Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 08 Sty 2019 23:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 61
Loty: 19
Kilometry: 50 568
niebieski
„- …w porządku, czyli będzie przejazd komfortową Toyotą Land Cruiser do Wadi Rum Village. Czy życzą sobie Państwo kawę i przekąski w zestawie?
- Tak, poprosimy.
- Anglojęzyczny kierowca? No dobra, żartowałam, dam Państwu takiego, żebyście nie mogli się z nim dogadać. Czy interesuje Państwa nocleg u kierowcy z rozszerzoną klauzulą wykluczająca nocleg w dniu przejazdu?
- Również poprosimy.
- Ok, tutaj widzę, że mam tylko jednego dostępnego. Mr Talib. Mieszka w domu weselnym i napisał, że ma 30 łóżek do wyboru i „arabski prysznic”, cokolwiek ma to znaczyć. Zapewnia ciepłe posiłki, matczyną troskę, podwózkę we wszystkie pobliskie miejsca… dobra, to jest standard, to nie będę już dalej tego czytać. Jedzie do Shobak. Kurczę… Proszę dać mi chwilkę, sprawdzę stan Państwa konta.
.
.
.
Sprawdziłam i na naszym koncie mają Państwo wystarczającą liczbę kciuków, aby udało się zrealizować to połączenie. Kierowca przejedzie swoje miejsce zamieszkania, następnie podrzuci Was 130 kilometrów do punktu docelowego, po czym wróci samemu do siebie nie mając pewności czy się w ogóle później z nim skontaktujecie. Zgadzacie się Państwo?
- Jak na pierwszy raz brzmi ciekawie - bierzemy.
- Świetnie! W takim razie już go do Państwa przypisuję i pragnę poinformować, że dzięki realizacji tego połączenia w ramach naszego programu lojalnościowego Kciuk+ otrzymują Państwo jednorazowy bonus „Myszka”.
- Hmmm, a na czym ten bonus polega?
- Polega to na tym, że nie musicie nic robić. Tym razem, to nie wy jesteście kotem. Nie Wy łapiecie ich, lecz oni sami łapią Was! Haha!
- Szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy o takiej możliwości, jesteśmy mile zaskoczeni i chętnie skorzystamy.
- Po wyjściu z lotniska proszę się kierować pieszo w kierunku autostrady. Usługa zostanie aktywowana w przeciągu dziesięciu minut zanim dojdą Państwo do autostrady. U mnie to już wszystko. Dziękuję bardzo za rozmowę i zachęcam do ponownego korzystania z usług Jordanian Hitchhiker’s Service.”


Tak zaczęła się nasza autostopowa przygoda w Jordanii, którą przeżyliśmy w dniach 23-30 listopada! :) Pierwotny plan prezentował się następująco: mały plecak, Jordan Pass, po stówce dolarów do kieszeni i w drogę!
Dzień 1: przylot o 10:55 do Ammanu i przejazd do Wadi Rum
Dzień 2: Wadi Rum
Dzień 3: Wadi Rum
Dzień 4: Petra
Dzień 5: Wadi Ghuweir i Wadi Dana
Dzień 6: Wadi Zarqa Ma’in i Morze Martwe
Dzień 7: Madaba, Góra Nebo, Amman
Dzień 8: wylot z Ammanu o 11:20

Załącznik:
Screenshot_12.jpg
Screenshot_12.jpg [ 355.67 KiB | Obejrzany 314 razy ]


Coraz więcej z Was będzie teraz latać w tamte zakątki, dlatego zdecydowałem się na podzielenie naszymi doświadczeniami pomimo kilku świeżych i ciekawych relacji. Równo rok temu spoglądaliśmy na ten kraj zza zachodniej granicy. Już wtedy rozważaliśmy liźnięcie Wadi Rum i Petry, ale cieszę się, że tego nie zrobiliśmy. Cieszę się również, że dałem się przekonać, aby lecieć na siedem (ósmego nie liczę), a nie na cztery dni – to byłby olbrzymi błąd. Wspólnie z drugą połówką Jordańskie Królestwo Haszymidzkie ugryźliśmy budżetowo, dlatego dużo będzie o stopie i o Jordańczykach, a i dla jakiejś wskazówki znajdzie się miejsce. Na sam koniec wszystko podsumuję. Poprzednie relacje są obfite w tyle zachwycających zdjęć, że ogólnie będę dość oszczędny we wrzucanie naszych, znacznie brzydszych fotek :) Ruszamy!

Dzień 1: przylot do Ammanu i przejazd do Wadi Rum Village

Gdzie u nas zobaczysz wielbłąda? A w Jordani? Biegają po autostradzie!

Załącznik:
20181123_124926.jpg
20181123_124926.jpg [ 634.11 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
Screenshot_2.jpg
Screenshot_2.jpg [ 309.74 KiB | Obejrzany 314 razy ]



Plan na stopa jest trochę jak butelka metanolu – niby ładnie to wygląda, ale na koniec może się okazać, że nic nie zobaczysz. Natomiast pierwszy stop siadł hmmm. rewelacyjnie? To chyba mało powiedziane, ale o Mr. Talib (bo tak mówił o sobie w trzeciej osobie) będzie później. Pozytywnie podnieceni docieramy do Wadi Rum Village już po zmroku. Niestety m. in. przez progi zwalniające na autostradzie (sic!) przejazd 280 kilometrów trwał ponad 5 godzin. Żegnamy naszego nowego przyjaciela i udajemy się do hosta z Couchsurfingu, który przed chwilą, od razu po wysłaniu zapytania zgodził się nas gościć. Przechodząc przez wioskę mijamy grupkę młodych lokalsów, którzy widząc chodzące dinary od razu do nas podeszli. Poinformowali nas o zapowiadanych deszczach (też to usłyszycie) na pustyni, zaproponowali swoje wycieczki, powiedzieli kilka stopniowo malejących cen i po krótkiej, półtoraminutowej pogawędce puścili nas dalej. Zaskoczyło nas to, że naprawdę nie byli nachalni.

Świeżo wyremontowana łazienka naszego hosta, którego rodzina na biedną na pewno nie wyglądała
Załącznik:
20181124_054138.jpg
20181124_054138.jpg [ 606.68 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Nasz host był młodym beduinem i pewnie jak wszyscy w wiosce trudnił się organizowaniem wycieczek na pustynię. Do pokoju gościnnego, w którym nas ulokował, co chwilę ktoś inny wchodził do pokoju. Na początku to był jego brat, później jego brat, po nim jego brat, by po kilku minutach też wszedł jego brat :D Ojciec naszego gospodarza ma dwie żony, z którymi ma dwanaścioro dzieci (rozkład 10+2). Z rozmowy z Emadem wynieśliśmy ciekawostki (do których w późniejszym czasie się odniosę):
- nie ma świecie lepszego miejsca do życia niż Wadi Rum,
- Jordańczykom trudno się podróżuje, bo, aby gdzieś wyjechać za granicę muszą płacić 1000 dinarów,
- beduini mają silne plemniki, bo piją wielbłądzie mleko,
- obecny rekordzista wioski ma 38 dzieci z czterema kobietami.
Zjedliśmy razem kolację i poszliśmy spać, aby skoro świt ruszyć na pustynię.

Załącznik:
Screenshot_1.jpg
Screenshot_1.jpg [ 619.09 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Dzień drugi: rozpoczęcie wędrówki po Wadi Rum

Chleb, hummus, plecaki i w drogę! Pieszo. Gdy tylko wyszliśmy z domu naszego hosta i zobaczyliśmy Wadi Rum, to wiedzieliśmy, że nadchodzą magiczne dwa dni :)

Załącznik:
IMG_20181124_061325.jpg
IMG_20181124_061325.jpg [ 973.75 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


I zaraz zaczęło padać. I padało tak przez pół dnia. I my szliśmy, bo nie chcieliśmy, żeby nas to powstrzymało. Do Siq Khazali nie udało się wejść, bo kanion był zalany. Bardzo blisko znajduje się Little Bridge. Kawałek dalej jest już bardziej zjawiskowy most większego kalibru Um Frouth.

Załącznik:
IMG_20181124_080801.jpg
IMG_20181124_080801.jpg [ 957.09 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_080459.jpg
IMG_20181124_080459.jpg [ 996.51 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_105227.jpg
IMG_20181124_105227.jpg [ 566.02 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Miejsca te, są głównymi atrakcjami, więc zawsze było kilka samochodów i na mosty wchodziliśmy po prostu podążając za kimś, lecz nawet gdybyście byli tam sami, to spoglądając po prostu do góry bez problemu dojdziecie do tego jak tam wejść. Na górę obydwóch mostów wchodzi się 1-3 min. Problemy pojawiają się później, gdzie byliśmy totalnie sami :)

Jebel Burdah Rock Bridge
Musicie wiedzieć, że na Wadi Rum jakbyście się nie starali to po prostu nie ma zasięgu. Dlatego my korzystaliśmy z maps.me i na mapce zaznaczyłem miejsca, w których byliśmy właśnie tak, jak widnieją w tejże aplikacji. W internecie można znaleźć wiele śladów GSP prowadzących do mostu, ale poprawną trasę znajdziecie w maps.me pod hasłem „climbingtrack to Burdah Bridge”. Dojście do podnóżka góry od wyjścia z Wadi Rum Village zajęło nam siedem godzin. Trasa zaczyna się w takim miejscu:

Załącznik:
IMG_20181124_131422.jpg
IMG_20181124_131422.jpg [ 867.82 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Zostawiliśmy plecaki za krzakami i z ulgą dla naszych barków ruszyliśmy na 274 metrowe podejście. Mostu nie widać z „powierzchni pustyni”, przynajmniej od strony, od której wchodziliśmy. Czytaliśmy wiele opinii, że nie da się tam wejść bez przewodnika - nic bardziej mylnego :) Cała trudność polega raczej na znalezieniu trasy niż jej pokonaniu. Są momenty kiedy trzeba bardziej uważaj, ale pokusiłbym się o stwierdzenie, że z takim powiedzmy 13-letnim dzieckiem można się wybierać. Niestety nie ma tam żadnego wyznaczonego szlaku. Wspomagaliśmy się przede wszystkim wyżłobionymi strzałkami lub kopczykami kamieni, których było sporo więcej niż strzałek.

Załącznik:
IMG_20181124_131454.jpg
IMG_20181124_131454.jpg [ 759.05 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_134746.jpg
IMG_20181124_134746.jpg [ 840.38 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Jednak doszliśmy do wniosku, że mieliśmy dużo szczęścia przemieszczając się przy ich użyciu, gdyż nie przetrwałyby one raczej mocniejszej wichury. Do góry weszliśmy praktycznie bez pomocy GPSA. Podejście jest lekkie i zajęło nam ono 1h 13 min z czego sporo czasu zajmuje rozglądanie się i szukanie prawidłowej drogi. Trasa jest ciekawa, ponieważ idzie się gdzieś tam tu w lewo, tu w prawo, lecz ciągle jakoś pod górę, nie wiadomo do końca gdzie, nie ma się pojęcia ile jeszcze, aż tu most całkiem znienacka ukazuje się nam dopiero pod sam koniec – 2 minuty przed jego zdobyciem! Zamiast rozmyślać nad finezyjnym opisem widoków z tamtego miejsca, już teraz mogę Wam powiedzieć, że naszym zdaniem jest to najlepsza rzecz na całym Wadi Rum! Ba, w całej Jordanii :)

Załącznik:
IMG_20181124_144550.jpg
IMG_20181124_144550.jpg [ 898.27 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
20181124_152120.jpg
20181124_152120.jpg [ 938.08 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_144211.jpg
IMG_20181124_144211.jpg [ 502.93 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


- Spójrz, a może to jest dobre miejsce, aby tu po prostu usiąść i umrzeć?

