Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Maj 2020 20:24 

Rejestracja: 23 Wrz 2012
Posty: 276
Loty: 165
Kilometry: 207 007
niebieski
Prolog
Przedstawiam relację z mojej podróży do Pakistanu, najbardziej egzotycznej jak dotychczas podróży mojego życia, która miała miejsce na przełomie października i listopada 2019 roku. Choć myśl o spisaniu wszystkich przygód nawiedzała mnie przez ostatnie pół roku każdego dnia, dopiero w okresie kwarantanny udało się znaleźć czas i chęci na spróbowanie swoich sił jako „bloger”.

Pierwszy tydzień podróży prowadziłem na telefonie dziennik, dzięki czemu pierwsza część będzie bogatsza w opisy. Druga część pomimo uboższych opisów, które powstaną pół roku po wydarzeniach, mam nadzieję że będzie niemniej ciekawa. Głównie za sprawą większej liczby zdjęć, zdjęć miejsc, które określam jako najpiękniejsze, jakie do tej pory widziałem w życiu – gór pasm Karakorum, Hindukusz oraz Himalajów. Siedmio- a nawet ośmiotysieczników widzianych z Karakorum Highway – drogi łączącej Pakistan i Chiny, symbolu przyjaźni pakistańsko-chińskiej. Teaser poniżej:

Image

Inspiracją do podróży początkowo był filmik znanego Dawida Fazowskiego, który przemierzał pakistański Beludżystan wraz z eskortą żandarmerii chroniącą go przed ewentualnymi napadami talibańskich porywaczy. Wraz ze zgłębianiem informacji o Pakistanie, sam przejazd przez Beludżystan powoli został zepchnięty na dalszy plan, a przodować zaczęły chęć doświadczenia gościnności Pakistańczyków i zobaczenia z bliska największych łańcuchów górskich świata.

Pół roku po zakończeniu podróży z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że właśnie niesamowita uczynność mieszkańców oraz piękno północnych rejonów to dwie cechy tego kraju, które są na czele w moim prywatnym rankingu powodów, które wymieniam najczęściej, gdy chcę zachęcić kogoś do odwiedzenia Pakistanu.

Dzień 1. – 18.10.2019 r. – lot do Teheranu, przesiadki we Lwowie i Stambule

Podróż zaczynamy w Warszawie i lotnisku w Modlinie. Pierwsze kłopoty zaczęły się jeszcze przed kontrola bezpieczeństwa – Tomek, mój towarzysz podróży, testował swoją kamerkę tuż przed bramkami i zrobiły się duże kłopoty, gdyż jest to strefa bezwzględnego zakazu używania aparatów i kamer. Co gorsza nie wiedzieliśmy jak usunąć filmik, wiec trzeba było sformatować cała kartę pamięci i usunąć cztery drogocenne filmiki z kupowania ubrań w Arkadii.

Lot do Lwowa przebiegł w bardzo miłej atmosferze, w samolocie poznaliśmy Marcina, który polecił nam noclegi u swojej znajomej Atiye w Teheranie. We Lwowie mieliśmy pięć wolnych godzin, wiec zostawiliśmy na lotnisku bagaże w zawrotnej cenie 10UAH za godzinę. Do centrum dojechaliśmy trolejbusem 29 i 2,5 godziny wypełniliśmy szwendaniem się, jedzeniem, piciem piwa, a także kilku szotów znanej pijanej wiśni. To miał być ostatni alkohol w całej podróży, ponieważ naszym celem były kraje muzułmańskie. Czy był? Okaże się w dalszej części.

Z powrotem na lotnisku byłem ciekaw jak będzie wyglądać lot topową według rankingów Turkish Airlines. Pierwsze wrażenie linia zrobiła bardzo pozytywne, gdyż przy wejściu czekały na nas gazety z całego świata na umilenie podróży. Jednak już podczas lotu dostaliśmy najgorszą jajecznicę, jaką jadłem w życiu, fotele również nie były zbyt wygodne, stąd w mojej opinii linia jest przereklamowana.

Przy lądowaniu można było podziwiać zachwycająca panoramę Stambułu, który jest ogromnym miastem, a lotnisko okazało się dosłownie monstrum. Mieliśmy mało czasu na przesiadkę, a od wyjścia z samolotu do dojścia do bramki minęło ponad 30 minut, z czego ostatnie kilka pokonaliśmy biegiem, bo ogłoszono ostatnie wezwanie pasażerów podróżujących do Teheranu. Lotnisko robi niesamowite wrażenie pod względem wielkości, sklepów i wystroju.

Po wylądowaniu w Teheranie, przeszliśmy odprawę paszportowa, ze względu na stosunki Iranu z zachodem nie dostaliśmy pieczątek do paszportu i poszliśmy odbierać bagaże. Noc spędziliśmy w Hotelu Ibis na przeciwko lotniska, korzystając z oferty dwuosobowego pokoju na 6 godzin za 20$ za dwie osoby. W tym samym budynku Novotel oferuje taką samą opcję w cenie 25$. Hotel jest nowo wybudowany i sprawia wrażenie bardzo pustego, ale wnętrza i pokoje są bardzo ładne.

Image

Dzień 2. – 19.10.2019 r. - aklimatyzacja
W Iranie byłem już rok wcześniej i dzięki temu dużo łatwiej było nam zorganizować dwudniowy pobyt w tym kraju. Dzień zaczęliśmy od poszukiwania kantoru na lotnisku i aktywacji mojej karty SIM sprzed roku, bez karty dużo ciężej poruszać się po mieście, a proces jej wyrobienia jest dość skomplikowany. Dzięki temu mogliśmy zamówić irańskiego Ubera - Snappa, który jest bardzo tani. Za przejazd 50km z lotniska zapłaciliśmy około 20zł. Kierowca w czasie przejazdu powiedział ze dziś w Iranie jest święto. Po drodze obca kobieta na ulicy zatrzymała kierowcę i dała mu miskę zupy - znanej jako Osz. Kierowca podarował nam tę zupę. Składała się z makaronu, ciecierzycy i szpinaku i była bardzo niedobra.

Image

Trafiliśmy do hostelu Atiye (numer telefonu/Whatsapp: +98 935 419 5082) polecanego przez Marcina z samolotu do Lwowa. Hostel okazał się bardzo fajny, noc za osobę kosztuje 5 euro z wliczonym śniadaniem, a na powitanie dostaliśmy herbatę, sałatkę Shiraz (kwaśna sałatka warzywna z dressingiem z soku z cytryny) oraz biały napój. Tomek obawiał się, ze jest to znienawidzony przez niego kumys, sfermentowane mleko konia popularne w Kazachstanie, ale na szczęście był to słony kefir z miętą - znośny. Dzień spędziliśmy na chodzeniu po opustoszałym w święto Teheranie, wszystko co chcieliśmy zobaczyć było zamknięte. Wymieniliśmy pieniądze u sprzedawców dywanów, którzy nas zaczepili i udaliśmy się (darmowym ze względu na święto) metrem na północ miasta na most Tabiat. Pieniądze w Iranie, żeby było to jakkolwiek opłacalne, należy wymieniać na tzw. czarnym rynku. Kursy są około 3 razy korzystniejsze, niż oficjalne.

Dzień 3. – 20.10.2019 r. – zwiedzanie Teheranu
Dzień trzeci rozpoczęliśmy od podziwiania perskiej myśli technicznej w hostelu Atiye. Przykładowo, gdy w sklepach dostępne są jedynie duże klimatyzatory, można dokonać podziału jego mocy na dwa pomieszczenia.

Image

Tuż po wyjściu z hostelu poszliśmy do fryzjera. Tomek w Polsce nie zdążył się obciąć, ale kolega z hostelu polecił nam pobliski salon fryzjerski. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, fryzura wyszła fenomenalnie i Tomek stał się nawet modelem na instagramie salonu Jest Barbery, płacąc przy tym za to perfekcyjne cięcie 30 tysięcy tomanów - 11zł. Atmosfera przy usłudze była bardzo miła, obaj dostaliśmy kawkę, a zdjęć i filmików z obu stron powstało co niemiara. Panowie fryzjerzy, jak się później okazało, pomylili Poland z Holland i podziękowania na Instagramie opublikowali po holendersku.

Image

Pierwszym punktem na mapie był Golestan Pałace - pałac kwiatów, miejsce koronacji władców perskich od XVI wieku.

Image

Następnie zwiedziliśmy wielki bazar w Teheranie. Można tam kupić dosłownie wszystko, od dywanów perskich, po odzież, kosmetyki do przypraw na czele z tradycyjnym irańskim szafranem. Na targu panuje niesamowity gwar i nie jest ciężko zostać stratowanym przez handlarzy z wózkami wypełnionymi tonami towaru za nic mających sobie tłok potencjalnych klientów. Zjedliśmy tam najczęściej występującą potrawę w Iranie, czyli mięso z baraniny z charakterystycznym żółtym ryżem i połówką grillowanego pomidora (ok 15zl) - dobre, aczkolwiek generalnie irańska kuchnia nie porywa.

Image

Robiło się już ciemno, a następnym punktem programu była wieża wolności, duża kamienna budowla w kształcie bramy, trochę na kształt paryskiego łuku triumfalnego czy bramy Gate of India w New Delhi, do której pojechaliśmy metrem. Bilet na metro kosztuje 12500 riali, czyli około 40 groszy. Trafiliśmy idealnie na czas, bo akurat kończył się dzień i mogliśmy zrobić ładne zdjęcia, ujmując bramę, zachodzące słońce i powiewające flagi Iranu.

Image

Ostatnim punktem dnia była ponad 400-metrowa wieża Milad Tower, na której obserwatorium z panorama Iranu można wjechać super-szybka winda. Widok rzeczywiście był świetny, aczkolwiek szybko zjechaliśmy na dół, bo zrobiło się stosunkowo zimno i wiał mocny wiatr. Przy pomocy miłych panów ze sklepu ze sprzętem AGD znaleźliśmy świetny lokal z kebabem w postaci szaszłyków z mielonego mięsa baraniego przejeżdżających na elektrycznej taśmie przez piec i gotowych do spożycia po 2-3 minutach. Posiłek był wspaniały i tańszy niż wcześniej (ok 12zl). Tak nam się spodobało, ze wzięliśmy po porcji na wynos, żeby zjeść ją w już Pakistanie.

Koniec dnia 3. – myśli przed wylotem do Pakistanu
Tego dnia było mi ciężko zasnąć z dwóch powodów – pierwszym była zmiana strefy czasowej, ale drugim i chyba ważniejszym był narastający strach. Od wielu miesięcy zastanawiałem się, czy nie robię głupoty, czy może jednak nie jest tak jak mówią wszyscy. Że w Pakistanie jest naprawdę bardzo niebezpiecznie. Że będę miał szczęście jeśli w ogóle wrócę. Że ostrzeżenia MSZ „Opuść natychmiast” względem Beludżystanu nie są bezpodstawne. Że skoro nawet Faza w swoim filmiku ostrzega, żeby nie iść w jego ślady, to naprawdę można tam stracić życie. Przypominałem sobie te wszystkie filmy obrazujące zakładników porwanych przez terrorystów. Wszystkie te myśli były jednak konfrontowane z postami podróżników, które opisywały bezpieczny przejazd przez Beludżystan, a także z faktem, że od 2013 roku żaden obcokrajowiec nie został porwany w tym regionie. W końcu udało się zasnąć, o 6:00 rano wylot do Zahedanu.


Ostatnio edytowany przez Gooorcz 05 Cze 2020 14:57, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 03 Maj 2020 21:34 

Rejestracja: 23 Wrz 2012
Posty: 276
Loty: 165
Kilometry: 207 007
niebieski
Dzień 4. – 21.10.2019 r. – Pakistan, granica i posterunek
O godzinie 3:30 zaczął się dzień, w którym opuścimy Iran i powitamy Islamską Republikę Pakistanu.

Image

Na lotnisko trafiliśmy z problemami, bo Snapp zawiózł nas na lotnisko, ale nie wiedzieliśmy z którego terminala odlatuje nasz samolot. Kierowca dodatkowo nie chciał nas wypuścić z auta, bo był pewny ze pomyliliśmy lotniska, bo dlaczego obcokrajowcy mają latać z lotniska dedykowanego dla lotów krajowych. Udało nam się jednak złapać taksówkę i godzinę przed odlotem trafiliśmy na właściwy terminal. Lot przebiegł bezproblemowo, dostaliśmy śniadanie i przed 8:00 wylądowaliśmy w Zahedanie. Pierwsza nasza myśl po wylądowaniu - czujemy się jakbyśmy właśnie wylądowali na obcej ziemi w ramach operacji wojskowej. Teren mocno pustynny, budynki przypominające obrazy z telewizji z dzieciństwa, czyli Irak i Afganistan.

Po wyjściu z lotniska próbowaliśmy złapać taksówkę od razu na granice. Porzuciliśmy pomysł pojechania do miasta w celu wymiany pieniędzy na pakistańskie rupie, żeby zaoszczędzić godzinę. Każda sekunda się liczyła, bo liczyliśmy na to, ze uda nam się otrzymać jeszcze dziś transport z Taftan (miejscowości przygranicznej) do Dalbandin, oddalonego o około 300km od granicy. W przeciwnym przypadku będziemy zmuszeni spędzić prawie cała dobę na posterunku w Taftan. Przy lotnisku początkowo żaden z taksówkarzy nie chciał przystać na naszą propozycje przejazdu na granice (ok. 70km) za milion riali. Chcieli za to przewieźć nas za 200 tys. riali do miejsca zwanego „car station” gdzie rzekomo znaleźlibyśmy transport. Po twardych negocjacjach polegających na odchodzeniu i mówieniu „poradzimy sobie sami” cena spadła do 50 tys. riali (1.50zl). Car station okazało się większym parkingiem taksówek i od razu zaczepiło nas wiele osób mówiących ze chętnie zawiozą nas na granicy. Chcieliśmy wyjąc milion riali i mówić - zgodnie z prawda - ze to wszyscy co mieliśmy (choć w ostateczności moglibyśmy zapłacić dolarami) i ku naszemu zdziwieniu od razu przystano na nasze warunki. Jednak był jeden haczyk - nie mieliśmy prywatnej taksówki, z tylu jechał z nami jeden Pakistańczyk a koło niego pół kanapy zajmowały plastikowe opakowania jednorazowe na zupę. Chłopak nie ma pieniędzy na swój samochód, jednak mimo przeciwności losu prowadzi swój biznes i importuje z Iranu te opakowania, wiezie je dzieloną taksówka z innymi pasażerami i przenosi na piechotę przez granice po to, aby sprzedać (lub wykorzystać - nie udało nam się dogadać w 100%) po cenie detalicznej.

Image

Podczas jazdy mijaliśmy dwa posterunki policji, na pierwszym na około 15 minut zabrano nasze wizy i paszporty i kazano czekać. Generalnie atmosfera zrobiła się bardziej napięta, teren zaczął wyglądać na bardziej zmilitaryzowany. Naszą taksówką był stary Peugeot, jednak nie przeszkadzało to kierowcy jechać 130km/h, a wielu innych nas wyprzedzało z dużym zapasem. O godzinie 10:00 wysiedliśmy na granicy. Zaczął się inny świat. Inne samochody, inni ludzie, wszystko mocno wojskowe.

Image

Po irańskiej stronie przejścia nie było miło, słyszeliśmy jedynie odburkiwanie i generalnie brak jasnych instrukcji. Po stronie pakistańskiej zaś przywitali nas młodzi, żartujący pracownicy, którzy pomogli wypełnić formularze w odpowiedni sposób. Wytłumaczono nam w przyjaznej atmosferze jak będzie wyglądać nasz przejazd przez Beludżystan. Jest to region poza kontrolą rządu, dlatego nie możemy się po nim poruszać swobodnie. Od wjazdu do Pakistanu aż do wyjazdu z tego regionu musi nad nami czuwać ochrona w postaci eskorty tzw. Levies, czyli żandarmerii.

Image

Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy był posterunek policji w Taftan, była 12:40 pakistańskiego czasu, bo ze względu na zmianę strefy przesunęliśmy sie o 90 minut. Na początku powiedziano nam, ze za 30 minut będziemy eskortowani do Dalbandin, ale chwilę później dowiedzieliśmy, ze zostajemy na cały dzień na posterunku i w drogę ruszymy rano. Czekało nas 20 godzin bez możliwości wychodzenia z tego miejsca. Początkowo lekki niepokój wzbudzała w nas liczba karabinów AK-47 znanych szerzej jako kałasznikow, bo co druga osoba dzierżyła ten karabin, jednak szybko się przyzwyczailiśmy.

Image

Większość dnia spędziliśmy na czytaniu książki i korzystaniu z Internetu, ponieważ szczęśliwie działała jeszcze irańska karta SIM. Byliśmy zmartwieni bo została nam jedna butelka wody, a nie mieliśmy żadnych rupii, ani możliwości zaopatrzenia. Do jedzenia mieliśmy na szczęście kebab przywieziony z Iranu, który mimo tego, że zimny, smakował wspaniale.

Image

Około 15:00 dostaliśmy jedzenie, była to chyba ciecierzyca rozmemłana w ostrym sosie ze świeżutkim pieczywem - pyszne! Dostaliśmy jednak dokładnie to samo jedzenie, co przesiadujący w areszcie człowiek, którego Levies nazywali „Mr. Poor”.

Image

Reszta dnia toczyła się w bardzo leniwym tempie, dopóki koło 19:00 nie przyszedł do nas do pokoju mężczyzna z karabinem, który oznajmił ze o 22:00 przyjdzie ponownie i będzie z nami spał. Brzmiało to trochę strasznie, ale potem miałem okazje porozmawiać z nim i emocje opadły, bo okazał się miłym i łagodnym człowiekiem. Dodatkowo udało nam się załatwić, że przyniesie nam butelkę wody – daliśmy mu 10 dolarów, będąc bardzo ciekawi co się stanie z resztą. Dostaliśmy dwie butelki wody i około 8 dolarów w rupiach. Jak się później okazało, woda nie była tak droga, żandarm też nie zatrzymał sobie żadnych pieniędzy, natomiast kurs w Beludżystanie jest dużo gorszy niż w miastach, ponieważ najbliższy bank, który wymienia waluty, znajduje się w Quetta, 600 km dalej.

Image

Przed 22 próbowaliśmy wszyscy zasnąć, jednak było bardzo ciężko, bo spaliśmy pół dnia i po około godzinie poddaliśmy się i dołączyliśmy do wartującego szefa posterunku. Częstował nas herbata i winogronami, a następnie zabrał do pokoju z telewizją, gdzie najpierw oglądaliśmy Bollywood, Jackie Chana i pokazywaliśmy mu zdjęcia z telefonu, żeby umilić mu czas warty. W międzyczasie kilkukrotnie musieliśmy wyganiać z pomieszczenia karaluchy.

Dzień 5 – 22.10.2019 r. – pierwszy dzień przejazdu przez Beludżystan
Poprzedniego dnia poszliśmy spać o 3:00. Obudzono nas około 7:30, mówiąc że za 20 minut wyjeżdżamy. Szybko ogarnęliśmy się i wsiedliśmy na tył pickupa marki Toyota. W ten sposób rozpoczęliśmy przemierzać Beludżystan pod eskortą Levies. Tego dnia czekało na nas prawie 300km do Dalbandin.

Image

Samochód był wyposażony w wieżyczkę strzelniczą do broni maszynowej, ale chyba była to pozostałość po poprzednim zastosowaniu samochodu, bo zamontowano również kilka siedzeń i dach, które uniemożliwiały sprawne strzelanie.

Image

Podróż polegała na zatrzymywaniu się na każdym posterunku policji po drodze, a było ich około 15.

Image

Unoszący się spod kół samochodów piasek bardzo przeszkadzał w oddychaniu, więc przydatne okazały się apaszki.

Image

Samochód zmienialiśmy tylko 3 razy. Najpierw jechaliśmy sami na pace pickupa z wieżyczką strzelniczą, następnie w środku z mało rozmownym żandarmem – wtedy pod raz pierwszy mogliśmy dotknąć kałasznikowa.

Image

Dopiero w ostatnim środku transportu udało się nawiązać bliższy kontakt z leviesami. Było ich trzech - ja z dwoma w środku, trzeci z Tomkiem na pace. Pomimo słabego angielskiego udało się trochę porozmawiać dzięki chęci wykazywanej przez obie strony - szef tej eskorty miał aż 10 dzieci! Zauważamy, że w Pakistanie to powód do dumy, a posiadanie już 2-3 dzieci jest lekko wstydliwe. Strażnicy pochodzili z Dalbandin i właśnie tam nas wieźli.

Image

Po drodze, jakieś 70km przez celem nadarzyła się okazja, aby coś zjeść w przydrożnym hotelu. Jedzenie znów było pyszne - ryż, chleby, kurczak, ciecierzyca. W Pakistanie zwyczajowo nie używa się sztućców, je się rękoma. Najczęściej odrywa się po prostu kawałek pieczywa i nabiera się nim mięso lub strączki umoczone w bardzo ostrym sosie.

W Dalbandin jest tylko jedno miejsce, w którym mogliśmy zostać. Niezbyt przyjemny hotel, za który początkowo zaśpiewano nam 2000 rupii za pokój. Po długich negocjacjach właściciel zgodził się na 2300 rupii za pokój + 2 piwa (każde kosztowało 400 rupii, wiec za pokój wyszło efektywnie 1500). Tutaj wielkie zaskoczenie, gdyż myśleliśmy, że w Pakistanie nie ma alkoholu, a tu proponowali nam nawet whisky.

Pokój był bardzo podstawowy, z sufitu odpadał tynk, a w łazience (przynajmniej prywatnej) nie było cieplej wody. Nie mogliśmy wychodzić z hotelu, który był chroniony przez policję ze względu na przebywających w nim obcokrajowców - czyli nas. Wyjątkiem był mały kiosk, którym można było kupić podstawowe produkty i wymienić dolary. Okazuje się ze w Pakistanie banknoty 10/20 dolarów są dużo mniej warte niż te 50/100. Generalnie kurs tez był dużo słabszy, niż bankowy, bo podobno wszystkie waluty mogą być wymienione najbliżej w Quetta, ponad 300km dalej. Wieczorem przyszła do nas obsługa hotelu i powiedziała ze powinniśmy postawić strażnikom kolacje, bo są na naszej łasce. Zgodziliśmy się oczywiście. Za trochę kurczaka, ryżu i chleba dla 4 osób zapłaciliśmy ponad 2000 rupii (55zl), czyli więcej niż za pokój. Jak na Pakistan to bardzo drogo, ale nie mieliśmy żadnego wyboru, bo nie mogliśmy wyjść z hotelu.

Image


Ostatnio edytowany przez Gooorcz 05 Cze 2020 14:57, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
37 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 07 Maj 2020 00:10 

Rejestracja: 07 Lip 2017
Posty: 144
Relacja jak powiew świeżości w tych okolicznościach! Czekam na ciąg dalszy!!!
Góra
 Relacje PM off
Gooorcz lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 07 Maj 2020 06:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 321
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Bardzo fajnie sie czyta i bardzo zazdroszczę takiej wyprawy. Dobry pomysl z tymi mapkami :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Gooorcz lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 07 Maj 2020 13:07 

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 44
Loty: 178
Kilometry: 329 695
no to mnie uprzedziles :-) , od paru tygodni zbieram sie do napisania relacji z przejechania Karakoram Highway rowerem w kwietniu/maju zeszlego roku, ale chyba sobie odpuszcze. Czekam na ciag dalszy. Wpsanialy kraj, chetnie tam jeszcze wroce.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 07 Maj 2020 15:30 

Rejestracja: 07 Lip 2017
Posty: 144
agnieszka.s11 napisał(a):
no to mnie uprzedziles :-) , od paru tygodni zbieram sie do napisania relacji z przejechania Karakoram Highway rowerem w kwietniu/maju zeszlego roku, ale chyba sobie odpuszcze. Czekam na ciag dalszy. Wpsanialy kraj, chetnie tam jeszcze wroce.


relacji nigdy za dużo ;-)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 24 Maj 2020 00:20 

Rejestracja: 23 Wrz 2012
Posty: 276
Loty: 165
Kilometry: 207 007
niebieski
Dzień 6 - 23.10.2019 r. - drugi dzień w Beludżystanie

Dzień zaczął się dla mnie już w środku nocy i zdecydowanie nie w ten sposób wcześniej sobie wyobrażałem największą przygodę życia. Obudził mnie bardzo ostry ból brzucha. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek wymiotując będę musiał zabijać biegające wokół karaluchy. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, aż w końcu wybiła 7 rano i czekał nas drugi, dużo bardziej wymagający dzień przejazdu przez Beludżystan. Poprzedniego dnia mieliśmy jedynie 3 przesiadki, jednak w tym dniu spodziewaliśmy się większej liczby poznanych ekip. Czekało nas 340km z Dalbandin do Quetta, stolicy Beludżystanu. Beludżystan to prowincja, która zajmuje prawie połowę powierzchni Pakistanu, jednak w zdecydowanej wiekszości jest to pustynia, przez co ludność prowincji liczy mniej niż 4% ludności całego Pakistanu. Beludżowie stanowią odrębny naród, z innym językiem, ale nie mają zapędów niepodległościowych. Jest to jeden z biedniejszych regionów Pakistanu. Przykładem, który może to obrazować jest fakt, że 74% nastolatków ma anemię (przeczytane w lokalnej gazecie wydawanej po angielsku).

Image

Podróż rozpoczęliśmy z tymi samymi żandarmami, którzy przywieźli nas poprzedniego dnia do Dalbandin. Tym razem ja usiadłem z przodu, a Tomek z tyłu na pace. Panowie podśmiechiwali się, że w hotelu musieli dać nam dużo piwek, skoro tak źle się czuję. Chyba nie wierzyli, że skończyło się na jednym :lol:. Po kilkudziesięciu kilometrach męczarni kazałem szybko zatrzymać samochód. Dosłownie wyskoczyłem z niego, żeby nie zabrudzić wnętrza. Po tym zdarzeniu powiedziano mi, żebym jednak usiadł z tyłu. Podróż nie była łatwa, z jednej strony bardzo chciało mi się pić, z drugiej każdy łyk wody bardzo drażnił żołądek i powodował kolejne wymioty. Generalnie starałem się mimo wszystko utrzymywać dobry humor. Bez przesiadki przejechaliśmy około 100km i cieszyliśmy się, że podróż prawdopodobnie minie szybko. Tuż przed zmianą eskorty zatrzymaliśmy się na herbatę i jedzenie. Ja oczywiście podziękowałem, ale powoli zaczęliśmy poznawać kulturę wspólnego popijania herbaty i spożywania posiłków.

Image

Po zmianie eskorty rozpoczął się proces, którego się spodziewaliśmy, każda kolejna eskorta wiozła nas maksymalnie kilkanaście, a czasem kilka kilometrów i przekazywała nas kolejnej ekipie. Zwykle zmiana ekipy wiązała się z papierkową robotą, wpisywaniem numeru paszportu, numeru wizy, narodowości, celu podróży i tym podobnych. Nadszedł w końcu czas obiadu, trafiliśmy na znakomitą ekipę, po raz pierwszy żandarmowie mówili dość dobrze po angielsku. Nawzajem uczyliśmy się nazw produktów spożywczych po polsku i w urdu. Do tej pory pamietam, że cieciorka to w urdu ciole, a wątróbka to - pewnie napiszę to błednie - dzigar. Ja oczywiście dalej nic nie jadłem, jedynie piłem wodę która niestety konsekwentnie szybko uciekała z organizmu po spożyciu.

Image

Czasami oczekiwanie na kolejną eskortę wiązało się z dłuższym oczekiwaniem, które nasi opiekunowie starali się nam umilać. Udało się nawet zrelaksować przy partyjce chińczyka.

