Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 49 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 24 Mar 2019 15:17 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 406
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Przepraszam za kolejną długą przerwę i od razu do rzeczy.
Czas się przenieść z La Digue na Praslin.

Image

Zdajemy pokój o 10:00 i spędzamy jeszcze kilka chwil na hotelowej plaży.
Leżenie na plaży zaczyna mnie przeważnie nudzić już po kilkunastu minutach. Na szczęście tu było co oglądać. I nie mam tu na myśli opalających się dookoła modelek, bo ludzi na plaży było tyle, co zawsze, czyli ZERO.

Image

Image

Za to były inne stworzenia. Wystarczyło się przez chwilę nie poruszać i dookoła roi się od krabów, które biegają dookoła załatwiając jakieś swoje niezwykle ważne sprawy albo pogłębiają swoje norki wynosząc z nich co chwilę "garść" piachu.
Przed nami w płytkiej wodzie w czasie odpływu toczy się zażarta walka o życie. Z jednej strony ławica maleńkich rybek chce ocalić swoje życie uciekając przed drapieżnikami, co nie jest łatwe, bo są atakowane z każdej strony. W wodzie grasują jakieś większe rybska, które co chwilę atakują ławicę. Małe rybki próbują się ratować wyskakując nad wodę - wygląda to jak jakieś podwodne wybuchy. Nad wodą z kolei krążą ptaki, które tyko czekają na taką okazję, jak lecące w powietrzu przekąska. :) Widać to na poniższym filmiku, nagranym dzień wcześniej w czasie zachodu słońca.



Pojawił się też jakiś niewielki, ale szybko biegający ptak brodzący.

Image

Największym hitem była jednak czapla... siedząca na drzewie. Nie sądziłem, że czaple tak potrafią.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z naszych leżaków, na wprost widać przystań na Praslin i niestety w końcu nadchodzi ten moment, że trzeba ruszyć cztery litery i iść na przystań. Troszkę smutno, bo spędziliśmy tam świetne kilka dni, a do tego ta świadomość, że właściwie od tego momentu zaczynamy pomału wracać do zimna i codzienności... Ale to jeszcze nie tak zaraz...
Bagaże na przystań zawozi nam pracownik hotelu czymś w rodzaju rikszy. Gdybyśmy skontaktowali się z hotelem przed przyjazdem, to i do hotelu by nam te bagaże zawiózł. Bez dodatkowych kosztów.

Image

Image

Image

Na przystani zachwyca kolor wody. Nieprawdopodobny.
Mamy okazję obserwować jak proces zaokrętowania pasażerów na prom na Mahe, który wypływa przed naszym. Wszystko przebiega sprawnie pomimo pozornego bałaganu, trzech kolejek, które się co chwilę mieszają i obsługi, która momentami zupełnie nie jest zainteresowana całym procesem. Chwilę po wypłynięciu promu na Mahe przypływa nasz - szybki i nowoczesny. Płyniemy (jak i poprzednio) "Cat Rose's" za 14 euro od osoby. Podróż trwa ok. 15 minut a na nabrzeżu już czeka na nas sympatyczny młody człowiek z tabliczką, na której jest napisane moje nazwisko...

Niemal do ostatniej chwili zastanawialiśmy się, jak będziemy się poruszać po Praslin. Czy stopem i busami, czy też zdecydować się na własne autko... Ostatecznie potrzeba komfortu ponownie zwyciężyła nad chęcią zaoszczędzenia i wynajmujemy auto. Pomogła w tym, jak zwykle, nieoceniona Mae - recepcjonistka z hotelu na La Digue. Najtańsze, co ja znalazłem, to było autko za 50 euro dziennie + 10 euro na ubezpieczenie. Wykonała kilka telefonów i znalazła auto za 40 euro dziennie z ubezpieczeniem. A sam proces wynajmu był na tyle niezwykły, że pozwolę sobie go opisać.