Pamiętacie jak przed chwilą pisałem, że trudne jest w zasadzie tylko znalezienie trasy? Schodząc w dół telefony mieliśmy schowane w kieszeniach i wracaliśmy kierując się na pamięć, bądź odnajdując strzałki czy kopczyki. W pewnym, kluczowym momencie mieliśmy problem ze znalezieniem właściwej drogi, pomimo tego, że gdzieniegdzie widzieliśmy kupki kamieni. Wyciągnęliśmy telefony, GPS pokazywał dziwne rzeczy, a obydwoje mamy nie najnowsze egzemplarze, więc stwierdziliśmy, że tym egzemplarzom nie ufamy, a zaufamy strzałkom i kamieniom, tak jak to zrobiliśmy wchodząc do góry. Zeszliśmy trochę niżej, wiedzieliśmy, że na pewno tą drogą, a bardziej tymi skałami, nie szliśmy, ale generalnie spoglądając w dół stwierdziliśmy, że po wcześniejszych skałach wchodziło czy wspinało się bez problemu, to po tych też bez problemu zejdziemy. I to był największy błąd! Dotarliśmy do miejsc, gdzie przed nami były same urwiska, nie było żadnej innej drogi i po prostu musieliśmy zawrócić. Żeby było jeszcze ciekawiej idąc na skalnej półce natrafiliśmy na miejsce, w którym znaleźliśmy norkę jakiegoś zwierza. Żeby wspiąć się do góry konieczne było złapanie się skał powyżej i wsparcie nogami, w taki sposób, że norka ta, znajdowała się akurat na wysokości mojej twarzy. Gdy byłem przyklejony do skały to usłyszałem, że coś z tej norki zaczyna wybiegać. Jakoś w ułamku sekundy mój umysł stwierdził, że jak jakiś zwierz się na mnie rzuci i zacznie gryźć, to spadnę na dół i się połamię. Nie mam pojęcia co to było, ale automatycznie znalazłem się na górze. Dawno nie wystraszyłem się tak jak wtedy :D

Załącznik:
20181124_152817.jpg
20181124_152817.jpg [ 933.36 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Wróciliśmy do miejsca, z którego pobłądziliśmy. Mniej więcej w tym momencie ściemniło się całkowicie, zaczął wiać zimny wiatr. Całe szczęście, że z plecaków wyciągnęliśmy czołówki i mieliśmy je ze sobą. Chmury przysłaniały gwiazdy, więc nie było ani trochę przyjemnie. Postanowiliśmy kierować się GPSEM i okazało się, że nadal nie jesteśmy w dobrym miejscu i musimy wrócić się jeszcze sporo wcześniej! Gdy wreszcie wróciliśmy do znajomego nam miejsca uświadomiliśmy sobie, że błądzimy już przez półtorej godziny. Znaleźliśmy właściwą drogę. Pomimo dobrze prowadzącego nas GPSa nie tak łatwo było znajdywać strzałki czy kamienie, które i tak grały kluczową rolę przy niedokładnościach GPS. Ponownie zdarzało nam się utknąć na kilka minut w pewnych miejscach. Coraz bardziej wiało i robiło się zimniej. Jakiś kierowca zauważył z daleka nasze światła i krzyczał czy wszystko w porządku. W głowie kłębiły się myśli co jeszcze może pójść nie tak, czy zaraz zacznie padać i dlaczego po zejściu na dół na będzie już tam naszych plecaków. Znowu dotykamy stopami piasku. Szybki bieg za krzaki. Są! Miejsce jest idealne, więc od razu rozbijamy namiot. Wracaliśmy trzy i pół godziny, powinniśmy godzinę. Tego dnia przeszliśmy 27 kilometrów. Szybka kolacja. Szybki sen.

Dzień trzeci: Wadi Rum i przejazd do Wadi Musa


Brrrr! Jak dobrze, że zaczęło wstawać słońce. Pomimo ubrania na cebulkę i tak przebudzaliśmy się z zimna co jakiś czas. Jednakże nie spaliśmy we wszystkim co mieliśmy i pokusiłbym się o stwierdzenie, że z naszym ekwipunkiem dalibyśmy radę również w styczniu. Dziarskim krokiem ruszamy w kierunku skalnego grzyba. A jak się przemieszcza pieszo po tej całej Wadi Rum? Bardzo przyjemnie. Niewiele jest miejsc z sypkim, zapadającym się pod stopami piaskiem. Terenówki mają tam wyjeżdżone swoje trasy i to po nich zazwyczaj się poruszaliśmy niczym po normalnej ścieżce. Co ciekawe, trasy terenówek są zaznaczone w maps.me i to po nich prowadziła nas aplikacja. Byliśmy zaskoczeni, że dookoła było dość sporo roślinek, ale też mnóstwo wszelakiej maści zwłok. Gdzieniegdzie hasały sobie stada wielbłądów bez beduina, lecz ze związanymi przednimi nóżkami. Wadi Rum jest na tyle rozległa, że można stwierdzić, że mieliśmy ją całą dla siebie. Niewiele terenówek nas mijało. Podczas dwóch dni widzieliśmy tylko jedną, trzyosobową ekipę, która poruszała się pieszo – ciekawi nas jak jest w sezonie. Tego dnia również straciliśmy około godziny myśląc, że Siq Barrah to jakiś ciekawy szlak po skałach, jednak w rzeczywistości niczego podobnego nie znaleźliśmy. Uważajcie na to dziadostwo! Prawidłowa trasa prowadząca przez wąwóz jest zaznaczona ciemną linią.

