Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 09 Cze 2016 22:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 868
Loty: 161
Kilometry: 274 127
srebrny
Pięknie! Uwielbiam takie krajobrazy :) Czekam na cd. :)
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam / Kaukaz / Wyspy Owcze
i: https://www.instagram.com/ola.javv/
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 12 Cze 2016 14:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Taksówka na lotnisko kosztuje 5000 CLP. Kierowca narzeka na aurę, nic dziwnego - w dzień ponad 20 stopni - w nocy temperatura spada do zera.Szybka kawa w kawiarni i jesteśmy gotowi do startu. Niestety,problemy techniczne z samolotem opóźniły odlot o ponad 4 godziny. Okazało się , że w niedzielę najbliżsi mechanicy-specjaliści są w Antofagaście, a to ponad 200 km od Calamy. Oczekiwanie umilaliśmy sobie rozmowami z ludźmi. Podstawowe pytania:czym się zajmujesz i ile masz dzieci?Z powodu opóźnienia wiedzieliśmy,że nasz plan dojazdu tego dnia do Mendozy nie może się udać. Granica jest zamykana na noc, a ostatnie autobusy odjeżdżają tuż po południu.

W Santiago byliśmy ok. 16-ej. Zameldowalismy się w świetnie położonym Ibisie (mieści się praktycznie na dworcu – nocleg za punkty) i poszliśmy kupić bilety. Wokół niesamowity ruch i gwar. Dworce autobusowe to centra prawie każdego z południowoamerykańskich miast. Mnóstwo dalekobieżnych połączeń i słabo (jeśli w ogóle) rozwinięta sieć kolei sprawiają, że zawsze jest tam mnóstwo ludzi. Sprzedawcy mięsa z wózków supermarketowych przerobionych na grille,mnóstwo kiosków i sklepów, mobilne stanowiska na których można kupić wodę, zwijane gdy tylko zjawia się patrol policji. Na przydworcowych ulicach tłok.
By kupić bilety należy mieć standardowo paszport (ja nie miałem,ale w przeciwieństwie do numeru dowodu- numer i serię paszportu pamiętam :) ). Łamanym hiszpańskim wytłumaczyliśmy pani w okienku,że nie ma takiego państwa jak „Kolonia” i płacąc 18000 CLP/os staliśmy się posiadaczami biletów na autobus do Mendozy. Po raz kolejny byliśmy świadkami braku uzdolnień matematycznych u mieszkańców kontynentu. Nie radzą sobie nawet z dodawaniem prostych liczb i do każdego,nawet najdrobniejszego obliczenia używają kalkulatora. Przykład: rachunek za piwo w knajpie wynosi 5600 CLP,daję pani 10600, żeby było łatwiej wydać, co wywołuje u niej nie lada konsternację. Po kilku minutach żmudnych obliczeń, wydaje mi 5600 CLP. Takich zdarzeń mieliśmy mnóstwo. Idziemy na najszybciej podaną kolację z winem (od zamówienia minęly 2 minuty,gdy talerze znalazły się na stole), trochę „włóczymy się” po okolicy i idziemy spać.

Załącznik:
IMG_20160522_190326.jpg


Następnego dnia o 7-ej jesteśmy na stanowisku,z którego ma odjechać autobus do Mendozy. Wiemy,że granica jest często zamykana z powodu złych warunków atmosferycznych. Spotkany kilka dni wcześniej Amerykanin mówił,że by wyjechać z Mendozy w stronę Santiago, czekał 3 dni.
My jednak jedziemy bez problemów,jeśli nie liczyć psującego się na granicy autobusu. Droga niesamowicie malownicza, szczególnie po stronie argentyńskiej: liczne zakręty,ośnieżone szczyty górskie. Odprawa paszportowa zajmuje ok 1.5h, głównie dzięki opieszałości pograniczników. W Mendozie jesteśmy po 8 godzinach jazdy.

