Forum strony Fly4free.pl
https://www.fly4free.pl/forum/

Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)
wiezniowie-slonca-peru-i-boliwia,212,94490
Strona 1 z 3

Autor:  Zeus [ 20 Maj 2016 13:03 ]
Temat postu:  Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Peru, Peru, Peru.


Pierwszy raz kiedy słyszałem coś o Peru, to była chyba 4 albo 5 podstawówka. Zajęcia z gegry, a tu opowiadamy o najwyższym jeziorze świata, czyli Titicaca. No tyle na temat Peru. Nic o historii (bo po co, Grecka najważniejsza), niczego więcej z geografii.

6 podstawówka, i mama mi kupuje kolejnego komiksa, mojego ulubionego bohatera, TinTina. Była to kontynuacja komiksu: 7 kryształowych kul, czyli: Świątynia Słońca (Po angielsku: Prisoners of the Sun). Bohater poleciał do Peru, żeby odszukać profesora Tryfona Lakmusa (albo w oryginale, Tryfona Turnesola), w Świątyni Słońca, gdzie został porwany przez Inków. Hergé (rysownik i pomysłodawca TinTina) narysował świątynie, na podstawie obrazków archeologa Hirama Binghama, który odkrył Machu Picchu. Wtedy marzenie powstało, ale wiedziałem ze nigdy nie zobaczę.

Załącznik:
6193285493.jpg


2012, zaczynam kolejne studia, tym razem Turystykę i Rekreację w Krakowie, i staję się aktywnym forumowiczem w Fly4Free. Na newsletterach które dostaję, widzę ze do Limy można dolecieć za niecałe 2000 zeta, i wtedy marzenie zaczyna się stać wyzwaniem.


2015, ostatni rok studiów, i jak dla z najciekawszymi przedmiotami, i przedmiot: Turystyka w Ameryce Łacińskiej. Tam, pani dr. w formie prezentacji pokazuje nam zdjęcia z wyjazdów jej i męża po Ameryce, i oczywiście króluje Peru. Teraz to już wiem, ze muszę tam pojechać. Nie ma co.


W listopadzie 15, lecę do Kolumbii (perdon-ktoredy-do-el-dorado,212,83291). Pierwsza styczność z Ameryką Łacińską, i wirus „Latynowski” już wchodzi do krwi. Wiem, ze wrócę tam, i to prędko.


Listopad 15, Monachium, pijemy winko z koleżanką – travel buddy (w historii będzie pod nazwą Passepartout, oryginalną nazwą Obieżyświata, z słynnej książki 80 dni dookoła świata) i opowiadam jak piękna jest Ameryka Łacińska. Tak się wkręczyła, i powiedziała wprost, ze w 16 lecimy do Peru, w pierwszej lepszej ofercie. Koniec.


Wróciłem z weekendu z Monachium, i już nie długo, @Niva znajduje piękną ofertę do LIM z AMS za niecałe 292 euro (http://www.fly4free.com/deal/europe/err ... y-294-eur/) i to na Majówkę! Czyli bardzo dobra pogoda na Peru, i nie wysoki sezon. Nie ma wahania, kupujemy.

I tak o to stało, ponad 2 tygodnie, w Peru, od 1 do 15 maja. Wiadomo, ze pierwszy raz tam, to Gringo Trail, to podstawa. Czyli na 100% Arequipa, Titicaca, Cuzco i Machu Picchu. Ale co w pośrodku. To jeszcze nie wiadomo.

Autor:  michcioj [ 20 Maj 2016 13:05 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

zeus czekam na wiecej :-)

Autor:  Zeus [ 23 Maj 2016 10:25 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

-Skype dziś wieczorem?
-Skype!

I tak się odbywało. Ja w Krakowie, Passepartout w Monachium.
I wielka dyskusja co zobaczyć.

- Jedno jest pewne, Machu Picchu ma być.
- To pewne, Titicaca także!
- Ej, nie wiem czy warto, to zwykłe jezioro.
- Jakie zwykłe, najwyższe jezioro świata. To nie jest takie zwykłe.
- No dobra. A może...

Załącznik:
1.jpg


I tak przez parę tygodnie. Kłócenie się i propozycje, co dodać co wyjąć.

Sporo mi pomogli w tym relacje: @igore @chaleanthite @pawelyop i @TikTak których serdecznie dziękuję.

