Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Wikipost
Kosztorys wycieczki

Rozdziały

1 Rozdział: Przygotowania
2 Rozdział: Przygotowania nr 2 - trasa
3 Rozdział: Dzień -2 i -1 Zlot F4F Wawa i Amsterdam
4 Rozdział: Dzień 0, Lecim do Limy
4 Rozdział: Dzień 1, Arequipa
5 Rozdział: Dzień 2, Arequipa i prawie o mały włos porwania mojego Passepartout
6 Rozdział: Dzień 3, Cabanaconde, chodzenie po górach, czyli jak klnąc w 5 językach...
7 Rozdział: Dzień 4, Cabanaconde, El Cóndor Pasa

8 Rozdział: Dzień 5, Droga do Puno, Miasto z dziwnymi posągami, lamy i jakieś jeziorka
9 Rozdział: Dzień 6, Puno, Zwiedzamy Disneyland Peru (albo inaczej pływające wioski na jeziorze Titicaca)

10 Rozdział: Dzień 7, Copacabana ¡Viva Evo Morales! ¡Viva Copacabana, Boliviano Częstochowa!
11 Rozdział: Dzień 8, Copacabana, grzeczna siostrzyska
12 Rozdział: Dzień 9, Cuzco, Jakiś Inca, jakaś Cusqueña


 [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 11 Lip 2016 12:38 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Czwartek 5/5
El Cóndor Pasa


Wstęp:




Chyba to największa atrakcja Cabanaconde, czyli oglądanie kondorów. Można tam dojechać jednodniową wycieczką z Arequipy ale najlepiej skoczyć prosto z Cabanaconde.
Kondorów najlepiej się ogląda między 8 i 10, więc poranna pobudka jest wymagana.

Wstajemy o 06:30, z zakwasami (5 minut mi zajęło wstawienie z łózka, moim Passepartout 15 minut zajęło zejście ze schodów (a byliśmy na 1szym piętrze). Na śniadania, nić nowego, czyli dżemik i bułeczki. Już mieliśmy lekko dość tego zestawu, a nawet nie byliśmy w połowie naszej podróży, i o 7 jesteśmy w Plaza de Armas w Cabanaconde, skąd odjeżdżają autobusy do Chivay - Arequipa.

O 7 rano jedzie tylko autobus firmy Rey, no i to skutkuje ze jest pełny po brzegach. Przejażdżka kosztuje 3 PEN i zajmuje 30 minut.

Załącznik:
1.jpg

Cruz del Condor

Ludzi pełno (większość z wycieczek z Chivay) i lokalnych sprzedawców, u których można kupić mydło i powidło

Załącznik:
9.jpg


Kontrola biletów, i szukanie wolnego miejsca przy klifie.

Załącznik:
8.jpg


I już widać pierwszych kondorów

Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


I po 8 zaczął tanieć kondorów (coś jak film Kevina Costnera, Tańczący z wilkami)

Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Kondory, kondory i po kondorach. One poleciały coś zjeść a my musieliśmy wrócić.

Opcje są dwie.

Albo busem albo zejść na nogach (około 15km), asfaltem. Wybraliśmy opcję numer 2, jako ze mieliśmy sporo czasu.

Załącznik:
10.jpg


Szczerze, polecam wam ten spacerek. Fajne widoki, spacerek tez fajny, tylko warto nie zapomnieć o wodę, bo po drodze brak jakikolwiek knajp/sklepów.

Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg

https://en.wikipedia.org/wiki/Mummy_Juanita

Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


Szybki spacerek po Cabanaconde, i obiadek. Tym razem napój narodowy Inca Cola i Lomo Saltado z wieprzowiny. Lomo saltado to nić innego niż peruwiańska odmiana kuchni chińskiej. Danie składa się z pasków wołowiny smażonych na rozgrzanym oleju z sosem sojowym, smażonymi warzywami i dużą porcją ryżu.

Załącznik:
lomo saltado.jpg


Potem piweczko przy placu, patrząc na miejscowych, czekając na strawienie i kolację od naszej gospodyni

Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg


Załącznik:
19.jpg


Ostatni zachód słońca w Dolinie Colca

Załącznik:
20.jpg


Załącznik:
21.jpg


Załącznik:
22.jpg


Następnego dnia, pobudka i podróż do Puno, przez Chivay.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 11 Lip 2016 20:02 

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 1154
złoty
Robiłem tę samą trasę kilka dni po tobie.
Zamiast jeżdżenia komunikacją wynajęliśmy w Arequipie auto.
Na tej przełączy gdzie padał śnieg mieliśmy podczas jazdy kryzys.
Jetlag plus choroba wysokogórska.
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 15 Sie 2016 12:52 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Piątek 6/5
Miasto z dziwnymi posągami, lamy i jakieś jeziorka


Ostatni dzień w dolinie Colcy. Pobudka do najlepszych nie należała. Dalej czułem wszystkie zakwasy a do tego widziałem jak bardzo spaliłem ucho od słońca (nawet nie wiedziałem ze jestem do tego zdolny ^^) no ale było trzeba się spakować, zjeść śniadanie (już nie mogłem na nie patrzyć) i przejść się do hostelu Pachamama, tam gdzie odjeżdżał nas bus do Chivay.

Niestety, bezpośrednie połączenie między Chivay i Puno, obsługuje firma 4M Express, no i do tanich nie należy. Trzeba zabulić min. 50$ za bilet Chivay - Puno. Ale za to wygrywa się z czasem, zamiast jechać przez Arequipe.

Załącznik:
1.jpg

Zegnamy się z Cabanaconde

Do Chivay jechaliśmy busem podstawionym od Pachamama, żeby mieć okazje pozwiedzać lokalne miasteczka.

Pierwszy postój, panorama Antahuillque.

Załącznik:
2.jpg


Szczerze, nie urzekła mnie. Taka sama, jak wczoraj w Mirador del Condor. A jako ze to atrakcja turystyczna, to multum pamiątek było możliwe do kupna za parę soli, tak samo jak colca sour (drink na bazie kaktusa) i piwka.

