Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 39 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 28 Wrz 2020 00:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Dawno mnie tutaj nie było! Prawie dwa lata nie mogłem się zebrać żeby napisać kolejną relację z podróży. Teraz mając nieco więcej wolnego czasu spiąłem się i zacząłem przygotowywać opis trzytygodniowej wycieczki po Azji. Mapka poniżej najlepiej obrazuje pierwotnie przygotowaną trasę i miejsca, które były w planie do odwiedzenia. Zgodnie z tytułem muszę przyznać, że była to jedna z moich najbardziej pechowych wycieczek, gdzie wiele rzeczy poszło nie po mojej myśli.

Dzisiaj są już tylko fantastyczne wspomnienia, nowe doświadczenia oraz kilkaset zdjęć, którymi się z Wami podzielę. Na koniec postaram się także zrobić skrótowe zestawienie kosztów. Niestety nie będzie latania biznes klasą, ale będzie kilka naprawdę fajnych miejscówek (nie tylko sieciowych).

Podróż odbyła się w lutym tego roku. Zostańcie ze mną niebawem ruszamy z pierwszym etapem podróży czyli lotem z Katowic do Dubaju z międzylądowaniem w Larnace.

Załącznik:
map.gif

Zapnijcie pasy! :D


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 28 Wrz 2020 18:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Jestem wręcz pewny, że są tutaj dziesiątki użytkowników, którzy latali już składakiem WizzAir + Cebu na Filipiny. Ja również, teraz już po raz trzeci postanowiłem wybrać się w ten sam sposób na azjatycki kontynent. Dojazd do Pyrzowic z Poznania nie jest najwygodniejszy i zawsze mocno mnie męczył jeszcze przed rozpoczęciem właściwej podróży. W poprzednich latach jechałem dzień wcześniej do Krakowa, żeby tam spędzić wieczór i kolejnego dnia udać się do Dubaju. Tym razem jednak było intensywniej: nocny pociąg do Katowic i tuż po godzinie 8 rano bus firmy Matuszek do Pyrzowic. W zasadzie nie wiem czy jest jakiś lepszy/tańszy sposób obecnie, ale z przyzwyczajenia właśnie taką drogę obrałem.

Image

Do odlotu jeszcze prawie 4 godziny, a tłumów zdecydowanie nie ma. Dzięki wcześniejszej odprawie online można przejść kontrolę bezpieczeństwa i udać się do jednej z moich ulubionych w Polsce saloników z widokiem na płytę lotniska. Poczekalnie oferuje szeroki wybór jedzenia i picia, a także bardzo wygodne fotele. W czasach COVIDu jest nieco mniejszy wybór, ale dalej uważam, że jest bardzo przyzwoicie. Można zjeść pożywne śniadanie, wypić dobrą kawę i drinka (jak tylko wybije 12).

Image

Image

Image

Boarding rozpoczyna się około 12:20, czyli na 30 minut przed czasem odlotu. Samolot jest praktycznie pełny, a mało przyjazny system odprawy WizzAir sprawia, że wylosowane za darmo miejsca nie są obok siebie. Teoretycznie lot jest do Dubaju, jednak na początek, po około 3 godzinach następuje międzylądowanie w Larnace, bardzo krótkie, bo dosłownie po 30 minutach lecimy dalej. Kolejne kilka godzin i w zasadzie w nocy docieramy na mniejsze, położone zupełnie poza centrum lotnisko Al Maktoum. To niestety kolejny minus podróżowania na tej trasie z budżetowym Wizzem, chociaż w tym przypadku cena 56 złotych za bilet rekompensuje wszystkie te niedogodności.

Image

Na miejscu szybka kontrola paszportowa, i udajemy się do punktu po zakup karty SIM. Niestety otwarte jest tylko jedno stanowisko, więc nie mamy za bardzo wyboru. Trzeba się spieszyć bo teoretycznie powinien jechać jeszcze autobus do Dubaju. Czekamy na niego ponad 20 minut wraz z wieloma innymi osobami, jednak nic nie nadjeżdża. Taksówkarze sugerują żeby zrezygnować, ponieważ już nic nie przyjedzie. Powoli zaczynamy sprawdzać ceny Ubera i kombinować jak tu najtaniej dojechać do hotelu, kiedy to nagle zjawia się autobus F55A. Ten w odróżnieniu od F55 jedzie do centrum miasta (także obok stacji Ibn Battuta), więc jest to dla nas rozwiązanie idealnie. Śledzimy tylko nawigację i po około 40 minutach jazdy, kiedy jesteśmy już stosunkowo blisko hotelu ibis Dubai Mall of the Emirates wysiadamy. Jest już zdecydowanie po północy, a my jesteśmy nieźle zmęczeni tymi dwoma wizzowymi lotami, więc od razu za parę złotych zamawiamy Ubera i po kilku minutach jesteśmy w hotelu.

Image

Image

Image

Za nocleg zapłaciłem 2000 punktami Accor, więc do dopłaty pozostało mi zaledwie 21.88 AED (stawka bez śniadania). Hotel ten położony jest w bardzo dobrej lokalizacji, o czym świadczy sama jego nazwa (Mall of the Emirates), do stacji metra jest dosłownie kilka minut spaceru. Pokoje są dosyć małe, ale jest dostęp do biurka, lodówki (2 butelki wody w cenie) czy telewizora. Zdecydowanie niczego nie brakuje, tym bardziej kiedy przyjeżdżasz wyłącznie wyspać się przed zwiedzaniem kolejnego dnia. A i dodatkowo dostajemy dwa vouchery na drinka powitalnego, które można zrealizować w barze sportowym, który należy do hotelu.

Image

Image

Drugi dzień zaczynamy około 9 rano, kiedy po prostu pakujemy się z powrotem, a bagaż zostawiamy w przechowalni, żeby po niego wrócić przed zakwaterowaniem w drugim hotelu. Udajemy się metrem do znanej dobrze dzielnicy Dubai Marina, gdzie chcemy zjeść śniadanie i przejść się po plaży. Dojazd zajmuje około 20 minut, a później spacerujemy przez kilka godzin. Marina to nic innego jak ekskluzywna dzielnica z wieżowcami, jachtami i sztucznym kanałem o długości około 3 kilometrów. Znajduje się tutaj masa hoteli, restauracji i mieszkań. Niektóre z nich mają nawet ponad 100 pięter, a podobnie niedługo mają być jeszcze wyższe.