I trasa w końcu powstała. Słynny Gringo Trail

Załącznik:
2.jpg


Czyli

Lima
Arequipa
Cabanaconde
Puno
Copacabana (Boliwia)
Cuzco
Machu Picchu
Lima

Trochę lotów krajowych (LIM-AQP i CUZ-LIM) trochę autokarów, trochę taksówek i sporo na nogach.

No nić, tylko teraz liczyć dni, do 29 kwietnia, kiedy moja wycieczka (z Passepartout mamy się spotkać dopiero w AMS) rozpocznie się w WAW, i na spotkaniu Fly4Free Warszawskim.

Załącznik:
3.jpg

Autor:  OradeaOrbea [ 25 Maj 2016 13:40 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

...ehkem, @Zeus , PiszPan-PiszPan-PiszPan! ;)

Autor:  Anonymous [ 25 Maj 2016 14:23 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

@Zeus o Don Ernesto Malinowskim słyszał? http://en.numista.com/catalogue/pieces48409.html

Autor:  Zeus [ 25 Maj 2016 14:27 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Nom ;)
O Jacku Pałkiewiczu także :)

Autor:  tomwie [ 25 Maj 2016 16:15 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

A co to Gromowładny tak się ociąga z dalszą częścią? Zapowiada się ciekawie. Czekamy

Autor:  Zeus [ 27 Maj 2016 15:24 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

-2 do Peru

Piątek 29/4


Rano do pracy. Taki urok niestety. Szkoda mi zmarnować urlopu, a autobus i tak mam o 1740, czyli po pracy.
Plecak dawno spakowany (4 razy sprawdzony czy wszystko jest w środku), przejazd zastępcą komunikacją w Krakowie, jako ze tramwajów nie było, do miłych nie należał i 8 godzin, przy kompie, licząc minuty, do łyka pierwszego piwa w Warszawie.

17:00, plecak, szybki spacerek do RDA w Krakowie, i czekam na mojego PolskiegoBusa Gold. Muszę przyznać, ze trochę mnie rozczarował. Ale to rozmowa na inny temat :)

Wreszcie koło 23 (godzina opóźnienia) dojechałem do Wawy. Spragniony i już wiem, ze za niedługo wypiję browarka. Niestety nie tylko jednego. Z małego spotkania Warszawskiego (miało być mała gromadka) powstało spotkanie warszawskie, no i co skutkowało ze z jednego browarka skończyło się na 10. Z wyjściem z lokalu o 2 w nocy, i trochę się przespać (dzięki @zoli) też nie wyszło.

Chcą nie chcąc impra, skończyła się koło 2 (wywalono nas z baru) i potem z @horacy19 @zoli @ane.wald @becek @wikiman i z innimy osobami, szukaliśmy "lokum" który nas przyjmie. Uratował nas Turek, czyli Kebab King, przy al. Jerozolimskich.

W hotelu (Holiday Inn Warsaw Airport) dotarłem dopiero o 4 coś rano. Tak na marginesie, lot miałem o 07:20, więc długo raczej się nie wyspę :P
Prysznic i godzinne spanko ;P

-1 do Peru

Sobota 30/4


Poranny lot do Amsterdamu. Muszę przyznać ze był mały problem z pobudką. Ale dałem radę! 15 budzików plus telefon od koleżanki, która czekała na bus do UA (dzięki Malv). Minę twarzy chyba aż taką ciekawą raczej nie miałem. Chyba podobną do tą z pierwszych Juwenaliów (no cóż, Starość).

Przyjazd na lotnisko koło 06:40, szybka odprawa i niecierpliwie czekanie przy rękawie kiedy boarding się zacznie. Jedynie co pragnąłem wtedy, wejść tylko do samolotu i w kimono. 7 i otwierają boarding, i szybkim chodem do mojego miejsca, 3D. Poduszeczka z IKEI, i do końca lotu (stewka mnie obudziła ze cały samolot już wysiadł) nie wiedziałem co się działo, czy turbulencje były albo czy do wyboru był wafelek i zelki frugo.

Była chyba 10, a ja dalej nie ogarniałem gdzie jestem, kim jestem i gdzie idę. Pierwsze 15 minut w AMS wyglądałem jak Ufoludek, szukającego coś, ale nie wiadomo czego.
Znalazłem! Leżaki w strefie ciszej. To potrzebowałem! Szybko dmucham ponownie moją poduszeczkę i kimono, tak do 13.

W Amsterdamie byłem już z 5 razy. Większość muzeów została przeze mnie zwiedzana:

Rijksmuseum
Stedelijk
Van Gogh
Muzeum Amsterdamu

Tylko Anni Frank nie została wpisana do mojej listy. I raczej długo tak będzie. Jakoś uważam ze szkoda mi tak dużej kasy (i kolejki) zobaczyć jej dom. Widziałem sporo obozów koncentracyjnych i jakoś mi starczy na razie "wrażeń".

Dlatego wybrałem przejażdżki "darmowymi" promami komunikacji miejskiej GVB, które odpływają co chwilę z Głównego Dworca Kolejowego. Darmowymi zostało dodane w cudzisłowiu, jako ze Darmo i Holandia razem rzadko są spotykane. Ale to także rozmowa na inny temat ;)

Mapa połączeń:

Załącznik:
amsterdam ferry map GVB.JPG


Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg

Czekanie na Prom do NDSM

Załącznik:
3.jpg

Muzeum Filmów

Załącznik:
4.jpg

WTF?

Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg

Botel

Załącznik:
7.jpg

NDSM

Przed dopłynięciem do NDSM, patrzę ze po prawej stronie stoi łódź podwodna. Jako wielki fan filmów w których występują łodzie podwodne (Czerwony Październik, K19, Yellow Sumbarine) postanowiłem ze jakoś tam do środka wejdę. Nie wiem jak, ale wejdę.

Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Po chwili zauważyłem ze dwóch kolesi wstaje z kanapy i wracają do środka

Załącznik:
10.jpg


To już wiedziałem ze wejdę tam.

W końcu, okazało się ze to miejsce miejscowych Anarchistów i przerobili to na coffee shop. Czyli za 7 euro można odlecieć przy warowni albo na "desku".
Jedna uwaga, zakaż robienia zdjęć.

Po piwku, rozmowach z "hipsterami" i frytkach, wróciłem na ląd i spacerek po "porcie".

Dość ciekawe to miejsce. Znajduje się tam siedziba Greenpeace i hotel Hilton, ale i różne dziwne zabytki, jak te 2 tramwaje

Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


W sumie muszę przyznać, ze dzielnica dość ciekawa. Warto rozważyć 2 godziny spacerek + prom :)

Wracam do Centraal, a wtedy kolezanka, która mieszka w Amsterdamie dobre parę lat, dzwoni ze za 40 minut będzie na Centraal i można skoczyć na piwko jakieś.

Miałem wtedy 2 opcje, albo czekać przy "darmowym" wifi na dworcu, albo znów wskoczyć na prom, i przepłynąć na drugą stronę.
Wygrała opcja nr 2, czyli prom na Buiksloterweg (tam gdzie znajduje się muzeum Filmów)

Załącznik:
16.jpg

Klasyczny napis I amsterdam

Powrót, spotkanie się z kolezanką i szukania lokalu na kolejne piwka.

Pierwszy lokal, The Doors.
Idealne miejsce na zimne piwko z beczki, z dobrą mużą i towarzystwie Jima.
Jedyna rzecz, co mnie mega irytuje w Holandii, to jak oni wlewają piwa z kija. Im więcej piany się rozleje, to tym lepiej. Można powiedzieć, ze co 4-5 szklanek piwa, to oni tracą jedną za ich pomysły. I nie zapominajmy ze Holandia do hojnych krajów nie należy.

Kolejne lokalne (ile można pić Heinekkena) piwka, zostały wypite w punkowej dzielnicy, niedaleko placu Dam.

Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg

David Bowie na dobranoc

22 się zbliżała, i musiałem się spotkać z moim Passepartout na lotnisku (przylatywała z Monachium właśnie). Pożegnałem się z koleżanką i z Amsterdamem, i kolejką z powrotem na lotnisko.
Sałateczka z alberhejmie i zaczęło się szukanie, skąd mi odlatujemy...

Autor:  igore [ 01 Cze 2016 10:12 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

@Zeus Co jest grane?Gdzie to Peru? ;) Pisz Chłopie,pisz. Z chęcią tam powrócę dzięki Twojej relacji.

Autor:  Zeus [ 09 Cze 2016 21:26 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

0 do Peru
Niedziela 1/5 (Czyli Majówka)


Większość ludzi o 24-1 w nocy, albo piły piwko na działce albo leżeli w łóżeczku. A my z Passepartout mieliśmy spędzić nockę na lotnisku. Niestety, ceny noclegów w tych dniach, były podobne do naszych biletów do LIM, dlatego postanowiliśmy, ze nocka będzie tu.

