Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: W nieznane
#1 PostWysłany: 14 Sie 2018 00:43 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Coraz trudniej znaleźć miejsca, które nie są skażone masową turystyką. Globalizacja wdziera się w prawie każdy zakątek świata, coraz więcej krajów wpada w pułapkę zorganizowanego wypoczynku próbując dostosować sie do gustów typowego urlopowicza z Europy czy Azji, tracąc przez to własną tożsamośc. Żeby znaleźć coś oryginalnego, trzeba się nieźle natrudzić. Albo mieć trochę szczęścia.

Z reguły przed zakupem biletu lotniczego do jakiegoś egzotycznego miejsca sprawdzam przynajmniej warunki otrzymania wizy. Tak było też tym razem - szybki rzut do internetu, pozwolenie na wjazd dostanę na lotnisku. NIe zastanawiam się długo, wyciągam kartę kredytową i potwierdzam rezerwację. Do wylotu zostało jeszcze parę miesięcy więc dokładne ustalanie planu zostawiamy sobie na później.
Mijają tygodnie, termin wyjazdu zbliża się coraz bardziej, trzeba powoli zastanowić się co na tym urlopie robić. I tu zaczynają się schody. Lonely Planet nie ma na temat tego kraju żadnego przewodnika ani nawet rozdziału w ogólnej książce o Afryce - a opisane są w niej takie potentaty w dziedzinie turystyki jak Gwinea Równikowa czy Czad. Bradt ani Rough Guides też nie ma nic w swojej ofercie. Stron z relacjami z podróży też niewiele, większość jest sprzed ładnych paru lat. Przypominają się stare wyjazdy w ciemno, sprzed ery internetu i smartfonów.

Z ciekawości zerkamy na raporty ONZ na temat turystyki. Dane są z 2015 albo z 2016 roku ale potwierdzają to, co podejrzewamy - przypadkiem trafiliśmy na białą plamę na turystycznej mapie świata. Nie ma co prawda informacji o wszystkich państwach Afryki ale z tych sklasyfikowanych nasz cel wyjazdu jest ex aequo na ostatnim miejscu. Burundi - 131 tys odwiedzających, Erytrea 114 tys, Gwinea-Bissau 44 tys. Ten ostatni kraj odwiedziło prawie dwa razy więcej osób niż cel naszego następnego wyjazdu.

Lecimy w prawdziwe nieznane. Lecimy na Komory.
Załącznik:
1084px-Comoros_in_Africa.jpg
1084px-Comoros_in_Africa.jpg [ 78.02 KiB | Obejrzany 7086 razy ]

Droga w nieznane nie jest prosta, żeby tam dotrzeć, najpierw trzeba przetrwać prawdziwe męczarnie. Najpierw lot Ethiopianem, gdzie puszczają nowoczesny jazz tak głośno, że przez pierwszą godzinę nie da się ani spać ani obejrzeć żadnego filmu. W połączeniu ze śniadą karnacją stewardess tworzy to niezły dysonans poznawczy. Potem koszmar lotniska w Addis, z obowiązkowym chaosem i Chińczykami wykupującymi wszystko w sklepie wolnocłowym. A na koniec boardnig na lot na Komory, gdzie dziewczyny z obsługi przed wpuszczeniem pasażerów do autobusu odbierają im bagaż podręczny i odstawiają go na bok (niby samolot jest wypełniony po brzegi i trzeba te wszystkie torby wrzucić do luku) a potem pasażerowie korzystając z nieuwagi obsługi wykradają im te walizki z powrotm i chyłkiem przechodzą z nimi do samolotu.

Witamy w Afryce, tu wszysko rządzi się innymi prawami.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
46 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#2 PostWysłany: 19 Sie 2018 23:50 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Ethiopian ma tylko międzylądowanie w Moroni, samolot leci dalej na Madagaskar. W stolicy Komorów wysiada nawet sporo ludzi, ale tylko my dwoje jesteśmy biali. Reszta pasażerów patrzy na nas troche ze zdziwieniem, zastanawiając się co za idioci chcą spędzić urlop w takim miejscu.

Stajemy w ogonku po wizę, posuwa się do przodu strasznie wolno. Jest wczesne popołudnie, o klimatyzacji na lotnisku jakoś zapomniano więc już po paru minutach zlani jesteśmy potem. Dla zabicia czasu czytamy sobie patriotyczną ulotkę.

Archipelag Komorów składa się z czterech wysp. Trzy z nich są niezależne jako jedno państwo - Komory, czwarta, Mayotte należy do Francji a przez to do Unii Europejskiej. Należy na własną prośbę, mieszkańcy tak zadecydowali w referendum w latach 70 ubiegłego wieku. Pomimo tego Komory roszczą sobie prawo kontroli też nad tą wyspą, nazywając rządy francuskie okupacją.
Załącznik:
1052px-Comoros_map.jpg
1052px-Comoros_map.jpg [ 236.9 KiB | Obejrzany 6834 razy ]

Podczas naszego pobytu wielokrotnie spotykać będziemy patriotyczne hasła nawołujące Mayotte do powrotu do macierzy. Nawet flaga państwowa dostosowana została do tej retoryki, na początku XIX wieku zielone tło zastąpiono czterema kolorowymi pasami; każdy z nich symbolizuje jedną wyspę archipelagu.
Załącznik:
IMG_6959.jpg
IMG_6959.jpg [ 221.16 KiB | Obejrzany 6834 razy ]

Na takie uświadomienie patriotyczne mamy jakieś pół godziny. W końcu przychodzi nasza kolej, płacimy za wizę po 30 euro i dostajemy kolorowe naklejki do paszportu. Pełen profesjonalizm, jest na nich i zdjęcie cyfrowe i kod kreskowy. Za to kontrola bagażu na przylocie prowadzona jest w sposób mniej nowoczesny - stawiamy wszystko na rozwalającym się stole, celnik pyta o cel wizyty, obmacuje pobieżnie plecaki a potem znaczy je kredą jako sprawdzone. Bienvenue a Comores!

Na lotnisku nie ma kantoru, najmniejszy banknot jaki mamy to 10 euro. Łapiemy za te pieniądze transport do miasta, przepłacając za to ogromnie. Nie wiemy jeszcze, że kurs lokalnej waluty do euro jest sztywny i tak w zasadzie to nie trzeba wymieniać gotówki na franki. Mogliśmy targować się bardziej, lokalna cena to 1 euro za osobę.

Farida Lodge to nasz hotel na pierwszą noc w Moroni, zarezerwowany przez booking - nie mamy specjalnie ochoty biegać w upale z plecakami i szukać jakiegoś miejsca do spania. Kierowca wiezie nas pod wskazany adres, próbuje nas też namówić na całodzienną wycieczkę po wyspie. 60 euro - jakoś nie dajemy się przekonać, bardziej z uprzejmości biorąc od niego nr telefonu na później. Kierowca nie ustępuje, wyjmuje ze schowka stary przewodnik Lonley Planet i pokazuje nam na mapie miejsca w okolicy godne zobaczenia. O, to jednak LP miał kiedyś coś o tym kraju. Mniejsza o to, że rok wydania to 2008, dogadujemy się z naszym szoferem i pożyczamy sobie tą książkę na resztę wyjazdu.

