Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 11 Lip 2019 21:55 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 134
Loty: 78
Kilometry: 81 900
niebieski
Gdy czegoś jest dużo, to mówi się, że jest tego czegoś na kilogramy. Taką przenośnię można spokojnie zastosować w przypadku ilości piwa dostępnego w Zaporożu i Berdiańsku. Przenośnia przenośnią, ale czy ktoś z was spotkał się z sytuacją, że piwo było sprzedawane na kilogramy?
Czemu wybraliśmy (przepraszam – wybrałem) akurat te dwa miasta? Jak zawsze w przypadku Ukrainy z jednego powodu – nic nie wiedziałem (przepraszam – nie wiedzieliśmy) o nich. Nazwę Zaporoże można skojarzyć z samochodem Zaporożec (dla młodszych czytających - tak, tak, taką markę kiedyś produkowano), z Kozakami i z … niczym więcej. Berdiańsk? Oooo, to już trudniejsze wyzwanie. Ja pierwszy raz tę nazwę usłyszałem kilka miesięcy temu, kiedy to na Morzu Azowskim rosyjski statek staranował ukraiński statek, co wywołało niemałe zamieszanie w tamtej części świata.
Zaczynamy więc podróż lotem Wizzair Warszawa – Kijów Żuliany. W powietrzu spokojnie, ale przed samą stolicą Ukrainy pilot dostał informację, że nie może wylądować ze względu na burzę i tym samym musieliśmy krążyć nad okolicą przez 50 minut. Niektórym pasażerom włączały się już negatywne emocje i początki lęku (prawda Aniu?). Na szczęście w końcu wylądowaliśmy i przejechaliśmy autobusem miejskim w okolice dworca kolejowego. Jako że mieliśmy kilka godzin wolnego, to poszwędaliśmy się po mieście. Mała podpowiedź – bagaże można zostawić na dworcu kolejowym w archaicznych skrytkach (cena 4,50 zł), ale trzeba pamiętać, że szyfr ustawia się od wewnątrz szafki, a nie na zewnątrz. Brak tej wiedzy kosztował nas kolejne 4,50 zł za otwarcie szafki.
Następny odcinek podróży to Boryspol – Zaporoże. Z Kijowa przejechaliśmy na lotnisko pociągiem (cena bodajże 12 zł) i spotkała nas kolejna niemiła niespodzianka – lot był opóźniony o 40 minut. Ostatecznie znaleźliśmy się w powietrzu i lot miał być krótki. Niestety, znowu warunki pogodowe wzięły górę i samolot musiał zmierzyć się z burzą i obfitym deszczem. Ze względu na krążenie w okolicach Zaporoża opóźnienie znów sięgnęło dodatkowych kilkudziesięciu minut i ostatecznie mocno po godzinie 22 wylądowaliśmy na lotnisku. Owacje dla kapitana były długie i głośne, bo warunki były naprawdę fatalne.
Wysiadamy w Zaporożu, leje deszcz, jest ciemno, a więc nie za bardzo było widać okolice lotniska. Udaliśmy się do budynku (zwanego szumnie terminalem), gdzie byliśmy praktycznie jedynymi pasażerami. Pozostali w sobie znany sposób wydostali się z lotniska, a my jak sieroty zostaliśmy. Na szczęście była w okienku informacyjnym pani, która okazała się bardzo pomocna i zamówiła nam taksówkę (żaden Uber nie chciał przyjechać - koszt przejazdu taxi za kilkanaście kilometrów to 24 zł).
Lotnisko obejrzeliśmy na spokojnie w drodze powrotnej do Boryspola i autentycznie można było się zdziwić jego wyglądem. Otóż sam budynek ma podobno prawie 90 lat, a wewnątrz wygląda jak dworzec kolejowy w niewielkim miasteczku. Można znaleźć niewygodne ławki, wagę do bagażu, antyczną maszynę do pakowania bagaży w folie.
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

„Wzruszający” był tygodniowy harmonogram przylotów i odlotów. Niestandardowy, prawda? Na szczęście budowany jest już nowy terminal i będzie miał on odpowiedni wygląd jak na lotnisko z XXI wieku.
Załącznik:
3.jpg

Skoro relacja jest ze wschodu, to nie może zabraknąć tematu kibelków. Osoby o słabych nerwach niech nie korzystają z toalety w budynku lotniska, tylko niech wytrzymają do przejścia do terminali wylotów, gdzie są już normalne łazienki. Czemu? Temu. Niewielu Polaków potrafi prawidłowo używać taki wynalazek, zwany szumnie toaletą turecką.
Załącznik:
4.jpg

Sam terminal do lotów krajowych nie jest królem wielkości, ale w środku oprócz nowoczesnych kibelków jest także kawiarnia z napojami i przekąsami w niewygórowanych cenach. Terminal prezentuje się tak… Mały, ale daje radę.
Załącznik:
5.jpg

