Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 89 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Lip 2014 22:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
Przed wyjazdem zawsze szukam relacji z pobytu w miejsca, do których się wybieram. Są bardzo ważne w planowaniu podróży. Wymagają też dużo pracy od tych, którzy je zamieszczają. Pomyślałam, ze czas zacząć oddawać to co otrzymałam od innych stąd zamieszczam relację czy może raczej opowieść z Zanzibaru.
Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o podróżowaniu. Gdzieś w tych marzeniach pojawiały się magiczne nazwy, których nawet samo wymawianie sprawiało przyjemność: Seszele, Mauritius, Bora-Bora, Fidżi czy właśnie Zanzibar.
Dlatego długo nie zastanawiałam się, kiedy pojawiło się coś takiego: http://www.fly4free.pl/jamajka-kuba-mek ... -1702-pln/. Bilety kupione dla 4 osób, termin 18 stycznia - my na 3 tygodnie z zamiarem spędzenia tygodnia na safari a nasi współtowarzysze 2 tygodnie z nami na Zanzibarze.
Lot z Brukseli, więc trzeba się tam jakoś dostać. Po przekalkulowaniu (czasowym i kosztowym) wyszło nam, że najlepiej samochodem. 900 km autostradami – jest OK. Parking w pobliżu lotniska.
Lot BRUKSELA 21.25 - ZANZIBAR 4.05 liniami Jetairfly. To belgijskie linie lotnicze pozostające w kooperacji z TUI Airlines. Nie pozostawiły dobrego wrażenia, niestety. Na wstępie samolot spóźnił się o jakieś 2,5 h (zresztą powrotny dokładnie tak samo). Brak informacji – obsługa wzruszała ramionami z sakramentalnym „I don’t know..” Samolot? Standard jak w tanich liniach lotniczych – tak też samolot mniej więcej wygląda. Niewygodny na 9-cio godzinny lot. No ale zabierał mnie w jedno z moich wymarzonych miejsc więc mu wybaczyłam.
Hala przylotów na Zanzibarze. Hmm…. Jakby to powiedzieć… Z zewnątrz wygląda w miarę normalnie ale wewnątrz… trudno mi nawet przywołać w myślach jakieś porównanie. Nie mogę powiedzieć, że lata świetności dawno ma już za sobą bo świetności toto nigdy mieć nie mogło ;) Dość powiedzieć, że powinno się temu nadać inną nazwę bo „hala przylotów” zdecydowanie nie pasuje ;)
Wizę dostaje się szybko. Formularz, zdjęcie, skan palców, 50 $ i już mamy wizę. Dłużej czeka się na bagaż. Nic dziwnego –wydawanie nie jest zautomatyzowane. W tym czasie można wymienić trochę pieniędzy – nie za dużo bo kurs w Stone Town jest o wiele lepszy. Żółtej książeczki nikt sprawdzać nie chciał - co nie znaczy, że to norma.
Transport do zarezerwowanego wcześniej hotelu już na nas czeka. Jak z pod ziemi pojawiają się „pomocnicy”, którzy odbierają od nas walizki i ciągną je do samochodu. Po drodze dołączają do nich następni i już we dwóch ciągną jedną walizkę (wcale nie były takie ciężkie) ;) Nauczeni doświadczeniem nie protestujemy, nie wyrywamy walizek. Są niezadowoleni, kiedy dostają napiwek z informacją, ze muszą się podzielić. I odchodzą, kiedy przestajemy zwracać na nich uwagę. Czyli norma.
Hotel Hiliki House: dobra lokalizacja, dobry standard, czysto i miło. 50 $ za klimatyzowaną dwójkę (przy dwóch nocach) z bardzo dobrym śniadaniem, z prywatną łazienką na korytarzu. W hotelu ogólnodostępna lodówka, czajnik, herbaty, kawa. Obsługa hotelu przyjazna i pomocna.
Na początek organizacja: trzeba kupić kartę do telefonu (nie pamiętam ile ale to było naprawdę niewiele i starczyło na cały pobyt), wymienić pieniądze (wymiana 2000 zł sprawiła, że staliśmy się milionerami :lol: ), wynająć samochód i załatwić pozwolenie na jazdę po Zanzi (10 $). Miałam co prawda namiar na wynajem samochodu ale menager naszego hotelu zaproponował, że może nam kogoś podesłać. Za 10 min. był w hotelu właściciel wypożyczalni i zaczęły się targi „na dobrego i złego policjanta” Cena wyjściowa 50$/doba przy 12 dniach za Suzuki Grand Vitara (samochód musiał mieć duży bagażnik ze względu na bagaż rejestrowany i podręczny x 4) Mój mąż negocjuje cenę: 45 $, 40, 30 a ja mu brzęczę nad uchem i wymachuję kartką z numerem telefonu, że przecież mamy umówione i że tanio i żeby dał spokój. W końcu facet zrezygnowany pyta „za ile macie ten samochód” -„ za 20$” – „ok., dajcie 250 dolców i przybijamy”. Przybiliśmy: połowa przy odbiorze auta, połowa po zwrocie. Samochód przyprowadził rano następnego dnia. Jego stan…? no cóż zawiózł nas wszędzie gdzie chcieliśmy i nie zawiódł :) A że trzeszczał? Kto by się tym przejmował ;) Ruch lewostronny. Trochę obawiałam się patroli policyjnych, bo w sieci mnoży się od informacji o ciągłych łapankach i wymuszaniu łapówek. Pierwszą mieliśmy w drodze z Jambiani do Nungwi. Policjant zażądał międzynarodowego prawa jazdy. Mieliśmy. Pozwolenie rządowe. Mieliśmy. Mówi, że niedobre bo musi być ze zdjęciem. Byliśmy przygotowani – "nieprawda, Panie Policjancie – zdjęcie jest potrzebne przy pobycie ponad 3 miesiące a my przyjechaliśmy na dwa tygodnie". Pokiwał głową, uśmiechnął się i oddał dokumenty. Przez cały czas pobytu mieliśmy 4 kontrole. Bez łapówek.