Image

Image

Image

Spacer po Marina Walk to świetna sprawa, ponieważ jest tutaj aż 7 kilometrów chodników, wzdłuż których posadzono drzewa palmowe. Do tego jest tutaj sporo cienia, więc arabski upał jest nieco mniej odczuwalny. W końcu zatrzymujemy się w EETEN Urban Kitchen, gdzie zjadamy jedno angielskie śniadanie i wypijamy owocowy koktajl. Miejsce można ocenić bardzo pozytywnie – dobra obsługa, smaczne jedzenie i świetny widok. Cena była już mniej dobra (ok. 70 AED za całość) ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dalszy spacer był już po plaży JBR Open Beach. To plaża publiczna na której rzeczywiście zawsze jest dużo ludzi. Ma ona długość około 1 kilometra, a woda ma przepiękny kolor. Po spacerze wskakujemy ponownie do metra i wracamy po bagaże do hotelu ibis. Przypominamy sobie, że mamy do wykorzystania jeszcze vouchery, więc idziemy na zimne piwo do baru (bo co w taki upał mogłoby smakować lepiej). Teraz czekała nas nieco dłuższa trasa do drugiego hotelu w którym zatrzymaliśmy się w Dubaju, czyli Conrad Dubai. Znajduje się on tuż przy samej stacji metra World Trade Centre, dosłownie 2 minuty spaceru.

Image

Image

Image

Image

Image

Zakwaterowanie ma miejsce na jednym z najwyższych pięter w saloniku (dla statusu Gold i Diamond), gdzie dowiadujemy się o podwyższeniu klasy pokoju do Executive. Od razu dostajemy karty do pokoju, który położony jest kilka pięter niżej oraz vouchery do wydania w winiarni Cave, która znajduje się na terenie hotelu. Z pokoju jest widok na morze, a w zasadzie na wielką strefę budowy. Całość jest bardzo ładnie zaprojektowana, widać dużą dbałość o szczegóły. W pokoju nie zabrakło ekspresu do kawy oraz panelu dotykowego do sterowania światłem i zasłonami. W łazience jest osobna kabina prysznicowa, wanna i zestaw kosmetyków Shanghai Tang.

Image

Image

Pozostałą część popołudnia spędziliśmy na basenie, który robi świetne wrażenie i został zabudowany na 6 piętrze. Taka lokalizacja sprawia, że nie ma się pojęcia że jesteś właśnie przy najbardziej ruchliwej ulicy w Dubaju. Został on umieszczony na rozległym terenie z licznymi kwiatami, palmami i leżakami. Jest również dostępny bar. To coś więcej niż można by oczekiwać po typowo biznesowym hotelu.

Image

Image

Image

Do saloniku wracamy o godzinie 18, kiedy serwowana jest tam kolacja. Jest on naprawdę przestronny, wygodny i oferuje przyjemny widok na okolicę. Zabrakło w nim nieco więcej miejsc do pracy. Serwowane są dania na ciepło i na zimno, można też zjeść sporo owoców i słodkości. Do tego podawane są różne napoje, w tym także alkoholowe.

Image

Image

Image

Po kolacji ruszamy w kierunku Downtown Dubai, żeby pospacerować po olbrzymim centrum handlowym Dubai Mall oraz zobaczyć akwarium wypełnione między innymi rekinami. Naszym głównym celem jest jednak sztuczne jezioro Burj Lake, na którym odbywają się pokazy fontann Dubai Fountain. Do tego oczywiście w tle możemy podziwiać Burj Khalifa, który jest najwyższym budynkiem na świecie, ale też posiada największą liczbę pięter, najwyższą windę i posiadał najwyższy zewnętrzny taras widokowy (teraz ten znajduje się w Chinach na Canton Tower). Pokaz fontann jest fantastyczny i jest to moja ulubiona atrakcja w tym mieście, którą miałem już okazję kilka razy oglądać. Przy kolejnej wizycie na pewno bym zrobił to ponownie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Późnym wieczorem wracamy do hotelu, żeby odwiedzić wspomnianą wcześniej winiarnię Cave. Tutaj zamawiamy wszystkim dobrze znany, hiszpańską (chociaż może też portugalską) Sangrię. I tak właśnie kończy się drugi dzień tego wyjazdu. Kolejny już niestety będzie znacznie mniej szczęśliwy :roll:
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.


Ostatnio edytowany przez przemos74, 16 Paź 2020 15:36, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
SPLDER uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 28 Wrz 2020 19:19 

Rejestracja: 17 Wrz 2015
Posty: 174
niebieski
przemos74 napisał(a):
Jestem wręcz pewny, że są tutaj dziesiątki użytkowników, którzy latali już składakiem WizzAir + Cebu na Filipiny. Ja również, teraz już po raz trzeci postanowiłem wybrać się w ten sam sposób na azjatycki kontynent.


Chyba łatwiej byłoby wymienić kto nie leciał ;)

U mnie w Chromie nie wyświetlają się zdjęcia, w Firefoxie już tak. Ma ktoś ten sam problem?
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 28 Wrz 2020 19:29 

Rejestracja: 18 Maj 2014
Posty: 303
niebieski
W chromie nie pokazują się zdjęcia.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 28 Wrz 2020 19:30 

Rejestracja: 07 Lip 2012
Posty: 349
niebieski
Nvjc napisał(a):
przemos74 napisał(a):
Jestem wręcz pewny, że są tutaj dziesiątki użytkowników, którzy latali już składakiem WizzAir + Cebu na Filipiny. Ja również, teraz już po raz trzeci postanowiłem wybrać się w ten sam sposób na azjatycki kontynent.


