Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 22 Maj 2018 19:48 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
POCZĄTEK - czyli po cholerę do USA w lutym :)
- - - -
Są takie wyjazdy, gdzie to cena lub promocja jest czynnikiem decydującym. Ma to swoją wartość zaskoczenia, zmiany otoczenia na takie, o którym człowiek sam by nie pomyślał.
To jednak nie był taki wyjazd :) Każdy (przynajmniej na fly4free) ma na pewno swoją bucket listę podróży wymarzonych, a dla mnie takim miejscem był od zawsze Yellowstone. Jednak, pomimo dwukrotnego wcześniejszego pobytu w Stanach, nie udało mi się do niego dotrzeć.
Dlaczego? Odpowiedź jest pewnie standardowa - było tyle do zobaczenia, że na dojazd i pobyt w Yellowstone, ktory leży praktycznie poza szlakiem nie starczało czasu.
Tym razem miało być inaczej. Plan ułożyłam na październikową podróż roku pańskiego 2017, porezerwowałam nawet część hoteli, samochod i … o ironio - okazało się, że nie ma szans dla mojego M na urlop w tym terminie (trzy tygodnie, niestety, to czasami wyzwanie). Za to luty to pierwszy termin kiedy mozemy oboje wziac urlop. Także urlop w lutym trzeba wziąć bo nastepny termin znow nie wiadomo kiedy.
Hm. Prawie depresja ;) już tak się nastawiłam ze pojedziemy do USA, zobaczę wreszcie to Yellowstone, że nie mogłam tego przeżyć. Przejrzałam gdzie tu sezon w lutym, Argentyna (też na bucket liscie), Kostaryka i Nikaragua (podobnie) - pozbierałam dane, byłam na kilku pokazach podróżniczych, prawie sie nawet zapisałam na hiszpański ;) ale ciągle z tyłu głowy miałam, że znów odkładam na nie wiadomo kiedy to, o czym już od dawna myślałam i planowałam.
Jak to mawiają, czasami po prostu trzeba przestać analizować a zacząć działać. Mój M tylko stwierdził - to jedźmy do USa to prosty kraj, odpoczniesz, bo nie bedziesz tyle się przygotowywać (sic!).
No i poszło.
Plan ogólny:
jako że ciężko nie zdawać sobie sprawy jak bardzo poza sezonem mieliśmy jechać przejrzawszy średnie i rzeczywiste historyczne temperatury w rejonie w ktory mielismy jechać stwierdziłam, że sensowny plan to tydzien na południu, tydzień pośrodku i tydzień /około/ w Yellowstone. Milaszczy wyszło sporo bo ok 3200 mil, ale - na trzy tygodnie - do przeżycia
Jako że główne atrakcje w rejonie mamy “zaliczone”, niektore dwukrotnie, chciałam żebysmy skupili sie na tym, czego jeszcze nie widzieliśmy albo tym, gdzie czulismy niedosyt.
W związku z czym zgrubny plan zwiedzania “na spokojnie” zapowiadał się następująco:
Death Valley->Sedona->Petrified Forest National Park->Mesa Verde NP->Arches, Canyonlands-> Hwy12->region Escalante->okolice Page i Kanab-> i na deser Yellowstone.
MAPA (w trzech częsciach bo google mnie olało) przedstawia sie nastepujaco:

Załącznik:
0 mapa.jpg
0 mapa.jpg [ 94.33 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
0a mapa.jpg
0a mapa.jpg [ 93.65 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
0b mapa.jpg
0b mapa.jpg [ 94.39 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Mało? Dużo? oceńcie sami :) Ja gdyby nie to, że celem był Yellowstone obciełabym jeszcze z 1000mil bez litości :)

Bilety:
początkowo najbardziej sensownym planem wydawało się kupienie biletów multicity do Vegas i wylot z powrotem do Salt Lake City. Chodzilo o to zeby w Yellowstwone być maksymalnie pod koniec lutego aby najmniej eksponować się na ryzyko syberyjskich mrozów.
Niestety ceny zarówno biletów w tym układzie jak i samochodu zabijały, w związku z czym zdecydowalismy sie na bardziej ekonomiczna wersję, czyli wylot i powrot do SLC. Bilety zakupilismy w cenie 2400 za osobę (Lufthansa + United) - znalezione przez Skyscanner a kupione przez GotoGate.
Później okazało się że być może dzieki temu znów mielismy szczęscie bo w południowych stanach nie zawsze mają opony do jazdy w zimie.
Zaraz po zakupie (jakies zaufanie do skyscannera sprawiło zaćmienie i brak wcześniejszego sprawdzenia) zorientowalam sie jak bardzo niepolecany jest GotoGate jako pośrednik. Ale numery e-ticketów przyszły, wszędzie rezerwacje widoczne, więc uznałam że nie powinni nam wyciąć żadnego numeru. Przy okazji sprawdzania GoToGate okazalo sie ze w United mozna od razu zabookowac sobie miejscówki ;) bo w Lufie dopiero przy odprawie. Uff, na razie ok.
Dla informacji: Kilka razy przychodziły mi zmiany tej rezerwacji, ale za kazdym razem na korzyść (tzn raczej optymalizowały czas podróży niz cokolwiek psuły).
Samochód:
Wybraliśmy ALAMO, głownie z uwagi na przejrzyste warunki rezerwacji, możliwość dodania ubezpieczeń. No i też SUV wychodził z ubezpieczeniem najtaniej -1500 USD za 3 tygodnie (wersja za mid size SUV ze wszystkimi ubezpieczeniami, road assistance, dodatkowym kierowca i wszystkim co sie dało ;)
Ubezpieczenie: wzielismy najwyższa opcja ubezpieczenia (wyszo ponad 1000 zl), kupione w PL. Na USA nie oszczędzamy na ubezpieczeniu bo lepiej zaplacic niz pozniej spłacać koszty samemu.

DZIEŃ 1 (10.02.2018) perypetie bagażowo przesiadkowe
- - - -
Lot mamy skonstruowany wg mnie sensownie, tzn wylatujemy ok 9.00 rano z Polski i dolatujemy wieczorem do USA (ta wersja jeśli od razu albo prawie od razu idziemy spac pozwala nam przetrwać bez jet laga co wcześniej praktykowaliśmy).
Pierwsze schody zaczynają się na lotnisku WAW.
Spakowaliśmy sie w jedna walizke zeby móc w kartonie nadać ewentualne zakupy na powrocie. Niestety nasza waga domowa chyba coś zastrajkowala bo mamy zamiast 23 kg az 26. A lot pełny (nie byla to ściema), wiec pan nas informuje ze musi restrykcyjnie trzymac sie limitow (to nic ze nadajemy tylko jeden bagaz zamiast dwoch). Co gorsza wazy nam tez podręczny. Moj M ma aż 11 kg :O to o 3 kg za duzo, ale tam same aparaty itp, nie bardzo jest z czego zdjąć. W koncu wyciagamy maly plecaczek z walizki, robimy przepakowanie na srodku lotniska, obiektywy idą po kieszeniach (;) no i pan na “check-inie” “zalicza” nam bagaż tłumaczac sie gęsto ze musi tak robić (a my zapewniamy go, że rozumiemy oddychajac z ulga ze bylismy ciut wczesniej zeby cała akcję przeprowadzic).
Skoro już możemy nadac bagaż tenże sam Pan informuje nas, ze nasze bagaze będą do odbioru i re-checkinu w .. Denver. Przypominam, że cieszyłam sie wczesniej z krotkich przesiadek :) jak widac czlowiek uczy sie caly czas. Okazuje się, że - ponieważ wcześniej nie przesiadaliśmy sie na terenie USA to nas taki zonk ominal. Ale nie tym razem. Zrezygnowana - bo myslałam ze to taki regularny ponowny check in - stwierdzam, ze Denver jest blisko SLC, najwyzej nas wysla nastepnym samolotem bo przesiasc sie nie damy rady (immigration i ponowny check-in w 2h? no way, w LA jak lądowalismy to chyba samo immigration zajelo nam ponad godzinę).
Ale lecimy. Lufthansa ok, przesiadka we Frankfurcie. Tam mamy chwile, a przed samym Gatem jest … ogrodek piwny, wiec siadamy na wurścika z piwkiem. Niesamowite jest to ze ceny byly naprawdę rozsądne a jedzonko dobre. Okęcie - uczyć się :)
Załącznik:
0b1.jpg
0b1.jpg [ 110.7 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Następnie wsiadamy znow w pełny ale tym razem większy samolot. Miejsca przy odprawie zajęłam po obu stronach korytarza, żeby móc chodzić i prostować kości. Lot trwał 10h więc przy kiblu rozwinęła sie regularna sala ćwiczeń, starsi, młodsi, bez roznicy. ;)
Podsłuchuję, że Niemcy - para siedząca obok mnie lecą do Denver na narty :O (jakby u siebie mieli złe warunki). Co lepsze po kilku godzinach robią cos czego nie widzialam chyba od czasow bliskich PRLowi - wyciągają kanapki i gotowane jajka i wcinają tę walowke :O. Dobrze, że kabanosów nie wzieli :D
Załącznik:
0c.jpg
0c.jpg [ 47.12 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Jedzenie w Lufie i united moze nie powala, ale przynajmniej nie bolal mnie po nim brzuch jak po “posiłkach” w Aeroflocie :D
W Denver przy wysiadaniu z samolotu ustalamy ze bez strat czasowych biegusiem do immigration. Wszystko jest jasne dopóki nie natrafiamy na dwa korytarze. Ten górny dla tych z ESTA i e-paszportami - tam ida wszyscy. I zjazd na dół schodami oznaczony jako VISA - tam nie idzie nikt. Konsternacja, co robić. Ale nic to - jeszcze raz czytam nie chce byc inaczej, że VISA na dół to trzeba się zastosować. Na dole praktycznie nikogo, ale jednak dwie osoby w kolejce, w tym jeden Polak, uff jeszcze dopytuję Straż Graniczną ichniejszą i tak, to dobra kolejka. Po 5 min przechodze (dla informacji: ci z ESTA tez sie pojawili w tej kolejce calym tłumem ale musieli wcześniej elektronicznie wypełnić deklaracje i pobrac wydruk, elektroniczne kioski byly wlasnie na gorze. Czasami więc visa nie jest taka zla).
Jak sie jednak okazuje żadna korzyść nie wynika dla nas z wczesnego przejscia przez immigration - ponad godzinę czekamy na bagaże :( W tym czasie sprawdza nas tłuściutki piesek Beagle na okoliczność posiadania jedzenia i czego tam jeszcze.
Jak już zostaje pol godziny do zamknięcia bramki na lot do SLC godze sie z mysla ze dzis juz nigdzie nie polecimy.
I tu zaskoczenie. W końcu wychodzą bagaże, i my wychodzimy z hali - jeszcze nie do konca na zewnątrz tylko w korytarz a tam stoi mnostwo walizek i jest wydrukowana, przyklejona na scianie kartka “re-check in”, podchodzimy, obserwujemy chwile jak Pani lata miedzy walizkami i zczytuje kody kreskowe bagazy. Pytamy czy my tez tak samo mamy to zostawić. Pani na to że tak. Jak nas odpikuje to mowi nam ze mozemy iść do odprawy/security na lot do SLC. System dość dziwny, ale zostawiamy nasze bagaze w tym, jak nam sie wydaje, chaosie na środku korytarza i biegniemy do security na lot wewnętrzny, bo nie ma już naprawdę czasu. Bagaze najwyzej doślą ;).
szybko galopujemy przez lotnisko

Załącznik:
0fa.jpg
0fa.jpg [ 104.97 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


tu schronienie dla mężczyzn, kobiety w razie tornada giną ;)
Załącznik:
0d.jpg
0d.jpg [ 50.39 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Na samolot zdązamy. Okazuje sie, ze w Denver jest atak zimy. Do samolotu idziemy wiec … na piechote po śniegu :) Wchodzimy po tak oblodzonej kladce na schodki ze nawet moje sniegowce (w ktorych lecę bo ciezkie) odmawiaja przyczepności i musze sie podciagnac na barierce zeby dotrzec z tej śliskiej jak diabli platformy do części gdzie sa juz schody.

coś mało tego śniegu, ale ile zamieszania??
Załącznik:
0e.jpg
0e.jpg [ 59.75 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Moj M pada i juz nie pamieta nawet startu. Ja widząc ich “przygotowanie” do zimy czekam bo mam irracjonalny stresik czy odlodza samolot. Jak nas jednak zaczynaja polewać płynem to zaczynam się dobrze bawić bo na myjni chyba zuzywaja mniej srodkow niż napakowali na nasz maly samolot. Po starcie odplywam.
Lądujemy po godzinie i z pewnym zdziwieniem zbieramy nasz bagaz z taśmy (jednak dotarl) i idziemy po samochod. Tak jak w rezerwacji - wszystko mamy wliczone. Do miliona dolarów. Pan na check-inie zapewnia nas że trudno osiągnąć ten limit. ;) My (szczerze) zapewniamy go ze nawet nie zamierzamy próbować. ;).
Jeszcze tylko nas kilkukrotnie poucza czego nam nie wolno:
1. wjazdu do Meksyku
2. jazdy offroad. I tutaj zastanawialiśmy sie później wielokrotnie, czy jazdę takimi drogami jak:
racetrack Playa
droga do peekaboo&spooky
droga do the wave
Droga do gooseneck
czy też np przejazd Monument Valley Loop, który już kiedys robiliśmy zaliczyliby do jazdy offroad skoro drogi tam są ale niekoniecznie super ;). Nie odważyliśmy sie jednak zapytac, może jednak ktoś wie? :)
Ponownie sprawdza sie u nas zasłyszana kiedyś zasada aby nie rezerwowac docelowego samochodu jaki bysmy chcieli tylko klasę niższy. Zamiast MID SUV dostajemy normalnego SUVa i to AWD. Dojeżdżamy do hotelu przy lotnisku SLC i efektownie padamy :).
tu nasz samochodzik:
Załącznik:
0g.jpg
0g.jpg [ 85.12 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


DZIEŃ 2 (11.02.2018) kiedy jedziemy w kierunku ognia
Rano budzimy się bez budzika o 5.00. Śniadanie pomijam milczeniem, sztuczne do granic możliwości. Nie jem nic. Ten dzień w zasadzie mamy przeznaczony żeby odbić na południe. Mróz w SLC siarczysty (ok -7 stopni naszych), ale - ku naszemu zdziwieniu - nikt nie jest ubrany tak jakby było zimno. Nieraz na stacji widzimy jak ludzie, w tym dzieci wyskakują z samochodów w bluzach, kilka razy widzieliśmy delikwentów w szortach i klapkach z gołymi nogami :O. Trochę szok. Później przekonujemy się że to chyba jakiś trend, i to nie tylko w okolicach SLC, bo to my, ubrani tak, żeby nie wytracać ciepla, byliśmy dziwolągami.
Załącznik:
cieplo jest w zimie.jpg
cieplo jest w zimie.jpg [ 87.77 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Głodni po nieistniejacym sniadaniu zjezdzamy po drodze do wiekszej stacji, czy też rest area z jedzeniem.
Niestety jest tylko taco bell i subway. Wybieram cos wydaje sie bezpiecznego ale po jednym kęsie wybieram głodówkę.
Ktoś przybrał na wadze w USA? dla mnie to najlepszy kraj odchudzający ;)
Po kilku godzinach jazdy dojeżdżamy do Valley of Fire i zapominam o głodzie bo Park jest piękny - na pewno wart zwiedzenia. Idziemy na kilka szlaków żeby obejrzeć fantastyczne formacje skalne z jakich środkowe Stany słyną. Tym piękniejsze że słońce daje już ładne światło. Z mniej dobrych wiadomości okazuje się ze State Parki nie są objęte programem Annual Pass więc płacimy 10 USD za wstep.

Załącznik:
1a.jpg
1a.jpg [ 138.81 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
1b.jpg
1b.jpg [ 112.28 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
1c.jpg
1c.jpg [ 128.1 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
1d.jpg
1d.jpg [ 112.8 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Po serii zachwytów zbieramy się i już po ciemku dojeżdżamy do Las Vegas. Wybrałam tam możliwie tani hotel, który niestety odradzam,(chodzi o Circus). Poprzednio jak bylismy w LV hotele nawet te starsze byly bardziej na poziomie, tutaj źle trafiamy ale to hotel na jedna noc, wiec nie szukamy nic innego. Uczulam jednak że w przypadku tego hotelu lepszy byłby jakikolwiek motel. ;)
Ponieważ bylismy juz w LV poprzednio odpuszczamy wieczorem atrakcje Stripa tylko jedziemy na zakupy do outletów (trzeba zaczac gromadzic rzeczy na drugi bagaż).

