Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 24 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 08 Sty 2016 02:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 314
niebieski
Witam serdecznie, jest to moja pierwsza relacja z podróży i piszę ja tylko i wyłącznie z 2 powodów, po pierwsze bo mam luz w pracy a przeglądanie demotywatórow, kwejka i sadistica już mnie znudziło, a dwa kraj który odwiedziłem nie należy do zbyt popularnych dlatego chce pomoc wszystkim tym, którzy myślą żeby się tam wybrać. Nie ma za co.

Kraj o którym będzie mowa, to Vanuatu, dawniej Nowe Hybrydy, jeśli nie wiesz gdzie on leży na mapie, nie masz się czego wstydzić. Sam jeszcze miesiąc przed kupnem biletu takowej wiedzy nie posiadałem, a wybrałem się tam dlatego, że chciałem gdzieś jechać na święta a bilety były dosyć tanie i ponoć jest to ciekawsze miejsce niż Samoa czy Fiji. byłem tam w sumie 10 dni, odwiedziłem 3 wyspy.

A więc krotko o Vanuatu: Kraj położony na 83 wyspach, stolica to Port Vila położona na wyspie Efate. Waluta: Vatu. Reszta podstawowych informacji na Wikipedii.

Oto kilka ciekawostek związanych z krajem, które moim zdaniem warto znać:

1. Kult Cargo
ruch religijny szerzące się głównie na wyspach Oceanu Spokojnego, głoszące nadejście nowego porządku: równości wszystkich ludzi, białych i czarnych, oraz powszechnego dobrobytu. Początkowo rozwinął się na Fidżi w XIX wieku.

Kult ten zaczął być widoczny dla antropologów w momencie, gdy ludność tubylcza zaczęła budować lądowiska i pasy startowe dla samolotów, nabrzeża dla statków, magazyny itp. Okazało się, że miejscowa ludność widząc, iż biali budują pasy startowe i lądowiska, czego wynikiem jest przylatywanie samolotów z żywnością i innymi dobrami, zaczęła ich naśladować. W świadomości tubylców samoloty przylatywały z nieba i były kierowane na ziemię przez bogów, natomiast biali ludzie byli tylko pośrednikami, którzy nie przekazywali im wszystkich zsyłanych dobrodziejstw (stąd kult cargo). W kulcie tym często ujawniał się sprzeciw wobec kolonializmu.

Ruchy te powstały już pod koniec XIX w., ale szczególny ich rozwój przypada na okres II wojny światowej. Kulty cargo łączą synkretycznie elementy rodzimych mitów, wierzeń i obrzędów z elementami chrześcijańskimi, a niekiedy również z programem polityczno-społecznym.

Źródło: wikipedia

oraz film nie mojego autorstwa:



2. Krab palmowy
Jedno z popularnych dosyć zwierząt, które można zjeść na Vanuatu, ale czy warto? Jest to gatunek chroniony globalnie , w wielu rejestracjach w menu zobaczycie notkę “Ta restauracja nie serwuje kraba palmowego” oraz krótkie wyjaśnienie czemu, jednak znajdziecie także bez problemu miejsca gdzie go można zjeść. Sam nie próbowałem że względu na sentyment, ale kierowca z którym jechałem tak, z tego co widziałem to więcej przy tym zabawy niż samego mięsa, cena taka sama jak za danie z kurczaka.

3. Wiele samochodów na Vanuatu to Deawoo Matiz.

Przejdźmy zatem teraz do relacji dzień po dniu.

Efate
Na główną wyspę Efate, gdzie znajduje się lotnisko międzynarodowe wylatuje z Sydney (z przesiadka w Brisbane). O 6:10 rano stawiam się na Domestic Airport i tutaj ciekawostka, mimo że Opalem zrobiłem tego tygodnia już 8 przejazdów i resztę powinienem jeździć za darmo to i tak mi pobrało ponad 7$ za przejazd, mimo że mieszkam 2 stacje od lotniska. No nic.
Po drodze zauważam szopkę

Image

Szybko do kolejki Virgin Australia, szybkie skanowanko paszportu i już dostaje bilet wraz z instrukcja co zrobić w Brisbane. Lecimy Embraerem 190, lot trwa trochę ponad godzinkę. W Brisbane ląduje także na lotnisku Domestic i muszę je zmienić na International, zgodnie z instrukcja pani z Sydney oraz tym co widzę na swoim bilecie, muszę się tam dostać pociągiem, specjalny pass także dostałem do biletu. I teraz mała uwaga. Lotniska te są wręcz obok siebie, miałem jeszcze jakieś 1,5h do odlotu więc na spokojnie, z tym że liczyłem się że będzie to wylot International więc lotnisko może być bardziej tłoczne. Zmierzam na stacje właśnie odjeżdża pociąg, a kolejny okazuje się że dopiero za 30 minut, lekko skoczyło mi ciśnienie, nie na tyle żebym zaczął gwizdać uszami, ale już poranna kawę sobie darowałem. Po pol godzinie przyjeżdża pociąg, którym się jedzie jakieś 7 minut, cos czuje że na pieszo bym ten dystans zrobił szybciej. Szybciutko do kontroli bezpieczeństwa, wypełnienie pisma że opuszczam Australię i już zmierzam w kierunku swojej bramki, z racji że miałem jeszcze jakieś 30 minut to zjadłem szybko śniadanie plus piwko, pani się dziwiła kto pije piwko do śniadania, ale mówię nawet nie będę wspominał skąd jestem + nieszczególnie lubię latać na trzeźwo. Na 5 minut przed zamknięciem bramki stoję na końcu kolejki, siadam do chyba nie całkiem nowego Boeinga 737-800 i czekam na start. Lot ma trwać ok 4h. Niestety na pokładzie brak rozrywki multimedialnej, ale czas umilam sobie muzyka z telefonu oraz Jim Beanem że spritem :). Za oknami całkiem mile widoki,
Image

O 14:15 czasu lokalnego lądujemy w Port Vila na wyspie Efate. Pierwsze moje wrażenie “O Boże gdzie ja jestem”. Lotnisko International i Domestic są obok siebie, korzystają z tego samego pasa, wokół jakieś pozbijane chatki, pasące się kozy itp. Od razu mówię. będzie śmiesznie :)
Po wejściu do takiego małego budyneczku, który okazał się wnętrzem lotniska, dostaje pieczątkę do paszportu (wcześniej pani pyta o bilet powrotny), szybki rzut oka na duty free (aż dziw że był), jednak ceny nie powalają, wymiana 100 AUD na ichniejsza walutę żeby dojechać do hostelu i idą ku wyjściu. I teraz uwaga: wymiana gotówki na lotnisku czy to na mieście wyszła mnie tyle samo, więc jak kto sobie woli. Ja nie wymieniłem od razu wszystkiej gotówki jaka miałem, gdyż chciałem sprawdzić ceny na mieście. Tuz za rogiem korytarza czeka lokalny zespól który gra jak ktoś przechodzi, tak samo jak w Polsce zaczyna grac zespól na poprawinach, jak jacyś goście podjada pod dom weselny.
Wychodzę na powietrze i zagaduje mnie czarnoskóry tubylec czy nie chce podwózki, mówię że nie nie, kolego, rozmawiasz z zawodowcem, wiem że u Ciebie będzie najdrożej. Idę dalej się rozejrzeć nie ma już nikogo więcej oferującego transport, dopiero następnego dnia się dowiedziałem, że trzeba było iść na lotnisko Domestic, czyli obok i tam jest cos takiego jak transport publiczny, o którym wspomnę potem.
A więc wracam do mojego pierwszego poznanego tubylca i mówię “Szczęściarzu to Twój szczęśliwy dzień, jednak jade z Tobą.” Podałem mu adres, pamiętałem że na mapach google to było jakieś 11 km a on mówi cenę że 3000 Vatu. Po wymianie 100 AUD miałem jakieś 7200 Vatu więc mówię no to ładnie. Stwierdzenie “no to ładnie” po usłyszeniu cen w kolejnych dniach padnie jeszcze nie raz. mówię że mogę dać 2k Vatu i jedziemy, on z bólem serca i prawie łzami w oczach się zgadza. Prowadzi mnie do starego Lanosa, odpala za trzecim podejściem i jedziemy. Rozmowa się średnio klei, kolega wyłapuje tylko pojedyncze słówka po angielsku, ale za to jakie atrakcje mi pokazuje po drodze hoho, miedzy innymi mówi że mijamy:
- super market
- hotel
- kasyno
- hotel
- hotel
- rondo


No atrakcji jak na Bożym Ciele, aż się balem że będę musiał dopłacić za przewodnika. Pierwsze wrażenie niezbyt ciekawe, zero turystów (to akurat in plus), ale wszystko dosyć brudne, niezadbane. Dojeżdżamy do Bluepango motel po jakich pol godzinie jazdy. Kierowca mówi że jutro tez może mnie powozić, ja mówię że spoko zdzwonimy się, ale jakbym nie dzwonił to żeby nie był zły, zostawia mi numer i się żegnamy.
Motel znajduje się tuz przy morzu, po środku obiektu jest basen, który pasuje tam jak świni kamizelka, ale cóż. Udaje się do ostatniego pokoiku o nazwie recepcja, wchodzę a tam 5 azjatow siedzi przy stole, jeden gra na gitarze, 2 na fletach a 2 się giba na boki i śpiewa :) byłem w lekkim szoku, ale uśmiecham się tylko i kiwam głową na znak “dzień dobry”. Oni sobie spokojnie kończą śpiewać po paru minutach i siadamy z szefem obiektu do dokonania formalności. Podaje mu swoja rezerwację, wszystko pięknie, pytam o wifi, dostaje hasło oraz paragonik na 76$ za 2 noce. Ja mówię że na bank zapłaciłem wcześniej bo rezerwowałem z booking.com, no okazało się że jednak nie pobrało mi z konta, zapłaciłem na szczęście karta. Udajemy się do pokoju, są 2 łózka, jest łazienka jakaś kuchnia, mówię spoko dzięki, nie zatrzymuje bo pewnie zaraz druga piosenka będzie grana :). było już cos ok 17 a tutaj po 18 jest już ciemno i do tego padało. jeszcze miły właściciel mi napisał gdzie jest najbliższy sklep, jakaś restauracja oraz przystanek transportu publicznego. Na kolacje udałem się do restauracji w pensjonacie obok. Za 2 kawałki mięsa plus dosłownie jednego ziemniaka i mała surówkę plus najtańsze piwko (Tusker) zapłaciłem ponad 3k Vatu, czyli jakieś 50$ :) po raz kolejny padło “no to ładnie”. Po kolacji wróciłem do pokoju i przespałem do rana.
Wstaje rano i oczywiście ciągle pada deszcz, ja na chwile przestaje to wychodzę się przejść wokół pensjonatu, blisko morza i tyle. Ok 9 mówię że nie ma sensu tu gnić, jade na “miasto” właściciel mówi żebym koniecznie spróbował transportu publicznego, mówię okay człowiek taki nie jest. Ida w wyznaczone miejsce tam pytam stojącego lokalsa co i jak, on mówi że jeżdżą busiki i przy rejestracji maja małą plakietkę z czerwona litera “P” obok rejestracji to jest publiczny transport, trzeba machnąć ręką i się zatrzymują. Ok, jedzie cos już po chwili lokalny kolega mi pomaga machnąć, wsiadam i mówię że chciałbym jechać na “local market” słyszałem że to ciekawe miejsce więc jedzmy. W pojeździe jestem ja i 4 lokalnych, mimo że nie znam ich języka jestem pewien że gadają i się śmieją że mnie, widać to po krótkich spojrzeniach. Kierowca po 15 minutach się zatrzymuje, wskazuje na mnie że out, ja pytam ile on że 150 Vatu, no taka cena jest bardzo uczciwa.
Na lokalnym markecie aż pachnie tymi rożnymi owocami i warzywami. Miedzy straganami na podłodze bawią się dzieci, ogólnie ciężko przejść, ale jest całkiem ciekawie. Dobrze że jest dach bo ciągle pada. Na końcu straganu zauważam gary z jedzeniem, po krótkim rekonesansie oraz starym sprawdzonym “ene due rabe” wybieram starszego miłego Pana w wnuczka. mówię że chciałbym cos zjeść, on szybko dodaje cos w stylu “nic więcej nie mow, wiem o co chodzi” i pokaże gdzie siadać. Po 5 minutach dostaje wołowinę w sosie na ryżu i surówkę w cenie 400 Vatu, uczciwa cena. Zamawiam jeszcze szklankę soku za 100 Vatu, sok lany prosto z kartonu, przez chwile się łudziłem że będzie świeżo wyciskany :). Jedzenie całkiem smaczne, nie chcę jednak wiedzieć z jakich części zwierzęcia było mięso.