Wracając do chronologii zdarzeń. Jesteśmy na lotnisku w Zaporożu, noc, ulewa, taksi, kurs do miasta, przebiegający przez ulicę lis (tak, lis, nie pies), wysiadamy pod jakimś wieżowcem. Szok po wejściu do klatki, pojawiają się wizje typu „zaraz wyjdzie zza winkla jakiś pijak i nas zadźga nożem”. Na szczęście winda była nowa i zawiozła nas na 14 piętro (czyli polskie 13 piętro). Wychodzimy z niej i znów szok – slumsy! Ratunku!
Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Na szczęście mimo prawie północy czekała na nas pani, która wprowadziła nas do naszego mieszkania. Okazało się ono w sumie dosyć porządne i nie można mu było za wiele zarzucić. Cena za trzy noce to ok. 160 zł. Poranny widok na miasto nie był może imponujący, ale nie za często ma się możliwość spojrzenia na okolicę z wysokości 13-14 piętra.
Załącznik:
8.jpg

Poranek był o wiele przyjemniejszy, bo można było wreszcie zacząć zwiedzanie miasta. Jego osią jest kilkunastokilometrowa (!) ulica Prospiekt Sobornyj, wokół którego zlokalizowane są najważniejsze budynki i instytucje miasta. Po mieście jeżdżą dziesiątki marszrutek, czyli busików. W przeciwieństwie do Kijowa i kilkudziesięcioletnich pojazdów, w Zaporożu dominują kilkunastoletnie białe Mercedesy Sprintery. Do tego dochodzą jeszcze autobusy, trolejbusy i tramwaje. Cena za przejazd to niecała złotówka.
Moim zdaniem warto przejechać się tramwajem, ale nie takim nowoczesnym (czyli dwudziestoletnim), ale takim starodawnym, na oko z 40-50-letnim. Wygląd wewnątrz niepowtarzalny, komfort (a właściwie jego brak) to niesamowite doświadczenie. Szyny są fragmentami krzywe jak nie wiem co, kołyszą tramwajem na lewo i na prawo, w górę i w dół. Pasażerowie to często ciekawe osobowości, więc każda przejażdżka będzie ciekawym doznaniem. Bilety kupuje się albo u kierowcy/maszynisty, albo u bileterki. Mandat za przejazd bez biletu – 12-18 złotych.
Załącznik:
9.jpg

Polecam przyjrzeć się kamieniom leżącym na podłodze na lewo od drzwi. Cel ich leżakowania oczywiście jest nieznany.
Załącznik:
10.jpg

Kojarzycie może nazwę Sicz Zaporoska? A Kozacy Zaporoscy? Jeśli niezbyt, to można udać się na zwiedzanie osady kozackiej na wyspie Chortyca (dojazd Uberem lub taksi). Stoi tam zrekonstruowana (czytaj – dość nowa) osada pokazująca, jak wyglądało życie Kozaków kilkaset lat temu. Wtedy przypomnicie sobie, że Kozacy to tacy panowie w szerokich spodniach, z długimi wąsami i głową nie za bogatą we włosy. Każdy palił fajkę, nosił groźną broń i wyglądał jeszcze groźniej. Może przesadzam w opisie, ale tak naprawdę Kozacy wyglądali dość charakterystycznie, a ich historia była przez lata spleciona z polskimi losami. W osadzie można zobaczyć dawne uzbrojenie, wyposażenie, poznać zwyczaje, kulturę kozacką i zobaczyć, jak wyglądała izba atamana. Miejsce dość fajne, ale mniej więcej tylko na godzinkę zwiedzania. W niektóre dni można dodatkowo wziąć udział w pokazach sprawności aktorów grających Kozaków – nas ta przyjemność niestety ominęła.
Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
12.jpg

Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
17.jpg

Kolejnym dość ciekawym punktem do zwiedzenia w Zaporożu jest Zaporoskie Obwodowe Muzeum Krajoznawcze (cena 2,50 zł). Jak przystało na muzeum typowo zza wschodniej granicy, znajduje się ono w dużym gmachu, jest ciemne, zimne i brakuje opisów po angielsku. Trzeba jednak przyznać, że wystawionych jest mnóstwo ciekawych eksponatów – od czasów prehistorycznych do najnowszych. Jeśli dobrze trafimy, to można porozmawiać z ciekawymi osobami pilnującymi muzeum, a których wiedza historyczna jest bardzo duża.
Załącznik:
18.jpg

Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
20.jpg

Załącznik:
21.jpg

Zdjęcie dla fanów latania – kto wsiadłby do takiego samolotu transportowego? Zdjęcie wykonano równo 100 lat temu (latem 1919 roku).
Załącznik:
22.jpg