DZIEŃ 3-4 (12-13.02.2018) Piekło (trochę) oswojone
(Death Valley)
Rano budzę się, jeśli nie chora, to mocno przeziębiona. Niestety przyzwyczajenie z PL ze budynki trzymaja cieplo było bardzo zwodnicze. Budynki tutaj sa z czegoś na kształt płyt pilsniowych nieogrzewane, bardzo szybko wytrącają cieplo. Nie mają też centralnego ogrzewania. Trzeba bylo cala noc grzać klimatyzatorem, a ponieważ tego nie zrobiliśmy zrobila sie lodowka (amplituda temperatur na pustyni, normalka).
Po krótkich odwiedzinach w aptece i wybraniu z całej ściany leków na przeziębienie tych najtanszych (wszystkie maja ten sam sklad) oraz zjedzeniu dużego śniadania w knajpie (oczywiście omlet i wafle) jedziemy do Death Valley, w której już raz byliśmy ale w lecie.
Zafascynował nas jednak na tyle ten marsjanski krajobraz że postanowiliśmy odwiedzic to miejsce ponownie, i dać sobie chwilę więcej czasu, skoro jestemy w tutejszym sezonie (jakkolwiek dziwnie to brzmi), czyli zimą.
Sniadanko:
Załącznik:
2a.jpg
2a.jpg [ 90.41 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

często spotykany na południu, o dziwo kempingi pełne :)
Załącznik:
2b.jpg
2b.jpg [ 114.46 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

dojeżdzamy do....
Załącznik:
2ba.jpg
2ba.jpg [ 50.95 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

i prosto w stronę przygody:
Załącznik:
2bb.jpg
2bb.jpg [ 141.52 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Ktoś widział biegaczy i rowerzystów w Death Valley w lecie? Ja nie doświadczyłam. Kto był w tym okresie, ten doświadczył na własnej skórze, że ciężko nawet na dłuższa chwilę wytrwać poza samochodem. Oczywiście przeżycie DV w lecie też jest warte wycieczki - takie ekstremalne temperatury to niezapomniane doświadczenie :)
W sezonie jednak można obserwować rozkwit wszelkich aktywności. Odbywaja sie prelekcje, obserwacje gwiazd i hikingi z Rangersami. Ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, biwakują itp.
Program rangersów
Załącznik:
2c.jpg
2c.jpg [ 60.58 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


W Death Valley na spokojnie pojechaliśmy do większości znanych punktów w tym na Badwater pochodzić już daleko polami solnymi, a nie tylko 100 metrów fotka i ucieczka do samochodu :D
Załącznik:
2ca.jpg
2ca.jpg [ 76.02 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
2d.jpg
2d.jpg [ 80.83 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
2e.jpg
2e.jpg [ 52.85 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Pojechalismy na pole golfowe
Załącznik:
2f.jpg
2f.jpg [ 156.23 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


przeszlismy się po małym kanionie
Załącznik:
2bc.jpg
2bc.jpg [ 123.38 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


temperatura była bowiem bardzo przyjemna:
Załącznik:
2g.jpg
2g.jpg [ 68.84 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Doświadczyliśmy zachodu słońca a później siedzieliśmy sobie i oglądaliśmy drogę mleczną nad Mesquite Sand Dunes (można przejść sie wydmami bez ryzyka ugotowania sobie stop żywcem).
Załącznik:
3i.jpg
3i.jpg [ 47.94 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3j.jpg
3j.jpg [ 64.63 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Jedynym utrudnieniem bylo jak w kompletnych ciemnościach (jeśli planuje się obserwować zachod słońca), ktore mialy zapasc oznaczyć drogę do samochodu. Każdy z tym problemem radzil sobie na swój sposób
Załącznik:
3k.jpg
3k.jpg [ 79.65 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Na następny dzień, ponieważ mieliśmy 4WD i caly dzien do zagospodarowania w Death Valley to początkowo planowaliśmy wycieczkę do Racetrack playa. Każdy kto jednak jeździł po stanach wie ile ta sie kilometrów robi, wiec jak zestawiliśmy konieczność jechania dodatkowo ok 6h samochodem (3 w jedna 3 w druga) z możliwością rozprostowania kości i hikingu po Death Valley to wygrał Golden Canyon i hiking z tej strony do Zabriskie Point :)
tu dobra rozdzielczosc:

Załącznik:
2018-05-22 19_29_35-Golden Canyon, Gower Gulch and Badlands Route Map.jpg
2018-05-22 19_29_35-Golden Canyon, Gower Gulch and Badlands Route Map.jpg [ 178.99 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

a tutaj pokolorowane po amerykansu łopatologicznie oznaczone ilosci godzin na szlaku ;)

Załącznik:
mapa Golden Canyon 1.jpg
mapa Golden Canyon 1.jpg [ 100.53 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Hiking w zimie nie jest jakiś szczególnie wytężający dla zdrowej osoby. Jako ze bylam mega przeziębiona nie szło mi sie łatwo (w zasadzie chodzilo o oddychanie), wiec trase zrobilismy w 3 i pol godziny z przerwami (dla chorego) i przerwami na zdjęcia no i przerwa na podziwianie ciszy. Pierwsza częsc trasy (zaczynając od lewej) jest z podejściem pod pagórki, nabiera sie wysokosci zeby od drugiej strony podziwiać Zabriskie Point, przy Zabriskie Point schodzi się na dół i wraca się szerokim korytem rzeki (ta część jest juz bardzo łatwa). Tylko na tym odcinku spotykaliśmy innych ludzi :) głownie starszych Amerykanów.
Widoki ze szlaku:
na poczatek Cathedral
Załącznik:
3c.jpg
3c.jpg [ 85.51 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3d.jpg
3d.jpg [ 129.97 KiB | Obejrzany 5531 razy ]



Załącznik:
3e.jpg
3e.jpg [ 108.72 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3g.jpg
3g.jpg [ 145.62 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

szlak idzie gora
Załącznik:
3h.jpg
3h.jpg [ 106.66 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3ha.jpg
3ha.jpg [ 100.93 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Golden Canyon w pelnej krasie
Załącznik:
3hb.jpg
3hb.jpg [ 142.77 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

a wraca się korytem rzeki
Załącznik:
3he.jpg
3he.jpg [ 157.73 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3hf.jpg
3hf.jpg [ 103.58 KiB | Obejrzany 5531 razy ]



Planowałam także zwiedzić Scotty’s Castle, którego z uwagi na konieczność szybkiego przejazdu w strone stacji benzynowej też nie odwiedziliśmy poprzednim razem. Ale nie dane nam było i tym razem. Otóż - dla zainteresowanych - Scotty’s Castle jest teraz caly czas zamkniety z uwagi na zniszczenia po flash floodach (o czym informuje gazetka parkowa). Ponowne uruchomienie planowane jest na ...2019 rok.
Nocowaliśmy w Beatty, kilkanaście mil od wjazdu do parku. Musze powiedzieć ze z perspektywy czasu zalatwilabym nocleg w samym parku w Stovepipe Village. SV wbrew pozorom jest znacznie lepiej zaopatrzone, no i nie traci sie czasu i benzyny na dojazdy. Beatty to wg mojej oceny umierająca miescina praktycznie bez żadnego zaplecza.
W zakresie cen w Beatty i mentalności miasteczka chcialbym wspomniec tylko, ze głodna warzyw zamowilam pomidora do śniadania (sniadanie standardowo omlet albo kielbaski). Pomidor kosztował 4 USD netto, musiala miec ciekawa mine jak juz sie zorientowałam ze to nie żart, pomidor jako side dish wyglądał tak:
Załącznik:
3a.jpg
3a.jpg [ 95.71 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - przy okazji zwiedzamy miasteczo Ghost Town Ryholite, ktore jest połozone tuż obok Beatty. I spotykamy pielgrzymkę osiołków.
Najpierw znak
Załącznik:
3ka.jpg
3ka.jpg [ 69.52 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

pozniej zaraz spotykamy wycieczke
Załącznik:
3kb.jpg
3kb.jpg [ 69.17 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3l.jpg
3l.jpg [ 118.8 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
3m.jpg
3m.jpg [ 99.67 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

i w koncu dojezdzamy do Ghost Town
Załącznik:
2h.jpg
2h.jpg [ 151.71 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
2j.jpg
2j.jpg [ 110.84 KiB | Obejrzany 5531 razy ]

Załącznik:
2k.jpg
2k.jpg [ 82.63 KiB | Obejrzany 5531 razy ]


Ostatnio edytowany przez palomino, 31 Maj 2018 22:21, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 22 Maj 2018 20:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1044
Loty: 385
Kilometry: 613 087
złoty
Śliczne zdjęcia, dawaj dalej z relacją, bo czekam na Yellowstone. Byłem w maju i leżało jeszcze sporo śniegu no to sobie trochę wyobrażam, co się działo w lutym...
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 22 Maj 2018 23:36 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
DZIEŃ 5 (14.02.2018) z wizytą u wujka Hoovera
(walentynkowy obiad i Hoover Dam)
dzień wydaje się mało intensywny, ale zamiast przejechać tylko przez tamę Hoovera planujemy jej zwiedzanie (na poprzednim wyjeździe zwiedzaliśmy Glen Dam teraz przyszła pora na zaporę Hoovera).
Z Beatty jedziemy więc do Boulder City (ponad 2h jazdy). Po drodze parę foteczek na "starych smieciach w LV"
Załącznik:
5a.jpg
5a.jpg [ 151.69 KiB | Obejrzany 5425 razy ]



Przed wjazdem na tamę chcemy zjeść walentynkowy (czytaj jadalny) obiad w polecanej przez Tripadvisor meksykańskiej knajpie. Faktycznie dobrze wygląda, a zważywszy że to jedna z niewielu knajp w mieście, wiec ulga ze przynajmniej tutaj dobrze karmią (stoliki obok wyglądają naprawdę zachęcająco).
Zamawiam tyle ze Pani (Amerykanka !) zwraca mi uwage ze tu sa naprawdę duze porcje. Nie wie, ile czasu chodziłam głodna, jedząc tylko tyle by przeżyć ;) Zjadamy wszystko, nawet nie ma czego brać na wynos.
Knajpę polecam:

Załącznik:
5b.jpg
5b.jpg [ 55.58 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5c.jpg
5c.jpg [ 111.47 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

nawet dostalismy walentynkowy akcent :)
Załącznik:
5ca.jpg
5ca.jpg [ 82.93 KiB | Obejrzany 5425 razy ]



Po uzupełnieniu akumulatorów zbieramy się i szybko dojeżdżamy do tamy. Dużo ludzi, wiec zeby nie tracic czasu stajemy na płatnym parkingu przy visitor center. To chyba jedyny platny parking na ktorym stajemy w czasie wyjazdu. Cena dość wysoka 10 USD, ale też w Europie sa i droższe parkingi.
Zadziwiająca kolejnosc ;)
Załącznik:
5cb.jpg
5cb.jpg [ 95.78 KiB | Obejrzany 5425 razy ]


Wchodzimy do jednego z najdziwniejszych visitor center w karierze, a to dlatego ze:
aby tam wejść trzeba wykupić bilet (najtańszy, tylko do Visitor Center kosztuje z tego co pamiętam kolejne 10 USD).
oraz przejść kontrolę jak security na lotnisku.
Kupujemy najbardziej rozszerzoną wycieczkę (30USD za osobę), przechodzimy przez ochronę. Obowiązkowo zostajemy skierowani na poglądowy film o budowie tamy, później czekamy na przewodnika.
Załącznik:
5d.jpg
5d.jpg [ 50.63 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

W przeciwieństwie do Glen Dam tutaj można wziąć normalnie plecaki, nie ma problemu z robieniem zdjęć, widać że ta tama jest “przystosowana” do przyjmowania turystów.
Jestem zadziwiona, jak wielki był to projekt i - chyba bardziej - jak bezwzględnie podejście bylo przy jej budowie do ludzi (robotników) i ile istnień ona pochłonęła (razem z tymi którzy nie zginęli bezpośrednio przy pracy, ale np w szpitalu albo w wyniku udarów liczy sie w setkach osób). Tama jest z tych co trzymają się pod własnym ciężarem, jak wielki czop - dlatego potencjalnie najdłużej zajął wybor miejsca w ktorym tama mogla stanąć tak, aby brzegi wytrzymały.
Załącznik:
5da.jpg
5da.jpg [ 90.9 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

projekt tamy
Załącznik:
5e.jpg
5e.jpg [ 77.81 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

tu juz tam gdzie turbiny
Załącznik:
5f.jpg
5f.jpg [ 87.44 KiB | Obejrzany 5425 razy ]


tutaj korytarz specjalnie zrobiony dla turystów

Załącznik:
5h.jpg
5h.jpg [ 61.7 KiB | Obejrzany 5425 razy ]


a tutaj wchodzimy do wentylacji - przewietrzone fotki wychodzą najlepiej

Załącznik:
5ia.jpg
5ia.jpg [ 60.32 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5ib.jpg
5ib.jpg [ 63.13 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5ja.jpg
5ja.jpg [ 173.38 KiB | Obejrzany 5425 razy ]


Wypadki miały miejsce głównie z uwagi na szybkie tempo prac oraz brak zapewnienia bezpiecznych warunków pracy (oszczędności).
Zwykle o takich liczbach mówi się w kontekście prac niewolników, a to wszyscy byli wolni Amerykanie, którzy tłumnie ściągali tutaj do pracy z uwagi na kryzys w kraju i godziwą płacę, jaką oferowano przy budowie tamy.
Ale teraz bardziej mowi sie o sukcesie tamy i tym, jakie pożytki ona przynosi. Oraz że została zakończona 2 lata przed terminem. Ameryka, w końcu, stoi sukcesem ;)
Po samym zwiedzaniu idziemy jeszcze przejść sie po samej tamie, spojrzec w wielką dziure. Oraz obowiązkowo idziemy na drugi most i robimy z niego fotki. Generalnie spędzamy tam ze 4 godziny, ostatnie zdjęcia robimy już po ciemku ;)

Załącznik:
5m.jpg
5m.jpg [ 59.31 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5n.jpg
5n.jpg [ 63.25 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5o.jpg
5o.jpg [ 138.21 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5oa.jpg
5oa.jpg [ 57.78 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Załącznik:
5p.jpg
5p.jpg [ 67.67 KiB | Obejrzany 5425 razy ]

Do Kingman ( a w zasadzie okolicznego miasta) dojeżdżamy więc w nocy i idziemy spać.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 23 Maj 2018 22:24 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
DZIEŃ 6 (15.02.2018) Osły, Samochody, słowem Route 66
(Kingman, Oatman, Seligman)
Dzień zaczynamy od śniadania w Mr Dizzy w Kingman, przy route 66.
Załącznik:
6aaa.jpg
6aaa.jpg [ 113.45 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6aaaa.jpg
6aaaa.jpg [ 185.66 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Załącznik:
6aba (2).jpg
6aba (2).jpg [ 188.53 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Na śniadanie oczywiscie to, co zawsze
Załącznik:
6ac.jpg
6ac.jpg [ 147.17 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Następnie jedziemy do Oatman, czyli mega turystycznego miasteczka ale ponieważ jest stylizowane na dziki Zachód i jest malowniczo położone w górach przy górskiej części Route 66 wybaczam im te sklepy z koszulkami i innym badziewiem.

Sam dojazd nie jest krótki, trzeba trochę trasy “nadłożyć” ale widoki można powiedzieć wynagradzają.
Tu np często pojawiajacy sie na tych drogach pogromcy szos

Załącznik:
6ka (2).jpg
6ka (2).jpg [ 170.72 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

a tu cmentarz a'la Route 66
Załącznik:
6kab.jpg
6kab.jpg [ 156.45 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Uwielbiany przeze mnie motyw amerykanskich skrzynek ;)
Załącznik:
6kb.jpg
6kb.jpg [ 169.07 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

i sposoby na transport zwierząt
Załącznik:
6kad.jpg
6kad.jpg [ 134.39 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Jeśli ktoś musi wybierać i Route 66 zwiedzi w innych miejscach to raczej odsyłam do miasteczka Stare Sacramento, przy rzece Sacramento (w miarę po drodze z SFO do Yosemite). Jest ono, mimo tego ze rownież jest utrzymywane dla turystów, dużo bardziej autentyczne i odarte z tego kiczu, ktorym Oatman niestety ocieka, mimo pięknych osiołków. Może byłabym lepiej nastawiona żeby zrobili pokaz strzelaniny. Ludzie widać czekali do 12.00, napięcie rosło i wtedy … nie wydarzyło się nic ;) Generalnie jest to miasteczko do ktorego ponownie bym nie wróciła, chociaz jako turystom przyjemnie nam się oglądało i fotografowało te - zupełnie nierealne - scenki.
Wjazd do Oatman
Załącznik:
6ba.jpg
6ba.jpg [ 88.49 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

i miasto osiołków w pelnej krasie
Załącznik:
6bc.jpg
6bc.jpg [ 162.15 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6bf.jpg
6bf.jpg [ 78.44 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6bg.jpg
6bg.jpg [ 81.22 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6bh.jpg
6bh.jpg [ 108.55 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6bj.jpg
6bj.jpg [ 85.25 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6ea.jpg
6ea.jpg [ 95.29 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6eb.jpg
6eb.jpg [ 98.98 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6ec.jpg
6ec.jpg [ 238.53 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6f.jpg
6f.jpg [ 87.36 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6fa.jpg
6fa.jpg [ 81.58 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6g.jpg
6g.jpg [ 86.67 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6h.jpg
6h.jpg [ 110.72 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6j.jpg
6j.jpg [ 92.64 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Wyjechaliśmy następnie w kierunku Seligman.

To trochę podrasowane miasteczko z okolic Route 66. Ale są urocze Złomki i samochody z kreskówki CARS (jak rozumiem tez czyjaś ułańska fantazja żeby przyciągnąć turystów). Okazuje się że właścicielami przynajmniej jednego sklepu są Włoch z Polakiem (informacja od Pani sprzedawczyni tegoż sklepu). To by częściowo wyjaśniało wielkie zadziwienie rdzennych Amerykanów, którzy pytali nas co takiego jest w tej Route 66 że tyle tam obcokrajowców jedzie i nawet zostaje ;) a przecież jest tyle ciekawszych miejsc w USA ;).
Załącznik:
6lba.jpg
6lba.jpg [ 164.97 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6lc.jpg
6lc.jpg [ 131.85 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Załącznik:
6m.jpg
6m.jpg [ 179 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6n.jpg
6n.jpg [ 104.77 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Załącznik:
6r (2).jpg
6r (2).jpg [ 111.11 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
6t.jpg
6t.jpg [ 164.42 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Po serii fotek i obiadku w Roadkill Cafe (i następnej serii fotek ;) jedziemy już w kierunku Sedony. To takie Zakopane High level. Ma tutaj rezydencje wiele gwiazd filmowych i nie tylko (Np Madonna). Infrastruktura jest, ale czego brak to przysłowiowych “ciupag” czy innych straganów - w zasadzie nie ma tutaj kiczu. Są za to przepiękne widoki z samego miasta i jak się wyjedzie poza i rozrywki na każdą kieszeń i możliwości mobilne (od lotu helikopterem, przez jazdę offroad po wycieczki do Grand Canyon).
Tu np hammerki do wynajecia
Załącznik:
7s.jpg
7s.jpg [ 114.49 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Zima w Sedonie to też - o dziwo - sezon. Wiele hoteli/moteli/kempingów (tak tak ludzie też biwakują) ma z daleka widoczne napisy “no vacancy”.
Nie dziwne - w lutym wygląda to tak:

Załącznik:
7p.jpg
7p.jpg [ 220.22 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


My przyjechaliśmy tu głownie po to żeby iść na Devil’s Bridge i zwiedzić Church of the holy Cross - kościół wkomponowany w skały (plan minimum).
W mieście po raz pierwszy na naszej trasie natykamy sie na sklep z normalnym jedzeniem, otwarty mimo zmierzchu, wiec pełni szczęścia kupujemy jakieś brokuły czy inne potrawki z warzywami i - przyrządzając sobie w mikrofali w pokoju - pożeramy na kolację.