Chyba łatwiej byłoby wymienić kto nie leciał ;)


Ja ;)

Nvjc napisał(a):
U mnie w Chromie nie wyświetlają się zdjęcia, w Firefoxie już tak. Ma ktoś ten sam problem?


U mnie odwrotnie ;)
Góra
 Relacje PM off
eskie lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 28 Wrz 2020 20:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 691
Loty: 256
Kilometry: 411 326
srebrny
A u mnie się wyświetlają i tu i tu, ja to mam szczęście :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 28 Wrz 2020 20:38 

Rejestracja: 08 Kwi 2018
Posty: 1
Mam ten sam problem, niestety
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 28 Wrz 2020 20:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Lip 2015
Posty: 154
niebieski
Skoro jednym działają zdjęcia (mi też w Chrome działa), a innym nie, to problem jest lokalny u tych, co im nie działa. Naprawcie u siebie i nie zaśmiecajcie tematu :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 29 Wrz 2020 20:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Kolejny dzień to dzień totalnego nic nierobienia. Rano schodzimy do hotelowej restauracji na śniadanie i tutaj zgodnie z oczekiwaniami jesteśmy oczarowani wyborem jedzenia i picia. Naprawdę trudno wszystkiego spróbować – oczy chcą, a żołądek już mówi dosyć. Dla mnie zawsze najważniejsze są świeże owoce, soki i dobra kawa. Tutaj wszystko to mamy dostępne. Brakuje jedynie jakiegoś fajnego widoku z restauracji. Po takim obżarstwie nie można robić nic innego niż leżeć, więc dalej korzystamy z basenu, ponieważ bez problemu dostaliśmy zgodę na wymeldowanie się o godzinie 16.

Image

Image

Image

Image

Image

Jak to luty w ZEA jest bardzo ciepło, nie ma chmury na niebie, a woda w niepodgrzewanym basenie jest na tyle ciepła że można wejść bez żadnej aklimatyzacji. To idealny czas, żeby przygotować swoją skórę pod palące filipińskie i indonezyjskie słońce za kilka dni. Dodatkowo dobry czas, żeby pouczyć się obsługi nowego sprzętu foto, który zabrałem po raz pierwszy na dalszy wyjazd. Od ponad 5 lat wszystkie fotki poza telefonem robiłem też kamerką Xiaomi Yi Action 4K oraz lustrzanką Canon EOS 1000D. Teraz udało mi się po tym czasie w końcu zdecydować na małe odświeżenie i zacząłem swoją przygodę z marką GoPro (ósemka) oraz bezlusterkowcem Sony Alpha III A7. Sami wiecie co to znaczy dla osoby, która od zawsze lubiła gadżety i nowe technologie.

Image

Image

Około godziny 14 robimy przerwę na tzw. afternoon tea, które jest podawane w saloniku. Dostępne są o tym czasie drobne przekąski, które w pełni zastępują nam obiad. Po tym pakujemy się, robimy godzinną siłownię i wracamy na basen, gdzie spędzamy czas aż do momentu, kiedy trzeba udać się na główne lotnisko w Dubaju na rejs do Manili. Zajmuje nam to tylko chwilę, ponieważ hotel Conrad jest położony przy samej stacji, podobnie jak lotnisko kilka kilometrów dalej. Ponieważ odprawa online nie była możliwa, to przechodzimy do stanowiska linii Cebu, gdzie otrzymujemy wydrukowane bilety. Jest także pytanie o bagaż, mamy tylko podręczny z dodatkową małą torbą na aparat, więc agent nie robi żadnego problemu i zaprasza do przejścia kontroli bezpieczeństwa.

Image

Tu wszystko przebiega bardzo szybko i sprawnie, jeszcze pokazujemy paszporty i możemy szykować się do lotu. Wpierw jednak wskakujemy do saloniku Ahlan w terminalu 1 (chyba mój ulubiony z Priority Pass w Dubaju) na kolację. Jest tutaj dostępny bardzo duży bufet z jedzeniem, ale można też co nieco zamówić z karty (np. pyszne spaghetti). Do tego nie brakuje drinków, które są idealnym sposobem na przetrwanie długiego (i zimnego?) lotu z Cebu. Tak więc próbujemy jak smakuje ichniejsza Margarita, a także wina musujące. Ponieważ zostało nam jeszcze trochę czasu to postanawiamy zobaczyć jak prezentuje się inna poczekalnia i mijając po drodze jeden z wielu Marhaba Lounge zatrzymujemy się tam na chwilę. Według mnie nie jest on jednak tak dobry jak Ahlan, przede wszystkim jest mniejszy, mniej wygodny i oferta gastronomiczna jest uboższa.

W każdym razie rozpoczyna się boarding, więc jak najszybciej ruszamy do wyznaczonej bramki. Samolot okazuje się w połowie pusty, więc zapowiada się przyjemny lot. Startujemy po godzinie 23, żeby około 12 dnia kolejnego wylądować w stolicy Filipin. W trakcie rejsu nie ma żadnego darmowego serwisu, jednak odbywa się on większość czasu w nocy, więc można się dobrze wyspać, tym bardziej mają do swojej dyspozycji po 3 siedzenia.

Image

Image

Lądujemy na terminalu 3 o czasie, chwilę przed rozkładowym czasem. To bardzo dobra wiadomość, ponieważ chcieliśmy uniknąć nocowania w Manili i od razu udać się na Boracay. Wygląda na to, że będzie to możliwe, ponieważ nasz rejs jest o 14:35, czyli za 2,5 godziny, jednak musimy jeszcze przejść kontrolę paszportową i zmienić terminal (z 3 na 4 z którego lata Philippines AirAsia).

Image

Wszystko przebiega nad wyraz sprawnie, więc cały stres z nas schodzi i jesteśmy już wręcz pewni że zdążymy. Stajemy jeszcze w kolejce po zakup karty SIM, którą można nabyć na lotnisku w Manili. Na Filipinach dostępnych jest kilku operatorów i trudno mi wskazać, który działa najlepiej. Za każdym razem korzystałem z innego i nigdy nie mogłem narzekać. Znowu bez większego czekania łapiemy bus lotniskowy, który kursuje pomiędzy terminalami i dostajemy się do T4, skąd polecimy na lotnisko Caticlan, które jest położone najbliżej wspomnianego Boracay’u.

