Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 19 Lip 2016 22:51 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Witam,

Chciałem się z Wami podzielić podróżą, którą odbyliśmy z żoną na przełomie kwietnia i maja tego roku. Jako, że USA i jej cuda natury zawsze były naszym marzeniem to dopiero teraz udało nam się je spełnić. W styczniu dzięki Fly4free udało nam się złapać tanie bilety do SF. Nie mieliśmy jeszcze wiz, ale zaryzykowaliśmy i udało się! 30.04 ruszamy trasą Warszawa - Amsterdam - San Francisco - Paryż - Warszawa :)

P.S To moja pierwsza relacja, więc proszę o wyrozumiałość :)

P.S 2 Podsumowanie wydatków będzie na samym końcu.

No to zaczynamy

Dzień 1 (30.04) - San Francisco: Fisherman Wharf, Pier 39, Lombard Street

Wylot mieliśmy z Warszawy. Na szczęście bez opóźnień o 6.00 wylecieliśmy w stronę Amsterdamu. Z Amsterdamu również planowo o 9.50 zaczął się ten dłuższy, bo prawie 11 godzinny lot do San Francisco. Tutaj też wszystko przebiegło bez zakłóceń i około 11.45 wylądowaliśmy w wyjątkowo słonecznym San Francisco.

Oczywiście swoje musieliśmy odstać w kolejce do immigration (prawie 2 godziny), odebraliśmy bagaże i skierowaliśmy się w stronę punktu wypożyczalni samochodów. Na początku byliśmy trochę oszołomieni wielkością lotniska i nie bardzo wiedzieliśmy gdzie się udać, ale tutaj z pomocą przyszedł nam pracownik lotniska i po paru chwilach byliśmy w punkcie.

Samochód wypożyczaliśmy przez stronę economycarrentals.com. Jako, że był to road trip to wybór mógł być tylko jeden - Mustang i to kabriolet! Po zarejestrowaniu w Alamo rezerwacji przez automatyczny terminal skierowaliśmy się na parking. I tutaj nastąpił pierwszy zgrzyt. Pani oznajmiła nam, że kabrioletów nie mają na stanie, ale może będą za 2 godziny. Po kilkunastogodzinnej podróży nie uśmiechało nam się czekać, więc od razu zapytałem co nam proponują w zamian. W zamian były do wyboru: Dodge Challenger (biały i czarny) i czarny Chevrolet Camaro oraz darmowy bak paliwa (zawsze coś). Niestety nie były to kabriolety tylko 2 drzwiowe coupe. Wybraliśmy białego Challengera bo od razu skojarzył mi się z filmem "Vanishing Point" :D Nie wiem czy cena za niego była niższa czy wyższa, ale był to w 100% trafny wybór o czym wspomnę w podsumowaniu.

Pierwsze zetknięcie z automatem bardzo pozytywne, ale nawigacja offline bardzo długo łapała zasięg i do motelu w SF dotarliśmy dzięki mojej żonie, która wspaniale nas poprowadziła dzięki mapce z wypożyczalni :D Ruch na drodze spory, ale do zniesienia. Nikt na nas nie zatrąbił więc chyba było ok :)

Po szybkim rozpakowaniu i prysznicu stwierdzamy, że wcale nam się nie chce spać. Jako, że pogoda była wyśmienita (25 stopni i słoneczko) to poszliśmy na spacer. Po zrobieniu paru kilometrów zaczęło się ściemniać, nam nogi też już odmawiały posłuszeństwa (ah te górki), i skierowaliśmy się do motelu na spanko :)

Town House Motel - nasz pierwszy przystanek w podróży. Lombard street - super położenie. Właścicielka na drugi dzień mimo wczesnego wymeldowania pozwoliła nam zostawić samochód do 16 na ich parkingu. W SF to duże ułatwienie :) Koszt 113,85$ (z podatkiem i śniadaniem wliczonym w cenę). Rezerwowany dużo wcześniej.

Załącznik:
P1000515.jpg


Nasz towarzysz podróży - wspaniały wóz!

Załącznik:
P1000517.JPG


Piękna pogoda i słoneczny dzień - żal było nie iść na spacer

Załącznik:
P1000520.JPG


Alcatraz z daleka - na więcej nie mogliśmy sobie pozwolić

Załącznik:
P1000522.JPG


San Francisco nas urzekło fajną architekturą. Każdy domek czy kamienica mają swój własny styl

Załącznik:
P1000524.JPG
Załącznik:
P1000523.JPG
Załącznik:
P1000527.JPG


I jeszcze raz Golden Gate

Załącznik:
P1000532.JPG


Centrum kiczu i hałasu

Załącznik:
P1000541.JPG


Maskotki SF

Załącznik:
P1000542.JPG


Pod koniec dnia podejście pod taką górkę stanowiło dla nas nie lada wyzwanie

Załącznik:
P1000552.JPG


Takie tam fotki z samochodami (Mam bzika na punkcie amerykańskiej motoryzacji :D)

Załącznik:
P1000553.JPG

Załącznik:
P1000554.JPG


No jest stromo - nie da się ukryć

Załącznik:
P1000557.JPG


Ostatnia atrakcja dnia - Lombard Street

Załącznik:
P1000560.JPG


A to przybliżona mapka z naszego spaceru

Załącznik:
mapka 1 dzien.jpg


Po całym dniu pełnym wrażeń poszliśmy na zasłużony wypoczynek. Zasnęliśmy jak dzieci koło 21.

