Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 23 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 29 Paź 2018 20:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Sty 2018
Posty: 29
Loty: 75
Kilometry: 74 854
Iran jest cudny. Byłem rok temu i chciałbym tam wrócić ponownie.
_________________
Zapraszam na mój blog podróżniczy:
https://antekwpodrozy.pl
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#22 PostWysłany: 17 Gru 2018 21:33 

Rejestracja: 07 Paź 2018
Posty: 10
Loty: 20
Kilometry: 115 368
Okej, trochę z tym Isfahanem zeszło, ale postaram się już pomału kończyć irańską relację.

W malutkiej wiosce w której nocowaliśmy nie byliśmy jedynymi turystami- była również para Niemców, myślę, że w podobnym do naszego przedziale wiekowym. Chwilę się na nich skupię, ponieważ jak się okaże, ich obecność wywarła znaczenie na naszą podróż.
Podróżowaliśmy trochę na odwrót, my z Yazd zahaczając o pustynię i do Isfahanu, a oni z Isfahanu zahaczając o pustynię i do Yazd. No i stąd również się wzięło pochodzenie naszych kierowców i co by żaden z nich nie musiał nadrabiać kilometrów (a w przypadku Iranu w grę wchodziło nadrabianie ich setek), postanowiliśmy się zamienić. Nasz z Yazd wziął tamtą dwójkę, ich z Isfahanu - nas.

Czy była to dla nas korzystna zamiana to bym nie powiedziała.
Para Niemców przestrzegła nas, że jedynym słowem po angielsku, które zna ich, a teraz i nasz, kierowca jest „camel”. No ok, nie planujemy z nim spędzić długich dni, a może akurat nam zwróci uwagę na jakieś stado wielbłądów.

Droga do krótkich nie należała, około 450 kilometrów i wyjątkowo się ciągnęła.
Gdzieś 100 km przez Isfahanem nasz kierowca zatrzymał się średniej wielkości miejscowości, zaraz pod meczetem. Spotkaliśmy pod nim jakiegoś organizatora wycieczek, ale mówił po angielsku, więc uchylił nam rąbka tajemnicy na temat tego gdzie my w ogóle jesteśmy.
Ponoć jeden z najstarszych meczetów w Iranie, więc super, idziemy. Zanim jednak udaliśmy się w stronę kasy biletowej nasz kierowca za pośrednictwem ów przewodnika zapytał, czy w czasie kiedy my będziemy podziwiać meczet, to czy on mógłby pójść do swojego rodzinnego domu. Z zaznaczeniem na czasownik: PÓJŚĆ. No to okej, dla nas to żaden problem.
Idziemy w stronę kasy, a nasz kierowca wcale nigdzie nie idzie tylko odjeżdża samochodem w którym są nasze walizki. A w nich pieniądze, potwierdzenia rezerwacji, bilety lotnicze. Od razu podeszliśmy to wcześniej wspomnianego przewodnika i opisaliśmy nasze zaskoczenie i delikatne niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. Ten najspokojniej w świecie zdziwiony, że mamy w ogóle jakikolwiek problem, ale od razu do kierowcy zadzwonił i sprowadził do porządku.

Nas zaś wysłał na zwiedzanie tegoż niesamowitego meczetu.
Z „niesamowitym” to jednak on nie ma nic wspólnego. I nie wynika to z tego, że jesteśmy totalnymi ignorantami, którzy nie potrafią docenić bliskowschodniej architektury. Był to po prostu plac na planie średniej wielkości prostokąta, otoczony murkiem i niewielkim sklepieniem podtrzymywanym przez kolumny. Wszystko jednak niesamowicie zaniedbane. Odłażący tynk, wybrakowane płytki na podłodze a po kątach śmieci.

Zawiedzeni meczetem, zdenerwowani sytuacją z kierowcą ruszamy w dalszą drogę. Na szczęście w Isfahanie będziemy za niecałe półtorej godziny.