Na lot AirAsia odprawiamy się w automacie i mając już bilety w ręku przechodzimy kontrolę bezpieczeństwa i wchodzimy do wielkiej poczekalni, skąd są przejścia do autobusów, które zawożą pasażerów na poszczególne loty krajowe. Jest już grubo po 13, więc pojawia się głód, a że ceny na lotniskach na Filipinach nie są jakieś paskudnie wysokie to rozglądamy się za jakąś przekąską i czymś do picia. Kiedy przychodzi do płacenia zaczynam szukać portfela w plecaku, znajduję go szybko i w tym samym momencie uświadamiam sobie, że czegoś mi tu brakuje. Zadaję sobie w głowie pytanie: „a gdzie do jasnej ch***** aparat?”. Zaczynam nerwowo wyjmować wszystko z jednego plecaka, następnie sprawdzamy drugi plecak i nie ma nic. Nie chce nam się aż wierzyć, że mogliśmy go gdzieś zostawić, może ktoś nam go ukradł, ale jak? Pojawia się podstawowe pytanie co teraz powinniśmy zrobić? Mamy dosłownie godzinę do odlotu… Rozpoczyna się prawdziwa walka z czasem…

Biegiem opuszczamy strefę odlotów i kierujemy się do agenta AirAsia. Pytam go czy jest późniejszy lot do Caticlan tego dnia, niestety nie ma. Proszę, żeby jak najszybciej zadzwonił na drugi terminal i sprawdził czy nie znaleziono torby z aparatem. Niestety wszystko to trwa za długo, więc po prostu opuszczamy terminal 4, wskakujemy do taksówki i jedziemy na terminal 3. Czas leci nieubłaganie. Jakieś 200 metrów przed wjazdem na teren terminalu rozpoczynają się korki, kierowca nie jest w stanie ich ominąć, a dla nas każda sekunda jest wagę złota. Podejmuję szybką decyzję, że się rozdzielamy. Ja wyskakuję z samochodu i biegnę do wejścia na lotnisko, a następnie do punktu „lost and found”. Natalia została w taksówce, żeby pod dojechaniu pod terminal wypłacić parę pesos i zapłacić za przejazd. Niestety nie mieliśmy wcześniej wymienionej gotówki, przez to lekkie komplikacje i tutaj.

Terminal 3 jest dobrze oznakowany, wbiegam po schodach do niewielkiego biura rzeczy znalezionych, opisuję swój problem i proszę o sprawdzenie czy w samolocie Cebu z Dubaju nie została jakaś torba z aparatem. Obsługa jest pomocna, od razu udaje się do samolotu, żeby sprawdzić czy coś zostało zgłoszone. Ja nerwowo czekam, tupię nogą, chodzę w przód i w tył, a zegar tyka. Zapewne już trwa boarding, a nasz samolot niebawem odleci. Nadzieja znalezienia aparatu trzyma mnie jednak przy życiu. Po chwili dostaję powiadomienie na moim telefonie od Revolut. Wypłata z bankomatu w Manili, kwota 10250 PHP ( ~817 PLN). Myślę sobie, o co chodzi? Po cholerę wypłacała aż tyle pieniędzy, przecież przejazd mógł kosztować maksymalnie jakieś 500 PHP, pewnie dużo mniej. Niestety nie mogę się w żaden sposób do niej dodzwonić/napisać, ponieważ kupiliśmy tylko jedną kartę SIM, a WiFi na lotnisku nie działa w żaden sposób.

Co chwilę spoglądam nerwowo na zegarek, nie wiem co ze sobą zrobić. Marzę już tylko żeby wrócił pracownik tego punktu i przyniósł mój aparat. I rzeczywiście po około 15 minutach wraca, z tym że bez torby z aparatem… W samolocie nic nie znaleziono i bardzo wątpi, że właśnie tam zostawiłem swój sprzęt. Bierze ode mnie dane kontaktowe, a mi zostawia swój numer telefonu, żebym mógł uzyskać jakąkolwiek informację później. Mocno rozczarowany biegnę z powrotem, jednak jestem świadomy, że szansa na złapanie samolotu jest znikoma. Na szczęście szybko znajdujemy się wzajemnie i łapiemy kolejną taksówkę, teraz prosimy o kurs z powrotem na terminal 4. Niestety nic nie udało się załatwić, a dodatkowo straciliśmy jak się okazuje 8000 PHP na przejazd pierwszą taksówką i jakieś 200 PHP za powrót. Brzmi kosmicznie, ale taksówkarz wykorzystał nasz pośpiech i niewiedzę o kursie. A przy braku dostępu do Internetu trudno było szybko sprawdzić i uświadomić sobie, że ta cena to zwykłe oszustwo. Stało się. O tym szybko zapominamy i biegniemy do hali odlotów z nadzieją, że złapiemy nasz samolot na Boracay. I w końcu karta lekko się odwraca, trwa boarding.

Wchodzimy na pokład i rozpoczynamy dokładną analizę tego co, gdzie i kiedy mogło się stać z torbą. Dochodzimy do jednego wniosku – ostatni raz robiliśmy nim zdjęcia po wyjściu z hotelu Conrad, a przed wejściem do stacji metra. Ja jednak przypominam sobie, że miałem go jeszcze, kiedy odbieraliśmy bilety od agenta Cebu na lotnisku. Jeżeli nie ma rzeczywiście w samolocie, to musiał zostać na lotnisku. Powoli składamy tę historię w całość.