To by było na tyle z pierwszego dnia. Reszta wkrótce...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez Ruben$, 06 Wrz 2016 11:34, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 26 Lip 2016 10:00 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Dzień 2 (01.05) - San Francisco: Golden Gate, Chinatown, Union Square, Embarcadero, Painted Ladies

Nasz dzień tak naprawdę zaczął się jeszcze w nocy :) Obudziłem się i okazało się, że z nadmiaru wrażeń w ogóle nie czuję się zmęczony. Popatrzyłem na żonę i zadałem jej najmądrzejsze pytanie - Śpisz :D ? Nie spała :) Decyzja mogła być tylko jedna - jedziemy zobaczyć Golden Gate w nocy. Ogarnęliśmy się i w drogę. Pierwszy przejazd przez GG i szok. Jaki on ogromny! Wjechaliśmy na wzgórza na parking oznaczony jako dojście do Battery Spencer. I tutaj nastąpiło pewne zwątpienie. Obok nas stał wielki, amerykański pick-up, a dookoła ciemno jak w d...ie. Szybko zadziałała wyobraźnia rodem z filmów o seryjnych mordercach. Chwilę posiedzieliśmy w samochodzie i odważyliśmy się wyjść. Doszliśmy do punktu oświetlając sobie drogę latarką z telefonu i zrobiliśmy parę zdjęć. Tutaj jednak widok jest trochę za bardzo na wprost więc pojechaliśmy trochę dalej.

Dalej droga na Hawk Hill była zamknięta. Zdecydowaliśmy się podejść pod górkę na pieszo. Tutaj widok był już dużo bardziej okazały. W tle widać było Alcatraz i całe wybrzeże. Dodatkowo zaczął się wschód słońca. Ciężko to opisać słowami dlatego później będą zdjęcia.

Posiedzieliśmy chwilę (w międzyczasie policja otworzyła wjazd) i wróciliśmy do motelu na śniadanko (było w cenie). Najedzeni, spakowaliśmy się, wymeldowaliśmy i wyruszyliśmy na kolejny spacer.

Tutaj zaliczyliśmy kolejne standardowe miejscówki czyli Chinatown, Union Square. Wróciliśmy nabrzeżem Embarcadero do Pier 39 i tam zjedliśmy obiadek. Było już co raz później dlatego zdecydowaliśmy się wrócić. Nocleg mieliśmy w Monterey. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy słynnych Painted Ladies. Kilka fotek i pierwszy przystanek podróży był już za nami.

Dotarliśmy do Monterey wieczorem i zameldowaliśmy się w motelu Casa Verde Inn 58,62$ (z podatkiem, rezerwowany w ten sam dzień przez Booking)

Kilkanaście zdjęć (ciężko jest wybrać parę) z opisami

Golden Gate z punktu Battery Spencer

Załącznik:
P1000570.JPG
Załącznik:
P1000575.JPG


Golden Gate z punktu Hawk Hill

Załącznik:
P1000592.JPG
Załącznik:
P1000684.JPG
Załącznik:
P1000687.JPG


Alcatraz z ulicy
Załącznik:
P1000688.JPG


Chinatown
Załącznik:
P1000693.JPG
Załącznik:
P1000694.JPG
Załącznik:
P1000697.JPG
Załącznik:
P1000708.JPG


Cable Car
Załącznik:
P1000703.JPG


Oakland Bridge
Załącznik:
P1000721.JPG


Painted Ladies
Załącznik:
P1000724.JPG


Mniej słynne Painted Ladies :)
Załącznik:
P1000727.JPG


Drugi przystanek w podróży - Monterey Casa Verde Inn
Załącznik:
P1000733.JPG


Przybliżona mapka ze spaceru drugiego dnia
Załącznik:
mapka 2 dzien.jpg


Przejazd z Town House Motel do Monterey. Tyle mniej więcej zajął przejazd. W stronę Monterey nie było wielkich korków.
Załącznik:
sf monterey 2 dzien.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
katraviatta lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 26 Lip 2016 10:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Fajne zdjęcia, zapowiada się bardzo ciekawie. Czekamy :)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
Ruben$ lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 26 Lip 2016 10:27 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
Super:) Mega pomocne w planowaniu San Francisco:) Z niecierpliwością czekam na kolejne posty:)!
Góra
 Relacje PM off
Ruben$ lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 26 Lip 2016 10:39 

Rejestracja: 30 Maj 2016
Posty: 25
Fajnie się to czyta :) Uwielbiam tą część Stanów. Lonely Cypress odwiedzony ;) ?
Góra
 Relacje PM off
Ruben$ lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 26 Lip 2016 13:29 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
norman7 napisał(a):
Fajnie się to czyta :) Uwielbiam tą część Stanów. Lonely Cypress odwiedzony ;) ?
NorwegianWood napisał(a):
Super:) Mega pomocne w planowaniu San Francisco:) Z niecierpliwością czekam na kolejne posty:)!
przemos74 napisał(a):
Fajne zdjęcia, zapowiada się bardzo ciekawie. Czekamy :)

Dzięki za miłe słowa. Nie ukrywam. Myślałem, że łatwiej się będzie pisać taką relację. Najgorsze to wybrać najfajniejsze zdjęcia :)

Lone Cypress - niestety nie odwiedziliśmy tego miejsca. W ogóle nie wjeżdżaliśmy na 17-Mile Drive. Chyba jest czego żałować :(
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 26 Lip 2016 14:36 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Jak jest taki miły odzew to lecimy z kolejnym dniem :)

Dzień 3 (02.05) - Monterey, Big Sur, Pismo Beach, Santa Barbara, Malibu, Glendale

Ten dzień rozpoczął już się normalnie czyli koło 7-8. Zrobiliśmy sobie śniadanie i prowiant na drogę. Szybkie wymeldowanie, tankowanie do pełna (wiedziałem, że w Monterey jest w miarę tanie paliwo. Jak na Kalifornię oczywiście... Później im bliżej LA tym drożej), wyjazd na "Jedynkę" czyli sławną Big Sur. Pogoda taka jaka była w prognozach. Pochmurno, ale na szczęście bez opadów.

Co do drogi. Lubię jeździć samochodem. A jazda samochodem (fajnym na dodatek :D) + piękna droga to jest to co lubię jeszcze bardziej. Ciężko tu cokolwiek opisać. Cały czas jedziemy nad oceanem. Zatrzymujemy się co chwila na punkty widokowe. Krótkie spacerki, żeby wejść trochę wgłąb. Nie dziwię się ludziom, którzy robią taką trasę w 2 dni. Nie można też powiedzieć, że nie zobaczy się nic przejeżdżając ją w jeden dzień. My spokojnie to zrobiliśmy i w Glendale gdzie mieliśmy nocleg byliśmy ok. 19-20. Wliczając w to przerwę na obiad i bardzo liczne wyjścia z samochodu na robienie zdjęć i spacery.

Nie wjeżdżaliśmy na 17-Mile Drive. Nie wiem też jak to się stało, ale ominęliśmy też McWay Falls. To kolejna rzecz, którą trzeba będzie nadrobić następnym razem. Później jeszcze było Santa Barbara, Malibu, ale to tylko na zasadzie "zaliczenia" :)

Pierwszy kontakt z naturą uważam za bardzo udany. Nie zawiodłem się na widokach, ale nie mogło być inaczej. Najbliższy dzień to LA. Będziemy mogli wyrobić sobie zdanie czy rzeczywiście jest tak jak opisują to inni w swoich relacjach :)

Tak jak wspomniałem wcześniej. Do Glendale dojechaliśmy około 19-20. Czemu akurat tam? Koleżanka żony nas przenocowała :)

Oczywiście na koniec zdjęcia + mapka

Big Sur - piękne widoki mimo, że pogoda nie była idealna :)

Załącznik:
P1000740.JPG
Załącznik:
P1000741.JPG
Załącznik:
P1000743.JPG
Załącznik:
P1000754.JPG
Załącznik:
P1000760.JPG
Załącznik:
P1000762.JPG
Załącznik:
P1000769.JPG
Załącznik:
P1000786.JPG
Załącznik:
P1000794.JPG
Załącznik:
P1000797.JPG

Bixby Bridge - symbol Big Sur z jednej i drugiej strony
Załącznik:
P1000768.JPG
Załącznik:
P1000770.JPG

Słynna plaża z wylegującymi się słoniami morskimi. Zwierzątka w swoich ruchach bardzo niezdarne i wydające śmieszne dźwięki. Polecam zatkać nos bo śmierdzi niemiłosiernie :)
Załącznik:
P1000804.JPG
Załącznik:
P1000806.JPG

To miejsce zasługuje na oddzielna opowieść. Zjeżdżając do Pismo Beach w celu zjedzenie obiadu nie wiedzieliśmy, że tutaj trafi nam się najlepszy posiłek podczas całego wyjazdu. Długo chodziliśmy szukając czegoś odpowiedniego, aż wreszcie jakiś uprzejmy Pan zaproponował nam Mo's BBQ. Powiedział, że jeśli lubimy żeberka to lepszych nie zjemy. Na początku podziękowaliśmy za radę myśląc, że wciska nam kit. Jednak po kilku minutach bezcelowego łażenia weszliśmy jednak do lokalu, który zaproponował nam ów Pan. Oczywiście z menu nie wyczytaliśmy nic. Właściciel knajpki polecił nam zestaw żeberek w 3 sosach (klasycznym BBQ, słodkim i musztardowym). Wzięliśmy dużą porcję, dwa talerze i czekaliśmy. Po paru minutach oczekiwania dostaliśmy coś o czym często wspominamy :) Genialne żeberka. Dodatkami były fasolka, sałatka ziemniaczana, Coleslaw i muffin kukurydziany. To był tylko dodatek to tych pysznych żeberek. Oczywiście duża porcja spokojnie wystarczyła na nas 2 i jeszcze wieczorem nie czuliśmy głodu...