Kolejny postój, Maca.
Takie małe miasteczko, które się widzi jadąc do Bukowiny Tatrzańskiej. Małe, z kościołkiem w centrum miasta, i miasto które żyje tylko z turystyki. Za 2-3 sole można zrobić selfie z lamą albo z rodowitą Peruwianką.

Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Załącznik:
10.jpg


I wreszcie dojeżdżamy do Chivay. Takie Zakopane w Peru. Mają nawet własne Krupówki.

Załącznik:
11.jpg

Peruwiańskie Krupówki

Szybki obiad, i wsiadamy do autokaru który nam podwiezie do Puno.
W autobusie przewodnicka, opowiadała po hiszpańsku i kiepskim angielskim o tym co widzimy i o naszych postojach.
Nić ciekawego się nie dowiedziałem, więc podłączyłem iPoda, playlistę z Brucem Sprinstinem i oglądałem widoki

Załącznik:
12.jpg


Krótka przerwa na przekąskę i Mate de Coca

Załącznik:
13.jpg


I kolejna krótka przerwa przy jeziorze Lagunillas przy 4100 m n.p.m.

Załącznik:
14.jpg


Wtedy odczułem co oznacza choroba wysokogórska, ale bardziej zmęczenie z chodzeniem nawet 400-500 metrów pod górkę. Co chwilę była obowiązkowa przerwa na oddech i odpoczynek.

Koło 18 dojeżdżamy do Puno. Wyobrażałem ze będzie przypominać Arequipe, ale jednak bardzo się myliłem.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 25 Sie 2016 15:40 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Sobota 7/5
Zwiedzamy Disneyland Peru (albo inaczej pływające wioski na jeziorze Titicaca)


Ciężko mi się spało tej nocy. Coś mi śmierdziało w pokoju, i nie mogłem przypomnieć skąd znam ten smród. Nie wiem, może przypomnę.
Po śniadaniu idziemy do portu/dworcu poszukać rozkładu jazdy do Copacabany no i wycieczkę do Islas de Uros.

Spacerek przyjemny przy straganach i przy świeżo wyciskanym soku z pomarańczy.
Dworzec nie znajdował się tak daleko z naszego hostelu (40 minut wolnym spacerku z góry) dokładnie obok jeziora.

Wchodząc do dworca, muszę przyznać ze pierwsza myśl która wpadła, to Grecja. Czułem się jak na naszym targu obok domu. Nie tylko ze można tam kupić wszystko, ale także okrzyki sprzedawców biletów żeby kupić od nich bilety do Limy, tak jak u mnie żeby kupić pomarańcze bo są najlepsze na świecie.

Bilety do Copy kupione, wycieczka także (z odbiorem z placu de Armas) i idziemy zwiedzić miasto.
W głowach mieliśmy wyobrażenie, ze będzie ono przypominać piękność Arequipy.
Sporo się mililiśmy. I to bardzo.

Puno zostało założone w połowie 17 wieku, słynne miasto uniwersyteckie i liczny fiest. Ale z architekturą kolonialną nie ma nić wspólnego.
No dobra, jest Plaza de Armas, deptak, parę pomników i tyle. Czyli nie licząc zwiedzania pobliskich szczytów/pomników da się zwiedzić w niecałe 2 godziny. No dobra z obiadem i kawą 3:30 godziny.

No i dopiero w Puno, miałem okazje wypić prawdziwą kawę, a nie rozpuszczalną, taką jaką dostawałem przez ostatnie 7 dni. Uśmiech wreszcie wrócił!

Koło 13, jedziemy busikiem na port, na naszą wycieczkę do "Disneylandu".
Nasz przewodnik, Jose przywitał nas przy porcie, z dresem FC Barcelona (wszyscy przewodnicy mieli taką jak zauważyłem później) i zaprowadził nasz do statku.
Statek był prawie pusty (tylko jedna rodzina Peruwiańska i koleś z UK). Wszyscy czekamy kiedy nasz kapitan i przewodnik wrócą. Za to dwójka dzieci się bawi z przodu więc każdy myślał ze to dzieciaki kapitana. Po chwili wpada Luis i jeden z dzieciaków odcumuje, drugi zapala fajkę i przyjmuje dowództwo. Nie miał z 14 lat, więc my i koleś z UK byliśmy lekko w szoku. No dobra, trochę za bardzo.

Przy wypłynięciu "el capitano pequeño" pozwolił nam wejść na dach statku. Lepsze to nić kiszenie w środku :D

Załącznik:
12.jpg

Pierwsze widoki jeziora Titicaca

Nie wyobrażałem ze jezioro Titicaca jest tak ogromne. Nie dziwię się ze miejscowy nazywają ją morzem, bo ciężko można zobaczyć końca jej.

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Po 40 minutach, dopływamy do "Disneylandu"

Załącznik:
3.jpg

Kontrola biletów

O wyspach sporo było mówione. Ze to pułapka dla turystów, ze prawie nikt nie mieszka, ze nie warto. Inny ze warto, bo to cos nowego, zobaczyć jak ludzie tam żyją. Szczerze, wahaliśmy czy płynąć, ale jednak mała cena wycieczki, to postanowiliśmy ze dopłyniemy.
Każda wycieczka ma "swoją" wyspę gdzie ona będzie cumować.

Załącznik:
4.jpg


W każdej, "rdzeni" mieszkańcy przywitają nasz jakbyśmy byli głowami państwa i zaproszą do chat.
Całość jest zrobiona z słomy, od wyspy po chatkach i jest to dość ciekawe uczucie jak się buja przy niej.

Luis (dawny mieszkanie wysp (¿?)) opowiada nam historię jak one powstały, ze nie wolno palić i jak bardzo się polepszyło życie na nie (mają panele słoneczne, szkołę) i jest chętny żeby odpowiedział na każde nasze pytanie. Naprawdę spoko przewodnik.