Do miasta docieramy około godziny 13. Rezerwację mieliśmy w Orchid Hotel. Standard taki sam jak wszędzie indziej- pokój dwuosobowy, z prywatną łazienką i śniadaniem w postaci skromnego bufetu.

Szybkie odświeżenie i idziemy w stronę placu Imama zahaczając o restaurację.
Sam plac i ulice otaczające go przypominały nam najbardziej te z rodzaju europejskich. Był na nich stosunkowo porządek, motory nie jeździły pod prąd a kierowcy wiedzieli do czego służy sygnalizacja świetlna.
Załącznik:
DSC06501.JPG
DSC06501.JPG [ 186.78 KiB | Obejrzany 1371 razy ]

Załącznik:
DSC06500.JPG
DSC06500.JPG [ 139.69 KiB | Obejrzany 1371 razy ]

Po Placu Imama można chodzić cały dzień i w dalszym ciągu mieć poczucie nie napatrzenia się i nie odkrycia ciekawych zakątków. Jest to świetne miejsce nie tylko ze względu na otaczające go atrakcje turystyczne, ale też żeby usiąść na ławce lub trawie, zjeść paczkę isfahańskich (ponoć najlepszych w Iranie) słodyczy, wypić sok z granata i cieszyć się przyjemnym wieczorem. Tak też robi mnóstwo miejscowych, tak zrobiliśmy i my.
Załącznik:
DSC06492.JPG
DSC06492.JPG [ 148.42 KiB | Obejrzany 1371 razy ]

Załącznik:
DSC06494.JPG
DSC06494.JPG [ 168.78 KiB | Obejrzany 1371 razy ]

Trochę odpoczęliśmy, trochę pokręciliśmy się to Wielkim Bazarze i gdy zrobiło się ciemno udaliśmy się w stronę rzeki podziwiać isfahańskie słynne mosty.
Załącznik:
DSC06490.JPG
DSC06490.JPG [ 160.49 KiB | Obejrzany 1371 razy ]

Jak bardziej lub mniej wiadomo nazwa rzeka z faktyczną rzeką nie ma nic wspólnego. Koryto, wody nie widziało już dobrych parę miesięcy, lecz ewidentnie jest to typ okresowy, nawet widzieliśmy przybrzeżną wypożyczalnię rowerków wodnych. Także w miesiącach wiosennych jakaś woda musi tam płynąć.
Po spacerze wstąpiliśmy do baru z sziszą i już prosto do hotelu.

Załączniki:
DSC06493.JPG
DSC06493.JPG [ 130.11 KiB | Obejrzany 1371 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
      
#23 PostWysłany: 02 Mar 2019 16:31 

Rejestracja: 07 Paź 2018
Posty: 10
Loty: 20
Kilometry: 115 368
Rozmawiając z wieloma turystami z Polski i z tymi spoza niej, wzajemnie wymienialiśmy się planami podróży przez Iran. W odpowiedzi często słyszeliśmy, że jak to być w Isfahanie i Teheranie, i nie odwiedzić lezącego pomiędzy Kaszan?! Toż to zbrodnia.

Słysząc mnóstwo rekomendacji, pochwał, „ochów i achów” pomyślałam, co w przypadku mojej osobowości jest dużym wyczynem, chrzanić plany, chce zobaczyć to Kaszan i koniec. Nic mnie nie może przecież ominąć :D

Z pomocą sympatycznej pani z biura podróży w Yazd (tej samej, która nam zorganizowała wycieczkę na pustynię), zakupiliśmy bilet autobusowy z Isfahanu do Kaszan i następnie bilet pociągowy (co by zaliczyć już wszystkie środki transportu) z Kaszan do Teheranu. Czasowe zabezpieczenie też uwzględnione- w Teheranie będziemy mieć ponad 24 godziny do powrotnego samolotu. Wszystko było super.