P.S Zobaczcie 1 zdjęcie z nagrodami. Jak widać Pan nie kłamał :D
P.S #2 Adres knajpki :) 221 Pomeroy Ave. Pismo Beach, CA 93449
Załącznik:
P1000815.JPG
Załącznik:
P1000817.JPG

Typowy domek na typowym, amerykańskim osiedlu. Nasz najbliższy nocleg :)
Załącznik:
P1000833.JPG

Oczywiście mapka z dzisiejszej trasy. Czas oczywiście wyliczony bez przystanków. Nie do zrobienia :D
Załącznik:
mapka 3 dzien.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 27 Lip 2016 13:20 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
Ominięcie pewnych atrakcji to zawsze powód do powrotu:)

Dzięki za info na temat knajpki przy Pismo Beach:) - Dodane do notatnika:)
Góra
 Relacje PM off
Ruben$ lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 27 Lip 2016 14:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Super, że po każdym wpisie jest mapka :)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 27 Lip 2016 21:50 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Był dzień 3 to teraz czas na numerek 4

Dzień 4 (03.05) - LA: Hollywood Sign, Hollywood Boulevard, Beverly Hills, Rodeo Drive, Santa Monica, Venice Beach

Ten dzień miał być dniem odpoczynku. I mniej więcej taki był. Tyle, że większość czasu odpoczywaliśmy w samochodzie :D

Zaczęło się bardzo przyjemnie. Dzięki wcześniejszemu zaplanowaniu znak Hollywood obejrzeliśmy z adresu 3200 Canyon Lake Dr. Później sławna Aleja Gwiazd na której jest masa turystów, bezdomnych i błaznów przebranych za postacie z filmów, bajek itp. Nie moje klimaty. Zrobiliśmy krótki spacer, zrobiliśmy zdjęcia gwiazdom (tych na chodniku :D). Wbrew opiniom dużo nazwisk było nam znanych i to nie tylko ze świata filmu.

Potem udaliśmy się do Beverly Hills. Tam nie było gdzie zaparkować dlatego zdjęcia napisu i Rodeo Drive (podobno najdroższej ulicy na świecie) mamy z samochodu. Potem już tylko został przejazd do Santa Monica.

Tam udało się znaleźć przyzwoity parking i mogliśmy ruszyć na plażę. Poleżeliśmy chwilę. Przeszliśmy się po molo i pospacerowaliśmy do Venice. Nie był to najprzyjemniejszy spacer. Po jednej stronie sklepiki, a po drugiej masa bezdomnych pod palmami ze swoimi zbudowanymi namiotami z różnych materiałów. Sporo z nich nie do końca normalnych, gadających do siebie. Nie czuliśmy się niebezpiecznie bo policji było sporo, ale na pewno dziwnie. Widać, że samo Venice to raczej biedna część LA.

Po tym doświadczeniu postanowiliśmy wrócić do koleżanki. I ok. 40 km jechaliśmy jakieś 2 godziny... Masakra! 5 pasów w jedną stronę i każdy zakorkowany.

Jeśli ktoś mnie zapyta co pamiętam z LA to powiem, że korki. A jeśli ktoś mnie zapyta czy warto zobaczyć LA to powiem, że tak, ale tylko w GTA V :D Tam praktycznie całe miasto jest odwzorowane włącznie z Beverly Hills, Santa Monica, Venice Beach, Griffith Observatory. Bez korków, opłat za parkingi i smrodu bezdomnych :) No i nie nazywa się Los Angeles tylko Los Santos, a Hollywood to Vinewood :lol:

Na sam koniec dnia pojechaliśmy do obserwatorium Griffith, gdzie zobaczyliśmy nocną panoramę LA z mega smogiem. A mnie udało się odpalić transformator Tesli z ostatnim tego dnia pokazem :D

Podsumowując. Los Angeles to wg mojej skromnej opinii największe rozczarowanie wyjazdu. Przez korki nie udało mi się obejrzeć muzeum motoryzacji Petersena. Samo miasto nie robi wrażenia. Wszędzie mnóstwo bezdomnych, dziwnych ludzi itd. Dużo osób w swoich relacjach to pisze, a jednak trzeba to zobaczyć i poczuć na własnej skórze.

Załącznik:
P1000834.JPG
Załącznik:
P1000873.JPG
Załącznik:
P1000878.JPG
Załącznik:
P1000880.JPG
Załącznik:
P1000886.JPG
Załącznik:
P1000891.JPG
Załącznik:
P1000893.JPG
Załącznik:
P1000902.JPG
Załącznik:
P1000909.JPG
Załącznik:
P1000910.JPG
Załącznik:
P1000921.JPG
Załącznik:
P1000926.JPG
Załącznik:
P1000931.JPG
Załącznik:
P1000934.JPG
Załącznik:
P1000936.JPG
Załącznik:
P1000941.JPG
Załącznik:
P1000942.JPG
Załącznik:
P1000949.JPG
Załącznik:
P1000958.JPG

Tak jak pisałem wcześniej. Czas przejazdu nie do zrobienia ze względu na gigantyczne korki :)
Załącznik:
mapka 4 dzien.jpg


-- 27 Lip 2016 22:44 --

Dzień 5 (04.05) - LA: Universal Studios, Las Vegas

Na ten dzień plan był tylko jeden - UNIVERSAL STUDIOS. Nie mogliśmy tego odpuścić. Cena, jak na nasze warunki, spora. Chociaż wg mnie adekwatna do ilości atrakcji jakie na nas tam czekają. Chociaż przy takiej cenie biletu dodatkowe płacenie 18$ za parking uważam za zdzierstwo.