Na wyspie można kupić "ręczne robione" rękodzieła (które można kupić w Puno albo w Cuzco) od "babuszek" ale oczywiście ceny 2x wyższe.
Nie chcieliśmy niczego tam kupować bo po pierwsze było drogo, a po drugie nie chciało nam się to targać przez całe Peru, co spowodowało ze nasz nie polubiła babuszka.

Załącznik:
5.jpg

Rękodzieło "Made in China"

Załącznik:
6.jpg

Panele słoneczne

Załącznik:
7.jpg

Kaczka dziwacka

Po 15 minutach, widzieliśmy całą wyspę (co tam było do zrobienia). Wędki nie mieliśmy (tym bardziej nie lubię łowić wędką) i mieliśmy dwie opcje. Płynąć statkiem robiony ze słony (ponton a w nim przyklejone była słoma) za 15 PEN za osobę albo odpocząć w wieży widokowej.

Załącznik:
10.jpg

Statek albo ponton

Załącznik:
8.jpg

Widok z wieży

Załącznik:
9.jpg

Widok z wieży

Załącznik:
11.jpg

Jadą nasi

Kolejna wyspa, to wyspa typowo restauracyjna. Główne danie to pstrąg, i to świeży. Kucharz ci pokazuje na twoich ojcach jak się szarpie. No i potem maczetą i po ptokach.
Wybrałem grillowanego (jakieś 20 PEN z piwem) i nie żałuję. Naprawdę był dobry.

Załącznik:
islos.jpg


Po rybce, powrót do portu, mate de coca i swędzenie po mieście żeby wrócić do hoteliku na noc.

Załącznik:
13.jpg


Czy warto płynąć na Islas de Uros? Według mnie tak, jeżeli ze przekracza nasz budżet. Jest coś, co nie widzieliśmy w Europie. Czym pojechałby tam drugi raz? Jak mi zapłacą to z chęcią. Jak nie, to nie widzę powodu wracać do Puno.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 02 Wrz 2016 16:52 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Niedziela 8/5
¡Viva Evo Morales!
¡Viva Copacabana, Boliviano Częstochowa!


Już wiem co mi ten smród przypomina. Tak pachniało w pokoju mojego współlokatora, kiedy myślał ze jego żółw wpadł w sen zimowy. W lipcu....

Ostatni dzień w Puno, więc dziś dzień przeznaczony będzie zwiedzaniem jeziora Titicaca i centrum miasta. Na chill outcie albo jak się zwie tutaj, estilo de mañana...


Załącznik:
1.jpg

Piękna architektura Puno...

Załącznik:
2.jpg

Jezioro Titicaca

Wracamy znowu do Portu, żeby przy okazji zobaczyć pamiątki no i słynny statek Yavari. Co ciekawego z tym statkiem? No to ze został zbudowany w Anglii i dostarczony do jeziora Titicaca. Statek dopłynął do portu w Arice i potem częściami dostarczono pociągiem do Tacna gdzie osiołkami przenieśli je przez 350km aż do jeziora. Trzeba przyznać, sam wyczyn robi wrazenie, jak większość ludzi nie chce im się nawet 2km przejść na nogach...

Statek odegrał dość ważną rolę w życiu Puno i jeziora Titicaca do 1975, kiedy został zacumowany przy porcie aż do 1987, kiedy angielska para, przy pomocy Michaela Palina z Monty Pythonów zaczeli odrestaurowanie statku. Roboty trwały aż do 2015 r. kiedy statek był gotowy płynąć przy jeziorze.

Załącznik:
3.jpg

Yavari

Zwiedzanie jest darmowe, tylko ze jest jeden problem. Żeby dostać się tam, to można tylko łódką albo "dopłynąć". Oczywiście za pierwszą opcję trzeba dać 10 PEN. Za osobę. Więc statek widzieliśmy od zewnątrz.

Załącznik:
4.jpg

Informacja Turystyczna

Pamiątki kupione (duperelki) i wracamy do centrum, na kawę.

Załącznik:
5.jpg

To dziś pan życzy fryzurę a'la Messi czy a'la Cristiano?

I wracamy do Plaza de Armas.

Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Po 20 minutach, mieliśmy serdecznie dość tego miejsca. Centrum zwiedziliśmy chyba całe (wszystkie możliwe uliczki) wszystkie możliwe sklepy z pamiątkami, więc przyszła pora na obiad. Jako ze czasu było sporo (aż za sporo) wracamy do knajpek przy porcie.

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Dziś niedziela, więc wszystkie możliwe knajpki pełne do ostatniego stolika, ale po 15 minutach znajdujemy wreszcie wolnego stolika.

Na obiad zamawiam czegoś co mi naprawdę brakowało przez tyle czasu. A był to zwykły ser. Od tygodnia nie jadłem i naprawdę tęskniłem za nim. Tak bardzo, ze byłem już gotowy pójść do marketu i kupić do sniadania, ale greckie lenistwo wygrywało, i jadłem dżemik.

Załącznik:
choclo con queso.jpg

Choclo con queso. Czyli kukurydza z smażonym serem. Taki peruwiański Smažený sýr

12:00 wreszcie idziemy do dworca, bo już nie wiedzieliśmy co z nami zrobić. Do tego mówiono nam ze w autobusie będzie WiFi więc będzie okazja porozmawiać z rodziną.
13:00 odprawa biletowa. Przychodzi do nas Indianin w wyglądzie jak Charles Bronson, i oprowadza nas do "autobusu". Autobusu, bardziej Latynoskiego Ogórka. Co do WiFi, było tylko opis ze jest WiFi. I tyle.
Do klimy tak samo, nie było. No w sumie była, ale jak otworzyłem okno, to połowa okna spadła i miałem non stop otwarte. Czyli wesoło!

Przy wejściu dostaliśmy kartki migracyjne do wypełnienia (na które nikt nie zwracał uwagę przy granicy) i wio.

Załącznik:
12.jpg


Do granicy, trzeba doliczyć około 2:30 - 3:00 godziny jazdy, czyli prawie na około jeziora Titicaca. Ale za to można zobaczyć pięknie widoki.