Osobne sale zajmują wystawy poświęcone wydarzeniom na kijowskim Majdanie oraz ATO (czyli akcji antyterrorystycznej na wschodzie Ukrainy, gdzie do tej pory toczą się mniej lub bardziej intensywne walki ukraińsko-rosyjskie). Co ciekawe, w czasie walk na Majdanie w Kijowie zginęło dwóch mieszkańców Zaporoża, którzy byli po tej „złej” stronie, czyli służyli w jednostkach milicyjnych Birkutu, ale mimo to upamiętniono ich w muzeum. Te dwie sale najbardziej zapadają w pamięci.
Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Załącznik:
26.jpg

Znów pojawi się temat kibelków, które to zagadnienie jest tematem rzeką. Tak prezentuje się wygódka w muzeum. Można domyślać się, do czego służył papier w koszu, skoro prawie zawsze w takich przybytkach jest informacja, żeby nie wrzucać niczego do środka muszli. Osoby mniej wrażliwe mogą mieć problemy z załatwieniem się w wielu miejscach właśnie ze względu na takie „atrakcje”.
Załącznik:
27.jpg

Gdy na przykład na dworcach pytamy się, czy w toaletach są normalne muszle, czy „dyry” (czyli dziury), to często patrzą na nas jak na głupich. Załatwianie się do dziury to standard dla wielu Ukraińców i rzecz nie do przeskoczenia dla wielu Polaków. Dobra, koniec tematów kibelkowych. Wiecie już, czego można spodziewać się.
Całkiem niedaleko od wspomnianego muzeum znajduje się najnowocześniejsze muzeum w Zaporożu, czyli Muzeum Techniki Bohusłajewa. W środku można obejrzeć silniki z różnych latających wehikułów, wystawę motocykli i … samowarów. Przed budynkiem wystawiony jest sprzęt wojskowy i rolniczy z różnych epok. Nie brakuje oczywiście alei zasłużonych, notek biograficznych, przyznanych medali, odznaczeń, osiągnięć w budowaniu ZSRR itp. Wstęp do muzeum kosztuje „aż” 1,50 zł.
Załącznik:
28.jpg

Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Załącznik:
31.jpg

Załącznik:
32.jpg

Załącznik:
33.jpg

Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

W Zaporożu oczywiście istnieje kilka innych muzeów, np. Muzeum Faeton (m.in. modele retro pojazdów) i Muzeum Historii Oręża. Zobaczyć można także Socmiasto, czyli przykład budownictwa socjalistycznego, kolonię menonicką (kilka budynków pozostałych po niemieckich osadnikach Menonitach), wiele parków (w jednym z nich rośnie olbrzymi 700-letni dąb), fontann, pałac sportu, kilka cerkwi i innych obiektów sakralnych. Oczywiście w Zaporożu znajdują się nowoczesne centra handlowe, sklepy znanych marek, mnóstwo banków i bankomatów. Uroku dodają niezliczone miejsca handlowe(bazary, bazarki, skwery, chodniki itp.), na których sprzedawane są różne produkty spożywcze i przemysłowe. Wydaje się, że każdy czymś handluje, ale taki jest przecież urok wielu miast na Ukrainie. Ach, jakie to jest piękne …
Samo miasto jest bardzo rozległe, zamieszkane jest podobno przez prawie milion osób, a żyje głównie z przemysłu. W opinii miejscowych powietrze często jest zanieczyszczone – gdy wieje niekorzystny wiatr, to dym z kilkunastu fabryk kładzie się na mieście. Nam na szczęście powietrze sprzyjało, nie odczuwaliśmy żadnych złych skutków. Jak wszędzie, miejscowi narzekają na władze lokalne, ich korupcję, brak inwestycji, brak pomysłu na miasto, zaniedbane chodniki, tory, ulice, bloki. Wydaje się, że to wszystko jest prawdą, bo Zaporoże nie wygląda za dobrze.
Po trzech nocach przyszła pora na zmianę klimatu. W Internecie odpowiednio wcześniej nabyłem bilety na przejazd pociągiem na trasie Zaporoże – Berdiańsk w wagonie kupiejnym trzeciej klasy bez klimatyzacji. To najtańsza opcja podróży na dalekich trasach. A co to jest wagon kupiejny? Już tłumaczę. To wagon bez przedziałów z piętrowym układem łóżek w systemie 4 + 2. Na poniższych zdjęciach widać łóżka jedno nad drugim, nie zaścielone pościelą. Każdy pasażer dostaje kołdrę, poduszkę, a dokupić może pościel na nie i np. napój, którym może być woda mineralna, kawa lub herbata podawana w klasycznych filiżankach z metalowym koszyczkiem. Obok tych czterech łóżek są kolejne dwa ustawione prostopadle. Wejście na górne łóżka wymagają niezłej kondycji i ekwilibrystyki.
Załącznik:
38.jpg

