Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 29 Maj 2019 14:21 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
Pomysł na odwiedzenie naszego wschodniego, najmniej chyba eksplorowanego przez szersze grono podróżnicze, zrodził się na bazie jednej z wrzutek na naszym forum, a konkretnie tej
warszawa-waw-minsk-msq-292zl-rt-weekend-majowka,232,137358&p=1171951&hilit=msq#p1171951
(przy okazji dzięki @SJK za wrzutkę) .

Sprawdziwszy uprzednio jak wygląda sprawa z wjazdem na Białoruś (do 5 dni samolotem na główne lotnisko = brak wymogu posiadania wizy, a nawet 30 dni jak słusznie uściślił @pabien) dostępność biletów na majówkę co mocno ułatwiało ogarnięcie tematów zawodowych i tylko jeden dzień urlopu poszedł enter i tak stałem się szczęśliwym posiadaczem biletów na trasie WAW-MSQ-WAW (w tym miejscu podziękowania dla @seal, który pomógł w ogarnięciu biletów ;) .
Teraz wystarczyło tylko przekonać żonę, że samemu na Białoruś to nic takiego, tam jest normalnie i nie chodzą po ulicach białe niedźwiedzie i nie każdy „Sasza” myśli tylko o tym, że chce Cię okraść/zabić i że jest tam bezpiecznie :D .Rozmawiając ze znajomymi z pracy, większość na hasło „Białoruś w pojedynke” zrobiło oczy i „ale nie boisz się”? Na nic tłumaczenia, że jadę tam zwiedzać a nie protestować w sprawie łamania praw obywatelskich i wszechobecnego zamordyzmu (którego nie ma)Ale stereotypów jak widać nie tak łatwo się pozbyć.

Natomiast do momentu przyjazdu do Mińska był to dla mnie trochę inny wyjazd, trochę jednak bardziej egzotyczny niż podróżowanie po Europie Zachodniej/Środkowej. Trochę mnie ta Białoruś rajcowała, właśnie ze względu na relatywnie mniejszy ruch turystyczny niż w Europie jaką znamy. Poza tym możliwość zobaczenia „współczesnego skansenu” i „bastionu symboli komunistycznych” i podręcznikowego przykładu zabudowy miasta w stylu „stalinowskiego empire’u” i socrealizmu dla osoby która miała 2 lata jak „skończył się w Polsce komunizm” było interesujące samo w sobie.

Czy było się czego bać ? Zapraszam do relacji.
Mimo że jestem z Krakowa, podróż rozpoczęła się nietypowo bo w Kielcach. Flixbus przyjechał punktualnie, niecałe 2 godziny później byłem w stolicy. Przesiadka na kolejkę i ok 14 byłem na lotnisku, punktualnie, idealnie tak jak chciałem (wylot 15 40).
Czekając przy bramce byłem świadkiem zabawnej sytuacji – zaraz po MSQ, ludzie tłumnie czekali na lot do Chicago. Mimo komunikatów nad bramką i głosowych, że aktualnie rozpoczyna się boarding na lot do Mińska i tak lecący za Ocean tłumnie stali z paszportami i domagali się przepuszczenia „żeby zdążyć do Czikago”, dopiero bo wielokrotnym tłumaczeniu, że to lot nie do „Czikago” odpuszczali, ale niesmak na twarzy pozostawał :D
Lot przebiegł bez żadnych komplikacji, nie licząc tego że zamiast prince polo dostałem już grześki :? .

Image
Image

Około 17 45 byłem terytorium Republiki Białorusi. Ku mojemu zaskoczeniu kontrola paszportowa przebiegła bardzo szybko i sprawnie. Wiedziałem, że ubezpieczenie turystyczne akceptowane przez tamtejsze władze jest koniecznie, ale jednak zaskoczyła mnie prośba o okazanie go przy kontroli.
Jako że byłem sam, interesowała mnie opcja ekonomiczna dojazdu do centrum, taxi odpadało. Akurat przy wychodzeniu z terminala podjechał busik 1400-TK. Bilet w cenie 4 BYN i po ok 50 min byłem na dworcu Minsk pasażyrski.
Przywitały mnie „Wrota Mińska” i od razu poczułem się jakbym był pod Hutą im. T.Sendzimira (dawniej Lenina) w Nowej Hucie :lol:

Image

Image


Był wieczór, a plan na następny dzień zakładał podróż do Nieświeża i Miru. Nie miałem zarezerwowanego żadnego transportu z oczywistych względów. Z wcześniej pozyskanych informacji wiedziałem, że jest autobus o 7 50, który o 9 30 jest w Nieświeżu.

Pewny swego podchodzę do kasy i proszę o jeden bilet i dostaję dzwona, bo pani w kasie mówi że autobus pełny i nie ma miejsc....Wolne miejsca były na kolejny kurs, o 12 30….co zupełnie odpadało, bo nie zdążyłbym obskoczyć Nieświeża i Miru jednego dnia.
Różnych rzeczy mogłem się spodziewać, ale raczej nie tego, że zabraknie biletów na autobus. Podziękowałem i zdezorientowany zastanawiałem się co dalej robić. Podszedłem do informacji, chyba po to by się upewnić, że po angielsku na Białorusi sobie nie pogadam (miałem rację). Na moją korzyść działał fakt, że w miarę znam cyrylicę i bukwy (chociaż czasem mi się mylą) a że polski i białoruski to ta sama grupa językowa, łamanym dialektem polsko-rosyjsko-białoruskim próbowałem dowiedzieć się czy istnieje alternatywna forma transportu do Nieświeża.
Pani w okienku była bardzo miła, nie można powiedzieć, i zupełnie nie przejmowała się, że mało co rozumiem z tego co do mnie mówi. Ale słowa klucze wyłapałem, resztę dorozumiałem z kontekstu. Słowem kluczem była „Haradzieja”. Wtedy przypomniałem sobie, że w przewodniku czytałem, że do Nieświeża można się dostać właśnie przez tą wieś, dzieli je ok 15 km. Natomiast przez Haradzieję przejeżdżają niemal wszystkie pociągi w kierunku Brześcia, co z resztą można sprawdzić na stronie białoruskich kolei http://www.rw.by.
Robiło się coraz później, a ja wciąż nie wiedziałem czy zmieniać plany i zostać w Mińsku (na ewentualną podróż miałem jeszcze jeden wolny dzień) czy jednak podjąć wyzwanie. Wybrałem to drugie, ale bez dostępu do internetu nie mogłem się obejść. Znalazłem najbliższy salon Velcom (ok 5 min od dworca, Michaljauski zavulak 4) gdzie za 5 BYN dostałem 500 mb internetu. Przy zawieraniu umowy trzeba okazać paszport. Tu drobna uwaga – znalazłem Velcom w galerii Galileo przy dworcu, pani tłumaczyła, że oni nie mają opcji zawierania umowy w taryfie Privet, która mnie interesowała.
Wróciłem na dworzec kontynuować szukanie. Pociągów przejeżdżających przez Haradzieję faktycznie było sporo (ok 3 na godzinę), problem w tym, że totalnie nie miałem pojęcia co dalej i jak z Haradzieji dostać się do Nieświeża. Założyłem że muszą być jakieś marszrutki, ale wiadomo w internecie (nawet białorusko i rosyjskojęzycznym) informacji nie znajdę. Ciśnienie i zapędy mi zeszły, podszedłem do sprawy pragmatycznie – jak się uda dostać to spoko, jak w ciągu 1-2 godzin nic nie znajdę to albo idę z buta albo w ostateczności wezmę taxi).
Pierwsza rzecz jaka mnie uderzyła w Mińsku to kolejki…Kolejki do kasy, kolejki do wymiany waluty, kolejki by kupić czeburka. Po odstaniu swojego kupiłem bilet w 2 klasie zwykłej (były jeszcze coupe, miejsce na leżąco, ale na 1,5 h jazdy stwierdziłem że nie ma to sensu). O 9 30 miałem być w Haradzieji. Koszt 5,59 BYN.
Tymczasem po opuszczeniu dworca udałem się na krótki spacer słynnym Prospektem Niepodległości (Prospekt Nezavistimosti) zobaczyć w końcu tę unikalną socrealistyczną zabudowę. I nie zawiodłem się.

Niby widziałem trochę na zdjęciach, niby wiedziałem czego się spodziewać. Ale jednak było trochę „wow” jak na Placu Niezależności przed oczyma ukazał mi się Wódz Rewolucji i ogromne „gmaszyska” dla ludu: budynek białoruskiego parlamentu i Uniwersytetu.

Image

Image

Image


Zapadł zmrok, nie było w zasadzie nikogo w okolicy, jak podszedłem bliżej z aparatem przechadzający strażnik dał mi do zrozumienia, że nie wolno robić zdjęć. Stwierdziłem, że nie ma sensu się burzyć i tak zdjęciem z wujkiem Wołodią sobie zrobię, za dnia.

Musze przyznać, że zabudowa, mimo swej brzydoty ma swój klimat. Jak ktoś kiedyś stwierdził – jest tak brzydka że aż ładne ;) Całość w nocy jest ładnie oświetlona i prezentuje się jeszcze lepiej niż za dnia.
Kilka kroków dalej jest warty odwiedzenia kościół św. Szymona i Heleny, ze względu na swoja zabudowę zwany „czerwonym kościołem”, zbudowany na początku XX w. Jest nawet napis w języku polskim. Stoi tam też pomnik Jana Pawła II. W odległości ok 100 m mamy zatem Wodza Rewolucji i Papieża-polaka, który miał swój istotny wkład w rozpad systemu komunistycznego. Ciekawe połączenie trzeba przyznać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dotarłem do budynku, w której siedzibę ma jedna z najbardziej ponurych instytucji białoruskiego państwa – KGB.


Image
Naprzeciwko znajduje się pomnik kolejnej postaci, na widok której normalny człowiek pomyśli „ale jak ?!?”.
Tak, naprzeciwko siedziby mińskiego KGB znajduje się popiersie twórcy sowieckieckiego aparatu terroru, pierwszej rosyjskiej służby specjalnej w nowoczesnym tego słowa znaczeniu – Czeka, zbrodniarza, komunisty, wyjątkowej kanalii – Feliksa Dzierżyńskiego. Miejsce na pomnik faktycznie wybrano idealnie.



Image


Zniesmaczony poszedłem dalej, po krótkim spacerze dotarłem do otwartego jeszcze supermarketu zaopatrzyć się na śniadanie (otwarty sklep do 23, Prospekt Niepodległości 23, na piętrze).
Zważywszy że nocleg miałem w pewnej odległości od centrum a kolejnego dnia przed 8 musiałem być na dworcu i pomyśleć nad planem w przypadku nie dotarcia do Nieświeża.
Z najbliżej stacji metra Kupalowskaya, czerwoną linią ruszyłem w stronę Hotelu Turist na Prospekcie Partyzantów. Niewątpliwym jego atutem jest ulokowanie tuż przy stacji metra Partizanskaya. Naprzeciwko jest duży dom towarowy „Belarus”. Po 10 min jazdy metrem byłem na miejscu.
Szybki check-in (tutaj po raz pierwszy i ostatni mogłem swobodnie rozmawiać po angielsku) i sprawdzenie jak dostać się na dworzec nazajutrz i należny odpoczynek. Dziewczyna z recepcji była miła dlatego poprosiłem czy mogła sprawdzić czy możliwe jest znalezienie informacji o transporcie z Haradzieji do Nieświeża. Znalazła jedynie informację o wspomnianym wcześniej autobusie o 12.
Hotel jak widać lata świetności miał na początku lat 90', zewnątrz i wewnątrz. Ale jest czystko i obsługa mówi po angielsku. Nawiasem mówiąc, trochę miałem inne wyobrażenie nt. cen noclegów w Mińsku. Spodziewałem się jednak, że jest taniej pod tym względem (choć może termin majówkowy zrobił swoje).


Image

Image

Czy udało mi się koniec końców odwiedzić Nieśwież i Mir – w następnym odcinku ;)


Ostatnio edytowany przez Abcn 29 Maj 2019 15:52, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 29 Maj 2019 14:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 1912
Loty: 364
Kilometry: 432 757
platynowy
Mała uwaga: Od 27.07.2018 okres pięciodnowy bezwizu został zamieniony na 30-to dniowy - mowa oczywiście o przylocie i wylocie przez MSQ
http://poland.mfa.gov.by/pl/consular_is ... as/bezwiz/
https://www.msz.gov.pl/pl/p/brzesc_by_k ... ezwizowy_/
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 31 Maj 2019 09:30 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
Następnego dnia pobudka o 6 45, szybkie śniadanie i wyruszam w stronę dworca. Na szczęście droga jest bardzo prosta. Wsiadam na Partyzanskaja w czerwoną linię metra. 4 przystanki dalej na Kupalowskaya, który jest węzłem przesiadkowym z drugą, niebieską linią.

Tutaj ciekawostka – jako że w Mińsku nazwy przystanków są stosowane w języku białoruskim i rosyjskim, stacja Oktiabrskaya w zasadzie ma dwie nazwy: Oktiabrskaya i Kastrycniskaya (z ros. Oktyabra – październik; z białorus. Kastrycnika – październik).

Drugą ciekawostką o której wcześniej nie wiedziałem to, że język rosyjski jest wpisany w białoruską konstytucję jako równorzędny białoruskiemu język urzędowy. I w zasadzie z tego co się zdążyłem zorientować raczej każdy posługuje się rosyjskim. Duży wpływ na taki stan rzecz ma oczywiście batiuszka Aleksandr. Oczywiście oficjalnie podkreśla on równy status obu języków, natomiast w praktyce nauka białoruskiego jest rugowana ze szkół i traktowana jest bardziej jako ciekawostka, „drugi” język.
Wracając do tematu – ze stacji o dwóch nazwiskach jeden przystanek dzielił mnie od dworca. Wysiadłem na Ploschy Lenina (pl.Lenina). Jest dosyć późno więc nawet nie zwracam uwagi na drobne, acz istotne szczegóły na tej stacji, dlatego wrócę na nią specjalnie jeszcze raz później.
Podziemnymi korytarzami docieram na peron. Nawet bez problemu udało mi się znaleźć odpowiedni peron. Chcę wsiadać do pociągu a tam….kolejka. Kilkanaście osób stoi przede mną. Co kraj to obyczaj – bilety sprawdzane są przed wejściem do pociągu, konduktor zapisuje sobie to na swojej liście i wskazuje miejsce. Zabiera bilet i następnie przy każdej stacji podchodzi do osób które wg biletu mają wysiąść i bilet oddaje.


Ja dostałem 18, zwykłe do siedzenia. Na górze były kupe czyli leżanki, fajne na dłuższą podróż bo można się bez problemu położyć. Siedzę naprzeciwko gościa, który centralnie wygląda na Angola, miałem już zagadać gdzie jedzie, po czym po kilku minutach po czym do konduktora zwrócił się płynnym rosyjskim – wtedy zrezygnowałem, poza tym wysiadł na najbliżej stacji :D

Image


Zdecydowanie polecam przejechać się białoruskimi kolejami, jest tam klimat, nie ma co :D . Czytając na dany temat w przewodnikach raczej dzielę przez pół co tam jest napisane bo często autorzy koloryzują i pokazują sprawę w jednym świetle. Przeczytałem tam m.in. że klimat polega na dosyć osobliwych zachowaniach pasażerów. Dominuje zapach kiełbasy, wódeczki, panie(zwłaszcza rano) robią makijaż, lakierki do dresów, przepocone nogi ze zdjętych butów – swojski klimat.
I fakt faktem, wszystko oprócz wódeczki było :lol:

Image

Image

Image




Nie mogłem sobie odmówić czaju w stylowej szklaneczce

Image


Miałem do przejechania 2 przystanki od Mińska: Kojdanava i Stoubcy, trzecią była Haradzieja do której dotarłem punktualnie. Wtedy nastąpił kulminacyjny moment – jak zobaczyłem tablicę z marszrutkami i wykoncypowałem jak się piszę Nieśwież to trochę mi ulżyło.

Image

Miałem godzinę czekania, nie za bardzo jest tam co do roboty, przeszedłem się chwilę zobaczyć jak mieszkają miejscowi, ale to nic specjalnego. Dopytałem w kasie swoim dialektem czy naprawdę o 10 30 jest bus do Nieświeża, pani potwierdziła ale nie chciała mi sprzedać biletu – były dwie kasy, na połączenia pociągowe i autobusowe. Ta druga otwierała się na kilkanaście minut przed planowanym odjazdem. Oczywiście planowo nikt się nie pojawił i trochę mnie to niepokoiło, ale za kilka minut pani przyszła z przerwy. Bilet do Nieświeża został wyceniony na 1,35 BYN a w cenie była podróż taką oto gablotą :)

Image

Image


Wszystko pięknie, wsiadam, odpalam na wszelki wypadek gogle maps żeby sprawdzić czy faktycznie jedzie tam gdzie chce. I ku mojemu zaskoczeniu zamiast na „ścieżce” jestem coraz dalej od celu…W myślach zastanawiam się już czy w ogóle dotrę i gdzie mnie zawiezie ten wehikuł. Nie ogarnąłem jednej rzeczy – marszrutka faktycznie jedzie do Nieświeża, ale po drodze robiło jeszcze kółko pod Kombinat cukrowniczy, wraca do Haradzieji, by za kilka minut ruszyć tam gdzie chcę. Także w cenie miałem przejażdżkę po Haradzieji i możliwość zobaczenia jednego z większych zakładów w okolicy. Po ok 20-30 minutach docieram w końcu do Nieświeża – uff, czyli jednak się udało !



Okolice dworca i taki oto „targ kwiatowy” :
Image



Image
Klasztor Bernardynów

Image

Image



W Nieświeżu miałem dwa główne punkty które chciałem koniecznie zobaczyć – oczywiście zamek, twierdza zbudowana i zamieszkiwana przez potężny w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów rodzinę Radziwiłłów, a konkretnie Mikołaja Krzysztofa Radziwilła „Sierotkę” od 1582 r oraz Kościół Bożego Ciała, ufundowany również przez tegoż w latach 1587-1593, wzorowany, a jakże w tych latach na kościele Il Gesu. Przewodniczka która mnie zaczepiła jak usłyszała że jestem z Krakowa to stwierdziła, że podobną fasadę macie w Kościele św.św. Piotra i Pawła – faktycznie, aczkolwiek krakowska świątynia jest dużo ładniej zachowana, odrestaurowana, większa i oczwyście ładniejsza ;)
Ten barowy kościół jest miejscem spoczynku wielu znamienitych reprezentantów rodu, w tym fundatora. Ciekawostka – Mikołaj Krzysztof „Sierotka” był podróżnikiem, „zanim to było modne”, był m.in. w Egipcie gdzie poznał techniki balsamowania zwłok. Po śmierci W.Lenina kilkanaście trumien w kryptach zostało zdewastowanych, prawdopodobnie by odkryć tajemnice mumifikacji i balsamowania.
W środku kościół jest bardzo ładny, warto tam zajrzeć.


Image
Image

Image

Image

Image

Image


Epitafium ku czci fundatora

Image

Image

Image

Wejście na teren zamku wiedzie przez bramę, zaraz przy niej są kasy w których polecam zaopatrzyć się w bilet na zamek. Można to zrobić zaraz przy wejściu na dziedziniec, ale tradycyjnie mogą tam tworzyć się kolejki. Do zamku prowadzi bardzo przyjemna ścieżka

Image

Image



Przed wejściem znajduje się pomnik żołnierzy poległych w czasie II Wojny Światowej (wg narracji sowieckiej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej).

Image



Zamek w Nieświeżu jest uznawany za jeden z najważniejszych zabytków na Białorusi i trzeba przyznać, że prezentuje się bardzo ładnie. Dodając do tego spacerowe ścieżki i różne pomniki i zauki – całość robi świetne wrażenie.

Image

Image
Image
Image

Image

Image


W środku jest nieźle, każdy ma swoje podejście do zwiedzania (lub nie) takich miejsc więc wrzucę tylko kilka zdjęć byście mieli ogląd czy warto czy nie warto. Wg mnie warto, nawet żeby sobie porównać jak to wygląda względem innych tego typu miejsc w Europie.


Image
Image
Image
Image
Image




Mnie najbardziej podobał się oryginalny stół bilardowy z końca XIX w. i „maszyny” do generowania różnych odgłosów np. „deszczu” (Radziwiłłowie lubowali się w myślistwie).

Image

Image

Image

Image


Pogoda zachęcała do spacerowania, niestety musiałem się sprężyć bo o 14 25 miał jechać autobus do Miru. Ale większość terenu udało mi się obejrzeć.

Image
Image
Image
Image




Tzw. „Wyspa Miłości”

Image
Image

W drodze powrotnej na dworzec mijam jeszcze „Bramę Słucką” prowadząca niegdyś do miasta. We wnętrzu można znaleźć tablicę w jęz. Polskim z II poł. XVIII w.
Image


Lew obrońca miasta
Image


Docieram na dworzec. Po przybyciu do Nieświeża chciałem się zabezpieczyć i kupić na zaś bilet do Miru. Oczywiście nie było to możliwe, pani z okienka nr 2 powiedziała, że kasa nr 1 otwiera się o 14 10 i wtedy będzie można kupić bilet. Przeczuwałem w związku z tym kłopoty. Autobus jechał na trasie Soligorsk-Grodno.
I miałem rację. O 14 15 przede mną w kolejce było jakieś 15 osób. 10 minut do odjazdu. Postałem chwilę i stwierdziłem że to nie ma sensu, ide pod autobus, kupię bilet u kierowcy. I sumie dobrze zrobiłem, inaczej mógłbym planować jak wrócić do Mińska bo nic innego o sensownej godzinie tego dnia do Miru nie jechało.