STONE TOWN
Przyszedł czas na zwiedzanie Stone Town. Co mogę o nim powiedzieć… Czy jest piękne? Nie powiedziałabym. Czy ma klimat? Zdecydowanie tak. Pomijając uciążliwe nagabywanie na każdym kroku to wąskimi uliczkami naprawdę warto się powłóczyć.
Można zobaczyć Masaja:
Image

Zawsze zatłoczone miejscowe środki transportu lądowego; dala-dala:
Image
Image
i morskiego:
Image

pójść na lekcję do miejscowej szkoły:
Image

lub po prostu pozachwycać się kolorami:
Image

Image

Image

Warto też – zdecydowanie warto -odwiedzić Darajani. Tam z pomocą naszego uprzejmego bossa zrobiliśmy zakupy na kilka dni w Jambiani. Myślę, że oszczędziło nam to wiele nerwów i szylingów. Wyglądało to tak, że my mówiliśmy co i ile chcemy a on podchodził i targował. Potem wołał nas i płaciliśmy. Czasem nie targował – podchodził do stoiska z nami i mówił „to mój kolega – da Wam dobrą cenę”. Darajani Market to miejsce, gdzie najtaniej na całym Zanzibarze można zrobić zakupy i to dosłownie wszystko (łącznie z żywymi zwierzętami) - oliwę, ryż (najlepszy jaki kiedykolwiek jadłam), makaron, warzywa, owoce i pieczywo. Ceny w mini marketach są znacznie wyższe – ale niektóre produkty (np. masło) można dostać tylko tam. Pewnie dlatego, ze w tym upale długo by nie wytrzymało.
A poza tym Darajani jest tak kolorowy i ciekawy, ze naprawdę nie można sobie darować połażenia i pogapienia. Jedynie zapach w części „mięsnej” i „rybnej” spowodował, że byłyśmy tam kilka sekund – na wdechu. Panowie dzielnie przeszli całość. Ale zakupów na tych słabo pachnących stoiskach nie zrobiliśmy… :lol:
Image