Załącznik:
Screenshot_2019-01-08-19-52-45-043_com.mapswithme.maps.pro.jpg
Screenshot_2019-01-08-19-52-45-043_com.mapswithme.maps.pro.jpg [ 64.57 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Drugiego dnia, już nie chadzaliśmy po najpopularniejszym obszarze i prawie nikogo nie spotkaliśmy. Gdy znajdowaliśmy się około 5 kilometrów od Visitor Center natrafiliśmy na niemieckich turystów wraz z przewodnikiem, którzy właśnie zmierzali do obozu w kierunku naszego celu, czyli najbliższej drogi, gdzie będziemy mogli stopować. Do zmroku pozostało nam 3,5 godziny, a chcieliśmy jeszcze tego wieczoru dotrzeć do Wadi Musa. Stanęło na tym, że po szybkich negocjacjach ogarnęliśmy sobie prywatną podwózkę do Visitor Center za 5 dinarów :) Drugiego dnia przetuptaliśmy 25 kilometrów w 7 godzin, oczywiście z przerwami. Wcale nie tak łatwo było pożegnać się z pustynią. Wadi Rum zrobiła na nas piorunujące wrażenie. Dziś nie zmienilibyśmy naszej decyzji - poruszając się pieszo mieliśmy wiele prywatności oraz mnóstwo czasu, aby czerpać radość z wszechobecnego piękna. Pustynia ta, jest magiczna, fascynująca i dobrze jest na niej po prostu być :)

Załącznik:
20181124_113657.jpg
20181124_113657.jpg [ 969.9 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_120916.jpg
IMG_20181124_120916.jpg [ 1011.3 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_121157.jpg
IMG_20181124_121157.jpg [ 934.3 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181125_105638.jpg
IMG_20181125_105638.jpg [ 929 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181125_105620.jpg
IMG_20181125_105620.jpg [ 956.8 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
20181125_113031.jpg
20181125_113031.jpg [ 986.09 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
20181125_095847.jpg
20181125_095847.jpg [ 962.66 KiB | Obejrzany 1238 razy ]

Załącznik:
IMG_20181124_091054.jpg
IMG_20181124_091054.jpg [ 980.84 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Jedziemy sobie spokojnie taksówką, zjeżdżamy w lewo z autostrady w kierunku Wadi Musa, aż tu nagle biegnie za nami policjant, gwiżdże, coś krzyczy, wymachuje rękami i każe nam zawracać! Posłusznie cofamy się kilkadziesiąt metrów do przystanku, gdzie stoi grupka policjantów i dwójka turystów. Kierowca wyszedł, aby z nimi porozmawiać. Po chwili chyba jedyny mundurowy, który mówił po angielsku podszedł do nas w roli delegata i wytłumaczył nam o co chodzi. Dwójka turystów, chce dojechać do Wadi Musa, ale z racji tego, iż jeżdżą na stopa, nie dorzuci się do taksówki. Kierowca przytakuje na takie rozwiązanie i teraz wybór należy do nas czy zgodzimy się ich zabrać. Zgodziliśmy się. W ten sposób dosiadła się do nas dwójka Polaków.

Załącznik:
Screenshot_11.jpg
Screenshot_11.jpg [ 330.04 KiB | Obejrzany 314 razy ]


