Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 39 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 18 Wrz 2022 09:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Ilość biurokracji do wyjazdu na Rapa Nui jest masakryczna, w końcu dopiero od 3 tygodni są otwarci. Wiedziałem, że na lotnisku będzie dużo się działo, dlatego już o 6 rano czekam na schodach na otwarcie stacji metra. Punkt 6 brama się podnosi. Szybki przejazd do Pajarito, potem Turbusem i jestem na lotnisku niecałe 3h przed przylotem.

Obsługa LATAM/lotniska pomaga - najpierw idzie się na document check. Sprawdzają test covid (jak wspominałem 24h), kod QR mevacuno, rezerwację hotelową, formularz wjazdowy, bilet wylotowy. Dostaje się kartkę z pieczątką Autorizado i potem idzie się do właściwego check-in. Bagażu nie nadawałem, ale w cenie biletu są dwa nadawane bagaże na osobę. W niecałą godzinkę się obrobiłem, więc miałem jeszcze czas na śniadanie w knajpie lotniskowej.

Przed kontrolą bagażową, jest jeszcze kontrola paszportowa i dostaję następną pieczątkę. Kontrola bagażowa to już luz - w Chile mają gdzieś ograniczenia ilości płynów i wyciąganie elektroniki więc idzie szybko, a ja mogę przemycić dużą butelkę wody.

Nasz 787 Dreamliner jednak nie jest pełny, ale wolnych jest dosłownie tylko kilka miejsc. Mam miejsce przy przejściu w lewej trójce, kobieta ze środkowego miejsca gdzieś się wynosi, a przy oknie siedzi Rosjanka - widziałem trochę Rosjan w Chile.

Wylatujemy godzinkę spóźnieni, dla mnie to żadna nowość, każdy dotychczasowy lot był opóźniony. Samolot całkiem wygodny, jedzenie ok. 5h lotu.

Na przylocie był tłum ludzi. Jako, że nie czekałem na bagaż to wychodzę jako jeden z pierwszych, ale zaczepia mnie lokalna służba, że jeszcze chcą zajrzeć do mojego bagażu. Pytają się o warzywa i owoce - pokazuje im mały plecak ze sprzętem foto, a do dużego nie chcą zaglądać. Trzymałem tam trochę jedzenia, z uwagi na relacje innych osób, że na wyspie jest strasznie drogo.

Z lotniska do hostelu mam 2 km, postanawiam iść pieszo i zapoznać się z wyspą. Zaglądam od razu do sklepu po pieczywo i coś do picia i okazuje się, że wcale nie jest tak drogo - ceny zupełnie porównywalne do kontynentu.

Idę wzdłuż głównej ulicy - część biznesów się otworzyło, a część ciągle zamknięta lub zamknięta na stałe. Dochodzę do wybrzeża i witam się z pierwszym Moai :)

Image

Z tyłu jak się okazuje też ma piękne zdobienia:

Image

Melduję się w swoim hostelu - Hostal Vieroto. Nie ma żadnych znaków z nazwą, ale maps.me i lokalni pomagają. Dostaję ładny pokój z łazienką na korytarzu (reklamowali, że miała być w pokoju) za 70$ za dobę. Nie będę narzekał, bo właściciel był mega pomocny przed przylotem - dokładnie opisywał wszystkie wymagania i ostrzegł mnie, że nie ma teraz wstępu do głównych miejsc z Moai bez lokalnego biura lub miejscowej osoby. Pomógł załatwić biuro ze znaczną zniżką.

Na zwiedzanie wyspy przez te pełne 2 dni (pół - cały - pół) jakie miałem, znalazłem dwie opcje:
1. 310$ za samochód z lokalesem za 1 pełny środkowy dzień
2. 250$ za pierwszy wieczór - stargazing tour na Akanema, drugi pełny dzień z 6 miejscami i wschód słońca na Tongariki trzeciego dnia
3. 150$ za to co wyżej, ale oprócz stargazing pierwszego dnia.

Stwierdziłem, że 100$ za stargazing to dość sporo i zrezygnowałem. Potem dowiedziałem się, że pewna świrnięta Niemka z naszej grupy robiła sobie nocne zdjęcia nago podczas tego touru, ale upewniłem się, że to nie podniosłoby atrakcji w istotny sposób :P

Pierwsze popołudnie miałem zatem więc dla siebie, więc pochodziłem sobie wzdłuż wybrzeża oglądając Moai w samotności.