Załącznik:
DSC01795.jpg

Załącznik:
DSC01797.jpg

Załącznik:
DSC01818.jpg

Załącznik:
DSC01833.jpg

Załącznik:
IMG_20160523_101802.jpg

Załącznik:
IMG_20160523_120732.jpg

Załącznik:
IMG_20160523_111807.jpg


Standardowo unikamy taksówek i pieszo staramy się dotrzeć do hostelu. Zapytany o drogę chłopak,prowadzi nas na miejsce naszego noclegu (4 kilometry), opowiadając po drodze o tym co warto zobaczyć w mieście.Mendoza od razu nam się spodobała. Najbliższe 3 noce spędzimy w Hostal Mallorca (35 USD/noc za pokój dwuosobowy z łazienką – polecamy).Mariano,właściciel hostelu jest istną skarbnicą wiedzy na temat miasta, a przy tym niesamowicie miłym człowiekiem.
Już w autobusie z Chile myślałem o steku i winie, więc czym prędzej udaliśmy się na kolację. K. jako wegetariance współczuli wszyscy, gdy ja zajadałem się mięsem ona spożywała makaron lub naleśniki.
Obiad dla dwóch osób z dwoma butelkami wina i deserem kosztował ok. 700 ARS (10 ARS = 2,82 PLN).

Załącznik:
IMG_20160523_213816.jpg

Załącznik:
IMG_20160523_201009.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 12 Cze 2016 14:49 

Rejestracja: 04 Mar 2012
Posty: 337
Czy dobrze obliczyłem że za kolację wyszło 197,40pln?
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 12 Cze 2016 14:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 4011
Ostrzeżenia: 1
platynowy
Tak, 700 ARS tj. ok. 197.- ZL.

Pozdrawiam.
_________________
Travel is a privilege, not a right.
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się przeciw tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą.

Szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw!

Z Kiruny na Socotrę
Goryle
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda, Stacja Arctowski, Bhutan, Burundi, magic Socotra etc.


Ostatnio edytowany przez cccc, 12 Cze 2016 14:59, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#25 PostWysłany: 12 Cze 2016 14:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Zgadza się. Spory stek i naleśniki z warzywami, do tego deser, dwie butelki świetnego malbeca i dwie butelki wody. Jedzenie i alkohol to zawsze istotny punkt naszych wyjazdów i w tym temacie rzadko oszczędzamy. Wiadomo,jemy też często w tanich miejscach:lokalne fast foody,uliczne jedzenie. Akurat w restauracjach w Mendozie wydaliśmy znaczną część naszego budżetu. Ale jak odmówić półkilogramowego steka lub wyśmienitego wina ;)

Myślę,że w podobnej restauracji w Polsce,za 200 złotych wypilibyśmy jedynie wino.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 14 Cze 2016 21:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Mendoza

W tej części relacji będzie dużo wina,więc wybaczcie jeśli okaże się niespójna ;)

Tego dnia zaplanowaliśmy zwiedzanie bodeg. Okolica jest wręcz stworzona dla miłośników wina. Argentyna jest piątym na świecie producentem tego trunku a w okolicach Mendozy jest wytwarzane prawie 80% krajowej produkcji. Nas nie trzeba namawiać do tego typu turystyki :)

Załącznik:
DSC01848.jpg

Załącznik:
DSC01844.jpg

Załącznik:
DSC01838.jpg


Najbliższe winiarnie znajdują się kilkanaście kilometrów za miastem - w Maipu - i bez problemu można tam dojechać komunikacją miejską (autobusem lub tramwajem). Za pierwsze miejsce odwiedzin wybraliśmy Bodega Lopez, która jest duża i produkuje znaczne ilości wina, eksportując również na Stary Kontynent. Pojechaliśmy tramwajem (w mieście jest tylko jedna linia) z przystanku Belgrano do przystanku Gral Gutierrez (ok. 10 km,koniec trasy). Jak to w Argentynie,musimy znaleźć kogoś, komu wręczamy pieniądze na przejazd a ten ktoś "odbija" nasz przejazd specjalną kartą. Bilet kosztuje 6 ARS, ale tym razem jedziemy za darmo - pan sprawdzający czy nikt nie jedzie na gapę, po prostu się uśmiechnął i machnąl na nas ręką (nie zdążyliśmy wcześniej nikogo zapytać).

Bodega Lopez jest spora. W ostatniej chwili udało nam się dołaćzyć do kilkuosobowej grupy, oprowadzanej w języku Szekspira. Przewodnik ma sporą wiedzę o winie i jego produkcji. Zwiedzamy kolejne pomieszczenia,poznajemy etapy produkcji a w powietrzu unosi się winny zapach. Na samym końcu degustacja: Malbec i jakieś białe słodkie wino - nie przepadam za słodkimi,więc szybko umknęło z pamięci. Całość trwa ok. 30 minut i jest całkowiecie darmowa. Na miejscu można zaopatrzyć się w wino i inne produkty np. kremy w promocyjnych cenach.