Nasz hotel to strzał w dziesiątkę. Widok z tarasu mamy na palmy i ocean. Właścicielka jest bardzo pomocna, już na wstępie daje nam lokalną kartę sim, musimy ją tylko zasilić niewielką kwotą. Wymieniamy też u niej euro na lokalną wautę, przyda się później w płąceniu za drobne rzeczy. Po pół godzinie rozmowy czujemy się już jak miejscowi - wiemy, gdzie są dobre restauracje, jak tanio poruszać się lokalnym transportem, gdzie robić zakupy.
Załącznik:
IMG_20180507_065028.jpg
IMG_20180507_065028.jpg [ 131.62 KiB | Obejrzany 6834 razy ]

Szybki prysznic i późnym popołudniem wyskakujemy na miasto. Trudno zachwycać się Moroni, to chyba jedna z najmniej reprezentacyjnych stolic świata. Ma raczej klimat prowincjonalnego, zapuszczonego miasteczka. Parę asfaltowych ulic, domy w stylu arabskim, w różnym stadium rozpadu, od czasu do czasu jakić meczet. Ludzi prawie nie widać, jakby wszyscy się pochowali, tylko przy porcie jest większy ruch i można za niewielkie pieniądze kupić świeżą rybę.
Załącznik:
kom1.jpg
kom1.jpg [ 282.38 KiB | Obejrzany 6834 razy ]

Załącznik:
kom3.jpg
kom3.jpg [ 141.73 KiB | Obejrzany 6834 razy ]

Załącznik:
kom2.jpg
kom2.jpg [ 232.55 KiB | Obejrzany 6834 razy ]

Kręcimy się troche po centrum, robimy zakupy i tuż przed zachodem słońca idziemy do restauracji koło hotelu. Chodzenie po zmroku to średni pomysł - nie dlatego, że ktoś nas może obrabować ale prędzej rozjechać. Latarni ulicznych jest na lekarstwo, chodników jeszcze mniej. Wieczorem lepiej wydać 500 franków na taksówkę niż przejść paręset metrów piechotą.

Na kolację fundujemy sobie langustę - całe 11 euro czyli jak na lokalne warunki fortuna. Ale porcja jest ogromna i bardzo smaczna. Przeglądamy przewodnik i powoli w myślach układamy sobie plan naszego tygodniowego pobytu na Komorach.

Potem jest tylko powrót do hotelu, łyk rumu na odkażenie żołądka (kupiony w Addis, na wyspie o mocny alkohol trudno) i idziemy spać. Zasnąc jest ciężko, wiatrak brzęczy, pod moskitierą duszno, za moskitierą bzyczą komary a w oddali dudni muzyka z jakiegoś festynu czy wesela...
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#3 PostWysłany: 24 Sie 2018 00:35 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Nowy dzień, nowa przygoda. Na krótką wycieczkę poza Moroni wybieramy sobie Iconi. Podobno ma być to ładna miejscowość nad brzegiem oceanu. No to jedziemy.

Podróżowanie po wyspie jest banalnie proste. Staje się na skraju drogi i macha na przejeżdżające taksówki. Jak jakaś się zatrzyma, wystarczy powiedzieć, gdzie chce się jechać. Albo kierowcy to po drodze, wtedy ustalamy cenę (za osobę, taksówki są dzielone) i wsiadamy. Albo kierowcy taka trasa nie bardzo pasuje, wtedy podwieźć nas może kawałek dalej albo powiedzieć, skąd najlepiej łapać transport w naszym kierunku - to może być sąsiednie skrzyżowanie albo po prostu druga strona ulicy.

Do Iconi jedziemy na raty - najpierw na stację benzynową na przedmieścia stolicy a stamtąd drugim samochodem prosto do naszego celu.

Idziemy na plaże. Widoki jak z katalogu biura turystycznego. Palmy, w tle wulkan, ocean ma kolor turkusowy a w wodzie żyją śmieszne żyjątka.
Załącznik:
kom10.jpg
kom10.jpg [ 190.27 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Załącznik:
kom11.jpg
kom11.jpg [ 155.96 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Załącznik:
kom12.jpg
kom12.jpg [ 253.42 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Tylko... trzeba uważać, gdzie się patrzy. Okolica po prostu tonie w śmieciach. Mieszkańcy są chyba ślepi, jeżeli ten cały syf im nie przeszkada, Zadowolone są za to kozy, mecząc radośnie szukają czegoś nosem w tym morzu odpadków.
Załącznik:
kom13.jpg
kom13.jpg [ 343.54 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

No dobra, to może chociaż miasto jest ładne? Idziemy sobie spacerem do centrum i po chwili wiemy, że perła architektury to to nie jest. Dookoła beton i blacha, tu coś odpadło, tam się przewróciło.
Załącznik:
kom14.jpg
kom14.jpg [ 185.29 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Całości dopełniają ruiny z przeszłości i niedokończone budowle czekające na lepszą przyszłość. Do tej pierwszej kategorii zaliczają się pozostałości starego pałacu miejscowego sułtana. Raczej małe ale na tle okolicznych zabudowań musiały kiedyś wyglądać jak luksusowy pałac. Do drugiej kategorii zalicza się główny meczet - obstawiony rusztowaniami sprawia wrażenie, jakby robotnicy poszli na przerwę obiadową dziesięc lat temu i jeszcze nie wrócili.

Wchodzimy do środka, w świątyni przed upałem schroniło się parę osób. Oglądamy sobie wnętrza, choć patrzeć tak w zasadzie nie ma na co. Podchodzi do nas paru chłopaków i zaczynamy krótką rozmowę. Skąd jesteśmy? Czy nam się tu podoba? Jaka jest najlepsza religia na świecie i dlaczego islam? Taaaa, przy tym ostatnim pytaniu zapominamy nagle wszystkie języki obce, pokazujemy na migi, że mamy ważny międzynarodowy telefon a do tego zostawiliśmy czajnik na gazie, machamy na pożegnanie i wychodzimy z meczetu. Na dysputy teologiczne nie mamy jakoś ochoty.
Załącznik:
kom15.jpg
kom15.jpg [ 232.67 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Na odchodne zerkamy jeszcze na tablicę pamiątkową w centrum Iconi. To przypomnienie o smutnej historii najnowszej Komorów. Od odzyskania niepodległości w 1975 roku do początków XXI wieku było tu ponad dwadzieścia zamachów stanu. Wojsko obalało jeden rząd, potem najemnicy opłacani przez Zachód albo opozycję przejmowali władzę, jedna wyspa odłączała się od drugiej żeby parę lat później znowu założyć federację. A na tym wszystkim cierpieli zwykli ludzie. W konsekwencji ponad połowa społeczeństwa żyje teraz za niewiele więcej niż dolara dziennie a wskaźnik nierówności dochodów jest jednym z najwyższych na świecie.
Załącznik:
kom16.jpg
kom16.jpg [ 239.31 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Nic tu po nas, wracamy do Moroni. Wniosek z tej całej wycieczki może być tylko jeden, do Iconi w zasadzie nie ma po co jechać.

Po powrocie stolica wydaje nam się o wiele przyjaźniejsza. Kręcimy się bez celu po starej medinie, uśmiechamy się do ludzi, cykamy zdjęcia przyszłym łamaczom serc tutejszych niewiast.
Załącznik:
kom17.jpg
kom17.jpg [ 244.79 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Załącznik:
kom18.jpg
kom18.jpg [ 213.47 KiB | Obejrzany 6550 razy ]

Przed zachodem słońca idziemy do naszej ulubionej restauracji. Spotykamy pierwszych turystów - i to od razu z Polski! Rozmawiamy trochę o tym, co w tym kraju jest ciekawego do zobaczenia. Dostajemy parę rad, dzięki którym później przy kolacji ustalamy sobie plan na pozostałe dni wyjazdu. Będzie ciekawie, o wiele bardziej niż dziś.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#4 PostWysłany: 28 Sie 2018 23:51 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Dziś będzie trochę leniwie. Późna pobudka i w planie zakupy. A jak zakupy to tylko na volo volo - największym lokalnym targu.

Prędzej czy później każdy odwiedzający Komory trafi do tego miejsca. Jeżeli nie z powodów handlowych to z transportowych - przy rynku rozpoczynają i kończą bowiem swoje kursy taksówki międzymiastowe.