DZIEŃ 7 (16.02.2018) Sedona

Wcześniej juz zorientowalismy się, że poczucie “wychowania” wszczepione nam w Europie jest nieco sprzeczne z tutejszym podejściem. W hotelach są np informacje w sali śniadaniowej, że jakby ktoś chciał coś wziąć ze śniadania to obsługa dysponuje … woreczkami śniadaniowymi, nie ma problemu, mozna poprosić i zapakować jedzenie. Każdy z Amerykanów cos też ze sniadania wynosił. My nie bardzo bylismy w stanie jeść ichniejsze sniadania, w związku z czym nie było sensu brać niczego na wynos. Odkrywamy jednak druga strone tego braku przejmowania się. W dobrze tutaj na maxa zaopatrzonych (chociaż jak później stwierdzimy drogich) marketach kupujemy jadalne produkty na śniadania, przechowujemy w naszej lodóweczce pokojowej i tę wałowkę przynosimy na sniadanie, wcinamy, robimy kanapki, albo podgrzewamy dania w mikrofali. Strzał w dziesiątkę :)
A'propos sklepow i high level zakręcenia tu sklep ... dla psów
Załącznik:
7n.jpg
7n.jpg [ 214.18 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Zwiedzanie zaczynamy od Kościółka. Położony jest malowniczo, jakby ktoś wsadził między skały krzyz i na tym rusztowaniu zbudowano kosciół. Dojeżdzamy, piękne widoki, parking jest w zasadzie pod samym kościołem. Co najbardziej zaskakuje to postęp z jakim idzie Kościół, nie objawiający sie bynajmniej postępowością poglądów, ale … terminalem do pobierania ofiar wprost z karty kredytowej.

tutaj czyjas rezydencja widoczna po drodze do kościoła
Załącznik:
7A.jpg
7A.jpg [ 180.06 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

widok na kościół
Załącznik:
7C.jpg
7C.jpg [ 176.95 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


a tutaj już widok z wnętrza
Załącznik:
7d.jpg
7d.jpg [ 44.71 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Następnie jedziemy na szlak Devils Bridge. Nie jest to ani daleko, ani też nie jesteśmy późno, ale samochodów juz jest tyle że stoją przy drodze przylegającej do tej, w którą mieliśmy skręcić żeby dojechać na parking.
No cóż, sezon widać ;) Wyładowujemy się z samochodu, i dalszą drogę pokonujemy na piechotkę. Docieramy do zapchanego parkingu “dla wszystkich”. Stąd zaczyna się szlak do kilku miejsc, pewną odległosć można też podjechać samochodem, ale takim naprawdę Heavy duty offroad ;). Po mili docieramy do szlaku juz tylko na Devils Bridge.
Szlak do Devils Bridge - malo efektowny
Załącznik:
7f.jpg
7f.jpg [ 199.02 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Załącznik:
7l (2).jpg
7l (2).jpg [ 81.43 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

O samej atrakcji: fantastyczny jest nie tylko sam most, bo pewnie kilka takich w USa sie by znalazło, ale fakt, iż nie dość ze jest on dostępny dla przeciętnie sprawnego turysty to jeszcze ma świetnie usytuowaną “ambonę” do robienia zdjęc na tle panoramy Sedony.
Serią podskoków na moście przyprawiam wszystkich Amerykanów nieomal o zawał. Ich żywiołowe reakcje to chyba materiał na jakis program. Jeden Amerykanin stwierdził, że Polacy sa szaleni. Nikt nie próbuje tego samego ;)
Załącznik:
7g.jpg
7g.jpg [ 151.35 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Że atrakcja moze robić wrażenie na osobach z lękiem wysokości potwierdza mój M, który zdecydowanie odmawia wejścia na Devil’s Bridge. Kilka osób wchodzi tam na czworakach, kilka schodzi na trzęsących sie nogach.
Obiektywnie jednak, most jest szeroki na szerokość chodnika (i to nie włoskiego :D). A spadł ktoś z polskiego chodnika? :)
Dla mnie naprawdę malownicza miejscówka warta wycieczki.
Po dotarciu do samochodu stwierdzamy że jeszcze - mimo zimy i tego że zmrok zapada ok 18.30, mamy jeszcze sporo czasu. Pozostaje nam wybór między szlakiem na Cathedral rock i wyjazdem do Ghosttown Jerome.
Wybieramy to ostatnie, chcąc trochę urozmaicić dzień. Niestety po dojeździe okazuje się ze nic specjalnego w tym miasteczku nie ma i to mimo, że jest to miejscówka z folderów turystycznych agencji. Oglądamy tylko szyb kopalni i wracamy, robiąc po drodze powolny objazd Sedony ;) na szlak do Cathedral rock niestety po wycieczce do Ghosttown już nie starczyło czasu, a szkoda. Gdybym wiedziała co to miasteczko ma do zaoferowania to na pewno bym sie nie skusiła.
Kopalniane widoczki Jerome
Załącznik:
7la.jpg
7la.jpg [ 91.2 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Załącznik:
7lb.jpg
7lb.jpg [ 104.46 KiB | Obejrzany 5269 razy ]


Podsumowując - Sedona da się lubić. Nie jest może widoczna z kosmosu jak Grand Canyon, ani owiana legendą jak Route 66 ale jest w tym miejscu spokój, mnóstwo możliwości aktywnego wypoczynku i widoki, przy których człowiek odpoczywa.
Widok na gory z miasta
Załącznik:
7m.jpg
7m.jpg [ 124.72 KiB | Obejrzany 5269 razy ]

Poza tym prawie każda fotka jest pocztówką gotową do wysyłki
Załącznik:
7ma.jpg
7ma.jpg [ 161.85 KiB | Obejrzany 5269 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
bonifacy uważa post za pomocny.
 
      
#5 PostWysłany: 24 Maj 2018 17:38 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
DZIEŃ 8 (17.02.2018) dzień, w którym skamieniało drzewo
(Petrified Forest NP)
Dziś długa trasa przed nami. Wstajemy więc w miarę wcześnie. Przejazd z Flagstaff do Sedony przez górki jest daleko przyjemniejszy w dzien niż po nocy oblodzoną drogą :)
Załącznik:
8a.jpg
8a.jpg [ 177.59 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


Pierwszym naszym przystankiem jest Petrified Forest National Park. Park miesci się w takim “trojkącie’ jak widac na mapce pomiedzy dwoma autostradami. Najbrdziej ekonomicznie od strony grand Canyonu zjechac do jednego wejscia i wyjechac drugim.
Załącznik:
8aaaa.jpg
8aaaa.jpg [ 127.53 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Spędzamy kilka godzin objeżdżając park. Na początku smiałam się jak się nas Rangers pytał czy jeszcze dziś gdzies jedziemy i gdzie nocujemy. Ale szybko zaczynam rozumiec. Sam przejazd przez park to 40 minut.
A przeciez jeszcze wypadałoby te miliony lat historii popodziwiać.
To niesamowite jak można oszukać mózg, który widzi drewno, spodziewa się ciepła i struktury drewna a dotyka … kamień. Musiałam to zobaczyć na własne oczy. Ale mimo że spodziewałam się co zobaczę to i tak nie mogłm wyjść ze zdumienia jak naturalnie wygląda to skamieniałe drewno, a na jaką historię patrzy się z bliska!! szok i niedowierzanie:)

tu drewno na zdjęciach
Załącznik:
8b.jpg
8b.jpg [ 248.14 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8bb.jpg
8bb.jpg [ 234.45 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8bc.jpg
8bc.jpg [ 231.92 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


można się także dokształcic z zakresu jak to wszystko powstało
Załącznik:
8be.jpg
8be.jpg [ 190.79 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

oprocz podziwiania kamiennych pni można także popodziwiac fantastyczne, kolorowe formacje skalne. Nie bez kozery część terenu tutaj jest nazwana Painted Desert
Załącznik:
8c.jpg
8c.jpg [ 217.93 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8ca.jpg
8ca.jpg [ 258.91 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8cb.jpg
8cb.jpg [ 151.06 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


poza tym na tych terenach mieszkali rdzenni mieszkancy. nie tylko pozostawili ruiny budowli ale także rysunki naskalne :)
Załącznik:
8f.jpg
8f.jpg [ 229.24 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8e.jpg
8e.jpg [ 238.65 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

a wyobraża to...
Załącznik:
8d.jpg
8d.jpg [ 192.38 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


Poza tym (wszystko w jednym) Petrified Forest leży - jakby inaczej - na Route 66!
Nawet gazetka parkowa wspomina o legendzie :)
Załącznik:
8aaaaa.jpg
8aaaaa.jpg [ 177.81 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8ha.jpg
8ha.jpg [ 223.19 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Załącznik:
8h.jpg
8h.jpg [ 99.82 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


Zwiedzaja tylko nieliczni - Park, chociaż niezasłużenie nie jest popularny, tutaj traperzy z prawdziwego zdarzenia :D
Załącznik:
8j.jpg
8j.jpg [ 93.8 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


Następnie jedziemy do Cortez. To miasto najbliższe wjazdowi do Mesa Verde, i po drodze “z dołu” stąd nasz wybór pada na nie.
Po drodze widzimy corvetę, nie jest to częsty widok
Załącznik:
8m.jpg
8m.jpg [ 71.43 KiB | Obejrzany 5161 razy ]


ale padamy ze smiechu dopiero jak podjezdzamy blizej - taki to ma fantazję :D
Załącznik:
8o.jpg
8o.jpg [ 155.92 KiB | Obejrzany 5161 razy ]

Po drodze chcemy jeszcze kupic jakies wyroby indiańskie na prezenty. Zatrzymujemy się w sklepie oznaczonym że tam sa indiańskie produkty. Asortyment pachnie jednak chińszczyzną. Jakoś nas to zniechęca do zakupów :)
Z New Mexico przejeżdżamy do Colorado i krajobraz zmienia sie na zdecydowanie bardziej “bogaty”. Brak śmieci, pięknie utrzymane domki. Przy większości domków stoją przyczepo-campery, głownie do mocowania na pick-upach czyli tutejszych “wołach roboczych”.
Do Cortez (tuż przy wjeździe do Mesa Verde NP) dojeżdżamy już po zmierzchu, głodni (zapasy juz zjedliśmy wcześniej) ale okazuje sie ze miasteczko, chyba w związku z bliskością Parku jest świetnie zaopatrzone, więc odnawiamy zapasy :D.
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 25 Maj 2018 12:35 

Rejestracja: 16 Mar 2018
Posty: 20
Fajna relacja i zdjęcia, czekam na więcej:)
Co do samochodów z filmu Cars to nie do końca tylko fantazja. Cały film - szczególnie pierwsza część - jest mocno inspirowany mitem drogi 66. Nawet wiele postaci (aut) jest wzorowanych na autentycznych osobach związanych z Route 66, prowadzących wzdłuż drogi lokalne biznesy, muzea itp.
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 25 Maj 2018 23:15 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
-- 25 Maj 2018 22:40 --

Jerry90 napisał(a):
Fajna relacja i zdjęcia, czekam na więcej:)
Co do samochodów z filmu Cars to nie do końca tylko fantazja. Cały film - szczególnie pierwsza część - jest mocno inspirowany mitem drogi 66. Nawet wiele postaci (aut) jest wzorowanych na autentycznych osobach związanych z Route 66, prowadzących wzdłuż drogi lokalne biznesy, muzea itp.

Dziękuję :)
Za ułańską fantazję uznaję to, ze zamiast dać ludziom mozliwosc aby mogli doszukiwac się w pierwowzorach kreskówkowych postaci to te postacie miałam przed sobą bo przerobiono pierwowzory zeby przypominały postacie z kreskówki. Obłęd :)
A to, że Route 66 byla faktycznie inspiracją to wiem, przygotowałam się w koncu do wyjazdu :D

@sko1czek dzięki :) staram się dobrnąć do konca ale niestey wolno to idzie przez względy techniczne. ale staram sie to dopiąć jak najszybciej

-- 25 Maj 2018 23:15 --

DZIEŃ 9 (18.02.2018) dzień w cieniu historii dawnych mieszkańców
(Mesa Verde, Newspeaper Rock, Arches)

Zima w Mesa Verde powoduje, że w Visitor Center poza nami jest tylko jedna osoba :). Może też dlatego, że jesteśmy naprawdę na otwarcie, a może dlatego, że Mesa Verde jest położony dośc wysoko, więc jest tez chłodniej. W parku widzimy po raz pierwszy od tygodnia śnieg.

Załącznik:
9da.jpg
9da.jpg [ 82.11 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Po sprawdzeniu przez Pania Rangerke Annual Passa z dokumentami, pobieramy mapkę i Pani opisuje nam co możemy zobaczyć (jedna droga jest zamknięta dla ruchu samochodowego, nie ma też dostępnych wycieczek z Rangersami do samego pueblo, na które w lecie trzeba się zapisywać z uwagi na ograniczoną ilość miejsc). Przejazd przez sam Park w jedną stronę to ok 45 min, także - tak samo jak w Petrified Forest National Park - na sam przejazd bez zdjec warto zarezerwować ok 1,5h. A jeszcze zdjęcia, trekkingi lub mini trekkingi ;) ...

Widok sprzed Visitor Center
Załącznik:
9a.jpg
9a.jpg [ 65.2 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Mesa Verde jest to Park, który opowiada historię Indian Anastazi. Pokazuje jak wyglądało ich życie, ewoluowała sztuka budowlana (od wolnostojących pueblo do poziomowych konstrukcji w załamaniach kanionu), oraz jak rozwijała się tamtejsza sztuka (w tym sławna biało czarna ceramika w geometryczne wzory) Indian Anasazi. Nie odpowiada jednak na pytanie dlaczego Indianie porzucili w koncu te tereny i wyemigrowali, skoro tak dobrze przystosowali sie do życia tutaj.

ten kanion skrywał kiedyś naprawdę prężne cywilizacje
Załącznik:
9aa.jpg
9aa.jpg [ 187.63 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Jak ten zamek
Załącznik:
9b.jpg
9b.jpg [ 235.08 KiB | Obejrzany 4997 razy ]



Oraz "blokowiska" ;)
Załącznik:
9ba.jpg
9ba.jpg [ 243.61 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9bb.jpg
9bb.jpg [ 321.8 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9bd.jpg
9bd.jpg [ 325.46 KiB | Obejrzany 4997 razy ]



w raczej nieprzyjaznych warunkach zyli Anastazi, np ogien często trwawił okolicę
Załącznik:
9d.jpg
9d.jpg [ 169.44 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Za dużą zaletę zwiedzania w tym okresie uznajemy fakt, iż mamy wolność i brak strat czasowych przy poszczególnych punktach. W większości bowiem zjazdy dla samochodu, sa na 2-6 samochodów, jak byśmy zaparkowali “w sezonie”? Nie wiem, mimo że Park też chyba nie jest w pierwszej dziesiątce jeśli chodzi o popularność parków. “Na trasie” spotykamy ciągle te same osoby. O dziwo połowa to ludzie z dziećmi, którym to dzieciom rodzice tłumaczą jak genialnym rozwiązaniem było zlokalizowanie budynków “w skale”. Ochrona przed pożarami, intruzami (nie widać z góry), zwierzętami - wydaje się raj. A mimo wszystko Anastazi z bliżej nieokreślonych powodów opuścili to miejsce w XiV wieku. I to nawet nie ukończywszy świątyni słońca, którą uznaje się za projekt religijny. I nikt nie wie dlaczego. W sumie fajnie, że jest jeszcze coś na tym świecie czego nie odkryto, nie zmierzono i nie zważono :)
Na końcu Parku jest mozliwość “self guided trekking” czyli zejscia na dół kanionu, zobaczenia rysunków naskalnych i podejście bliżej do pueblo. Niestety, jak brzmi nieubłagana zasada kanioningu “co szło w dół, musi też iść w górę”, a w dół szło - jak było widać z góry kanionu - całkiem sporo, w związku z czym odpuszczamy ze względu na mnie, żeby nie nadwyrężać świeżo podleczonego przeziębienia.
Tym bardziej, że rysunki naskalne widzieliśmy juz i w Valley of Fire, i w Petrified Forest NP i zaraz po Mesa Verde mamy w planie Newspeaper Rock.

Po spokojnym objeździe parku ruszamy więc już na północ do Moab. Po drodze zahaczamy o wspomniany wcześniej Newspeaper Rock, która jest chyba jedną z większych skał jeśli chodzi o nagromadzenie rysunków skalnych, prawie jak w kreskówce “mój brat Niedźwiedź” :)
Załącznik:
9ha.jpg
9ha.jpg [ 224.03 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9hd.jpg
9hd.jpg [ 217.53 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9i.jpg
9i.jpg [ 129.2 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9j.jpg
9j.jpg [ 190.05 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Wracając obserwujemy przepiękną grę świateł nad tmi rejonami, nie do oddania aparatem
Załącznik:
9k.jpg
9k.jpg [ 105.25 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9l.jpg
9l.jpg [ 92.34 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9m.jpg
9m.jpg [ 77.33 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Jeszcze przed zachodem słońca dojeżdzamy do Moab. Mistrzostwo lokalizacyjne. Dwa parki narodowe bliziuteńko, plus jeszcze Park Stanowy do tego.
Poczatkowo mielismy sie standardowo zalogować w hotelu, ale słońce świeciło jeszcze, to czemu by tak nie pojechać na mały rekonesans?
Hotel mijamy nie zatrzymując się i jedziemy do Arches. Visitor Center juz zamknięte, ale to ogarniemy jutro. Wcześniej sprawdzałam pogodę ze nastepny dzień może być kiepski pogodowo, więc pomyślałam ze chociaż spróbujemy dziś coś zobaczyć. Wybieramy jeden z punktów widokowych na Delicate Arch bo pod sam łuk nie zdążyliśmy dojść przed zachodem słońca. Biegusiem lecimy szlakiem. Wieje. Na szczęście ciepłym wiatrem, ale trzeba uważać bo podmuchy były naprawdę mocne i niespodziewane i najlepiej było wtedy stać pewnie ;)
Takimi widokami kończymy dzień
Załącznik:
9n.jpg
9n.jpg [ 126.69 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
9o.jpg
9o.jpg [ 69.44 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


DZIEŃ 10 (19.02.2018) kiedy okazuje się, że nie tylko pogoda nas zaskakuje
(Arches, Dead horse Point View, Gooseneck Overlook)

Niespodzianki w planie zwiedzania nie będzie, planujemy od rana rozpocząć atak na Arches. Miało być zimno, i jest w sumie dość chłodno, ale doszedł jeden czynnik, którego sie z kolei nie spodziewaliśmy w takiej intensywności. Nie, nie śnieg, ten był zapowiadany, ale na szczęście nie raczył w ogóle spaść.
Wiatr. Zerwał sie już jak pisałam poprzedniego wieczora, ale w nocy i dziś jeszcze wzmógł.
To byla to też pierwsza noc w trakcie naszych wyjazdów gdzie doszłam do wniosku, że noc w samochodzie typu Juicy, ktore widzielismy po drodze nie bylaby taka głupia - dlaczego? Bo motele co do zasady nie maja kaloryferów, tylko takie coś zamontowane w ścianie co grzeje lub chlodzi. Wiatr nam udowodnił że osadzenie tychże wentylatorów nie jest 100% szczelne, podobnie jak drzwi wejściowych do motelu i gwizdał bez litości przez całą noc ;) Samochód, przynajmniej w założeniu dziur mieć nie powinien. ;)
Z radością ze to już rano wstajemy, jemy i szybciutko kierujemy sie do Visitor Center. Okazuje się, że Rangersi też zauważyli warunki pogodowe ;) w związku z powyższym nie zalecają chodzenia w wyższych, odsłoniętych częściach parku. No tak. Po dojeździe do kilku niższych już im się w sumie nie dziwimy, co lepsze nie dziwimy się ze Park powstał właśnie w tym miejscu. Zwiedzamy Windows, Double Arch, Landscape Arch, oraz inne punkty wszystko w lodowatych podmuchach, i niestety w większości przy prawie całkowitym zachmurzeniu.

