rozmowy i internet są powszechne i tanie.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Paweł - trafiłeś w sedno! Przesyłam artykuł mojej żonie - uzależnionej od internetowych tabloidów.. Gdy nie sprawdzi co godzinę kto pokazał 4 litery robi się nerwowa jak diabli..
Kto?Ja?, 18 sierpnia 2017, 20:43 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Gdy spotkam Panią Różę Barbarę von costam to podziękuję osobiście ;)
tom971, 18 sierpnia 2017, 21:06 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dla mnie ten artykuł to kompletna bzdura. Nie wiem jak u innych, ale mi nikt nie przykłada pistoletu do głowy i nie zmusza do korzystania z Internetu. Nic nie stoi na przeszkodzie by wyłączyć go, czy nawet cały telefon i odpoczywać jak dawniej. A jeżeli jest kryzys i pracodawca naprawdę mnie potrzebuje, to nie ma większego znaczenia czy kosztuje to 5, 50 czy nawet 500 zł.
Mareckipl, 18 sierpnia 2017, 22:59 | odpowiedz
Avatar użytkownika
No tak, Internet to samo zło :) Podróżując samotnie zawsze wykupywałam jakiś pakiet, nie raz mnie to ratowało i pozwalało zaoszczędzić czas. Poza tym miło chyba być w kontakcie z innymi i na bieżąco zrelacjonować, w jakim fajnym miejscu się jest? No i nawet to nieszczęsne przeglądanie maili to nie zbrodnia, jeśli akurat np. na coś się czeka czy przemieszcza, dla mnie to uniknięcie marnowania czasu. Jasne, fajnie jest się czasem oderwać od wszystkiego, ale do tego wystarczy po prostu wyłączyć telefon, nie trzeba aż wyjeżdżać za granicę, żeby bać się rachunku od operatora :P Naprawdę, to demonizowanie technologii robi się już nudne.
megirumi, 18 sierpnia 2017, 23:45 | odpowiedz
Mareckipl Dla mnie ten artykuł to kompletna bzdura. Nie wiem jak u innych, ale mi nikt nie przykłada pistoletu do głowy i nie zmusza do korzystania z Internetu [..]
Ująłeś to prawidłowo: dla CIEBIE to bzdura i CIEBIE nikt nie zmusza do zrobienia czegoś "w pracy" podczas urlopu. Gratuluję pracy i spokojnej głowy na wyjazdach ;) A teraz wyobraź sobie, że są takie zawody, w których naprawdę nie możesz pozwolić sobie na luksus NIEODEBRANIA telefonu od szefa, nawet podczas urlopu poza Polską. A temat FOMO to niestety nie bzdura, ale poważnie uzależnienie.
Paweł Kunz, 19 sierpnia 2017, 0:17 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A w tytule ort.
lataczuk, 19 sierpnia 2017, 10:36 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Kto?Ja? Paweł – trafiłeś w sedno! Przesyłam artykuł mojej żonie – uzależnionej od internetowych tabloidów.. Gdy nie sprawdzi co godzinę kto pokazał 4 litery robi się nerwowa jak diabli..
Kto?Ja?, współczuję chłopie. Jesteś pewien, że nie szuka "dodatkowych wrażeń"?
inspira, 20 sierpnia 2017, 14:37 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Mam wrażenie, że artykuł jest skargą autora na opisane naciski zwierzchnika.
inspira, 20 sierpnia 2017, 14:41 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »