Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Cze 2019 22:41 

Rejestracja: 01 Lip 2012
Posty: 24
PRZED WYJAZDEM.

Jesteśmy cichymi użytkownikami tego forum – czytamy, również korzystamy i raczej nie uzewnętrzniamy się tutaj naszymi przeżyciami. Ale czas to zmienić :-)
Jesteśmy również rodzicami małej księżniczki. Księżniczki, która w tym roku będzie miała dwa latka. Wiadomo, co to oznacza dla domowego budżetu miłośników dalszych podróży. Dlatego ten rok był/jest dla nas nawet owocny. Najpierw styczniowe loty do Singapuru i Malezji, później Jordania…. a urlopu coraz mniej…. ale…
Chcieliśmy w końcu zobaczyć „czarną Afrykę”. Nie żadne tam podrabiane Maroko, Egipty czy Kanary :-). Namibia – tak piękny i bezpieczny kraj – może by tak jeszcze przed drugimi urodzinami, żeby tylko bilety były po taniości. No i trafiło się RPA - Iberią w relacji Berlin-Madryt-Johannesburg na majówkę za ciut powyżej 1400 zł. Coś tam się słyszało, że niby niebezpiecznie – ale my się będziemy bać? My, którzy nie mamy telewizomanipulatora? My im nie wierzymy. Dlatego tradycyjnie, krótka chwila zastanowienia (argument: blisko Namibia – wydmy, przyroda i takie tam) i pac! – bilety klepnięte. Oczywiście – tradycyjnie już po zakupie, okazuje się, że do Namibii dolot nie ma sensu a samo RPA jest na tyle duże, że polecanego Kapsztadu bez dodatkowych lotów i tak nie zobaczymy. W Internetach zwyczajowo poleca się: okolice Kapsztadu z Garden Route jako te łatwiejsze do zwiedzania i okolice Johannesburga - te ciut trudniejsze . A że dodatkowy lot to jednak zawsze jest jakiś stres (tak wiem, że piszę to na fly4free)... to padło na okolice Johannesburga.
Jak zawsze w celu inspiracji zabraliśmy się do lektury. Jednak już po pierwszej przeczytanej książce „Wypalaniu traw” Wojciecha Jagielskiego (bardzo dobry reportaż) dostaliśmy „Reisefieber”. Dużo w nim śmierci, nienawiści i pogardy – białych do białych, białych do czarnych i im bliżej współczesności – nieukrywanej czarnych do białych. I to wszystko tam, gdzie mamy lecieć… Książka traktuje o wydarzeniach sprzed ponad kilkunastu lat, ale Internety piszą, że w RPA to coraz gorzej jest i zaczynamy mieć stracha. Później doczytaliśmy jeszcze wiele innych ciekawostek takich jak https://www.tvp.info/38944746/w-tym-kra ... ida-w-gore czy tuż przed wyjazdem o powodzi w Durbanie, w którego okolicach przecież będziemy https://www.gismeteo.pl/news/kleski-zyw ... o-70-osob/ oraz o wyborach, które będą miały miejsce w czasie naszego pobytu (zamieszki?). Jeżeli w kraju, w którym podobno co trzecia kobieta była zgwałcona – to nas też zgwałcą? Czy warto się tam pchać? Specjalne „warunki” wwozu małych dzieci do RPA wbiły na kolejnego klina (aby uniknąć porwań dzieciaków – granicę RPA należy przekraczać z przetłumaczonym przysięgle na angielski odpisem aktu urodzenia). No tak. Gdyby naszej księżniczce coś się stało – teście na pewno by nas wydziedziczyli. Przyznam, że nastraszeni przez książki/media (nie telewizor) po raz pierwszy zastanawialiśmy się czy majówki nie spędzić jednak w Polsce (w zeszłym roku przecież była cudna pogoda – może znowu rowerki w Białowieży?), ale stracić tyle kasy…. ? Zostawienie księżniczki w Polsce nie wchodziło w grę (jak ginąć to razem). Zwykle nie uzewnętrzniamy się z naszymi podróżami, ale piszę ten przydługi i osobisty wstęp, aby uświadomić potencjalnych czytelników i rodziców małych pociech, którzy też przed wylotem do tego kraju zbytnio zagłębią się w dostępną literaturę – że MY też mieliśmy te rozterki czy aby na pewno dobrze zrobiliśmy. A kraj – to już mogę napisać przed relacją - jest warty tego wpisu. Ostatecznie w końcu polecieliśmy, ale postanowiliśmy, że zrobimy to z głową i o tym będzie ten wpis.