Załącznik:
10aa.jpg
10aa.jpg [ 189.67 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10ab.jpg
10ab.jpg [ 131.77 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10b.jpg
10b.jpg [ 137.52 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10c.jpg
10c.jpg [ 195.01 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10d.jpg
10d.jpg [ 156.71 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10e.jpg
10e.jpg [ 128.05 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10f.jpg
10f.jpg [ 199.38 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10g.jpg
10g.jpg [ 175.48 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Koło drugiej (miało być okno pogodowe) zaplanowaliśmy czas, żeby iść do Delicate Arch, mimo ostrzeżeń Pana Rangersa (idzie się czesciowo po golej skale). Ale pomijajac wiatr i chmure z deszczem to stwierdzam ze jakkolwiek bysmy tam doszli, to i widoki i zdjęcia będą mdłe przy takich chmurach. Rezygnujemy! Choc z żalem, myslę sobie .. następnym razem ;)
Za to ponieważ po drugiej stronie horyzontu frustrująco świeci słońce (zamiast nad nami), więc zbieramy się i jedziemy w stronę słońca :) … ze trzydzieści mil docierając do naszego celu, ktory mieliśmy robić następnego dnia rano … Dead Horse View State Park.
Przyznam że w pewnym momencie planowania chcialam odpuścić ten Park. Jest dodatkowo płatny, a przecież w Arches i tak jest tyle do zobaczenia. Pojawia się zawsze wątpliwość: co warto?
Wcześniej jednak przy śniadaniu jednak usłyszałam rozmowę Pani prowadzącej motel z jedna z przyjezdnych, mówiła że właśnie tu znajduje się jej jeden z ulubionych widoków, a Delicate Arch przy tej pogodzie naprawdę nie byłby ani przyjemny na szlaku, ani nie oferowalby żadnego widoku przy 100% zachmurzeniu.
Po zapłacaniu 15 USD jedziemy na punkt widokowy i … zostajemy wgnieceni w ziemię. Widok za milion dolarów :D Zdjęcia nie oddają wrażenia jakie jest kiedy się podchodzi się do krawędzi, a tam po horyzont świat u stóp.
Załącznik:
10l.jpg
10l.jpg [ 74.3 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10k.jpg
10k.jpg [ 182.58 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10m.jpg
10m.jpg [ 130.49 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
10n.jpg
10n.jpg [ 162.86 KiB | Obejrzany 4997 razy ]



Dla mnie widok Dead Horse View State Park bije na głowę nawet ten w Grand Canyon. Może to dlatego że GC jest glebszy a tutaj widac meandrującą rzekę, nie wiem. Wtedy nie analizowałam tej sytuacji, ale na pewno też nie spodziewałam się zobaczyć czegoś az tak spektakularnego.

Z komentarzy praktycznych do Dead horse Point - maja tam - w samym parku fan-tas-tycz-nie polozony kemping, z widokiem na horyzont, a stanowiska sa pojedyncze i kameralne. Naprawde jakbym mogla to bym tam zanocowala.

Nacieszywszy się tym miejscem (byliśmy sami) wróciliśmy do samochodu i okazało się że to już prawie zmierzch niedługo będzie. A ja przewidziałam jeszcze w planie Gooseneck Overlook.

E tam - 20 mil - dojedziemy. Chwilę później już orientuję się dlaczego przy tylu milach GPS pokazał prawie godzinę drogi. Droga skręca bowiem i okazuje się być szutrówką. No dobra, mamy 4WD, jedziemy. Szybko okazuje się jednak, że nie było to wszystko, na co bylo stać drogę. Chwilę później jechaliśmy po półce skalnej po błocie zmieszanym ze śniegiem, cały czas w górę. Słońce było już coraz niżej - zbierało się na zachód słońca. No i półka coraz węższa - juz nawet minąć kogos byloby niezbyt bezpiecznie przy tym błocie oblepiającym opony, a co dopiero zawrócic. Jest ślisko.

Załącznik:
IMG_0070.jpg
IMG_0070.jpg [ 101.55 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
IMG_0062.jpg
IMG_0062.jpg [ 147.28 KiB | Obejrzany 4997 razy ]

Załącznik:
IMG_0060.jpg
IMG_0060.jpg [ 106.24 KiB | Obejrzany 4997 razy ]


Oboje oddychamy z ulgą dojeżdżając do większej przestrzeni na zakręcie góry (pozwalającej na zawrotkę). Jednogłośnie decydujemy że zawracamy. Wysiadamy tylko zrobić kilka zdjęć. Przy okazji okazuje się po śladach w błocie, że nie tylko my przeszliśmy ten sam proces myślowo-decyzyjny ;) - śladów zawrotek bylo przynajmniej kilka.
Nie wiem, jak wygląda organizacja ruchu w lecie, kiedy na pewno samochody jadą w dwie strony, może w pełnym słońcu, przy suchej nawierzchni i innych ludziach, którzy w razie czego mogą nas poratować droga wygląda nieco mniej ...strasznie ;).

Załączniki:
10p.jpg
10p.jpg [ 183.55 KiB | Obejrzany 4997 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 26 Maj 2018 13:27 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
DZIEŃ 11 (20.02.2018) kiedy krok w tył pozwala iść naprzód (i nie jest to cha-cha ;))
(Arches, Capitol Reef, Highway 12)

Rano budzimy się bardziej wyspani bo wiatr nie gwizdał wreszcie przez całą noc i nie uderzał wściekle w motel (który jak wcześniej pisałam mial wiele szpar np w drzwiach, w ktorych mógł sobie gwizdać). Zbieramy się jak na wyjazd, pakujemy, jemy śniadanie, ładujemy do samochodu. Piękna pogoda.
Myślę sobie - wczoraj odpuściliśmy Delicate Arch - dziś jest szansa - przepiękna pogoda, słońce, zero wiatru - warto bylo wczoraj odpuścić :). Tym bardziej, że zwiedziliśmy też Death Horse Point View więc okazuje się że plan wykonamy w całości.
No to jedziemy. Wjazd do Arches jest tuż obok Moab wiec mimo tego że niespecjalnie się spieszylismy dotarliśmy do parkingu chwilę przed 8.00. Na parkingu tylko jeden samochod profesjonalnego fotografa, ktory własnie schodził z powrotem - był na wschodzie słońca.
My nie mamy aż takich wymagań, wystarczy nam że zamiast chmur i topniejącego sniegu z deszczem oraz naprawdę wściekłego wiatru jest piękne słońce.
Idziemy.
Załącznik:
11c.jpg
11c.jpg [ 136.6 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

końcowa część szlaku po półce skalnej
Załącznik:
11d.jpg
11d.jpg [ 59.79 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Ten, kto zaplanował na Arches mało czasu i też nie zaplanował czasu na zrobienie przynajmniej jednego szlaku może poczuć się rozczarowany. Tutaj, do największej w parku atrakcji, czyli Delicate Arch, nie ma dojazdu samochodem. Trzeba te kilka km zrobić (parkowa gazetka ocenia szlak na 3h w dwie strony). Łuku nie widać do samego końca, jest schowany za skałami.

Punkty widokowe na Delicate Arch z kolei pozwalaja zobaczyć go ale w znacznym oddaleniu. Jestem szczęśliwa ze jednak nam się udało dotrzeć pod nieprawdopodobny cud natury. Jakby grawitacja tutaj w ogóle nie działała.
Rozstawiamy statywik i robimy sesję, skoro mamy łuk tylko dla siebie. Później zaczynają pojawiać się inni ludzie. Tzn, jedna para, która ofiarnie nam robi zdjęcia. Miedzy slowami pytamy, gdzie teraz jadą i okazuje się ze do Dead Horse Park. Dajemy im wiec nasz bilet, w koncu wazny jest jeszcze 3 dni, a naprawdę mieli do nas i naszej sesji foto cierpliwość.
Zbieramy się jak przychodzą dwie inne grupki. Dowiadujemy sie przy okazji że wczoraj mimo złej pogody bylo przy łuku wieczorem kilkadziesiąt osób. Tym bardziej doceniamy nasze sam na sam z przyrodą :)

Załącznik:
11i.jpg
11i.jpg [ 109.61 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11kb.jpg
11kb.jpg [ 144.1 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11kc.jpg
11kc.jpg [ 145.54 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11kf.jpg
11kf.jpg [ 198.11 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Zadowoleni wracamy do samochodu, mijając tym razem na szlaku już bardzo wielu ludzi.
Załącznik:
11l.jpg
11l.jpg [ 254.6 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

tu wyjeżdzamy z parku
Załącznik:
11lc.jpg
11lc.jpg [ 126.17 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11le.jpg
11le.jpg [ 183.72 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11lh.jpg
11lh.jpg [ 109.65 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


a tutaj już jedziemy w stronę Escalante.
Załącznik:
11ma.jpg
11ma.jpg [ 109.72 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Hwy 12 na nas czeka, podobno jedna z najbardziej widokowych dróg w USA. Najpierw jedziemy autostradą, i skręcamy do Capitol Reef - tam własnie zaczyna się 12 stka. Niestety nie mamy czasu dokladnie zwiedzić parku. GPS ostrzega że w Escalante będziemy koło zmierzchu.
Ale widoki z samochodu też są niczego sobie i pokazują jak bardzo parki na tzw uboczu są niedoceniane. Capitol reef to park ktory jest żywą lekcją geologii. Widac jak łączą się tutaj płyty tektoniczne. Zahaczamy o Visitor Center, żeby zobaczyć nie tylko jak wiele nas omija przy tylko pobieżnym zwiedzaniu, ale także zeby przeczytać więcej o tym - jak to w USA - jedynym w swoim rodzaju parku.
Visitor Center
Załącznik:
11mb.jpg
11mb.jpg [ 168.28 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

droga nr 24 ktora dobija do 12stki przebiega dokladnie przez środek Parku
Załącznik:
11na.jpg
11na.jpg [ 124.29 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

a jest tutaj co oglądać
Załącznik:
11nb.jpg
11nb.jpg [ 142.49 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


tymczasem po drugiej stronie ulicy do visitor center wycieczka

Załącznik:
11oa.jpg
11oa.jpg [ 281.42 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

a tutaj widoki z samochodu
Załącznik:
11oe.jpg
11oe.jpg [ 139.52 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11of.jpg
11of.jpg [ 155.85 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11og.jpg
11og.jpg [ 190.73 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11oh.jpg
11oh.jpg [ 149.97 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11oi.jpg
11oi.jpg [ 182.16 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


No i dalej ruszamy chłonąc widoki jednej z najbardziej widokowych tras w USA. Capitol Reef zaczął dobrze. Wkrótcie okazuje się, że Hwy 12 oprócz tego ze ma być widokowa jest trasą położoną wysoko w górach. Osiągamy wkrótce 9000 stóp i robi się naprawdę zimno. Droga jest wprawdzie odśnieżona, ale miejscami oblodzona, a wielki szlaban (na szczęście dla nas - otwarty) świadczy o tym, że nigdy nie da się zaplanować wszystkiego (mi np nie przyszło mi do glowy wczesniej sprawdzic, czy akurat ta droga moze byc zamknieta zimą zanim zarezerwowalam przejazd nią i nocleg w Escalante, a innej drogi bez znacznego nadkładania trasy…. nie ma) i świadczy też w konsekwencji o tym że mamy farta :) ... tym razem…

Załącznik:
11oj.jpg
11oj.jpg [ 148.45 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11pa.jpg
11pa.jpg [ 142.08 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11pf.jpg
11pf.jpg [ 127.9 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


tu już zjeżdzamy z wysokości 9000stop nad poziomem morza
Załącznik:
11pg.jpg
11pg.jpg [ 170.5 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
11pm.jpg
11pm.jpg [ 158.5 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Co do samych widoków, to przyznam że - oprócz Capitol Reef na poczatku i przejazdu przez górę gdzie widoki faktycznie sa, a także końcówki w okolicach Bryce - spodziewałam się jakichś większych wrażen. Tymczasem trasa ładna, ale raczej “przy okazji”. Z drugiej strony jest to jedyna sensowna trasa z Moab do Escalante, wiec jesli ktoś chce zobaczyc te oba, naprawdę warte zwiedzenia, parki za jednym zamachem to i tak nie ma specjalnie wyboru :)
Załącznik:
11pn.jpg
11pn.jpg [ 164.03 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Zahaczając już tylko po drodze o domową stacje benzynowa zeby uzyć kompresora, bo nasz samochód zaswiecil sie nagle jak choinka że nie ma ciśnienia w oponach - docieramy do Escalante. Robimy szybkie zakupy zanim nam sklep zamkna i logujemy się w hotelu, full wypas z basenem ;) Wyboru znacznego z resztą w tym okresie i w tym miescie nie ma - hoteli jest mało a na zimę większość zamknieta.

DZIEŃ 12 (21.02.2018) kiedy sprawdzamy, czy aby na pewno nie mamy klaustrofobii.
(Spooky Gulch, przejazd do Kanab)

Rano nie łudzimy się wprawdzie że śniadanie będzie normalne, ale jeść trzeba. Jak już nieraz było budzimy zainteresowanie w sali jadalnej bo - to moja teoria - jestesmy w nie-sezonie, ale tez chyba w ogóle mało tu obcokrajowców i to takich którzy mówią w bardzo dziwnym języku. Zagadują nas praktycznie wszyscy, podchodząc do naszego stolika wypytując a skąd, a gdzie, a co już widzieliśmy. O dziwo w SLC które stąd blisko okazuje sie że jest dość duza społeczność polska (tego nie wiedziałam), i nasi rodacy są szanowani i lubiani i to dużo bardziej niż inne narodowości (jak mówią Amerykanie ;) ). Okazuje się też, że nasza obecna sytuacja polityczna jest - ku mojemu zaskoczeniu - dość znana. Nawet jeśli Amerykanie nie mają większego pojęcia gdzie dokładnie ta Polska leży to jak najbardziej wiedzą, że były i są u nas protesty i demonstracje i są przerażeni aktem samospalenia w Warszawie. Szok. Tak właśnie nas widzą na świecie.
tu hotelowa jadalnia, jeszcze pusta
Załącznik:
12.jpg
12.jpg [ 66.3 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Szczęśliwie small talki z Amerykanami przerywa się kiedy jest to wygodne i nikt nie czuje się obrażony. A my, którym między jedną konwersacją a drugą udalo nam się szcześliwie coś zjeść, mamy przecież plan. :)
a w planie jest jedna z wielu atrakcji jaką oferuje region - kanion Peakaboo i Spooky Gulch, ktore mozna przejść w pętli.
na zdjęciu atrakcje z gazetki (te bardziej dostepne)
Załącznik:
12aaa.jpg
12aaa.jpg [ 162.39 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Pierwszym punktem jest visitor center, gdzie chcielismy zasiegnac informacji o przejezdności drogi Hole-in-the-Rock (szutrowka), pobrać mapki oraz dowiedzieć się jak bardzo możliwy jest loop Peekaboo i Spooky w dniu dzisiejszym. Oraz czy prognozy pogody/obecne warunki pogodowe pozwalają na bezpieczne wejście do kanionu, który jest bardzo wąski. Wiadomo, że kaniony szczelinowe są piekne, ale też - w trakcie albo po opadach - stają się śmiertelną pułapką. Sama myśl poźniej w Spooky jak szlismy “na kraba” bokiem z plecakiem (malym) w rękach przed sobą, bo się nie mieścił, że mógłby nas tam zastać deszcz spowodowała ze zrobiło mi się ciepło…
Jeśli ktoś myśli że w Visitor center dostanie dokladne mapki to sie srogo rozczaruje. Mapki dostaje się takie jak te z netu:

Załącznik:
12aaaa.jpg
12aaaa.jpg [ 76.21 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12aaaaaa.jpg
12aaaaaa.jpg [ 183.18 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Trzeba wiec wiedziec gdzie chce sie jechać i pozniej iść i przygotowac się samemu (najlepiej tak, żeby móc później także wrócic ;) ). Moje wydruki opisów trasy z netu były bardzo dobre, ale google maps w offlinie też daje rade w doprowadzeniu nas do parkingu.
W ogóle dygresja o mapach na komórkę w kontekście używania GPSa.
Najlepszy i bezkonkurencyjny wszędzie tam, gdzie jest droga (jakakolwiek) moim zdaniem jest w USA Google maps. Bezpłatny, niezawodny, ma nawet najmniejsze drogi pomapowane. Ogromną zaletą są POI wbudowane w te mapy. Mapy sciagalismy offline w hotelu i częściowo przed wyjazdem.
Najlepszą z kolei mapą na hiking jest wg nas obojga bekonkurencyjne WINDy maps. Wersja bezpłatna. Ma chyba każdy szlak. Ale o tym za chwile.
Escalante jest małą mieściną ale blisko (najbliżej) kanionów (w tym Zebra Slot canyon i Peekaboo). 6 mil “normalną” drogą i dwadzieścia kilka szutrówką (przejazd szutrówką zajmuje ok godziny w jedną stronę). GPS prowadzi pewnie. Przy skręcie w “dirt road” jest mały parking. Tu kończą swoja podroż samochodem wszyscy ci, ktorzy nie maja wyższego samochodu. I ci własnie mają 1,2 mili więcej w jedną stronę dalej niż inni do przejścia (droga zupełnie bez cienia)).
Załącznik:
12aba.jpg
12aba.jpg [ 126.3 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12abc.jpg
12abc.jpg [ 92.24 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Przez ostatni odcinek droga jest już zła. 1,2 mili po wertepach, koleinach. W jednym miejscu zrobil sie juz mały objazd bo przejechac mozna bylo pierwotna drogą chyba tylko czołgiem ;) ale to w koncu 1,2 mili wiec da sie wytrzymac. Niemniej jednak oceniam ze przy opadach nie ma po co tam jechac, tzn można ale z traktorem jako ubezpieczenie bo wyciagarki nawet nie byloby gdzie przyczepic. ;) Szczęśliwie jest chlodno ale ani sniegu, ani deszczu nie ma.
Załącznik:
12abd.jpg
12abd.jpg [ 108 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


GPS (google maps) bezbłędnie doprowadza nas do parkingu. Samochod zostawiamy przy jakims krzaku, rejestrujemy się w książce - dla bezpieczeństwa. Nie trzeba nic płacic, ta atrakcja jest bezpłatna.
Szlak jest oznaczony kamieniami, ale tak bez przesady. Jak jest jakis zakret to jest większa kupka ;) Włączamy więc Windy i okazuje się ze “dziewczyna” po prostu śmiga (ochrzciłam ją “Wendy” ;) ). W jednym miejscu mowi ze zeszlismy ze szlaku i faktycznie nie zauważyliśmy “kupki” i niechcący bysmy poszli zupełnie nie tam, gdzie trzeba.
Załącznik:
12ac.jpg
12ac.jpg [ 127.51 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12ad.jpg
12ad.jpg [ 182.91 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Coraz bardziej ufamy wiec gpsowi i - jak po sznurku - dochodzimy do Peakaboo. Niestety słowa Rangersów zaczynają mnie drażnić bo zbyt często sie spełniają ;) Pani w Visitor Center powiedziała nam że przed wejściem do Peeekaboo bedzie prawdopodobnie woda i … była.
Wejscie do Peakaboo:
Załącznik:
12bg.jpg
12bg.jpg [ 94.31 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Po przemyśleniu tematu mam po prostu wrażenie ze ta woda tam stoi niestety przez większość roku bo ta niecka jest w skale i woda nie ma gdzie wsiąkać, a jako ze zwykle jest tam cień to nie bardzo tez paruje. Więc zeby suchą nogą zrobić Peekaboo trzeba miec szczescie albo byc w cieplejszych m-cach kiedy to trochę ochlody nie robi roznicy ;) bo niestety jak woda stoi przed wejściem to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością będzie też stać w samym kanionie.
My wzięliśmy nawet dodatkowe buty zeby w nich przejsc i zmienic, ale Rangerka pomyliła sie na niekorzyść z głębokościa. Do kostek - jak mowila - to bysmy przeszli, ale woda jest przynajmniej do pół lydki, albo do kolan co powodowałoby że woda wlalaby sie do sniegowców, a te mialy nam jeszcze posłużyc. Poza tym moje podleczone przeziebienie nie przewidywało kąpieli w lodowatej wodzie i chodzenia w mokrych butach.
Z żalem odpuszczamy Peekaboo. Ale po pierwsze celem głównym jest Yellowstone, a “w zapasie” jest też samodzielnie Spooky, ktore też jest niczego sobie. Ten kanion jest zwykle suchy. Idziemy - znow używając Windy - i też bez trudu znajdujemy wejscie.