Image

Image

Image

O zachodzie słońca nad brzegiem morza rozpoczyna się pewien spektakl – chyba wszystkie dzieci Zanzibaru (miasta) pojawiają się na plaży i w ubraniach rozpoczynają kąpiel w morzu: skaczą z betonowych brzegów do wody, biegają, chlapią – jest ich mnóstwo: głośnych, szczęśliwych i roześmianych.
Image
Image

Wieczorem wybraliśmy się na kolację do Forodhani Gardens - nocny targ z jedzeniem. Rozpoczyna się tuż po zachodzie słońca a kończy się (podobno) kiedy zniknie ostatni klient. Nie byłam zachwycona jakością jedzenia. Ale to nasza wina – zamiast trzymać się sprawdzonej zasady „idź tylko tam gdzie widzisz miejscowych” daliśmy się podejść jak pierwsze lepsze białasy i w efekcie posiłek był dość drogi i niezbyt smaczny. Nie powtórzyliśmy już tego błędu. Polecam zanzibarską pizzę,
Image
sok z trzciny cukrowej
Image
samosy i grillowane krewetki.
Image

Można sobie odpuścić największe i najbardziej kolorowe stoiska z ogromnym wyborem – przeciętna jakość, nastawiona na drenowanie kieszeni turystów. Ale wyglądają pięknie. I sam pobyt tam też obowiązkowy.
Image

W Stone Town nie ma ładnych plaż. Żeby znaleźć się na czymś ładnym trzeba wynająć łódź (10$/osoba cena normalnie przyjęta – my zapłaciliśmy 25 za wszystkich ale to było po południu a i tak nie było łatwo zbić cenę) i popłynąć na jedną z okolicznych wysp. Wybraliśmy Prison Island ze względu na żółwie olbrzymie, których nasi towarzysze podrózy jeszcze nie widzieli. Płynie się ok. 20 min. wstęp na wyspę jest bezpłatny – płatne jest tylko wejście do żółwiego zoo (chyba 5$). Miejsce do nurkowania z maską miłe, ale nie powala.
Taka była łódka:
Image
a żółw robił dziwne miny :)
Image

Podsumowując: na wszystkie atrakcje Stone Town wystarczy 1 pełny dzień z noclegiem. Jak ktoś jest dłużej to warto wybrać się na Safari Blue do oddalonej ok. 25 km Fumby. Można też ze Stone Town ale najlepszą cenę uzyska się w Fumbie właśnie, bo stamtąd ruszają wszystkie Safari Blue. Trzeba być tylko rano ok. 8.30 – 9.00. W cenie oczywiście lunch – nawet niezły.

cdn...
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez gosiagosia, 15 Mar 2015 14:16, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
jasiub uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 31 Lip 2014 10:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Gru 2013
Posty: 203
Loty: 433
Kilometry: 966 038
Ale żółwik rewelacja:)
_________________
Image

Śledźcie mnie na instagramie: https://www.instagram.com/travelela/
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 31 Lip 2014 12:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
JAMBIANI I OKOLICE
Na trzeci dzień naszego pobytu, zaopatrzeni we wszelkie niezbędne produkty ruszamy do Jambiani. Tam mamy wynajęty dom na 3 dni (100 $/doba) przez Airbnb. Przy wykorzystaniu kodu ONENIGH wychodzi taniej. Dom ma 2 sypialnie, dwie łazienki, salon, kuchnię i olbrzymi taras na piętrze. Jest urządzony bardzo prosto ale naprawdę było tam wszystko czego potrzebowaliśmy. Jego główną zaletą jest położenie: nad brzegiem morza, w środku wioski wśród chat miejscowych. W Jambiani powitał nas człowiek, który przedstawił się jako Mr. Pandu. Nie byle jaka osobistość – ktoś w rodzaju szefa wioski, człowiek, który czynnie uczestniczy w akcji Zanzibar Action Project na rzecz rozwoju Jambiani. I jeżeli porównać Jambiani do innych wiosek, które widzieliśmy to jest nieźle.
Image
Image
Co jest głównym atutem Jambiani? Ludzie. Nie zmanierowani przez turystów (jeszcze?), przyjaźni, uśmiechnięci – to Oni spowodowali, że przedłużyliśmy nasz pobyt o kolejny dzień :) Dzieci z Jambiani są fantastyczne. Wzięliśmy ze sobą 500 baloników i każdy nasz dzień rozpoczynały dzieci przyklejone do płotu naszego domu wołające nieśmiało „Jambo, bofu” uśmiechnięte i radosne. Prześcigały się w pozowaniu do zdjęć. A warto wiedzieć, ze robienie zdjęć ludziom na Zanzibarze to odrębny temat. Z reguły tego nie chcą, nie życzą tego sobie. Dzieci (poza Jambiani) krzyczą już z daleka „one foto, one dolar”. Dorośli zasłaniają się lub odwracają głowę. W skrajnych przypadkach potrafią nawet nakrzyczeć. W Jambiani było inaczej.
Image
Image
Image
Image
Image