NO TO W DROGĘ.

Na lotnisku za nieduże pieniądze wypożyczyliśmy sedana za pośrednictwem EconomyCarRentals. Z fotelikiem i bez ubezpieczenia (mamy w icarhireinsurance) wyszło poniżej 600 zł za 11 dni. Fotelik był nam niezbędny, gdyż bagażem dla dziecka było nosidło turystyczne a lecieliśmy tradycyjnie tylko z bagażem podręcznym, co w przypadku takiego malucha na pierwszy rzut oka wydaje się niełatwe ale… mogę kliknąć „LUBIĘ TO”.

Image

Z lotniska wyjeżdża się prosto na autostradę, więc radzę mieć MapsMe lub inną apkę od razu przygotowaną. Pierwsze wrażenia – gdzie jest ta Afryka? „Obiecałeś, że będzie gorąco a ni ma”, „dlaczego ta autostrada ma pięć pasów?”. No i klasyk. Włączam kierunkowskaz a tu idą wycieraczki… ah ten lewostronny ruch.
Oczywiście pomni zdobytych informacji rozglądamy się wokoło, szukamy „przeciwników” i unikamy zatrzymywania samochodu, nawet na poboczu drogi w buszu. Pilnujemy się, by mieć pozamykane drzwi od środka, a cennych rzeczy nie trzymamy na widoku.
Naszym pierwszym celem jest Park Narodowy Pilanesberg – to tu chcemy „odbębnić” Wielką Piątkę. Tak, tak jak widać na załączonej powyżej mapce – nie odwiedziliśmy MUST-SEE – czyli Parku Krugera. A wszystko przez mapkę poniżej (czerwony kolor to zło). Tak jak napisaliśmy – chcieliśmy odwiedzić RPA z głową, a że półtoraroczny szkrab + malaria = przewalone (nie mylić z malarone) to odpuściliśmy.

Image

PIERWSZE WRAŻENIA.