Kanion jest nie-sa-mo-wi-ty. Wąski tak, że w niektórych miejscach nie mozna nogi postawic, przejście “na wprost” jest w wielu miejscach niemożliwe, podobnie jak przejście z nawet najmniejszym plecakiem na plecach - trzeba iśc bokiem. Mój mąż - 190cm wzrostu wyglądał przekomicznie przeciskając się “na gąsiennicę” czyli trochę góry i później dół. :D
Klaustrofobii nie mam ale jak sobie pomyślałam w pewnym momencie o flash floodzie w tym kanionie to wrażenie było :D

Załącznik:
12cb.jpg
12cb.jpg [ 46.15 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12cf.jpg
12cf.jpg [ 103.28 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12ch.jpg
12ch.jpg [ 71.39 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12ci.jpg
12ci.jpg [ 63.14 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12cja.jpg
12cja.jpg [ 44.42 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


w niektorych miejscach nawet w Spooky była woda, tutaj techniczne podejście, aby przejść suchą stopą ;)
Załącznik:
12cjd.jpg
12cjd.jpg [ 60.67 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


a tutaj obrazowo - kanion jest wąski :)
Załącznik:
12cjk.jpg
12cjk.jpg [ 73.28 KiB | Obejrzany 4945 razy ]



Kilka informacji praktycznych:
Wejscie do Peakaboo oprócz basenu z wodą charakteryzuje sie scianką tak ok 3 metrów do pokonania. Szukając informacji na ten temat zauważyłam ze ludzie ocenali to wejście bardzo róznie od extremalnego do po prostu informacji ze trzeba sciankę pokonać.
Otóż na zywo okazuje się ze ścianka ma występy celowo zrobione po to żeby móc postawić nogi i się wspiąć, a skałki w tamtych rejonach charakteryzują się dość dobrą przyczepnością (nie są śliskie nawet jesli są mokre, no chyba że jest lód lub śnieg) także oceniam że średnio wysportowana osoba, sama, ewentualnie z małą asekuracja z dołu spokojnie powinna dać radę. W gorę. W dół nie chciałabym tamtędy schodzic bez zabezpieczenia.
Co do Spooky to pierwsza część kanionu oprócz tego że jest wąska to jest dość łatwo i plasko, niemniej jednak później zaczyna się robić stromo, i to przy wąskim i dość “wyslizganym” kanionie potwierdza to, co pisali inni, że łatwiejsza trasa zrobienia pętli jest zacząc od Peakaboo, iść nim w górę i z góry “ześlizgnąc” się w Spooky Gulch.
Żeby pokonać te kaniony nie można się łudzić że to spacer, trzeba uzywać zarówno rąk i nóg a czasami, dla mniejszych ludzi jak ja jedynym wyjsciem było technika jak przy wsiadaniu na konia na oklep. Kto jeździ, ten wie.
I moja subiektywna ocena Spooky - dawno tak dobrze się nie bawiłam. Nie dość, że kanion jest niesamowity, w sensie kolorów i kształtów to jeszcze ta jego charakterystyczna wąskość i pozycje jakie trzeba bylo przyjmować doprowadzały nas do smiechu wiele razy. Poza tym te trzy kaniony są oddalone od najbardziej popularnych szlaków wiec w kanionie bylismy sami. Dopiero jak przyjechalismy na parking okazało się ze jest tam jeszcze 3 inne samochody. Tych ludzi nie widzielismy nawet z daleka bo na tak duzym terenie nie ma tłoku.
W niewielkiej odległości od Peakaboo i Spooky jest Dry Fork. To szeroki, łatwy, chociaż już nie tak spektakularny kanion. Skoro tam juz jestesmy i nie idziemy dp Peakaboo to decydujemy się na Dry Fork. Przechodzimy przez kanion i wracamy “szlakiem” po pustyni. Efektywnie “szlak” oznaczał, że był oznaczony tylko na Windy Maps i charakteryzuje się calkowitym brakiem oznaczenia w terenie wiec idziemy totalnie zdając się na Windy Maps. 100% zadowolenia, bo docieramy jak po sznurku do parkingu. Chociaż może to nie było najbardziej rozsądne tak od razu zawierzyć aplikacji.

Załącznik:
12d.jpg
12d.jpg [ 148.02 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12daaa.jpg
12daaa.jpg [ 212.9 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12e.jpg
12e.jpg [ 102.46 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12f.jpg
12f.jpg [ 66.55 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
12g.jpg
12g.jpg [ 118.93 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


No, to czas na podróż do Kanab. Wprawdzie jeszcze miałam w planie Zebra Canyon, który jest zupełnie po drodze, ale okazało się ze z dojściem do kanionu i z powrotem trzeba poświęcić dodatkowe 3 godziny, a licząc że do tego dodatkowe 3 godziny drogi od kanionów musielibyśmy zrobic do Kanab oraz nasze zmęczenie nie wygląda to ciekawie.
Także jedziemy.
Droga biegnie dalej Hwy12 az do Bryce Canyon, w którym byliśmy już uprzednio, podobnie jak w Zion, i dlatego tylko przejeżdżamy. Jak na razie zima jest kompletnie bezśnieżna, co nas specjalnie nie martwi, ale jesli miałabym powtórnie zobaczyć Bryce zimą to właśnie w “czapce” ze śniegu :).
Do Kanab, gdzie mamy nocować trzy noce, dojeżdżamy jak jeszcze jest jasno, chociaż już słońce chyli sie ku zachodowi, także ogarniamy hotel, gdzie jest visitor center (już zamknięte) oraz co jest w tym mieście (niewiele ;) i wracamy do hotelu na zasłużony odpoczynek.

DZIEŃ 13 (22.02.2018) kiedy niemożliwe staje się możliwe, a my nie mamy parcia na szkło i idziemy na grzyby
(Kanab, losowanie the Wave, Toadstool Hoodoos)

Kanab nie jest miastem które wizualnie czymkolwiek się wyróżnia, ale dla nas ma podstawową zaletę - w Visitor Center własnie tylko (po sezonie) w tym miescie odbywają się losowania na zezwolenia na wstęp na the Wave. Łącznie wydawanych jest na każdy dzień 20 zezwolen, z czego 10 trzy m-ce wcześniej w loterii online a 10 własnie w przededniu dnia wyprawy.
Luty to nie sezon, niemniej jednak od 8.00 Visitor Center stopniowo zapełnia się ludźmi. Niektorzy są tu kolejny dzień, ci nawet nie musza uzupełniać aplikacji - wykorzystana zostanie ta uprzednio złożona (co za organizacja).
Jest też ekipa TV - chyba bali sie że nikogo nie będzie jak będą kręcić materiał bo Rangers przed 9.00 śmieje się z nich że tak jak mówił jak zawsze jest pełno.
Załącznik:
13a.jpg
13a.jpg [ 110.92 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Przed wejściem na losowanie trzeba się do niego zapisać czyli wypełnić aplikację.
Rangers informuje głośno i zbiorczo zebranych o zasadach, czyli nie wolno wypełnic kilku, szlak jest nieoznaczony i w ogóle jest strasznie.
Co mnie zaskakuje to to, że od razu trzeba być zdecydowanym jakim samochodem sie pojedzie i wpisac numer rejestracyjny. Czyli jesli ktoś liczylby ze przyjedzie sedanem a w razie wygranej wynajmie samochod z wyzszym prześwitem to moglby się przeliczyc.
Jedna para Azjatów, która wygrała tego dnia zezwolenia od razu powiedzieli ze juz mają wcześniej wynajętego przewodnika.
Nastepnie Rangers informuje ze na nastepny dzien zapowiadana jest zła pogoda ze śniegiem włacznie, pełne zachmurzenie, a jesli sie wygra permit, a warunki np pogodowe uniemożliwia dotarcie na miejsce to o nastepny permit można ubiegac się dopiero po dwoch tygodniach.
Ma się rozumieć nie rezygnuje nikt.
Wszyscy uzupełniają aplikację.
Przesąd przesądem ale mam świadomość, że ja to szczęscia nie mam, zarządziłam więc, że aplikację będzie uzupełniał mąż, bo jeśli któreś z nas miałoby cokolwiek wygrać to zawsze byłby on. A każda strategia, nawet najbardziej bez sensu, która nie szkodzi, jest lepsza niż żadna. Więc uzupełnił, dostaliśmy numer 11.
Losowanie to prawie jak bingo. Emocje są.
I nagle … nas losują jako drugich!!! :) Normalnie nie mogę w to uwierzyć. Później nie mogłam uwierzyć, że mąż nie dość że wygrał to zezwolenie to jeszcze udało mu się ten moment (i moją radość przy okazji ;) ) nagrać :)
Oprócz nas wygrywają jeszcze para Francuzów i 6 Azjatów.
Po krótkim szkoleniu, otrzymaniu mapki i upragnionych zezwolen, nastraszeniu nas że możemy zginąć i na ile sposobów, i roztoczeniu wizji ze tam nie dotrzemy a jeśli juz to będzie ciężko wrócic, jestesmy wolni. Wychodzimy z salki, ktora chyba musieli specjalnie przeznaczyć na losowania.
tu zezwolenia i mapki
Załącznik:
13b.jpg
13b.jpg [ 66.86 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
13c.jpg
13c.jpg [ 159.19 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Od razu wpadamy na gości z TV, którzy przeprowadzają wywiady indywidualne z “szczęśliwcami”. Pani truchta za nami i dopytuje za ktorym razem wygralismy, skad jestesmy. Pyta czy nie chcielibyśmy wystąpić w TV (jak na razie Francuzi zwiali, więc ma tylko materiał z Azjatami).
My też grzecznie odmawiamy (kilka razy), a Pani nie może uwierzyć i jest w szoku jak możemy NIE CHCIEĆ wystąpić w TV. No niestety.
Wreszcie wydostajemy się, idziemy na kawę (jedyną znośną na wyjeździe ale najdroższą jaką pilismy) plan jest jechac do kanionu the Wire Pass Trail ale … dostaję zgona. Tzn mój M. 15 razy pyta o coś a ja nie jestem w stanie nic z sensem odpowiedzieć. Zmęczenie, przeziębienie, emocje, wszystko teraz na raz wychodzi.
Decyzja - dziś odpoczywamy. Co oznacza że zamiast chodzić dużo przeglądamy mapkę, którą dostalismy w Escalante i wybieramy łatwy szlak do Toadstool Hoodoos pomiędzy Page i Kanab.
Szlak jest faktycznie łatwy, krótki (chociaz kilka razy przebiegaja kolo nas ludzie ktorzy szukaja zaginionego kolegi - nie wiem jak udało mu się tam zgubić) a formacje skalne przypominają grzybki, ktore nie wiadomo po co ktos tutaj poustawial.
Dodatkowo kolory skał od białego do czerwonego sprawiają że naprawde to miejsce jest niesamowite - nie wiem dlaczego nie widziałam żeby były często odwiedzane.
Załącznik:
13e.jpg
13e.jpg [ 174.21 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
13f.jpg
13f.jpg [ 98 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
13g.jpg
13g.jpg [ 143.46 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
13i.jpg
13i.jpg [ 85.95 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
13h.jpg
13h.jpg [ 131.69 KiB | Obejrzany 4945 razy ]

Załącznik:
13k.jpg
13k.jpg [ 134.2 KiB | Obejrzany 4945 razy ]


Po zejściu ze szlaku jedziemy do Page zeby odwiedzic jedynego w okolicy wallmarta i kupic coś na śniadanie.
Plus chcemy zobaczyc jeszcze raz Horseshoe bend, gdzie najpierw dojezdzamy. Nagle objawia się masakra. TŁUM ludzi, samochodow. Przecież to niemożliwe, myślę sobie, i przelatuje mi przez myśl “TO NIE SEZON”. Z parkingu płynie nad krawędź prawie pielgrzymka. A w oddali jakieś rusztowanie (początkowo myslimy że to wiata).
To wszystko sprawia ze nie chcemy psuc sobie widoku ktory mamy zachowany z poprzednich wyjazdów i .. zawracamy w pol drogi z parkingu.
Poniewczasie okazuje się, że to nie była wiata, ale Horseshoe bend zabudowują - cement, barierki. Już niedługo, bo przed latem 2018 powinni skonczyć prace, nie będzie to miejsce wygladalo naturalnie jak je pamiętam. Wg mnie dramat, bo było to jedno z miejsć którego efekt WOW zapadał na długo w pamięć, a do tego mega dostepne. Bóg raczy wiedzieć jak będzie jak już to obudują.
Podłamani jedziemy juz na zakupy, kupujemy jedzenie i wracamy do Kanab. Jutro w koncu wielki dzien.
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 31 Maj 2018 13:53 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
DZIEŃ 14 (23.02.2018) kiedy ostatni są (prawie) pierwszymi.
(the Wave)

Rano budzimy się i od razu mam stresik, bo niestety, akurat dziś prognoza się sprawdziła i spadł prawdziwy śnieg. Całe kilka cm.
Załącznik:
14a.jpg
14a.jpg [ 88.29 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


Ale co zrobić, kiedy masz w ręku permit, o ktorym inni mogą tylko pomarzyć?
Oczywiście próbować.
Tak więc ogarniamy szybciutko śniadanie, gdzie pracownik (manager?) hotelu do nas podchodzi, zagaduje i twierdzi że będzie spoko. Trochę nadzieja się budzi ale punkt 8.00 wchodzimy do Visitor Center żeby dopytać, czy dorga będzie przejezdna i jak w ogóle dziś warunki.
Dziś uważam że to byla strata czasu bo miałam wrażenie że chcą nas wystraszyć na wszelkie możliwe sposoby. Trzeba bylo od razu jechać i ocenić własnym polskim rozsądkiem. W koncu u nas też są zimy.
W koncu jak pytam czego tak wlasciwie możemy oczekiwać Rangers wyciaga fotki zakopanych samochodow, jednego w glebokim sniegu (o pol metra wiecej niz dzis spadlo) a drugiego w blocie (chyba wiosną nie jest tu łatwo ;) ).
Jak mowie ze to chyba nie ten case, zaczynaja juz normalnie gadać, żeby jechać od razu jak jeszcze droga jest zamarznięta, a jak sie nie da wrocić po poludniu bo rozmarznie, to trzeba poczekać do nocy aż znow zamarznie. I to jest rozsądne. Mamy wodę, pełen bak, jedzenie i dużo cieplych rzeczy - możemy nawet przenocować jak będzie trzeba.
Tak więc nie tracąc czasu ruszamy.
Pierwszą częśc jedziemy Hwy 89, a następnie trzeba skręcić w HouseRockValley Rd, i nia jechac nastepne 8 mil, docierając do parkingu, gdzie należy zostawić samochod.
Po drodze jak jechaliśmy asfaltem zastanawiałam sie cz nie będziemy jedyni na szlaku bo ciężkie warunki moga byc, itp itd. Wjeżdzajac na szutrówkę, zaczynam się niepokoić, że będziemy ostatni! ;) Jest mnostwo śladów opon!. Trzeba bylo od razu jechac a nie tracic czas w Visitor Center. No ale trudno. Snieg jest miałki a droga dość zmarznięta, więc AWD daje radę, praktycznie się nie ślizgamy. Praktycznie, czyli jeżdżąc jak w Polsce w zimie, czyli hamujac silnikiem (ten samochód ma szczęśliwie taką opcję bo niektóre automaty takowej nie posiadają), bez gwałtownych zakrętów.
Załącznik:
14f.jpg
14f.jpg [ 135.01 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


Na ostatniej prostej spotykamy pierwszą z osób i już wiem, że ostatni to na pewno nie będziemy. Azjata spadł z drogi i utknął na muldzie. Co z tego że ma pick upa AWD heavy duty, jak nie ma śniegu u siebie to nie wie, że nie naciska się hamulca przed zakrętem, bo samochod i tak pojedzie prosto. Albo też jak poprzednio nie miał szans bo jego samochod mogl nie miec opcji hamowania silnikim. Otwieramy okno i pytamy czy mozemy pomoc. Niestety wypożyczone samochody - i on i my takie mamy - jak się zaraz przekonujemy - nie są wyposażone ani w łopaty ani w linki holownicze.
No nic, facet stwierdza, że i tak pójdzie na the Wave, co z samochodem, pomyśli później, tylko zadzwoni do ubezpieczalni. Dopiero teraz widzę, że motywacja ludzi, żeby dotrzeć do the Wave może być chyba większa niż moja ;)
Dojeżdżamy do parkingu, ktory jest już niedaleko i oceniamy sytuację. Niestety sniegu jest trochę (po kostki). Nasze buty hikingowe bylyby od razu mokre. Ale w koncu jedziemy też do Yellowstone! Mamy więc “na stanie” sniegowce z “JULA” (tu reklama: obuwie ochronne ze całe 80 zl po przecenie :) - dają radę). Zakładamy więc “buciki”, plecaki i ruszamy w trasę.
Załącznik:
14i.jpg
14i.jpg [ 69.3 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