Załącznik:
39.jpg

Podobno łóżka są nawet przyjemne, ale ja wolałem złożyć swoje i zająć klasyczne siedzące miejsce (na powyższym zdjęciu delikwent śpi sobie na górnym łóżku, a dolne złożone jest w zwykłe siedzisko). Przejazd do Berdiańska trwał pięć godzin, a bilet kosztował 11 zł (bez pościeli i napoju) lub 20 zł (z pościelą i napojem). Po drodze był jeden dłuższy postój, na którym pociąg został „zaatakowany” przez kilkunastu handlarzy z bułeczkami, lodami, wodą, piwem, owocami, a nawet świeżym czosnkiem. Po co komuś główka czosnku w pociągu???
Normą jest to, że każdy wagon ma swojego prowadnika, czyli konduktora, który dba o wygodę pasażerów, daje pościel i dba o bezpłatną gorącą wodę gotowaną w swego rodzaju samowarach opalanych – uwaga – drewienkami lub węglem! Dodam, że w pociągi łazienki to … A przepraszam, już miałem o tym nie wspominać.
Pięć godzin szybko minęło i wysiedliśmy w Berdiańsku. Od razu widać mnóstwo ludzi, którzy chcieli nam wcisnąć swoje mieszkanie do wynajęcia lub podwieźć gdzieś swoim samochodem. My spokojnie minęliśmy ich i poszliśmy do wynajętego Hotelu Azov (3 noce za 250 zł). Pokój duży, blisko promenady i morza. Polecam.
Co do atrakcji turystycznych, to jesteśmy zmuszeni samemu ich poszukać, bo próżno szukać ulotek, czy informacji turystycznej, nie wspominając o łatwo dostępnym planie miasta. A co można robić oprócz plażowania się? Plażować się nie w centrum miasta, a na tzw. Berdiańskiej Kosie, czyli długim na kilka kilometrów półwyspie z plażami i pensjonatami (taki nasz prawie Półwysep Helski). Dojechać na Kosę można marszrutkami za 1,20 zł. Można trafić na plażę dziką lub z wypożyczalnią leżaków, z parasolami itp. Czego ktoś szuka, to na pewno znajdzie.
Z droższych atrakcji warto polecić bardzo duży aquapark (cennik poniżej, dla przypomnienia 15 zł to równowartość 100 hrywien). Nie korzystaliśmy, więc nie wypowiadam się o jego zaletach.
Załącznik:
40.jpg

Jako że dziewczyna jest miłośniczką delfinków, to skazani byliśmy na wizytę w delfinarium Nemo leżącym tuż obok aquaparku. Ceny i godziny pokazów jak na zdjęciu poniżej.
Załącznik:
41.jpg

Dodatkowo można wykupić kilka dodatkowych atrakcji, jak np. zdjęcie z delfinami, czy pływanie z nimi (najtańsza opcja, czyli jedno kółko wokół basenu, kosztuje 120 zł, najdroższe 10-minutowe pływanie to koszt ponad 500 zł). Jeśli nie jesteś ekologiem, czy przeciwnikiem tego typu atrakcji, to polecam wizytę w Nemo.
Załącznik:
42.jpg

Załącznik:
43.jpg
43
Załącznik:
44.jpg

Załącznik:
45.jpg

Załącznik:
46.jpg

Załącznik:
47.jpg

Załącznik:
48.jpg

Załącznik:
49.jpg

Załącznik:
50.jpg

Załącznik:
51.jpg

Załącznik:
52.jpg

Załącznik:
53.jpg

Załącznik:
54.jpg

Miłośnicy zwierzątek będą czuć się jak w raju w mini zoo zlokalizowanym nie tak daleko od portu. Za ok. 20 zł zapewniony jest bliski kontakt np. z koziołkiem, tarantulą, kurą, wężem, gołębiami, jeżem, świnką, króliczkami, żabą i innymi stworzeniami. Zwierzęta nie wyglądały na zestresowane, można zaryzykować stwierdzenie, że podobał im się kontakt z człowiekiem. Oprowadzające dziewczyny to pasjonatki przyrody, ciekawie opowiadały o życiu mieszkańców mini zoo i posiadały dużą wiedzę. Nasza przewodniczka wiedziała nawet, jak uprawiają seks gołębie…
Załącznik:
55.jpg