Image

Widać po tym wybrzeżu, że wyspa jest wulkaniczna i są na niej 3 wulkany, co będę dokładnie widział kolejnego dnia. Oprócz Moai, jest też inna sztuka, która została tu postawiona w postaci mini-pomników wzdłuż drogi.

Image

Image

Image

Image

Image

Obok mojego hostelu poczułem zapachy grilla i wstąpiłem na kolację - duża ryba, frytki, ryż, sałatka, zupa, chleb i smoothie z mango za jakieś 13$. To chyba niezbyt drogo.

Na zachód słońca poszedłem na Ahu Tahai - to tylko 800m od mojego hostelu. Widzę może ze 20-30 osób, które rozłożyły się na sporej polanie przed statuami.

Image

Image

Image

Image

Dość zniszczone te Moai, w następnym odcinku napiszę dlaczego.

To tyle na pierwszy dzień. Klimacik jest :)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#22 PostWysłany: 19 Wrz 2022 21:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Dzisiaj cały dzień zwiedzania Wyspy Wielkanocnej. Tak jak pisałem, nie można zwiedzać samemu, odkąd się otworzyli po covidzie, ale starałem się na to popatrzeć z innej strony - dzięki przewodnikowi dowiem się czegoś więcej o historii.

Prawie cała moja grupa jest w moim hostelu. Jest nas łącznie 9 osób, różnych narodowości. Biuro prowadzi Nowozelandczyk, który przeniósł się na Rapa Nui kilkanaście lat temu. Jego żona studiowała w Auckland, gdzie się poznali (ponoć ona go wybrała), miała już 2-letnie dziecko i postanowili przenieść się na wyspę. Gościu jest dokładnie w moim wieku i mają czwórkę dzieci teraz.

Jedziemy na samą północ wyspy, na plażę Anakena.

Image

To tutaj wylądowali pierwsi osadnicy kilkaset lat temu. Jest to jedyne miejsce do lądowania statków. Obok jest jeszcze malutka plaża. Przed wejściem sprawdzają tu bilety, ale to ponoć jedyne miejsce, gdzie wpuszczają akurat bez przewodnika.

Image

Okazuje się, że Wyspę Wielkanocną porastał kiedyś las deszczowy. Dzisiaj jest jedynie trochę palm, tak jak tutaj widać na zdjęciu, ale generalnie szok, bo na wyspie faktycznie drzew praktycznie nie ma.

Image

Drzewa wycięto oczywiście na opał oraz do transportu Moai. A jak się skończyło drzewo to zaczęła się wojna domowa.

Image

Jednym ze skutków wojny domowej było to, że wszystkie Moai zostały poprzewracane, co do jednego. Dopiero w XX wieku zostały one z powrotem stawiane.
Kiedyś wszystkie miały czapki, no ale jak np. tutaj widać, część Moai popękało, czapki się zniszczyły i nie dało się wszystkiego odtworzyć.

Image

Image

Image

Obok tamtej platformy, zupełnie z boku stoi trochę brzydszy Moai. Nie wszystkie tego typu zagadki udało się jednak rozwiązać.

Image

Na Anakenie spędzamy trochę za dużo czasu, wiadomo, w 9 osób grupa jest dość rozwlekła. Wyjeżdżając stad, widzimy szambowóz do tutejszej toalety. Przewodnik mówi, że Hanga Roa to jedyna osada na wyspie i poza nią nie ma praktycznie żadnych domów. A jak coś jest to nie ma bieżącej wody i elektryczności, więc trzeba sobie radzić z przywożeniem wody, odprowadzaniem szamba oraz mieć panele słoneczne.

Skupienie wszystkich w jednym miejscu było spowodowane czasami, gdy Chilijczycy przejęli wyspę i sprowadzili wszystkich w jedno miejsce, a reszta wyspy służyła do wypasu owiec. Choć ja podczas mojego pobytu żadnej owcy nie widziałem.