Image

Image

Image

Opuszczam lokalny ryneczek i bez planów chce pospacerować po okolicy, gdyż zaraz obok trafiam na minibiuro podroży gdzie oferują całodzienna wycieczkę po wyspie za 7k Vatu, wypytuje o szczegóły i mówię że jestem na tak. W sumie zobaczę najciekawsze miejsca, mimo że wyspa Efate w ogóle nie byłem zainteresowany od początku. Pani mówi że zaraz odjeżdżają, biegnę jeszcze szybko do kantoru obok wymienić resztę gotówki która że sobą miałem czyli 400 AUD (kurs ten sam co na lotnisku, tak dla przypomnienia) i już siedzę w busiku z para z dzieckiem z UK, którzy mieszkają także w Australii od jakiś 2 lat oraz ich synem, do tego kierowca oraz brat kierowcy z drugiego małżeństwa jako przewodnik. Mamy jeszcze jechać po jedna pare zanim ruszymy na wycieczkę. Para okazało się starsze małżeństwo z Canberry, szanowna pani ciągle wspominała o tym że objechali cala Australię na motorach, gdyby kiedyś były mistrzostwa świata w skojarzenia chcialbym mieć ją w swojej drużynie, serio, wszystko jej się kojarzyło z jej motorem: banany, muszelka, pająk, iphone etc. Zanim przejdę do szczegółów wycieczki to powiem, że już wtedy wiedziałem że to dobra decyzja, nie pada mi na łeb, a do tego zobaczę co najciekawsze na wyspie.
Oto krótki plan co zobaczyliśmy:
- parlament, szkołe, lokalnego rzeźnika
- lokalny oddział dość nietypowego banku, która normalnie działa:
Image

- blue lagoon, bardzo fajne miejsce są liny do skakania, wszyscy się kapali, zgadnijcie kto nie wziął kąpielówek że sobą?
Image

- lokalna wioskę i taniec (cepelia na maxa, nie polecam tego oglądać na Efate)

Image

- ciekawe drzewa niczym kominy, które sa puste w środku
Image

- potem zjedliśmy lunch na plaży, lunch był w cenie
Image

- następnie pojechaliśmy w miejsce gdzie z daleka przewodnik pokazał nam miejsce gdzie leżą czołgi i samoloty w lesie, zatopiony czołg w morzu oraz bunkry USA (tak tak, tez wspomniałem Laske z chłopaki nie plączą, btw czy wiecie że Laska mieszka w Australii i pracuje jako malarz?)
- po drodze mijaliśmy jakieś rzeki, farmy itp, przewodnik ciągle cos opowiadał, całkiem ciekawie
Po czasie, gdzie mieliśmy zrobione jakieś 70% wyspy dookoła, okazało się że przed nami przewróciło się drzewo i nie ma przejazdu i musimy wracać, niestety ta sama trasa, bo innej drogi nie ma :)
Image

Zgodnie z zasada „Nie należy się gniewać na bieg wypadków. Nic ich to bowiem nie obchodzi”.
pokornie czekałem na zakończenie wycieczki. Pojechaliśmy jeszcze w jedno miejsce gdzie mieli się kawę z wyspy Tanna (na która lecę następnego dnia), mała filiżanka flat white, one sugar i tyle.
Image

Kierowca wszystkich poodwoził do ich hoteli, ładnie przeprosił za drzewo na drodze i tyle. była gdzieś godzina 17, więc jeszcze odwiedziłem sklepik, prowadzony przez azjate, kupując jakaś wodę, puszkę coli i ciasteczka i udałem się do pokoju chwile odpocząć. Ogólnie azjaci bardzo się panosza na Vanuatu, lokalnym się to także nie podoba, ale to może kiedy indziej o tym wspomnę. Ok 18 wyszedłem ponownie na kolacje do obiektu obok, znów było drogo ale przynajmniej zaoszczędziłem na piwie, kupując 4 u chinczyka w sklepie i wypijając w pokoju :)
Kolejny dzień wstałem na spokojnie ok 8, wyszedłem poleżeć na leżaku i posłuchać szumu oceanu, zjeść śniadanie, wymeldować się, a potem złapałem transport do miasta, gdzie za 2 godziny miałem mieć lot na wyspę Tanna. Zahaczyłem jeszcze o jakiś sklep, słyszałem że na Tannie krucho z takimi rzeczami, więc zakupiłem zupki chińskie, paczkę ciastek i krem do opalania (30 ml, bp nie było innego i to w 5 sklepie w ogóle znalazłem taki krem, a że mam mega owłosione ręce, to pol tubki muszę zużyć żeby emulsja się dostała do skory). Potem złapałem jeszcze transport na lotnisko z miasta, znowu w samochodzie z literka P, skasowali mnie 500 Vatu, ale już się nie chciałem kłócić. Szybkie stanie w kolejce po boarding pass, co ciekawe na lotach lokalnych nie ma żadnej kontroli bezpieczeństwa, na pokład można wnieść wszytko, napoje w dużych butelkach, kwiatki, co dusza zapragnie. Ok siedzę w samolocie, który nie wygląda zbyt solidnie. Lot ma potrwać 40 minut.