Na chętnych w busie z ok. 20 miejscami siedzącymi było na oko 35-40 osób. Postanowiłem wbić się do środka i zająć miejsce obok jednej z licznych babuszek, a jak ruszymy dopiero zalegalizować swoją jazdę. Kierowca jak zobaczył ile osób władowało się do marszrutki delikatnie mówiąc nie był zadowolony :lol: powiedział że nie pojedzie i żeby wszyscy którzy stoją wyszli. To naturalnie spowodowało kontrakcję i ci z pewną dozą asertywności jednak zostali, część odpuściła. Zrobił się taki kocioł, że dla własnego bezpieczeństwa nie wychylałem się - „poproszę jeden bilecik” mogło nie zadziałać dobrze na prowadzącego :D. W sumie więc jechałem za darmo, dopiero na przystanku w Mirze gdzie sporo osób wysiadło wrzuciłem 2 BYN i oddaliłem się szybko z miejsca zdarzenia.
Najważniejsze że udało się dotrzeć do 2 punktu dnia.

Autobus zatrzymuje się na placu targowym, budynek „dworca” jest zaadaptowany w jednym z domów. Kolejny raz chciałem zabezpieczyć się i mieć pewny powrót do Mińska, kolejny raz zderzenie ze ścianą – „bilet tylko u kierowcy”. No dobra, przynajmniej się upewniłem że ostatni autobus jadący na trasie Nowogródek-Mińsk o 19 25 rzeczywiście jedzie, chociaż znów pojawiła się niepewność czy aby uda mi się tym razem do niego załadować.

Zwróciłem uwagę na niepozorny kościół katolicki stojący u wylotu z placu i napis m.i.in w języku polskim więc wszedłem na chwilę. Zaczepiła mnie pani, najpierw po rosyjsku, następnie po polsku. Okazuje się, że na parafii jest od lat 80’ i opiekuje się nim. W kościele co tydzień odprawiana jest msza, parafia liczy 7 rodzin, kilka z nich ma polskie korzenie. Ksiądz proboszcz jest Białorusinem, ale rozumie i mówi po polsku bo spędził u nas kilka lat. Udało mu się głównie środkami ofiar osób prywatnych i przy wsparciu polskiego Kościoła wyremontować i odrestaurować wnętrze. Fasada również prosi się o remont, ale środków brakuje. Kilka lat temu ksiądz miał jeszcze swoją plebanie, obecnie znajduje się tam kawiarnia (Drogova Zamkov, zaraz przy kościele), a ksiądz wynajmuje pokój.

Image
Image

Życząc wszystkiego dobrego ruszyłem dalej, bo nie byłem pewien ile czasu zajmie mi spacer po okolicy, a chciałem być na „dworcu” odpowiednio wcześniej, na wszelki wypadek. Miasteczko, właściwie wieś jest bardzo mała, spacer z dworca pod zamek trwa nie więcej niż 10 min.
Zamek okala teren spacerowy i sztuczne jezioro, całość ładnie zachowana i pielęgnowana prezentuje się przyjemnie dla oka.


Image

Image
Image
Image



Można wejść na mury do krypt i do środka. Ja przeczytawszy co można tam zobaczyć odpuściłem i pospacerowałem po okolicy korzystając z ładnej pogody i widokówkowych krajobrazów. Na dziedziniec można wejście bezpłatnie.

Image
Image



Za zamkiem jest ładna kapliczka Świętopełk-Mirskich zbudowana w stylu modernistycznym na początku XX w. z duża mozaiką Chrystusa Pantokratora.

Image

Image

Czasu jaki miałem było zdecydowanie aż nadto. Chytry plan zakładał możliwie wcześniejszy powrót do Mińska i tam wstąpienie do polecanego przez forumowiczów lokalu „Vasiliki”do którego poprzedniego wieczoru nie udało mi się wejść ze względu na kolejkę na ok 45 min.
Oczywiście nic z tego nie wyszło, było ok 16 45, autobus do Mińska odjechał o 16 25 (tak mi się przynajmniej wydawało z tego co zrozumiałem. Miałem więc ponad 2 godziny które jakoś trzeba było zagospodarować. W jednej z okolicznych knajpek wstąpiłem coś zjeść i napić się bardzo lubianego przez mnie kwasu chlebowego. Za placki i kwas zapłaciłem 9,7 BYN.

Image

Mir znany był kiedyś z zamieszkiwania przez przedstawicieli różnych religii, w tym spora społeczność żydowska. Ślady po niej można znaleźć na ulicy Kirowa do której prowadzi głowna ulica Krasnoarmiejska.

Image
W dawnej jesziwie mieści się obecnie poczta.
Image



Dawna synagoga główna to teraz hotel „Mirski Posad”
Image
Image

Image
Image








Powoli zbliżała się godzina odjazdu, na przystanku raptem 5-6 osób, co dobrze wróżyło. Autobus miał lekkie opóźnienie, ale co najważniejsze, był niemal pusty ! Czyli jednak nie zostanę w Mirze na noc (chwała Bogu :P ). Zapłaciwszy 6,06 BYN kierowcy o wyglądzie gangstera w berecie na głowie i w rytmie białoruskiego disco ruszyłem w drogę powrotną. Po 21 byłem na pasażyrskim. Podobał mi się Mińsk wieczorem, mimo zmęczenia poszedłem jeszcze na krótki spacer i uzupełnienie zapasów wodno-żywnościowych. Na mieście w wielu miejscach widać było już przygotowania do ważnego tutejszego święta – Dzień Zwycięstwa 9 maja.

Image

Image
Image
Image
Image



Wstąpiłem też do środka kościoła św.św. Heleny i Szymona

Image


Po intensywnym dniu miałem ochotę jeszcze na jakieś piwko, ale wygrała opcja hotelowa ze względu na zmęczenie. To był udany dzień, cieszę się że udało się wszystko zrealizować tak jak chciałem.

Trafiłem na dobrą pogodę co było istotne, bo prognoza zakładała opady przez następne dwa dni. Łatwiej było sobie z tym poradzić w mieście niż tu na prowincji. Kolejny dzień zakładał intensywne zwiedzanie Mińska.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Garmond uważa post za pomocny.
 
      
#4 PostWysłany: 31 Maj 2019 13:07 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
Zwiedzanie następnego dnia rozpoczynam od kolejnych budowli „dla ludu” : Pałacu Republiki (pełni funkcję Sali koncertowej i Pałac Kultury Związków Zawodowych. Zwłaszcza ta druga przyciąga wzrok stylem nawiązując do budowli greckich z charakterystycznymi kolumnami i tympanonem, na którym, a jakże, zamiast greckich bogów mamy przedstawicieli proletariatu i ludu pracującego miast i wsi. A wszystko to na Placu Październikowym.

Image

Image

Image


Znajduje się tu też tzw. „kilometr zerowy” czyli punkt od którego liczone są wszystkie odległości do Mińska na drogowskazach.

Image
Image


Przechodząc przejściem podziemnym można zobaczyć kolejny gmach: Centralny Dom Oficerów a także pomnik….czołgu. Konkretnie flagowego radzieckiego czołgu T-34, symbolizujący „wyzwolenie” Mińska przez czerwonoarmistów w 1944 r.