Ja, przyznam się, byłem lekko w wesołym nastroju. No cóż, powietrze w Amsterdamie jest lepsze niż to w Krakowie.
Po chwili, patrzę, ze na podłodze biega szczur.
Nie, nie ma opcji. To muszą być halucynacje (tzn. białe myszy).
Idę do mojego Passepartout.

-Ty się boisz tylko karaluch?
-No tak.
-A mysz to nie?
-Nie.
-A to dobrze, bo przed chwilą widziałem jednego szczura, tylko nie wiem czy to prawda czy przemęczenie.
-Jednego? Ja widziałem ich z 4!

No i tak było. Rodzina Myszki Miki postanowiła zwiedzić co kuchnie i turyści zostawili na bok.
Muszę przyznać, ze pierwszy raz coś takiego widzę. I mówię o terminalu, a nie jakiejś małej uliczce w Atenach.

Po paru banieczkach, na dobranoc, poszłyśmy spać.

Wylot był na 08:20, czyli długo się nie pospaliśmy. Tak można powiedzieć, ze było na styk. Żeby "wytrzeźwieć" i pójść do gate.
Parę minut po wejściu w samolocie, i zajęcia miejsca, w sekundę zasnęliśmy.
Serwis jak na taki lot, krótki, przyjemny (kanapka i kawusia).

W połowie trasy, cpt. ogłosił wiadomości dot. lotu (czyli gdzie jesteśmy, prędkość itd) no i najlepszy tekst:

-...i chciałem jeszcze poinformować, ze 48 pax z naszego lotu, leczą prosto do MIA (oferta AMS-MIA-LIM) i nie mają się martwić opóźnieniem...
...niestety będzie potrzebny go-around z powodu zajętego pasa do lądowania, ale za to będziecie mogli zwiedzić Londyn z góry...

I tak było. Mieliśmy (dla mnie 2 raz w życiu) okazję zobaczyć Londyn z lotu ptaka! Lepsze niż Londo's Eye ;)

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Lądujemy w LHR. Szybki check in, zmiana terminalu i czekamy w kolejce do mojego ulubionego samolotu, czyli B744.

Wchodzimy na pokłada, szukamy nasze miejsca żeby szybko znaleźć pozycję do spania.
Niestety, lot nie zaczął się dobrze. Z powodu pękniętej opony, mieliśmy opóznienie 40 minut, co bardzo skutkowało w naszej przesiadce w Miami.

Lot, jak lot nad Atlantykiem. Trochę turbulencji, zero widoków za okno. Czyli okazja do przespania "imprezy F4F z Warszawy" i do oglądania filmów zaległych.

Przed lądowaniem przepiękne plaży Karaibów.

Image

Image

Lądowanie w Miami, z godzinnym opóźnieniem. Z 3 godzin, teraz mamy tylko 2. W tych 2 godzin, przejść kontrolę migracyjną (ja na Visa Waiver mój Passepartout na B2), znaleźć Check In LAN, przejść ponownie kontrolę. I jak na złość, zaparkowaliśmy najdalej jak mogliśmy, czyli 15-20 minut piechotą. No, GREAT, nić dodać nić ująć.

Dotarliśmy. Szukam stanowiska "Transit" tak żeby szybko skoczyć. Nie ma takiej opcji. Są dwie kolejki: na lewo do maszyn programu Visa Waiver a na prawo do normalnych stanowisk. No cóż, mówię do Passepartout, ze poczekam w drugiej stronie.

Maszyna, nic więcej nie zrobiła niż normalny pracownik. Musiałem tylko dodać paszport, odciski palców, odpowiedzieć na parę durnych pytań, i dostać potwierdzenie, czy idę do zwykłej kolejki czy do kolejki dla osób z wielkim X.

Ja (nie wiem jakim cudem) dostaję OK, ze jestem "Normalny".

Załącznik:
8.jpg


Idę do kolejny kolejki.
Tam latynos za biurkiem, daję mu paszport, mówiąc: Helllo.