Tak wyglądałaby relacja pisana przez dwóch młodych Niemców, którzy w tym czasie jechali opłaconą taksówką z Aqaby do Petry. Natomiast z perspektywy dwójki Polaków sytuacji ta była z jednej strony śmieszna, z drugiej krępująca. Ale jak do niej doszło? Spod Visitors Center zabrał nas policjant. Następnie starą ciężarówką wyglądającą na lata pięćdziesiąte podwiózł nas Ahmed, który jest dla nas ciekawym wątkiem. Gdy pokazywał nam swojego instagrama (jakoś ogólnie chyba Arabowie lubią się chwalić swoimi fotkami), to już wyglądało to nieco przerażająco. Nie wiemy co o tym sądzić, gdyż na części zdjęć widzieliśmy na pewno jego, a co do części nie jesteśmy pewni czy to on na nich był: czterometrowe wielkie ognisko, grupka talibów z karabinami, czarnymi flagami wykrzykująca jakieś hasła, talib ubrany cały na czarno, z zakrytą twarzą idący z kałasznikowem po pustyni, talib trzymający uciętą głowę kozła – wyglądało to na znajome, jednoznacznie źle kojarzące się obrazki. Natomiast od samego początku biła od niego olbrzymia serdeczność i sympatia do nas. Nie mówił ani trochę po angielsku, ale ze wciąż utrzymującym się uśmiechem na twarzy, cały czas próbował dowiadywać się o nas przeróżnych rzeczy. Specjalnie zajechał do swojego znajomego, który przetłumaczył nam co on ma dla nas do powiedzenia. Na sam koniec zaszedł na stację i pomimo naszych odmów wcisnął nam na siłę wodę i soki, tłumacząc, że Allah patrzy i on musi być dla nas dobry.
Trzeci nasz kierowca jechał tirem :)

Załącznik:
IMG_20181125_161417.jpg
IMG_20181125_161417.jpg [ 532.49 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Wiedzieliśmy już, że stop działa tu świetnie – każdego z tych trzech stopów złapaliśmy w mniej niż dwie minuty. Tym razem przemieszaliśmy się w kabinie jednego z trzech kolegów tirowców, którzy cały czas się wyprzedali jednocześnie uśmiechając się do nas, machając nam, robiąc nam zdjęcia czy nagrywając na żywo, aby pokazać nas żonie. Cała trójka była bardzo pozytywnie do nas nastawiona, zaparzyli nam cudowną kawę z kardamonem i poczęstowali nas nią w jednorazowych kubeczkach. Jednakże jadąc dalej po raz pierwszy spotkaliśmy się z miejscowym zwyczajem. Owe kubeczki, nasz kierowca kazał wyrzucić po prostu przez okno. Tłumaczył, że tak można, nic złego się nie dzieje, bo ten zasyfiony rów po prawej stronie raz na jakiś czas ktoś sprząta. Źle się z tym czuliśmy, nie chcieliśmy tego robić, próbowaliśmy jakoś kombinować, że weźmiemy je ze sobą i wyrzucimy do kosza w Wadi Musa, ale on wręcz nalegał, abyśmy to zrobili, więc zrobiliśmy. Na sam koniec również próbowano obdarzyć nas hojnie jedzeniem. Gdy zbliżał się zjazd, przy którym mieliśmy się rozstać, nasz kierowca stwierdził, że ma kolegę wśród stacjonujących tam policjantów, który rozumie naszą sytuację i ogarnie nam transport. Kompletnie nie potrzebowaliśmy takiej pomocy, gdyż chcieliśmy sami sobie stanąć na zjeździe i łapać dalej stopa, lecz nasz kierowca zatrzymał pojazd i zaprowadził nas do mundurowych. Nie rozumiemy nic z arabskiego, ale na początku wyglądało to tak jakbyśmy mieli właśnie z tymi policjantami dojechać do naszego celu. Zwołali kilku następnych policjantów do burzy mózgów, rozmawiali około dziesięciu minut na nasz temat (bardzo chcielibyśmy ich rozumieć, bo nie mamy pojęcia o czym oni mogli tak długo dyskutować) i wtedy wpadli na genialny pomysł żeby zatrzymać taksówkę! Wiedzieliśmy, że po pierwsze, finansowo nie możemy sobie na nią pozwolić, a po drugie nie chcemy jej, bo nasz środek transportu nas na razie nie zawodzi i dodatkowo bardzo nam się podoba. Wytłumaczyliśmy im, że jesteśmy autostopowiczami i postawiliśmy sobie wyzwanie, że nie wydamy żadnego dinara na transport zwiedzając Jordanię. Nie była to prawda, ale pozwoliła zachować twarz w sytuacji, o którą wcale nie prosiliśmy i chcieliśmy jej uniknąć. Wtedy Niemcy zawołali nas do środka :D Kolejna sytuacja, w której było nam niezręcznie, ale po części się zrekompensowaliśmy, gdyż przekonaliśmy ich aby udali się na Wadi Rum i daliśmy im świeże porady. Już wcześniej na couchsurfingu znaleźliśmy gospodarza w Wadi Musa, który jest Beduinem i mieszka w jaskini. Zaakceptował on nasze zgłoszenie, lecz później przestał odpowiadać. Jadąc z Niemcami, w międzyczasie nawiązaliśmy kontakt z naszym przyjacielem i umówiliśmy się, gdzie mamy się spotkać.
Po przyjeździe do Wadi Musa udaliśmy się do polecanej na forum restauracji Reem Beladi, zamówiliśmy „Camel barbeque” i mansaf. Gdy rozmawialiśmy o tym jakie mieliśmy szczęście z ze stopem w pierwszy dzień, o tym czym nasz przyjaciel nas jeszcze zaskoczy, wtem przyszedł kelner do naszego stolika i oznajmił nam, że Mr. Talib będzie tu za 5 minut :D Przyjechał, dał po buziaczku kilku swoim ziomeczkom, poczekał aż zjemy do końca i chciał jeszcze zapłacić za naszą kolację. Wszystkiego od nas odmawiał, ledwo udało się poczęstować go herbatą. Całe szczęście, że wzięliśmy ze sobą podarunkowe Żubrówki właśnie na takie sytuacje. Ruszyliśmy do jego domu, który znajdował się kilkanaście kilometrów od Petry, w wiosce obok Shobak. Powiemy delikatnie, że jego dom weselny „mocno odbiegał od standardów europejskich”, natomiast dla nas był to niesamowity komfort.