Załącznik:
DSC01864.jpg

Załącznik:
DSC01866.jpg

Załącznik:
DSC01868.jpg

Załącznik:
DSC01882.jpg

Załącznik:
DSC01874.jpg


Tuż obok znaleźliśmy wypożyczalnię rowerów i to właśnie na nich poruszaliśmy się po okolicy. Jednoślady były rozklekotane i okrutnie skrzypiały, szczególnie mój (ważę 120 kg) :)

Następną bodegą na naszej trasie była Stocco de Viani,kameralna i położona trochę na uboczu. Samo zwiedzanie ograniczyło się do 10 minut a później już tylko konsumpcja :) Oprowadzająca nas pani słabo mówiła po angielsku, ale wina lała sporo.

Załącznik:
IMG_20160524_142038.jpg

Załącznik:
IMG_20160524_142017.jpg

Załącznik:
IMG_20160524_142000.jpg

Załącznik:
DSC01888.jpg

Załącznik:
DSC01885.jpg


Niedaleko znajdowała się bodega La Anorada, którą pod wzgledem produkcji można nazwać średnią. Tu nawet nie zwiedzaliśmy a goszcząca nas pani od razu zabrała się do otwierania 3 butelek wina :)

Załącznik:
DSC01894.jpg

Załącznik:
IMG_20160524_172101.jpg


Zmęczeni potoczyliśmy się na naszych wehikulach w stronę przystanku tramwajowego. Walory edukacyjny i degustacyjny zostały spełnione. Same winiarnie na pewno są warte odwiedzenia.część jest darmowa a za wizyty w innych należy zapłacić ok 50 ARS. Dominują wina czerwone, choć i dla miłośników białych znajdzie się coś ciekawego. Pijąc w każdej z bodeg i jeżdżąc na rowerach zapewne nie odwiedzicie ich zbyt wielu :) Miłośnicy argentyńskich win muszą przygotować się na znaczne podwyżki cen, gdyż wszyscy ze smutkiem podkreślali, że tegoroczne zbiory były najgorsze od lat.

Wieczór spędziliśmy tradycyjnie w restauracji, tym razem z nowo poznaną Francuzką, która przez dwa lata pracowała w Boliwii, koordynując pracę organizacji pozarządowych, a teraz postanowiła odpocząć. Po raz kolejny trafiliśmy na bardzo ciekawego człowieka z mnóstwem historii do opowiedzenia. Jedzenie (świetne burgery i deser) plus dwie butelki wina = 900 ARS.

A na koniec kilka zdjęć z okolicy, w której mieszkaliśmy i widok patio w naszym hostelu. Argentyńska jesień była piękna tej wiosny ;)

Załącznik:
IMG_20160524_180012.jpg

Załącznik:
DSC01900.jpg

Załącznik:
DSC01902.jpg

Załącznik:
DSC01911.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 15 Cze 2016 21:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Mendoza,ciąg dalszy

Następnego dnia wybieraliśmy spośród dwóch opcji: konnej wycieczki lub wyjazdu w góry. Ja byłem raczej zwolennikiem tej drugiej,ale ile razy można słuchać: „jedźmy na konie,konie są fajne,konie są piękne,jedźmy na konie”. Jak się zapewne domyślacie, wybraliśmy jednak opcję pierwszą. Do końca nie byliśmy pewni, jak to wszystko będzie wyglądało. Mariano,który zorganizował nam tę wycieczkę mówił jedynie, że pojedziemy konno jakieś 2-3h a potem będzie grill i wino. Koszt = 50 USD.
O 10 rano podjechali po nas dwaj panowie, starym i rozpadającym się Fiatem Uno. Wyglądali,jakby poznali się dopiero przed chwilą. Nie mówili rzecz jasna po angielsku i wywieźli nas kilkanaście kilometrów za miasto. Farma, na której się znależliśmy, wydawała się opuszczona przez ludzi a całkowicie opanowana przez psy i konie. Wszystko wyglądało dość biednie – turystów rzecz jasna nie było w pobliżu. Dookoła góry spowite chmurami.