Zanzibar jest biedny – o wiele biedniejszy niż Tanzania kontynentalna. Ktoś, kto mieszka w n - gwiazdkowym hotelu może nawet tego nie zauważyć, bo w Stone Town nie rzuca się to tak bardzo w oczy a rejsy czy przechadzanie się po plażach tez tego nie pokazują. Ale warunki w jakich żyje większość Zanzibarczyków są dla przeciętnego Europejczyka trudne do wyobrażenia.
Wioski na Zanzibarze wyglądają zupełnie inaczej niż w Europie :

Image
Image

W Jambiani są największe uprawy alg. W czasie odpływu morze odsłania kilometry ogródków algowych. Wtedy zaczynają się zbiory i doglądanie upraw. To zadanie kobiet i starszych dzieci.

Image
Image

A to jeden z gatunków alg:

Image

W czasie przypływu mężczyźni zajmują się połowem morskich stworzeń.

Image
Image

Można od nich kupić sobie obiad

Image
Image

Tam (na Zanzibarze) po raz pierwszy zobaczyłam takie wielkie pływy morza. Wiedziałam, słowo honoru wiedziałam, że są – ale że aż takie !? Było morze – nie ma morza.
Image
Image
Image

Za 30 000 TZS (ok. 55 zł za dhow) można sobie zafundować rejs drewnianą łodzią – dhow – na rafę koralową. Rafa nie jest tak spektakularna jak przy atolu Mnemba ale rejs jest super.

Image

Podczas pobytu w Jambiani odwiedziliśmy Jozani Forest. Turyści głównie ściągają tam, żeby zobaczyć endemiczny gatunek małpki Red Colobus a to błąd. Wejście kosztuje 8$/osoba i w tej cenie jest przewodnik, który zaprowadzi do małpek a potem zapyta czy chcecie zobaczyć las. Odpowiedzcie: „oczywiście” bo las jest naprawdę fantastyczny.

Image

23 km od Jambiani znajduje się Michamvi Kae. Kiedy weszłam na plaże w Michamvi to pomyślałam: to jest właśnie ten magiczny Zanzibar. Białe plaże, błękitno – szmaragdowe morze i… pustka. Nikogo. Cisza. Pięknie. Idziesz i idziesz a tam ciągle nikogo. Ale trzeba tam być w południe, bo później – o ile pamiętam ok. godz. 16 czy 17 zaczyna się dość gwałtowny przypływ.

Image

A nie - ktoś jednak tam był:
Image


W Michamvi można tez zobaczyć lasy namorzynowe.
Image

Wejście do lasu jest niemożliwe( albo jak ktoś woli - znacznie utrudnione) bo las broni dostępu do siebie:
Image
Po drodze do lub z Michamvi można odwiedzić The Rock – restaurację na skale pojawiającą się w folderach reklamujących Zanzibar. W czasie odpływu wchodzi się tam suchą stopą, ale jeżeli trochę posiedzicie to wracać będziecie w mokrych spodenkach :lol: W restauracji drogo, ale kawę wypić można.
Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
jasiub uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 31 Lip 2014 12:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lis 2013
Posty: 101
Loty: 166
Kilometry: 357 801
niesamowite miejsce, fajna relacja!
_________________
http://mamasaidbecool.pl/
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 31 Lip 2014 12:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 126
Loty: 19
Kilometry: 36 462
ach, ten kolor morza jest po prostu niesamowity :) Piękne miejsce, fajna relacja - czekam na więcej!
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 31 Lip 2014 12:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
Dziękuję bardzo - to miłe, że komuś się podoba :) Spróbuje jeszcze dziś uzupełnić resztę.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 31 Lip 2014 14:13 