Image

Mimo wszystko nie zapominaliśmy, gdzie jesteśmy i że sytuacja jest naprawdę poważna.

Image

Tego dnia, po przejechaniu około 250 km, mieliśmy na koncie ponad 10 ekip, które nas eskortowały. Niektórzy byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni i mimo dużej bariery językowej starali się nawiązać konwersację. Najczęstszymi tematami było wypytywanie o żony i dzieci, a także prośby o pokazanie zdjęć rodziny. Inni nie byli za bardzo rozmowni, ale ani razu nie spotkaliśmy się z jakąkolwiek niechęcią. Udało się nam nawet zabrać na stopa chłopaków wracających ze szkoły.

Image

Tematem, który pewnie zasługuje na osobną relację są pakistańskie ciężarówki. Wiedzieliśmy wcześniej, że Pakistan słynie z kolorowych TIRów, które można spotkać na drogach, ale nie spodziewaliśmy się, że jest ich tak dużo. Ponad połowa ciężarówek na drodze jest przeróżnie ozdobiona. Po pierwsze, pojazdy są malowane na jaskrawe kolory, często umieszcza się na nich napisy czy cytaty. Po drugie, z wielu ciężarówek zwisają przeróżne koraliki, dzwoneczki i inne ozdoby, które wydają charakterystyczne dźwięki podczas jazdy.

Image

Image

Image

Image

Wiele z nich jest niesamowicie przeładowanych.

Image

Mieliśmy nawet okazję pomagać w załadunku towaru.

Image

Podróż trwała już prawie 10 godzin, co nie wynikało z jakości dróg, a z tego że co kilkanaście kilometrów mieliśmy przystanek, wypełnianie dokumentów i oczekiwanie na kolejną eskortę. Podczas podróży ani przez chwilę nie czuliśmy się niebezpiecznie. Zwykle nasza ekipa składała się z 2-3 osób. Dopiero 10km przed Quetta zrobiło się bardziej nerwowo. Do miasta wjeżdżaliśmy w eskorcie dwóch radiowozów z ośmioma żandarmami, którzy wyglądali dużo bardziej poważnie. Już w mieście kazano nam szybko wysiąść i przesiąść się do opancerzonego wozu wojskowego.

Image

Atmosfera w środku jednak nie była aż tak napięta. Żandarmowie chcieli koniecznie, żebyśmy dodali ich do znajomych na Facebooku i zrobili sobie z nimi selfie.

Image

Image

W pewnym momencie zostaliśmy na chwilę sami z karabinami w opancerzonym wozie. Niesamowite jak wielkie spustoszenie moglibyśmy zdziałać, gdybyśmy mieli złe zamiary.

Image

W końcu jednak trafiliśmy do owianego bardzo złą sławą hotelu Bloomstar w Quetta. Jest on jednym z dwóch możliwych wyborów, który oferuje żandarmeria. Inny to pięciogwiazdkowy hotel za ponad 200 USD za noc. Właściciele hotelu wiedzą, ze mają praktycznie monopol i oferują mocno zawyżone ceny. Jednak, mimo to udało nam się uzgodnić cenę niższą niż Holender, z którym wcześniej rozmawiałem na Facebooku. Pochodzenie wydaje się być ważne w negocjacjach cenowych w Pakistanie.
Wiedzieliśmy, że istnieje również możliwość darmowego noclegu na podłodze na komisariacie policji, co wiele osób poleca, jednak ze względu na mój stan zdrowia, zdecydowaliśmy się zostać w hotelu. Noc w hotelu kosztowała - nie pamiętam dokładnej ceny - między 3 a 4 tysiącami rupii za pokój za noc, czyli około 100zł.

Już w hotelu zeszła ze mnie cała adrenalina i okazało się, że mam bardzo wysoką gorączkę i praktycznie nie byłem w stanie się ruszać. Termometr pokazał 38,9 stopnia. Niesamowite jak bardzo wyrzut hormonów jest w stanie uruchomić rezerwy sił, gdy człowiek jest podstawiony pod ścianą i musi działać.

Image

W ramach ciekawostki - dostałem do przykrycia koc z napisem KABUL.

Image

Dowiedzieliśmy się, że następnego dnia około godziny 10:00 przyjedzie po nas eskorta, która zawiezie nas do kompleksu budynków rządowych, gdzie będziemy mieli możliwość otrzymania tzw. NOC - No Objection Certificate, czyli dokumentu, który stanowi pozwolenie na wyjazd z Beludżystanu. Dobrze się złożyło, bo akurat nadarzyła się okazja, żeby zostać w hotelu i się wykurować.


Ostatnio edytowany przez Gooorcz 05 Cze 2020 14:58, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 24 Maj 2020 10:31 

Rejestracja: 22 Cze 2012
Posty: 300
niebieski
Z ciekawością czytam i czekam na więcej. Byłem w Quetta w 2004 roku, też nas ostrzegano, ale swoboda poruszania była nieporównywalne większa. Spaliśmy w hotelu Al Talib:).