Jedziemy do Rano Raraku, czyli miejsca produkcji posągów. Jedziemy jednak tuż obok Ahu Tongariki i nie mogłem sobie odmówić zdjęcia zza płotu teleobiektywem.

Image

Image

A to ta góra, w której drążono posągi.

Image

Znowu sprawdzane są bilety i tym razem jesteśmy świadkami jak dwójka osób odbija się od wejścia i nie pozwalają im wejść bez przewodnika. Jest więc na poważnie.

W Rano Raraku jest kilkudziesięciominutowy szlak, gdzie widać część wyżłobionych posągów, ale jeszcze nie oderwanych od góry, a część po prostu wolnostojących.
Te wolnostojące to są wkopane w 2/3 w ziemię.

Image

Image

To chyba najpiękniejszy koleżka na wyspie:

Image

Te posągi są naprawdę spore. Z czasem one rosły. Pierwsze były mniejsze.

Image

Moje spojrzenie dla skali :)

Image

Image

A tutaj widać sporo wyżłobiony Moai, ale jeszcze nieoderwany. Przewodnik mówił, że sporo takich czasami jeszcze się dopatruje na wzgórzu.
W ogóle materiał jest dość miękki i łatwo się w nim żłobi. Nawet kruszył się w rękach...

Image

Rzut oka z góry na Tongariki...

Image

A to taki drugi brzydal. Ponoć był to posąg nieautoryzowany. Jakiś ojciec wykuł dla swojego syna.

Image

Image

Co ciekawe, posągi były oczywiście liczone ponad 100 lat temu i jacyś ludzie na niektórych pisali po nich tak mocną farbą, że jeszcze na niektórych ją widać na tyle.

Image

Wszystkich posągów jeśli dobrze pamiętam naliczono ponad 1100, ale tylko niecała setka stoi.

Image

Jeszcze mój ulubiony koleżka z lepszym światłem.

Image

Image

Image

Image

Zjeżdżamy do Tongariki. Tu też jest jeden osobny Moai i daleko platforma 15-tu...

Image

A to są czapki, które nie zostały postawione na głowach posągów podczas ich restoracji z uwagi na niebezpieczeństwo, że spadną. W tle Rano Raraku.

Image

No i seryjka z Tongariki:

Image

Image

Image

Dlaczego posągi w ogóle budowali? Najnowsze badania mówią o oddaniu hołdu przodkom. Nie ma to nic wspólnego z ostrzeżeniami do przybyszów czy najeźdźców. Dlatego też wszystkie platformy oprócz jednej mają Moai plecami do oceanu.

Jedziemy do wulkanu Ranu Kao. Krater wypełniony jest wodą i wysokimi trawami. Wieje tak, że głowę urywa.

Image

Obok wulkanu jest osada Orongo, gdzie mieszkali w XVIII-XIX wieku. Ponoć wybierali na szefa wioski śmiałka, który dopłynął do każdej z tych wysp, zebrał jajo ptaka i wrócił.

Image

To chata, w której mieszkali:

Image

Na wieczór, czeka nas jeszcze jedna platforma - Aku Akivi. To jedyna platforma, gdzie Moai patrzą na ocean, choć stąd do oceanu to jest kawał drogi. Ponoć to hołd dla farmerów...

Image

Image

To tyle zwiedzania. Wyszło 9h. Wieczorem idę do jednej z lepszych knajp na steka. Był całkiem niezły, ale raczej kolacja nie warta 150 zł, które zapłaciłem. Rozpętała się tropikalna burza. Dach w knajpie prawie nie przeciekał ;-). Zwiastowało to piękną pogodę następnego ranka, a ja miałem jechać na wschód słońca na Tongariki...
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#23 PostWysłany: 19 Wrz 2022 21:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 993
Loty: 225
Kilometry: 348 055
srebrny
Niesamowite miejsce!

@cart jak Ty w tym roku nie wyślesz swoich zdjęć do kalendarza f4f i znów nie dostaniesz potwierdzenia, że dotarły to ja je wyślę osobiście :P :D tylko nie jedź już nigdzie, bo wysłać można tylko 3 foty :lol:
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam / Kaukaz / Wyspy Owcze
i: https://www.instagram.com/ola.javv/
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#24 PostWysłany: 19 Wrz 2022 21:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
A w sumie nie wiem co się dzieje ze zdjęciami, przynajmniej u mnie w tej relacji je rozszerza ponad rozdzielczość, w której są przygotowane i mam wrażenie, że są lekko nieostre.
Można obejrzeć ewentualnie bezpośrednio na mojej stronie tak jak powinny być.

edit: resizing to chyba wina mojego osobistego laptopa, bo na służbowym jest ok.