Człowiek z tabliczką nas powitał na La Digue, rzucił się do pomocy z bagażami, przy czym trochę się zdziwił, jak zobaczył plecaki, a nie walizki, po czym nas poprowadził... do najbliższego food-trucka. Przy plastikowym stoliku, na plastikowym krzesełku siedział kolejny młody afroafrykanin ze złotym łańcuchem na szyi. Rozmiar łańcucha był na tyle imponujący, że nie powstydziłby się go żaden szanujący się raper. Nie jestem tylko pewien, ile było złota w złocie, ale łańcuch doskonale spełniał swoją rolę - dodawał małolatowi autorytetu. Bo nie jestem przekonany, czy właściciel łańcucha skończył 18 lat.
George, bo tak się nazywał małolat, w wynajmowaniu aut miał dużą wprawę i całość trwała kilka minut, łącznie z przeczytaniem przeze mnie jednostronicowej umowy najmu. Umowa jak umowa, bardzo prosta i nic dziwnego w niej nie było. Wkład własny na wypadek uszkodzeń - 500 Euro. Jako posiadacz polisy http://www.icarhireinsurance.com na rok, za bardzo się tym nie przejąłem, ale przejąłem się sposobem, w jaki George potraktował moją kartę kredytową - zrobił sobie komórką zdjęcia obu stron karty. :shock: No cóż, i tak miałem z niej zamiar niedługo zrezygnować... Ale aż do zastrzeżenia karty (zaraz po powrocie) codziennie sprawdzałem, czy mi się jakieś nowe zakupy nie pojawiły.
George pobrał też ode mnie depozyt na wypadek niezatankowania lub nadmiernego zabrudzenia auta w wysokości 500 rupii. Te 500 rupii zawinął w swoją kopię umowy i zszył zszywaczem, tak by nie zginęło. Uprzedzając fakty, człowiek, który pojawił się po odbiór auta miał ze sobą tę umowę i mi ją wręczył. Banknot nadal tam był. Co do sprawdzania czystości przy odbiorze - żadnych szopek nie było. My ze swojej strony ograniczyliśmy "mycie" przed zwrotem ograniczyliśmy do wytrzepania piasku z dywaników. Nasze wozidełko na Praslin wyglądało tak:

Image

I tu robimy przerwę techniczną - jest zbyt ładna pogoda, żeby siedzieć w domu przy kompie. :)
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#42 PostWysłany: 24 Mar 2019 20:32 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 406
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
c.d.
Warto wspomnieć, że nasz malutki Hyundai miał automatyczną skrzynię biegów. Najmniejsze auto z automatem, jakim kiedykolwiek jeździłem. Przy tutejszych drogach i ruchu lewostronnym było to całkiem miłe ułatwienie. Ruszamy w drogę, zatem jest okazja, żeby o Praslińskich drogach trochę opowiedzieć. Google było tak uprzejme, że na poniższej mapce pokazało wszystkie najważniejsze punkty charakterystyczne, o których chcę napisać..
Załącznik:
Mapa Praslin.JPG
Mapa Praslin.JPG [ 95.5 KiB | Obejrzany 1721 razy ]