W Quetta spotkaliśmy też polskiego misjonarza, u którego spędziliśmy cały dzień. Opowiadał nam o wyzwaniach życia w tym miejscu i jak trudno tam być chrześcijaninem. Co ciekawe, nie mógł nas przenocować, bo jak tylko się u niego stawiliśmy, dostał telefon z armii, że wiedza, że ma gości i by uważał. Oraz, że nie możemy u niego zostać na noc.. takie klimaty

A tutaj, jeśli kogoś interesuje artykuł, z krótką opowieścią o jego życiu w Pakistanie. Dobrze jest mieć zdjęcia kontaktów z zapisków z podróży. Bo oczywiscie juz nie pamietalem, jak ksiadz sie nazywal

https://misyjne.pl/misja/o-jednego-meczennika-wiecej/

Wrzucaj dalsze części!
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 24 Maj 2020 11:44 

Rejestracja: 23 Wrz 2012
Posty: 276
Loty: 165
Kilometry: 207 007
niebieski
@KKL

Masz rację, swoboda w Beludżystanie jest w tej chwili dla obcokrajowców praktycznie zerowa. No chyba że przylatujesz do kogoś znajomego lub w sprawach służbowych, wtedy jest troche luźniej :) Al Talib to bardzo po sąsiedzku, myśmy kolejnego dnia z nudów weszli na dach hotelu, więc pewnie nawet widzieliśmy Al Taliba. Zawsze mnie ciekawi, czy takie miejsca jak Beludżystan, Syria, czy Jemen, które kiedyś można było swobodnie zwiedzać, znów otworzą się kiedyś na turystów.

Bardzo ciekawa sprawa z tym misjonarzem, w Pakistanie wbrew pozorom nie jest tak mało chrześcijan. Jeden z oficerów rządowych, którego spotkaliśmy w Quetta też był chrześcijaninem - dzięki Tobie mi się ten fakt przypomniał i zamieszczę go w relacji.

Na pewno będę wrzucał relację do końca. Pytanie tylko na jaką częstotliwość czas i chęci pozwolą.


Ostatnio edytowany przez Gooorcz, 24 Maj 2020 13:47, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 24 Maj 2020 12:12 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 5619
Loty: 819
Kilometry: 776 426
platynowy
Aż się rozmarzyłem czytając tę relację. Tak bardzo chce się gdzieś wyruszyć, a w szczególności na taką wyprawę.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 24 Maj 2020 15:44 

Rejestracja: 23 Wrz 2012
Posty: 276
Loty: 165
Kilometry: 207 007
niebieski
Dzień 7 - 24.10.2019 r. - Pobyt w Quetta

Ten dzień był zdecydowanie spokojniejszy od poprzedniego. Obudziłem się bez gorączki i czułem się względnie dobrze. Rady obsługi hotelowej, aby zjeść przed snem dwa banany i wziąć paracetamol, okazały się słuszne.

Obudzono nas około 9:00 i powiedziano, ze za 10 minut mamy mieć przygotowane paszporty, wizy oraz być gotowym na przejażdżkę do urzędu prowincji, czegoś na wzór polskiego urzędu wojewódzkiego. Przyjechało po nas 8 policjantów na czterech motocyklach oraz wynajęty rikszarz. Kazano nam wsiąść do rikszy i dwa motocykle jechały przed nami, a dwa za nami. Przejazd rikszą 1km kosztował 100 PKR, czyli 2,50 zł.

Image

Image

Najpierw wyjechaliśmy pod prąd, a później policja zatrzymywała wszystkie pojazdy, żeby móc wjechać na właściwą jezdnię. Kompleks budynków samorządowych był bardzo zadbany, po raz pierwszy w Pakistanie widzieliśmy miejsce, które w jakikolwiek sposób może przypominać cywilizowany kraj. Również samochody w środku były zdecydowanie lepsze, niż na zewnątrz.

Image

Co więcej, wizyta w urzędzie jeszcze bardziej przypominała wizytę w urzędzie europejskim, ponieważ w sumie odesłano nas od pokoju do pokoju co najmniej 10 razy :lol:. Najpierw musieliśmy wypełnić wniosek o NOC:

Image

Po około 2 godzinach, wizytach w wielu pokojach, niezliczonych pytaniach o narodowość, dzieci czy rodzinę, udało się otrzymać pozwolenie na opuszczenie prowincji. Pozwolenie było warunkowe i między innymi aż do granicy z Pendżabem musieliśmy mieć zapewnioną ochronę policyjną, nie mogliśmy poruszać się po zmroku i przed świtem, a także teoretycznie nie powinniśmy byli używać urządzeń z GPS. Byliśmy jednak spokojni, bo skoro Muhammad Ali podpisuje nam Provision of Security, to na pewno nic nie może się nam stać ;).

Image

Co ciekawe, dowiedzieliśmy się, że nasza podróż do Quetta nie powinna była wyglądać tak, jak wyglądała, ponieważ z Taftan na granicy z Iranem do Quetta jeżdżą autobusy i powinniśmy byli jechać tym autobusem. Urzędnicy przepraszali nas za to, że musieliśmy tułać się dwa dni z różnymi eskortami. My jednak przeprosin oczekiwalibyśmy prędzej, jeśli kazaliby nam jechać tym autobusem, bo stracilibyśmy wielką przygodę. Oczywiście mówię to z przymrużeniem oka, ponieważ odpowiedzieliśmy, że w żaden sposób nie powinni nas przepraszać, ponieważ to my jesteśmy niesamowicie wdzięczni, że rząd Pakistanu zapewnia nam całkowicie za darmo tak kompleksową ochronę. Niesamowite, że tak biedne państwo, wydaje pieniądze tylko dlatego, że dwóm Europejczykom zachciało się przejechać przez niestabilny politycznie region. Tak naprawdę cała ochrona kosztowała nas jedynie tyle, ile wizyty w restauracjach i kawiarniach po drodze, ponieważ oczywiście wypadało żebyśmy to my zapłacili, nikt nas natomiast do tego nie zmuszał.

Po załatwieniu spraw papierkowych musieliśmy jeszcze pojechać na stację kolejową, aby kupić bilet do Lahore. Pociąg odjeżdżał następnego dnia o 10 rano i do Lahore docierał rozkładowo 28 godzin później. Oczywiście na podróż na stację kolejowa również otrzymaliśmy eskortę.