Tu wreszcie poczuć można prawdziwą Afrykę, jakiej do tej pory trochę nam brakowało. Jest gwar, chaos, pokrzykiwanie sprzedawców i masa kupujących przeciskających się wąskimi uliczkami pomiędzy straganami.
Załącznik:
kom20.jpg
kom20.jpg [ 267.48 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Zaczynamy swoją włóczęgę w podsekcji hazardowej. Przyłączam się do miejscowych championów gry w domino. Zapraszają mnie do wspólnej partii, rozdanie mam szczęśliwe i jako pierwszy pozbywam się wszyskich kamieni. W nagrodę za wygraną dostajęna naszyjnik ze starej reklamówki. Ten, kto na koniec dnia ma ich najwięcej, zdobywa tytuł mistrza, sławę i pewnie jakieś pieniądze. Ja poprzestaję na jednym, grunt to umieć odejść z gry kiedy się jeszcze wygrywa.
Załącznik:
kom21.jpg
kom21.jpg [ 136.3 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Załącznik:
kom22.jpg
kom22.jpg [ 221.1 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Potem ruszamy w część spożywczą marketu. Sprzedawcy zachwalają tu ryby prosto z oceanu, tuż obok roznosi się aromat przypraw a kawałek dalej poczuć można mdły zapach mięsa.
Załącznik:
kom23.jpg
kom23.jpg [ 164.96 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Załącznik:
kom25.jpg
kom25.jpg [ 330.71 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Załącznik:
kom24.jpg
kom24.jpg [ 249.89 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Wszystko w warunkach... hm, trochę niebardzo higienicznych, lepiej nie zastanawiać się, czy właśnie tu kupione zostały składniki naszej wczorajszej kolacji lub jutrzejszego śniadania.
Załącznik:
kom26.jpg
kom26.jpg [ 272.14 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Część tekstylna i elektroniczna są już mniej oryginalne. Króluję tu tani import z Azji. Generalnie wytworów made in Comoros praktycznie nie ma, poza przyprawami, olejami i żywnością podczas całego wyjazdu nie znaleźliśmy nic, co byłoby wyprodukowane na miejscu. Nawet tradycyjne lokalne nakrycia głowy zrobione były w Chinach. A z artykułów spożywczych spora część tego, co jest w sklepach to i tak import czy z Francji albo Zatoki Perskiej. Podobnie jest z hitem na rynku kosmetyków, dostępnym na wielu straganach volo volo i w każdej aptece w Moroni - krem do wybielania skóry też jest z importu.
Załącznik:
kom28.jpg
kom28.jpg [ 131.44 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Ale my nie spędzamy sporo czasu na rozważaniu o lokalnej gospodarce. Zamiast temu kibicujemy rozgrywkom w piłkarzyki. Wygrywa zawodnik z grzebieniem we włosach.
Załącznik:
kom27.jpg
kom27.jpg [ 274.3 KiB | Obejrzany 6139 razy ]

Resztę dnia spędzamy leniwie na lekturze i nadrabianiu zaległości służbowych korzystjąc z wolnego ale darmowego internetu w restauracji. Jutro lecimy dalej.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
madziaro uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#5 PostWysłany: 29 Sie 2018 07:43 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2381
Loty: 127
Kilometry: 263 230
Co to się porobiło na tym forum, lekko przycichło a tu nagle perełka za perełką jeśli chodzi o relację. Świetnie :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#6 PostWysłany: 29 Sie 2018 15:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Sie 2015
Posty: 31
Loty: 4
Kilometry: 5 372
Boziu, gdzie was wywiało i po co! :o
A na poważnie - wspaniała relacje, cel podróży faktycznie oryginalny. Tak to bywa, że albo komercja, albo blacha falista, ale klimacik jest!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#7 PostWysłany: 30 Sie 2018 23:58 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Jedną z rzeczy, którą chcieliśmy zrobić na Komorach było wejście na wulkan Karthala, dominujący nad główną wyspą archipelagu. To dwudniowa wycieczka, z noclegiem w namiocie po drodze. Drugą z opcji, które braliśmy pod uwagę było skoczenie na inną wyspę. Wygrało lenistwo, parę biur podróży oferujących podobno trekking na wulkan było zamkniętych a nie chciało nam się szukać bardziej. Wybór padł na Moheli, najmniejszą wyspę należącą do Komorów.

Internet wspominał o dwóch sposobach dotarcia tam: albo łódką, ze specjalnym pozwoleniem od policji i ryzykiem zatonięcia, albo samolotem, z ryzykiem odwołania lotów albo rozbicia się. Ciężki wybór.

Rzeczywistość okazała się o wiele prostsza - bilety lotnicze linii AB Aviation kupić można przez internet a cena nawet dwa dni przed wylotem jest bardzo sensowna. Podobno już od dłuższego czasu żadna maszyna tej firmy nie spadła...

Po śniadaniu łapiemy taksówkę i jedziemy na lotnisko. Terminal krajowy oddalony jest kawałek od głównego budynku i jest jeszcze bardziej prowizoryczny. Nadajemy swoje plecaki, dostajemy w zamian plastikowe, ekologiczne boardnig pasy wielokrotnego użytku i idziemy do poczekalni. Troche tu nudno, spacer do toalety to ryzyko bo cała podłoga jest pokryta parucentymetrową warstwą wody (mam nadzieję, że tylko wody...) więc pozostaje tylko oglądanie zaśnieżonego obrazu w telewizji i chłodzenie się pod wiatrakiem.
Załącznik:
IMG_20180507_085551.jpg
IMG_20180507_085551.jpg [ 90.25 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
IMG_20180507_085943.jpg
IMG_20180507_085943.jpg [ 148.33 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Ale AB Aviation wychodzi nam na przeciw i zaprasza nas do samolotu o wiele wcześniej, niż to było planowane. Startujemy jakieś 30 minut przed czasem.
Załącznik:
IMG_20180507_092801.jpg
IMG_20180507_092801.jpg [ 111.79 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Lot na Moheli trwa niecałe pół godziny. Najpierw wznosimy się w górę, potem niecała minuta lotu w poziomie i już samolot zaczyna podchodzić do lądowania. A i tak w międzyczasie dostajemy jako poczęstunek wodę i ciasteczka.

Lotnisko mieści się nieopodał stolicy wyspy, Fomboni. Terminal 1 to mały barak. W oddali widać zalążki Terminala 2, ale jego dokończenie odłożono chyba na bliżej nieokreśloną przyszłość i póki co wszystko co zbudowano zarasta trawą.
Załącznik:
IMG_20180507_100640.jpg
IMG_20180507_100640.jpg [ 169.62 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Cel na dziś - Itsamia. Jeżeli wyspa Moheli to koniec świata to Itsamia jest końcem tego końca. Dojeżdżamy tam taksówką złapaną koło lotniska i meldujemy się w miejscowych bungalowach. Zostawiamy swoje bagaże w pokoju i ruszamy na popołudniowy spacer.

Przed swoimi oczami mamy typową komorską prowincję. Domy ze słomy i z gliny, piaszczyste drogi i różnego rodzaju mniejsze lub większe (z reguły większe) insekty. Zycie toczy się wolno. Ktoś rozwiesza pranie, grupa kobiet przygotowuje kolację ubijając na papkę jakieś zielone liście, dzieciarnia pozuje nam do zdjęć. Ktoś reperuje samochód, ktoś śpi w hamaku czekając, aż nadejdzie wieczór i skończy się upał.
Załącznik:
kom32.jpg
kom32.jpg [ 346.1 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom33.jpg
kom33.jpg [ 295.04 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom31.jpg
kom31.jpg [ 251.09 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom34.jpg
kom34.jpg [ 162.18 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom37.jpg
kom37.jpg [ 264.92 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom35.jpg
kom35.jpg [ 192.55 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom36.jpg
kom36.jpg [ 184.78 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Traktowani jesteśmy zupełnie normalnie. To znaczy nikt nie biega za nami z prośbą o pieniądze, ludzie się uśmiechają, trochę rozmawiamy ale nie wzbudzamy żadnej sensacji. Tak będzie do końca naszego wyjazdu, pomimo ewidentnego wyróżniania się wśród miejscowych czujemy się bardzo przyjemnie i bezpiecznie.

Ale nie po to jedzie się do Itsamii, żeby zrelaksować się psychicznie. Główna atrkacja tego miejsca czeka na nas dziś wieczorem.

Po dosyć prostej ale smacznej kolacji idziemy z lokalnym przewodnikiem na plaże. Słońce już dawno zaszło, księżyc nie świeci, w ciemności słychać szum fal. I te dziwne dźwięki, jakby ktoś szurał łopatą po ziemi i coś kopał. To żółwie. Co noc wychodzą z wody, żeby składać jaja. Wyglądają bardzo niezdarnie i pokracznie, pchając swoje ciężke ciała centymetr po centymetrze po plaży a potem kopiąc tylnymi płetwami dziury w piasku.

Nasz przewodnik stara się przestrzegać pewnych reguł i chwała mu za to. Żadnego świecenia białym światłem, na szczęście mamy ze sobą czerwone latarki. Żadnych zdjęć z lampą błyskową - żółwie mogą oślepnąć. Zadnego stawania zwierzętom na drodze - mogą się zestresować i wrócić do wody. Niestety, nie wszyscy odwiedzający stosują się do tych zasad, ostatnio jakiś Japończyk podobno podtykał zwięrzętom obiektyw prosto pod nos. My jesteśmy bardziej eco-friendly, z tego powodu wyraźnych zdjęć z plaży nie mamy, choć wprawne oko dopatrzy się żółwia na załączonej fotce. Dla tych mniej spostrzegawczych wrzucam też wersje rysunkowe.
Załącznik:
IMG_20180507_202337.jpg
IMG_20180507_202337.jpg [ 88.64 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
IMG_20180510_093119.jpg
IMG_20180510_093119.jpg [ 211.9 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Załącznik:
kom38.jpg
kom38.jpg [ 302.42 KiB | Obejrzany 5829 razy ]

Spędzamy na plaży dobrych parę godzin. Zwierząt jest multum, podobno co noc pojawia się ich ok 200 sztuk. Siedzimy sobie na piasku, żółwie mijają nas na wyciąnięcie ręki kompletnie nas ignorując. To jedno z ciekawszych obcowań z dziką naturą jakiego udało nam się doświadczyć w całym podróżniczym życiu.

Sporo po północy wracamy do pokoju, padamy na łóżka i od razu zasypiamy.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#8 PostWysłany: 31 Sie 2018 06:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 968
Loty: 354
Kilometry: 558 268
złoty
Jestem fanem zdjęcia ubijanych zielonych liści,
no dobra, całej relacji też,
i mam nawet lepszą nazwę dla tej relacji
"Jarmuż" na Komorach
rozważ
pbak napisał(a):
Załącznik:
kom37.jpg

Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#9 PostWysłany: 31 Sie 2018 09:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 190
niebieski
Rewelacja, zwłaszcza zdjęcie żółwia :) . Gdybyś napisał, że to miejscowy wulkan w przeddzień erupcji, też bym uwierzył ;) .
_________________
Image

Relacja, Czechy: https://www.fly4free.pl/forum/havi-ov-perla-socrealizmu,1508,135215&p=1148718&hilit=socrealizmu#p1148718
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 04 Wrz 2018 23:29 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
-- 04 Wrz 2018 23:28 --

Pobudka tuż po wschodzie słońca. Idziemy ponownie na plażę. Widok jest wprost bajeczny - chmury, dziesiątki śladów zwierząt na plaży a na dodatek małe kraby uciekające nam spod nóg.
Załącznik:
kom41.jpg
kom41.jpg [ 152.48 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Załącznik:
kom42.jpg
kom42.jpg [ 158.76 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Załącznik:
kom43.jpg
kom43.jpg [ 348.67 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Potem śniadanie i krótka rozmowa z ludźmi mieszkającymi w pokoju obok - podobno godzinę wcześniej na plaży były jeszcze ostatnie żółwie, można je było w spokoju obserwować i zobaczyć o wiele więcej niż w nocy. Jak pech to pech, nam pozostają tylko wspomnienia z wczoraj.

Chcemy przedostać się dziś na południe wyspy. W przewodniku wspomniane jest coś o bezpośrednim transporcie z Itsamia ale wszyscy zgodnie twierdzą, że jedyny sposób to pojechanie z powrotem do stolicy i branie busa stamtąd. A, że udaje nam się załatwić darmową podwózkę do Fomboni, to decydujemy się na ten wariant.
Załącznik:
kom40.jpg
kom40.jpg [ 101.88 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Stolica wyspy Moheli to parę ulic na krzyż. Do tego ulice te są w dosyć średnim stanie - wczoraj padało i to dosyć sporo. W skutek tego wszędzie pełno jest błota i różnego rodzaju śmieci. Nie ma wielu powodów, żeby zostać tu na dłużej, poza tym, że nasz bus na południe jakoś nie chce jeszcze odjeżdżać.


Chcąc nie chcąc tkwimy w tym mieście kolejną godzinę. Potem zajmujemy swoje miejsca, otoczeni zewsząd przez ciekawe spojrzenia miejscowych i ruszamy w drogę. Nasz cel to wioska Nioumachoua.
Załącznik:
IMG_20180508_095230.jpg
IMG_20180508_095230.jpg [ 61.18 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Żeby dotrzeć do celu trzeba trochę pocierpieć. Choćby półgodzinne kręcenie się po uliczkach Fomboni, kierowca musi przecież odwiedzić parę osób, zostawić pakunki albo odebrać parę toreb z mięsem, które będą nam potem towarzyszyć przez całą drogę. Potem już tylko tankowanie benzyny i jedziemy. Drogi na północy wyspy są w dobrym stanie ale im bardziej na południe, tym więcej dziur w asfalcie. Do tego dochodzi charakterystyczny zapach niektórych z współpasażerów.

W Nioumachoua fundujemy sobie odrobinę luksusu. Idziemy do miejscowego trzygwiazdkowego hotelu Laka Lodge, gdzie za jedyne 140 euro mamy dla siebie domek na plaży, śniadanie i kolację. Pokój jest schludny i czysty i nawet pająki w łazience wyglądają lepiej niż w miejscu naszego poprzedniego noclegu.

Korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, bierzemy ciepły prysznic, robimy niewielką przepierkę. Potem trochę czytania... i generalnie po godzinie nudzimy się jako mopsy. Laka Lodge jest może fajna, ale zupełnie odrealniona od komorskiej rzeczywistości, nie dalibyśmy rady spędzić tam całego urlopu. Do tego inni goście jacyś tacy hipstersko-snobistyczni.

Tuż za płotem hotelu rozpoczyna się inny świat. Nioumachoua to mała mieścina nad oceanem, pełna niedokończonych domów i kóz. Życie koncentruje się w dwóch miejscach.

Pierwsze to wykafelkowane schody naprzeciw zamykanego na klucz telewizora. To tu wieczorami spotykają się mieszkańcy, żeby porozmawiać, obejrzeć transmisję meczu albo film z gatunku łubudu - podczas naszego pobytu był to Godżilla. Jest też wifi, przynajmniej w teorii bo w praktyce ciężko połączyć się z jakąkolwiek stroną czy ściągnąć maile.
Załącznik:
kom44.jpg
kom44.jpg [ 237.37 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Drugie miejscte to plaża. Czysta, jak na lokalne standardy, z paroma zardzewiałymi wrakami samochodów (zresztą pełno ich jest na całych Komorach, widocznie zbieracze złomu nie dotarli jeszcze do tego kraju...).
Załącznik:
kom45.jpg
kom45.jpg [ 298.85 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Do tego popisujące się dzieciaki i rozgrywki lokalnej ligi w piłkę kopaną. Kręcimy się trochę, rozmawiamy z miejscowymi. Zupełnie nie czuć zazdrości ani zawiści z ich strony, widzą bogatych turystów codziennie przejeżdżających przez ich miejscowść a pomimo tego nie są nastawieni roszczeniowo ani wrogo. Dostajemy nawet zaproszenie na jutrzejszy festyn organizowany przez miejscowe kółko teatralne.
Załącznik:
kom46.jpg
kom46.jpg [ 241.92 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Załącznik:
kom47.jpg
kom47.jpg [ 144.36 KiB | Obejrzany 5218 razy ]

Na koniec oglądamy jeszcze zachód słońca w stylu romantic classic. Potem kolacja i padamy na łóżko - trzeba odespać wczorajsze żółwie i dzisiejsze wczesne wstawanie.
Załącznik:
kom48.jpg
kom48.jpg [ 151 KiB | Obejrzany 5218 razy ]


-- 04 Wrz 2018 23:29 --

sko1czek napisał(a):
Jestem fanem zdjęcia ubijanych zielonych liści,
no dobra, całej relacji też,
i mam nawet lepszą nazwę dla tej relacji
"Jarmuż" na Komorach
rozważ
pbak napisał(a):
Załącznik:
IMG_20180508_095230.jpg
IMG_20180508_095230.jpg [ 61.18 KiB | Obejrzany 5218 razy ]



Rozważę, jak tylko wykombinuje jak tu się zmienia tytuł relacji :-)
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#11 PostWysłany: 05 Wrz 2018 10:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2014
Posty: 1301
złoty
Super relacja, świetny kierunek :)
_________________
http://flightdiary.net/kamo375
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#12 PostWysłany: 07 Wrz 2018 10:41 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Dzieki, fajnie, ze sie ludziom podoba :-) Ciezko znalezc czas na pisanie ale nastepny odcinek juz niedlugo...
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#13 PostWysłany: 12 Wrz 2018 00:19 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Dziś idziemy w dżunglę. Cel jest ambitny: chcemy zobaczyć rudawkę komorską.

Najpierw podjeżdżamy samochodem wraz z paroma innymi mieszkańcami hotelu paręnaście kilometrów w głąb wyspy. Potem idziemy leśną ścieżką jakieś pół godziny. Parę razy trzeba przeprawić się przez strumyki - pierwszy pokonujemy przeskakując z kamienia na kamień ale potem robimy się bardzo leniwi i przechodzimy po prostu po dnie, brodząc po kostki w wodzie. Po drodze widzimy różne cuda rosnące w dżungli - nazw połowy z nich nie pamiętam, chyba jedno z nich to wanilia.
Załącznik:
kom51.jpg
kom51.jpg [ 167.38 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Załącznik:
kom52.jpg
kom52.jpg [ 163.03 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Załącznik:
kom53.jpg
kom53.jpg [ 225.58 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Załącznik:
kom54.jpg
kom54.jpg [ 117.25 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Z rzeczy bardziej znajomych jest też kwitnący ananas i wysoka palma.
Załącznik:
kom56.jpg
kom56.jpg [ 193.64 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Załącznik:
kom55.jpg
kom55.jpg [ 141.79 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Końcówka wędrówki to kawałek ostro pod górę, aż w końcu jesteśmy na miejscu. Trzeba wytężyć wzrok, wysoko nad nami zwisają z drzewa rudawki - czyli inaczej mówiąc ogromne nietoperze. Wystętpują tylko na Komorach i są naprawdę spore - rozpiętość skrzydeł dochodzi u dorosłych osobników do półtora metra.
Załącznik:
kom57.jpg
kom57.jpg [ 62.59 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Stoimy tak i przez dłuższy czas patrzymy na te śmieszne zwierzęta - niektóre latają nad nami, inne leniwie wiszą na gałęziach. Mniej śmieszne zwierzęta też dają znać o sobie - w okolicy jest masa komarów, jakoś niespecjalnie przejmujących się repelentami.

Wracamy z dżungli, bierzemy nasze bagaże i zmieniamy lokum. Z luksusów przenosimy się do bungalowów po drugiej stronie miasta. Wody bieżącej brak, wiatraka też, moskitiera pełna dziur. Za to jest jakoś tak bardziej lokalnie i przyjemnie. No i o wiele taniej. A w gratisie mamy szum fal, bungalowy są nad samym oceanem.

Druga połowa dnia to wielkie leniuchowanie. Wynajmujemy łódź i płyniemy na niewielką, niezamieszkaną wyspę w okolicy Nioumachoua. Przez chwilę mamy ambitne plany niewielkiego trekkingu - podobno są tu resztki zabudowań po dawnej kolonii dla trendowatych. Ale kończy się tylko na krótkim spacerze wzdłuż plaży. Resztę popołudnia spędzamy na wylegiwaniu się na słońcu i snorklowaniu. Plaża jest czysta, woda ciepła i przejrzysta, ludzi brak - prawie jak na Malediwach.
Załącznik:
kom58.jpg
kom58.jpg [ 176.87 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Nadchodzi wieczór, dziś w planie mamy spotkanie z kulturą wysoką. W centrum miasta lokalna grupa teatralna urządza przedstawienie. Godzina rozpoczęcia jest raczej umowna, najpierw czekamy na zapadnięcie zmroku, potem na koniec filmu akcji i na zebranie się całej publiczność. Niektórzy z miejscowych są nawet bardziej zmęczeni czekaniem niż my.
Załącznik:
kom59.jpg
kom59.jpg [ 142.91 KiB | Obejrzany 4578 razy ]

Przedstawienie ma charakter edukacyjny. Jest trochę ludowych śpiewów i trochę jednoaktówek na tematy bardziej poważne - jedna ze scen traktuje o równouprawnieniu kobiet, druga o szkodliwych skutkach wyrzucania śmieci na plażę.


To rozumiemy, bo dialogi są po angielsku i francusku. Główna atrakcja to występ lokalnego celebryty, który przez dłuższą chwilę opowiada miejscowym o lokalnej historii. Tak nam przynajmniej tłumaczą inni widzowie, monolog celebryty jest w lokalnym języku i poza "mzungu" niewiele udaje nam się zrozumieć.

Ale i tak jest ciekawie. Jako goście honorowi obradowani jesteśmy przez występujących znaczkami z flagą Komorów.

Późną nocą wracamy do naszych bungalowów. Dookoła ciemność, chwilowo wyłączono prąd. Nad nami widać tysiące gwiazd. Po drodze po raz pierwszy podczas naszego wyjazdu spotykamy Bernarda Pustelnika. O Bernardzie więcej w jednym z następnych odcinków.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#14 PostWysłany: 16 Wrz 2018 17:53 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Wydostać się transportem publicznym z Nioumachoua nie jest łatwo. Jedyny oficjalny autobus wyjeżdża o 5 rano. To oznacza bardzo ranne wstawanie a potem bezczynne siedzenie parę godzin w Fomboni na lotnisku, czekając na nasz samolot. Decydujemy się na dłuższe spanie załatwiając sobie busa z naszej poprzedniej, luksusowej lodży. Samochód odbiera nas koło 8, już godzinę później po względnie komfortowej podróży jesteśmy z powrotem na lotnisku.

Robimy niewielkie zakupy w okolicznym sklepie z pamiątkami a potem przechodzimy znajomą nam już procedurę: oddanie bagażu w zamian za plastikowe karty pokładowe, potem kontrola bagażu podręcznego. Przy tej ostatniej mamy dłuższą rozmowę z urzędniczką - nie chcąc zaśmiecać Komorów jeszcze bardziej zbieramy własne zużyte plastikowe butelki, żeby zabrać je potem ze sobą do Europy. Kontrolerce trudno jest zrozumieć, dlaczego po prostu nie wyrzucimy ich gdzieś do rowu przy drodze...
Załącznik:
kom61.jpg
kom61.jpg [ 111.86 KiB | Obejrzany 4203 razy ]

Lot powrotny na Grand Comore nie różni się prawie niczym od poprzedniego: szybki start, szybki serwis pokładowy z wodą i ciasteczkami i już po chwili zaczynamy podchodzić do lądowania. Tylko pilot wprowadza własny element narodowy - jest z RPA i wszystkie swoje komunikaty ogłasza po afrykanersku. Dla miejscowych to chyba i tak mniejsze zło, drugi pilot jest z Czech.

W planach mamy udanie się na północ głownej wyspy Komorów. Taksówkarze lotniskowi oferują ceny trochę z kosmosu więc bierzemy plecaki i idziemu na główną drogę. 10 minut czekania i udaje nam się załatwić transport za o wiele bardziej akceptowalną cenę.
Załącznik:
kom64.jpg
kom64.jpg [ 122.28 KiB | Obejrzany 4203 razy ]

Droga na północ jest w remoncie, Chińczycy kładą asfalt. Z konieczności mamy trochę objazdów ale po niecałej godzinie docieramy do celu naszej podróży. Następne trzy noce spędzimy w Maloudja Bungalows w Mitsamiouli. To miejsce przypomina trochę ośrodek czasowy z czasów PRL - parędziesiąt domków kepmpingowych i stołówka. A że od czasów PRL minęło ładnych parę lat, to i stan domków jest odpowiednio zły. Tylko kilka z nich nadaje się do zamieszkania, więszość jest w stanie mniejszej lub większej ruiny a po niektórych pozostały już tylko fundamenty. O klimatyzacji czy bierzącej wodzie można zapomnieć, prąd raz jest, raz go nie ma.

Długo możnaby wymieniać wady Maloudja, zalety są dwie: jest tanio i lokalizacja jest po prostu bajeczna. Plaża (czysta!), ocean, palmy. Nic, tylko zamówić zimne piwo, usiąść gdzieś w cieniu na piachu i przeczekać południowe upały.
Załącznik:
kom62.jpg
kom62.jpg [ 137.14 KiB | Obejrzany 4203 razy ]

Załącznik:
kom63.jpg
kom63.jpg [ 217.22 KiB | Obejrzany 4203 razy ]

Ja biorę się za czytanie, A. nawiązuje znajomość z lokalnym, niezwykle gadatliwym sprzedawcą olejków. Ten człowiek to typ mitomana i wszystko co mówi trzeba pewnie podzielić przez dziesięć ale pomimo to można dowiedzieć się od niego ciekawych rzeczy.
Podobno ośrodek, w którym jesteśmy, kupiła jakaś firma z Dubaju i zamierza przekształcić go na luksusowy hotel dla bogaczy. Prace mają zacząć się po najbliższej porze deszczowej. W to akurat można uwierzyć, na ścianie stołówki wisi oprawiony w ramki dokument z pieczątką prezydenta Komorów i jakimiś krzaczkami po arabsku. A ludzi płacących spore pieniądze za takie widoki na pewno znajdzie się sporo.

Podobno pozycja społeczna mężczyzny w lokalnej społeczności zależy od rozmachu imprezy weselnej. Im bardziej wystawna, tym większy późniejszy szacunek w okolicy, przez co sporo ludzi zadłuża się po uszy i spłaca potem pożyczki przez resztę życia. Wyróżnia się tu tzw. małe i duże wesela i tylko ci, których stać na tą drugą imprezę trafiają do prawdziwej elity. Reszta mieszkańców winna oddawać im cześć i być praktycznie na każde ich zawołanie. Obecny prezydent Komorów walczy z tym zwyczajem, ale jako że sam nie urządził sobie dużego wesela, nie zawsze znajduje posłuch wśród swoich obywateli. Ta informacja po części pokrywa się z tym, co przeczytaliśmy w podręcznikach i obserwowaliśmy podczas naszej podróży, pytanie tylko, czy rzeczywiście zjawisko to jest aż tak ekstremalne.

Podobno miejscowa kobieta ma się szanować i dbać o honor. Jeżeli przytrafi jej się jakaś przygoda z mężczyzną, który potem nie kwapi się do ożenku, to perspektwy takiej dziewczyny już-nie-dziewicy są średnio optymistyczne. Najczęściej kończy jako prostytutka w Moroni. W to też, niestety, nietrudno uwierzyć.

Z innych ciekawszych rzeczy, nasz sprzedawca olejków ma podobno w okolicy własny pensjonat i po remoncie podczas najbliższej pory deszczowej też ma zamiar otworzyć go dla turystów. A za parę lat ma w planach kandydowanie w wyborach prezydenckich. Spore ambicje jak na człowieka, który spędza całę dnie przy swoim małym stoliku z buteleczkami wypełnionymi olejkami.

Z nastaniem popołudnia upał się zmniejsza a plaża zapełnia się ludźmi. Jest środek tygodnia, niby wszyscy powinni być w szkole albo w pracy, ale zamiast tego wolą widocznie kąpać się w oceanie albo grać w siatkówkę. Pomimo dosyć tradycyjnego, muzułmańskiego społeczeństwa nie widać tu też żadnego podziału - obie płcie bawią się razem.

Zachód słońca przychodzi szybko i jest po prostu niesamowity.
Załącznik:
kom66.jpg
kom66.jpg [ 239.4 KiB | Obejrzany 4203 razy ]

Załącznik:
kom67.jpg
kom67.jpg [ 108.47 KiB | Obejrzany 4203 razy ]

O 19 jest już ciemno. Naszą kolację jemy przy wątłym blasku świetlówki, potem idziemy spać. Jutro w planach wycieczka po okolicy, żeby uniknąć upałów chcemy znowu wstać wcześnie rano.

W nocy coś przebiega po poręczy łóżka i strąca rzeczy ze stolika na podłogę. Gigantyczny pająk? A może szczur? Świecimy latarką ale nie zauważamy w pokoju nic niezwykłego. Tylko zasnąć po czymś takim nie jest zbyt prosto.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#15 PostWysłany: 21 Wrz 2018 20:45 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Podczas następnych dwóch dni urządzamy sobie objazd po północnym krańcu wyspy.

Pierwszy przystanek - okolice Chezani. W tej okolicy znajduje się wyspa o obiecującej nazwie Ile des Tortues. Mamy nadzieję na powtórkę z oglądania żółwi, choć w ciągu dnia i tak pewnie nie dałoby się ich zobaczyć. Nadzieja rozwiewa się dosyć szybko - na wyspe nie udaje nam się po prostu dotrzeć. Ale jakoś się tym nie przejmujemy, i tak jest tu sporo ciekawych rzeczy do oglądania.
Załącznik:
kom70.jpg
kom70.jpg [ 149.97 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Stoimy sobie nad brzegiem oceanu i gramy w różne gry. Na przykład bawimy się w "znajdź rybę na tle piaszczysztego dna". Albo obstawiamy, który krab dotrze pierwszy do krańca kamienia.
Załącznik:
kom71.jpg
kom71.jpg [ 268.22 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Najwięcej frajdy sprawia nam jednak Bernard Pustelnik.

Wspomniane parę wpisów wcześniej stworzenie jest równie pocieszne co ciekawe. Skorupiak ten nie ma własnej muszli, zasiedla te porzucone przez ślimaki. W miarę dojrzewania jeden dom może stać się dla Bernarda za ciasny, porzuca on wtedy swoją muszlę i idzie na poszukiwanie kolejnej, większej. Patrzyć na niebieskie oczka i pomarańczowe nóżki tego zwierzęcia można godzinami.
Załącznik:
kom72.jpg
kom72.jpg [ 288.4 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Spędzamy na plaży ładnych parę godzin, aż upał przegania nas do poliskiego miasta. Tam kupujemy sobie na orzeźwienie lokalny sok z cytryny i czekamy na transport dalej. Szkoda, że nie można zostać tu dłużej, w lokalnej telewizorni będzie piłkarski wieczór.
Załącznik:
kom76.jpg
kom76.jpg [ 177.07 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Kolejny przystanek to Bagwa Kouni. Chcemy zobaczyć tu lokalny meczet, podobno zbudowany jakiś czas temu za pomocą czarów w jedną noc. Taksówkarz podwozi nas pod samą budowlę, podchodzi do siedzących pod świątynią starców i w uniżony sposób prosi o pozwolenie na nasze wejście do środka. Ci leniwie spędzający czas mężczyźni to pewnie lokalna elita, ci szczęśliwcy, którzy mogli zafundować sobie wielkie wesele i teraz wszyscy kłaniają im się w pas. Wspaniałomyślnie zgadzają się na moje wejście, A. jako przedstawicielka płci pięknej ma możliwość podziwiania budowli z zewnątrz.