Załącznik:
56.jpg

Załącznik:
57.jpg

Załącznik:
58.jpg

Berdiańsk jako miasto nie jest za duży, to typowy kurort dla – jak nas oświecono na miejscu – niezbyt zamożnych Ukraińców. Potwierdzeniem tego jest fakt, że w mieście nie widać luksusowych hoteli, czy wypasionych samochodów. Jest tak … normalnie. Czyli na przykład ładna promenada kończąca się nagle i przechodząca w piaszczysty, nierówny teren, czy budki z jedzeniem nie mające do czynienia z odpowiednikiem Sanepidu chyba od momentu ich zbudowania. Jak przystało na kurort, atrakcji wyciągających pieniądze od turystów było mnóstwo, np. wesołe miasteczko, malowanie portretów, wycieczki pseudo statkiem pirackim, maszyny losowe, kramy z pamiątkami mniej lub bardziej badziewnymi, setki punktów z jedzeniem i piciem.
Załącznik:
59.jpg

Załącznik:
60.jpg

Załącznik:
61.jpg

Załącznik:
62.jpg

Załącznik:
63.jpg

Załącznik:
64.jpg

Załącznik:
65.jpg

Załącznik:
66.jpg

Załącznik:
67.jpg

Załącznik:
68.jpg

Oczywiście ja jak to ja udałem się w wybitnie nieturystyczne okolice miasta, czyli na dworzec autobusowy i na lokalne bazary. Dowiedziałem się, że jeśli ktoś chciałby pojechać do Doniecka, który jest de facto nadal ukraińskim miastem, ale już pod „kuratelą” rosyjską, to może o tym zapomnieć. Nie zostanie wpuszczony przez żołnierzy, chyba że posiada specjalną przepustkę lub uda mu się ominąć patrole, ale nie jest to polecane, bo można wpakować się w duże problemy.
Ciekawostką były budki z papierosami białoruskimi w śmiesznych cenach (od 3 zł do 5 zł). Sprzedawczyni stwierdziła, że są z przemytu, po prostu nie dojechały z punktu A do punktu B. Hmmm, nie za bardzo zrozumiałem, ale w porządku, dziesięć paczek na handel zakupiłem.
Bazar jak większość bazarów na Ukrainie to odrębne państwo w państwie. Oczywiście nie ciekawiły mnie rejony z ubraniami, czy artykułami ogrodniczymi, ale typowo spożywcze stoiska. Owoce, warzywa i wg mnie hit, czyli stoiska z różnym asortymentem ryb. Wędzone, suszone, inne niezbadane przeze mnie rodzaje ryb leżące często na gazetach przy opędzających towar od much sprzedawczyń. Zero higieny, zero Sanepidu – kto kupuje, to jego sprawa. Ja kupiłem dwa kubki krewetek (po 1,50 zł za kubek) i rybę z poniższego zdjęcia, którą niestety musiałem wywalić, bo nie mogłem jej zjeść. Myślałem, że będzie wędzona, a ona była na pół wędzona, na pół surowa, oczywiście z flakami. Nie była zepsuta, po prostu smak wybitnie nie podszedł.
Załącznik:
69.jpg

Luksusowe stoiska z rybami wyglądały mniej więcej tak, jak na poniższych zdjęciach. Te podlejsze głupio mi było otwarcie fotografować.
Załącznik:
70.jpg

Załącznik:
71.jpg

Zaszalałem na targu i kupiłem sobie pół kilo … raków. Tak, na zwykłym, w sumie podłym bazarku, można było nabyć raki w specjalistycznej budce, której właściciel swego czasu był malarzem w Polsce. Od słowa do słowa i zamówiłem raki z niższej półki cenowej. Co do ich świeżości nie można mieć zastrzeżeń, ponieważ przy zakupie raki … spacerują w skrzynce. Zamawia się odpowiednią ilość i przychodzi za kwadrans. Dostajemy raki już ugotowane, z kukurydzą, pietruszką i cytryną. Krótki instruktarz, jak należy zjeść raki i wkrótce znalazły się w moim brzuchu. Za wiele mięsa w nich / na nich nie ma, może kilka deko uzbiera się z pół kilograma produktu, ale świadomość, że jadło się raki jest dość fajna. To był mój debiut rakowy i szczerze mówiąc nie liczyłem, że będzie on miał miejsce na Ukrainie.
Załącznik:
107.jpg

Panorama z jednego z najwyższych punktów w mieście nie jest imponująca.
Załącznik:
72.jpg

Załącznik:
73.jpg

Życie w Berdiańsku koncentruje się wokół promenady i centralnego deptaka. Mnóstwo lokali (niestety, takie z owocami morza prawie że nie istnieją, przeważają szoarmy i inne nowoczesne wynalazki kebabopodobne), sklepy, kilka pomników i kiczowatych miejsc to okolice spacerowe. Oczywiście dochodzą do tego różni sztukmistrze, śpiewacy, instrumentaliści itp.
Załącznik:
74.jpg