Ciekawy plakat zaraz po wejściu do domu Mr.Taliba.
Załącznik:
IMG_20181126_072627.jpg
IMG_20181126_072627.jpg [ 709.14 KiB | Obejrzany 1238 razy ]


Łóżko, koce i pierwszy prysznic od dwóch dni. Mr. Talib pokazał nam jak działa u niego arabski prysznic: z przenośnego podgrzewacza oblewamy się wodą za pomocą kubeczka. Widzieliśmy, że on chce, próbuje lecz bardzo trudno było się porozumieć w wielu kwestiach. Było już późno, więc stwierdziliśmy, że kładziemy się spać. Baza wypadowa na jutrzejszy dzień była dość średnia, wszystko się dobrze układało. Uzgodniliśmy, że rankiem po drodze do pracy, Mr. Talib podwiezie nas do Petry :)
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin


Ostatnio edytowany przez Pietrucha, 16 Sty 2019 13:35, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 09 Sty 2019 00:50 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2467
Loty: 133
Kilometry: 287 539
Świetnie się czytało :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#3 PostWysłany: 14 Sty 2019 14:36 

Rejestracja: 04 Gru 2012
Posty: 32
Rewelacja. Przeszły mnie dreszcze, proszę o jeszcze :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#4 PostWysłany: 14 Sty 2019 15:22 

Rejestracja: 08 Gru 2016
Posty: 86
niebieski
Extra wyprawa, czekam na ciąg dalszy :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#5 PostWysłany: 15 Sty 2019 13:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 1892
złoty
Ile dźwigaliście wody na Wadi Rum? :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 16 Sty 2019 16:30 

Rejestracja: 14 Sty 2018
Posty: 7
tez przylatuję koło 11.00 z Krakowa
czy zauważyliscie na lotnisku jakiś transport bezpośrednio do Petry?
Góra
 Profil Relacje PM off
Misiatek lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 17 Sty 2019 10:29 

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 379
Loty: 67
Kilometry: 155 531
srebrny
Czekamy na ciąg dalszy :)
_________________
Tajlandia, Malezja, Singapur

Bulgaria
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 17 Sty 2019 14:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 61
Loty: 19
Kilometry: 50 568
niebieski
Dzięki! Niebawem nadrobię zaległości :)
@wtak dźwigaliśmy ze sobą około 3 litry na osobę na półtora dnia - jest to wystarczająca ilość.
@ka.Ś.ka nie orientowałem się w tej sprawie, ani na miejscu nie rozglądałem się za tym. Teraz żeby udać, że znam się na temacie i odpowiedzieć na Twoje pytanie, musiałbym sam poszukać tych informacji, czyli dokładnie to, co możesz zrobić Ty :) jestem pewien, że znajdziesz odpowiedź na tym forum.
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Góra
 Profil Relacje PM off
wtak uważa post za pomocny.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group