Załącznik:
IMG_20160525_113622.jpg

Załącznik:
IMG_20160525_104448.jpg

Załącznik:
DSC05379.jpg

Załącznik:
DSC01936.jpg

Załącznik:
DSC01923.jpg

Załącznik:
DSC01919.jpg

Załącznik:
DSC01913.jpg

Załącznik:
DSC01912.jpg


Przyznam,że nigdy nie dosiadałem konia,ale spodziewałem się, że zwierzę i tak będzie prowadzone przez opiekuna. Nic bardziej błędnego: kazano mi wsiadać i jechać. Mój koń miał na imię Preto i na pewno istnieje język, w którym imię to oznacza „leniwego - indywidualistę – głodomora”. Zatrzymywał się co chwilę, by skubać roślinność lub kontemplować okolicę – na nic zdały się me prośby, by ruszał dalej. W tych pięknych okolicznościach przyrody, spędziliśmy na naszych rumakach ponad dwie godziny. Nasz przewodnik był małomowny i palił jednego za drugim papierosa.

Załącznik:
IMG_20160525_113454.jpg

Załącznik:
DSC01924.jpg


Gdy dojechaliśmy z powrotem na farmę, czekały już na nas mięsne przysmaki i wino. Jak już wspomniałem, K. jest wegetarianką, ale by nie urazić uczuć gospodarzy, udawała że jest inaczej i gdy tylko któryś z nich się odwracał, wrzucała wszystko na mój talerz. Chyba nigdy się tak nie najadłem. Na wino było dość wcześnie,ale w Argentynie zdarzało nam się już pić przed południem, zresztą nie tylko tu.

Załącznik:
DSC01916.jpg

Załącznik:
DSC01918.jpg

Załącznik:
DSC01921.jpg

Załącznik:
DSC01937.jpg

Załącznik:
IMG_20160525_130814.jpg


Po obfitym posiłku suto zakrapianym winem, tym samym Fiatem Uno i z tymi samymi (wciąż się poznającymi) panami, pojechaliśmy do miasta. Wybraliśmy się na dworzec, by kupić bilety do Valparaiso i przy okazji trochę pozwiedzać. Sama Mendoza niesamowicie przypadła mi do gustu. Są takie miasta, dla których rezerwuję specjalne miejsce w mej głowie i sercu i od tego wyjazdu Mendoza jest jednym z nich. Trudno powiedzieć dlaczego, choć wydaje mi się, że połączenie jesieni,wołowiny i wina działa na mnie w ten sposób. ;) I ten spokój...

W tym dniu,25-go maja Argentyńczycy obchodzili święto narodowe - rocznicę powstania państwa. Obchody były radosne: koncerty, kiermasze, w oknach wywieszone flagi, knajpy i restauracje pełne uśmiechniętych ludzi. My również postanowiliśmy świętować z nimi,tak jak potrafimy. Poszliśmy na uroczysty obiad: półkilowy stek (rzecz jasna ;) ), sorrentino (coś na kształt ravioli) i oczywiście Malbec.

Załącznik:
DSC01956.jpg

Załącznik:
DSC01958.jpg

Załącznik:
DSC01972.jpg

Załącznik:
DSC01980.jpg

Załącznik:
DSC01981.jpg

Załącznik:
DSC01985.jpg

Załącznik:
DSC05418.jpg

Załącznik:
DSC05420.jpg

Załącznik:
DSC05426.jpg

Załącznik:
DSC05448.jpg

Załącznik:
DSC05458.jpg

Załącznik:
IMG_20160525_182524.jpg

Załącznik:
IMG_20160525_183248.jpg

Załącznik:
IMG_20160525_213204.jpg


Ze smutkiem żegnaliśmy się z Mendozą. Następnego dnia czekał nas kolejny przejazd w stronę Chile.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 20 Cze 2016 22:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Valparaiso - kolory,kolory,kolory.