Oczywiście stawiliśmy się niedługo po otwarciu. Po wejściu do parku od razu ruszyliśmy przejechać się po studiach. Jest to około godzinna przejażdżka po hangarach i różnego rodzaju scenografiach. Mamy tutaj meksykańską wioskę, która zalewa powódź. Wjeżdżamy do metra, w którym następuję trzęsienie ziemi. Jest też miasteczko z filmu "Szczęki". Na nas największe wrażenie zrobił przejazd przez scenografię do filmu "Wojna światów". Widok rozbitego, prawdziwego samolotu robi wrażenie.

Po tym wstępie mogliśmy już w 100% oddać się przejażdżkom z różnych filmów. Jest przejazd łódką w Parku Jurajskim, kolejka górska w klimatach z filmu Mumia. Jednak większość atrakcji to przejazdy 3D w okularach. Ratujemy świat z Transformersami, zostajemy zmienieni w Minionka i bierzemy udział w wyścigu. Największe wrażenie robi na nas niedawno otwarta atrakcja czyli Harry Potter. Tutaj też zakładamy okulary 3D i pędzimy grać w Quidditcha. Błędnik w tym czasie szaleje, a my naprawdę myślimy, że latamy na miotle :)

Po takiej ilości bodźców robi nam się dosłownie niedobrze. Musimy na chwilę usiąść i w tym celu udajemy się na pokaz pirotechniczno-kaskaderski pt. Waterworld. Mamy tutaj scenografię z filmu i odgrywaną scenkę walki dobra ze złem. Są wybuchy, bijatyki. Nawet samolot ląduje na wodzie. Wszystko naprawdę profesjonalnie zrobione i odegrane.

Odpuszczamy tylko Simpsonową kolejkę bo bolą nas głowy. Trzeba mieć świadomość, że nie dla każdego jest ten park. Dużo tam efektów 3D i jeśli ktoś cierpi na chorobę lokomocyjną to może po kilku atrakcjach zrobić się najzwyczajniej niedobrze. Widzieliśmy kilka osób, które po skończonej przejażdżce dosłownie wybiegały - i nie był zapewne to bieg do następnej atrakcji :lol: My w pewnym momencie odpuściliśmy bo pewnie też byśmy biegli :D

Podsumowując - na pewno dobrze wydane pieniądze. Niemałe, ale biorąc pod uwagę ilość atrakcji i ludzi obsługujących park - uczciwe.

Po wyjściu z parku wyruszyliśmy samochodem do Miasta Grzechu czyli Las Vegas :) W trakcie drogi po raz pierwszy zetknęliśmy się z tym co czekało nas przez najbliższy tydzień czyli BEZKRESNE PRZESTRZENIE. Robi to wrażenie...

Do LV dotarliśmy już po zmroku. Wszystkie hotele w pełni oświetlone. Mimo zmęczenia postanawiamy się przejść. Mnóstwo ludzi, świateł, neonów - jak to w Vegas. W pewnym momencie pada nam zapasowa bateria w aparacie. My też już zmęczeni decydujemy się wrócić do hotelu. Do Vegas wrócimy ponownie za kilka dni...

Załącznik:
P1000978.JPG
Załącznik:
P1010004.JPG
Załącznik:
P1010006.JPG
Załącznik:
P1010016.JPG
Załącznik:
P1010017.JPG
Załącznik:
P1010020.JPG
Załącznik:
P1010021.JPG
Załącznik:
P1010022.JPG
Załącznik:
P1010038.JPG
Załącznik:
P1010075.JPG
Załącznik:
P1010109.JPG
Załącznik:
P1010113.JPG
Załącznik:
P1010116.JPG
Załącznik:
P1010148.JPG
Załącznik:
P1010152.JPG
Załącznik:
P1010161.JPG
Załącznik:
P1010168.JPG
Załącznik:
P1010175.JPG
Załącznik:
P1010178.JPG
Załącznik:
P1010179.JPG