Załącznik:
75.jpg

Załącznik:
76.jpg

Załącznik:
77.jpg

Załącznik:
78.jpg

Załącznik:
79.jpg

Na nudę czasami pomaga przybliżenie mapy na Google.Maps, efektem czego było znalezienie Muzeum Historii Berdiańska (wstęp 4,50 zł). Znów przypomniało mi się, że standardowe muzeum na wschodzie to ciemny budynek bez turystów, nawiązujący pamiątkami do czasów ZSRR. Pół godziny i po zwiedzaniu. Oczywiście zero napisów po angielsku, a jedynym plusem była diorama (bodajże tak to się nazywa), czyli widoczek wyglądający tak, jakby był zrobiony w trójwymiarze. Ciekawa sprawa.
Załącznik:
80.jpg

Załącznik:
81.jpg

Załącznik:
82.jpg

Załącznik:
83.jpg

Po trzech dniach w Berdiańsku trzeba było wracać do rzeczywistości. Przejazd wagonem kupiejnym do Zaporoża, nocka w tym mieście i powrót kolejnego dnia samolotem do Warszawy via Boryspol. Jakoś nie mieliśmy za wielkiego szczęścia do samolotów (jeden lot Wizzairem i trzy loty Ukrainian Airlines), ponieważ z Zaporoża do Boryspola lecieliśmy Embrarerem E145. Straszna maszyna.
Załącznik:
84.jpg

Na wstępie relacji widzieliście już terminal do lotów krajowych, z którego wylecieliśmy do Boryspola. Ciekawostką było, że do samolotu zostaliśmy podwiezieni autobusem około … 200 metrów, a kierowca autobusu szybko przemianował się z kierowcy na osobę ciągnącą wózek z walizkami i pakującą je do samolotu. Sam samolot był mały, nie mogłem wyprostować się w nim (185 cm wzrostu), ale ilość miejsc na nogi była zadowalająca. Układ foteli również dla mnie niestandardowy, czyli 1+2. Przy starcie na nierównych płytach lotniska samolot tłukł się niemiłosiernie i nie byłem pewny, czy przetrwa on rozbieg. Na szczęście wystartował bez problemów.
Załącznik:
85.jpg

Do Warszawy dolecieliśmy już dużym Boeingiem i był to jedyny lot bez przygód mniejszych lub większych.
Hmmm, jeśli dobrnęliście tutaj, to może zastanawiacie się, co to za durny tytuł wymyśliłem, nie wspominając do tej pory ani razu o piwie? Nadrabiam zaległości. Otóż w Zaporożu i Berdiańsku piwa było nie na kilogramy, ale na tony! W tych miastach piwo jest dostępne wszędzie, na każdym większym przystanku są lodówki, każdy sklep ma w ofercie ten trunek, a co najciekawsze dla mnie, w mieście mnóstwo jest sklepów piwnych, wyglądających trochę jak bar (w nazwie często mają słowo Boczka). Jak mnie uświadomił pewien sprzedawca, każdy może sprzedawać piwo pod warunkiem wykupienia rocznej koncesji za około 300 dolarów lub odpowiedniego opłacania skorumpowanych służb. Na jednej ulicy może znajdować się kilkanaście punktów z tym trunkiem i nikogo to nie dziwi. Piwo jest wszędzie, widzi się pijących na ulicach, w parkach, na przystankach i nikt nie robi z tego powodu żadnego „ale”. Przy plaży w Berdiańsku piwo kosztuje od 3 zł za pół litra. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce, ale obstawiam, że trzeba dodać kilka złociszy do ceny za kufel.
Oczywiście nie raz zaszedłem do takich przybytków ze słowem Boczka w nazwie i niezmiennie mnie to rozczulało. Otóż piwo beczkowe sprzedawane tam jest do plastikowych butelek PET (mogą być przyniesione przez klienta) o każdym rozmiarze (od 0,5 litra do 3 litrów). Ceny jak na warunki polskie są śmiesznie niskie, a wybór jest szeroki. Nie byłoby może w tych sklepach niczego nadzwyczajnego, ale „całkiem przypadkowo” sprzedawczynie mają plastikowe kubki, w które piwo od razu mogą przelać i można wypić je w takim sklepo-barze. Jednak pewne zasady praworządności pozostały, ponieważ sprzedawczyni ZAWSZE najpierw naleje piwo do butelki PET, nigdy od razu do kubka. Do tego specjalnym urządzeniem zakłada nakrętkę i butelka wygląda tak, jak wzięta prosto ze sklepu, nigdy nie otwierana. Ona jest sprzedawczynią, punkt jest sklepem, a nie barem, dlatego nie musi być żadnego kibelka, większego zaplecza sanitarnego itp. A że przypadkowo uprzejmie poda kubek plastikowy? Cóż, grzeczność tego wymaga.
Standardowe sklepy z piwem lanym opisane powyżej wyglądają mniej więcej tak. Kilkanaście nalewaków z piwem, cydrem, kwasem, oranżadą. Ceny kosmicznie niskie, tutaj od 4,00 zł do 6,30 zł za litr. Do wyboru, do koloru – nazwy piw ukraińskie, rosyjskie, niemieckie, jasne, ciemne, mocne, słabe. Do tego w ofercie często jest wino z kartonowych pudełek (poniżej 10 zł za litr) i różne mniej lub bardziej niestrawne dla nas przekąski.
Załącznik:
86.jpg