A w tym roku jeszcze 3 wyjazdy, w tym dwa duże, także nie bój ;-)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
Legion1 lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 20 Wrz 2022 21:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Wyspa Wielkanocna przez prawie 2 lata była zamknięta. Nasz przewodnik powiedział, że w tym czasie odzyskał swoje życie. Wcześniej to cały czas tylko jeździł z turystami, zatrudniał także kilku innych przewodników. W miejscach takich jak Tongariki wiecznie były setki ludzi. Dzięki pandemii mógł znowu spędzić trochę czasu ze swoją rodziną.

A jak pandemia wpłynęła na życie na wyspie dla miejscowych, którzy się głównie z turystów utrzymywali? Rząd chilijski zatrudnił wszystkich na wyspie do prac zbiorowych - były to prace przy sprzątaniu ulic, pielęgnacji ogrodów i innych tego typu rzeczy. Płacili mało, bo ok. 500$, ale wystarczyło to na skromne życie dla wszystkich. Dlatego też jak były referenda czy znowu otworzyć wyspę i wpuścić turystów to długi czas miejscowi głosowali przeciwko...

Zaczęto więc otwierać spokojnie..., po 2 loty tygodniowo. Jak ja byłem, to turystów rzeczywiście było niewielu, może kilkudziesięciu. Większość przyleciała na 2 dni, ponieważ kolejny samolot był za 5 dni, a mało kto chciał zostawać tydzień.

Wydawałoby się też, że miejscowi ze strachu przed covidem są 100% zaszczepieni, a to nieprawda. Nasz przewodnik powiedział, że przyjmie chorobę na klatę. Od komentarza się powstrzymam...

Mój ostatni dzień to wschód słońca na Tongariki. Wyjeżdżamy trochę spóźnieni, bo oczywiście grupa się totalnie guzdrze z rana. Czekałem jako pierwszy umówiony na 6, a reszta zebrała się po 20 minutach. W takich momentach trochę wkurzają mnie grupy, bo dojeżdżamy trochę za późno.

Image

Słońce jeszcze nie wyszło za górę, ale dla mnie jest już trochę za jasno. Muszę kombinować ustawieniami aparatu by niedoświetlać.

Image

Balans bieli też trochę szwankuje ;)

Image

Image

Na pierwszym planie widać leżące Moai, ciekawe czego nie wszystkie podnieśli.

Image

No i powoli wychodzi słońce...

Image

Image

Image

Image

A to już Rano Raraku po wschodzie...

Image

Wracamy do hostelu, żegnamy się z przewodnikiem, a ja idę tam gdzie zacząłem, czyli do Ahu Akivi, bo teraz jest lepsze światło, oświetlające posągi od przodu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Właściciel hostelu podrzuca mnie do food tracków - są tu trzy. Biorę wielkiego hamburgera za 8k pesos. Stąd już blisko na lotnisko. Odprawa personalna bezproblemowa, samolot znowu spóźniony, jeszcze w malowaniu LAN.

Do Santiago docieram przed 23. Łapię jeszcze autobus do centrum i z buta idę do hotelu. Trafiła mi się tym razem chamska nora z oceną 7.8 na booking. Jakoś przeżyję, rano znowu muszę wracać na lotnisko ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 22 Wrz 2022 08:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Będąc poprzedni raz w Santiago, stwierdziłem, że bez sensu jest siedzieć tam ostatnie prawie 2 pełne dni przed odlotem. Myślałem o wyskoku do Kanionu Maipo, ale jedyne wycieczki mogłem znaleźć tylko online i nie było to tanie. Postanowiłem kupić bilety do La Serena - czyli trochę na północ od Santiago. Bilety w LATAM kosztowały ok. 300 zł za RT. Tak z 11 planowanych lotów zrobiło się 13.