Park Narodowy Pilanesberg to wg. Internetów miejsce gdzie najłatwiej, obok Parku Krugera, można zobaczyć Wielką Afrykańską Piątkę w swoim środowisku, nie będąc przy tym pogryzionym przez malaryczne potwory. Zatrzymaliśmy się w miasteczku Mogwase. Dojechaliśmy późno, powoli robiło się ciemno, my byliśmy głodni a tu – w miasteczku żadnej białej twarzy. Podjechaliśmy pod stację benzynkową – dwa stoliki, troszkę czarnych (nie chcemy nikogo obrazić, ale jak mamy pisać, żeby było poprawnie politycznie?) oraz facet, który coś pichci przy grillu. Pomyśleliśmy – wyjdziemy szybko z auta, wmieszamy się w tłum, nikt nas nie zauważy, zamówimy dwie kiełbaski, zrobimy „mniam-mniam” i znikamy. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy. Gdy tylko wysiedliśmy z auta, od razu wszystkie latarnie skierowały się na nas. No cóż, przecież My się nie poddajemy. Co prawda, zmartwiła nas nieco ilość alkoholu na stolikach, mimo niepóźnej pory (w RPA słońce zachodziło przed 18), ale nasz głód był silniejszy. Pachnie ładnie, nikt nie wyciąga noża, a jak już, to po to, żeby pokroić chleb a nie nas. To się kręcimy, podpytujemy. Białe oczy czarnych mieszkańców wciąż skierowane są na nas. Podchodzi do nas Pani – no tak teraz to się zacznie – kluczyki z auta trzymam w lewej ręce, a prawą mam gotową na odparcie potencjalnych ataków. Pani, co prawda nie jakoś specjalnie miłym głosem, poinformowała nas, że aby zjeść na grillu trzeba na stacji benzynowej kupić kawałek świeżego wołowego mięsa, zapłacić panu za ugrillowanie mięsiwa i odczekać swoje w kolejce na gotowe żarło, po czym wróciła do swojego piwka. Tyle, żadnych gróźb, noży, pretensji. Nie zostaliśmy. Pokonały nas dwa argumenty: 1. Mała nie wytrzyma wieczorem tyle czekania w dobrym humorze. 2. Co jeśli wypiją cały ten alkohol, który mają na stołach? MapsMe podpowiada, że w Parku Narodowym jest jakaś restauracja, ale o tej godzinie park powinien być już zamknięty. Ryzykujemy, podjeżdżamy pod bramę, okazuje się, że restauracja jest czynna i można podjechać. Ciemną, nieco krętą drogą, wśród naprawdę wielu kopytnych i niekopytnych spokojnie stojących/konsumujących mam nadzieję roślinożerców, dojeżdżamy do knajpy. Uf uratowani – pierwszy południowo afrykański burger tylko rozpala nasze zmysły i daje nadzieję, że kraj ten obok Japonii, Tajlandii czy Włoch będzie kolejnym miejscem, gdzie warto pojechać tylko po to by się „nażreć”. Nasz nocleg znajduje się w spokojnej i willowej czarnej dzielnicy miasteczka (spis naszych noclegów wrzucimy na końcu). Miłe panie obsługujące opowiadają o Niemcach ,którzy ostatnio wybrawszy się o poranku do parku, tuż za bramą mieli spotkać zarówno lwa jak i lamparta. Pamiętając jaka ilość zwierząt kręciła się wieczorem wokół restauracji – mamy spore nadzieje na cudowne jutro. Umawiamy się jeszcze przed świtem na śniadanie. Humory tylko delikatnie nam psują wszędobylskie kraty w oknach w pokojach oraz druty kolczaste na pokaźnych ogrodzeniach a także sama właścicielka informując, że gdybyśmy w nocy chcieli wyjść zapalić, to lepiej zrobić to na balkonie, bo na dworze jest niebezpiecznie.

SAFARI W SEDANIE.

Image
Przydrożny warsztat samochodowo-tłumikowy

Poranek, z pięknym jak się później okaże „jak zwykle” światłem, spowodował niemały zawód u niektórych członków naszej wycieczki. „Jak to? To my nie będziemy jechać dżipem? Nie wyobrażam sobie safari w sedanie! Co ja koleżankom powiem”. I może to było właśnie fatum naszego małego suzuki, bo poranek w parku nie pokazał nam niestety ani lwów ani lampartów. Ale skoro można wjechać własnym samochodem – to dlaczego nie? Tym bardziej, że lubimy robić wszystko „po swojemu”. Przy wjeździe można zakupić mapkę ze zdjęciami dostępnych w parku zwierząt (można sobie odhaczać!). Spędziliśmy w Pilansbergu cały dzień, na chwilę wyjeżdżając jedynie do marketu w okolicach Sun(Sin)City, gdzie ochrona z karabinami lustrowała klientelę. Udało nam się zobaczyć naprawdę sporo słoni. Najpierw to my szukaliśmy ich, potem one szły prosto na nas i nie można się było od nich opędzić. Przyznam, że niektórzy byli mocno przestraszeni w sytuacji 6000kg vs 75kg w odległości 1,5metra. Skracając mój wywód – widziano sporo zebr, które ewidentnie dobrze czuły się w naszym towarzystwie, trochę mniej nosorożców (tu my aż tak komfortowo się nie czuliśmy), żyrafy, hipopotamy, antylopy, podobno jednego bawoła i wiele innych mniejszych i większych.

Image
PN Pilanesberg

Image
PN Pilanesberg

Image
PN Pilanesberg

W KRÓLESTWIE STEKÓW.