Przy odrobinie wyobraźni układ głównych dróg na Praslin przypomina odwróconą do góry nogami literę "A".
Punkt oznaczony C jest wierzchołkiem tego "A" i znajduje się tam kawałek przystosowanej do zwiedzania dżungli (Fond Ferdinand - podobno piękny i niedrogi), a na dole "A" znajdują się dwie najważniejsze i najpiękniejsze plaże Praslin: Anse Georgette i Anse Lazio. Pośrodku między A i B znajduje się Vallée de Mai - kolejny las, do którego trzeba kupić bilet. Piękny i drogi. Nie mogę osobiście ocenić, bo nie byłem, ale Internety twierdzą, że Fond Ferdinand równie ładny, a kilka razy tańszy.
Na mapce widać też gdzie znajduje się nasz hotel oraz Island Pizzeria, w której kilka razy jedliśmy i którą z czystym sercem polecam.
W okolicy pizzerii jest również stacja benzynowa.
Co do jakości dróg - jest różnie. Na większości z nich obowiązuje ograniczenie do 40 km/h :o i uważam, że jest to rozsądnie wymyślone. Jedynie w okolicy Cote d'Or Beach jest odcinek, gdzie można legalnie rozbujać się do 65 km/h. Oczyma wyobraźni widzę miejscowych playboyów, jak zabierają wybranki swojego serca na przejażdżkę w te okolice, z tekstem "Chodź Maleńka, poszalejemy na hajłeju. Czujesz tę prędkość, tę wolność..." :lol:
Najgorszy odcinek drogi, to końcówka dojazdu do Anse Lazio. Strome górki i strasznie dziurawa nawierzchnia. Jako ciekawostka - najlepsza jakościowo droga jest tuż obok i została wybudowana przy okazji budowy resortu "Raffles Seychelles". Bardzo kiepski odcinek jest również między przystanią promową a naszym hotelem.

Image

Nasz hotel... Jego pełna nazwa, to: Coco de Mer Hotel and Black Parrot Suites
O ile hotel na La Digue był naprawdę OK, tak ten był świetny. Bardzo drogi 1.700-1.900 pln/noc) i wart każdej złotówki. Na zakup w normalnej cenie na pewno bym się nie zdecydował, ale że udało się go kupić o wiele taniej, to zaszaleliśmy.
Hotel zrobił bardzo dobre pierwsze wrażenie. W dodatku to "pierwsze wrażenie" było kolorowe i odpowiednio schłodzone. ;)

Image

Bardzo dziwne było to, że pracownik recepcji, który podbiegł do naszego samochodu na podjeździe, żeby nas przywitać, wprowadzić do lobby i pomóc rozładować bagaże miał amputowaną rękę w okolicy łokcia. Pierwszy raz się spotkałem z tym, że osoba z taką niepełnosprawnością pracuje na takim stanowisku. I gdyby to jeszcze było w Europie, ale w Afryce??? Oczywiście uważam, że to bardzo dobrze, że chłopak dostał taką szansę i świetnie sobie radził, z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby osoba niepełnosprawna nosiła mi bagaże. No właśnie, ja sobie mogłem te bagaże wziąć sam, ale gdyby przyjechały jakieś np starsze osoby? Dziwne... Ale skoro działa, to widocznie jakoś to ogarniają.
W hotelu było mnóstwo drobiazgów i detali, które robiły klimat. Rzeźby, obrazy, podłoga podzielona na kwadraty, a między tymi kwadratami w kilkucentymetrowych szczelinach płynęła woda, dyskretne podświetlenie mebli i ścian... Ktoś to całkiem nieźle zaprojektował. A, no i nazwa zobowiązuje - nie mogło zabraknąć słynnych olbrzymich kokosów:

Image

Jak kogoś zainteresował hotel, to bez problemu znajdzie w sieci sporo zdjęć i filmów, ja wrzucę tylko kilka fotek z pokoju i z pomostu, który jest najbardziej charakterystycznym elementem hotelu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na pomoście świetny basen i kilka opcji na siedzenie/leżenie: drewniane krzesła (dobre przy mokrych ciuchach), hamaki, poduchy na ziemi do leżenia i takie sympatyczne "wagoniki". I jak zwykle, tłumów nie było. Jeżeli w zasięgu wzroku pojawiali się jacyś ludzie, to częściej była to obsługa, niż goście. Bardzo mnie rozbawiło, jak zobaczyłem, że goście spod lobby na plażę są dowożeni jakimś wózeczkiem elektrycznym. Całe 100 metrów.