Rano, po powrocie z Rana Nui, jadę więc kolejny raz na lotnisko i przedpołudniowym lotem dolatuję na miejsce. Z lotniska nie ma transportu publicznego, ale można przejechać zbiorową taksówką. Jadę za 4k razem z dwoma innymi pasażerami i podrzucają mnie pod chyba najlepszy hotel, jaki miałem na tym wyjeździe.

La Serena ma kawałeczek starówki, który jest podobny do innych tego typu miasteczek w stylu kolonialnym, a na nieśmiertelnym Plaza de Armas jest oczywiście zabytkowy kościół.

Image

Obok jest też inny kościół z XVIII wieku:

Image

Moim celem jest jednak latarnia morska nad morzem. Spacerek to 2 km, po drodze zaliczam jeszcze centrum handlowe.

Image

Jest niedziela, więc nad oceanem jest sporo ludzi, jest spory odpływ.

Image

Kolejnego dnia pojechałem do sąsiedniego miasta Coquimbo. Jest tam spory port, stara część jest na wzgórzu i tam też jest wielki betonowy krzyż.
Lokalny autobus tyle jedzie, że boję się, że nie zdążę na check-out na 12. Dlatego też wysiadam z autobusu i wsiadam w powrotny. Wymeldowuję się po już po 12, jeszcze szybki hamburger w barzynie obok i mam nadzieję zacząć bezproblemową podróż powrotną.

Kupiłem bilety tak, aby mieć 4h przerwy w Santiago do mojego lotu do Houston.
W La Serena dotarłem na lotnisko jak jeszcze boardowali poprzedni samolot do Santiago. Zapytałem czy mogę tym polecieć, ale nie chcieli mnie wpuścić, bo mój bilet nie pozwala na zmiany. Szkoda, że nie działa to jak w United. Jest miejsce i jesteś na lotnisku to lecisz.

Czekając na swój samolot, nagle widzę, że zniknął z tablicy. Przesunęli go o 3.5h później i nie zdążyłbym na przesiadkę do Houston! Te spóźnione loty to zmora na tym wyjeździe, wszystkie do tej pory były opóźnione.

Wychodzę do stanowisk check-in i mówię, że nie zdążę na przesiadkę do Houston. Nic nie jest stracone, bo jest jeszcze jeden lot do Santiago, który ląduje na 2h przed moim odlotem. Proszę aby mnie wrzucili na ten lot, a oni mówią, że nie mogą bo jest pełny!!! No to jestem ugotowany. Wybłagałem standby i czekałem na rozwój sytuacji.

Przy boardowaniu tego lotu okazuje się, że jednak ostatnie miejsce się znalazło! Ale szczęście. Ląduję bez przygód i idę na terminal międzynarodowy.

United, Boeing 767 po retroficie, ładny samolot, przyzwoite jedzenie, wino i piwo za darmo, no i samolot na czas! Ludzie wieszają psy na United, ale dla mnie to był powiew świeżości po tych problemach dotychczas. Zresztą ja lubię United, miałem tam kiedyś status 1K i wiele lat Platinum.

Houston po 5 rano jest prawie puste. Oficer imigracyjny jednak dziwi się, że mam 11h przesiadkę oraz dużo dziwnych pieczątek i wysyła mnie na dodatkową kontrolę.
Tam czekanie, pytania, wywiady, badanie bagażu, zabrali mi telefon i sprawdzali maile, messengera, whatsuppa, smsy, zdjęcia i nie byli pewni czy mówię prawdę. Masakra.
Co gorsza, miałem tam sporo wiadomości o mojej kolejnej podróży do państw, które uważają za niebezpieczne, a także moje rozważania odnośnie potencjalnego wyjazdu do Afganistanu.
Myślałem, że mi nie uwierzą, że ja po prostu zwiedzam świat, ale po 5h postanowili mnie w końcu puścić...

To moja 42 wizyta w USA, trzeci raz miałem dodatkowe trzepanko, ale pierwszy raz tak długo.

Z mojego długiego zwiedzania Houston zostało niewiele, tym bardziej, że do centrum jedzie się z godzinkę.
Zwiedzam więc na szybko totalnie puste centrum.

Image

Image

Image

Image

Houston niczym nie zaskoczyło. Ciekawy jest park

Image

Jest tu food track z meksykańskim żarciem, więc mogę skorzystać.