Z Mogwase k. Pilansbergu udaliśmy się w kierunku Clarens – opisanego w Internetach jako miasteczko artystów. W większości lepiej niż w Polsce utrzymanymi i szerokimi drogami (na obwodnicy Johannesburga naprawdę przez wiele kilometrów ciągną się po 5 pasów w każdą stronę) podróż przez RPA szybko mija. Wszędobylski busz zamienia się w step i jesteśmy w Clarens. Tutaj po raz pierwszy w RPA jesteśmy w miejscu, gdzie są biali i nawet jest ich tu całkiem sporo. Nawet po raz pierwszy sprzedawca w sklepie monopolowym jest…. białym! Miasteczko jest też typowo zbudowane – CENTRUM piękne wille białych!, przedmieścia gęsto zabudowane townshipy czarnych. Nasza, tym razem biała gospodyni, już na wstępie mówi, że Clarens to jedne z najbezpieczniejszych miejsc w RPA. Testujemy to podczas wieczornego spaceru. Jesienne kolory oraz wyniosłe skały w kolorze piaskowca o mały włos nie zużywają nam całej karty pamięci w aparacie a soczyste krwiste steki w lokalnej knajpie powodują konsternację – dlaczego RPA nie jest w przewodniku Michelina?

Image

Image
Clarens o poranku

Image
Przemieścia Clarens - Kgubetswana

Image
PN Golden Gate

Image
PN Golden Gate

Z Clarens przez naprawdę widokowy park Golden Gate trafiamy do naszej kwatery w pobliżu Monks Cowl. Na mapie okolica wydawała się zadupiem – na miejscu okazało się, że to sieć luźno zabudowanych restauracji i wakacyjnych kwater białej społeczności. Spaliśmy blisko słynnej szkoły chórzystów, których można posłuchać na żywo (spóźniliśmy się). Nasza kwatera, choć z kratami w oknach - to jednak z bramą i kłódką, ale niezamykaną na klucz. Mimo wszystko czuliśmy się bezpiecznie, a wieczorne spacery po okolicy pozwoliły na nieziemskie obserwacje drogi mlecznej w towarzystwie pokrzykiwań małp. Same góry – olbrzymie powierzchniowo i praktycznie bez ludzi – na głównym parkingu pod wejściem do parku było mniej aut niż pod jedną knajpą po drodze. Udało nam się zrobić dwie całodzienne wycieczki w pięknej słonecznej pogodzie (co podobno tu nie jest regułą). Oczywiście w górach tylko biali, w knajpach w 90% też biali (czarna to tylko może być obsługa). Mieliśmy wrażenie, że biali wciąż nie kumplują się z czarnymi, co więcej nawet wydawało nam się, że biali Burowie posługujący się językiem afrikans siedzą osobno od białych potomków osadników brytyjskich. Ale może też za dużo się naczytaliśmy tych wszystkich pierdół o RPA. Mimo iż, z reguły jako obcobrzmiący turyści byliśmy często bacznie obserwowani przez białych lokalsów, to jednak byliśmi trochę uprzywilejowani. Z racji naszego małego szkraba – początkowa nieufność zamieniała się szybko w życzliwość.

Image
Widok na Cathkin Peak (3148mnpm)

Image
PN Drakensberg

Image
PN Drakensberg

Z Gór Smoczych, znowu przez stepy pełne krów (to jest ta tajemnica soczystego i pysznego mięsa w RPA – brak chemii, tylko naturalny wypas), trafiamy nad ocean. Okolice Ballito, to kraina bajecznie bogatych białych przeplatana pojedynczymi townshipami czarnych. Naprawdę w tym kraju 50mln czarnych w końcu napadnie i pożre te 5mln w większości bogatych białych. Ale wróćmy do przyjemności. Mimo turystycznego regionu w Sheffield Beach, jak i w całym RPA, sklepów i knajp jak na lekarstwo. Tzn. są, ale to zwykle jakieś markety na wylotówkach albo knajpy gdzieś tam poukrywane między zamkniętymi i strzeżonymi osiedlami białych. Jednak mięso jak zwykle nie zawodzi, steki znów są perfekcyjne, a kurczak soczysty i miękki. Próbujemy też owoców morza… jednak tutaj podnieta już nie jest tak odczuwalna. Za to poranne balkonowe obserwacje skaczących delfinów ją przywracają.