Rejestracja: 21 Kwi 2014
Posty: 12
Ale super miejsce. Fajna relacja i poproszę jeszcze kilka zdjęć z rejsu na rafy ;)
Pozdro
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 31 Lip 2014 14:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lis 2012
Posty: 5180
Zbanowany
srebrny
jedno pytanie: wspominasz o gwałtownym przypływie po południu - masz może jakieś zdjęcie to obrazujące? może jakiś filmik? zastanawiam się jak by to mogło wyglądać... nagle przychodzą spore fale czy po prostu powoli ale zauważalnie poziom wody się podnosi?
_________________
Marzy Ci się wycieczka rowerowa po Hiszpanii? Zapytaj! Coś podpowiem ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 31 Lip 2014 14:48 

Rejestracja: 26 Lis 2013
Posty: 85
Loty: 72
Kilometry: 108 698
A moge zapytac, ile kosztowala Ciebie taka wyprawa?
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 31 Lip 2014 15:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
olox - nie mamy zdjęć z rejsu na rafy. Ze strachu przed zmoczeniem nie zabieraliśmy aparatu.

namteH - woda po dość szybko i zauważalnie się podnosi. Faluje, ale nie za mocno. Żeby to zobrazować to opowiem, że w Mitchamvi poszliśmy na wycieczkę po plaży. Nasi towarzysze podróży zostali na czymś w rodzaju łachy piasku na plaży otoczonej ze wszystkich stron wodą - z jednej strony otwarte morze z pozostałych woda po kostki. Kiedy poszliśmy po nich szliśmy po kolana w wodzie. Zaczynał się przypływ - zanim się zebraliśmy wody tam, gdzie było po kolana zrobiło się po pas a łacha piasku niknęła w oczach. Zmykaliśmy stamtąd dość szybko i w lekkim popłochu:)

Nesut-biti - jeszcze dziś podam koszty.

-- 31 Lip 2014 16:46 --

NUNGWI I KENDWA

Image

W końcu przenieśliśmy się do Nungwi. To jedyne miejsce na wyspie (także niedaleka oddalona 3 km Kendwa) gdzie pływać można cały czas. Pływy są ale nie tak mocno zauważalne jak w Jambiani, gdzie różnica w poziomie wody dochodzi do 4 m. Nie mieliśmy nic zabukowane, więc pierwsze dwie noce przespaliśmy w hotelu i w międzyczasie szukaliśmy czegoś innego. Na kolejne 5 dni za 100$/doba staliśmy się mieszkańcami tej wioski, posiadaczami domu z ogrodem i dwóch kotów, które po tych 5 dniach znacznie przybrały na wadze. Koty to zwierzęta tolerowane a nawet mile widziane na Zanzibarze. W przeciwieństwie do psów, których większość Zanzibarczyków unika jak ognia. Mnie – miłośniczce tych zwierząt przeszkadzał bardzo ich stosunek do nich. Byłam świadkiem kiedy kilku dorosłych mężczyzn goniło ulicami Zanzibaru niewielkiego psa rzucając go kamieniami. Ten obrazek do dzisiaj wspominam ze wstrętem. Dlatego na Zanzibarze nie ma bezpańskich psów. „Pańskich” zresztą tez niewiele.
Po przybyciu do Nungwi i zakwaterowaniu w hotelu poszliśmy na kolację nad morze. Wybór padł na restaurację Loca ze względu na stojącą tam, przystrojoną pomarańczowo… choinkę. To był doskonały wybór – lokal okazał się być własnością Polki – Kingi, świetnej dziewczyny, dzięki której byliśmy w miejscach, do których nigdy byśmy sami nie dotarli – jak chociażby miejscowa dyskoteka, gdzie byliśmy jedynymi białymi. Tam najczęściej spędzaliśmy wieczory z Kingą i jej gośćmi z Argentyny, Egiptu, Grecji, Tanzanii, Afganistanu, Niemiec…. istna Wieża Babel.
Ochrona restauracji Kingi
Image

