Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Sie 2015 23:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 802
niebieski
Witam w kolejnej relacji, tym razem w nieco krótszej wersji mini. Czas start.
Jest czwartek wieczór, pogaduchy na skajpie z kumplem. Pada pytanie, odnośnie weekendowych planów i nagle wpadamy na pomysł odwiedzenia naszego wschodniego sąsiada. Wybór oczywisty, będzie to Lwów. Brzmi dużo lepiej niż włóczenie się po pubach na krakowskim rynku. Szybki rekonesans jak tam dojechać (dzięki @Zeus), wybór pada na przewoźnika Shevabus. Bilet w obie strony z Krakowa, 120zł. Układamy plan zwiedzania i oczekujemy piątkowej nocy, kiedy to o 1.45 powinniśmy wyruszyć. Niestety w internecie było sporo komentarzy, że przewoźnik lubi się spóźniać. U nas nie było inaczej i spędziliśmy około 40 minut ekstra na krakowskim MDA. Ukraińcy chyba nie do końca znają pojęcie czasu, ale trudno. Pierwszy boarding to nic innego jak „pchanie się wszystkich” do wejścia, na szczęście większość z nich miała bagaże i udała się na bok autobusu. Wsiadamy do środka, miejsc jak na lekarstwo. Nie przeszkadza to jednak kierowcy w sprzedaży większej ilości miejsc, niż jest w rzeczywistości. Nam się udało i znajdujemy dwa fotele. Inni nie mieli tyle szczęścia. Padają magiczne słowa, siadajcie na schodach i jedziemy. Cóż, dwóch pozostałych Polaków, odbezpiecza złote trunki i zasypia na swoich „schodkowych siedzeniach”. W teorii przejazd miał trwać ok 5h. Niestety rzeczywistość bywa brutalna, a 4h spędzone na granicy nie jest niczym nadzwyczajnym.

Image

Planowo powinniśmy być o 8, dojechaliśmy o 12 czasu lokalnego. Bywa, jednak dobre nastroje nas nie opuszczają. Wysiadamy na placu dworcowym. Miasto wita nas słoneczną pogodą i zaprasza do siebie. Szybka wymiana złotówek na hrywny i ruszamy w miasto. Punkt pierwszy, Katedra Św Jura. Następnie mijamy inny kościół i schodzimy na przystanek Tserkva Anny, skąd pojedziemy na Cmentarz Orląt Lwowskich.

Image

Wsiadamy do tramwaju (linia 7), płacimy 2 UAH (kupne u kierowcy) i wtedy następuje moje zdziwienie. Gdzie są kasowniki. Rozglądam się, szukam, no przecież nie może być to wynalazek który sterczy nad szybą.

Image

Myliłem się, uprzejma Pani, mówi żebym „kliknął wajchą”. No cóż mogę, wkładam bilet, dziurkuję i ot bilet skasowany. Lekki szok (nie wybrażam sobie tego w naszych zatłoczonych autobusach), ale się udało. Pierwszy kontakt z manualnym, kasownikiem za mną. Dojeżdżamy pod sam cmentarz, (przystanek: Oblasna Infektsiina Likarna). Płacimy 20 UAH za wejście i kierujemy się w kierunku polskiej części. Jest ona położona na samym końcu cmenatrza, w linii prostej od wejścia. Wystarczy iść cały czas przed siebie. Co mnie zaskoczyło to porządek i czystość. W polskiej sekcji, każdy nagrobek utrzymany i przyozdobiony wstążką w biało czerwonych barwach. Muszę przyznać, że czuć powiew polskości i patosu.

Image

Wracamy do wyjścia, łapiemy znaną nam 7mkę i wysiadamy na Mytna Square. Pierwszy etap wycieczki za nami. Teraz skupiamy się na centrum. Mijając Kościół Bernardynów oraz dwa wesela w okolicznych kościołach, kierujemy się na Wzgórze Zamkowe.