Tanna
Startujemy, i w czasie krótszym niż Michnik by zdążył poprawnie powiedzieć “stół z powyłamywanymi nogami" lądujemy na lotnisku Tanna. Wiedziałem że tutaj się zacznie dopiero przygoda, nie myliłem się jak się okazało 3 dni później.
Image

Na lotnisku mial na mnie czekać pan z miejsca gdzie miałem spać, po chwili się znaleźliśmy, to znaczy ja jego musiałem szukać, on stal obok samochodu w pozie “jak mnie znajdziesz to jedziesz, a jak nie to nie”. Wraz ze mną wsiadła para z Indii oraz wkleiła się para z dzieckiem z Nowej Kaledonii, z tym że oni chcieli wysiąść po drodze. Tanna jest tak mała że tutaj, jakikolwiek transport jest na wagę złota. Po drodze jeszcze mówię żebyśmy się może zatrzymali w sklepie to sobie cos kupie, chociaż uzbrojony w zupki chińskie, paczkę ciastek i 3 konserwy (zapomniałem wcześniej wspomnieć) czułem się prawie nieśmiertelny. Stanelismy przy sklepie.
Image

No cóż, po wejściu pomyślałem sobie, że przynajmniej nikt ich nie nazwie nadgorliwymi. Polki w połowie puste, komuna widziana w telewizorze i usłyszana od rodziców, ziściła się na moich oczach po drugiej stronie globu. Wziąłem tylko 2 piwka i butelkę wody i się ładnie pożegnałem. Do miejsca spania jechaliśmy prawie 3h, po drodze zgarnęliśmy jeszcze jakich ludzi, którzy wysiedli w trakcie, wzięliśmy od kogoś kurczaka, wymieniliśmy gdzieś indziej na kukurydze itp. nie pytajcie mnie o szczegóły, zgubiłem się przy wymianie marchewki na jakieś kable. Ogolnie droga przez dżunglę, tylko samochody 4x4 bo czasem podjazdy sa mega strome, albo dziury że użycie traktora nie byłoby przesada. Po drodze mijamy np dzieci 5-6 letnie które łopatkami latają dziury w ziemi, kierowca im rzuca jakieś drobne, dzieci się cieszą mega, ja także cos tam rzuciłem jak mi wytłumaczył o co chodzi, przejeżdżamy przez rzekę oraz mijamy wulkan a wokół niego krajobraz niczym na księżycu, super widok. Po dojechaniu na miejsce, jest do wybory domek na drzewie i bungalow, właściciel mówi że domek na drzewie miał być dla mnie, ale para z Indii zrobiła oczy kota że Shreka, mówię jasne spoko, bierzcie. Mój bungalow miał 2 łózka i moskitierę. Toaleta oraz łazienka publiczne. Prąd włączany z generatora na 2-3h wieczorem. Jedna publiczna toaleta oraz prysznic.
Ceny:
- nocleg 2500V za noc
- lunch 700 Vatu
- kolacja 1000 Vatu
- transport z/na lotnisko 2500 Vatu jeśli jedzie conajmniej 2 osoby, jeśli tylko Ty sam to 5000 Vatu
Image


Poszedłem do pokoju, trochę przestało padać, usiadłem na zewnątrz otworzyłem piwko i obserwowałem okolice, a było co oglądać, bo spaliśmy tuz obok wulkanu, do oficjalnego wejścia gdzie się płaci za bilet mieliśmy dosłownie 100 metrów. Co pare minut słychać jak wulkan się odzywa, a nocą jest super czerwona poświata nad nim. Ok udałem się na kolacje, para z Indii już tam była, do tego para azjatow którzy już spali tu wcześniej oraz para belgow. Przyszedłem ostatni więc sam sobie jestem winny, jedzenia nie zostało zbyt dużo, musiałem ogólnie nadrabiać ryżem, ale jakby to powiedział mój tata “źle nie wyglądasz” więc z głodu nie umrę. Omówiliśmy plany na kolejny dzień, ogólnie wszystko zależało od pogody. były takie opcje jak: pójście z rana do wioski obok gdzie miał być lokalny ślub, pojechanie na hot springs, ale male szanse bo za bardzo pada, pójście na snorkowanie, ale jakieś 2h pieszo oraz główny punkt wieczorne wejście na wulkan. Okay mówię, że nie ma co rozmyślać zobaczymy rano przy śniadaniu. Na śniadanie było codziennie to samo, tosty, herbata, masło, masło orzechowe oraz 2 dżemy: jeden owoce leśne a drugi malina z pleśnią. Konsekwentnie wybierałem owoce leśne a w miedzy czasie wspomagałem się tymi ciastkami. Postanowiliśmy rano że pójdziemy zobaczyć owa wioskę i ślub, z tego co czytałem wioski na Tannie są bardzo autentyczne i warto je zobaczyć. Ciągle popadywało, jednak wyruszyliśmy kolo 9, do wioski jakieś 20 minut spaceru, z przerwami na chowanie się pod drzewa gdy mocniej lalo dotarliśmy przed 10 żeby się dowiedzieć że już po ślubie :). mówię no nieee, macie szczęście że garnituru nie zakładałem. Posiedzieliśmy trochę z lokalnymi, popatrzyliśmy jak gotują i tyle wróciliśmy do naszej bazy. Zjedliśmy lunch, wpadła jakaś drzemka i ok 16:30 ja plus para z Indii chcemy wyruszyć na wulkan, właściciel a na imię mu Charlie mówi że musimy bankowo wziąć przewodnika bo inaczej się zgubimy, oho, jak się później okazuje to tak jakby się ktoś zgubił na moście, masz drogę albo do przodu albo do tylu. Wejście przy wulkanie skasowali nas 3500 Vatu za osobę, nasz “przewodnik” czyli 16 letnia dziewczynka w japonkach wzięła po 500 Vatu. No ale dobra wchodzimy, od wejścia na sam szczyt ok 4 km marszu pod gore, ale po ok 20 minutach przejeżdża pick up i mili ludzie mówią że mogą nas podwieźć :) uradowani wskakujemy na pakę i jedziemy prawie pod sam szczyt czyli maksymalnie gdzie da się podjechać, co się okazuje znajduje się tam toaleta oraz skrzynka pocztowa. Z tego miejsca jeszcze jakieś 20 minut podejścia już naprawdę na sama gore, Widoki naprawdę robią wrażenie, nie będę się rozpisywał to trzeba samemu przeżyć. Co kilka minut wylewa magma, co kilkadziesiąt naprawdę jest spory wyrzut. Do tego dźwięki jakby ogromnego wodospadu, nasza przewodniczka, została 100 metro za nami bo się bala iść dalej :) Najlepszy efekt jest jak się ściemni wtedy ma to cały urok. zdjęcia i filmiki porobione więc wracamy.

Image
Image
Image
Image
Image





Na szczęście po 20 minutach podjeżdża po nas Charlie i z nim wracamy do bazy, kolacja, opowiadanie wrażeń oraz poznanie nowego gościa pensjonatu, no as przestworzy :D A więc na imię ma Ho, ma 29 lat i zajmuje się… kolekcjonowaniem robaków. Dziękuję, dobranoc. przy kolacji postawił butelkę na stole przy jedzeniu z robakami jakie złapał do tej pory, my ledwo powstrzymaliśmy pawie. Ogólnie ciągle mówił tylko o sobie i się powtarzał, ale powiedział że odkrył 2 nowe gatunki, więc szacun. A robakami ponoć handluje na ebay, najpierw mówił że dobre siano z tego ma, a potem jak mu Charlie nazbierał trochę tego i w ramach żartu zapytał ile mu odpali to się wycofał i powiedział, że on tego nie sprzedaje itp. Następnego dnia rano para z Indii wracała już na wyspę Efate (tylko tam latają samoloty z Tanny) a my się zabraliśmy z nimi z Ho i po ok 3 km wysiedliśmy, a no jeszcze był brak Charliego który nam robił za przewodnika i poszliśmy na gorące źródła. Ho z siatka na motyle szedł przodem, wyglądał niczym Ash z Pokemonow.
Image
Image


Musieliśmy minąć wioskę i oczywiście zapłacił jakiś haracz: 1500 Vatu, brat Charliego mówił żeby jemu dać kasę on załatwi :))) we wiosce akurat była wyprzedaż mięsa, więc przywitano nas zakrwawioną siekierą i nożem. Pare minut spaceru dalej ukazało się piękne boisko oraz rozgrywany na nim mecz. Ciekawie wyglądają sędziowie boczni.
Image





Po paru minutach udaliśmy się już docelowo na gorące źródła, okazało się że płynie sobie rzeczka, a przy jej boku że skal wydostaje się gorąca woda, bo wiadomo wulkan niedaleko, więc potarzaliśmy się w tej wodzie, a to gorącej, a to się wystarczyło poturlać 2 metry do środka rzeczki żeby mieć chłodniejsza wodę. Do tego wysmarowaliśmy się czarnym piaskiem i niczym w 5 gwiazdkowym spa, poleżeliśmy pare godzin.

Image

Potem wróciliśmy tą sama trasa, ale już bez samochodu, więc szliśmy że 4h, brat Charliego nas jeszcze zabrał nad rzekę po drodze gdzie się pokapaliśmy, ogólnie było mega gorąco, dużo much itp więc taka chłodna rzeczka to super sprawa.
Image


Tego dnia nie zamawiałem lunchu, zjadłem pare zupek chinskich. Następnego dnia rano zakończyłem pobyt na Tannie. Rozliczyłem się z Charlim, przybliśmy piątki i ogólnie się spłukałem z całej kasy jaka miałem w gotowce :D
Był to 25 grudnia, lot z Tanna na Efate, a potem z Efate na 3 wyspę Santo (największa wyspa, tutaj spędzę ostatnie 5 dni). Lecieliśmy małym samolocikiem, na 18 osób, przed wejściem na pokład ważono nas oraz bagaże. Pani obok mnie tak się bala że cala trasę leciała z ręcznikiem na twarzy.

Image

Image


Były to dla mnie 3 dni bez internetu (chyba życiowy rekord) lot na Santo miałem miec za 3 godziny więc jeszcze pojechałem do miasta, a że było to Boże Narodzenie to 95% miejsc było zamkniętych, znalazłem jakaś otwarta restauracje i uff ma wifi, szybki mail do rodziny że żyje, zjadłem mój świąteczny obiad, czyli pol kurczaka, frytki i cola, wybrałem, jeszcze trochę pieniędzy. Wróciłem na lotnisko, znowu boarding i 40 minutowy lot na Santo.


Santo
Od razu na wstępie powiem, że Santo mi się podobało najbardziej, jedyna wyspa z tych 3 odwiedzonych gdzie był chętnie wrócił. Santo to także największa wyspa całego Vanuatu.
Około 17 dolecieliśmy, na lotnisku czekał pan z karteczka mojego hotelu, po pol godzinie jesteśmy na miejscu. Od pierwszego momentu mi się to miejsce spodobalo, lubie sobie ponarżekac, ale tam bym nic nie zmieniał, wszystko mi się podobało, jedynie wifi mógłby działać lepiej.
Na powitanie mały drink, podpisanie check in oraz dostałem klucze do pokoju. Jako że na Efate i Tannie noclegi samemu były całkiem w rozsądnych cenach, to tutaj, niestety musialem wybrac pokój dzielony, gdyż cena za pojedynczy była bardzo wysoka. W pokoju oprocz mnie kolejne 2 noce spala tylko dziewczyna z niemiec, która mieszka w Sydney. Poszedłem kupic piwko dla siębie i współlokatorki w restauracji która jest przy hotelu, jest w jego lobby więc bardzo wygodnie, a przy okazji zajrzałem jeszcze raz do recepcji, bo była teraz inna pani i chciałem się o cos zapytac. Wchodzę mówię ładnie po angielsku hi, how are u, can I… a tutaj pani nienaganna polszczyzna mówi moje imię i nazwisko :) Co się okazało, ten hotel prowadzi Polka że swoim meżem Australijczykiem, Ona już się urodziła w Australii, jej rodzice sa z Polski, ale mówi świetnie po Polsku, a chyba jeszcze lepiej po angielsku, co oczywiste. Ja już oczywiśćie zalany lzami, gotowy zrobić misia, no tylko mi tam w tle zespołu Mazowsze brakowało. Dianne okazała się przemiła, przegadaliśmy wiele czasu, po prostu złota kobieta. No ale co mile szybko mija, czas wrocic do okopów, tfu, to pokoju z Niemka. Wypilśmy po piwku, poszliśmy na basen ja się popluskałem i obgadaliśmy co można ciekawego tutaj porobić. Następnego dnia ona pojechala na nurkowanie a jak wróciła to we dwójkę i kierowca pojechaliśmy na taka objazdówkę: champagne beach, port Orly oraz jedna z blue holes.
Wszystkie wycieczki się załatwia przez recepcje, mówisz co i jak a oni dzwoniła do lokalnych agentów i Ci załatwiają na kolejny dzien, płacisz kierowcy, nie wiem czy w recepcji cos z tego maja, a daj im Boże.
Wycieczka całkiem okay, najbardziej mi się podobały blue holes, niemka 90% czasu robiła zdjęcia sobie, albo ja lub kierowca musieliśmy jej robić zdjęcia, już wiedzialem że przyjaciolmi to my nie będziemy.
W tym porcie Orly był do kupienia krab palmowy. Ja zamówiłem kurczaka z frytkami, bo tylko te 2 dania były do wybrania, czekałem cos okolo godziny, a czuło się że to było po prostu odgrzane, byłem mocno rozczarowany. W głębi morza było widać wielki statek pasażerski który przycumował, wiele osob sobie dopłynęło do brzegu, nie to nie byłi uchodzcy, popluskac się, po ilości złota na sobie poznałem że rosjanie.
Image
Image



Następnego dnia rano, niemka opuszczała wyspę, a ja oraz para japońsko-francuska udaliśmy się na podbój Millenium Caves.
Opowiadać o nich można godzinami. Postaram się streścić. Wycieczka kosztowała 7000 Vatu, kierowca zabral nas do miasta do takiej budki gdzie przewodnik nam opisal miejsce, podpisaliśmy umowy że sami odpowiadamy za swoje bezpieczeństwo, itd. Wspomniał tez że jaskinie te odkryto 15 lat temu (czyli w roku 2000 dlatego nazywają się Millenium Caves) oraz że on i ludzie z jego wioski są jedynymi oficjalnymi przewodnikami żeby tam iść i że dziękuje że wykupiliśmy wycieczkę u niego, a nie u innych, którzy sa oszukańcami :)
Potem jazda samochodem ok pol h to pierwszej wioski, stamtąd już tylko zostaje transport pieta-palce. Przywital nas pierwszy przewodnik, który nas oprowadził do kolejnej wioski przez jakieś 15 minut, tam w takim gościnnym domku dostaliśmy kapoki, poznaliśmy drugiego przewodnika (drugi przewodnik był bardziej tragarzem, będzie niósl nasz lunch i spotkamy go w polowie trasy), kto mądrzejszy to zabrał że sobą szybkoschnące ubranie i buty trekkingowe, ja wiadomo takich gadżetów nie posiadałem.

Image
Image


Ok ruszamy w trase jakies 40 minut po plaskich przez dzungle, mily spacerek, zaczyna trochę padać, co chwile ktoś zalicza glebę, już nawet nie omijam kaluz, jestem caly mokry i brudny. Potem zaczyna się schodzenie w dol, po pionowych drabinkach itp. ogólnie uwierzcie mi hardcore. Potem pol godziny przez jaskinie w wodzie po pas, bardzo ciężko się chodzi po tych kamieniach i nie widzac dna, poza tym nurt jest dosyć mocny. Po wyjściu z jaskiń zjedliśmy lunch, tutaj dołączył do nas pan przewodnik-tragarz, przemiły pan, podzieliliśmy się z naszymi dwoma przewodnikami jedzeniem i potem ruszyliśmy dalej.

Image
Image



Teraz trasa biegła po ogromnych skalach a czasem tez trzeba było wskoczyć do rzeki i płynąć z nurtem. Po drodze sporo rybek, wodospadów itp. Następnie wspinaczka do góry i powrót do wioski gdzie czekał na nas samochód z powrotem do hotelu. Opisałem to bardzo bardzo pobieżnie, bo gdybym chciał się rozpisać to zajęłoby mi to godziny, ale miejsce jest niesamowite, przepiękne wręcz.
Kolejny dzień już sam udałem się z przemiłym starszym panem na wycieczkę śladami pamiątek po 2 wojnie światowej. Najciekawszy był snorkling przy One Million Dollar Point, nazywa się tak dlatego, źe sprzęt zatopiony tam pod woda jest wart ponoć milion dolarów.
Image

bardzo dobra widoczność, dużo zatopionego sprzętu i śladów amerykanów pod woda, nawet trochę rafy i rybek. Następnie pokazał mi gdzie stacjonowały wojska w ich mieście (teraz są to budki z jedzeniem),

Image

gdzie trzymali gotówkę,
Image

kościół itp. Reszta wycieczki była taka w sumie “dobra wymyślmy cos bo nam zostało jeszcze trochę czasu, a głupio tak wcześnie wracać”. No więc pojechaliśmy zjeść cos lokalnego w 2 miejsca. Koszt wycieczki 3500 Vatu. Na drugim zdjęciu jest lap-lap, lokalna potrawa, niezbyt smaczna jak dla mnie.