Dojeżdżamy do granicy. Ciężko to nazwać przejściem granicznym. Każdy może przejść przez nie, i nikt nie zauważy ze już je przeszedłeś. Świnie biegają góra i w dół, dzieciaki grają piłkę (pierwszy raz chyba widziałem boisko które jest dzielone przez granicę).

Załącznik:
13.jpg

Bienvenido al Estado Plurinacional de Bolivia

Dostajemy pieczątki z jednej i drugiej strony, i wszyscy czekamy w busie. Ja niecierpliwy bo chcę zobaczyć zachód słońca przy jeziorze inny bo mają przesiadkę do La Paz.

Okazuje się ze dwóch pasażerów nie mieli wizę (to była para Amerykanin - Ukrainka) i do tego nie mieli wszystkich papierów gotowych. Więc po 30 minutach czekania, kierowca powiedział coś nie miłego, zostawił ich manatki i pojechał do Copacabany.

I ja zadowolony bo zdążyłem na zachód.
Załącznik:
14.jpg


Nocleg mieliśmy w hotelu Wendy Mar. Niedaleko Plazy, niedaleko Plaży. Pokój dostajemy na ostatnie piętro hotelu (5) więc było małym wyzwaniem dojść tam. Ale daliśmy radę.
Pokój dość fajny, a do tego, był ciepły prysznic!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
tom971 uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 13 Wrz 2016 13:30 

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 1154
złoty
Tydzień później ten hotel również miał gości z Polski.
Ciekawy i tani hotel.
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 23 Wrz 2016 11:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Kwi 2011
Posty: 410
Loty: 260
Kilometry: 458 390
niebieski
Tez tam spalismy w lipcu! :)
_________________
http://www.liswplecaku.pl
O lotach, podróżach i innych dziwach
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 14 Paź 2016 10:15 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Poniedziałek 9/5
Copacabana, grzeczna siostrzyska


9 rano. Słonko świeci i czas na śniadanie, ale po pierwsze, zobaczyć widoki z okna
Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Śniadanie takie sobie, mogło być lepsze, jak za hotel, ale nie był i zły (po tygodniu jedzenia to samo, nawet najtańsza mortadela smakuje jak dobry stek z Argentyny).

Zostawiamy bagaże w recepcji i idziemy zwiedzać okolice.

Miasto stało się słynne, jako w Katedrze głównej w Copacabanie, znajduje się statuetka Matki Boskiej, patronką Boliwii. Taka Częstochowa w Boliwii.
Ludzie z całej Boliwii przyjeżdżają tylko żeby się pomodlić przy statuetki.

Całe życie jednak Copy kręci się wokół Plaza de Armas i katedry

Załącznik:
7.jpg

Plaza de Armas

Załącznik:
6.jpg

Katedra

Zwiedzanie katedry jest darmowe i warto do niej wejść jak ktoś będzie w Copie.

Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg

Matka Boska Boliwii

Druga atrakcja Copacabany to to wyspy Słońca i Księżyca (Isla de Sol i Isla de Luna) na jeziorze Titicaca.
Według legend Inków tutaj narodził się biały bóg Viracocha oraz pierwsi Inkowie: Manco Capac oraz jego siostra, a zarazem żona Mama Ocllo, a także samo Słońce czyli Inti. Wyspa ta jest wciąż miejscem świętym dla zamieszkujących Boliwię oraz Peru Indian Ajmara i Keczua.

Dopłynąć tam można jednych z licznych statków które odpływają non stop z portu (nasz był za free z powodu podróży autobusem BoliviaHop do Cuzco tego samego dnia).

Podróż do wyspy trwa około 1 1/2 godziny i mamy 3 godziny na zwiedzanie wysepki (czyli jeden szlak prowadzący z małego portu do głównego portu)

Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Załącznik:
10.jpg

Główny port

Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Powrót do Copy

Autokar już na nas czekał, żeby nas podwieść do granicy a z stamtąd drugi do Cuzco.

Załącznik:
15.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 21 Paź 2016 23:46 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Cuzco
Wtorek 10/5
Jakiś Inca, jakaś Cusqueña

5 rano. Pobudka. Taka niechciana. Dojechaliśmy do Cuzco godzinę wcześniej niż było zaplanowane. Czegoś bardzo nietypowego jak na Peru i Amerykę Łacińską ogólnie. Więc zostało trzymać kciuki i liczyć ze nasza gospodyni otworzy drzwi w AirBnb.

Jedziemy taksą do domku. Pukamy raz. Nić... Pukamy drugi. Nić... No cóż, fajny park jest obok bloku. Jak coś powtórzymy noclegi naszych wspólnych znajomych na MS AGH w trakcje Juwenali. Ale spróbujmy jeszcze raz. O, słuchać odgłos otwierania drzwi!
Mąż właścicielki, lekko-bardzo zaspany otwiera drzwi i pyta nas o co chodzi. Odpowiadamy mu co się stało i prosimy grzecznie czy można mieć Early Check-In.

-Si, no problemo.

Woohoo! Manco Capac i Mama Ocllo jednak nas lubią!
Zostajemy poczęstowani herbatą z liśćmi koki i pokazują nam, nasz pokój. Taka klitka mała, z ładnym widokiem na nowe miasto Cuzco. Ale to nić, co do prysznicu (który raz był, raz nie, raz miał ciepłą wodę, raz nie) i do łóżeczka na 2-3 godziny.

Koło 9 idziemy na miasto, załatwić transfer do Aguas Callentes, bilet do Machu Picchu no i pospacerować po mieście.

Znak charakterystyczny Cuzco to mury z dawnych czasów jeszcze

Załącznik:
1.jpg


Tak samo drugi znak to ze miasto zostało zbudowane na wgórzu (tak jak Puno) i non stop idzie się raz w górę raz w dół.

Ale jak tu chodzić, jak się jeszcze nie wypiło brązowe złoto. Czyli ujmując inaczej, świezą kawę.

Znajdujemy lokal, przy placu Plaza de Armas, kupujemy kawusię i próbujemy się obudzić.

Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


I wracamy szukając magicznych karteczek do Machu Picchu.
Nie kupowaliśmy wcześniej kartek, bo liczyliśmy na piękny bilet, które będziemy mogli ozdobić w ramce, i podziwiać.
Jednak myliśmy się. I to sporo, bo się okazało ze boarding pass z Ryanair jest ładniejszy niż też zwykły druk od nich. No cóż, uczymy się na błędach i trzeba się przyzwyczajać ze bilety już tak będą wyglądać w przyszłość.

Dobra, boarding pas.... ftu, bilet do MP mamy, to trzeba załatwić załatwić też dojazd tam.
Peru Rail odpada stanowczo (za drogo), szlak Inków także (drogo i nie mamy czasu) więc zostaje zostaje słynna trasa busikiem z rana z Cuzco i potem marsz.

Jak znaleźć takie biuro w Cuzco? Nie ma z tym najmniejszego problemu, bo biuro znajdzie ciebie szybciej niż ci się wydaje!
Cena 60 PEN, ale powrót prosto z zejscia z MP. My jednak chcieliśmy spokojnie i swobodnie zwiedzić MP, więc wybieramy opcję z 2 noclegami w Aguas Callentes. Niestety cena 90 PEN, ale dajemy radę stargować do 80 PEN, bo obiecujemy ze wrócimy do biura.

Najważniejsze już mamy, czyli bilet i dojazd do Machu Picchu, więc można pochilautować w Cuzco!

Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg

Katedra w Cuzco

Niestety do większość atrakcji nie wchodzimy, jako ze ceny są zaporowe jak na warunki Peru, więc kościoły zwiedzamy z zewnątrz.

Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Ale do tego muzeum wchodzimy. W sumie, taki must które chcieliśmy zobaczyć, i poczytać więcej, jako ze mało albo w ogóle o tym nie piszą w naszych (Greckich i Polskich podręcznikach).

Czyli muzeum Inków!

Załącznik:
8.jpg


Wejście do muzeum kosztuje 10 PEN i na prawdę warto wejść i pooglądać/poczytać. Sporo ciekawych informacji i przewodnicy są chętny do pomocy i odpowiedzieć na wasze pytanie.

2 Ważne informacje
-Zakaż robienia zdjęć
-Nie kupujcie tam pamiątki. Tańsze znajdziecie w Targu San Pedro.

Dobra, fajny ci Inkowie, ale pragnienie jest silniejsze. Wracamy do naszej kawiarni i zamawiamy po soku, na wynoś, tak zeby odpocząć w placu i patrzyć na ludzi.

Załącznik:
9.jpg


I potem żeby się pogubić w uliczkach.

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


I takim sposobem trafiliśmy do marketu San Pedro. To taki Nowy-Stary Kleparz Krakowski. Tylko ze większy. I bardziej folklorystyczny. I bardziej ciekawszy. Zamiast krokieta kupisz żabkę do grillowania. Zamiast oregano kupisz liście koki. I tak dalej, i tak dalej...

Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg


Na tyłach marketu znajdują się liczne restauracje z obiadami, od zwykłego ceviche po cuy i kurczaka.
Do wyboru do koloru.

Załącznik:
14.jpg


I tym i tamtym, godzina dobiła 20:00, i trzeba było się zbierać do noclegu, zahaczając o market kupić składniki na jutrzejsze śniadanie no i na % na wieczór.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 23 Paź 2016 15:38 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Środa 11/5
Aguas Callentes
Czyli: Cavalero zmień płytę, bo się zrzygam!


6 rano.

Pobudka! Trzeba się przejść do Plaza de Armas i spakować się do naszego busika który podwiezie nasz do tamy, skąd będzie marsz do Aguas Callentes.

Niestety nasze prośby żeby busik przyjechał pod nasz adres zostały, odrzucone.
No szkoda, poranny spacerek zawsze dobry, szczególnie jak będziemy jechać parę dobrych godzin.

Stoimy. I czekamy. Nasz busik ma przyjechać o 07:00
Jest 06:50 więc idealny timing.
Tylko zaczyna mnie coś denerwować/martwić, ze oprócz mnie i mojego Passepartout nie ma nikogo więcej!
Scam? Okradli nas? Już mam małe dreszcze. 07:10 busika nie ma, i nikogo jeszcze też. Już się robi ciekawie.
07:20 przyjeżdża taksówka, wysiadają 3 turystów i Peruwianka.

-Señor Apopoto...
-Si, si, soy yo

(7-8 lat w Polsce, przyzwyczaiłem się ze moje nazwisko to sensacja i trudno do wypowiedzi)

-Przepraszamy za spóźnienie, ale nasz kierowca, Chiquito zasnął i zaraz jedzie.

Już mi kamień z serca spadł. Bałem się o najgorsze.
Podaję rękę i dostaję opaskę z jakiego biura jedziemy

Załącznik:
2.jpg


I informacje, ze nasz kierowca który będziemy wracać nazywa się Miguel i wyjazd z tamy będzie o 15 z tamy.

-Si, si claro.

07:30 wpakujemy się do busika (ciasno tak jak w Polskimbusie do tego nisko więc jest wesoło) i jedziemy do Tamy.

Trasa prowadzi przez miasto Urubamba i potem przez góry aż do Santa Maria.
Uwaga, dobrze mieć Aviormarin ze sobą, bo może być cięzko z zakrętami.

Załącznik:
1.jpg

Chwilowi postój na prostowanie nóg

Wszystko byłoby okej, jakby kierowca nie puszczał tą samą płytę przez 4 godziny non stop (i do tego nawet śpiewał).
Miałem Iron Maiden na mp3, ale nawet jak miałem na maksa, dalej było tego słuchacz.
Takie disco polo, ale po hiszpańsku.
Już nie wytrzymałem i powiedziałem mu wprost, żeby zmienił płytę bo także zwymiotuję w autobusie.
Strzelił focha, ale dał płytę z Bobem Marleyem. I grała cały czas. Ta sama. Przez kolejne 3 godziny.