Długi przejazd, ale bardzo przyjemny. Nareszcie bez korków. Tylko tempomat, muzyka i podziwianie widoków :)
Załącznik:
mapka 5 dzien.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 28 Lip 2016 12:45 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
@Ruben$ - jak oceniać czas google a czas realny przejazdu między LA a LV? Rozumiem, że jechaliście po zmroku i nie zahaczyliście o Mojave?
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 28 Lip 2016 14:22 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Z Universalu wyjechaliśmy koło 16-17. Patrzę sobie na swoje zdjęcia i ostatnia fotka z Universal Studios jest o 23.43 (nie przestawiłem godziny w aparacie). Fotkę z hotelowego pokoju mam o 4.59 (The Carriage House - koło Stripu na wysokości hotelu Monte Carlo). Liczmy, że jechaliśmy z Universal do hotelu 5h15 min , a było trochę korków po drodze. Głównie przy wyjeździe z LA. Po drodze już się nigdzie nie zatrzymywaliśmy. Mapka pokazuje taką trasę 4h15min. Generalnie po autostradzie jeździłem z prędkością ok 5-10 mil/h wyższą niż dopuszczalna więc później trochę nadrobiłem. Ogólnie rzecz biorąc czasy z LA traktujcie mocno z przymrużeniem oka. Nie wspominam korków zbyt miło. W ogóle jeśli będę wracał do USA to LA na pewno nie będzie w planie :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 28 Lip 2016 15:50 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
Ale zawsze to przekonales sie na wlasnej skorze;p
No tak, skoro wyruszyliscie tak pozno to nie bylo jak zajezdzac po nocach na pustynie:p
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 01 Sie 2016 15:14 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
@Ruben$ - Ktoś się tu obija z relacją;p
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 01 Sie 2016 15:29 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
@NorwegianWood - mówisz, masz :D

Dzień 6 (05.05) - Las Vegas, Hoover Dam, Route 66 (Kingman, Hackberry General Store, Seligman), Williams


Dzisiaj wstaliśmy trochę niewyspani... Dość późno poszliśmy spać po długiej drodze i nocnym spacerze po LV. Jednak czas nas naglił i musieliśmy się zbierać. Po wyjeździe z hotelu pojechaliśmy do Las Vegas Premium Outlets w celu zrobienia zakupów. Nie był to jednak szał zakupów bo ceny nie powalały... Nie wiem na ile to kwestia kursu PLN/USD, a na ile brak jakiś wielkich wyprzedaży. Kupiliśmy głównie prezenty dla rodziny i ruszyliśmy dalej.

Pierwszym turystycznym przystankiem była tama Hoovera. Zatrzymaliśmy się na pierwszym, darmowym parkingu w celu obejrzenia tamy z mostu na autostradzie. Było bardzo gorąco i bardzo wietrznie. Tama zrobiła na nas wrażenie wielkością. Po zrobieniu kilku zdjęć, wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Route 66.

W tym momencie wiedzieliśmy już, że przez poranne, długie zakupy w outlecie nie damy rady zobaczyć już dzisiaj Wielkiego Kanionu. W swoim planie byliśmy na tą okoliczność przygotowani i zdecydowaliśmy, że dzisiaj będziemy spać w Williams - ostatnim, w miarę tanim przystankiem przed Kanionem (mniej więcej godzina drogi od Kanionu).

Później był przystanek w Hackberry General Store. To taki sklep, muzeum poświęcone drodze 66. Mamy tam mnóstwo pamiątek związanych z drogą (do kupienia i obejrzenia). Tutaj zdecydowanie czuć klimat starej drogi. W ogóle na tym odcinku bardzo niewiele mijaliśmy samochodów.

Ostatnim przystankiem przed noclegiem było Seligman. Tam zjedliśmy w słynnej Roadkill Cafe steki, które nas nie powaliły.

Wieczorem dojechaliśmy do Williams do Grand Motel na spanko :) Jutro zaczynamy to co na zachodzie najsłynniejsze - Wielki Kanion!


To zdjęcie przedstawia komis samochodowy :) Szkoda, że u nas nie ma takich, tylko same trupy od Niemca :D
Załącznik:
P1010183.JPG

Tama Hoovera
Załącznik:
P1010194.JPG

Załącznik:
P1010209.JPG

Route 66 - ten Mustang był do sprzedania za 12500$
Załącznik:
P1010214.JPG

Jedziemy historyczną Route 66!
Załącznik:
P1010217.JPG

Takich samochodów tutaj na pęczki
Załącznik:
P1010218.JPG

Załącznik:
P1010219.JPG

Załącznik:
P1010220_crop.JPG

Załącznik:
P1010230.JPG
Załącznik:
P1010233.JPG

Nasi tu byli :)
Załącznik:
P1010221.JPG

Hackberry General Store
Załącznik:
P1010229.JPG

Zbyt wielu znaków na drodze nie było, ale udało się zrobić bezpiecznie zdjęcie
Załącznik:
P1010247.JPG

Seligman
Załącznik:
P1010248.JPG
Załącznik:
P1010253.JPG
Załącznik:
P1010255.JPG


Tradycyjnie mapka
Załącznik:
mapka 6 dzien.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 04 Sie 2016 21:55 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Dzień 7 (06.05) - Williams, Grand Canyon, Page

Dziś jest ten dzień. Kończymy zwiedzać miasta i zaczynamy zwiedzać to z czego zachód USA słynie. Codziennie będziemy oglądać to co często widzieliśmy w filmach, teledyskach. Na pierwszy ogień idzie Wielki Kanion. Po standardowej pobudce, śniadaniu i porannej kawce w motelu wyjeżdżamy z Williams i kierujemy się do Parku Narodowego Wielkiego Kanionu.