Image

Na autobus powrotny na lotnisko czekam aż 45 minut, a mają jeździć co 30. Trochę się bałem, że znowu nie zdążę, ale uber pokazywał 60$.
Samolot do Amsterdamu w podobnym stylu jak z Santiago i najważniejsze, że o czasie!

W Amsterdamie mam prawie 5h, ale spędzam ten czas na lotnisku. KLM do Wawy opóźniony z powodu braku obsługi naziemnej. Także z 13 lotów, tylko 2 United były na czas.

Dziękuję za uwagę.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 22 Wrz 2022 12:59 

Rejestracja: 14 Wrz 2019
Posty: 47
Piękne zdjęcia, jak zwykle. A sama relacja super się czyta, tekstu w sam raz. Trochę niepokojące jest natomiast to trzepanie telefonu w USA, mocno gwałcące prywatność. To u nich normalne? Zastanawiam się co by się stało gdybyś odmówił odblokowania telefonu. Areszt i deportacja?
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 22 Wrz 2022 14:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Dali jakiś papier do zapoznania się, że mogą grzebać ile chcą. Chcieli nawet podpiąć pod jakiś ich soft by wczytać co zostało usunięte w ostatnich 30 dniach.

Mogłem się postawić bokiem, ale wilczy bilet to dla mnie zbyt duże ryzyko z powodu częstych podróży służbowych do USA (przynajmniej w przeszłości). Poza tym nie miałem nic do ukrycia.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 22 Wrz 2022 16:29 

Rejestracja: 31 Sty 2014
Posty: 2835
srebrny
south napisał(a):
Piękne zdjęcia, jak zwykle. A sama relacja super się czyta, tekstu w sam raz. Trochę niepokojące jest natomiast to trzepanie telefonu w USA, mocno gwałcące prywatność. To u nich normalne? Zastanawiam się co by się stało gdybyś odmówił odblokowania telefonu. Areszt i deportacja?


W USA można zostać skazanym za odmowę podania hasła / odblokowania telefonu i komputera służbom imigracyjnym.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#30 PostWysłany: 22 Wrz 2022 16:30 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 5560
HON fly4free
Grzebanie zależy pewnie od funkcjonariusza - ja mialem raz secondary i trwało może extra 5 minut do tego w dość zabawnej atmosferze ("komputer cię wylosował, latasz do nas ze wszystkich stron"...). Zapytali parę standardowych rzeczy, dosłownie proforma rzucili okiem do otwartego bagażu podręcznego, pośmiali się i życzyli miłego pobytu.
Góra
 Relacje PM off
travellista lubi ten post.
travellista uważa post za pomocny.
 
 
#31 PostWysłany: 22 Wrz 2022 17:07 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 5245
Loty: 380
Kilometry: 771 429
Ja miałem problem z powodu wizy w innym paszporcie ale na Hawajach są na tyle pomocni i wyluzowani,że w końcu kolo podzwonił i zmatchował wizę w drugim paszporcie z nowym i nikt więcej o drugi pass nie pyta. Śmiał się za to imigracyjny w LAX ostatnio na ile tym razem dzień czy dwa :D No ale po tych wszystkich sprawdzaniach w TLV myślę, że wiedzą jakiego szamponu używam i jaką kartą zapłaciłem za niego.
@cart dzięki za wybicie mi z głowy Houston. @becek będzie szczęśliwy :D
_________________
Tolerancja kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa człowieka
Góra
 Relacje PM off  
 
#32 PostWysłany: 22 Wrz 2022 21:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Ja przez IAH kilka razy latałem do Meksyku, też do Gwatemali i Salwadoru i pierwszy raz ten problem. Kiedyś mnie trzepali w JFK (z godzinkę) i ORD 30 min.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 23 Wrz 2022 01:42 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 2381
Loty: 213
Kilometry: 249 545
Piękna ta Wyspa Wielkanocna na Twoich zdjęciach, gratuluje wyprawy :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 23 Wrz 2022 18:46 

Rejestracja: 22 Cze 2012
Posty: 395
niebieski
cart napisał(a):
To moja 42 wizyta w USA, trzeci raz miałem dodatkowe trzepanko, ale pierwszy raz tak długo.