Image
Widok z balkonu On the Rocks Sheffield

Image

OSTATNI ODCINEK.

Po dniach leżakowania przeplatanych gonitwami w oceanie z najwyższymi jakie w życiu widzieliśmy falami, udajemy się płatną ale niedrogą autostradką z powrotem w kierunku Johannesburga. Tutaj na ostatnią noc zatrzymujemy się na noclegu połączonym z parkiem kulturowym, gdzie można zobaczyć domostwa różnych afrykańskich plemion. Ale wisienką na torcie jest wizyta w parku lwów. Żeby sprawić przyjemność małżonce, tym razem korzystamy ze specjalnego safarowego okratowanego wozidła. Warto było. Choć nie można tego miejsca porównać do PN Pilansberg, to jednak obserwacja z bliska tych wszystkich drapieżników połączona z naprawdę przykładającym się do pracy przewodnikiem, była tego warta. Od niego dowiedzieliśmy się o niedawnym wypadku mającym miejsce w parku lwów. Pani w sedanie (niestety nie wiadomo czy to było również Suzuki), chciała zrobić najlepsze zdjęcie lwom i za bardzo otworzyła w tym celu szybę, z czego nieopatrznie tamte skorzystały i panią skonsumowały. My zdjęcia robimy tylko zza krat. Upewniwszy się , że zwierzęta nie są naćpane (LSD i te sprawy) za symboliczne 20zł decydujemy się również na 5 minutową zabawę z małymi lwiątkami. Kilkumiesięczne lwiątka naprawdę mają sporo siły i naprawdę chcą się bawić, szczególnie z odsłoniętymi i gołymi fragmentami naszego ciała. Co prawda, przed nami ktoś wychodzi z podgryzioną i lekko krwawiącą ręką, jednak my wyszliśmy z obejścia niezjedzeni.

Image
Lesedi cultural village

Image
Lion & Safari Park Broederstroom

Image
Lion & Safari Park Broederstroom

Image
Lion & Safari Park Broederstroom

Image
Lion & Safari Park Broederstroom

Image
Lion & Safari Park Broederstroom

Dlaczego warto pojechać do RPA? Bo mimo, że to kraj statystycznie niebezpieczny, to jednak te statystyki się tam prowadzi. Jest to wciąż cywilizowane miejsce, z dobrymi drogami, z mięsem tak dobrym jakiego w życiu nie jedliśmy, z kolorami światła słonecznego jakiego w życiu nie doświadczyliśmy, z niebem pełnym gwiazd, których nigdy wcześniej w takiej ilości nie widzieliśmy. Zawieść mogą się Ci, którzy liczą na dziką Afrykę, ale z drugiej strony zobaczą jak wygląda kraj wciąż świeżo po apartheidzie. Mimo pojawiających się z rzadsza znaków przy drogach o treści „Danger high crime area. Do not stop.”, nie doświadczyliśmy żadnych objawów przemocy. Jednak poza tranzytowym przejazdem przez Pretorię nie zajeżdżaliśmy do dużych miast, i być może dlatego w RPA czuliśmy się bezpiecznie i polecamy ten kraj nawet rodzicom z małymi szkrabami.

Image
Justa, Sylwek, Dorota i Dominik zapraszają do RPA!



GARŚĆ SUCHYCH FAKTÓW.
(może komuś się przydadzą)

Na wyjeździe byliśmy z zaprzyjaźnioną rodzinką.

Noclegi:
:arrow: https://www.booking.com/hotel/za/kwa-mo ... 04a11ad6bd
Czysto i bardzo miła obsługa pań sprzątających, ale uwaga na kiepskie śniadania i na niektóre pokoje w których można siedzieć na kiblu mając jednocześnie nogi na łóżku.