-¿Cuál es la razón de la visita?
Ja, przyznam się, myślałem ze dalej mam fazę po Czerwonego Jasia z samolotu, i nie dosłyszałem dobrze. No to pytam:
- I make your pardon?
-¿Cuál es la razón de la visita?
Teraz to wiem, ze pracownik TSA do mnie po hiszpańsku gada. Hiszpańskiego znam, można powiedzieć ze nawet dobrze, ale jakoś mi to nie pasowało, żeby w USA musiałbym po hiszpańsku gadać.
- I am sorry, I know that Miami is called Small Cuba, but I do not speak Spanish...
Koleś strzelił focha (takiego dużego ale cóż), spytał się czy Transit, powiedziałem ze tak, i pożegnał się ze mną, beż pieczątki w paszporcie.

Teraz, gdzie mój Passepartout? Dała radę? Dalej czeka w kolejce. Idę poszukać. Wyskakuje inny latynos, pytając mnie (oczywiście ze po hiszpańsku) co chcę. Powiedziałem po angielsku, ze idę sprawdzić jak mój Passepartout. A on na to: Down! Baggage! Wait!
No dobra, to co. Ona jest na dole i czeka na mnie przy bagażach? Czy ja mam czekać na dole przy bagażach. Zaczęło się robić nerwowo, bo do wylotu zostało 1:30.

Przychodzi po 10 minutach. No dobra, szukamy check inu. Tablicy nigdzie nie ma, gdzie check in. Tylko jakieś dziwne numery (chyba Gate) no i błądzimy. Raz w dół raz w górze. Do odlotu zostaje 1:10. Idziemy do informacji.
-Excuse me, where is the check of LAN Peru?
- Lo siento, no estoy hablando Inglés. (Sorry, nie umiem angielskiego)
No jaśny gwint. Wtedy na prawdę pomyślałem (po raz pierwszy i ostatni) ze Donald Trump ma rację).
- Disculpe,¿dónde está la Check In de LAN? (Przepraszam gdzie jest check in LAN)
- Muy lejos de aquí. Siga recto y encontrará. (Daleko z stąd! Idźcie prosto i znajdziecie go).

No cóż, idziemy. Nie mamy wyjścia. Docieramy do check inu, tak ze 55 minut przed odlotem. Bagażu nie mamy, czyli wszystko będzie ok. A może nie?

Jako ze "traktuję" nas jako przypadek emergency, idziemy do stanowiska Bussines. Mówię do laski po hiszpańsku (nie wróżę żeby było inaczej) i ona odpowiada po portugalsku brazylijskim akcentem. To już przegięło wszystko. Mówi ze spóźniliśmy się, bo check in zamyka się godzinę przed wylotem. Po chwili wpadają współpasażerowie naszego lotu, z tym samy problemem. Nie było wejścia, otwierają nowe okienka check in, i jedziemy.
Dostajemy magiczne papierki, z prezentem, okrzyk od pracowniczki LAN: ¡Rápido! pokazując kontrolę. No i mi też ¡Rápido! i idziemy.

Przechodzimy kontrolę, i biegiem, bo jak przystało, gate mamy na końcu terminala. A tam się okazuje, ze do wejścia na pokład mamy spooooro czasu. Tyle ze poszliśmy pospacerować w sklepach.

Kolejny lot. W twarzach widać przemęczenie. Pragniemy jak najszybciej wziąć prysznic i się wyspać. Ale do spania, już w połowie lotu nas wzięło, i tak do końca.

Jesteśmy w Limie. Temperatura? Ciepło.
Kontrola paszportowa, szybka tak samo jak celnicy, i można wrescie powiedzieć:
Bienvenido a Perú!

Nocleg mieliśmy koło lotniska, i po chwili byliśmy w raju. Czyli w łóżeczku!

Autor:  Kasica88 [ 13 Cze 2016 10:39 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

@Zeus Pisz dalej, bo za tydzien lece, trasa podobna, wiec moze sie jeszcze uda cos fajnego wyciagnac :)

Autor:  Zeus [ 13 Cze 2016 15:59 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

@Kasica88

Dziś mam egz z Hiszpana, jutro postaram się napisać co nie co
Jak coś zapraszam tu: zeus-i-swiatynia-slonca,1542,94449

Autor:  Zeus [ 14 Cze 2016 11:40 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Poniedziałek 2/5

-Prysznic...

Pierwsza noc, którą mogłem przespać beż paniki ze do samolotu nie zdążę. I wziąć spokojnie prysznic, wieczorem ale i rano też.
Hotelik mieliśmy niedaleko lotniska, więc nie spieszyło nam się. Mogliśmy na spokojnie zjeść śniadanie, poleżeć w hamaku, czyli zrelaksować, po długich 2 dniach, jako ze lot był dopiero o 15.