Droga mija sprawnie i bez większych postojów. Na bramce wjazdowej kupujemy Annual Passa za 80$ i kierujemy się na parking przy Visitor Centre. W punkcie bierzemy mapkę i oczywiście idziemy do Mather Point zobaczyć ten cud natury.

Idziemy sobie w lesie i jest! Ależ to ogromne! Ciężko ogarnąć to wzrokiem. Niesamowite jak natura przez miliony lat tworzyła ten kanion. Ja wpatruję się długą chwilę i nie wiem co powiedzieć. Spełniamy marzenia :) Zwiedzamy kolejne punkty. Z każdego widok jest inny. W niektórych punktach ciężko jest dostrzec rzekę. Po kilku godzinach jeżdżenia parkowym busem i zwiedzania punktów widokowych wracamy na parking.

Naszym kolejnym celem jest mały trekking. Pójdziemy szlakiem South Kaibab. Nasz plan zakładał dojście do 2 punktu szlaku czyli Cedar. Niestety po kilku godzinach zwiedzania jesteśmy dość zmęczenie i nasze zejście kończymy na punkcie Ooh Aah. I tak jest pięknie. Po godzinie znów jesteśmy na górze i jedziemy na wschód od wioski. Dzień kończymy w punkcie Desert View. Nasz plan zakładał, że zachód słońca zobaczymy nad Kanionem. Pogoda jednak nie jest idealna. Do zachodu jest jeszcze trochę czasu. My jednak decydujemy się jechać do Page, żeby nie wracać w ciemnościach.

Po niecałych dwóch godzinach meldujemy się w Page w motelu Americas Best Value Inn. Zmęczeni idziemy spać bo jutro czekają nas kolejne atrakcje :)

Załącznik:
P1010263.JPG
Załącznik:
P1010266.JPG
Załącznik:
P1010269.JPG
Załącznik:
P1010282.JPG
Załącznik:
P1010286.JPG
Załącznik:
P1010288.JPG
Załącznik:
P1010300.JPG
Załącznik:
P1010305.JPG
Załącznik:
P1010334.JPG
Załącznik:
P1010336.JPG
Załącznik:
P1010367.JPG
Załącznik:
P1010378.JPG
Załącznik:
P1010381.JPG
Załącznik:
P1010388.JPG
Załącznik:
P1010393.JPG
Załącznik:
P1010405.JPG
Załącznik:
P1010408.JPG
Załącznik:
P1010412.JPG
Załącznik:
P1010426.JPG
Załącznik:
mapka 7 dzien.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 16 Sie 2016 20:13 

Rejestracja: 16 Sie 2016
Posty: 1
Świetna relacja! bardzo pomocna i niecierpliwie czekam na dalsze posty :)
Góra
 Relacje PM off
Ruben$ lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 16 Sie 2016 20:51 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Dzięki! Kolejne części będą na 100% :) Teraz byłem na urlopie i nie miałem czasu pisać. Jutro na pewno wyskrobię kolejny, nieco szalony, dzień. Taki, w którym trzeba było kolejny raz zmodyfikować trochę plany. Na szczęście z optymistycznym zakończeniem :)
Góra
 Relacje PM off
NorwegianWood lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 18 Sie 2016 21:40 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 175
niebieski
Dzień 8 (07.05) - Page, Monument Valley, Lower Antelope Canyon, Horseshoe Bend, Panguitch

Ten dzień był wyczekiwany przede wszystkim przez moją żonę, ponieważ strasznie chciała zobaczyć Kanion Antylopy. Dla niej był to must-see tej wycieczki. Jednak prognozy na 7 maja nie były optymistyczne. Miało padać. Jak pewnie większość wie deszcz to największy wróg dla zwiedzających ten kanion. W 1997 miała miejsce tzw. powódź błyskawiczna, która porwała 12 turystów. Przeżył jedynie indiański przewodnik, który wcześniej przechodził szkolenie.

Po przebudzeniu pierwsze kroki skierowałem do okna. Odsłoniłem zasłonę - i co? Oczywiście pada :( Załamani schodzimy na śniadanie do motelowej recepcji. Przy śniadaniu zastanawiamy się co zrobić. Nic konkretnego nie przychodziło nam do głowy. Po wymeldowaniu najpierw pojechaliśmy zobaczyć słynną "Podkowę" z nadzieją, że tam nie pada. Nic bardziej mylnego. Tam też leje. Z coraz większą rezygnacją udajemy się do Dolnego Kanionu Antylopy. Tam Pani w budce mówi, że wycieczki się nie odbywają.

W tym momencie musimy podjąć radykalne decyzje. Zmieniamy plan! Początkowo miał wyglądać tak:

Kanion, Podkowa, Monument Valley, nocleg za Doliną w okolicach Blanding. Kolejnego dnia mieliśmy jechać do Bryce przez słynną widokową Utah Scenic Byway 12. Niestety ryzykujemy. Najpierw jedziemy do Monument Valley. Potem wracamy do Page z nadzieją, że przestanie padać i będziemy mogli zobaczyć Kanion Antylopy. Na koniec dnia jedziemy z Page jak najbliżej Parku Bryce.