Po godzinie lotu docieramy do Caticlan (MPH), które znajduje się przy samej wyspie. Wracać będziemy już z większego lotniska Kalibo, które jest jednak położone około 70 km dalej. Po przylocie kierujemy się na terminal portowy, skąd popłyniemy na Boracay (obecnie byliśmy na wyspie Panay). Przeprawa morska jest nieunikniona, a przy lotnisku czeka już tłum naganiaczy oferujących swoje usługi. Ten kilkumetrowy dystans pokonujemy pieszo i już jesteśmy przy przystani promowej. Tutaj pierwsze oznaki koronawirusa – już przed zakupem biletu sprawdzana jest temperatura każdego pasażera i trzeba wypełnić jakieś deklaracje (głównie czy było się wcześniej w Chinach). Po tym nabywamy bilety, płacimy jakąś opłatę portową i klimatyczną czy coś takiego i przechodzimy kolejne kontrole. Wszystko to wygląda jak tor przeszkód. Aaa i trzeba udowodnić, że ma się zarezerwowany hotel na wyspie, bez tego ani rusz.

Rejs nie trwa zbyt długo, nieco buja, ale ogólnie wrażenia są pozytywne. Na Boracay byłem już kolejny raz i dosyć dobrze wiedziałem czego się spodziewać. Po dotarciu na wyspę rozpoczyna się kolejna walka o klienta i kierowcy oferują przejazdy swoimi tuk tukami i taksówkami do hoteli. Większość turystów zmierza do przybytków położonych przy stacji 1, 2 i 3. My jednak mieliśmy nieco inny plan, ponieważ tym razem zarezerwowaliśmy hotel Savoy Hotel Boracay Newcoast, który znajduje się jeszcze na północ od stacji pierwszej, a przede wszystkim nie przy najpopularniejszej White Beach, ale z drugiej strony wyspy. Tereny tam są jeszcze nieopanowane przez masową turystykę i jest tam nieco spokojniej – brak setek restauracji, barów i biur podróży.

Łapiemy tuk tuka, negocjujemy cenę około 15 złotych i ruszamy w drogę, wcale nie taką krótką drogę (około 30 minut, 9 kilometrów). Oczywiście ruch uliczny tutaj jest totalnie chaotyczny i nieuporządkowany, a klaksony słychać na każdym kroku. Mimo wszystko cały ten „bałagan” funkcjonuje bardzo dobrze. W hotelu od razu dostajemy pokój i możemy odetchnąć z ulgą, że ten dzień powoli się kończy.

Image

Była godzina ~18, więc wykorzystaliśmy jeszcze że hotel Savoy oferuje darmowy transfer w okolice White Beach kilka razy dziennie (+ powrót). Taki przejazd zajmuje około 15 minut. Nie zdążyliśmy na zachód słońca, ale nawet teraz widok pochylonych palm i ten czysty piasek robiły wrażenie. Było oczywiście gorąco i nieco tłocznie. To wszystko ma jednak pewien niepowtarzalny klimat, za który jedni kochają Boracay, a inni omijają go szerokim łukiem. Na zakończenie dnia zjedliśmy kolację w Thai Basil Restaurant, którą zdecydowanie polecam, a najlepszą rekomendacją będzie to że w ostatni dzień tam wróciliśmy.

Image

To był ekstremalnie stresujący i wykańczający dzień. Pomimo, że minęło od niego sporo czasu to do dzisiaj mam gęsią skórkę pisząc o tym wszystkim. A jeżeli jesteście ciekawi co było dalej to zapraszam do kolejnych postów, które będę się starał umieszczać tutaj regularnie. Emocji będzie jeszcze więcej :? A na zachętę wrzucam pierwsze zrobione zdjęcie na Iligan Beach kolejnego poranka.

Image
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.


Ostatnio edytowany przez przemos74 16 Paź 2020 15:37, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 29 Wrz 2020 21:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Lip 2015
Posty: 154
niebieski
xionc napisał(a):
Skoro jednym działają zdjęcia (mi też w Chrome działa), a innym nie, to problem jest lokalny u tych, co im nie działa. Naprawcie u siebie i nie zaśmiecajcie tematu :)


Zajrzałem w kod strony i problemem jest to, że obrazki są podlinkowane z serwera po http, a fly4free idzie po https, więc obrazki obniżają bezpieczeństwo połączenia (można je w locie podmienić i wpłynąć na wygląd strony tak w skrócie), więc niektóre przeglądarki tylko krzykną ostrzeżeniem, a niektóre takie obrazki zablokują. Problem nie do końca taki lokalny jednak ;) i najlepiej jakby robiący relacje (nie tylko tę) wrzucali obrazki na zasoby wystawione po https 8-)

ps. Sorry za spam dla obserwujących relację...
pps. Jak to jest zły początek, to niezdrowo ciekawi mnie ten gorszy koniec :twisted:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 30 Wrz 2020 05:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 1419
Loty: 66
Kilometry: 132 538
Ostrzeżenia: 1
złoty
Bardzo mi sie podoba Twoja relacja!
Ponieważ więcej niż polowe zajmują opisy i zdjęcia jedzenia oraz fajnych hoteli do moczenia 4liter w basenach i plażach.
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 01 Paź 2020 20:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lip 2016
Posty: 459
srebrny
Jedna uwaga: W DXB zamiast Ahlan Business wybierz następnym razem Ahlan First Class Lounge. To o poziom wyżej.
Ahlan First Class nie działa na PP, ale działa za to na DC lub Dragona.

Druga drobna sprawa: Jeżeli w MNL dalej lecisz krajówkę to warto wziąć również Cebu (nawet gdy jest droższe od Air Asia czy PAL), ponieważ nie ma zmiany terminala to raz, a dwa że mimo tego że loty nigdy nie będą na jednym bilecie to obsługa Cebu zazwyczaj poczuwa się do odpowiedzialności tak jakby to była jedna rezerwacja i idzie się dogadać na ew. zmiany lotów itd.