Z Mendozy wyjechaliśmy rano, w długą - ponad dziesięciogodzinną autobusową podróż do Valparaiso. Na pożegnanie Mariano dał nam butelkę lokalnej oliwy, co sprawiło że jeszcze milej wspominamy pobyt w jego hostelu. Znów jedziemy przez góry. Z początku przesłonięte deszczowymi chmurami, później oświetlone słońcem. W ciągu dwóch tygodni przekraczamy czilijską granicę po raz trzeci. Tym razem jest najdłużej: sporo ludzi i do odprawy tworzą się kolejki. Jakaś turystka nie wiedzieć czemu, zadaje nam dziesiątki pytań w języku, którego w ogóle nie rozumiemy.

Załącznik:
DSC02003.jpg

Załącznik:
DSC02013.jpg

Załącznik:
DSC05521.jpg

Załącznik:
DSC05543.jpg

Załącznik:
DSC05547.jpg

Załącznik:
DSC05553.jpg

Załącznik:
DSC05578.jpg


W Valparaiso jemy obiad w przydworcowej knajpie i staramy się znależć nocleg. W końcu rezerwujemy miejsce w Casa Felipa (35 USD za 2-os. pokój z łazienką,polecamy), położonej 3 kilometry od dworca. Jest już ciemno, ale probujemy dostac się tam pieszo. Zapytani o drogę miejscowi radzą, by wziąć taksówkę, a pierwszy zatrzymany takśówkarz poleca nam jechać autobusem. Następny taryfiarz zawiózł nas na miejsce. Byliśmy zmęczeni, co nie przeszkodziło nam jednak w wybraniu się do okolicznego baru. Craftowe piwa - 3000 CLP, miła obsługa,mili goście. Wieczór spędziliśmy na rozmowach.

Jeden dzień w mieście wydawał nam się niewystarczający, niestety tylko tyle czasu mogliśmy mu poświęcić. Po śniadaniu zostawiamy bagaże w pensjonacie i idziemy w kierunku portu. W informacji turystycznej bierzemy mapkę i przez najbliższe 8 godzin zwiedzamy miasto. Położone na wzgórzach nie jest przyjazne piechurom. Trzeba uważać na liczne psie odchody - tu, w przeciwieństwie do Santiago prawie nikt ich nie sprząta.

Port najlepiej zobaczyć z pobliskich wzgórz. Można na nie wjechać jedną z 16-tu kolejek. Przejazd kosztuje 300 CLP i jest raczej krótki. Mówiono nam,że do niedawna wszystkie były w rękach prywatnych, a teraz o ich konserwację i obsługę dba miasto.

Załącznik:
DSC02080.jpg

Załącznik:
DSC02087.jpg


Valparaiso nie ma dobrej sławy.My jednak nie czujemy się zagrożeni,mimo iż napotkani ludzie sugerują schowanie aparatów fotograficznych. Już poprzedniej nocy mówiono nam,że w pewnych miejscach (np. Plaza Sotomayor) po zmroku lepiej się nie pokazywać. Ot,uroki portowego miasta.
Kierujemy się w stronę Cerro Concepcion i Cerro Alegre, mijając po drodze liczne place,mnóstwo kolorowych budynków i psy wylegujące się w słońcu.

Załącznik:
DSC02054.jpg

Załącznik:
DSC02068.jpg

Załącznik:
DSC02093.jpg

Załącznik:
DSC02097.jpg

Załącznik:
DSC02098.jpg

Załącznik:
DSC02112.jpg



Budynki wyglądają prowizorycznie, część jest ewidentnie opuszczona. K. jest w siódmym niebie i właściwie nie rozstaje się z aparatem. Trzeba przyznać,że miasto jest fotogeniczne.

Do góry,w dół,do góry,w dół - mniej więcej tak wygląda cały nasz dzień. W drodze do domu Pablo Nerudy przystajemy na piwo. Bardzo miły właściciel opowiada o historii miasta,o trzęsieniach ziemi, że nie znosi Santiago i że Valparaiso jest najlepszym miejscem do życia. Na to wygląda: mieszkańcy muszą miec sporo czasu, by pomalować elewację co drugiego budynku ;) . Grafitti,to głównie z niego jest znane miasto. Rysunki są niemal wszędzie: zrobione przez profesjonalistów i amatorów, jedna mniej inne bardziej udane.