Image

Pokonując garstkę schodów, jesteśmy na szczycie i muszę przyznać ogarnia nas rozczarowanie. Ze wzgórza nie widać nic ciekawego. Z jednej strony same blokowiska, z drugiej, ledwo dwa kościoły. Przyznaję, tak ubogiej panoramy dawno nie widziałem, dlatego schodzimy na dół, aby powłóczyć się w rejonie Mytna Square.
Tam wita nas tradycyjny targ rupieci.

Image
Image

Ma to swój klimat i urok, ale nie jestem fanem takich miejsc, dlatego idziemy dalej. Przechodzimy obok Kościoła Dominikanów,

Image

wita nas piękny Ratusz, położony centralnie na rynku. No tutaj to jest zdecydowanie mój klimat. Choć mały to jednak naprawdę uroczy rynek.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Zadbane kamieniczki, kilka fontann i napis, który oznajmia nam gdzie jesteśmy. Lubię to.

Image

Wzdłuż, wszerz, każda droga pokonana, czas kierować się na plac Mickiewcza oraz Operę.

Image

Szeroki deptak, zaprasza na spacer w kierunku tej niesamowitej i chyba najsłynniejszej lwowskiej budowli. Opery. Gmach przypominający architekturę Wiednia, jest absolutnie genialny. Kilka zdjęć i ruszamy coś zjeść.

Image
Image

Wybór pada oczywiście na „Kumpla”. Jedzenie w dobrych cenach, dużych porcjach. Godne polecenia. Czas wracać do zwiedzania, zostało nam jakieś 5/6h, więc duży zapas. Dokończyliśmy zwiedzanie miejsc z naszej „mapy”,a następnie zaczeliśmy po prostu chodzić uliczkami. Jest ich sporo wokół rynku, więc polecam.

Image
Image
Image
Image
Image

Wieczorem, warto usiąść na rynku i zobaczyć wiele ulicznych występów artystycznych. W każdym zakątku coś się dzieje. Może to przypadek, może to reguła. W każdym razie, sobotni ciepły wieczór, sprzyja takim wydarzeniom. Nawet nie wiemy kiedy mijają dwie godziny. Wtedy poczułem, że to miasto naprawdę ma pozytywną energię, dookoła mnóstwo uśmiechniętych młodych ludzi. Zero chamstwa, pijactwa itp. Może to różowe okulary, może przypadek, a może po prostu kulturalnie spędzają czas? Nie wiem, sprawdzę następnym razem. Dzień dobiega końca, więc czas kupić pamiątki i zrobić ostatnią rundkę po mieście.

Image
Image
Image

Nocne zdjęcie Opery musi być.

Image

Wracamy w kierunku dworca, gdzie pół godziny później podjeżdża Shevabus do Krakowa.

Image

Sytuacja z większą ilością biletów niż miejsc, pchanie się do wejścia itp się powtarza. No ale dajemy radę, siadamy na końcu i odliczamy czas, aż znajdziemy się w domu. Na granicy spędzamy blisko 3h. Ukraińcy są sumiennie sprawdzani, ale na szczęście o 7.30 rano jesteśmy na dworcu MDA w Krakowie. Wycieczka bardzo udana, typowa niedroga jednodniówka. Minus to dojazd, można chyba to zrobić nieco lepiej. Z drugiej strony przy takim koszcie, można przeżyć, bo tragedii nie ma. Całość kosztów, przejazdy, jedzenie, pamiątki i transport to 170zł.

Mapki:

Image
Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 04 Sie 2015 11:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2012
Posty: 728
niebieski
Lwów jest idealny na weekend :)
Co do kasowników - pamiętam, że we Wrocławiu też funkcjonowały nowoczesne kasowniki - dziurkacze jeszcze całkiem niedawno :)
_________________
Żyję dla takich chwil, kiedy bierzesz haust powietrza i krzyczysz: chwilo, proszę, bądź wieczna!
Eldo
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group