W Caticlanie uwaga na naciągaczy bagażowych. Chętnie wyładują i przeniosą walizki do trike'a, ale stawki mają złodziejskie za taką usługę. Wiadomo jak to jest w takich miejscach ;) Tak jak z tą taryfą w MNL.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 08 Paź 2020 20:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Wracamy do relacji – przerwa była spowodowana nie czym innym, a podróżowaniem :)

Na Boracay’u spędziliśmy 5 nocy, trzy pierwsze w hotelu Savoy, a dwie następne w Airbnb (był to po prostu duży pokój z aneksem kuchennym, położony na północnym-zachodzie wysypy). Ponieważ nasze dni na wyspie wyglądały bardzo podobnie to nie będę opisywał każdego po kolei, ale po prostu opowiem kilka rzeczy z pobytu. Może okażą się dla kogoś pomocne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przedpołudniowy czas spędzaliśmy głównie na basenie lub na plaży Iligan Beach, czyli tej najbliżej hotelu. Można do niej było dotrzeć pieszo w kilka minut, lub meleksem hotelowym jeszcze szybciej. Na plaży jest idealny, przyjemny piasek i co istotne bardzo mało ludzi. Nie wspominając już o tym, że udało nam się raz wstać około 5 na wschód słońca (zobaczcie zdjęcia) i oczywiście wtedy nie było żywej duszy. Śniadania jadaliśmy w hotelu (były wliczone w cenę), ale były one monotonne i nie wyróżniały się niczym specjalnym. Można było zjeść w hotelowej restauracji lub na powietrzu, jednak było już zawsze tak ciepło, że na to decydowali się nieliczni.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Chciałem spróbować czegoś nowego, stąd też wybrałem ten rejon Boracay’u, jednak muszę szczerze przyznać, że wolę okolice White Beach, które może i są tłoczne i bardzo skomercjalizowane, ale za jakoś tam czuje się ten klimat którego brakowało tutaj. Brakowało także jakiś knajpek z niedrogim jedzeniem (tych już na całej wyspie coraz mniej, bo ceny wzrosły znacząco).

Image

Image

Image

Na White Beach codziennie bywaliśmy popołudniu i to był bardzo dobry wybór. Zachody słońca są tam czymś fantastycznym i przyciągają tysiące obserwujących. Do tego ciekawostką są lepione figury z piasku przez miejscowych z bieżącą datą przy których później można za kilka peso pstryknąć sobie fotkę. Bardzo ciekawy sposób zarobku. Innym miejscem, gdzie wszyscy robią sobie zdjęcia jest Boracay’s Grotto, czyli kapliczka położona na morzu, blisko plaży. Warto przypomnieć, że Filipiny to kraj katolicki i tutaj wiarę traktuje się bardzo poważnie.

Image

Image

Image

Jadaliśmy w różnych miejscach, jednak najbardziej w pamięci zapadła mi kolacja w restauracji… włoskiej! Jej dokładna nazwa to Trattoria Stella Cucina casalinga Italiana Diniwid Boracay. To dosłownie miniaturowa knajpa prowadzona przez Włocha i jego żonę, w której używa się tylko oryginalnych włoskich składników. Niestety ceny też są włoskie, ale smak to wynagradza. Piwka i przekąski kupowaliśmy na początku w sklepach 7-eleven, które są znaną międzynarodową siecią na wzór naszej Żabki. Ceny nie należą tam do najniższych, ale zawsze jest dobra dostępność. Później wyguglowaliśmy informacje o większym supermarkecie położonym przy głównej ulicy i rzeczywiście różnica była znacząca. Od tej chwili mogliśmy wypić i zjeść więcej ;)

Image

Image

Przy White Beach nadal nie ma jakiś olbrzymich resortów, raczej są tam małe, kameralne hotele i prywatne pensjonaty. Spacerując po niej można na każdym kroku podziwiać typowe dla tego regionu łódki ze stabilizatorami, które chronią je przed wywrotką na falach.

Image

Image

Image

Image

Nasza druga miejscówka była kawałek od najpopularniejszej plaży, a dojść tam mogliśmy przechodząc wybetonowanym chodnikiem wzdłuż wielkiej skały. Dokładnie to na uliczce na wprost plaży Diniwid, gdzie też piękne są zachody słońca. Trudno było spostrzec ludzi pływających z maską, ponieważ wszelka rafa koralowa w tej okolicy po prostu wymarła. Nie pozostało z niej praktycznie nic, głównie z uwagi na zanieczyszczenia i miliony turystów. Jak pewnie wiecie wyspa jakiś czas temu została zamknięta na kilka miesięcy. To sprawiło, że mieszkańcy stracili olbrzymie kwoty pieniędzy, ale z drugiej strony uniknięto katastrofy i udało się wykonać pewne remonty.

Image

Image

Image

Image

Image

My z pływaniem pod wodą też nie będziemy mieli dobrych wspomnień. Jak pamiętacie jesteśmy już bez głównego aparatu, bo ten zgubiłem w Dubaju. Tutaj GoPro 8 niestety okazało się w ogóle niewodoodporne i już po kilku zanurzeniach na głębokość nie większą niż 2 metry rozszczelniło się i do środka dostała się woda. W ten sposób w zasadzie straciliśmy drugie narzędzie do nagrywania wideo i robienia filmików z podróży. Co ciekawe, po paru dniach odkryliśmy że kamerka jednak działa kiedy jest podłączona do power banka, także momentami używaliśmy jej żeby cokolwiek nagrać na pamiątkę. Jednak przewodowa kamerka to zdecydowanie mało wygodne rozwiązanie.

Image

Image

Image

Wróćmy jeszcze do całego zamieszania ze zgubionym aparatem Sony. Oczywiście po przylocie na Boracay od razu skontaktowałem się z lotniskiem w Dubaju – jest dedykowany email do biura rzeczy znalezionych oraz z salonikiem, gdzie jedliśmy kolację. Ten drugi szybko odpowiedział, że nic nie znaleźli. Dużo większa nadzieja płynęła z wiadomości od biura rzeczy znalezionych, ponieważ tutaj dostałem odpowiedź, że przedmiot o podobnych cechach jest u nich i możliwe że to mój aparat. Moje szczęście było przeolbrzymie, jednak procedury z odbiorem tego były bardzo skomplikowane. W zasadzie pozostał tylko odbiór osobisty. Nawet chodziło mi po głowie kupienie szybko lotu w dwie strony za mile i próba odzyskania go. Z drugiej strony mocno pokrzyżowałoby to nasze plany i skróciło wakacje (to jednak co najmniej 9 godziny lotu z przesiadką + załatwienie wszystkiego). W związku z tym wiedziałem, że mam 6 miesięcy, żeby to załatwić. Szukałem już nawet lotów Wizz na kilka dni do Emiratów, żeby to załatwić jeszcze w I połowie roku. Sytuacja potoczyła się jednak zupełnie inaczej o czym opowiem dalej. Teraz wróćmy jeszcze do samego Boracay’u.