Załącznik:
DSC02114.jpg

Załącznik:
DSC02119.jpg

Załącznik:
DSC02120.jpg

Załącznik:
DSC02128.jpg

Załącznik:
DSC02129.jpg

Załącznik:
DSC02139.jpg

Załącznik:
DSC02142.jpg

Załącznik:
DSC02140.jpg

Załącznik:
DSC02142.jpg

Załącznik:
DSC02156.jpg

Załącznik:
DSC02157.jpg

Załącznik:
DSC02166.jpg

Załącznik:
DSC02169.jpg


Powoli robi się ciemno, wracamy więc po bagaże i udajemy się w stronę dworca. Jemy owoce morza,po czym jednym z licznych autobusów jedziemy do stolicy (3000 CLP) Miasto bardzo nam się podobało i pozostawiło pewien niedosyt. Chcielibysmy mieć w zanadrzu kolejny dzień (może dwa), by pojechać do Vina del Mar, lub plątać się bez końca po kolorowych uliczkach.

Załącznik:
DSC02175.jpg

Załącznik:
DSC02189.jpg

Załącznik:
DSC02215.jpg

Załącznik:
DSC02233.jpg

Załącznik:
DSC02236.jpg

Załącznik:
DSC02241.jpg

Załącznik:
DSC05886.jpg

Załącznik:
DSC05992.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 21 Cze 2016 09:53 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 644
srebrny
A gdzie to zdjęcie z ośmiornicą z Mercado Central w Santiago? :-)
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 21 Cze 2016 10:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Niestety,zadna z pan nie wyrazila zgody na upublicznienie wizerunku :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#31 PostWysłany: 21 Cze 2016 11:41 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 644
srebrny
a ja zrozumiałem że to sprzedawca pozował
no szkoda bo niby ośmiornica - nic nowego, ale rozmiar robi różnicę ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#32 PostWysłany: 22 Cze 2016 20:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Powrót

W Santiago znowu spaliśmy w Ibisie - sprawdzony i blisko dworca. Na lotnisko dotarliśmy ponad 2h wcześniej, a i tak musieliśmy się spieszyć, by zdążyć na lot. Ludzi w kolejce do kontroli paszportowej było sporo, a czilijscy mundurowi nie kwapili się do poprawienia sytuacji. Pytania o stan cywilny,liczbę dzieci,zawód,nazwy hoteli w jakich spaliśmy były ostatnimi na jakie chcieliśmy odpowiadać, mając w perspektywie odlatujący bez nas samolot.
Tym razem prawie wszystkie miejsca były zajęte i lot niesamowicie nam się dłużył. Jedzenie nie smakowało,było gorąco i duszno. W Rzymie szybki przejazd z FCO na CIA (8.90 EUR/os) i w tłumie rodaków czekamy na lot do Krakowa.
Przez dwa tygodnie właściwie nie spotkaliśmy Polaków, co pokrywało się ze słowami Latynosów, którzy prawie wszędzie brali nas za Francuzów, a na hasło "Polonia" często reagowali zdziwieniem. Przylecieliśmy w niedzielę wieczorem, a następnego dnia, opaleni i wciąż zmęczeni pojawiliśmy się w pracy. Nie muszę chyba pisać, że nie do końca mogliśmy się w niej odnaleźć.

Mały aneks cenowo-kosztowy:

Chile jest dość drogim krajem,za podstawowe produkty zapłacimy więcej niż w pozostałych krajach kontynentu. Na uwagę zasługuje cena wody: zwykle płaciliśmy ok. 700-800 CLP, a zdarzyło się zapłacić 1200 (sic!). Najtaniej jest rzecz jasna w supermarketach, chociaż woda za 380 CLP znikała z półek bardzo szybko. Pozostałe produkty spożywcze i alkohol również są droższe. Podobnież kosmetyki. Restauracje,bary - tu niestety tak samo. Wino jest tańsze i wybór spory: butelka lokalnego czerwonego, kosztuje dwa razy mniej niż w Polsce (ta sama marka).

Poniżej kilka zdjęć z supermarketu w Calamie (przepraszam za jakość,robione telefonem). Przypominam,że 1000 CLP = ~ 5.8 PLN.

Załącznik:
IMG_20160516_182757.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_182805.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_182819.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_182857.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_182957.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_183025.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_183047.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_183116.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_183158.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_183218.jpg

Załącznik:
IMG_20160516_183225.jpg


W Argentynie jest taniej - szczególnie jedzenie. W Boliwii rzecz jasna też, chociaż Uyuni nie jest najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Jeśli chodzi o noclegi,spaliśmy głownie w 2-os. pokojach z łazienką i śniadaniem za cenę 150-180 PLN.