Image

Image

Image

Na terenie hotelu było też sporo zwierząt. Przesympatyczne "czerwone wróble", które czekały w okolicy zaplecza kuchni na drzewach i krzakach. Nie bez powodu. W pewnym momencie wyszedł ktoś z tego zaplecza i sypnął im kilka garści jakichś okruchów. Co to się działo...

Image

Asia wypatrzyła też w krzakach nietypowe gniazdo, a także właściciela tego gniazda.

Image

Image

Były też zielone jaszczurki

Image

Wieczorem nad lasem latały "latające lisy", czyli rudawki wielkie. Rozpiętość skrzydeł do 170 cm... :shock:

Image

A przy pomoście pływało całe mnóstwo całkiem sporych ryb. Na bank musiały też być tam dokarmiane, bo popływałem po okolicy i nigdzie więcej nie było takiego skupiska ryb, jak w tym miejscu. Tak jak już pisałem wcześniej - snurkowanie na Seszelach nas rozczarowało. Nic nawet nie przypominało rafy, jaką znamy z Morza Czerwonego, Koh Tao czy Bali. Może mieliśmy pecha, a może faktycznie ocieplenie wody sprzed kilku lat spustoszyło podwodne życie w tej okolicy. Na filmiku widać Asię w "pełnotwarzowej" masce z Decathlonu - polecam.



Dzień, jak zwykle, kończy zachód słońca. W takich warunkach. :)

Image

Image

Image

To jeszcze, na zakończenie widok z balkonu o wschodzie słońca. W następnej części jedziemy na Anse Lazio, poznamy polskiego Niemca i dowiemy się, co na wakacjach jedzą Chińczycy. :D

Image
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#43 PostWysłany: 02 Kwi 2019 19:52 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 406
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowane Anse Lazio. Odpalamy naszą czerwoną strzałę i jedziemy niemal przez całą wyspę, czyli jakieś 20 km. Po drodze kilka przystanków w miejscach, które nas jakoś urzekły. Droga prowadzi najpierw przez góry (przez Vallée de Mai) a następnie wzdłuż wybrzeża, gdzie mijamy jedna za drugą kolejne plaże. Wszystkie ładne, wszystkie puste. Najładniejsza chyba Cote D'Or Beach. Huśtawka była chyba przy Anse Possession.

Image

Image

Po drodze widzimy dwójkę białasów w wieku ok. 20 lat. Czekają na autobus. No gdzie mogą jechać? Tam gdzie my. Zatrzymuję się i pytam, czy chcą się zabrać. W pierwszej chwili są mocno zaskoczeni, ale chyba nie wyglądamy na terrorystów-porywaczy, bo dosiadają się. Podobno autobus miał już całkiem niedługo przyjechać, ale od końcowego przystanku do plaży jest jeszcze spory kawałek, więc bardzo się z podwózki cieszą. Oboje są z Niemiec, przy czym chłopak ma na nazwisko Koza. :lol: Jego rodzice przeprowadzili się do Niemiec jeszcze przed jego urodzeniem. Po polsku umie tylko kilka słów. Gadu gadu z Niemcami i dojeżdżamy do plaży. Oferuję Niemcom podwózkę w drugą stronę, ale mają zamiar siedzieć do wieczora, więc chyba nic z tego.

Anse Lazio.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No jest ładna, co by nie mówić. W pierwszej części, bliżej parkingu, jest szeroka, piaszczysta i bez seszelskich kamulców. I jak niemal wszystkie seszelskie plaża, niemal pusta. My idziemy prawie na sam koniec plaży, w lewo. Tam między skałami znajdujemy sobie całkiem sporą zatoczkę, chwilowo tylko dla nas. Za jakiś czas w tą samą okolicę przychodzą nasi znajomi Niemcy, ale nie narzucają nam swojego towarzystwa. Uśmiechają się z daleka i siadają na drugim końcu tej "naszej" zatoczki, czyli jakieś 100 m od nas. Tłoku nie ma.