:arrow: https://www.booking.com/hotel/za/eddies ... 04a11ad6bd
Pozytywna niespodzianka (a może akurat trafił się nam taki szczęśliwy apartament). Piętrowe czyste i duże mieszkanko z widokiem na góry i blisko centrum

:arrow: https://www.booking.com/hotel/za/swallo ... 04a11ad6bd
Chatka tuż obok domu właścicieli, wymaga jednak odświeżenia.

:arrow: https://www.booking.com/hotel/za/on-the ... 04a11ad6bd
Mieszkanie ma niesamowity widok i jest ciekawie wykończone, czysto, choć z powodu bliskości oceanu nic tam nie schnie

Maluchy: słoiczki, owocki w tubce, mleka w proszku i pampersy – dostępne powszechnie w marketach.

Jedzenie:
Śniadania przygotowywaliśmy sobie sami, obiado-kolacje zawsze w restauracjach. Nigdy nie było problemu w znalezieniu knajpy gdzie za 40zł mamy pysznego krwistego steka z frytkami.
Generalnie ceny zbliżone do polskich z pewnymi odstępstwami (np. tańsze paliwo, droższe pieczywo w piekarni)
Prawie zawsze można płacić kartą (revolut). Napiwki w restauracjach i na stacjach benzynowych.
Nie oszczędzając na niczym, wydaliśmy łącznie z biletami ok. 8000zł (2os. + niemowlę) – 10 noclegów.

Odległości w RPA są spore, ale drogi dobre. Turystów względnie niedużo. Nie spotkaliśmy nikogo z Polski.
Mapy PN Drakensberg dostępne przy wejściu do parku.
Temperatura w oceanie na początku maja - przyjemne 22 stopnie Celsjusza, ale fale do szaleństwa i niebezpieczeństwa.


Ostatnio edytowany przez dokadteraz? 14 Cze 2019 13:05, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 13 Cze 2019 23:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 259
niebieski
Nie widzę zdjęć :( a bardzo bym chciała...Da się coś z tym zrobić?
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Profil Relacje PM off
tom971 lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 14 Cze 2019 00:44 

Rejestracja: 01 Lip 2012
Posty: 24
Już powinno być ok ;-)
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 14 Cze 2019 19:01 

Rejestracja: 10 Maj 2014
Posty: 1398
Loty: 79
Kilometry: 114 133
złoty
I jest :D
Fajnie się czytało tylko co tak mało zdjęć :)
_________________
www.ineedatrip.pl
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#5 PostWysłany: 15 Cze 2019 00:32 

Rejestracja: 28 Kwi 2012
Posty: 249
niebieski
Odnośnie bezpieczeństwa, to w ubiegłym miesiącu w Kapsztadzie wyrwano mi iPhone z rąk, mimo że raczej zachowuję się ostrożnie.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 15 Cze 2019 08:16 

Rejestracja: 01 Lip 2012
Posty: 24
Dlatego z premedytacją unikaliśmy dużych miast. Choć pewne środki ostrożności w RPA zawsze są wskazane...
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#7 PostWysłany: 15 Cze 2019 14:00 

Rejestracja: 07 Lip 2012
Posty: 282
niebieski
Odnośnie bezpieczeństwa, to w maju do willi w której nocowaliśmy w Plattensberg Bay w środku nocy włamał się autochton z nożem.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 22 Cze 2019 12:56 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1009
srebrny
Bardzo przyjemnie się czytało. Widok z okna na ocean do pozazdroszczenia.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 27 Cze 2019 12:00 

Rejestracja: 18 Kwi 2016
Posty: 1
Widoki piekne... szkoda tylko,ze braliscie udzial w podgladaniu zwierzat - mam nadzieje,ze wiecie,ze to nieetyczne no chyba,ze nie przejmujecie sie tym i mimo to bedziecie spac spokojnie
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 27 Cze 2019 12:29 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 4954
Loty: 782
Kilometry: 738 529
platynowy
Ile płaciliście za wjazd do Pilanesbergu?
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 27 Cze 2019 13:53 

Rejestracja: 01 Lip 2012
Posty: 24
Samochód (sedan) + 2 dorosłych + niemowlę + mapa = 300 rand / 1 dzień
Góra
 Profil Relacje PM off
Sudoku lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group