Image

Na stacji kolejowej kazano nam ominąć kolejkę i wejść tylnymi drzwiami. Osoby czekające w kolejce wyglądały jakby pierwszy raz w życiu zobaczyły białego człowieka.

Image

Za bilet pierwszą klasą (odradzano nam stanowczo kupno biletu klasy drugiej, w której nie ma miejsc leżących) zapłaciliśmy po 3000 PKR, czyli około 75 PLN. Druga klasa kosztowała około cztery razy mniej. Odległość podroży to ponad 1000 km.

Resztę dnia spędziliśmy w hotelu, odpoczywając i planując dalszą podróż. Udało mi się też zjeść pierwszy konkretny posiłek od dwóch dni - na obiad suchy ryż, a na kolację już ryż z kurczakiem. Dania z restauracji przywozili nam pracownicy hotelu, nie dając na możliwości wyboru restauracji i oczywiście doliczając sobie za tę usługę swoją niemałą marżę. Za posiłki dla dwóch osób płaciliśmy 30-40zł, podczas gdy realne ceny to około 10zł za dwie osoby. Po zmroku weszliśmy na dach hotelu, żeby popatrzeć na miasto z góry. Chwilę po zejściu przyszedł do nas właściciel hotelu, żeby powiedzieć nam, że otrzymał kilka zgłoszeń, że biali ludzie są na dachu hotelu oraz że takie zachowanie jest niedopuszczalne. Oczywiście obiecaliśmy, że sytuacja się nie powtórzy.

Dzień 8 - 25.10.2019 r. - Pociąg do Lahore

Tuż po 9:00 byliśmy już gotowi do wyjazdu. Na stację kolejową oczywiście nie mogliśmy udać się sami, więc przyjechała po nas eskorta policji. Na miejscu znaleźliśmy się około 45 minut przed odjazdem pociągu. Jeden z policjantów, z którymi oczekiwaliśmy, okazał się być chrześcijaninem. Zaskoczyło nas to, że chrześcijanie to prawie 2% całej populacji Pakistanu i w żaden sposób nie jest problemem bycie chrześcijańskim policjantem.

Image

Czekało nas 28 godzin w pociągu do Lahore. Przez pierwsze 9 godzin aż do Jacobabadu, nadal musieliśmy pozostać pod ochroną policji. Pociąg jedzie bardzo okrężną trasą ze względu na pasma górskie, które musi ominąć.

Image

W pociągu po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć w jaki sposób żyją przeciętni Pakistańczycy. Niestety wielu z nich żyje w skrajnym ubóstwie. Mieszkanie po tunelach kolejowych, niemowlęta pozostawione same sobie bez opieki, czy całe rodziny przemieszczające się na jednym skuterze to bardzo częste widoki.

Image

Image

Image

Image

Ostatnie godziny ochrony policyjnej to ostatnia szansa na zrobienie sobie fotek z bronią.

Image

Wiele osób w pociągu podchodziło do nas, pytało o cel podróży, zagadywało na tematy polityczne. Niektórzy pytali jak żyje się w Polsce. Najbardziej w pamięć zapadł nam Ahmed, 23-letni student medycyny na Uniwersytecie w Quetta. Bardzo zdolny chłopak, najlepszy student na roku, jechał pociągiem na międzynarodową konferencję w Lahore, gdzie miał prezentować wyniki swoich badań przed profesorami z Wielkiej Brytanii. Jego marzeniem jest, aby dostać staż w Londynie. Do tej pory śledzę go na Instagramie i trzymam kciuki, aby mu się powiodło. Była to też pierwsza osoba spotkana w ciągu całego tygodnia, która mówiła naprawdę dobrym angielskim. Na pewno lepszym niż my ;)

Image

A tutaj foteczka Ahmeda z Instagrama, podczas konferencji w Lahore.

Image

Pociąg kilkukrotnie zatrzymuje się na stacjach na około 20-30 minut. W tym czasie można kupić jedzenie i picie. Ceny są ekstremalnie niskie, posiłek obiadowy można dostać za 80 PKR, czyli około 2zł. W Jacobabadzie pożegnaliśmy się z naszym policjantem i w końcu, po pięciu dniach w Pakistanie, mogliśmy robić co chcemy. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy nas pilnowali, ale odczuliśmy ogromną ulgę, będąc w końcu całkowicie wolni. Mogliśmy rozpocząć prawdziwą podróż.
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 05 Cze 2020 20:58 

Rejestracja: 05 Mar 2017
Posty: 679
srebrny
@Gooorcz czy będzie ciag dlaszy?
_________________
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej
Góra
 Relacje PM off
meczko lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 08 Cze 2020 00:03 

Rejestracja: 23 Wrz 2012
Posty: 276
Loty: 165
Kilometry: 207 007
niebieski
@katka256
Tak! Będzie, powoli mi idzie wstawianie kolejnych części, ale na pewno skończę :)
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 03 Lip 2020 14:57 

Rejestracja: 27 Sty 2020
Posty: 4
@Gooorcz Bardzo proszę o dalszą część! Jestem ciekawa co się dalej działo. Zdjęcia świetne, czuję jakbym tam była :)
Góra
 Relacje PM off
Złoty lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 05 Lip 2020 04:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 127
niebieski
A gdzie ciag dalszy tej super relacji???

A tak przy okazji, to w Quetta (nie wiem jak to sie odmienia) jeszcze ze dwa lata temu mieszkala Beata, nasza rodaczka, ze swoja lokalna rodzina. Na poczatku lat 2000-tych wyszla za maz za Pakistanczyka, przeszla na islam, i bardzo sie zradykalizowala. Ostatni raz mialam z nia kontakt dwa lata temu, wtedy nadal mieszkala w Quetta. I jak mi powiedziala, jest (bylo) wiecej polskich zon w tym miescie.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group