Image

Image

Szklana kulka z Aliexpress. Jakoś o niej wcześniej (na La Digue) zapomniałem. A tu robi robotę. 8-)

Image

Image

Po jakimś czasie, spomiędzy kamieni wychodzi kolejna para. Tym razem Chińczycy, ale nie są to typowe chińskie ciotki i Janusze, tylko młodzież. I nawet po angielsku jako tako mówią. Drugim szokiem było to, że Chińczyk miał identyczny aparat, jak ja. I w dodatku z takim samym obiektywem. :D
Drugim szokiem, bo pierwszym szokiem było to, że oni między tymi kamieniami szukali przekąsek. I znaleźli. I zjedli. :? Byli ewidentnie przygotowani, bo mieli ze sobą łyżki. Chińskie smakołyki wyglądają tak:

Image

Image

Image

Nam też proponowali, ale nie skorzystaliśmy. Poprzestaliśmy na zrobieniu zdjęć.

Image

Za to Chińczykom bardzo spodobała się nasza "czarodziejska kula" i zrobili sobie z nią sesję. Bardzo się zdziwili, jak powiedziałem, że kula też jest z Chin.

Image

Poleżeliśmy, popływaliśmy, porobiliśmy "trochę" zdjęć (żeby było co oglądać w długie jesienno-zimowe wieczory), pogadaliśmy z Chińczykami. Chyba z dwie godziny nam to wszystko zajęło....

Nuda...

Kurde, co ludzie robią na plaży przez 2 tygodnie po 12h dzień w dzień? :?

Image

Image

Image

Image

Decyzja - zbieramy się.
Gdy wychodząc z "naszej" zatoczki przechodzimy obok Niemców, chłopak zrywa się i pyta, czy propozycja z podwózką nadal aktualna, bo im już też zdążyło się znudzić nicnierobienie. Oczywiście jadą z nami. Po drodze mają jakąś burzliwą naradę po niemiecku, po czym chłopak proponuje nam w ramach rewanżu za podwózkę kiść (tak z 10 sztuk) bananów. :) Bierzemy po dwa, resztę im zostawiamy. Oni na pewno czują się lepiej, że się jakoś odwdzięczyli, my też czujemy się lepiej, bo banany bardzo smaczne. :)
Wysadzamy ich pod ich hotelem. Godzina jeszcze wczesna, to pojedziemy zrobić cebulę w dżungli, a później na pizzę.
Ale to już w kolejnej części...

Image
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#44 PostWysłany: 26 Maj 2019 21:30 

Rejestracja: 11 Gru 2014
Posty: 1
Loty: 215
Kilometry: 565 103
@marcinsss
Super relacja! Będziesz jeszcze końcówkę dopisywał?
Zupełnym zbiegiem okoliczności booknęłem (prawie) te same bilety w podobnym terminie (w przyszłym roku) tyle, że z wylotem z PRG.
Szukam pomysłów jak zorganizować ten ostatni dzień i trafić na lotnisko o tej pogańskiej porze... :roll:
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#45 PostWysłany: 26 Maj 2019 23:31 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 406
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Mam zamiar dokończyć , tylko jakoś ciągle mam coś ciekawszego do zrobienia. :)
Co do powrotu, to nie idź moją drogą...
odszkodowanie-za-spozniony-lot,1498,2646?start=6180#p1179470
Sytuacja jeszcze niewyjaśniona - czekam na odpowiedź od Rzecznika Ubezpieczonych, czy jest szansa wywalczyć zwrot za bilety powrotne od ubezpieczalni.
Zatem jak widać, jeżeli kiedyś dokończę relację, to będą momenty dramatyczne... Nie wiem tylko, czy będzie happy end.
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#46 PostWysłany: 02 Lip 2019 11:50 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 406
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Właśnie sobie zdałem sprawę, że za tydzień kolejny wyjazd, z którego będę chciał zrobić relację, a tu poprzednia jeszcze w lesie. W dodatku jest to las dziewiczy :lol:

marcinsss napisał(a):
... zrobić cebulę w dżungli ...