Image
Image


Image
Image

Tego tez dnia pojechaliśmy napić się kavy, lokalnego napoju o właściwościach wyciszających, uspokajających. Wygląda i smakuje jak błoto, pierwsze odczucie to drętwiejący język oraz wargi. Ja wypiłem 2 połówki kokosy tego specyfiku i sobie dałem spokój bo zaczęło mnie kręcić w żołądku jak do spawania, taki anglik co był z nami wypił 6, kolejne dnia miał problem żeby wstać z łózka :D
Rozmawiałem z wieloma lokalsami na temat kavy i albo jej w ogóle nie próbowali, albo mówili że już więcej nie pija, gdyż za czasów gdy spożywali ja w znacznych ilościach byli bardzo leniwi i nie chcieli pracować. I gdzie tu problem?! :)


Kolejny dzień postanowiłem spędzić na odpoczynku, wynająłem z hotelu kajak i popłynąłem do drugiej blue holes (mniejszej). Najpierw jakieś pol godziny machamy po zatoce a potem skręcamy w pierwsza rzekę w prawo (śmiesznie to brzmi) i kolejne 40 minut machania żeby dopłynąć do blue hole, po drodze przepiękne widoki, spokój, cisza, rzeka praktycznie stoi w miejscu więc nie ma ciśnienia.


Ostatni dzień na Santo, pożegnanie z właścicielami oraz transport na lotnisko, skąd powinienem mieć lot na wsypę Efate, a tam powrót z virgin do Australii przez Brisbane. No własnie powinienem. Lot z Santo się opóźnił o ponad 2h, więc przegapiłem lot do Australii, ja i 5 innych osób było w takiej samej sytuacji, na szczęście udało mi się wywalczyć dla nas nocleg z wyżywieniem oraz transport do hotelu i następnego dnia rano na lotnisko. Hotel w jakim się zatrzymaliśmy to WARWICK LE LAGON RESORT & SPA, super miejsce, polecam. Kilka basenów plus restauracji, bardzo profesjonalny staff.


Podsumowanie:
Wyleciałem 20 grudnia, wróciłem 31, zamiast 10 dni zrobiło się 11, ale tego ostatniego nie liczę.
Vanuatu jest naprawdę inne, wszystkie te kraje jakie odwiedziłem do tej pory miały jakiś wspólny mianownik, Vanuatu to jakby zupełnie inna planeta, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi, bo jeśli chodziło nature to nie, Australia jest bardziej unikatowa. jeśli kiedyś tam wrócę, to na pewno na wyspę Santo, super miejsce do leżakowania i odpoczynku. Tanna była okay, ale jednorazowa wizyta tam, jest dla mnie wystarczająca.
Vanuatu okazało się także bardzo bardzo droga destynacja w porównaniu do cen do jakich się przyzwyczaiłem w Sydney.
Polecam odwiedzin to miejsce jak najszybciej, gdyż z roku na rok widać coraz większe zainteresowanie tym miejscem przez ludzi którzy chcą tam budować hotele, sklepy itp. przez co kraj zatraci swój oryginalny urok. Wielu lokalsow mi mówiło, że azjaci strasznie się tam panosza, po prostu chcą przejąć wszystko, są plany żeby na wyspie Tanna wybudować 5 gwiazdkowy hotel itp. (jaki to jest absurd można się przekonać tylko udając się tam).


To na tyle mojej relacji, jeśli ktoś przeczytał cala to się cieszę, jeśli się podobało to jeszcze bardziej, jeśli nie to trudno, starałem się zrobić co w mojej mocy ;)
W razie pytań proszę śmiało pisać.


Ostatnio edytowany przez fortuna 10 Maj 2016 07:56, edytowano w sumie 13 razy
Góra
 Relacje PM off
43 ludzi lubi ten post.
Fiki uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 08 Sty 2016 04:03 

Rejestracja: 19 Kwi 2014
Posty: 411
niebieski
Wspaniała relacja, byłem na Vanuatu trzy tygodnie temu, niestety się minęliśmy. Kawa z wyspy Tanna jest jedną z najlepszych jakie piłem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 08 Sty 2016 04:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2012
Posty: 3058
Loty: 249
Kilometry: 415 497
HON fly4free
fortuna napisał(a):
(...) jest to moja pierwsza relacja z podróży (...)

Fajnie piszesz, z chęcią przeczytam więcej takich relacji :)

No i wyjazd też super!
_________________
Zanim zadasz pytanie na forum poszukaj. Potem poszukaj jeszcze raz. Potem idź zrób sobie herbaty i poszukaj trzeci raz, tylko dokładniej.
Jest 90% szans że ktoś już pytał o to samo co Ty, tylko nie potrafisz/nie chce Ci się znaleźć odpowiedzi.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 08 Sty 2016 04:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 314
niebieski
Dzieki @zbyhu!
milo mi ze tak uwazasz, czesto mi sie trafiaja jakies smieszne rzeczy w podrozach, albo spotykam ciekawych ludzi i czasem chcialem sie tym podzielic, ale nie wiem czy ludzie by to chcieli czytac.
Tutaj opisalem wyjazd poniewaz kierunek jest dosyc rzadko odwiedzany i kazda nowa informacja sie powinna przydac.

@rqs
szkoda ze sie nie zgadalismy, ja zawsze wysluchuje jezyka polskiego albo jak ktos ma polska koszulke i staram sie zagadac, w koncu rodacy :)

co do kawy to prawda bardzo dobra, wydaje mi sie ze tez duzo zalezy od jej parzenia. ta nie byla w ogole gorzka, bardzo delikatnie wchodzila.