Jeśli kogoś interesuje ile mniej więcej wydaliśmy,mogę zrobić małe podsumowanie.

Polecam tego typu wyprawę. Intensywne dwa tygodnie,tysiące kilometrów,wspaniałe i różnorodne krajobrazy.Odwiedziliśmy trzy kraje,nie żałujemy żadnej wydanej złotowki i upewnilismy się, że uwielbiamy Amerykę Południową.

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 23 Cze 2016 11:58 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 644
srebrny
podsumowanie kosztów mile widziane
PS. czy w Chile podrabia się ser gouda i sprzedaje go jako "gauda"? :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 23 Cze 2016 20:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1090
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Podsumowanie kosztów

Kwoty w PLN na osobę.

Loty

Kraków - Rzym RT 500 zł (zbyt długo zwlekaliśmy z kupnem biletów, dodatkowo w dniu naszego powrotu kończył się długi weekend)
Rzym - Santiago RT 1750 zł
Santiago - Calama RT 200 zł

Autobusy

Calama - Uyuni 57 zł
San Pedro - Calama 18 zł
Santiago - Mendoza 100 zł
Mendoza - Valparaiso 100 zł

Taxi

Lotnisko w Calamie - Calama RT 57 zł
Hostel - dworzzec w Mendozie 15 zł

Pewnie jakieś 100 zł/os na dojazdy na lotnisko SCL i inne mniejsze wydatki transportowe. W sumie ca. 2900 zł/os.

Wycieczki

Salar de Uyuni - 390 zł plus wstęp do parku narodowego - 84 zł
Valle de la Luna - 45zł
Wycieczka konna i "grill" - 190 zł

Razem: 709 zł/os.

Jak łatwo policzyć transport i wycieczki kosztowały w sumie ok. 3600 zł/os.

Jeśli chodzi o noclegi; można wywnioskować z relacji, ile mniej więcej wydaliśmy. Kwoty przeznaczonej na konsumpcję nie będę podawał - każdy rozporządza swoim budżetem wedle uznania. Z pewnością w ciągu dwutygodniowego wypadu w te strony mogliśmy wydać dużo mniej: śpiąc w hostelach i rezygnując z wyjść do restauracji,barów.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
benhen uważa post za pomocny.
 
 
#35 PostWysłany: 24 Cze 2016 00:35 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2011
Posty: 1040
Gratuluję intensywnych dwóch tygodni (niezła inspiracja - i kolejny powód, aby w końcu w okolice Salar de Uyuni zawitać). A oddzielne gratki za podsumowanie z aktualnymi zdjęciami realnych cen i towarów w markecie :)
_________________
╔═══════════════════════════════════════════════════╗
2b3.in ← życie to podróż. Podróżuj ze mną → ☼ felietony ☼ wywiady ☼ relacje
╚═══════════════════════════════════════════════════╝
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 17 Gru 2016 02:34 

Rejestracja: 27 Lut 2013
Posty: 141
Loty: 279
Kilometry: 625 743
Czesc wspaniala relacja !!!! Fantastyczne zdjęcia !!! Z racji tego ze tez będę w maju 10-18 w Chile mam kilka pytan.Kiedy kupowales bilety z Santiago do Calamy ze wyszly po 200 zl RT teraz i Skyairline i Latam pokazuja mi ceny 2 razy wyższe,oczywiscie na stronach chilijskich bo na innych jeszcze drożej.Czy naprawdę jest tak strasznie zimno w maju na pustyniach ? Kurtka + polar i buty trekkingowe wystarcza? Spiwor standardowy wystarczy ? Chce kupic czterodniowa wycieczke na "solniczki" ale raczej z San Pedro w Chile.Bede tylko 8 dni w Chile i jakos chce to dobrze rozplanować , czy 2 dni na Santiago i Valparaiso wystarczy ?Fajnie ze wreszcie ktoś pisze o cenach papierosow , ja przylatuje z Auckland i po Australii i Nowej Zelandii zapasy pewnie będą na wyczerpaniu.Rozumiem ze najtaniej kupie w Boliwii ? Pamietasz może ile kosztują na bezclowce w Santiago ? Pozdr
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group