Właśnie tego nienawidzę w USA. Że możesz tam przyjeżdżać setki razy, że wizyty są często krótkie, biznesowe.. a potem jakiś redneck nagle stwierdzi, że skoro widziałeś więcej krajów, niż on ma kanałów w TV, to trzeba cię prześwietlać i męczyć.. może mają jakiś bonus od upodlonych przylatujących:)

Ja może w USA 42 razy nie bylem, ale pewnie pod 20 by się zebrało i też w tym roku miałem super przyjemniaczka, jak leciałem z rodziną z Kostaryki do Orlando. Zaczął mnie wypytywać super nieprzyjemnym tonem, po co tu jestem, co robię w pracy, ile mam pieniędzy (i nie na wyjazd ale ogólnie, ma koncie), dlaczego wlatuje znowu do USA skoro byłem tu 8 dni temu, itp. Do tego robił to w tak obcesowy sposób, że mi też ciśnienie podskoczyło i trochę zacząłem mu puszczać ironiczne komentarze, podważające jego inteligencję ;).. pewnie nienajlepsza strategia, ale już nie mogłem z nim.. w końcu puścił dalej, ale nie zdziwiłbym się, gdyby mi kazał iść na bok.. zawsze wydawało mi się, że w USA to tylko trzęsących się mieszkańców Podlasia i górali czeszą, a że oni po angielsku ni w ząb, to czasem wracają do Polski... ale jak widać, na każdego może trafić..
Góra
 Relacje PM off
travellista uważa post za pomocny.
 
 
#35 PostWysłany: 23 Wrz 2022 20:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Pewnie mają jakieś algorytmy, coś jak SSSS przed lotem do USA, które też mi się kilka razy trafiało...
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#36 PostWysłany: 23 Wrz 2022 22:44 

Rejestracja: 22 Cze 2012
Posty: 395
niebieski
Ssss... miewałem, aż tak straszne nie było. Ale twoje przesłuchanie to już brzmi jak wyjazd do Izraela po pobycie w Iranie:)
Góra
 Relacje PM off  
 
#37 PostWysłany: 24 Wrz 2022 11:31 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 5560
HON fly4free
Algorytmy i jeszcze raz algorytmy. Każdy, kto regularnie lata do US wcześniej czy poźniej trafi na dodatkowy "check" (i na ogół to bardzo standardowa procedura - @cart trafił akurat na wyjątkowych upierdliwców) , tak jak i każdy ma szansę na SSS (dostaje ją zawsze pewien % paxów każdego lotu), które także w 99% jest standardowym, dodatkowym sprawdzeniem bagażu i tyle.

@KKL: akurat dużo gorsi są wbrew pozorom Kanadyjczycy - przy pierwszej wizycie w tym kraju siedziałem 2 h na lotnisku, bo nie mogli zrozumieć dlaczego przyleciałem do Toronto na 3 dni liniami indyjskimi (ex AMS) w klasie biznes, a następnie leciałem na 1 dzień do NYC, żeby stamtąd polecieć do Korei, Chin i Wietnamu, i wrócić do Europy od drugiej strony (wszystkie bilety w C). Jak najbardziej autentyczne w tym wypadku argumenty "bo lubię podróżować" oczywiście nie działały, zadawali setki głupich pytań od zarobków, po gdzie i za ile były zarezerwowane bilety, sprawdzali bagaż itp. itd. Ostatecznie dali się przekonać co do tego , że rzeczywiście "lubię latać", jak im pokazałem recenzje linii lotniczych, które opublikowałem.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#38 PostWysłany: 24 Wrz 2022 21:37 

Rejestracja: 22 Lut 2013
Posty: 214
niebieski
Piękne foty, miło było z tobą powspominać.
Czy dobrze zrozumiałam, że na Anakena beach trzeba mieć bilety ? Jak ja byłam to nic takiego nie było.
Czy przy parkingu, blisko wejścia na plaże były rózne budki- knajpki ? jadłam tam fantastycznego tuńczyka, palce lizać
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 25 Wrz 2022 11:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1577
złoty
Przy parkingu teraz jest budka, gdzie sprawdzają bilety. Knajpek całe zero.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 39 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group