Przepis na cebulę w dżungli:
1. Podjeżdżasz do rezerwatu wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i parkujesz na parkingu obok
2. Sprawdzasz ceny biletów wstępu do rezerwatu (ponad 80 PLN/osb.)
3. Stwierdzasz, że roślinność się na granicach rezerwatów nie zna
4. Łazisz po okolicy (głównie wzdłuż szosy), robisz zdjęcia i jesteś szczęśliwy

Image

Image

Image

Image

Asia, jak widać, w stroju maskującym. 8-)

Image

Image

A to słynne Coco de Mar, czyli Lodoicja seszelska. Przez niektórych zwana także Lodoicea callypige (Kallipygos w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Mająca piękne pośladki" lub "Pięknotyła"). Kokosy oprócz niezwykłego kształtu wyróżniają się też wielkością (potrafią ważyć do 30 kg). Na następnym zdjęciu można porównać wielkość kokosa na drzewie z Asią.
Jak by się dobrze złożyła, to by się pewnie zmieściła w środku...

Image

To jeszcze kilka fotek oddających atmosferę miejsca i lecimy dalej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W następnej części Mae (nasza ulubiona seszelska Filipinka) znowu nam pomoże. Pomimo tego, że ona została na La Digue, a my jesteśmy na Praslin...
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#47 PostWysłany: 02 Lip 2019 14:52 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 406
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Wbrew obiegowej opinii, że "Królowa jest tylko jedna", na Praslin są dwie. Anse Lazio i Anse Georgette. Jak zapewne każdy (kto się wybiera na Seszele) wie, abyście mogli się dostać na Anse Georgette, to hotel, w którym się zatrzymaliście musi Was zaanonsować, ponieważ droga dojścia na tę plażę wiedzie przez teren jednego z bardziej luksusowych hoteli na Seszelach - Constance Lemuria Resort.
I to był ten moment, kiedy nasz, skądinąd świetny hotel na Praslin, dał ciała. W piątek, zaraz po zameldowaniu się poprosiłem, żeby nam załatwili wejście na sobotę lub niedzielę, bo w poniedziałek już nas nie będzie. Na moją prośbę pani z recepcji zadzwoniła i porozmawiała chwilkę z Konstancją. Nic nie zrozumiałem, bo po francusku, ale domyślam się, że rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

- Mam dwoje białasów na sobotę lub niedzielę...
- Sorry, w weekend mamy komplet, dopiero w poniedziałek...
- OK, najwyżej nie zobaczą tej plaży...


I mimo tego, że ja dość asertywny jestem i tak od razu się nie poddałem, to recepcjonistka była jak skała: "Nie da się i już!".

Pozostało wykonać telefon do przyjaciela, w tym przypadku do Mae. I Mae, jak zwykle, stanęła na wysokości zadania. Jakieś 10 minut później mieliśmy załatwione wejście na niedzielę. Cóż, pozostało na tylko pięknie podziękować Mae. Niestety nie mieliśmy ładniejszej kartki.

Image

Ładniejszą kartkę dostała dopiero kilka tygodni później, z Krakowa. Było to dla niej sporym zaskoczeniem i chyba sprawiło dużo radości. Tymczasem my, w niedzielę radowaliśmy się ostatnią wycieczką na plażę w czasie tego wyjazdu. Pole golfowe na terenie Konstancji, mimo tak ograniczonego dostępu, jest chyba najbardziej obfotografowanym polem golfowym na świecie. :lol: I my dołożymy do tego cegiełkę...

Image

Image

Image

Image

Jackfruit, czyli chlebowiec. Mniami!
W takim upale każdy spacer jest długi, ale ostatecznie docieramy do celu. Pierwszy widok na ocean...