Image

Image



Siedziba „Batiuszki” – wrócę tu jeszcze kolejnego dnia, by przekonać się czy to o czym przeczytałem faktycznie ma miejsce.
Na 7 piętrze pałacu prezydenckiego znajduje się bowiem Muzem Współczesnej Państwowości Białoruskiej. Nazwa brzmi dumnie, faktycznie znajduje się tam ponoć „ołtarzyk” dla batiuszki: zaświadczenia o wyborze na urząd prezydenta, ulotki wyborcze Łukaszenki, paszport dyplomatyczny opatrzony nr 1 czy prezenty jakie prezydent otrzymał od zagranicznych gości albo dyplomy naukowe :lol: - jednym słowem niezły paździerz, muszę to zobaczyć :D

Image

Kolejnym mój cel to „Górne miasto” ,dzielnica historyczna położona na terenie niegdysiejszego zamku (miasto w swoich dziejach zostało co najmniej 6 razy doszczętnie zniszczone, toteż po zamku nie ma obecnie ani śladu). Dzielnica została zaplanowana w XVI w. w związku z nadaniem dla Mińska praw lokacyjnych (prawa magdeburskiego) w 1499 r. Mieści się tu m.in. ratusz, oczywiście odbudowany współcześnie. Szczerze mówiąc była to najmniej ciekawa część białoruskiej stolicy.

W bliskiej odległości są monumenty: wójta z kluczem do bram miasta, kupców ważących towary, koń z dorożką oraz postacie Stanisława Moniuszki i Wincenta Dunin-Marcinkiewicza.

BIałoruska Akademia Sztuk Pięknych

Image

Image

Image
Image

Image

Image

W pobliżu są ważne świątynie: dla prawosławia – Katedralna cerkiew św. Ducha; dla katolików – Archikatedra pw. NMP. W obydwu świątyniach trwają właśnie nabożeństwa więc krótki rzut oka na fasady i ruszam dalej.
Image

Image

Spacerkiem nad Swiłoczą docieram do „Wyspy Łez”, miejsca dedykowanemu białoruskim żołnierzom poległym na wojnie w Afganistanie. W centralnym miejscu ulokowano kaplicę z ikonami płaczących kobiet i dzieci, symbolizujące pozostawione przez żołnierzy żony, siostry, matki, córki. Na ścianach kaplicy wypisane są imiona wszystkich poległych w Afganistanie Białorusinów – 771 nazwisk.

Image

Image
Image

Image



Przy wejściu na wyspę jest i taka „osobliwość”
Image

Kolejny fascynujący mrówkowiec

Image


Kierując się w stronę Pomnika Zwycięstwa mijam kolejną perełkę architektury socrealizmu – Akademicki Teatr Wielki Opery i Baletu, najważniejsza tego typu placówka na Białorusi, zaprojektowana przez naczelnego białoruskiego architekta miasta – Josipa Langbarda (zaprojektował on też m.in. wspomniane wcześniej budynki: parlamentu i Dom Oficerów.

Image

Docieram do pozornie ciekawego miejsca na mojej liście, ważnego z punktu widzenia historycznego, bo to tam właśnie swoje zaczątki miał ruch, który zawładnął połową świata. W małym zielonym budynku odbył się I Kongres Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji w 1898 r. Jeśli kogoś temat interesuje, można wpaść, cała ekspozycja w jęz. Rosyjskim, ale jest sporo zdjęć i dokumentów z epoki.


Spędzam to 20 min. i ruszam w drogę, docieram na Plac Zwycięstwa.

Image


Plac to w zasadzie jeden wielki pomnik zbudowany na cześć „bohaterskiej i niezwyciężonej Armii Czerwonej”. Ogromny „gwóźdź” zwieńczony jest czerwona gwiazdą z napisem Pobieda (ros. Zwyciestwo). Bezpośrednio przed nim płonie wieczny ogień na cześć Białorusinów poległych w walce.


Image

Image
Image
Image



I tutaj trwał montaż wielkiej sceny z okazji obchodów Dnia Zwycięstwa. W przejściu podziemnym można zobaczyć kolejny obraz nawiązujący symboliką do Sowietów.

Image
Image


Czas miałem niezły, jeszcze nie padało więc postanowiłem skorzystać i podejść jeszcze do cerkwi św. Aleksandra Newskiego.

Image


Wracam na Prospekt Niepodległości, mijam pomnik wielki pomnik narodowego wieszcza białoruskiego – Janki Kupały i kolejny „klasyczny” gmach.

Image
Image

Wcześniej wspomniałem, że spiesząc się na pociąg nie zdążyłem spojrzeć na jeden istotny szczegół na stacji Płoszcza Lenina. Niebo robiło się coraz bardziej szare, zbierało się na deszcz a ja chciałem w końcu spróbować czegoś dobrego w „Vasilikach”, byłem w stanie nawet stać w kolejce ;)

Moja ciekawość została zaspokojona. Kolejny piękny komunistyczny symbol w samym centrum Mińska.

Image
Image


Prospekt Niepodległości naprawdę ma w sobie coś czarującego, wdzięczne miejsce do fotografowania, przeszedłem nim kilka razy w obie strony i zawsze można być znaleźć jakiś ciekawy szczegół.


Image
Image

Image


W knajpie oczywiście kolejka przed wejściem, pani mówi że trzeba będzie poczekać 15-20 min, ale już po 5 prowadzi mnie do stolika.
Za solyankę z czarnym chlebem (pyszny !) + pielmieni i duże piwo płace 19,5 BYN. Przyzwoicie. Wszystko było bardzo smaczne.

Image
Image


Syty i suchy (zaczęło mocno padać) realizuje kolejne założenie planu = Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Cena wstępu: 9 BYN. Budynek z zewnątrz jest okazały, jak mawiał klasyk „mają rozmach, sku….y”.

Image
Image
Image

Image



Natomiast sama ekspozycja…no cóż, dosyć biednie to wygląda, ale z tego co kojarzę, ogólnie muzea o sowieckiej proweniencji tak mają (oczywiście nie wszędzie), że mało w nich autentycznych zabytków, oryginalnych dokumentów. Jest trochę broni, kilka fajnych czołgów ale nie wiem czy oryginalnych, ogrom zdjęć „bohaterów narodu”. Jak ktoś chociaż trochę interesuje się tym jak wygląda narracja II Wojny Światowej wg radzieckiego podejścia to wie mniej czego się spodziewać. Z faktycznym przebiegiem i historią IIWŚ niewiele ma to wspólnego. Ale mimo wszystko polecam wizytę tam, po to by wyrobić sobie zdanie i zobaczyć jak wygląda nie osobliwe podejście do historii. Ogólnie niezły skansen propagandy i komunizmu


Image

Image

Image

Image

Image

Wśród bohaterów białoruskiej partyzantki możemy odnaleźć znanego z powojennej historii Polski "jegomościa".

Image

Image

Image


Na najwyższym piętrze znajduje się „Sala Sławy” na której wypisano nazwiska poległych w Wielkiej Wojnie Białorusinów.
Image

W sklepiku z pamiątkami można dostać takie „cuda”. Nie skorzystałem....