Meczet jest nawet fajny choć niespecjalnie wyjątkowy. I raczej niewielki, po pijaku ze szwagrem rzeczywiście udałoby się postawić go w jedną noc. Zdjęć w środku nie ma jak robić, więc w zamian jest fotka kozy zamieszkującej wrak samochodu.
Załącznik:
kom73.jpg
kom73.jpg [ 178.19 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Jedziemy dalej, tym razem nad Lac Sale. To jezioro w kraterze wulkanu. Widocznie jest to popularny cel wycieczek, tuż przy drodze lokalny przedsiębiorca rozstawił stragan z nieco tandetnymi pamiątkami. Kupować nie ma co, wdajemy się za to w krótką rozmowę. Zaserwowana jest nam seria pseudo-ciekawostek, raczej z pogranicza urban legend niż nauki, obliczona na wprawienie turystów w zachwyt. Podobno nie wiadomo, jak głębokie jest jezioro. Podobno nurkownie wysłani na jego zbadanie nigdy nie wrócili na powierzchnię. Podobno w wodzie żyją tajemnicze zwierzęta.

Uwalniamy się od natrętnego sprzedawcy i idziemy na spacer dookoła krateru. Widoki, jak to zwykle na Komorach są niesamowite.
Załącznik:
kom74.jpg
kom74.jpg [ 196.73 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Jedziemy dalej. Próbujemy łapać taksówkę, ale zatrzymuje się spora ciężarówka. Widocznie w tym kraju autostop też od czasu do czasu działa, kierowca podwozi nas za zupełną darmochę do celu kolejnego etapu.

Docieramy do zatoki Trou du Prophete. To podobno jedno z najładniejszych miejsc na całej wyspie. Tak piękne, że właśnie tu swój dom mial Bob Denard - francuski najemnik zamieszany w kilka zamachów stanu na Komorach. Trzeba przyznać, że widok z tarasu miał niebrzydki. Pewnie dlatego spędził tu paręnaście lat, przeszedł na islam (zaliczając wcześniej katolicyzm i judaizm...) i dochował się ośmiorga dzieci z sześcioma żonami.
Załącznik:
kom75.jpg
kom75.jpg [ 150.8 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

W zatoce robimy sobie przerwę obiadową. Budka zbita z desek, parę stolików, kucharze i kelnerzy w stylu rasta, pasujący raczej do Jamajki. Ale jedzenie jest wyśmienite, chyba najlepsze podczas całego wyjazdu. A do tego domowej roboty wino z kokosa.
Załącznik:
kom78.jpg
kom78.jpg [ 128.99 KiB | Obejrzany 3772 razy ]

Z Trou du Prophete mamy 15 minut piechotą do naszego domku. Zarośnięta droga prowadzi głównie brzegiem oceanu, tylko od czasu do czasu zbacza w głąb lądu. Mijamy grupę miejscowych urządzających sobie grilla - przy 30 stopniach w cieniu taka rozrywka to nie dla nas więc grzecznie odrzucamy zaproszenie do przyłączenia się.

Wieczorami wylegujemy się na plaży i słuchamy fantasmagorii naszego ulubionego sprzedawcy olejków. Nawet nie chcemy myśleć o tym, że niedługo trzeba będzie wrócić do cywilizacji.

Załączniki:
kom77.jpg
kom77.jpg [ 217.22 KiB | Obejrzany 3772 razy ]
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą


Ostatnio edytowany przez pbak, 06 Paź 2018 01:10, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#16 PostWysłany: 22 Wrz 2018 12:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Sie 2015
Posty: 31
Loty: 4
Kilometry: 5 372
Żółwiki, nietoperki i te plaże!!! <3

Wysłane z TupTapTok
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#17 PostWysłany: 25 Wrz 2018 19:06 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
Będzie bez fotek; ciekawe czy ktoś to przeczyta:-)

Ostatni dzień. Wstajemy rano, już koło 7 rano jesteśmy na głównej drodze i próbujemy złapać transport do Moroni. Ruch niewielki, przejeżdża jeden samochód co parę minut jakoś żaden się nie zatrzymuje. Póki co jeszcze się nie przejmujemy, wylot mamy dopiero po południu.

Gdy po mniej więcej godzinie czekania zaczynamy zastanawiać się nad alternatywami, nagle zatrzymuje się koło nas taksówka jadąca od strony stolicy. Kierowca tłumaczy, że najkrótszą drogą do Moroni nie ma co się pchać, przebiega ona koło lotniska a akurat dzisiaj na wyspę przylatuje jeden z byłych prezydentów Komorów. W związku z tym drogę blokuje miejscowa ludnośc, tłumnie oczekująca na przyjazd polityka. I to nie, żeby prostestowac ale żeby go radośnie przywitać.

No to pięknie. Pozostaje tylko jedna opcja: jechać do Moroni na około, wzdłuż wschodniego wybrzeża a potem drogą na przełaj wyspy. Ładujemy się do taksówki. Jest troche ciasno, łącznie z kierowcą jest nas 8 osób. Na szczęście po jakimś czasie inni pasażerowie zaczynają wysiadać więc komfort jazdy trochę się poprawia.

Wschodnia część wyspy i jej środek wyglądają jeszcze badziej dziewiczo niż reszta kraju. Podobno jest tam tylko jeden mały hotel, chodź kierowca nie jest pewien, gdzie dokładnie on się znajduje. Brzmi intrygująco, zaczynamy tworzyć plan na ponowną wizytę na Komorach.
Do Moroni dojeżdżamy po godzinie rajdowej jazdy i ścinania zakrętów. Na koniec mamy jeszcze krótką wymianę zdań z naszym szoferem. On z uśmiechem na ustach mówi, że cena za przejast wzrosła. My z uśmiechem na ustach wspominamy parę razy słowo "policja" i to załatwia sprawę.

Mamy niecałe dwie godziny na załatwienie paru spraw. Oddajemy kartę sim i przewodnik po wyspie w Farida Lodge. Potem szybkie ostatnie zakupy na rynku volo volo. Na koniec krótki obiad i czas już jechać na lotnisko.

Zatrzymany taksówkarz twierdzi, że przyjazd prezydenta to żaden problem. No to ruszamy. Odjechaliśmy może 15 minut od miasta, gdy nagle całą szerokość drogi wypełnia tłum ludzi. Wszyscy biegną prosto na nas, coś krzyczą, śpiewają, rzucają kwiatami i machają rękami. Otaczają samochód ze wszystkich stron. Za nimi jedzie parę samochodów wojskowych, dosłownie w ostatniej chwili zjeżdżamy na pobocze. Tuż potem mija nas limuzyna byłego prezydenta. Wszystko trwa może pół minuty, zanim zdążyłem wyjąć i nastawić telefon na nagrywanie, dookoła nas robi się znowu pusto i cicho, jakby nic się nie stało. Ciekawe kiedy tak witać będziemy byłe głowy państwa w Polsce?

Dojeżdżamy na lotnisko. Przebieramy się w bardziej europejskie (czytaj czyste, nie przepocone i mniej zużyte) ubrania, nadajemy bagaż i przechodzimy przez kontrolę paszportową. Teraz trzeba tylko poczekać na przylot naszego samolotu. Salonik vip niby jest, ale jakoś nie udaje nam się tam dostać. Pozostaje zabijać czas w sklepikach z pamiątkami - wszystkie suweniry są raczej tandetne, koszmarnie drogie i bardzo zakurzone. Ewidentnie ruch w interesie jest kiepski.

Odlot następuje o czasie. Po drodze do Addis mamy międzylądowanie na Madagaskarze, w Nosy Be. Niby to prowincja, lotnisko biedne i małe ale widocznie popularne wśród turystów. Do samolotu wsiada sporo ludzi, wszyscy biali, w słomkowych kapeluszach, markowych okularach przeciwsłonecznych. Zaczyna się chaos i wielka zamiana miejsc, tak jakby ludzie nie byli w stanie przetrwać tych parę godzin w samolocie nie mając obok swoich współurlopowiczów. Jakaś dziewczyna usilnie namawia po angielsku zdezorientowanego Komorczyka do ustąpienia miejsca jej chłopakow, bo nie chce siedzieć koło czarnoskórego. Wygląda to na jakieś karykaturalne all incusive. W tym momencie czujemy, że na dobre opuściliśmy naszą biedną ale przyjazną i nieskomercjalizowaną Afrykę.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#18 PostWysłany: 26 Wrz 2018 08:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Sie 2015
Posty: 31
Loty: 4
Kilometry: 5 372
I co, to już koniec?
Wspaniała wyprawa, świetna relacja. Czytało się momentami jak dobrą książkę. Dzięki za przybliżenie tego szalenie egzotycznego miejsca w tak ciekawy sposób!