Co ciekawe, kawe zbiera sie tylko po tej czesci wyspy gdzie nie ma wulkanu, tam gdzie jest wulkan nasiona kawy byly bardzo gorzkie do tego ciezej je bylo pielegnowac, wiec juz dluzej sie tego nie robi.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 08 Sty 2016 07:50 

Rejestracja: 22 Maj 2012
Posty: 606
Loty: 312
Kilometry: 479 773
niebieski
ile cie to łącznie kosztowało pobyt z 1500AUD plus lot ?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 08 Sty 2016 08:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 314
niebieski
z 1500 AUD to mniewyniosly same loty z/powrot Sydney oraz loty miedzy wyspami
do tego 500 AUD gotowki poszlo w polowie wyjazdu
plus hotele
plus kasa na ostatnie 5 dni

mysle ze ok 2.8k aud in total
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 08 Sty 2016 09:11 

Rejestracja: 22 Maj 2012
Posty: 606
Loty: 312
Kilometry: 479 773
niebieski
jak fortuna to fortuna
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
zbyhu lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 08 Sty 2016 09:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Gru 2012
Posty: 520
Loty: 133
Kilometry: 392 371
niebieski
Świetnie się czyta :)
_________________
Relacje z podróży, zdjęcia, informacje na blogu.
https://miloszmaslanka.wordpress.com/

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 08 Sty 2016 12:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 808
Loty: 143
Kilometry: 253 891
srebrny
Nieźle się uśmiałam przy piątkowym śniadaniu :D Dzięki! świetnie piszesz :D
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam / Kaukaz
i: https://www.instagram.com/ola.javv/
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 08 Sty 2016 12:58 

Rejestracja: 26 Cze 2015
Posty: 54
Bardzo ciekawa relacja z ciekawego miejsca. I uśmiałem się do tego kilka razy. Aż moja koleżanka, z którą współdzielę pokój w biurze, zaczęła się na mnie dziwnie patrzyć ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 08 Sty 2016 13:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 314
niebieski
dzieki za mile slowa, naprawde :))

@miloszp
nick fortuna wzial sie od "fortunately" :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 08 Sty 2016 15:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lip 2013
Posty: 475
Loty: 31
Kilometry: 61 615
Fajna relacja,w sam raz na piątek w pracy :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 08 Sty 2016 16:03 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2421
platynowy
Super relacja - zarówno miejsce, jak i Twój styl komentowania. Miałem Vanuatu na mojej short liście, ale po przeczytaniu relacji stwierdzam, że chyba jeszcze jakiś czas nie i to z prozaicznego powodu - drogo na miejscu :(
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 08 Sty 2016 17:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Lis 2015
Posty: 1626
Fajnie piszesz. Dzięki Twojej relacji ożyły moje wspomnienia.

Co do informacji praktycznych:

1) w Port Villa kosmetyki przeciwsłoneczne można kupić w aptece. Przy głównej ulicy są chyba 3. Ceny - (dużo) wyższe niż w Polsce.

2) w stolicy zakupy typu piwo czy inne puszkowane/ pakowane artykuły spożywcze najtaniej można zrobić w... supermarkecie :-) - jeden jest po drodze z lotniska do centrum, a drugi - w samym środku miasta, tuż obok hali targowej i budynków rządowych. Innych nie zauważyłam. :-)

3) nie spodziewałabym się spadku cen na miejscu - z rozmów z miejscowymi i innymi turystami dowiedziałam się, że Nowozelandczycy czy Australijczycy coraz częściej szukają tam odmiany od komercji podobno wszechobecnej na Fidżi, a zarówno Hindusi jak i Chińczycy coraz chętniej inwestują na miejscu.

PS A propos transportu z lotniska do Port Villa: vanuatu-port-vila-bauerfield-intl-arpt-do-z-centrum,837,67747.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 08 Sty 2016 17:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Sie 2013
Posty: 113
Loty: 74
Kilometry: 301 095
Super relacja, uśmiałam się :)
Raczej nie podejrzewam, żebym kiedykolwiek wylądowała na Vanuatu, ale czytając Twój wpis mogłam sobie świetnie wyobrazić to miejsce.
Pisz więcej!
_________________
www.caipiroska.pl - Portal o Brazylii
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 26 Sty 2016 20:28 

Rejestracja: 20 Gru 2015
Posty: 5
Najlepsza relacja jak do tej pory na f4f.Turystycznie,gawędziarsko i z humorem.
Odwiedziłeś drugi koniec świata,jadłeś mięso z ziemniakami z a 50 usd.Fortuna to nie ta liga dla większości forumowiczów,którzy śpią po lotniskach i łapią stopa z lotniska,gdy transport do miasta kosztuje 2EUR
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 26 Sty 2016 21:14 

Rejestracja: 26 Sty 2016
Posty: 0
wiem gdzie leży Vanuatu, dowiedziałam sie na stoisku tego kraju na EXPO w Mediolanie, zaskoczyło mnie małe państweko, nawet pomyslałam, żeby tam polecieć. Myślałam, że będę pierwszą polką, ale widać, że można przytoczyć cytat z Seksmisji: nasi tu byli. Popieram przedmówców masz dobry język, przyjemnie się czyta. A Lasce pryszcze zeszły?
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 06 Lut 2016 21:52 

Rejestracja: 06 Lut 2016
Posty: 0
Gratuluje wyprawy, swietnie sie czytalo i ogladalo! ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 09 Maj 2016 17:11 

fortuna napisał(a):
Zmierzam na stacje właśnie odjeżdża pociąg, a kolejny okazuje się że dopiero za 30 minut, lekko skoczyło mi ciśnienie, nie na tyle żebym zaczął gwizdać uszami, ale już poranna kawę sobie darowałem.


(...)stamtąd już tylko zostaje transport pieta-palce


Oplułam monitor :lol:
Styl pisania masz genialny, czekam na kolejne Twoje relacje!

Szkoda, że zdjęcia się nie ładują :( .
Góra
 PM off
fortuna lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 10 Maj 2016 07:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 314
niebieski
@singielka_1976

dzieki! Bardzo mi milo!
Specjalnie dla Ciebie dzis wrzucilem zdjecia na nowy serwer i edytowalem post :)

@wandatravels.pl

dorosly, przystojny mezczyzna sie z niego zrobil :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 24 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group