Image
Image

Kończyły mi się pieniądze, miałem jeszcze kilkadziesiąt funtów które chciałem wymienić, dlatego z Muzeum wróciłem do centrum. W autobusie co jakiś czas puszczany był komunikat skierowany do weteranów wojennych „Drodzy weterani, z okazji Dnia Zwycięstwa, chcemy podziękować za wasze bohaterstwo i życzyć wam zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności” – w każdym razie coś w ten deseń ;) Kolejny przykład jak ważny jest ten dzień.
Na mieście nie chcieli mi przyjąć funtów do wymiany – tylko dolary, euro i ruble, w kantorze powiedzieli mi, że więcej walut można wymienić jedynie na dworcu. Kantory wyglądają trochę inaczej niż u nas, wchodzi się do „budy” i pojedynczo. Jedno stanowisko było czynne dopiero od 18, była 17 40.Stanąłem w kolejce, stoje 10 min, 20 min, 30 min – co jest do cholery !, ile oni tej waluty tam wymieniają…! Nie wiem co było przyczyną tak wolnej obsługi, ale w międzyczasie otwarli 2 kasę, tam na szczęście poszło sprawnie i po ok 40 min mogłem wymienić funty.
A tak naprawdę nie mogłem….Podaje banknoty, pani przygląda się co najmniej jakby malawijskie kwacha zobaczyła, ogląda na wszystkie strony, w końcu gdzieś dzwoni, trwało to chwilę, oddaje i „nie robotaju” – Jak k…a nie robotaju, eto jest angliski funt”. Nie robotaju i tyle w temacie, zagotowałem się bo zupełnie nie mam pojęcia o co jej chodziło, funty wymieniłem już później w Krakowie bez żadnego problemu. Straciłem ponad godzinę na całej operacji. Dobrze że chociaż na stoiskach obok można było posilić się czeburkami. Pozostałą część wieczoru spędziłem chodząc po sklepach za prezentami dla najbliższych i porównując ceny w supermarkecie z tymi w Polsce.

Przy okazji obszedłem sobie najbliższa okolicę wokół hotelu i okazuje się że nawet na nim można znaleźć ciekawą płaskorzeźbę, w dobrym sowieckim stylu

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
      
#5 PostWysłany: 31 Maj 2019 14:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 1135
Loty: 181
Kilometry: 392 986
srebrny
Bankomatów tam nie ma?!? I po co wiozłeś funty ze sobą?!;-)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 31 Maj 2019 17:29 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
@elwrika - były, na każdym kroku ;) Po prostu chciałem się tych funtów pozbyć.Wzialem je z myślą że nie angazowaniu kolejnych środków tylko pozbycia się tych.Nie spodziewałem że będzie z tym jakikolwiek problem :)

Wysłane z mojego moto g(6) przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off
elwirka lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 31 Maj 2019 17:42 

Rejestracja: 24 Kwi 2014
Posty: 224
niebieski
Kravkrk napisał(a):
Siedziba „Batiuszki” – wrócę tu jeszcze kolejnego dnia, by przekonać się czy to o czym przeczytałem faktycznie ma miejsce.
Duży wpływ na taki stan rzecz ma oczywiście batiuszka Aleksandr
Na 7 piętrze pałacu prezydenckiego znajduje się bowiem Muzem Współczesnej Państwowości Białoruskiej. Nazwa brzmi dumnie, faktycznie znajduje się tam ponoć „ołtarzyk” dla batiuszki: zaświadczenia o wyborze na urząd prezydenta, ulotki wyborcze Łukaszenki, paszport dyplomatyczny opatrzony nr 1 czy prezenty jakie prezydent otrzymał od zagranicznych gości albo dyplomy naukowe :lol: - jednym słowem niezły paździerz,


Tytuł relacji i ten zwrot jest ...... bo batiuszka - батюшка to potoczna nazwa prawosławnego księdza w cerkwi,
zaś prezydent Białorusi - Aleksandr Łukaszenka jest nazywany батька - ojciec
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 31 Maj 2019 17:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 328
Loty: 58
Kilometry: 97 563
złoty
Coś dzwoniło, ale nie w tej.. cerkwii! :P

Po tytule i pierwszej części ciągle myślałem, że to będzie jakaś wycieczka religijnym szlakiem.. ;)
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 31 Maj 2019 17:52 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
Wiem że batiuszka to pop, zabieg był celowy, zareczam. Z resztą rozmawiając że znajomymi i przeglądając internety spotkałem się wielokrotnie z nazywaniem Łukaszenki batiuszką.I tak pozostanie ;)

Wysłane z mojego moto g(6) przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#10 PostWysłany: 31 Maj 2019 18:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 1135
Loty: 181
Kilometry: 392 986
srebrny
@Aksum A to nie jest jedno i to samo? Tylko batiuszka bardziej zdrobniale? Taki nasz "ojczulek"...
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 31 Maj 2019 18:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 328
Loty: 58
Kilometry: 97 563
złoty
Śmieszki śmieszkami, ale jako osoba ze wschodu potwierdzam :)
W tę stronę działa jeszcze zamiennie, ale w drugą już raczej nie, ponieważ do księdza nikt nie powie «Батька» (batko)
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk lubi ten post.
 
      
#12 PostWysłany: 31 Maj 2019 21:54 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
Ostatni dzień na białoruskiej ziemi przywitał mnie deszczem. Padało. Wróć, nie padało - lało. Miałem jeszcze w planie jeden dosyć ważny dla mnie punkt do odwiedzenia - położone na peryferiach Mińska uroczysko Kuropaty - miejsce kaźni wieluset tysięcy ludzi zamordowanych przez NKWD w latach 1937-1941. W zależności od źródła liczba ofiar szacowana jest od kilkudziesięciu tysięcy do liczby przekraczającej ćwierć miliona, w tym wielu Polaków.

Na cmentrzysku pochowane zostały prawdopodobnie również 3872 osoby z tzw. białoruskiej listy katyńskiej, zamordowani w marcu-kwietniu 1940 r. oraz polscy obywatele z tzw. operacji polskiej NKWD.

Mimo że miejsce z punktu widzenia historycznego i społecznego jest bardzo ważne, przez władze sowieckie a następnie białoruskie jest traktowane delikatnie mówiąc nieprzychylnie. Nawet ostatnio władze z tylko znanych sobie powodów postanowiły usunąć kilka krzyży, powodując na szczęście kontrakcję społeczności dbającej o to miejsce. Wielokrotnie też zdarzały się akty wandalizmu, oczywiście przez "nieznanych sprawców". Uroczysku groziła też całkowita dewastacja, kiedy na początku wieku władze zdecydowały o poszerzeniu obwodnicy z 2 do 6 pasów, odrzucając przy tym plany by uroczysko ominąć. Na szczęście do tego nie doszło.

https://www.polskieradio.pl/75/921/Arty ... -dzialacze

Nie jest to pierwsze, ani nie ostatnie zapewne zagranie by wymazywać pamięć o tej zbrodni.

Po wymeldowaniu z hotelu metrem udałem się do stacji Niamiha, skąd odjeżdża m.in. trolejbus nr 46 (ale też 53 i autobus 24). Dojeżdżam nim niemal do samego końca, przystanek Zialony Łuh - 6. Skręcamy w lewo koło zajezdni autobusowej, wzdłuż obwodnicy. Nie ma tam wytyczonego chodnika, ale tamtą drogą dojdziecie do ścieżki i przejścia podziemnego pod drogą, po drugiej stronie widać już wejście na teren cmentarza. Podróż z Niamihy trwa mniej więcej 50 min.