Przez większość drogi do Doliny Monumentów padało. Tutaj deszcz w zwiedzaniu aż tak bardzo nie przeszkadza, ale boimy się czy naszym Challengerem nie będzie z tym problemu. Okazuje się, że nisko zawieszone samochody typu Mustang kabriolet spokojnie tam wjeżdżają :D Jeszcze na parkingu niebo było zachmurzone jednak po wjeździe do doliny zaczęło nawet świecić słońce. Nareszcie dopisuję nam szczęście :) Objeżdżamy wszystkie punkty z mapki, robimy krótkie zakupy w sklepie z pamiątkami i wracamy czym prędzej do Page, modląc się po drodze.

Dojeżdżamy mniej więcej o 15.30. W Page pochmurno, ale nie pada! Zjeżdżamy do Dolnego Kanionu i Pani w budce oznajmia nam, że wycieczki się odbywają! Ależ mamy szczęście :) Szybko zjeżdżamy na parking i udajemy się zapisać na wycieczkę. Jak się okazuję schodzimy do kanionu z ostatnią tego dnia grupą :D Trwała ona mniej więcej godzinę. Za nami nikt nie szedł więc nie byliśmy popędzani przez inne wycieczki. Może światło nie było już tak dobre, ale zdjęcia wyszły przepiękne. Wyszliśmy uradowani bo mimo fatalnego początku dnia później wszystko poszło po naszej myśli :)

Na sam koniec został nam Horseshoe Bend. Ten widok też nas zmiażdżył. Ludzi było mnóstwo, ale to miejsce jest tak ogromne, że spokojnie każdy może zrobić sobie fotki bez "mistrzów drugiego planu"

Na fali euforii decydujemy, że dzisiaj jedziemy jak najbliżej Bryce. Dojeżdżamy do Rodeway Inn w Panguitch już w nocy. Podczas jazdy w nocy trzeba być mocno skupionym bo kilka razy na poboczu mijaliśmy sarny. Jedna stała na asfaltowym poboczu. Nie był to przyjemny moment bo była naprawdę blisko (nie chcę myśleć co by było jak by nam wlazła pod koła...). Po drodze zatrzymujemy się również na chwilę bo nigdy nie widzieliśmy tylu gwiazd. Nocne niebo w tych okolicach wygląda naprawdę cudnie.

Na szczęście w jednym kawałku dojeżdżamy do motelu późno w nocy :) Jutro kolejny, ciekawy atmosferycznie, dzień...

Jedziemy do Doliny Monumentów. Po drodze mijamy podobne skały
Załącznik:
P1010435.JPG

Później widoki są już coraz bardziej znajome
Załącznik:
P1010459.JPG

Aż w końcu dojeżdżamy do słynnej tablicy
Załącznik:
P1010465.JPG

Taką pogodę zastajemy...
Załącznik:
P1010467.JPG

Później jest już tylko lepiej :) Jak widać nie ma problemu z wjazdem nawet dla samochodów sportowych.
Załącznik:
P1010491.JPG

Elephant Butte
Załącznik:
P1010497.JPG

Wiadomo :D
Załącznik:
P1010500.JPG

Camel Butte
Załącznik:
P1010506.JPG

John Ford Point
Załącznik:
P1010513.JPG

Widoczek :)
Załącznik:
P1010523.JPG

Dolina z drugiej strony
Załącznik:
P1010525.JPG

Wyjeżdżamy przy takiej pogodzie
Załącznik:
P1010537.JPG


Dolny Kanion Antylopy. Myślę, że tutaj nie ma co komentować. Fajne jest to, że przy różnych ustawieniach balansu bieli tak bardzo zmienia się kolorystyka zdjęć.
Załącznik:
P1010549.JPG

Załącznik:
P1010556.JPG
Załącznik:
P1010595.JPG
Załącznik:
P1010604.JPG
Załącznik:
P1010615.JPG
Załącznik:
P1010619.JPG
Załącznik:
P1010626.JPG
Załącznik:
P1010628.JPG
Załącznik:
P1010635.JPG
Załącznik:
P1010638.JPG
Załącznik:
P1010650.JPG
Załącznik:
P1010653.JPG
Załącznik:
P1010665.JPG
Załącznik:
P1010668.JPG
Załącznik:
P1010682.JPG


Horseshoe Bend. Dojście nie zwiastuje tego co niedługo zobaczymy...
Załącznik:
P1010684.JPG

A widzimy coś niesamowitego, ogromnego. Widzicie domek na dole? :)
Załącznik:
P1010690.JPG

Na pełnym zoomie widać :P
Załącznik:
P1010701.JPG


Oczywiście jest mapka. Trasa Page -> Monument Valley zrobiona x2 stąd taka ilość mil i godzin jazdy.
Załącznik:
mapka 8 dzien.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 18 Sie 2016 23:04 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
Ależ kazałeś się wyczekać na kolejne posty @Ruben$ ;p
Co do Podkowy to dopiero zoom pokazuje domek - nikt wcześniej w sumie nie wspominał o ogromie tego miejsca a na zdjeciach wydaje się nie tak wcale wielkie;p
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group