Idziemy gęsiego mój M patrzy pod nogi i wytycza szlak w sniegu (co na początku jest banalnie proste bo widzimy wiele śladów) a ja kontroluję mapkę z obrazkami, ktora dostalismy. Po pierwszym sukcesie w Spooky włączamy też Windy i Google maps (obie mapy offline).
Wkrótce zaczynamy spotykać pierwszych ludzi. A to odpoczywają, a to ktos się w adidaskach wybrał i juz ma mokre nogi. Prawie jak Tatry w sezonie, przygotowani jak na spacer po parku. Ja się nie dziwię że tam ludzie umierają jak są tak niefrasobliwi i nieprzygotowani.
Mijamy wkrótce ostatni ze słupków “trail”. Później jak nas uprzedzał Rangers - idziemy tylko na obrazki bo nie ma wytyczonego szlaku.
I teraz co do “wspomagaczy”: otóż, o ile google maps zgubił trasę praktycznie od samego znaku “wilderness” o tyle Windy Maps trzymał szlak do samego the Wave i z powrotem. Dokładnie po trasie takiej jak wynikało z sugerowanej przez obrazki na mapce. To nie była też jedyna mapa, ktora ma wytyczony ten szlak, bo Francuzi (para) jedyni ktorzy dotarli na Wave przed nami mieli Garmina w zegarku (przez co znacznie łatwiej bylo im kontrolowac na ile są na szlaku, czy nie zbaczają z trasy). Ale jak na darmowe opcje - Windy górą!
Ze 2 km od celu spotykamy następne kilka osob i faceta, ktory wydaje się ich prowadzic. Ku mojemu zdziwieniu wyciąga on listę i sprawdza nasz permit. Przy okazji też mówi nam że możemy spokojnie iść po ostatnich dwóch parach sladów ktore były widoczne w śniegu bo idą dobrze (nie dziwne - Francuzi mieli Garmina to szli jak po sznurku. Niestety oboje - co okazuje sie jak ich mijamy po drodze - mieli także na nogach coś na kształt raków, ktore oczywiscie pomagaja iść szybciej bez ślizgania ale bardzo ranią skały. Raki są zabronione w tamtym rejonie - Francuzi upomnieni przez spotkanego wczesniej przewodnika musza je natychmiast zdjąć).
Ostatni kawałek jest po skale, rozpuszczającym sie i zalodzonym śniegu. Jest ślisko. Każdy krok dokladnie obliczamy, żeby uniknąc skręcenia kończyn. A zupełnie ostatni kawałek ostro pod górkę po kopnym piachu, sniegu i skałach. Jest cięzko, chociaż to krótkie podejscie. Wprawdzie tez mamy takie nakladki jak Francuzi, ale - z uwagi na ewidentne szkody jakie powodują - nie mamy zamiaru ich zakladac, no chyba ze będzie naprawdę niebezpiecznie.
Wreszcie jestesmy na górze. Formacja jest mała. To - jak nas “ostrzegał” Rangers nic praktycznie więcej oprócz tego co widać na jednym kadrze który wszyscy podziwają. Ale niesamowite jest to że struktura skały faktycznie przypomina falę. I te kolory są nie-sa-mo-wi-te. Zupełnie jak na wszystkich zdjęciach, co pamiętamy. Na pewno nie ma tam fotoszopa. Zostajemy tam na dłużej napawając sie i robiąc fotki, aż do czasu kiedy wchodzi duża (czytaj ok 5 osob) grupa i zaczyna nam wchodzic w kadr ;)
Załącznik:
14jd.jpg
14jd.jpg [ 76.03 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14ka.jpg
14ka.jpg [ 158.65 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14ke.jpg
14ke.jpg [ 236.61 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14kf.jpg
14kf.jpg [ 221.38 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14kk.jpg
14kk.jpg [ 183.38 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Zawsze mnie zastanawiało, jak można bylo ograniczyć dostep do tego miejsca w tak drastyczny sposób (na losowaniu był np. Amerykanin, ktory od 9 lat przyjeżdża co kwartał do Kanab i bierze udział w losowaniu - ja juz bym mu przyznała ten permit już z litości ;) ).
Jednak po wejściu na Wave i zobaczeniu jak to mała jest formacja, a jednocześnie mając w świadomości że ludzie potrafią wszystko zadeptać jestem za utrzymaniem tych ograniczeń.
Moja ocena - czy warto próbować zdobyć permit? Zdecydowanie warto.
Schodzimy ze wzniesienia i idziemy szlakiem, juz nie po śladach bo te częściowo stopniały.
Załącznik:
14l.jpg
14l.jpg [ 140.89 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Tutaj prezentacja najlepszego zakupu przed wyjazdem, ktory jak widać posłużyl nam nie tylko w Yellowstone
Załącznik:
14mb.jpg
14mb.jpg [ 177.84 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Dość szybko doganiamy przewodnika, ktory też wraca i okazuje sie byc wolontariuszem ktory tam sprawdza czy wszystko z turystami ok. Cały czas idziemy z włączonym Windy, ale dołaczamy się do niego zeby pogadac, poogladac widoki i też zeby az tak bardzo nie pilnować trasy. Facet idzie na pamięc. Okazuje się - z tego co mówi- ze na Wave dociera coraz więcej Polaków. :) Brawo my :)
Załącznik:
14n.jpg
14n.jpg [ 245.76 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14oa.jpg
14oa.jpg [ 191.73 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14ob.jpg
14ob.jpg [ 168.77 KiB | Obejrzany 4780 razy ]



Po dotarciu do koryta rzeki rozdzielamy sie i my idziemy na Wire Pass zobaczyc a on pomóc tej ofierze, ktorej utknal samochod.
tu szlak do Wire Pass
Załącznik:
14p.jpg
14p.jpg [ 89.08 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Okazuje się że łatwy skądinąd wirepass zastopował nas uskokiem. Zmęczeni jednak po chodzeniu z pełnymi plecakami, juz nie bardzo mamy siłę na te skałki. Ale te są bardziej dostepne - self paid permit mozna nabyc przy parkingu. Tak więc - zostawiamy na nastepny raz.
Załącznik:
14ra.jpg
14ra.jpg [ 79.64 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14rc.jpg
14rc.jpg [ 96.99 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Wracamy do samochodu i ruszamy w drogę.
Załącznik:
14sa.jpg
14sa.jpg [ 150.66 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


I tu dopiero zaczyna się zabawa. Droga jest tylko trochę rozmarznięta, ale nawet nasze AWD zachowuje się jakbyśmy jechali na łysych oponach po lodzie. “Niech mi ktos pokaże kozaka, ktory teraz pojedzie 25m/h” rozśmiesza mnie mój M, ale za chwilę jest nam już nie do śmiechu bo jedzie się - a raczej toczy - fatalnie. Najgorzej jest przy mijankach, a szczegolnie jednej, jak kobieta z naprzeciwka jedzie zdecydowanie za szybko na te warunki, a widząc nas robi najgorszą rzecz na świecie - naciska hamulec. I jak na filmach, w zwolnionym tempie jej samochod, skądinąd też SUV, zaczyna na nas sunąć całym bokiem (jak TIRy na filmach akcji). Nie za bardzo jest gdzie uciekać wiec bezradnie patrzymy na rozwoj sytuacji (szybko dziekuje sobie w duchu że wykupiłam road assistance). Na szczescie kobieta na ostatnich metrach opanowuje (ledwo) samochod i - cala blada - przetacza sie obok nas juz powolutku.

Załącznik:
14sac.jpg
14sac.jpg [ 132.91 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14saf.jpg
14saf.jpg [ 205.51 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


Ostatecznie, mimo nerwowych sytuacji nie musimy czekac na ponowne zamarznięcie drogi i szczęsliwie wyjeżdzamy na asfalt. I tu okazuje się, jakiego naprawdę mielismy farta. Dojeżdzając do Kanab wjeżdzamy w sam środek nastepnej burzy śnieżnej. A przecież przez caly czas jak szlismy na szlaku to bylo piekne slonce i zero chmur. Pogoda tutaj niestety jest nieprzewidywalna, nie sprawdza się z prognozami (nam prognozowali ze snieg bedzie padal caly dzien i zachmurzenie 80%) i zupełnie zmienna, także trzeba byc przygotowanym naprawdę na wszystko.

Załącznik:
14sal.jpg
14sal.jpg [ 113.25 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
14sam.jpg
14sam.jpg [ 64.3 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


DZIEŃ 15 (24.02.2018) kiedy stwierdzamy, że nie wszystko jest warte swojej ceny
(Upper Antelope Canyon, przejazd do Salt Lake City)
Poranek wita nas słońcem i mrozem. Wspolczując tym co dostali permit na the Wave na dziś (śnieg częściowo stopniał i zamarzl, obladzajac skały) wstajemy i zbieramy się do drogi.
Na ten dzień mamy zaplanowany drugi Kanion Antylopy (upper), którego nie widzieliśmy poprzednim razem , oraz już, wreszcie, przejazd w stronę Yellowstone.
Lower Antelope Canyon zwiedzaliśmy poprzednim razem sami - przechodząc przez kanion bez wycieczki. Jak się ma statyw i aparat nawet jeden na dwie osoby to jest opcja w Lower Antelope wykupienia takiego wejścia. Byliśmy mega zadowoleni, gdyż można było kontemplować chwile “sam na sam” w kanionie.
Obiecalismy sobie ze “następnym razem” zrobimy Upper, ktory jest bardziej znany, niemniej jednak także bardziej oblegany. Wydawało nam się, że low season (środek lutego) spowoduje że jesli ktoś tam oprócz nas będzie to na pewno jakies niedobitki. Ale że nie za bardzo lubimy zwiedzać w dużych grupach więc poprzedniego dnia zarezerwowalismy Photo Tour w Upper Antelope. Drogo jak …(tu brak mi cenzuralnego określenia na ocenę złodziejskiej ceny za taką wycieczkę)... ale raz się żyje.
Z uwagi na rodzaj wycieczki musimy byc wczesniej, aby obejrzeli nasze aparaty, statywy. Zgodnie z wymogiem, żeby w ogole iść na photo tour w Upper Antelope każda osoba uczestnicząca w tej wycieczce musi miec pełnowymiarowy aparat i statyw.
Do Upper Antelope dojezdzamy więc 40 min przed rozpoczęciem naszej wycieczki. Wypakowujemy aparaty (w tym jeden pożyczony specjalnie na tę okazję i targany z PL razem ze statywem, zwykle normalnie wystarcza nam, zwykłym szarakom jeden aparat na dwie osoby).
I pierwszy znak. Pożyczony aparat zdechł. Martwy. Trup. nie reaguje na nic. A do tej pory działał jak marzenie, poprzedniego dnia miał naładowane baterie, wcześniej robiliśmy nim fotki itp. Później okazało się że nie działał nam tylko ten jeden dzień - wlasnie dokladnie ten, w którym powinien był działać. Przypadek?
Trzeba bylo znaki odczytać prawidłowo, ale jak już się zafixuję na wykonaniu planu to żadne przeciwności losu nie są w stanie mnie powstrzymać. Tak więc mój M. poszedł pokazać dobry i “martwy” aparat i - jak zwykle w czepk urodzony - “przeszedł” sprawdzenie pomyślnie.
A przecież jak już dojedziemy do kanionu to nas nie wyrzucą, nie? ;)
tu dojeżdzamy do kanionu
Załącznik:
15a.jpg
15a.jpg [ 55.7 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Później rozgrywa się już tylko nasz dramat za całe 130USd… od osoby.
W ogóle ten kanion to taka porażka ze w ogóle nie chcialo mi się aż o tym pisać, ale zmuszam się ku przestrodze:
Po pierwsze: jeśli ktoś miałby np. takie przekonanie, że wycieczka photo tour jest dlatego rano o stałej godzinie, i dlatego jest tak droga, ze np fotografowie mają kanion tylko dla siebie.
Po drugie: jeśli komuś się wydaje że przy słonecznym dniu jest gwarancja zobaczenia “słupa świetlnego”
Po trzecie: jeśli komuś się wydaje że przynajmniej będzie miał komfort porobienia fajnych fotek bez presji czasu.
Po czwarte: jeśli komuś się wydaje że przynajmniej będzie mógł wybrać samodzielnie kadr i miejscie z ktorego robi zdjęcie.0
Odpowiadam ku przestrodze: płonne nadzieje :)
Otóż wycieczki “photo” wchodza z całym miliardem turystów do kanionu, ktory byłby moze i piękny, ale przy tej ilości ludzi budzi tylko irytację przypominającą sytuację kiedy w korku stoisz w napchanym po brzegi autobusie. Chociaż nie - dużo większą, bo za przejazd autobusem nie płacisz ponad 100 zielonych ;)
Poza tym upychają “photografów” pod ścianami, ludzie ruszają swoje statywy, zdjęcia trzeba robic “na odliczanie” bo w tym czasie “trzymają” inne wycieczki zeby nie wchodziły w kadr. Generanie masakra. Po powrocie jak obejrzałam zdjęcia to wywaliłam prawie wszystkie.
tu kilka takich ktore zachowałam ku przestrodze.
Załącznik:
15da.jpg
15da.jpg [ 119.76 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
15dd.jpg
15dd.jpg [ 40.16 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
15df.jpg
15df.jpg [ 37.82 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
15di.jpg
15di.jpg [ 64.77 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Indianie mają manię doszukiwania się w skałach kształtów im znanych, tutaj wiec "serce by Navajo". Przewrócone co prawda ;
Załącznik:
15dj.jpg
15dj.jpg [ 90 KiB | Obejrzany 4780 razy ]



Załącznik:
15dzd.jpg
15dzd.jpg [ 154.3 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Nie chciałabym pojechać jakimiś stereotypami, ale schemat aż się ciśnie: tam gdzie Indianie dostali dostep do jakiejś atrakcji turystycznej i mogą na niej zarobić pieniądze to robią to bez umiaru niszcząc absolutnie możliwość zachwytu tejże atrakcji w szczególności pobierając złodziejskie kwoty za wstęp i nie oferując wiele w zamian. Niestety, trochę staram się ich zrozumieć, bo jako rdzenni mieszkańcy zostali wyrugowani z wielu miejsc uznanych za atrakcyjne gospodarczo itp. Ale co za dużo to niezdrowo. W USA jest naprawdę tyle pięknych miejsc, gdzie wstęp jest albo darmowy albo płatny symboliczne kwoty.
Jedynym jeszcze wyjatkiem jest Lower Antelope gdzie ciągle jeszcze (oczywiscie za dodatkowa, choć nie już tak złodziejską, opłata) mozna wejśc samemu bez wycieczki, ale jak długo? Absolutnie nie polecam więc Upper Antelope. Brr. Rzadko to robie ale ostentacyjnie nie dałam napiwku. Z reszta po mojej minie bylo chyba widac jak wysokiego zenitu sięga moje zdegustowanie bo nawet nie zapytali się jak mi się podobało.
Szczęśliwi, że możemy już próbować zapomnieć o tym “incydencie” załadowaliśmy się do auta i przygotowaliśmy się psychicznie na długą podróż. Następnym celem bowiem był West Yellowstone, ale że samej jazdy wychodzi ok 11 godzin (Yellowstone to następne miejsce w naszym planie, ktore raczej leży poza głównym szlakiem), a juz mielismy południe to wcześniej, juz na etapie planowania, zdecydowalismy ze przenocujemy w SLC, zrobimy zakupy, przespimy sie i ruszymy dalej.
Załącznik:
15sc.jpg
15sc.jpg [ 90.12 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

Załącznik:
15se.jpg
15se.jpg [ 110.41 KiB | Obejrzany 4780 razy ]


Także - zgodnie z planem lądujemy w SLC wieczorem, idziemy na zakupy i spać.

Tu fotka obrazująca podstawową zasade w USA: niezależnie jak masz duzy samochod zawsze ktos bedzie mial wiekszy ;)
Załącznik:
15t.jpg
15t.jpg [ 124.78 KiB | Obejrzany 4780 razy ]

a tutaj - dramat kupującego - jak kupować skoro nawet okulary szkodzą? ;)
Załącznik:
15u.jpg
15u.jpg [ 121.04 KiB | Obejrzany 4780 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
      
#10 PostWysłany: 31 Maj 2018 22:20 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
DZIEŃ 16 (25.02.2018) kiedy Yellowstone zaciekle się broni
Tutaj powinien być opis, że przejechaliśmy ostatni odcinek do Yellowstone, zadekowalismy się w hotelu i poszliśmy zabookowac wycieczki żeby wejść do Parku następnego dnia. Low season w Yellowstone jest paradoksalnie droższy niż normalny inny czas, bo do Parku można wejść tylko z przewodnikiem (indywidualnie - ceny jednak miażdżą, lub z grupą - tutaj juz wyglada to względnie lepiej). O tym jednak później.