Image

Wychodzimy na plażę, rzut oka w lewo, rzut oka w prawo, wybieramy miejscówkę i idziemy tam.
Jak to zwykle na Seszelach, na plaży tłumy. :lol:

Image

Image

Image

Image

Miejscówkę wybieramy przy pochylonej palmie. Nie trzeba będzie daleko chodzić na sesję zdjęciową. :lol:
Jako ciekawostka - używałem (na większości zdjęć) filtra polaryzacyjnego. Bardzo poprawia wygląd nieba, ale troszkę psuje wodę. Bez filtra woda w okolicach horyzontu jest o wiele jaśniejsza. Bez filtra jest zdjęcie z pierwszym widokiem na plażę. Woda jest jednolicie turkusowa, aż do horyzontu, ale za to niebo wygląda słabo. Na zdjęciach z filtrem woda jest znacznie ciemniejsza, ale niebo dużo lepsze. Ostatecznie uważam, że warto było wydać te ok. 150 PLN.

Image

Image

Image

Image

Image

Jak widać tłum coraz większy. 8-)

Oczywiście zabraliśmy ze sobą magiczną kulę. :)

Image

Image

Image

Image

Ciekawym zjawiskiem były fale na tej plaży. Nie wiem, czy tak jest zawsze, ale tego dnia było dość dziwnie. Morze było raczej spokojne, ale przy samym brzegu fale wyczyniały przedziwne sztuki. Nagle, znikąd, pojawiały się fale wysokie na 2 metry i szerokie na maksymalnie 5-6 metrów. Powodem były pewnie jakieś odbicia fal od skał po obu stronach zatoki.
Myślę, że pływanie tam może być dość niebezpieczne.
Również wychodząc z wody można się zdziwić. Widziałem, jak taki raczej kawał wysportowanego chłopa wychodząc nie zauważył, że tuż za nim powstała właśnie taka niespodziewana fala. Okrutnie go sponiewierała...
Ja na szczęście popływałem bez takich przygód.

Image

Kiedy się już zbieraliśmy, około 14:00, ludzi troszkę przybyło, ale bez przesady. Każdy miał dla siebie te kilkanaście-kilkadziesiąt metrów bieżących plaży.
My, prosto z plaży, pojechaliśmy na jakieś jedzenie i na lotnisko.
Na lotnisku bezproblemowy zwrot samochodu i ... to już historia na zupełnie inną opowieść. W skrócie: nasz samolot na Mahe nie poleciał z powodu złej pogody na Mahe. I żaden następny tego dnia. Air Seychelles zapewniło nam nocleg i posiłki, ale nie to było największym problemem (czytaj: "kosztem"). Samolot o 2:05 w nocy, którym mieliśmy wracać z Mahe do Europy, odleciał planowo. My i kilkadziesiąt innych osób zostaliśmy na lodzie (o ile można tak mówić, będąc na Seszelach).
Wróciliśmy wieczornym lotem z Qatar Airways, a o zwrot kosztów dodatkowych biletów walczę do dzisiaj z ubezpieczycielem. Jak się skończy, to dam znać.

Na zakończenie: Seszele są piękne i na pewno warto tu przylecieć, należy tylko lepiej planować powrót. :lol:

Image
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
      
#48 PostWysłany: 02 Lip 2019 21:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2019
Posty: 10
Loty: 5
Kilometry: 9 033
Super relacja!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#49 PostWysłany: 12 Lip 2019 13:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2013
Posty: 2584
srebrny
Bardzo fajna relacja z pięknej wycieczki wypoczynkowej. Dla mnie o tyle atrakcyjniejsza, że z różnych przyczyn w takowych nie uczestniczę.
Ktoś na początku miał jakieś uwagi do stylu pisania. Zupełnie się z tą opinią nie zgadzam :D
Góra
 Profil Relacje PM off
marcinsss lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 49 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group