Załącznik:
coca.jpg

Hello my coca my old friend

O 11 check out, i piechotą idziemy na lotnisko (fajne to uczucie kiedy idziesz na nogach na lotnisko zamiast komunikacji) zahaczając pobliską Halę Targową na przerwę na sok.

Odprawa na lotnisku, odpoczynek przy kawy i przelot do Arequipy.

Załącznik:
AQP.jpg


Zostałem pozytywnie zaskoczony lotniskiem w Arequipie. Dość nowy, sprawny. Jedyny minus to brak komunikacji miejskiej z/do lotniska, tylko taksówką. Oficjalna taksówka, życzyła 30 PEN do dworca autobusowego, i nie było dyskusji o targowaniu się. Sporo doczytałem o "szybkim porwaniu" w Arequipie przez mafię taksówkarzy, więc wzięliśmy tą opcję. Zmęczenie było dalej widać na naszych twarzach. W mojej nawet tęsknoty za piwem. Więc w targowaniu bylibyśmy przegrani.

Dojechaliśmy do dworca, po kupno biletów, na nasz kolejną podróż do Cabanaconde (Dolina Colca) na 3 dniowy odpoczynek i trekking.
Dojechać do Cabanaconde lub Chivay, to żaden wyczyn. Wiele autokarów odjeżdża z dworca autobusowego (Terminal Terestre) o różnych porach. Jako ze chcielibyśmy trochę pozwiedzic po Arequipie wybraliśmy ostatni bus do Cabanaconde firmy Milagros o 14:00. Wszyscy przewoźnicy mają taką samą cenę za ten przejazd. Czyli 17 PEN.

Załącznik:
Milagros.jpg


Pierwsze na zaskoczenie w Peru, ze o 17 się robi ciemno a o 18 to dopiero jest ciemno jakby była 1 lub 2 w nocy w Polsce.

Autobus miejski podwiózł nas prawie pod Plaza de Armas, i skoczyliśmy szybko do naszego noclegu. Mieliśmy wynajęty pokój przez airbnb, w dawnej hacienda Hostal Le Foyer.

Załącznik:
1.jpg

Widok z naszego pokoju

Załącznik:
2.jpg

Nasza hacienda

Prysznic, facebook odpisać rodzinie i znajomych ze dalej żyję i idziemy zwiedzić, starówkę Arequipe.

Wszystko się kręci (tak jak w całym Peru) wokół Plaza de Armas. Znajdziemy tam Bazylikę Katedralną Areuipy, największa w całym województwie Areuipy i jedna z najważniejszych w całym Peru.

Załącznik:
3.jpg

Basílica Catedral de Arequipa

Załącznik:
4.jpg

Basílica Catedral de Arequipa

Załącznik:
5.jpg

Basílica Catedral de Arequipa

I spacery po mieście

Załącznik:
6.jpg

Siedziba Banku Peruwiańskiego w Arequipie

Załącznik:
7.jpg

Wreszcie browarek

Po spacerach czas na relaks, przy pobliskim pubie do degustacji lokalnego drinka, czyli słynnego Pisco Sour

Załącznik:
8.jpg


I przed snem, kanapka z chorizo

Załącznik:
9.jpg

Autor:  igore [ 14 Cze 2016 22:06 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

@Zeus Czy to był Twój pierwszy raz z pisco sour?Smakowało?Ja z chęcią wypiłbym jedno (kilka) nawet teraz :)

Autor:  Zeus [ 14 Cze 2016 22:08 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Tak. W Kolumbii tylko rum :D

Jak coś, to na następnym zlocie mogę zrobić :D

Ciekawy smak. Taka caipirinha dla mnie, tylko ładniej podana

Autor:  igore [ 14 Cze 2016 22:13 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Czyli następny zlot w Cuzco :D

Autor:  seba [ 14 Cze 2016 22:18 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

@igore nie wytrzymałbyś powrotu Ecolinesem i JIKiem w pakiecie :D

Autor:  Zeus [ 20 Cze 2016 16:12 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Wtorek 3/5
Arequipa i prawie o mały włos porwania mojego Passepartout


Duszno. Bardzo duszno! Po jakiego grzyba nie odpadliśmy klimę? Dobre pytanie. Może zmęczenie, początki soroche (choroba wysokogórska) czy wczorajsze pisco sour. Nie wiemy. Wiemy tylko ze śniadanie na nas czeka na dole.