Bo przyszła ZIMA. Tzn na początku jak wyjeżdżaliśmy z SLC (a wyjechalismy kolo 11 bo jeszcze zakupy robiliśmy) prószyło tylko trochę. Później już było tylko gorzej. Interstate 15 (dwupasmowa autostrada) zaśnieżony, zawiany, nie jak u nas gdzie miejscowości są co chwila i odśnieża się z wielu punktów. Jedziemy coraz wolniej.
Załącznik:
16b.jpg
16b.jpg [ 71.37 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
16c.jpg
16c.jpg [ 61.27 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Za Idaho Falls wjeżdzamy już na mniej uczęszczaną, ale ciągle głowną drogę stanową nr 20. Jedziemy mimo ze snieg pada tak ze ledwo cos widac. Coraz blizej juz do Yellowstone. Dojezdzajac do Ashton mysle sobie - to już tylko 55 mil, bez szaleństw, ale przejedziemy.
I teraz właściwe byłoby przysłowie “Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość”.
Trzy mile za Ashton stoi bowiem w poprzek drogi ogromny wóz. Myślę sobie - wpadł w poślizg. Podjeżdżamy i okazuje się że to najgorszy sen na jawie.
Zamknęli nam drogę! 50 mil od celu!! Pytamy czy mozna objechac drogę inną drogą - niby można trzeba nawracac i nadkladac drogi po złych drogach bo stanowa nr 20 jest najlepsza i dodatkowy dzien jechac! A kiedy otworzą dwudziestkę? Odpowiada że za 2 dni!!!!
Myślę sobie - niemożliwe, nie po to pojechaliśmy do USA SPECJALNIE zeby dotrzeć do Yellowstone - zeby teraz go nie zobaczyć. Zaczynam rozważać objechanie tego pługu co blokuje drogę i próbę przejechania tych 50 mil co celu, ale “góra” chyba czuwa nad nami żebyśmy nie wdrażali żadnych głupich pomysłów. Jak na filmach familijnych surrealistyczna sytuacja - z przeciwka nadjeżdża Truck, chyba z tych ostatnich co jeszcze przepuścili. I kierowca - zamiast przejechać - jak to Truck, bo kierowcy zawodowi raczej maja swoj własny swiat - otwiera okno w tej całej zamieci i macha do nas. Wiec tez otwieram okno po stronie kierowcy bo akurat ja kierowałam, a facet krzyczy do nas “very bad road - do not go there”. Co byście zrobili? Nam, a w zasadzie mi, bo to ja byłam na maxa zdeterminowana, wrócił rozsądek. Może dlatego, że w kwestiach informacji dzielę ludzi na takich ktorzy maja jakis interes w tym zebym cos zrobila, albo takich ktorzy żadnego interesu w tym nie maja. Facet z Trucka należał zdecydowanie do tej drugiej kategorii, i chyba czytał w moich myślach ;)
Tak więc wróciliśmy do Idaho Falls, bo
Nikt nie umial powiedziec kiedy droge otworza
W wielkim miescie mozna przynajmniej isc na zakupy,
Co gorsza musimy dodatkowo zaplacic za hotel w Idaho falls bo przeciez nocleg w West Yellowstone mamy opłacony na airbnb od dzis.
DZIEŃ 17 (26.02.2018) kiedy Yellowstone nie odpuszcza, a my (na chwilę) się poddajemy
(This is The Place - Salt Lake City)
Rano wszelka nadzieja gaśnie. Nie, nie tylko drogi stanowej nr 20 nie otworzyli. Zamknęli do tego Interstate 15 na północ od Idaho Falls i 20stke też od samego Idaho falls na północ. Na stronie informacji drogowej stanu Idaho aż roi się od znaków zamknięcia dróg. Wszystko jest zamknięte, czyli na czerwono, albo w roznych odcieniach granatu - oznacza to stopniowanie warunków jazdy od złych po bardzo złe. Patrzymy na kamery drogowe. Drogi stanowej nr 20, ani nawet mostu nie widac na kamerach. Tylko śnieg.
tu jak drogi były pozamykane:
Załącznik:
2018-05-31 21_06_03-Salt Lake City, Utah, Stany Zjednoczone do West Yellowstone – Mapy Google.png
2018-05-31 21_06_03-Salt Lake City, Utah, Stany Zjednoczone do West Yellowstone – Mapy Google.png [ 296.21 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Podobno każda decyzja nawet zła jest lepsza niż jej brak. Jest coraz gorzej jeśli chodzi o warunki wiec decydujemy sie pojechac do SLC, żeby w ogóle wylecieć z powrotem. Trudno - próbuję się przekonywać - przyjedziemy do USA jeszcze raz i wtedy zwiedzimy Yellowstone, a przynajmniej nie utkniemy tutaj.
I jedziemy. Droga jest fatalna, ale dojezdzamy koło 1300 do SLC.
Kierujemy się od razu do This Is The Place Heritage Park, gdzie chcialam zebyśmy zobaczyli (w wolnej chwili) skansen domków tutejszych pionierów. Skansen jest otwarty 365 dni w roku. W lutym bardzo wiele z punktów jest zamkniętych z uwagi na brak sezonu, a bilet tanszy tylko o 1 usd ;). Nie jest to deal życia, ale spędzamy miłe trzy godzinki spacerując i oglądając jak kiedys mieszkali pierwsi osadnicy.
Załącznik:
17a.jpg
17a.jpg [ 60.05 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
17b.jpg
17b.jpg [ 131.08 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
17d.jpg
17d.jpg [ 264.7 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Po zwiedzaniu wypadałoby znaleźć jakiś hotel, wiec podjechalismy pod MC Donalda (free wifi; nie kupowalismy karty bo na lotnisku nie mielismy siły szukac, pozniej nie bylo za bardzo gdzie, a potem jak juz znaleźlismy to zgodnie stwierdzilismy ze ten internet w hotelach i punktach gdzie jest free wifi to w zupełnosci wystarczy).
I tu szok. Hotel poszedł w zapomnienie bo otworzyli Interstate 15!!! Przejazd alternatywny do West Yellowstone przez Kilgore tez oznaczony byl jako otwarty (nie tak dobra droga jak stanowa 20stka, ale przynajmniej otwarta, po czasie jak zobaczyłam jak wyglada wyjazd drogi przez Kilgore na stanowa 20stke to jednak dobrze ze tamtedy nie musielismy jechac ;) ).
Jest 16.00 za dwie godziny bedzie ciemno. Patrzymy po sobie i decyzja jest jednogłośna i bez zawahania - atakujemy!!
Znow przebijamy się do Idaho Falls przez odcinek gdzie na przełęczy cały czas mocno pada. Juz po ciemku dojeżdzamy do Idaho falls. Zjeżdzamy na stację i szok!! Otworzyli stanową dwudziestkę!!! Pełnia szczęscia. Do czasu aż wjeżdzamy na dwudziestkę. Otwarta oznaczało w tym przypadku, że ichniejsze pługi przypominające bardziej wycinarkę korytarzy w sniegu wycieły przejazd ( w tę jedna noc spadł ponad metr sniegu), ale droga nadal jest zasnieżona, ma koleiny ze sniegu i - co gorsza - ciągle pada śnieg.
Załącznik:
17f.jpg
17f.jpg [ 47.59 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Jedziemy mega wolno, jadą tylko trucki, pick upy i SUvy AWD. Wolno, nikt nie wyprzedza, ale i tak pilnujemy zeby nie zblizac sie do hałd śniegu na poboczu - nie wykopalibysmy sie. Ten przejazd oceniam jako najbardziej stresujący z całego wyjazdu, ale determinacja była przeogromna :D
Przetoczywszy a nie przejechwaszy te 50 mil od Asthton grubo po 22 dojezdzamy do West Yellowstone.
tu nasz "hotel"

Załącznik:
17j.jpg
17j.jpg [ 55.94 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Miejscówka wynajęta przez AIrbnb jest apartamentem/mieszkaniem z kuchnią (taki chcialam zeby cos cieplego moc ugotowac i zjeść) z time-sharingu.
Obiekt ma nawet recepcję. Całe szczeście bo dość późno jestesmy. Odbierając klucze jednak dopytuję czy uda nam się załatwic wjazd do Parku (bo w planie mielismy to zrobic popołudniu w niedziele) jutro rano, zeby tego samego dnia wjechac. I następna zła informacja, coś ten dzień nie służy. Pani informuje nas ze jest duzo ludzi w West Yellowstone i większość rezerwuje aktywności w ogole jak zamawia hotel. I wg niej w ogole nie kupimy ani na jutro ani prawdopodobnie na pojutrze. A zostały nam sie tylko dwa pełne dni z uwagi na perypetie pogodowe.
To dopiero byłby chichot losu gdyby to czarnowidztwo sie sprawdziło!!! Utknąć przed samym wejściem do parku z uwagi na brak miejsc. Wczesniej sprawdzałam w necie jak wczesnie to trzeba rezerwowac, ale z tych szczatkowych relacji ludzi ktorzy byli w zimie raczej nie bylo problemu z znalezieniem miejsca.
Ale znów, pobieramy mapki, zestawienie firm certyfikowanych które mają wstęp do parku w zimie obczajamy jak są daleko (wszystko blisko, to małe miasto). Decyzja jest że - ponieważ pierwsza z firm otwiera swoje podwoje o 7.30 - o tej wlasnie godzinie tam się zjawimy. A nuż będą mieli jeszcze miejsca?
Z tą myslą padamy jak pies Pluto.

DZIEŃ 18 (27.02.2018) kiedy w Yellowstone nareszcie wychodzi słońce
(Yellowstone!!!)

Rano o 7.30 jestesmy przed wejściem do Agencji. Tu jedziemy przez miasto już nie w egipskich ciemnościach.


Załącznik:
18bb.jpg
18bb.jpg [ 95.11 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


chociaz nawet dzień niekoniecznie pozwala zwiedzać okolicę
Załącznik:
18bc.jpg
18bc.jpg [ 48.82 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Wysyłam męża, żeby raz jeszcze wykorzystał swoje szczęście w słusznej sprawie.
Wcześniej kilka słow o możliwościach:
Yellowstone - co do zasady drogi w zimie są zamknięte dla ruchu samochodowego. Za wyjątkiem północnego wjazdu (od Gardiner) i drogi do Cooke City.
Od zachodu i południa mozna wjechać w zasadzie na kilka sposobów:
Z wycieczką tzw snowcouchem - jest to ogrzewany duzy pojazd na dużych oponach, płozach i gąsiennicach lub samych gąiennicach. Jest to najtańszy sposób na wjazd. Ograniczeniem jest to ze są tylko dwie dostępne trasy - do Kanionu Yellowstone i do Old Faithful. Stawki są od 120-150USD za dzien.
Z wycieczką tzw snowmobilami, czyli po prostu skuterami snieznymi. Też mają wyznaczone trasy, jest trochę zimniej, ale też wjeżdzają w miejsca, gdzie snowcouche nie wjadą. Minusem jest (oprocz tego że jest zimniej niz w swnowcouchach) to, że skutery mimo ze niby bardziej mobilne to jednak częsciej się zatrzymują bo - ponieważ przewodnicy sie na to nie zgadzaja - nie mają zdalnej kominukacji w hełmach, tylko muszą się zatrzymywac. Stawki zaczynają się od 250 USD za dzien. Wliczone w to jest ochronne ubranie zwykle.
Prywatnie - z przewodnikiem, kosztuje fortunę bo trzeba oplacic dniówkę przewodnika oraz skutery snieżne. Koszt od 700USD wzwyż.
Można wykupić pobyt np w Snowlodge przy Old Faithful i dostac sie tam desygnowanym transportem, ktory chyba liczy 100USD w jedna strone z tego co pamietam.
Mozna wreszcie wylosować “self-guided permit” czyli wjazd samemu do Parku. Oczywiscie skuterem ktory spełnia wymogi Parku. https://www.nps.gov/yell/planyourvisit/ncgsap.htm

My - ponieważ mamy już tylko dwa dni, bo dwa stracilismy już, a ostatni przy tych warunkach trzeba będzie przeznaczyc na powrót - celowaliśmy w dwie wycieczki snowcouchem. Głownie dlatego że nie bylismy w ogole w Yellowstone wiec nie wiedzielismy czy warto aż tyle przepłacać za inne opcje (o opcji nr 5 dowiedziałam się na miejscu wiec trochę za późno).
I tutaj szczęście mojego M. znow dopisuje. Wprawdzie wszedł do zupełnie innej agencji niż mu mowilam (co i tak jak sie pozniej okazuje nie ma zadnego znaczenia bo to wszystko praktycznie jedna firma) ale zebrał ostatnie dwa miejsca na dzisiejszą wycieczkę i kupuje też na jutro! Dwóm osobom za nim odmawiają już sprzedaży wjazdu do Parku w dniu dzisiejszym.

Czyli dzis kanion jutro Old Faithful. Super.
Zabieramy wiec nasze plecaki z samochodu i czekamy w salce na wyjazd. Oprócz nas sami Amerykanie. Wszyscy zywo zainteresowani “egzotyczną” parą jaką dla nich jestesmy. Wypytują wiec kim jestesmy, gdzie bylismy itp.
Czas upływa bardzo szybko, wkrótce przychodzi nasz przewodnik i sprawdza bilety do PArku. Bo - to dodatkowa informacja - ceny w opcji 1 i 2. nie obejmują samego wstępu do Parku. Natomiast nasz Annual Pass “załatwia sprawę”. Okazuje się ze jest ważny na jeden “household” czyli obowiązuje nas oboje. To dobrze bo oszczedza nam 30USD (15 USD za osobe bilet wazny 3 dni) kosztu wstępu do parku.
No i jedziemy.
Załącznik:
18c.jpg
18c.jpg [ 76.65 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Samochodziki są duże.
Załącznik:
18d.jpg
18d.jpg [ 102.18 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

a tu już wjazd do Parku i obostrzenia zimowe
Załącznik:
18e.jpg
18e.jpg [ 73.52 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18g.jpg
18g.jpg [ 81.69 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18ga.jpg
18ga.jpg [ 78.83 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Po wjeździe do Parku podziwiamy przyrodę. Zatrzymujemy się często bo tez zwierzyny, w szczegolnosci bizonow jest naprawde duzo. Widzimy też orły, lisy, kojoty, jelenie.
kojot w akcji
Załącznik:
18i.jpg
18i.jpg [ 149.82 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

i lis - w porze lunchu
Załącznik:
18ib.jpg
18ib.jpg [ 94.59 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Co ciekawe, chociaz termometry, szczegolnie z rana wskazują naprawdę ujemna temperaturę, w przeliczeniu na Celsjusza, to nam jest względnie ciepło. Okazuje się że przy minus 10 stopniach nawet nie potrzebuję zapinac kurtki, podczas gdy w PL przy minus 6 wymarzam. To suche powietrze, taka jest nasza wspolna teoria, powoduje ze tak dobrze znosimy temperatury. Amerykanie natomiast znoszą je mniej dobrze, glownie dlatego ze wiekszosc jest ubrana jak na spacer po parku.
Dzinsy, normalne buty. To wszystko powoduje ze snieg sie przylepia, topi przemacza a więc i wychładza.
My mamy ciepłe termoaktywne wełniane rzeczy pod spod puchowe kamizelki i puchowe kurtki (które zakładamy w zależności czy wieje czy nie). Plus narciarskie spodnie i sniegowce. Tak jak przed wyjazdem zastanawialam sie czy wytrzymalibyśmy caly dzien na skuterach patrząc na temperatury to teraz juz wiem że ze spokojem - tak.
tutaj snowmobile w pełnej krasie
Załącznik:
18h.jpg
18h.jpg [ 78.78 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18hc.jpg
18hc.jpg [ 98.79 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Dojeżdzamy do miejsca lunchowo - postojowego, otwartego mimo zimy
Załącznik:
18ja.jpg
18ja.jpg [ 89.22 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

w środku są zaprezentowane skóry niektorych zwierząt w zimowym wydaniu, żeby mozna bylo je rozpoznawać oraz odciski śladow
Załącznik:
18jd.jpg
18jd.jpg [ 63.07 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

oprócz nas dojezdzaja tez inni na lunch
Załącznik:
18jb.jpg
18jb.jpg [ 220.02 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

a na jednym z budynków trwają już prace nad odśnieżaniem dachu
Załącznik:
18jc.jpg
18jc.jpg [ 106.55 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Jedziemy przez surowy klimat do kanionu Yellowstone. Po horyzont nikogo. Zatrzymujemy sie w róznych miejscach zeby kontemplowac i podziwiac. trzeba tylko pamietac zeby nie wchodzic w droge prawowitym mieszkancom, ani co gorsza nie dociac im drogi
Załącznik:
18ne.jpg
18ne.jpg [ 245.72 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18ka.jpg
18ka.jpg [ 210.28 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18kb.jpg
18kb.jpg [ 139.55 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

tu juz niżej - Bizony w korycie jednej z niezamarzających rzek

Załącznik:
18la.jpg
18la.jpg [ 42.93 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18lb.jpg
18lb.jpg [ 76.99 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18lc.jpg
18lc.jpg [ 93.27 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Pojazd bardzo ładnie sunie przez osnieżone drogi, ale jak dojezdziamy do przesmyku do kanionu mam złe przeczucia. Po jednej stronie jest praktycznie przepaść w dół. Na szczescie przejezdzamy bezpiecznie, chociaż widac ze przewodnik jest mega skupiony.
dojeżdzamy do parkingu przy kanionie
Załącznik:
18maa.jpg
18maa.jpg [ 68.82 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

jakby ktoś szukał miejsca...
Załącznik:
18mab.jpg
18mab.jpg [ 78.93 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

i idziemy na punkt widokowy
Załącznik:
18maba.jpg
18maba.jpg [ 205.47 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18mb.jpg
18mb.jpg [ 80.43 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

takie widoki (w tle szum wodospadu bo - może sie kamufluje na zdjęciu ale w kanionie jest regularny wodospad
Załącznik:
18mc.jpg
18mc.jpg [ 209.03 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Wjezdzamy na trasę widokową stąd zwiedzamy inne punkty widokowe kanionu i nagle … 20 cm nie w tę stronę - jestesmy UZIEMIENI.


Załącznik:
18mg.jpg
18mg.jpg [ 94.88 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Okazuje się ze moje obawy nie byly płonne, taki samochod tez moze się zakopać (wteyd jeszcze nie wiemy że to standard). Jeden z Amerykanow chwyta za łopatę, zaczyna kopac, przerzucać, ubijać, ale - gabaryty i wysokość pojazdu ciagle kłada go na bok. Zakopujemy się coraz głebiej.
Widze ze przewodnik nie jest szczesliwy ale dzwoni po innych i przyjezdza słodziak gąsiennicówka. Zajmuje to naprawdę chwilę i znow jestesmy “na chodzie”.
tu nasz ratownik w akcji
Załącznik:
18mh.jpg
18mh.jpg [ 111.48 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

a tu słodziak en face
Załącznik:
18mi.jpg
18mi.jpg [ 67.45 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Na powrocie jeszcze kilka widoków na niezamarzającą rzekę

Załącznik:
18mk.jpg
18mk.jpg [ 116.06 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18ml.jpg
18ml.jpg [ 89.64 KiB | Obejrzany 4743 razy ]



Fotki na powrocie juz w mieście
Załącznik:
18np.jpg
18np.jpg [ 80.69 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Załącznik:
18sb.jpg
18sb.jpg [ 52.96 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Okazuje sie ze w zimie programy aktywnosciowe są kultywowane
Załącznik:
18se.jpg
18se.jpg [ 58.48 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18sf.jpg
18sf.jpg [ 69.91 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Wieczorem idziemy na obchod miejscówki gdzie mieszkamy. Całkiem, trzeba przyznać nieźle. Tu można nawet utknąć ;) Może i droższe niż hotel, ale z drugiej strony ma nieoceniona zaletę w postaci własnej kuchni.

Okazuje się że część wspólna oferuje możliwość spędzenia czasu nawet w dużą niepogodę. Basen, dwa jaccuzi (takie że wieloryba mozna zmiescić), sala kominkowa (kominek gazowy, zeby się nikt nie napalil ;)), sala z pilkarzykami, ping-pongiem i pseudo silownia. No kto by sie spodziewal. Z drugiej strony za 450 zł za pokój powinno być coś więcej niż standard.
Załącznik:
18si.jpg
18si.jpg [ 124.95 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
18sl.jpg
18sl.jpg [ 60.72 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Na koniec sprawdzamy pogodę w TV i uwaga w TV Montana relacja z zawodów w Szczecinku :) i pełna zazdrość, dlaczego u nich tego jeszcze nie ma ;) Można?
Załącznik:
18z.jpg
18z.jpg [ 63.62 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


DZIEŃ 19 (28.02.2018) kiedy przekonuję się, że zwiedzanie w grupie wcale nie musi być beznadziejne, oraz że musimy tu wrócić,.