Przed przyjazdem do tamy, był krótki postój w Santa Maria, na obiad i jedziemy do Santa Teresy.
Muszę przyznać ze droga była "dość" ciekawa. W sumie, cięzko to nazwać drogą, tylko przepaścią.

Po 3kg kurzu co pozbieraliśmy na naszych włosach i ubrań wreszcie dojechaliśmy do tamy.

Tam kolejna Peruwianka, tłumaczyła nam, jak dojechać do Aguas Callentes (pociąg 30 USD) albo pójść na nogach (czyli 2-2:15h)

I wio

Załącznik:
3.jpg

Bienvenidos

Załącznik:
4.jpg

Peruwiańskie Pendolino

Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Załącznik:
10.jpg


Spacer naprawdę należał do przyjemnych. Żadnych górek, tylko prosta droga przez piękny las, rzekę Urubamba i okolicznych zwierzątek.

I wreszcie widzimy Aguas Callentes!
Załącznik:
11.jpg


Szybki check in w naszym hotelu, i idziemy zwiedzać okolicę.

Po chwili, mamy to samo zdanie. Ze to Peruwiańskie Zakopane...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 23 Paź 2016 15:47 

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 1154
złoty
Robiliśmy tę trasę kilka dni po tobie.
Mieliśmy wynajęte auto, którym przyjechaliśmy pod Hydroelectrikę i nad ranem od 3 do 5:30 doszliśmy do mostu gdzie już widzieliśmy wjeżdżające non stop autobusy z turystami.
Potem jeszcze wejście pod MP te 1700m ciągle pod górę
Spacer po ciemku nie był aż taki straszny jak nam sugerowano.
Tego samego dnia w południe wróciliśmy z powrotem do auta i potem jeszcze 6h do Cusco.
Byliśmy wyczerpani ale się udało
Góra
 Relacje PM off  
 
#32 PostWysłany: 23 Paź 2016 15:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1045
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
@‌Zeus‌ Mi przejazd Cuzco - AC zawsze będzie się kojarzył z tą piosenką :D. Czy tego też słuchaliście?

Góra
 Relacje PM off
michcioj lubi ten post.
michcioj uważa post za pomocny.
 
 
#33 PostWysłany: 23 Paź 2016 15:53 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Dios mio...
Koszmary wracają...
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 01 Lis 2016 16:03 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Czwartek 12/5
Wszystkie drogi prowadzą do Machu Picchu


Wszystkie? Chyba 2 albo 3. No dobra maksimum 4.

Ale z Aguas Callentes na 100% są 2 drogi. Ale o tym póżniej.

Pobudka dziś, tak jak ostatnio, czyli wstajemy o 7 rano żeby zjeść spokojnie śniadanie i wejść na Machu Picchu. Specjalnie wzięliśmy o tej porze śniadanie, bo po pierwsze nie spieszyło nam się (mieliśmy drugi nocleg zaklepany) a nie chcieliśmy iść w pierwszą grupą tłumu, którzy będą wracać tego samego dnia do Cuzco.

A na śniadanie, pierwszy raz od 10 dni, była SZYNKA! No dobra, taka mortadela bardziej, ale mięso! I nie było jajek!
Nie wyobrażacie, nasze reakcje wtedy! Mięcho!

Ale dość tego! Nie po to przyjechaliśmy do Aguas Callentes żeby jeść mortadele!

Są 2 opcje, żeby wejść do Machu Picchu. Jedna do dawny szlak Inków (darmowe) a druga to przejazd busem.
Po Cabanaconde, powiedziałem, ze na 100% nie wejdę na nogach do Machu, tylko wezmę sobie busa, na jedną stronę.
Tak było dopóki nie widziałem kolejki do busa. I do tego jeszcze cennika tego busa. 12USD jedną stronę. Czyli tyle samo co Pendolino między Krakowem i Warszawą.

Wtedy chwilę nastawienia, jak Alan z Kac Vegas,

Image

Czyli ile piw za to mogę mieć, i szybka decyzja. Pierniczę idę na nogach. Dawni inkowie tak robili zrobię i ja!

Pogoda, szczerze, na początku było pochmurno. Ale dla mnie to dobrze. Wygodniej będzie wejść na szczyt!

Idziemy drogą wzdłuż rzeki, pierwsza kontrola i pierwszy znak

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg

Rzeka Urubamba

i wejscie na szlak

Załącznik:
3.jpg


Do szczytu mi zajęło jakieś 1:30h, więc tragedii nie ma, jak na moją kondycję!
Kontrola biletów (nawet nie przejęli się moim bagażem i ostatnia prosta do zaginionego miasta!

Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Lamy. Lamy są wszędzie i tylko niecierpliwie czekają na coś. Czy to będzie banan, czy to czekolada albo kanapka. Tak jak nasze gołębie Krakowskie. Ale trzeba przyznać lama wygląda ładniej niż gołąb na Rynku.

Jeszcze pięć minut wejścia, i jest! Jedno z moich pierwszych marzeń stało się prawdą!

Mogę powiedzieć ze płakałem. Nie wiem czy z radości, czy zmęczenia czy z alergii na futro lamy.

Załącznik:
4.jpg


Kolejny punkt który chciałem zobaczyć to Most Inków.

Na teren mostów wchodzimy na własne ryzyko (podpisujemy się w księdze przed i po zwiedzaniu) jako jest stromo ale nie tak niebezpiecznie. Nie jest to Szlak na Morskie Oko ale także nie Kościelec.

Załącznik:
7.jpg

Szlak

Załącznik:
8.jpg


Po zwiedzaniu wszystko co zostało z tego mostu, wracamy do Zaginionego Miasta, na odpoczynek.

Załącznik:
9.jpg


Siedząc na trawniku, miałem ogromny apetyt do wypicia piwa. Przy takim widoku!

Załącznik:
mandat.jpg

No i saludos amigos!

Pijąc piwo, parę myśli do mnie przytrafiły.