Załącznik:
87.jpg

Wyjątkowy lokal w Zaporożu nazywał się BOCZKA CRAFT. Prowadzi go człowiek z pasją, który chce zaszczepić Ukraińcom wyższą kulturę picia piwa lepszej jakości. U niego ceny nie są niskie nawet jak na polskie warunki, ale rodzaje trunków, ich smak i miejsca produkcji są wyjątkowe. To właśnie w tym sklepie piwo sprzedawane jest na kilogramy. Najpierw nalewane jest do plastikowej butelki PET, następnie stawiane na wadze, wbijana jest cena i można zapłacić np. 43,20 hrywny za 0,48 litra. Płaci się za każdy mililitr, nie ma lania na oko. Ciekawa inicjatywa, ciekawa forma sprzedaży, dla mnie mocno niestandardowa.
Jak mi sprzedawca tłumaczył, społeczeństwo ukraińskie przez lata było przyzwyczajone do produktów niskiej jakości, niskiego poziomu życia, nie mieli wielkich ambicji. On walczy z tym stereotypem i sprowadza z kraju i zagranicy wyjątkowe piwa, np. z posmakiem kokosowym, wiśniowym, mlecznym. Jak sam o sobie mówi, jest nie tylko sprzedawcą, ale piwnym somelierem. W jego sklepie litr piwa kosztuje od 10 zł, podczas gdy po sąsiedzku można kupić trunek od 4 zł za litr. A że przypadkowo sprzedawca zawsze ma plastikowy kubek? Cóż, grzeczność tego wymaga. Interesujący człowiek, interesujące miejsce.
Załącznik:
88.jpg

Załącznik:
89.jpg

Tytuł wyjaśniony, więc pora przejść do mojej ulubionej części podsumowania każdej relacji, czyli luźnych spostrzeżeń. A tych z Ukrainy jest zawsze mnóstwo. No to lecimy z „kwiatkami”.
Pod naszym blokiem w Zaporożu funkcjonował mobilny skup surowców wtórnych. Otóż rozstawiane były różne butelki, jakie można było u pani sprzedać za kilka groszy. Biedniejsza część społeczeństwa w ten sposób próbuje dorobić do skromnych emerytur.
Załącznik:
90.jpg

Załącznik:
91.jpg

Ciekawą formą ochłody przed promieniami słońca jest oklejanie okien srebrną folią. A może to nietypowa forma zasłonek?
Załącznik:
92.jpg

Wyjścia ewakuacyjne umożliwiają w niektórych blokach przejście na balkon sąsiada. W razie braku zagrożenia można szybko przejść na górę / na dół na spotkanie towarzyskie.
Załącznik:
93.jpg

O ile w Zaporożu marszrutki to przeważnie Mercedesy Sprintery, o tyle w Berdiańsku jeździ mnóstwo takich wynalazków na gaz. To na dachu to oczywiście zbiorniki na gaz. Że na wierzchu, że nie chronione niczym? A kto by się przejmował takimi szczegółami.
Załącznik:
94.jpg

Jako że jestem typem wybitnie mięsożernym, tłuszczolubnym, to nie odmawiam sobie przyjemności obcowania z kiełbasami ukraińskimi, które wyglądają często tak, jak poniżej. Według polskich standardów 20 gramów tłuszczu na 100 gramów kiełbasy to dużo, a na Ukrainie 39,2 gramów tłuszczu w składzie nikogo nie dziwi.
Załącznik:
95.jpg

Oba miasta to bezcenne miejsca dla miłośników starej motoryzacji. Na oko 30 procent samochodów to leciwe pojazdy marek Wołga, Łada, ZAZ. Chyba najpopularniejszą marką taksówek jest Łada 2107. Dodatkowo po ulicach jeździ mnóstwo Daewoo Lanosów, które były swego czasu produkowane w Zaporożu.
Załącznik:
96.jpg

Załącznik:
97.jpg

Załącznik:
98.jpg

Załącznik:
99.jpg

W Zaporożu jeździ Uber, a ceny przewozów są niskie. Jechaliśmy Uberem kilka razy i zawsze były to samochody kilkunastoletnie. Hitem było, gdy przyjechał samochód opisany w aplikacji jako ZAZ Slavuta, ale była to chyba ZAZ Tavrija. Na oko ćwierćwieczny, a do tego … dwudrzwiowy. Ledwie do niego weszliśmy. Byłem zachwycony jazdą tym rumpciem.
Próbowałem wypłacić w bankomatach kwotę rzędu kilkuset złotych. Kilka bankomatów miało ograniczenie jednorazowej wypłaty do niedużej sumy, rzędu 50 zł, kilka innych wskazywało, że należy zapłacić dodatkową prowizję. Nie wiem, od czego to zależy, ale mogą pojawić się takie problemy. Posługiwałem się zwykłą debetówką ING.
Na koniec kilka luźnych zdjęć z Berdiańska.
Załącznik:
100.jpg