Image

Image

Image

Image

Image

Wcześniej wspomniałem Wam o tajskiej restauracji, którą odwiedziliśmy jeszcze ostatniego dnia w porze obiadowej i skosztowaliśmy kolejnego pad thai’a oraz tom yum. Jeżeli już jesteśmy przy jedzeniu, to w dniu kiedy taszczyliśmy nasze bagaże do Airbnb to po drodze napotkaliśmy na położoną z dala od turystycznego zgiełku małą knajpkę przy Diniwid Road, gdzie ceny i jakość jedzenia były świetne. W kolejnych dniach wracaliśmy tam na jakiś koktajl owocowy czy nawet na śniadanie.

Image

Image

Image

Image

Image

Nasz pobyt na Boracay’u dobiegł końca i musieliśmy pakować nasze plecaki i wracać z powrotem do Manili. Nasz plan podróży zakładał, że tę noc spędzimy po prostu w podróży – najpierw wzięliśmy około godziny 18 tuk tuka z ulicy i podjechaliśmy do przystani promowej. Opłaciliśmy rejs powrotny (już po ciemku) i dalej już zdaliśmy się na naganiaczy którzy jechali do Kalibo na lotnisko. Nie pamiętam już dokładnej ceny, ale było to nawet mniej niż przewidywałem, a droga wcale nie jest krótka.

Image

Image

Lot z Kalibo do Manili był zaplanowany na godzinę 22:30, czyli bardzo późno. Żeby umilić sobie ten czas to zakupiliśmy w sklepie spożywczym przed lotniskiem małe co nieco. Osoby, które były na Filipinach na pewno doskonale poznają ten zestaw – rum Tanduay i Coca Cola. Ten pierwszy nieco droższy od tego drugiego, ale oba współgrają ze sobą odpowiednio ;) Warto dodać, że restauracje obok lotniska były zamykane przed 21, więc nie udało nam się zjeść jakieś kolacji, ale mieliśmy nadzieję zrobić to jeszcze w stolicy przed kolejnym lotem. Tym razem podróżowaliśmy filipińskimi liniami AirAsia na pokładzie A320. Lot bez żadnej historii, brak sprawdzania wielkości bagażu i wszystko zgodnie z rozkładem.

Image

Image

Image

To wszystko pozwoliło nam zdążyć na niechronione (bo na różnych biletach) połączenie Cebu (po godzinie 2 w nocy) bezpośrednio na Bali. Wcześniej jednak kolacja w saloniku w Manili – było jedzenie na ciepło, sporo zimnych przekąsek, a także napoi. Samoobsługa i dobrze działające WiFi. Oczywiście o tej godzinie byliśmy prawie sami, ale świetnie że poczekalnia jest otwarta całą dobę.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.


Ostatnio edytowany przez przemos74, 16 Paź 2020 15:37, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 08 Paź 2020 21:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lip 2016
Posty: 459
srebrny
@przemos74 Możesz podać nazwę lub pinezkę do tej knajpy przy Diniwid Road?

Przy okazji: na Diniwid Beach po prawej stronie (stojąc na plaży i patrząc w ocean) jest wzgórze u podnóża którego chodziłeś tą betonową ścieżką. Jakieś dwa lata temu był tam pożar i do dziś stoją spalone chaty. Na szczycie tego wzgórza jest jakiś słynny mistrz kung-fu czy podobnego sportu walki (nie wnikałem). Podobno to człowiek mega legenda. Aktualnie pustelnik. Niektórzy podróżują przez pół świata w to miejsce mając nadzieje na lekcje u mistrza. Ot taka legenda, aczkolwiek zasłyszana już z kilku źródeł.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 08 Paź 2020 22:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
To będzie gdzieś w tym miejscu: https://goo.gl/maps/DGTUY68rvY1qZcPC6

Tak, byłem świadkiem tego pożaru - również wtedy byłem na Boracay'u i mieszkałem bardzo blisko, widziałem wszystko z okna pokoju. A legendy nie znałem - bardzo ciekawa sprawa!
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
ofer uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 11 Paź 2020 07:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lis 2011
Posty: 364
niebieski
Umiesz budować napięcie z tym aparatem :)
Remigiusz Mróz mógłby się u ciebie szkolić .
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 14 Paź 2020 00:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Kolejna część wyjazdu i oczywiście kolejne problemy ;) Poza tym znowu hotele i jedzenie - ostrzegam, tu nie ma zbyt wiele zwiedzania. Taki typ wyjazdu:)