Słyszałam taką opinię, że Masajowie na Zanzi nie są prawdziwi. Śmieszy mnie to. To tak jakby powiedzieć, że Polak, który wyjechał do Irlandii szukać lepszego życia nie jest prawdziwy. Bo po to Masajowie przyjeżdżają na Zanzibar – po łatwiejszy chleb. Stanowią atrakcję w hotelach, są ochroniarzami w restauracjach, sprzedają bransoletki i ozdoby. Wiec są prawdziwi – wybrali tylko inne życie. A wyglądem różnią się od Zanzibarczyków. Za Masaja przebrać się nie da – charakterystyczna szczupła, wręcz „antylopia” budowa ciała, charakterystyczne rysy twarzy powodują, że są rozpoznawalni nawet jak zmienią swoje tradycyjne czerwono – kobaltowe stroje.

Co można robić w Nungwi? Przede wszystkim plażować i kąpać się w morzu, które właściwie nie odpływa ale tu polecałabym raczej pobliską Kendwę. Jest ładniej a jak przejdzie się za plaże włoskich hoteli to plażować można samotnie :P
Zdarzają się też klimaty żywcem ściągnięte z Indii :)
Image

albo też typowo zanzibarskie
Image

W Nungwi nie ma upraw alg ze względu na brak ogromnych odpływów. Co nie znaczy, że ich (odpływów) w ogóle nie ma. W czasie naszego 6 – cio dniowego pobytu tam, zdarzył się jeden duży. Wtedy nad morze wyruszają tłumnie kobiety i dzieci i zbierają w płytkiej wodzie owoce morza głównie małe rybki i małże.
Image
Image

Można poszwędać się po wiosce, można zobaczyć „stocznię” gdzie buduje się łodzie.
Image
Image

Można popływać z żółwiami zielonymi (10$). Muszę przyznać, że dla mnie to było niesamowite doświadczenie. Żółwi jest dużo i decyzja o zanurzeniu się w wodzie ze zwierzakami wielkości stolika wcale nie była łatwa ;) W Nungwi są dwa takie akwaria - naturalne zbiorniki z wodą morską – Kinga poleciła to na terenie Baraka Aquarium Bungalows.
Image

Z Nungwi można popłynąć na snoorkowanie na atol Mnemba.
Image

taką łodzią
Image

Wycieczka kosztowała (o ile dobrze pamiętam) 25$/osoba z posiłkiem na łodzi. Ale tu ceny są też różne bo i poziom świadczonej „usługi” zróżnicowany. Cumuje się w okolicach atolu na morzu bo na wyspę nie można przybijać. Ale gdybym miała coś zasugerować to proponowałabym pojechać drogą lądową w okolice Matemwe i stamtąd popłynąć na atol. Po pierwsze można znaleźć się na plaży w Matemwe, w miejscu gdzie piasek kolorem i miałkością przypomina mąkę. Po drugie rejs z Nungwi jest długi i niekomfortowy: głośny silnik, zapach paliwa, mocne bujanie sprawia, że nawet najbardziej odpornych może dopaść choroba morska. Fakt jest taki, że podwodny świat rekompensuje te niedogodności i tego punktu w zwiedzaniu Zanzibaru nie radziłabym pomijać. Ładniejszą rafę do tej pory widziałam tylko w parku narodowym w Egipcie. W Matemwe i w Nungwi jest dużo baz nurkowych jeżeli ktoś ma ochotę na bardziej zaawansowane poznawanie podwodnego świata.