Załącznik:
101.jpg

Załącznik:
102.jpg

Załącznik:
103.jpg

Załącznik:
104.jpg

Załącznik:
105.jpg

Załącznik:
106.jpg

Kolejny wyjazd na Ukrainę okazał się znów wspaniały. Przeżycia, doznania, refleksje – bezcenne. Zaliczony został kilkukrotnie Kijów, dwukrotnie Czarnobyl, zaliczona Odessa, zaliczona Winnica, zaliczone Zaporoże, zaliczony Berdiańsk. Niedługo wyruszamy na podbój Charkowa. Już nie mogę się doczekać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 11 Lip 2019 22:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 655
Loty: 13
Kilometry: 6 623
srebrny
Mówi się, że Białoruś to skansen Europy, a tu wychodzi na to, że cały wschód nim jest ;) Fajna relacja z piwem w tle.
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 12 Lip 2019 11:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Maj 2010
Posty: 385
niebieski
Super relacja! Sporo przydatnych informacji i ciekawe spostrzeżenia.
Zainspirowałeś, rozważę czy w sierpniu nie wybrać się w te strony.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 13 Lip 2019 01:14 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 125
Loty: 67
Kilometry: 121 216
niebieski
Z przyjemnością przeczytałem twoją relacje, bo tam nie dotarłem, choć mało brakowało w maju,
ale z Kijowa uderzyłem w kierunku Łucka
Z drugiej strony przekazałeś ten klimat, który tak nie wielu zna, tak nie wielu opisuje,
więc mi też jest raźniej, że nie jestem sam w swoich dziwnych wędrówkach
Powodzenia w Charkowie, a może nasze drogi się skrzyżują...przed posterunkiem do Doniecka :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 26 Lip 2019 00:10 

Rejestracja: 04 Sie 2016
Posty: 6
Cytuj:
A co to jest wagon kupiejny? Już tłumaczę. To wagon bez przedziałów z piętrowym układem łóżek w systemie 4 + 2.


To jest akurat wagon plackartny, kupiejny zaś, jak sama nazwa wskazuje, ma być z przedziałami (standardowo na Wschodzie czteromiejscowymi), bo купе po rosyjsku to właśnie przedział.

P.S. Nazwa piwa Harry Porter mnie rozbawiła :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 26 Lip 2019 00:28 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 791
platynowy
Kupiejny to akurat ma przedzialy.

Enviado desde mi ALE-L21 mediante Tapatalk
_________________
Azerbejdżan - zakończona
Laponia - zakończona

Komory | Bahrajn | Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą

Instagram: @podruuznik
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 08 Sie 2019 19:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 680
Loty: 65
Kilometry: 128 493
srebrny
Tom Stedd napisał(a):
Po drodze był jeden dłuższy postój, na którym pociąg został „zaatakowany” przez kilkunastu handlarzy z bułeczkami, lodami, wodą, piwem, owocami, a nawet świeżym czosnkiem. Po co komuś główka czosnku w pociągu???

Główka czosnku do przegryzienia dla dezynfekcji :)
Pamiętam, że jak miałem dawno temu "przygodę" jechać takim składem, to na postojach nigdy nie zabrakło możliwości zakupu samogonu... służył nam za dezynfekcję, z tego co pamiętam to jakoś pić go to nikt się nie odważył.
_________________
Moje relacje: Split 2017Słoneczny Brzeg 2018
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 11 Sie 2019 11:57 

Rejestracja: 20 Cze 2015
Posty: 141
Loty: 121
Kilometry: 197 334
niebieski
Zainteresował mnie Berdiańsk, bo byłem tam podczas EURO 2012 (również w Doniecku). Konkretnie przez trzy dni na cyplu obok (Berdiańska Kosa), ale samo miasto też odwiedziłem. Widzę że nic się nie zmieniło, tzn. dalej postsowiecki syf :) Delfinarium jak było tak jest, zakładam że tory dalej wiodą wzdłuż plaży (jeżdżą pociągi towarowe) no i ciepłe, słabo dotlenione morze wyrzuca na brzeg śnięte ryby. Klimat wciąż specyficzny...
_________________
Moje relacje: Sycylia, Kijów + Czarnobyl, Islandia, Tajlandia + Kambodża, Norwegia, Meksyk, Iran, Malta, Kenia, Szkocja, Izrael, Peru
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group