Pierwsze to ze jest Machu Picchu jest przereklamowany. Za taką cenę, czasu dojechać. Ale z drugiej strony. Pojechać do Peru i nie zwiedzić MP, jest jak pojechać do Paryża lub Aten i nie zobaczyć Wieże Eifla i Akropol.

Drugie jak smacznie smakuje to piwko, przy takim widoku.

Trzecie, jakim bladym cudem przenieśli wszystkie te kamienie tak wysoko! No szacun.

Prawie kończyłem piwo, jak dobiegł do mnie strażnik, krzycząc do robię. Więc mu odpowiedziałem ze właśnie kończę piwo.
Coś tam powiedział po swojemu, i dostałem mandat, 10 PEN do zapłacenia, jak będę wychodzić z MP. Mandat dalej gdzieś leży u mnie na mieszkaniu.

Piwko wypite, czas zwiedzać!

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Przewodnika nie miałem. Po prostu stałem gdzieś na chwilkę i słuchałem przewodnika grupy która przychodziła. Nawet jak nie chciałem to i tak wpadało do ucha małe co nie co.

Sporo się dowiedziałem o Machu, o czasach dawnych ale i 21 wieku. Np. ze UNESCO chce odebrać status UNESCO z MP, jako ze Peruwiańczycy non stop dobudują nowe rzeczy w MP. Albo ze mają zamiar zmniejszyć poraź kolejny liczbę odwiedzających.

Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Do zwiedzania MP, przeznaczyłem około 4 do 5 godzin.
Uważam ze warto zwiedzić to miejsce, chociaż raz. Drugi wątpię czy by mi się chciało jechać 8 godzin + 3 godzin marszu go Aguas z Cuzco i płacić sporą kwotę za wejście.

Po tym wszystkim (z zejściem i odpoczynku przy piwku obok Urubamby) Lomo Saltado smakowało wybornie!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 20 Lis 2016 15:02 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Piątek 13/5
Jedna droga prowadzi do hidroelectrica


Wyspani, wypoczęci, idziemy zwiedzać po raz ostatni Peruwiańskie Zakopane.

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


Całkowity spokój. Mało turystów na ulicach, jako ze większość jest w MP.

Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


I zwiedzanie okolicznego "mercado"

Załącznik:
9.jpg


I na główny plac.
Jako ze Peru, to kraj fiesty, długo nie trwało znalezienie jakiejś.

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg

Orkiestra FC Barcelona w Aguas Callentes!

I powrót tą samą drogą do Hidroelectrica

Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


I wieczór, spędzić przy piwku, ostatnią noc w Cuzco jako następnego dnia lecieliśmy do Limy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 16 Gru 2016 14:28 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Sobota 14/5
Chyba dolecimy do Limy...


Powrót do stolicy Peru, Lima. Nie chcieliśmy za długo tam spędzić czasu, ale też nie za mało. Więc 30 godzin by stuknęło na Miraflores i starówkę.
Pierwszy problem, nie ma 2 takich tanich biletów na ten sam lot. Więc kombinacje jak to zrobić.
Plusem ogromnym to ilość lotów między Cuzco i Limy, prawie co godzinę coś leci między tymi miastami. Szybkie sprawdzenie i mamy po 300 złoty za bilet.
Ja Peruvian (dawny i wesoły 732) a mój Passepartout StarPeru, godzinę wcześniej.

Na lotnisko pojechaliśmy umówioną taksówkę (nie przepadam, ale o 6 rano dużo nie chciałem, tylko szybko tam dojechać) check in, i wrócić do ciepełka Limy.

Dojeżdżamy do lotniska. Wrażenia nie robi jakieś wielkie (Arequipa była fajniejsza) do tego nie ma darmowego internetu.

Każdy z nas czeka w swojej kolejce, po boarding passy.
Ja odprawiony, ale coś jest nie tak z moim Passepartout. Czekam z boku, na odpowiedz co się dzieje. Przychodzi do mnie, i opowiada, ze linia widzi bilet, ale ze nie zostało opłacone od OTA (tickets.pl w tym przypadku), no i mamy czekać.
Dowiaduję się ze mój lot będzie opóźniony o 40 minut, więc czekam niecierpliwie na nowe info od Passepartout. 30 minut do odlotu StarPeru, a ona dalej czeka obok.
15 minut, robi się nie wesoło. W innych liniach dawno by check in bym zamknął ale nie w krajnie Inków. I wtedy dopiero zapraszają ją do środka.
Okazało się ze czekali na non-showy żeby mogli sprzedać bilet na stanowisku (100$)* no ale co zrobić, jutro lot do Europy, więc czasu dużo nie mieliśmy do targowania się.

Passepartout odleciał o czas, a ja kolejne opóźnienie.
Czasu trochę było, więc odwiedziłem salonik (nie wiem jakim cudem, ale puścili mnie z Złotą Kartą A3), ale salonik należał do bardzo marnych. Ale i tak lepiej tam niż na krzesełkach lotniskowych.

Idziemy do samolotu, i czekamy do wylotu. 5-15 minut i dalej nic. No i wreszcie idziemy do pasu startowego! Ale nie na długo, bo okazuje się ze lewy silnik przestał działać.
Więc pilot, postanowił zrobić, to co każdy IT suport opowiada klientom: Did you try to turn it off and on again? Po restarcie, ponownie kołujemy do pasu startowego. Ale nie na długo, bo wracamy na APRON i czekamy. Kolejne 10 minut, ale drzwi do kokpitu otwarte, no i każdy Peruwiańczyk wchodzi i sprawdza, rozmawia z pilotami, więc także podejmuje tą opcją.

Każą mi siadać na jump seat, i gadaliśmy na temat lotnictwa, mojego PPL no i co się stało. A stało się ze silnik zaczął przeciekać i próbowali to jakoś zataić przed wylotem, jako ze bazę serwisową mają w Limie (sic!).

Po 2 albo 3 godzinach odlatujemy! Muszę przyznać ze lot 732 to ciekawe przeżycie. Silniki dłuższe niż normalnego samolotu, fajny odgłos piszczenia przy starcie no i siedzenia które służą jako kamizelki.