Image

Nadal mocno padało, niebo było szare,nie było nikogo oprócz mnie, zestawiając to z ogromem krzyży wśród drzew i krzewów - całość sprawiała upiorne, bardzo przygnębiające wrażenie. Przeszedłem teren uroczyska do końca, pomodliłem się i wróciłem w stronę przystanku by wrócić do centrum.

Cieszę się że tam dotarłem, wg mnie będąc w Mińsku absolutnie nie można odpuścić tego miejsca.

ImageImage

Image

ImageImage
Image
Image


Stojąc wcześniej na przystanku zwróciłem uwagę na kolejną ciekawą płaskorzeźbę, chciałem tam wrócić, przy okazji ogrzałem się przy kawie w KFC. Trzeba przyznać że płaskorzeźba przedstawiająca socjalistycznych bohaterów proletariatu wieńcząca symbol "zgniłego kapitalizmu" KFC wygląda osobliwie ;).

Image

Jestem niedaleko ratusza, nadrabiam więc zaległości i wchodzę do cerkwi św Ducha i Archikatedry NMP.

Image
Image

Image
Image

Kieruję się w stronę pałacu prezydenckiego. Wokół chodzą strażnicy w zamaszystych płaszczach, początkowo nie zwracam na nich uwagi i na pewniaka idę w stronę drzwi. Wtedy jeden z nich mnie zatrzymuje i pyta co ja robie. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że chcę wejść na 7 piętro do muzeum. Gość mówi że tu żadnego muzeum nie ma. Pokazuje mu nazwę w jęz. rosyjskim, wtedy chyba łapie o co chodzi ale i tak nie mówi że tam nie wejdę, bo zwiedzać można tylko w grupie, po wcześniejszym umówieniu się, a teraz to "nie robotaju". Zbił mnie trochę z tropu i zaskoczył. Wiedziałem że przy wejściu spisują dane z paszportu ale nigdzie nie spotkałem się z informacją, że trzeba wcześniej zgłosić chęć. Nie wiem czy to prawda, może chciał się mnie pozbyć.

Pokręciłem się jeszcze chwilę po terenie, myślałem że strażnik gdzieś sobie pójdzie to spróbuje wejść. Niestety nie dość że cały czas łazić w te i z powrotem to nie spuszczał mnie z oka. Szkoda, jedyny punkt którego nie udało mi się zrealizować.

Image
Image

W okolicy jest stadion Dynama Mińsk, jako zagorzałemu kibicowi nie pozostaje mi nic innego jak tam się udać. Trzeba przyznać że ładnie się prezentuje, chociaż wydaje się dosyć duży w stosunku do potencjalnego zainteresowania poczynaniami piłkarzy Dynama (chociaż BATE Borysow regularnie gra w Lidze Mistrzów) - chociaż akurat tutaj jest to mało istotne ;).

Image
Image

Pozostały mi czas do popołudniowego powrotu do Warszawy przeznaczam na wizytę w GUM-ie, najbardziej znanym mińskim domu towarowym. Kupuję kilka drobiazgów i kieruję się w stronę drogerii Viteks, bo słyszałem od osób które były na Białorusi (u nas na forum wspominał o tym @e-prezes), że mają tam całkiem dobrej jakości kosmetyki w bardzo przystępnych cenach, mam nadzieję że znaleźć również "mydło dla bani".

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Niestety go nie ma, ale biorę kilka drobiazgów i wracam do GUM-u, bo tam je widziałem. Wprawdzie nie Viteksu, ale z braku laku...Kierując się opiniami z tripadvisora wstepuję na obiad do "Kuchmistrza", zaraz koło Domu Oficerów i czołgu.
Tak jak pisałem w odpowiednim temacie. Jest drożej, ale to zjadłem (wareniki) spełnia moje oczekiwania.

Image

Lubię przemieszczać się metrem, dlatego zamiast spaceru po raz ostatni kupuję plastikowy żeton za 0,65 BYN i podjeżdżam na "Płoszczę Lenina". W supermarkecie przy dwrocu kupuję kilkanaście serków w czekoladzie o różnych smakach - jadłem je już kiedyś w Wilnie. Krótko mówiąc- są zajebiste ! :) Dopiero później dowiedziałem, się że w zasadzie złamałem przepisy bo na teren UE nie można wwozić przetworów mlecznych spoza Unii. Na szczęście problemów żadnych nie było, a serki - rewelka.

Lot mam o 18 40, chciałem jeszcze na spokojnie rozejżeć się na produkty bezcłowe. No dobra, chiałem zaopatrzyć się we flaszkę ;) i ewentualnie jakieś perfumy w korzystnej cenie. O 16 15 wsiadam w busa TK1400. Mijam jeszcze budynek biblioteki o której chyba słyszał każdy kto planował podróż na Białoruś. Jest to oczko w głowie batiuszki, najlepszym przykładem będzie to, że na najwyższym nominale białoruskiej waluty - 500 BYN widnieje właśnie gmach biblioteki. Na mnie szczerze mówiąc nie zrobiła ona większego wrażenia, dużo bardziej wole "stalinowski empire" ;)

Image

Image

Po drodze bus zatrzymuje się jeszcze na stacji Uručča (biał.Уручча), ponoć dobra opcja przy korkach na mieście, by tam wsiąść/wysiąść do/z metra. Ok. 17 jestem na lotnisku. Z mobilną kartą ide na security, podaję paszport i telefon, a pani coś do mnie mówi, nie mam pojęcia o co chodzi, mówie że "nie panimaju", na szczęście pani znalazła Ivana "my hero" który mówi po angielsku :D, który informuje mnie, że zepsuł im się skaner wczytywania kart pokładowych i prosi, żeby zgłosić się po papierową kartę na check-in.Załatwiam to ekspresowo. Kolejek nie ma, po 3 minutach jestem w airside.

Porównuje sobie ceny w rożnych sklepach bezcłowych i próbuje w internecie znaleźć informacje jak działa procedura "tax-free" bo nigdy z niej nie korzystałem, dodatkowo przy stanowisku widzę kilku Chińczyków którzy starają się po swojemu przekazać coś pani w okienku by uzyskać zwrot.

Szybko orientuję się, że faktycznie wydając min. 90 eur mogę uzyskać zwrot podatku, tyle tylko że przy wyśrubowanych cenach za perfumy bardziej opłaca się zakupić je w Polsce przez internet.
I tylko żal, że można przywieźć jedynie litr mocniejszego alkoholu, ale dobre i to ;) Lot minął mi na odpoczynku, chociaż pani z fotela obok była chyba bardzo zaaferowana lotem bo zrobiła sobie z 15 selfie i nagrywała z lampą cała procedurę odrywania się od ziemi. Poza tym pełen luz.

Flixbusa spod Pałacu Kultury mam dopiero o 22 40 w związku z tym mając do dyspozycji ok 3 h jadę coś zjeść i odwiedzić Mikkeler Bar Warsaw, bo nie miałem jeszcze okazji tam być. Do Kielc docieram po 1. I tak zakończyła się moja białoruska przygoda.
Podsumowując krótko - bardzo się cieszę że Białoruś odwiedziłem. Ciekawy poznawczo kraj, bardzo przyjemni ludzie (dużo bardziej niż na Ukrainie), jedzenie jak wszędzie na Kresach świetne, pod mój gust. Z kilku źródeł wiedziałem, że w Mińsku jest czysto. Faktycznie, jest bardzo czysto i schludnie.