(Yellowstone !! :) )
Rano już ze spokojem zbieramy się żeby jechać do Old Faithful. Okazuje się że tym razem przewodnikiem będzie kobieta. Mamy też inny pojazd (płozy z przodu, gąsiennice z tyłu). Czuję się bezpieczniej ;) ale tylko przez jakis czas dopóki Cheryl - nasza przewodniczka - nas nie uświadamia, że każdym pojazdem w takich warunkach można się zakopać. No - moze z wyjątkiem 100% gąsiennicówek (które z kolei spalają dużo benzyny).
Od początku robi się wesoło bo (oprócz nas sami Amerykanie, łącznie jest nas z 10 osób) jedzie z nami para Doktorków (którzy w okolicy West Yellowstone mają konferencję). Jeden z nich rozkręca imprezę, niedługo potem prawie płaczemy ze śmiechu, jak Doktorek wychodzi z wozu i - nagrywając się - wykonuje taniec przy znaku Bizona - to dla chorych, jak twierdzi, obiecal im taniec Bizona :). Fajnie że mają tak rozrywkowego Doktorka.
tu Bizon, przy którym nastąpiło wykonanie :)
Załącznik:
19a.jpg
19a.jpg [ 117.32 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Fakt, Amerykanie są głośni, ale to, że są tak bezpośredni i potrafią zintergować w 5 minut wydawałoby się środowisko nie -do- zintegrowania jest fenomenalne.
Przewodniczka włącza się w atmosferę panującą w pojeździe. Dopiero teraz widzę jak wygląda dobry przewodnik. Po zadaniu nam nieśmiertelnego pytania “ktory prezydent podpisał akt utworzenia Yellowstone?” (Grant) nie kończy na tym. Wychodzi z nami na każdym postoju, objaśnia, opowiada przeróżne historie, ale także anegdoty i swoje doświadczenia. Trochę czuję że wczorajszy dzien pod względem przewodnika był słaby.
Przykładowo jest dla mnie nowością że w Yellowstone Amerykanie pierwotnie wybili wszystkie wilki (bo turysci sie bali) i dopiero jak ekosystem zwariował sprowadzili ok 200 watah z Kanady (zrobił to ciągle żyjący pasjonat wilków). Obecnie liczebność watah wilków utrzymuje sie na stałym poziomie ok 100 watah, reszta wywędrowała w inne rejony.
Budujące jest też to jak wszystkie osoby, ktore są przewodnikami lub Rangersami są zangażowane w ochronę tego co jest nie poprzez zakazy i nakazy (chociaz taliczki przysypane sniegiem są) ale - skoro mają tak małe grupy to robia coś lepszego - budują świadomość. Np. bizony. Ogromne zwierzęta. Wydawałoby się niezniszczalne. Przejeżdzając wolno obok nich na drodze Cheryl tłumaczy nam ze musi to robic ostrożnie bo tak ogromna masa jesli się spłoszy (albo przez nieuwage) i wpadnie w głęboki nieubity snieg to może złamać nogę. Niby logiczne ale o tym nie pomyslalam. Tak samo że pieknie wygladające w sniegu bizony walczą o przetrwanie bo samo brodzenie w głebokim sniegu wymaga od nich ogromnych nakladów energii ktorych mogą nie zdołać odbudowac przed koncem zimy.
Chyba nigdy też nie widziałam tylu “uszkodzonych” zwierzat. Kulejacy kojot, bizon albo ze zlamana albo uszkodzoną noga. Surowy, naprawdę surowy klimat. Co dziwniejsze okazuje się ze zdolnosc do regeneracji pozwala niektórym zwierzakom mimo takich uszkodzen przezyc. Z opisów w Wolf and Grizzly Center, w ktorym jestesmy później, wynika ze jeden z samców Alfa przywiezionych do Yellowstone mial slady starego, zrośniętego juz złamania.
widoki
Załącznik:
19cd.jpg
19cd.jpg [ 59.38 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19db.jpg
19db.jpg [ 59.01 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ed.jpg
19ed.jpg [ 104.29 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19eg.jpg
19eg.jpg [ 112.82 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19fb.jpg
19fb.jpg [ 64.97 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Załącznik:
19hc.jpg
19hc.jpg [ 187.25 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19gc.jpg
19gc.jpg [ 96.04 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Trochę na przekór temu surowemu klimatowi Cheryl z Doktorkiem utrzymują wesołą atmosferę. Niestety z uwagi na naszą ignorację co do kultowych amerykanskich seriali część żartów muszą nam tłumaczyc :)
W takiej atmosferze dojeżdzamy do Kaldery, czyli krótko mówiąc - wjeżdzamy do wulkanu, ktory ma kilkadziesiąt kilometrów średnicy. Tak zwany Superwulkan. Cheryl żartuje, że według prognoz dziś może wybuchnąć i dojeżdzamy do pierwszego poważnego przystanku czyli lower Gayser Baisin. “Oddech” Yellowstone, gotująca się woda i wybuchy gejzerów (podobno mielismy szczescie bo akurat te wybuchaja bardzo nieregularnie) wszystko to robi spektakularne wrażenie, tym bardziej że oglądamy to nie w tłumie turystów tylko w naszej malej grupie.
Mimo mrozu Cheryl z nami idzie i opowiada o tym miejscu.

Załącznik:
19ge.jpg
19ge.jpg [ 54.86 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Załącznik:
19ha.jpg
19ha.jpg [ 181.8 KiB | Obejrzany 4743 razy ]



Po drodze proszę Cheryl o zatrzymanie się przy Midway Geyser Basin. W lato, z góry to miejsce wygląda tak spektakularnie ze znajduje sie na wielu motywach zwiazanych z Yellowstone. W zimie standardowo nikt go nie odwiedza bo podobno jest zadymione /parowanie zasłania widok/. Jako jest w tym sens nie wiem, bo w lecie też nie może być tak przejrzyście zeby oglądać te gejzery z dołu skoro najlepszy widok jak nas poinformowała Cheryl, z ktorego sa wszystkie pocztowkowe zdjecia, jest z góry, na ktora szlak teraz lezy pod 2 metrowa warstwa sniegu.
Jest to jednak jeden z najwiekszych kompleksów tego typu na świecie i chciałam żebysmy tu byli. Miejscie niezwykłe, widzimy tez ślady wilków. Inni uczestnicy dziękowali mi po powrocie że poprosiłam o ten postój.
Załącznik:
19ia.jpg
19ia.jpg [ 162.78 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ib.jpg
19ib.jpg [ 95.05 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ie.jpg
19ie.jpg [ 106.22 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ifb.jpg
19ifb.jpg [ 109.58 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ig.jpg
19ig.jpg [ 144.11 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ij.jpg
19ij.jpg [ 92.52 KiB | Obejrzany 4743 razy ]



Cheryl sprawdza przez radio żebysmy przypadkiem nie stracili wybuchu Old Faithful. Dojezdzamy wiec jakies 10 min przed czasem. Jest już duzo ludzi bo wszyscy przeciez nie chca przegapić “symbolu” Yellowstone. Mój M. rozkłada się, tu kamera, aparat, wszystko. Ja z reszta też. Po czym Geyser zaczyna pokaz … i gaśnie. Już rozumiem tych co mowia zeby sie nie nastawiac na żadne ah i oh. Bardziej mi się podobały wybuchy gejzerów przy Lower Midway Basin. Old Faithful ma na pewno jedną zaletę - regularnie wybucha.
Załącznik:
19ja.jpg
19ja.jpg [ 32.4 KiB | Obejrzany 4743 razy ]




Po wybuchu mamy ponad dwie godziny dla siebie. Nie mogę uwierzyć że wszyscy oprócz nas wybierają pojscie do knajpy na lunch!!. Nam jest szkoda każdej minuty - kanapki mozna jesć w pojeździe. Idziemy więc na dłuższy spacer obchodząc kompleks gejzerów przy Old Faithful. Są fantastyczne. Z rzadka mijają nas narciarze biegowi. Poza tym jestesmy tylko my. No i bizony, ktore trzeba uważnie obchodzic i nie dać im się zaskoczyć, ani ich nie zaskoczyć, żeby nie było nieszczęscia.
Załącznik:
19ka.jpg
19ka.jpg [ 181.55 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19kb.jpg
19kb.jpg [ 142.39 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ke.jpg
19ke.jpg [ 133.67 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


W Yellowstone trzeba uważać nawet zimą

Załącznik:
19kg.jpg
19kg.jpg [ 91.8 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


a tutaj jak mozna się chilloutowac w Yellowstone zimą
Załącznik:
19ki.jpg
19ki.jpg [ 67.52 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19kj.jpg
19kj.jpg [ 190.38 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


I tak sobie myślę że fantastycznie byloby tu przyjechać na Boże Narodzenie, albo nawet w ogole w zimie i mieszkac wlasnie tutaj w parku, dzieki czemu ma się ten teren rano i wieczorem tylko dla siebie bez nawet tej niskosezonowej liczby turystów. I koniecznie zobaczyć wilki!!
Wyjezdzamy z Old Faithful troche później niż inne grupy, ale w związku z tym Cheryl twierdzi że w tej sytuacji i tak nie ma znaczenia czas bo i tak bedziemy ostatni (zwykle przewodnicy cisną zeby na ta 16.00 byc z powrotem) i znów zjeżdza z głownej trasy zeby pokazać nam fantastyczny przejazd nad rzeką i kanionem (w ktorym jak żartuje znajduja się kości jednego z uczestników jej wycieczki). Nam naturalnie takie podejście odpowiada bo mamy jeszcze wiecej czasu w Parku.
Załącznik:
19lb.jpg
19lb.jpg [ 89.46 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19lc.jpg
19lc.jpg [ 95.36 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19lda.jpg
19lda.jpg [ 151.62 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ma.jpg
19ma.jpg [ 196.08 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mb.jpg
19mb.jpg [ 141.68 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mba.jpg
19mba.jpg [ 167.96 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mc.jpg
19mc.jpg [ 133.21 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19md.jpg
19md.jpg [ 49.38 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19me.jpg
19me.jpg [ 62.23 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mf.jpg
19mf.jpg [ 173.2 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mg.jpg
19mg.jpg [ 49.79 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mh.jpg
19mh.jpg [ 64.81 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mi.jpg
19mi.jpg [ 212.71 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19mj.jpg
19mj.jpg [ 165.8 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19na.jpg
19na.jpg [ 102.4 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19nb.jpg
19nb.jpg [ 87.36 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19nf.jpg
19nf.jpg [ 73.25 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
19ng.jpg
19ng.jpg [ 184.55 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


W koncu jednak docieramy do West Yellowstone - z żalem że pogoda nam pozwoliła tutaj być w Parku tylko dwa dni. Ale jednak szczęsliwi że w ogole dostalismy się i moglismy tu być, bo naprawdę na początku niewiele to zapowiadało.

DZIEŃ 20-21 (01.03.-02.03.2018) kiedy wracamy.

Z rana, po standardowym sprawdzeniu prognozy, idziemy jeszcze do Wolf and Grizzly Discovery Center (bo jak wracalismy z Parku to bylo zawsze zamkniete). Tam dowiadujemy się wiele o zwyczajach wilków i niedzwiedzi i jednoczesnie widzimy je na zywo chociaz w wolierach. Sa ogromne.
Załącznik:
20a.jpg
20a.jpg [ 61.41 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
20b.jpg
20b.jpg [ 50.07 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Nastepnie czas sie pakowac do samochodu bo czeka nas długi przejazd a stan zasniezenia nie zachęca do jazdy po nocy.
W dzien droga wygląda mniej strasznie niz w nocy i w lepszym stanie:
Załącznik:
20c.jpg
20c.jpg [ 72.22 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

po bokach widac jak ciężko tutaj pracują żeby utrzymac taki stan dróg:
Załącznik:
20f.jpg
20f.jpg [ 86.88 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Wjeżdzamy do Idaho
Załącznik:
20i.jpg
20i.jpg [ 159.68 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

gdzie droga się diametralnie poprawia tylko ograniczen prędkości brak ;)

Załącznik:
20l.jpg
20l.jpg [ 139.35 KiB | Obejrzany 4743 razy ]




Kilka dobrych godzin później docieramy do SLC, jak zwykle nocujemy przy lotnisku, bo najtaniej.
Załącznik:
20o.jpg
20o.jpg [ 79.78 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

hotel mamy z fantazją - kto inny postawilby ekspres do parzenia kawy kolo kibla?
Załącznik:
20p.jpg
20p.jpg [ 50.08 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Moj M zdobywa Banana Box ;) ktore jest podstawa naszego drugiego bagazu plus tasme.

Rano na lotnisku zdajemy samochod (ja), oraz transpotujemy bagaż (mój M.) przy okazji udowadniając swoje szczęscie po raz kolejny, bo z uwagi na to ze mu się banana box rozsypuje na ulicy z zawartoscia ktos z obsługi daje mu 120litrowy worek z - najwazniejsze - grubej folii ;)
tu ostatni rzut oka na to ile faktycznie zrobilismy z nadprogramową jazdą
Załącznik:
21b.jpg
21b.jpg [ 130.58 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Załącznik:
21c.jpg
21c.jpg [ 160.52 KiB | Obejrzany 4743 razy ]


Okupujemy pozniej przez godzine jedno wolne stanowisko check-inu z dzialającą wagą, zeby na styk rozłozyc rzeczy w obu bagażach tak aby nie przekraczały 23kg, czemu kibicuje zarówno obsługa lotniska jak i pasażerowie ;)
tu efekt naszych działan
Załącznik:
21aa.jpg
21aa.jpg [ 82.57 KiB | Obejrzany 4743 razy ]

Mniej zachwycona jest pani ktora później musi nadac nasz bagaz, kaze nam podpisac ze jest źle opakowany i może się rozpaść. Panikują, cieniasy, w Wietnamie normalnie by taki nadali ;)
No i wracamy...
Załącznik:
21e.jpg
21e.jpg [ 185.83 KiB | Obejrzany 4743 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#11 PostWysłany: 01 Cze 2018 07:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lis 2011
Posty: 1289
Loty: 77
Kilometry: 104 422
srebrny
Fantastyczna relacja, gratuluje.
Tylko żal, że chyba przechodzi trochę bez echa, ale to chyba dlatego, że odwaliłaś naprawdę kawał dobrej roboty i się ludzie ogromu tekstu do przeczytanie boją :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#12 PostWysłany: 01 Cze 2018 09:06 

Rejestracja: 10 Maj 2013
Posty: 1371
niebieski
Tekstu wcale nie ma tak dużo (osobiście żałuję), a zbyt dużo zdjęć, niestety. ;)
Ja wolę inne proporcje tekstu do zdjęć i więcej informacji praktycznych, ciekawostek, przygód itp. ;) Same zdjęcia to można zobaczyć w wielu miejscach w sieci i większość jest podobnych.
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 01 Cze 2018 22:44 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
@bonifacy dziękuję bardzo. Faktycznie żeby to wszystko do kupy pozbierać to trochę się schodzi. :) Ale i tak jestem podbudowana, że jednak ktoś dotrwał do końca :D

@sranda również dziekuje, to że chcialabyś wiecej tekstu to oznacza że nie przynudzałam zbytnio co zawsze jest moja obawa ;) bo niestety prawda jest taka jak pisze Bonifacy, tzn w dzisiejszych czasach raczej przerzucamy się na pismo obrazkowe ;) A co do zdjęc że sa takie same wszedzie to wele razy się na to "nadziałam", ze napaliłam się na zrobienie jakiejś konkretnej fotki i okazywało sie to mało wykonalne. Z tego tytulu zdjecia z google traktuje z duza rezerwa. Ale jak pewnie wiesz - nie dogodzis wszystkim :D
Góra
 Profil Relacje PM off
jerzy5 lubi ten post.
 
      
#14 PostWysłany: 04 Cze 2018 21:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 62
Loty: 115
Kilometry: 175 139
niebieski
Mi też się podobało - i relacja i zdjęcia :) Super, że jednak udało wam się dotrzeć do Yellowstone. Ja jeszcze w tej części USA nie byłam i teraz to już w ogóle bardzo chcę się tam wybrać, może jednak nie w lutym (aczkolwiek wasza wyprawa też miała swój urok :).
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#15 PostWysłany: 05 Cze 2018 07:28 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
@zuzanna_89 ja też się bardzo cieszę :) tylko my wiemy jakiej naprawde determinacji wymagal dojazd tam w tych warunkach. Ale było warto :D Szczerze mowiąc mimo ze nie przepadam za tzw sportami zimowymi to Yellowstone urzeka w tym czasie ciszą i spokojem. Tak więc chcialabym tam wrócić, pomieszkać w parku i pojezdzic na biegowkach "offroad" :)
Jest pewnie wiele okresów kiedy warto jechac i zobaczyć Park, jednakże wszyscy "tubylcy' przestrzegają przed okresem letnim charakteryzującym sie najazdem turystów - "summer's hell" to jedne z łagodniejszych określeń :)
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 05 Cze 2018 08:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 702
Loty: 54
Kilometry: 94 012
złoty
Świetna relacja, dziękuję.
Chciałem jechać do USA tylko z dwóch powodów, zobaczyć Yellowstone i Nowy York. Dzięki Waszej relacji Yellowstone zjechał sporo w dół na mojej liście "do zobaczenia". Jeszcze raz podkreślam, że Twoja relacja była świetna, obiektywna, rzeczowa i okraszona ciekawymi zdjęciami.
Dzięki niej wiem, że są fajniejsze miejsca do odwiedzenia niż Yellowstone :)
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 05 Cze 2018 09:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1044
Loty: 385
Kilometry: 613 087
złoty
Doskonała relacja: fantastyczne zdjęcia, wartki, ciekawy i nieprzegadany tekst. Zaimponowała mi wasza determinacja. Super!
@eskie
tutaj masz opis Yellowstone zimowego, niech Cię nie zniechęca. Wjeżdżałem do Yellowstone w maju, tuż po otwarciu sezonu - było przepięknie i jeszcze niezbyt tłoczno.
Po zwiedzeniu kilku miejsc w Stanach moje 2 ulubione, najciekawsze to właśnie NYC i Yellowstone. No może bym jeszcze dodał SF, na 3-cim.
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#18 PostWysłany: 06 Cze 2018 01:36 

Rejestracja: 21 Maj 2011
Posty: 149
srebrny
@eskie - to ciekawe co piszesz bo ja po obejrzeniu zdjęc przed wyjazdem (z tzw google) też miałam ogromne obawy ze Yellowstone nie "dorośnie" do moich oczekiwan. A oczekiwania nie byly małe :)
Nie jest to park wielkiego WOW i zupełnej odmiany od tego co widziales (typu np kaniony szczelinowe, czy tez rejony typu dead horse point). Nie jest spektakularny, Takie krajobrazy i roslinnosc jak w Yellowstone potencjalnie zobaczysz w mniejszej skali i u nas. Denerwujace sa tez czasami ograniczenia bezpieczenstwa odnośnie goracych zrodel, niedzwiedzi i czego tam jeszcze.
ALE park wciąga. I ja wrociłabym tam szczegolnie zimą, wjechalabym od połnocy, zdobylabym ten upragniony self guided permit, pojezdzilabym na nartach biegowych, wybrałabym się zobaczyć wreszcie wilki. A zimy delikatnie mowiac nie lubie ;)

Co do NYC to dla mnie jest ciekawa metropolia ale jak to powiedzial jeden z Amerykanów na jakims zadupiu - "nowy york to nie Ameryka" i ja sie z nim zgadzam :) Za to w SF bylam 2x i wrocilabym nastepne 2 i wiecej :D
Tak czy inaczej jeśli sie zdecydujesz na wyjazd do US to zanim skonczysz jeden wyjazd to bedziesz planowal nastepny. To praktycznie pewne ;)

I dziękuję Tobie i @sko1czek za miłe słowa odnośnie relacji :)
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 14 Cze 2018 02:14 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 87
Loty: 61
Kilometry: 115 375
Fascynująca podróż i relacja, mega zdjęcia, dziękuję, ciekawe czy ja zdołam tam dotrzeć kiedyś, potwornie zazdroszczę pozytywnie
Góra
 Profil Relacje PM off
palomino lubi ten post.
 
      
#20 PostWysłany: 19 Cze 2018 10:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Lut 2011
Posty: 474
Loty: 80
Kilometry: 171 925
srebrny
@palomino pamiętam jak pytałaś o Yellowstone zimą. Zastanawiałem się wtedy : "Po co tam jechać zimą, skoro jest drogo i ciężko się dostać". Nie, to nie może się udać". Tymczasem swoją relacją otworzyliście oczy niedowiarkom takim ja jak ! :D

Świetna relacja, niesamowite zdjęcia, podziwiam Wasz upór i determinacje. Widząc te same miejsca wiosną stwierdzam, że to dwa różne parki. Obie pory roku mają swój niepowtarzalny urok. Bardzo podobała mi się ta relacja, zasłużone zwycięstwo w konkursie na najlepszą relacje miesiąca !
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group