Po chwili serwis, i patrzenie przez okno, na piękne Andy, po raz ostatni w tym roku.

Lądujemy, odbieram bagaż i szukam mojego Passepartout, zaplanować nasz powrót do Limy.
Taksówka odpada, zostaje busik. Ja dawny podróżnik którzy przejechał Marszrutką w prawie wszystkie kraje Byłego Związku radzieckiego, byłem przygotowany przycichnie. Mój Passepartout nie, ale nie było problemu, po 2 godzinach dojechaliśmy do naszej hacjendy, i szybko skoczyliśmy żeby zobaczyć i poczuć bryzę Pacyfiku.

Załącznik:
1.jpg


Dawno szumu morza nie słyszałem. Tęskniłem za niego. A tu wielki Pacyfik! Ile ludzi przepłaciło zyciem, żeby odkryć go. Magellan, Cook...
Coś pięknego! Coś wspaniałego!

Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Zrobiło się ciemno, i wpadła decyzja. Kolacja!

Wracamy do hacjendy inną drogą szukając miejsca, który będzie sprzedawać drugą popularną potrawy Limy (po ceviche) czyli anticuchos!

Co to anticuchos?
Dokładnie to:

Załącznik:
Anticuchos.jpg


Anticuchos, po quechua to szaszłyki. Do tego dodawane (jak zawsze) duża porcja frytek i jajko smażone.

Powrót do hotelu, bo rano wycieczka rowerowa.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#37 PostWysłany: 19 Gru 2016 13:07 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Niedziela 15/5
Trochę Miraflores, trochę Baranco i ciut latynoskiego klimatu w autobusie


Ostatnie śniadanie w Peru, i ostatni raz widok na jajka smażone. Po tym, chyba dobry miesiąc nie jadłem smażonych jajek, frytek i ryżu. Po prostu tęskniłem za dobrym pieczywem z serem i szynką!

Plus naszego noclegu, to darmowe wynajęcie rowerów na 6 godzin (lima,712,91964&p=765223#p765200) więc idealne do zwiedzenia starego miasta.

No tak nam się wydawało, dopóki przerażona recepcjonistka powiedziała nam ze nie wypuści nasz beż przewodnika do starego miasta. Ale jak bardzo chcemy to możemy zwiedzić okolice Miraflores (był wtedy jakiś maraton więc ulice były puste) gdzie znajdziemy dość dobrą ścieżkę rowerową.

Zaczynamy nas wojaż.
(najmocniej przepraszam za jakość zdjęć, ale widać ze trochę bryzy morskiej wpadło na obiektyw)

Załącznik:
1.jpg

Start

I przejażdżka przez całe klify aż do San Isidoro

Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


San Isidoro

Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


I powrót z strony plaży

Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Przejażdżka rowera muszę przyznać ze była fajna. Pogoda dopisała, trochę pokropiło ale tragedii żadnej nie było. Powrót do hacjendy po oddanie rowerów, prysznic i czas na spróbowania "peruwiańskiego sushi) czyli ceviche!

Załącznik:
ceviche.jpg


I powrót na ostatnią kawę przy klifach

Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Ostatnie zakupy (pamiątki z supermarketu) i powrót wesołym busem na lotnisko.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#38 PostWysłany: 02 Sty 2017 21:19 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
Słowo końcowe

Peru był moim drugim wypadem do Ameryki Południowej.
Po przygotowaniu się w Kolumbii miej więcej wiedziałem co mnie czeka, czyli bycie "gringo" w krainie Inków.

Zostałem pozytywnie zaskoczony cenami. Liczyłem ze kraj tak turystyczny będzie droższy niż Kolumbia, a okazało się ze w paru kwestiach był tańszy (nie licząc wejście do MP, loty krajowe i specjalne busy) nie licząc jakie pyszne jedzonko porównując z mdłym i nudnym Kolumbijskim.

Z minusów,

Brakowało mi tej gościnności którą miałem w Kolumbii. Nie było źle, zawsze było jakieś: Buenos dias w trakcje chodzenia na szlakach, ciekawość i tyle. W Kolumbii czasami byli za bardzo otwarci. Może to z powodu ogromnej ilości kawy? Kto wie.

Czy wróciłbym do Peru ponownie?

O tak! Na 1000%!
Zostało tyle do zwiedzania tam, ze z chęcią połączyłbym z Ekwadorem lub z Chile.

A na koniec, zapraszam to mojego małego wideo z podróży:

https://www.facebook.com/pg/SladyZeus/v ... e_internal

Muchas gracias por leer!/
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 18 Sie 2017 22:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Sie 2017
Posty: 20
Loty: 103
Kilometry: 160 772
Zeus napisał(a):
Okazuje się ze dwóch pasażerów nie mieli wizę (to była para Amerykanin - Ukrainka) i do tego nie mieli wszystkich papierów gotowych. Więc po 30 minutach czekania, kierowca powiedział coś nie miłego, zostawił ich manatki i pojechał do Copacabany.


Cześć, fajna relacja!

A propos powyższego, myślałem, że wizę do Boliwi można otrzymać na przejściu granicznym. Chociaż rozumiem, że jeśli jest to przejścia na jakimś pipidówku to może nie być już tak bezproblomowo.

Gdzie w takim razie otrzymałeś swoją wizę?

Pozdrawiam,
Łukasz
Góra
 Relacje PM off  
 
#40 PostWysłany: 19 Sie 2017 01:56 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 13439
Loty: 341
Kilometry: 444 219
@wooki My (czyli jak jako posiadacz polskiego i greckiego paszportu) wizy do Boliwii nie potrzebujemy. Amerykanie i Ukraińscy, owszem potrzebują ;)
_________________
Nie odpowiadam na PW/powiadomień więc radźcie sobie sami
Z poważaniem, najgorszy użytkownik forum
Góra
 Relacje PM off
wooki uważa post za pomocny.
 
 
 [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group