W związku z tym, że Mińsk znajduje się na liście trzech miast, które najbardziej ucierpiały podczas działań IIWŚ, budowę tkanki miejskiej w zasadzie rozpoczęto od samego początku. Jest w związku z tym dużo miejsca, ulice i chodniki szerokie, jest bardzo dużo wolnej przestrzeni w postaci skwerów i placów, sporo terenów zielonych, więc do spacerowania nadaje się idealnie.Wszędzie czułem się bardzo bezpiecznie, zarówno dzień jak i w nocy

Jak zaobserwowaliście na zdjęciach (a uwierzcie że to mały wycinek "budowli dla mas"), miasto ze względu na swoją zabudowę jest dosyć specyficzne a przez to unikalne. Mnie bardzo przypadło do gustu. Trzymam kciuki by wniosek o wpisanie całej socrealistycznej zabudowy Mińska został wpisany na listę UNESCO się powiódł.

Zachęciło mnie to też do odwiedzenia tej "bliższej" nam Białorusi - Grodna i Brześcia. Pewnie już nie samolotem, ale jest to bardziej niż pewne że w najbliżej przyszłości się tam pojawię. Białoruś zrobiła na mnie o wiele lepsze wrażenie niż Ukraina. Wizytacja u batiuszki zakończyła się więc sukcesem ;)

Dzięki że dobrnęliście do końca. Za wszelkie uwagi, pozytywne i krytyczne jestem wdzięczny bo to znak, że oprócz mnie ktoś miał ochotę tę relację przeczytać.
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
      
#13 PostWysłany: 01 Cze 2019 08:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 2165
złoty
Te cmentarze sowieckie przy głównych drogach za miastem... Bykownia, Piatichatki i Kuropaty jakby organizowane wg tego samego planu. Przerażające.
Koniecznie; do odwiedzenia.
Ja także uważam, że Mińsk warty wycieczki. Jakby Baćka jeszcze bardziej rozlużnił reżim wizowy.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk lubi ten post.
 
      
#14 PostWysłany: 01 Cze 2019 10:38 

Rejestracja: 24 Kwi 2014
Posty: 224
niebieski
elwirka napisał(a):
@Aksum A to nie jest jedno i to samo? Tylko batiuszka bardziej zdrobniale? Taki nasz "ojczulek"...


Cóż niestety nie.....bo батюшка - ojciec tak mówią - zwracają na wschodzie od bardzo dawna do księdza;
a батька jest to znaczenie ojca jako taty dla dzieci ....
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#15 PostWysłany: 01 Cze 2019 11:25 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1235
Loty: 85
Kilometry: 125 454
srebrny
Bardzo ciekawa relacja, ja również uważam, że Białoruś jest o klasę wyżej zorganizowana od Ukrainy. Ludzie za każdym razem przyjaźnie się odnosili do mnie jak dowiedzieli się, że jestem z Polski. Takie ja miałem doświadczenia z 3 krotnych pobytów w tym kraju.Nic tylko odwiedzać
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 01 Cze 2019 12:23 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1445
Loty: 46
Kilometry: 40 795
złoty
@wtak - dokładnie, powielany ten sam schemat. Smutne było, że spacerujesz sobie wokół tylu krzyży, gdzie zginęło tylu ludzi, a wszystko na totalnych peryferiach gdzie dosłownie obok gnają samochody. I w każdym z wymienionych przez Ciebie miejsc władze zachowują się podobnie.
Z resztą problem jest szerszy - cmentarz na Rossie, gdzie polskie groby są odnawiane jak znajdą się na to polskie środki, tarcia na cmentarzu Łyczakowskim.

@krystoferson112 - dzięki ;) O ile na Ukrainę lubię jeździć bo jest tanio o tyle na Białoruś wrócę z powodów poznawczych. Nie interesowałem się tym mocno, więc nie wiem na ile jeszcze tamtejszy reżim jest opresyjny w codziennym życiu, przeczytałem tylko że do dziś istnieją tam spółdzielnie produkcyjne, coś na kształt naszych PGR-ów ! Tylko bardziej nowoczesne. I jeszcze te nawiązania do "systemu słusznie minionego" na każdym kroku. Mimo wszystko wydaje mi się, że jest tam po prostu całkiem normalnie, chociaż pewnie trzeba by tam pomieszkać dłużej, żeby powiedzieć coś więcej.

Drogi wydaje mi się, że są o niebo lepsze od ukraińskich, jadąc po drogach Haradzieja-Nieśwież-Mir-Mińsk na prawdę jakość dróg była bardzo zadowalająca, nie przypominam sobie żeby mną trzepało jak przy jeździe np we Lwowie czy po drodze z Kijowa do Czarnobyla.
Góra
 Profil Relacje PM off
wtak lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 06 Cze 2019 14:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 566
Loty: 9
Kilometry: 5 057
srebrny
Fajna relacja. Przyjemnie się czyta i dobrze uchwycony na zdjęciach klimat.
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#18 PostWysłany: 16 Cze 2019 09:38 

Rejestracja: 13 Cze 2019
Posty: 0
@Kravkrk Dziękuję za relacje i zwiedzanie mojej ojczyzny. Relacja jest fajna, z treścią się zgadzam całkowicie, natomiast mam pretensje do nazwy. "Batuszka" w języku rosyjskim w dzisiejszych czasach wykorzystuje się tylko i wyłącznie w jednym znaczeniu — prawoslawny pop. Kiedyś batuszka mówili również do ojca, ale było to wieki temu, teraz już nikomu do głowy nie przyjdzie powiedzieć do taty batuszka albo matuszka do matki. Łukaszenko jest prawosławnym ateistą (sam tak określił kiedyś swoje poglądy religijne) więc nikt do niego nie mówił i nie powie batuszka, w żadnym znaczeniu. Chyba że w bardzo sarkastycznym kontekście i nawiązując do Baćka. To be continued...
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 16 Cze 2019 09:40 

Rejestracja: 13 Cze 2019
Posty: 0
(Baćka) - po białorusku to ojciec. Kiedyś faktycznie można było spotkać łudzi, mówiących tak o Łukaszenko, czasem w pozytywnym kontekście (niektórzy pod wpływem propagandy, niektórzy, dziękując za miejsce pracy w jego „systemie", niektórzy, powtarzając za dwoma poprzednimi, byli również ci, co mówili tak o nim z powodu szczerej miłości), czasem w negatywnym, sarkastycznie lub nawiązując do filmu o jego przestępstwach Krestnyj Baćka (Ojciec chrzestny). To też było już lata temu.
Moim zdaniem, w dzisiejszych czasach większość obywateli po prostu czeka na jego śmierć. Wątpię, żebym spotkał na Białorusi jeszcze ludzi tak na serio mówiących o nim Baćka. To be continued...
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#20 PostWysłany: 16 Cze 2019 09:41 

Rejestracja: 13 Cze 2019
Posty: 0
Łukaszenko jest strasznym człowiekiem, nawet informacji z wikipedii wystarczy, żeby zrozumieć dlaczego. Bardzo dziekuje kravkrk za promowanie mojego kraju tą relacją, ale, szczerze mówiąc, byłem w lekkim szoku, kiedy zobaczyłem jej nazwę. Łukaszenko na żadną promocję nie zasłużył i, mimo tego, że jest "prezydentem" Bialorusi już 25 lat, z prawdziwą Bialorusia ma paradoksalnie mało wspólnego.
Góra
 Profil Relacje PM off
Grzegorz40 lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group