No właśnie. Było.

Autobus odjeżdżał o godzinie 6, więc pobudka przed 5. Półżywi wleczemy się do recepcji gdzie mówię, że dzień wcześniej zamówiłam taksówkę na 5.15 i za ile mniej więcej powinniśmy się jej spodziewać. Oczywiście zamówiony samochód gdzieś zaginął, pan zamówił kolejny.
On również przepadł w taksówkowej otchłani.
Coraz więcej nerwów, stresu, niemiłych słów (przypominam, była 5 rano, kto potrafi być miły o takiej porze?).

Koniec końców coś po nas przyjechało. Coś, bo drzwi mu się nie zamykały i szczerze się bałam, żeby się nie rozleciało w części podczas drogi.
Na dworcu irański klasyk- nikt nic nie wie, ale każdy chce pomóc, więc tak biegamy z jednego końca na drugi.
Pan pomaga nam wymienić wydrukowany w Yazd bilet, na bilet, który trzeba okazać kierowcy.

Autobus pełen luksus, wygodne fotele, reklamówka jedzenia i napojów. W Kaszan mamy być za ok. 2 godziny, więc na wszelki wypadek ustawiłam budzik w telefonie, bo wiedziałam, że oboje zaraz zaśniemy.

Pani z biura nas uprzedziła, ze autobus nie zatrzymuje się w Kaszan, jedynie zatrzymuje się w zatoczce na autostradzie gdzie zaraz podjedzie po nas taksówka. Bacznie obserwuję naszą lokalizację przez Google Maps. Coraz bliżej, więc zaczynam wypatrywać rzekomej zatoczki.

Według mapy jesteśmy na wysokości Kaszan, a autobus zdecydowanie nie miał w zamiarze zatrzymania się. No i tak jedziemy, jedziemy, ja czekam i patrzę.
W końcu byliśmy już parędziesiąt kilometrów za miastem, więc zdezorientowana i zdenerwowana piszę do naszej pani z biura (na potrzeby tej relacji dajmy jej na imię Shiva) pytając o co chodzi. Shiva z pełnym spokojem odpowiada, że musiała nastąpić pomyłka no i przeprasza, ale życzy miłego pobytu w Teheranie!

A no to ok., dzięki.

Po dodatkowych dwóch godzinach wysiadamy na dworcu głównym w Teheranie, wsiadamy do taksówki i jedziemy do hostelu.

Dostaliśmy jeden z ciekawszych noclegów w czasie pobytu w Iranie. Dwuosobowy pokój był rozumiany jako namiot (nie miało to nic wspólnego z nim, ale nie umiem znaleźć innego określenia) w kształcie walca ze stożkowym daszkiem. W środku znajdowało się wszystko czego potrzeba, duży materac na podłodze, gniazdka po obu stronach i klimatyzator.
Szybka toaleta i wychodzimy coś zjeść.

Będąc już drugi raz na ulicach Teheranu – nie wyobrażam sobie znalezienia czegokolwiek w tym mieście inaczej, niż za pomocą Googla bądź innej nawigacji.
Wielkie, zatłoczone, nieoznaczone, brudne, smog kłuje w oczy. To wszystko dawało niepowtarzalną kombinację, odpowiednio dawkowana sprawiła, że zaczynało się to podobać.
Załącznik:
Teheran6.jpg
Teheran6.jpg [ 164.99 KiB | Obejrzany 520 razy ]

Lunch – obiad zjedliśmy w (ponoć) jednej z lepszych knajp w Teheranie. Mieliśmy trochę ochotę na europejskie smaki, czyli burger dla brata i makaron ze szpinakiem dla mnie. Do tego po dwie filiżanki pysznej kawy i deser w postaci soku z mango.