Załącznik:
1.jpg

Typowe peruwiańskie śniadanie

Wygląda apetycznie? Ano, wygląda.
Smakowało? Ano, smakowało.
Jest tylko jeden minus. To samo jedliśmy przez 2 tygodnie. Chlebek, dżem truskawkowy, jajko/jajecznica i jakiś owoc. Po 5-6 dniach mieliśmy to lekko dość.

Po śniadaniu uderzamy ponownie na rynek, i na Plaza de Armas

Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


-Dobra Zeus, co teraz.
-W sumie, ja bym po zwiedził kościoły zobaczyć architekturę.
-To fajnie, to ja pójdę na kawę. Spotkamy się za około 45 minut koło fontanny.
-Bien.

Rozstaliśmy się z Passepartout, ona do kawiarni a ja do pierwszego kościołka, do Iglesia de la Compañía

Załącznik:
6.jpg


Muszę przyznać, zaciekawiła mnie architektura tego kościoła. Wejście za darmo, ale warto dorzucić jedno, dwa PEN do koszyka :)

Drugi które chciałem zobaczyć, to słynna katedra, przy Plaza

Załącznik:
7.jpg


Niestety, nie tym razem. Pocałowałem klamkę, bo jakiś biskup miał wpaść. No cóż, trzeba tam wrócić ponownie.

Wracam na umówione miejsce, żeby się spotkać z Passepartout, zachęcając lokalny market.

Załącznik:
choclo morado.jpg

Choclo morado, czyli fioletowa kukurydza, idealna do zrobienia soku chicha morada.

-Zeus nie uwierzysz...

Okazało się, ze do niej zaczął zagadywać młody chłopak, po angielsku, i na koniec chciał jej zaoferować wycieczkę po Nowej Arequipie samochodem (a w nim jego kolega) i inne "słodkie" obietnicy. Wszystko pięknie, dopóki nie dostał odpowiedzi, ze jej "kolega" za chwilę wpadnie, to zmienili taktykę i zaczęli szukać innej turystki. Jak się dowiedzieliśmy potem, to był jeden z sposobów na "szybkie porwanie". Czyli, porywamy, idziemy do bankomatu, bierzemy całą kasę i zostawiamy ją.
Jednak dobrze ze wpadłem 5 minut wcześniej na spotkanie.

Wszystko jednak odbyło się beż problemów, i pozwiedzać największą atrakcję Arequipy, czyli Klasztor św. Katarzyny (Monasterio de Santa Catalina).

Wejście do klasztoru: 40 PEN

Klasztor został zbudowany w 1580 r. przez Marii de Guzman, bogatej wdowy. Klasztor był przeznaczony tylko dla kobiet najlepszych i najbogatszych hiszpańskich rodzin osiadłych w Peru po okresie konkwisty. W 1680 klasztor został przebudowany, i wtedy powiększono liczbę lokatorów, do 450. Każda z zakonnic miała do swojej dyspozycji "własną celę" są wzdłuż wąskich uliczek, przypominających te z hiszpańskich miasteczek. Ich nazwy to Sewilla, Merida, Malaga czy Saragossa. W 1970 r. klasztor częściowo udostępniono zwiedzającym, zainstalowano w nim elektryczność i doprowadzono bieżącą wodę. Nadal część budowli, a właściwie kilka budynków, zajmują mniszki.

Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg


Załącznik:
19.jpg


Załącznik:
20.jpg


Załącznik:
21.jpg


Załącznik:
22.jpg


Załącznik:
23.jpg


Czy warto zwiedzić klasztor? Dla mnie tak. Jeszcze bardziej warto dopłacić na przewodnika. Sporo do zwiedzania, i przewodnik fajnie by to opisał :)

Szybki obiad przed wyjazdem

Załącznik:
inca cola.jpg

Inca Cola, czyli drink o smaku landrynkowym i wyglądem jak odpady nuklearne. Towarzyszyła nam przez cały wyjazd.

Załącznik:
papa a la huancaina.jpg

Papa a la huancaina. Gotowane ziemniaki, z sosem serowym paprykowym

Załącznik:
ocopa.jpg

Podobne do a la huancaina, tylko z dodatkiem orzechów i anyżu

Załącznik:
aji de gallina.jpg

Kurczak podany w sosie paprykowym

Obiadek dobry, cena także (15 PEN za osobę) i uderzamy na dworzec autobusowy. Taryfa kosztuje 6 PEN, i w 40 minut jesteśmy na miejscu.