Na Zanzibarze popularne są też Dolphin Tours w Kizimhazi. Nic na ten temat nie mogę powiedzieć, bo po przeczytaniu kilku relacji w internecie z takich wycieczek stwierdziliśmy, że to nie dla nas. Jawił się nam jakiś dziki spęd łodzi goniących za delfinami. Nie wiem, może się mylę, może to fajne jest…

Nungwi to był ostatni etap naszego pobytu na Zanzibarze. Potem wróciliśmy do Stone Town po drodze odwiedzając jedną z plantacji przypraw. Decyzja podjęta w ostatniej chwili bo o 10.00 mieliśmy oddać auto. Dzwonimy do właściciela i pytamy, czy gdybyśmy oddali samochód o 17.00 to będzie jakiś problem. Słyszymy: Don’t worry. No i faktycznie nie było problemu. Jeden dzień gratis :). Fajnie było zobaczyć jak rosną przyprawy ale w mojej opinii atrakcja niekonieczna.
Tylko gałka muszkatołowa i jackfruit wywołały moje zdumienie
Image
Image
Naszym współtowarzyszom podróży pozostała ostatnia noc w Stone Town, ponownie więc odwiedziliśmy ogrody Forodhani. My następnego dnia wyruszaliśmy na safari. Ale to już zupełnie inna historia… :)

Jeszcze parę uwag ogólnych.
Ma się wrażenie , ze pojęcie „czas” nie istnieje na tej wyspie. Po zamówieniu posiłku na zapytanie jak długo będziecie czekać niezmiennie otrzymujecie odpowiedź „few minutes”. Nie denerwujcie się, że czekacie godzinę. Lepiej iść do restauracji, kiedy nie jest się wściekle głodnym…
To samo dala-dala. Kiedy odjeżdża? -„ soon”. To „soon” może się ciągnąć i ciągnąć do czasu, aż zapełni się po brzegi cała ciężarówka. Popędzanie nic nie daje. Kierowca mówi, że już odjeżdżamy i… nie odjeżdżamy. Zdecydowanie polecam wypożyczenie samochodu – mobilność na tej wyspie pozwala odnaleźć najpiękniejsze miejsca, niekoniecznie polecane przez przewodniki. Wystarczy trochę poskręcać.
Jeżeli chodzi o plaże, to w moim osobistym rankingu, biorąc pod uwagę to co już widziałam, Zanzibar wygrywa pozostawiając inne miejsca daleko w tyle. Nie ma tam co prawda uroczych skalistych zatoczek, które tak spektakularnie wyglądają na zdjęciach ale są za to niesamowite połączenia bieli, błękitu i zieleni we wszystkich odcieniach tych kolorów. Czyli coś co po wpisaniu w grafice Google słów „raj na ziemi” wyświetli właśnie takie obrazy :P
Image

KOSZTY 14 dni – 4 osoby
Dojazd do i z Brukseli ok. 700 zł
Parking 70E/22 dni - 300 zł
Bilety z Brukseli na Zanzibar – 7000 zł
Wiza 200 $ - 560 zł
Noclegi 1400 $ - 4 000 zł
Samochód 250 $ - 700 zł
Paliwo - ok. 450 zł
Ogółem 13710/4 = 3427 zł

Podając komuś koszty wyjazdu na ogół nie wliczam w to kosztów posiłków i „atrakcji”, z których korzystałam (te podaję osobno przy ich opisywaniu). Kwestia jedzenia i związanych z tym wydatków jest indywidualną sprawą każdego. Bo można żywić się kupując homary w restauracji za 20000 TZS (albo drożej) a można tez wydać 3000 TZS na pizzę Zanzibar Style i dorzucić do tego 2 samosy po 1000 TZS. Kwestia wyboru i preferencji. Można jeść ryby w restauracjach za 50000 TZS na czterech i można też usmażyć rybę kupioną od miejscowych rybaków za tę samą cenę, która wystarczy spokojnie na 2 lub 3 obiady dla tychże głodnych osób.