Lot Cebu trwał około 4 godziny i większość tego czasu po prostu przespaliśmy. Wiem, że bardzo długo śledziłem ceny tego konkretnego rejsu i udało mi się kupić bilety za $50, co uważam za dobrą cenę. Kiedy lądowaliśmy na Bali robiło się już jasno. Mieliśmy też zaplanowany scenariusz pierwszego dnia. Przede wszystkim wpadliśmy na pomysł, że wypożyczymy jakiś, a najlepiej ten sam aparat tu na wyspie. W związku z tym znaleźliśmy dwie firmy, które takie coś oferują, z czego jedna była dosłownie 10 minut jazdy od lotniska. Dogadaliśmy się z nimi przez Whatsupa odnośnie ceny i dokładnego sprzętu (body + obiektyw). Nie powiem, że był to deal życia, bo takie wypożyczenie do najtańszych nie należy, ale sprzęt był wręcz nowy (Sony Alpha A7 III + bardzo ostry obiektyw też Sony, ale nie pamiętam dokładnego modelu). Myśleliśmy też żeby wziąć GoPro, ale nie było żadne dostępne w tym momencie. Niestety cały proces skompletowania zestawu i wydania go zajął ponad godzinę. Na koniec okazało się, że jedyną opcją zastawu jest paszport (!). To sprawiło, że prawie zrezygnowaliśmy, ponieważ paszport jednak jest ekstremalnie ważny w podróży, a dodatkowo nasz plan zakładał popłynąć na Gili i Lombok, a następnie wrócić na Bali samolotem. I tutaj pojawiła się druga przeszkoda – czy uda się wejść na pokład krajowego rejsu bez dokumentu tożsamości (dowód osobisty raczej nie będzie dla nich odpowiedni). Zaczęło się szukanie informacji w Internecie i dzwonienie do linii lotniczej (AirAsia). Niestety nikt nie potrafił udzielić konkretnej, rzetelnej odpowiedzi. Dopiero po pewnym czasie do wypożyczalni wszedł inny klient, który wyglądał na zaznajomionego z tematem i odpowiedział z dużą dozą pewności, że dokumenty nie będą sprawdzane, a na pewno dla lotu krajowego wystarczy ksero paszportu.

Image
Lotnisko w Denpasar tuż po walentynkach ;)

Tym samym postanowiliśmy zaryzykować, zostawiliśmy w zastaw paszport, zapłaciliśmy za sprzęt (dobre kilkaset złotych) i zamówiliśmy Ubera do naszego pierwszego hotelu, do Ubud. Podróż zajęła około 1 godziny.

Image

Image

Image

Nasze pierwsze miejsce zakwaterowania to prawdziwa perełka: Green Space Villa. Uważam, że hotel ten oferuje najlepszy stosunek ceny do jakości, jak uzyskaliśmy na Bali. Miejsce to nie jest położone w centrum Ubud, ale można tam dojść pieszo, a w pobliżu także są restauracje czy pralnie (te miejsca były nam potrzebne). Do Małpiego Lasu jest około 3 kilometrów, i miejsce to oczywiście polecałbym odwiedzić. Ja miałem okazję zrobić to już dwukrotnie, więc tym razem nieco zmieniliśmy plan. Miało być wolniej, spokojniej i bez spiny.

Image

Image

Image

Wróćmy do hotelu – składa się on z kilku bungalowów, które położone są wokół ładnego basenu. Wśród całego kompleksu znajdujemy masę pięknych kwiatów i roślin. Do tego przestronny pokój i łazienka na zewnątrz. Całość tworzyła świetny klimat. A poniżej możecie zobaczyć jakie ceny są w tym miejscu i już macie odpowiedź dlaczego warto wybrać to miejsce.

Image

Po przyjeździe od razu ruszyliśmy ochłodzić się w basenie, a następnie spakowaliśmy nasze ciuchy i zanieśliśmy do pralni. To wielki plus, że tutaj można tanio zrobić pranie, ponieważ podróżowaliśmy tylko z bagażem podręcznym (dosyć małym). Później udaliśmy się do jednej z lokalnych jadłodajni, czyli tzw. warungu. Nie było akurat nikogo, ale to właśnie ten lokalny klimat cenię sobie najbardziej. No i ceny są zdecydowanie przyjemniejsze.

Image

Image

Image

Samo Ubud to kulturalne centrum wyspy, w którym znajdziecie setki sklepów z antykami, tkaninami czy obrazami. Do tego pełno galerii i pracowni artystycznych. Wszystko to jednak utrzymane jest w balijskim stylu, dzięki czemu nieraz nie wiemy czy to świątynia czy po prostu zwykły sklep. Na miejscu najlepszym środkiem transportu jest oczywiście skuter, ale my tym razem z niego nie skorzystaliśmy. Pozwala on na maksymalną swobodę, unikanie korków i możliwość wdychania powietrza w którym czuć kadzidła wraz z balijskimi przyprawami.

Image

Image

Image

Co jadaliśmy w Ubud? Z kolejnych dni będą nowe zdjęcia, ale już teraz warto sobie powiedzieć, że najczęściej było to mie goreng, czyli smażony makaron typu stir fry, a także sate ayam, czyli szaszłyki z różnego rodzaju mięsa w sosie orzechowym. Oczywiście spróbowaliśmy także np. soto ayam (indonezyjski rosół) czy gado gado (mieszanka warzyw). W ogóle to w Ubud dobrym pomysłem jest udanie się na kurs gotowania. Oferty znajdziecie praktycznie wszędzie. Może i mi kolejnym razem uda się tam wybrać. Warto też podkreślić, że chyba w całej Indonezji jest problem ze znalezieniem miejsc do jedzenia poza ściśle turystycznymi miejscami.

Image

Image

Image

Image

Image

Wcześniej zapomniałem napisać, że oczywiście od razu po dotarciu na Bali kupiliśmy kartę SIM lokalnego operatora, żeby mieć kontakt ze światem. To rozwiązanie jest zdecydowanie najlepsze i wcale nie takie drogie.

Image

Image

Image

Image

Image

W kolejnych dniach mieliśmy w planach odwiedzić tarasy ryżowe oraz Market w Ubud. Tylko tyle w tej okolicy, ponieważ mieliśmy już w poprzednich latach okazję zwiedzić Saraswati Temple czy Ubud Palace, które oczywiście mocno polecamy.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.


Ostatnio edytowany przez przemos74 16 Paź 2020 15:35, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 14 Paź 2020 00:44 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1700
Loty: 160
Kilometry: 172 049
Zostawić paszport w obcym miejscu w Azji... Odważnie :D
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 14 Paź 2020 07:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lis 2011
Posty: 364
niebieski
Ceny na luty 2021 nie są juz tak atrakcyjne.
Chyba planują sobie odbić tegoroczne straty.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 14 Paź 2020 09:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1997
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Ooo, rzeczywiście dużo drożej. To już nie byłby takie dobry deal:)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 39 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot], Google Adsense [Bot] oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group