Wysłane z TupTapTok
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#19 PostWysłany: 27 Wrz 2018 19:17 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6037
Loty: 286
Kilometry: 486 176
Super, dzięki za relację z takiego kierunku :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: W nieznane
#20 PostWysłany: 28 Wrz 2018 17:48 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 642
platynowy
To jeszcze na koniec małe podsumowanie. Ale zanim przejdę do konkretów, będzie parę refleksji.

Nie cierpię spędzać urlopu na plaży. Nie jestem wielkim zwolennikiem oglądania zwierząt. Lubię, kiedy podczas podróży jest parę akcentów historycznych, kulturowych czy religijnych. Czyli to, co jest na Komorach generalnie niespecjalnie mi pasuje, a to, co lubię nie da się w tym kraju znaleźć. Pomimo tego ten urlop należał do najlepszych w mojej długiej historii wyjazdów. Brzmi trochę jak paradoks i dopiero po pewnym czasie uświadomiłem sobie, dlaczego tak jest.

To wszystko przez ludzi. Komorczycy posiadają idealną mieszankę cech potrzebnych do interakcji z zachodnim turystą. Nie są napastliwi ani natrętni, nie traktują człowieka jako chodzącej portmonetki a z drugiej strony są mili i otwarci na innych. A do tego w pozytywny sposób dumni z własnej tożsamości narodowej. W tym kraju można odpuścić sobie stawianie bariery ochronnej, koniecznej w wielu innych państwach Afryki. Nie trzeba mieć oczu dookoła głowy i z każdej strony spodziewać się niebezpieczeństwa (no, może poza nocnym spacerowaniem poboczem drogi). Nie trzeba wychodzić z założenia, że każdy miejscowy chce nas oszukać albo okraść. Można po prostu opuścić gardę i być sobą, przez co podróżowanie jest o wiele mniej męczące i bardziej przyjemne.

To wszystko pewnie zmieni się jeżeli Komory będą cały czas stabilne i będą otwierać się bardziej na globalną turystykę. Zabudowanie dziewiczych dzisiaj plaż wielkimi hotelami wydaję się kwestią czasu. Alternatywa to kolejny zamach stanu i kolejny okres niestabilności. Chciałbym się mylić, ale trzeciej drogi chyba nie ma.

Tak czy inaczej, na Komory trzeba przyjechać póki jeszcze są takie jak teraz.
Załącznik:
20180510_135809.jpg
20180510_135809.jpg [ 169.09 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

Załącznik:
20180510_180512.jpg
20180510_180512.jpg [ 158.88 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

Na koniec trochę praktyki.

Lot:
Ethiopian z Frankfurtu za 600 eur z groszami - żadna promocja czy error fare. Pewnie trochę da się zbić przez OTA. A jak Ethiopian to da się też za mile z M&M, z niewielkimi dopłatami. Dla porównania, lot z Mayotte na Komory (1 godzina) kosztuje podobno 400 eur.
Lot na Moheli kupiony przez internet w AB Aviation, płatność kartą 45000 kmf za osobę.

Hotele:
W Moroni jest parę hoteli z prawdziwego zdarzenia, do tego lodża w Nioumchoua i rozpadający się ośrodek w Mitsamiouli. Na prowincji ciekawą opcją są bungalowy. To oddzielny budynek z paroma pokojami, w standardzie raczej podstawowym ale mimo wszystko akceptowalnym. Czytaj: toaleta przy pokoju ma prawdziwy sedes a nie dziurę w ziemi. Bungalowy w których byliśmy nie były nijak oznaczone, trzeba po prostu zapytać miejscowych o drogę. Z tego, co nam powiedziano, ich własnością nie jest konkretna osoba ale cała wioska. Przez to wpływy z turystyki są dzielone na wszystkich mieszkańców, bez żadnej niepotrzebnej zawiści i kreowania nierówności społecznych. Taki komunizm na skalę mikro ale widocznie działa.
Załącznik:
20180511_155728.jpg
20180511_155728.jpg [ 283.23 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

Nie ma chyba jak tych bungalowów zarezerwować. My mieliśmy szczęście, miejsce dla nas zawsze się znalazło.

Ceny noclegów:
Farida Lodge - 44 eur / pokój
Laka Lodge - 140 eur / pokój
Bungalowy na prowincji - 8000 - 12000 kmf / pokój. Insekty w cenie, na zewnątrz i w środku pokoju.

Jedzenie:
W Moroni jest parę restauracji z prawdziwego zdarzenia, my upodobaliśmy sobie Jardin de la Paix
Na prowincji pozostaje zamawianie posiłków w miejscu noclegu lub też robienie zakupów i przyrządzanie jedzenia we własnym zakresie. Tylko, że oferta sklepów poza stolicą jest mocno ograniczona.

Dania mogą być albo bardzo proste albo bardzo wyrafinowane, jakoś nie udało nam się trafić na coś pośrodku. Ale wszystko było smaczne. Królują ryby i owoce morza, po wizycie na targu volo volo można darować sobie zamawianie mięsa.
Załącznik:
20180505_190840.jpg
20180505_190840.jpg [ 197.33 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

Załącznik:
20180511_141114.jpg
20180511_141114.jpg [ 199.9 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

Załącznik:
20180507_183123.jpg
20180507_183123.jpg [ 178.41 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

Cena obiadu / kolacji to 2000 - 5000 KMF od osoby

Bezpieczeństwo:
Było już wcześniej o zagrożeniach na drodze, innych realnych niebezpieczeństw nie ma a od wybuchu wulkanu czy zamachu stanu ciężko jest się uchronić jak już się to zdarzy. Przestępstw pospolitych nie zaobserwowaliśmy. Spotkane turystki z Mayotte często powtarzały nam, że u siebie nie bardzo mogą chodzić po zmroku a na Komorach czują się idealnie.

Pieniądze:
Frank komorski ma sztywny kurs do euro, płacić można w obu walutach. Bankomatu nie widziałem, karty płatnicze można trzymać głęboko w plecaku.
Ceny w supermarketach znośne choć raczej wysokie w porównaniu do lokalnych zarobków. 1.5l wody kosztuje 300 kmf.

Język:
Francuski, żeby rozmawiać z miejscowymi. Z samym angielskim da się przeżyć, ale trudno będzie komunikować się poza hotelami i restauracjami.

Internet i telefon:
Internet mieliśmy w jednym hotelu i jednej restauracji, transfer bez rewelacji ale maile dało się ściągnąć. Internet w "hot-spotach" wiejskich działa różnie.
Ani polska ani niemiecka karta sim nie dała się zarejestrować w lokalnej sieci, o roamingu można zapomnieć. Lokalna karta z doładowaniem jest dobra do dzwonienia, z smsami można być różnie a internetu przez telefon nie próbowaliśmy. Czyli jednym słowem to idealne miejsce na cyfrowy detox.

Zakupy:
Olejki różnego rodzaju. Jakościowo podobno bardzo dobre, przynajmniej według mojej A. Kosztują ułamek tego, co w Europie - czyli ok 10 eur za butelkę wartą u nas ponad 80 euro.

Trendsetterki mogą na targu kupić sobie środki na lokalną maseczkę przeciwsłonecznę. Czyli to białe cudo, które ma na twarzy kobieta na środku zdjęcia.
Załącznik:
20180508_091154.jpg
20180508_091154.jpg [ 242.26 KiB | Obejrzany 2945 razy ]

A i tak dla nas najlepszą pamiątką była wpinka w klape z flagą Komorów, którą dostaliśmy od miejscowych.
_________________
Komory - zakończona
Bahrajn - zakończona

Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
Arekkk uważa post za pomocny.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group