CZY WARTO ?
Zanzibar pozostaje w moich wspomnieniach jako jedno z najbardziej egzotycznych miejsc, które odwiedziłam. Każda podróż to dla mnie radość. Uwielbiam obserwować ludzi, poznawać ich zwyczaje. Na ogół będąc gdzieś… tam… – mówię ”wrócę tu” (do tej pory tylko 2 razy tak [url]nie powiedziałam[/url]). I mija jakiś czas i ta chęć powrotu mija. Bo przecież jest tyle miejsc, których jeszcze nie widziałam, nie poznałam. Zanzibar jest wyjątkiem – miejscem, do którego - pomimo upływu czasu - chcę wrócić. I trudno mi jednoznacznie powiedzieć czym mnie tak zauroczył. Mogę powiedzieć, ze Zanzibar, jak człowiek - ma charyzmę. To "coś" nieuchwytnego, co sprawia, że zaczyna się go postrzegać jako miejsce wyjątkowe , coś co sprawia, że kocha się nie potrafiąc do końca określić za co….
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
jasiub uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 31 Lip 2014 19:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Sty 2014
Posty: 191
Loty: 98
Kilometry: 160 179
Przeczytałam, świetna relacja, piękne zdjęcia! Zdradzisz, jaki masz aparat?

Zazdroszczę wycieczki, ja niestety jeszcze dłuuugo będę na takową czekać :) Widzę, że warto :)
_________________
http://podroz-usmiechu.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 31 Lip 2014 20:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
Jasne - Sony Cyber-shot. Tyle pamiętam - dokładniejsze informacje mogę podać jak wróci... z serwisu :lol:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 01 Sie 2014 09:33 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3356
gosiagosia napisał(a):
Każda podróż to dla mnie radość. Uwielbiam obserwować ludzi, poznawać ich zwyczaje. Na ogół będąc gdzieś… tam… – mówię ”wrócę tu” (do tej pory tylko 2 razy tak [url]nie powiedziałam[/url]). I mija jakiś czas i ta chęć powrotu mija. Bo przecież jest tyle miejsc, których jeszcze nie widziałam, nie poznałam. .….

Mam dokładnie tak samo :D

Gosia, super relacja.
A pomysł z balonikami dla dzieci - rewelacyjny.
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 01 Sie 2014 10:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3326
złoty
gosiagosia napisał(a):
Tam (na Zanzibarze) po raz pierwszy zobaczyłam takie wielkie pływy morza. Wiedziałam, słowo honoru wiedziałam, że są – ale że aż takie !? Było morze – nie ma morza.

to są bardzo małe pływy
jak byś chciała zobaczyć konkretny pływ i to blisko Polski to polecam Kanał Angielski zwany też Kanałem La Manche
dla przykładu, pływy na Zanzibarze to 3 metry a np. w Granville to 9-10 m ;)

Image

Image
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 01 Sie 2014 10:47 

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 1827
Fajna relacja - byłem w kilku tych samych miejscach.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 01 Sie 2014 12:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
Japonka - pomysł z balonikami powstał z przyczyn logistycznych: co przynosi radość dzieciom i nie zajmuje dużo miejsca w bagażu. Oczywiście mieliśmy też oklepane kredki, ołówki czy zeszyty (te zostawiliśmy w szkole), ale baloniki robiły furorę.
Odnośnie pływów - może komuś przyda się kalendarz http://tides.mobilegeographics.com/cale ... /7156.html
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Japonka76 uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 17 Sie 2014 16:57 

Rejestracja: 07 Maj 2013
Posty: 170
Oddany glos w konkursie na Twoja relacje.
_________________
Masz pytania w kontekście USA.Napisz PW,może pomoge.
Podróżujesz aby fotografować-napisz PW.
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 17 Sie 2014 17:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2013
Posty: 67
Loty: 41
Kilometry: 113 656
świetna relacja najważniejsze aktualne informacje
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 17 Sie 2014 18:05 

Rejestracja: 31 Maj 2013
Posty: 1028
Loty: 541
Kilometry: 839 263
niebieski
Piękna wyprawa...! Relacja super aż się chce tam śmignąć...
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 17 Sie 2014 20:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 955
niebieski
Dziękuję Wam bardzo - i polecam - a ludziom z tego forum - zdecydowanie polecam :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 89 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group