Wpakujemy się do autobusu (no cóż trochę historycznego) i jedziemy na naszą 6 godziną podróż do Cabanaconde.

Załącznik:
24.jpg

TV Mango w autobusie. Czyli sobie sok albo książkę o coachingu

Załącznik:
25.jpg


Załącznik:
26.jpg


Załącznik:
27.jpg

Norma na drodze: max 50km/h, norma naszego kierowcy: 95km/h

Załącznik:
28.jpg


Załącznik:
29.jpg

Śnieg przy 4.900 m n.p.m.

Załącznik:
30.jpg

Chivay

O 18, prawie noc. Ale kierowca jedzie twardo (dobrze ze nie było za oknem, bo ciekawie nie wyglądało) i dojeżdżamy o czas do Cabanaconde.
Szybki check in w domku, piwko i do spania, bo jutro zaczynamy trekking.

Autor:  Japonka76 [ 20 Cze 2016 17:10 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Kurcze @Zeus takie zdjęcia, że aż słońce razi w oczy. Czuje się tak, jakbym tam była i zapomniała okularów przeciwsłonecznych:)

Autor:  Zeus [ 23 Cze 2016 13:37 ]
Temat postu:  Re: Więźniowie Słońca (Peru i Boliwia)

Środa 4/5
Chodzenie po górach, czyli jak klnąc w 5 językach...


Wszystko zaczęło się, małym detoxem w Cabanaconde. Czyli pokój bez TV no i WiFi. Idealny relaks i odpoczynek.
Jednak nie bardzo. WiFi nam był trochę (i nawet bardzo) do zaplanowania naszych pieszych wycieczek. No cóż, przeżyjemy, zobaczymy.

Na śniadanie, klasyka, i do biura informacji o kupno biletów turystycznych na zwiedzanie Doliny Colca.
Bilet kosztuje 70 PEN, i raczej nie ma opcji żeby zwiedzić dolinę beż niego.

Dziś, jako ze trochę za późno wstaliśmy, wybraliśmy opcję zwiedzanie Oazy w Sangalle, przy rzece Colca.
Znalezieniu szlaku nam zajęło jakieś 10 minut (i 200gr kukurydzy co nam sklepikarze poczęstowali) ale w chwili już jesteśmy w dobrej drodze.

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


I znienacka...

Image

Koleś wyskakuje za krzaków i prosi o bilet. Pokazujemy mu i idziemy dalej.

Załącznik:
6.jpg

Krzyż na drogę

I wtedy okazuje się piękność tej doliny...

Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg

Rio Colca

Załącznik:
10.jpg

Oaza Sangalle

Zejście zajęło trochę ponad godzinę. Zejście jak zejście, czyli fajnie. Jak wróciłem głową i widziałem ile jest do góry, to mi się zrobiło "trochę" nie dobrze.
No dobra, trzeba odpocząć przed wejściem do góry.

Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
11.jpg

Rio Colca

Załącznik:
12.jpg

Rio Colca

Dobra, odpoczynek, odpoczynkiem, ale trzeba wrócić do góry.

Znowu widok do góry. I tutaj pierwsze przekleństwo. Słynne polskie na K.
Będzie ciężko.

Po godzinie, zaczęło padać. Tutaj 2 etap, po Grecku.
Po 30 minutach, ulewa. Tutaj już combo Greckiego - Polskiego - Angielskiego bo musiałem szybko wszystko spakować do plastikowej torebki i schować.

Nie przedłużając przekleństwa, powiem ze było ciężko dla mnie. To były czasy które ostatni raz jak miałem do czynienia z jakimś wysiłkiem, oprócz podnoszenia piwa jak na moim awatarze, były w maju 15 roku. Zajęło nam wejście jakieś 4 godziny (przeze mnie), zaliczyłem pamiątkę od osła na bucie i bóle mięśni na najbliższe 3 dni (nawet nie wiedziałem ze aż tyle ich miałem).

I zasłużona kolacja, czyli alpaca ala plancha (alpaka na grillu) i kolejne zimne piwo

Załącznik:
13.jpg


Nigdy potem nie tęskniłem tak długo, o moim łóżku.

Strona 1 z 3 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/