Z tak szczęśliwymi brzuszkami podjęliśmy kolejną próbę znalezienia byłej Amerykańskiej Ambasady, w której aktualnie znajduje się Muzeum Szpiegostwa. Jako, że fanatykami muzeów, szczególnie tych opisanych jedynie w języku farsi, nie jesteśmy to chcemy zobaczyć słynne murale dookoła budynku.
Ambasada znajduje się w okolicach stacji pierwszej linii metra Saadi. W okolicach, czyli od wyjścia na ulicę czeka nas jeszcze ok. 30 minut spaceru.
Z pomocą młodego mężczyzny, który w rozmowie z nami słowo BYŁA Ambasada USA, podkreślał z dziesięć razy, dotarliśmy.

Na zobaczeniu tego miejsca zależało chyba bardziej mi niż mojemu bratu. Dlaczego? Bo to była druga rzecz, o której pomyślałam słysząc „Teheran” i myśl, że faktycznie, to jest jedyne miejsce na świecie gdzie przy głównej ulicy można zobaczyć wielki napis „GET DOWN WITH USA”.
Załącznik:
Teheran2.jpg
Teheran2.jpg [ 179.75 KiB | Obejrzany 520 razy ]


Miejsce to ma swoistą aurę. Jest trochę smutne, trochę kipi złością i żalem do świata, a trochę pokazuję dumę ze swojej niezależności. I to pierwsze miejsce, gdzie w twarzach przechodzących obok Irańczyków zobaczyłam cień nieprzyjacielskiego nastawienia.
Załącznik:
Teheran3.jpg
Teheran3.jpg [ 231.82 KiB | Obejrzany 520 razy ]

Załącznik:
Teheran4.jpg
Teheran4.jpg [ 198.88 KiB | Obejrzany 520 razy ]


Zobaczyliśmy to co chcieliśmy i taksówką udaliśmy się do północnej części miasta – Darband. Słynie z bogatych mieszkańców i znacznie lepszej jakości powietrza wynikającej tego, że udając się tam, jedziemy w coraz wyższe góry.
Załącznik:
Teheran5.jpg
Teheran5.jpg [ 168.77 KiB | Obejrzany 520 razy ]


Po przyjeździe na miejsce postanowiliśmy się zgubić w plątaninie ulic i uliczek w towarzystwie willi i panoramy na Teheran. Niestety w międzyczasie aparat postanowił odejść na emeryturę, więc muszą nas zadowolić zdjęcia z telefonu.
Załącznik:
Teheran9.jpg
Teheran9.jpg [ 180.43 KiB | Obejrzany 520 razy ]

Załącznik:
Teheran7.jpg
Teheran7.jpg [ 217.1 KiB | Obejrzany 520 razy ]


Spacer zajął około dwóch godzin, więc postanowiliśmy wstąpić do jakiejś knajpki na siszę, pepsi i opcjonalną kolację.
Głodny brat dostał kartę, lecz jedynie w farsi. Nasz kelner, któremu naprawdę zależało, żeby coś nam sprzedać, postanowił wedle swoich możliwości to menu przetłumaczyć. Wskazując kolejne pozycje w karcie pokazywał, uwzględniając wydawany dźwięk, z jakiego stworzonka dana potrawa powstała.
Przykładowo, przy czymś z kurczaka, machał rękami robiąc „ko ko ko”, w przypadku wołowiny dostaliśmy pokaz „muuczenia”.
W tej sytuacji wygraliśmy ze sobą i wybuch śmiechu stłumiliśmy do momentu opuszczenia miejsca. :D
Przy okazji złapaliśmy zachód słońca
Załącznik:
Teheran8.jpg
Teheran8.jpg [ 116.25 KiB | Obejrzany 520 razy ]


Po zjedzeniu, wypiciu litrów herbaty złapaliśmy taksówkę i wracamy w stronę hostelu.
Wpakowaliśmy się w teherański korek. Droga wcześniej pokonana w ok. 20 minut trwała ponad półtorej godziny…
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 23 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group